ODPOWIEDZ
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
Ahhh, Wednesday… wednesday… wed-nes-day… Jezu, od ostatniego razu, kiedy się widzieli, minęło chyba kilka miesięcy? Miał z nią kontakt, no jasne, ale oboje byli zajęci… on swoją nową miłością, którą na dobrą sprawę nie miał jeszcze okazji się pochwalić, a Erika? Well… tego dopiero musiał się dowiedzieć. A co było lepszego od spotkania się znowu po tak długiej przerwie niż wspólne zjaranie się i doświadczenie jakiegoś absolutnie zajebistego gastro? No właśnie. Chyba nic. Dodatkowo mieli obejrzeć tego całego Króla Lwa, którego nigdy wcześniej nie widział, ale musiał przyznać sam przed sobą, że zajebiście się tym jarał. Widział jakieś zdjęcia w necie, głównie timona i pumby (bodajże tak mieli na imie???), i chyba właśnie na nich był najbardziej podekscytowany. Wyglądali dosłownie jak Erika i Caspian więc może dlatego, aż tak się na to ekscytował. XD

Spakował więc ziółko, chwycił swoją nową laskę(no bo miał ich kilka, okej?) zamówił taksówkę i ruszył w kierunku mieszkania Lindberg. Z tyłu taksówki rollował sobie blanciiki, bo chciał, żeby wszystko było już pięknie, ładnie gotowe, kiedy tylko dotrze na miejsce. - Proszę mi tutaj wszystkiego nie ujebać! Będę tym autem jeszcze cały wieczór jeździł - burknął taksówkarz, posyłając Marshallowi gniewne spojrzenie w lusterku. - Proszę pana, dam porządny napiwek. Tutaj dzieje się magia - odpowiedział, uśmiechając się pod nosem i nawet na moment nie odrywając wzroku od swojego małego yummy dzieła sztuki. Taksówkarz tylko coś tam przeklął pod nosem w swoim języku. Marshall miał wrażenie, że gdzieś pomiędzy tym całym niezrozumiałym mamrotaniem usłyszał znajome kurwa, ale może po prostu brakowało mu barszczyku, którego spróbował w wawce rok temu? Ahhh, who knows?

No ale dobra, zadowolony z idealnie zrollowanych skrętów, po jakimś czasie dojechał pod mieszkanie przyjaciółki. Wstukał w apce porządny napiwek dla taksówkarza, a zanim wysiadł, rzucił mu jeszcze jednego blancika, tak na relaks po zmianie. Taki był dzisiaj hojny, a co. Chwycił swoją laskę, wyszedł z pojazdu i jakieś pięć minut później złapał już za klamkę mieszkania Lindberg (jakiś jej sąsiad wpuścił go do środka, może było mu go szkoda bo kuśtykał, hm?), po prostu wchodząc sobie do środka jak gdyby nigdy nic, prawie jak do siebie. - Lindberg, nie nauczyli cię, że zamyka się drzwi w domu? - krzyknął, ściągając buty, po czym zatrzymał się gdzieś na środku korytarza i dla bezpieczeństwa zamknął oczy. - Powiedz mi tylko, czy mogę wejść, bo nie wiem, co ty tam robisz. Ubierasz się, zabawiasz… you know what? I don't care. Daj tylko jakiś znak, że mogę wchodzić. - Zaśmiał się pod nosem, przy okazji wsuwając dłoń do kieszeni, bo po prostu miał cholerną ochotę wymacać blanciki znajdujące się w przezroczystej torebeczce. He just couldn't wait to light them up with her, hah.

wednesday
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Za każdym razem, gdy jej telefon wibrował z informacją o wiadomości od Marshalla to na jej twarzy automatycznie pojawiał się lekki uśmiech. Wszystko za sprawą tego, że zwyczajnie uwielbiała tego ciołka, a od zbyt długiego czasu nie mieli okazji się widzieć. Obiecała mu jednak wieczór filmowy i wyglądało na to, że Caspian o tym doskonale pamiętał. W dodatku zaproponował kinder bueno oraz zioło, więc był bardziej niż mile widziany.
Oczywiście, że Król Lew i marihuana to nie było wszystko. Mieli też zwyczajnie pogadać i nadrobić to, co zdążyło się zadziać w ich życiu od ostatniego spotkania w barze. U Eriki na pewno działo się sporo, ale były to zwyczajne głupoty, na które można było machnąć ręką. Była po prostu dziewczyną, która miała szczęście do random encounterów i na tym poprzestańmy.
Czekała na niego cierpliwie. Wiedziała, że Abby miała wrócić jakoś nad ranem ze względu na swój dyżur. Przynajmniej dzięki temu Erika była pewna, że nie będą jej przeszkadzać jeśli tylko będą okupować salon przez całą noc i zachowywać się głośniej niż wypadało, gdy w pomieszczeniu obok ktoś próbował spać.
Musiała nieco posprzątać. To na pewno. Przygotowała główne pomieszczenie do oglądania bajek na wielkim ekranie i powoli rozstawiała już zakupione przekąski oraz napoje, aby od samego początku mieli wszystko pod ręką. Nie zabrakło już poduszek i koców, które znajdowały się na rozłożonej kanapie, gdzie mogli się wygodnie walnąć do swojego małego maratonu. Na pewno bowiem mieli obejrzeć główne filmy z Króla Lwa, ale co jeśli najdzie ich dodatkowo na to, aby włączyć serial o TImonie i Pumbie? Wygoda była zatem najważniejsza.
Miała właśnie sięgnąć po telefon, żeby napisać do Casa, gdy usłyszała nagle i bez większej zapowiedzi dźwięk otwieranych drzwi. Przez moment przyszło jej nawet do głowy, że to Wallace nagle wróciła do domu, ale zamiast tego usłyszała głos przyjaciela. Uśmiechnęła się tylko na brzmienie jego słów i prawie parsknęła niekontrolowanym śmiechem, gdy tylko dorzucił swój jakże odkrywczy komentarz.
- Jak już wlazłeś to chodź! - krzyknęła z kuchni, skąd wyszła z dwoma wysokimi szklankami, które wylądowały na stoliku przy kanapie. - Dla twojej wiadomości to nie robię takich rzeczy publicznie... Chociaż faktycznie Abbs widziała mnie w różnych sytuacjach, więc nie wiem czy robiłoby jej to różnicę.
Miały rzecz jasna swoje granice, ale nie były one szczególnie mocno zarysowane. Zdarzało im się korzystać w jednym czasie z łazienki czy też przebierać przy sobie. Być może właśnie przez to, że obie były kobietami to nie miały z tym tak wielkiego problemu.
- Cześć, głupku - rzuciła jeszcze do niego, gdy już otworzył ślepia i wszedł nieco głębiej do mieszkania.
Od razu też podeszła do niego po to, aby móc go objąć i przytulić do siebie w ramach powitania. Musiała przy tym przyznać, że pachniał naprawdę świetnymi perfumami.
- A tak między nami... Nie możesz rzucać żartów o zabawianiu się, a potem zapytać czy możesz wejść. Co jakbym cię opatrznie zrozumiała? - dorzuciła jeszcze, spoglądając na niego z wyjątkowym zawodem wymalowanym na twarzy.
No dobrze. Jednak nie. Z pewnością jednak wystarczająco śmieszył ją ten dobór słów i nie mogła mu odpuścić tego komentarza.

słodki książę
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W kwestii jego znajomości, przyjaźni z Lindberg, nie musiał się w ogóle kontrolować. Ba! Mógł mówić wszystko, co mu ślina na język przyniosła, a gdyby przypadkiem przegiął, to miał pełną świadomość, że najzwyczajniej w świecie zostanie przez nią pizgnięty przez łeb raz, a porządnie i hej… wcale nie miałby jej tego za złe! Jak sobie człowiek zasłużył, no to miał, nie? I chyba właśnie za to tak bardzo lubił tę ich relację. Nie było tam żadnego chodzenia na paluszkach, analizowania każdego słowa głowiac sie czy nie powiedział przypadkiem czegoś za dużo... Z Eriką mógł być po prostu sobą, nawet jeżeli oznaczało to bycie skończonym debilem przez jakieś sześciedziąt siedem procent czasu.

Także nawet teraz, stojąc sobie w korytarzu w obawie, że może księżniczka nocy była zajęta czymś bardziej intymnym, parsknął śmiechem, słysząc, jak do niego krzyknęła. - UPEWNIAM SIĘ, DOBRA?! - odkrzyknął, kiwając głową z rozbawieniem i w dalszym ciągu zaciskając powieki, no bo halo, musiał mieć pewność, że przypadkiem sobie z niego nie strugała żartów. A poza tym jedyną kobietą, którą mógł teraz oglądać nago, była jego Elenka, której… cholera.... Chyba nawet nigdy wcześniej nie powiedział, że miał przyjaciółkę, z którą czasami sobie palił, pił i tańczył.
Omg.
Kurwa, no przejebane.

Jak tylko ułoży się wygodnie obok Wednesday, to będzie musiał wysłać wiadomość do Santorini, bo jeśli jakimś cudem dowie się o tej jego małej eskapadzie z innego źródła i coś jej się w tym wszystkim nie spodoba, to zdecydowanie nie chciał później mieć problemów, nie? W sensie wiedział, a przynajmniej przypuszczał, że nie będzie miała nic przeciwko, ale lepiej być przezornym, right? Stał więc dalej, zaciskając dłoń na uchwycie laski, aż uniósł brew, słysząc komentarz Eriki. - Czekaj… w jakich dokładnie sytuacjach cię widziała i czy będę potrzebował poduszki, żeby się nią zakryć, jak będziesz mi o tym opowiadała? XD - prychnął pod nosem z rozbawieniem. Cholera, no był tylko facetem, dobra? W końcu otworzył ślepka, uznając, że sytuacja była już względnie bezpieczna, po czym uśmiechnął się do niej szeroko i nachylił, żeby mocno ją przytulić. - Cześć, Addams - mruknął, głaszcząc ją jeszcze po pleckach, zanim się wyprostował i ruszył w stronę salonu, zerkając na nią przez ramię. - W sensie? - zamrugał kilka razy. - A co, miałabyś nadzieję, że chciałbym dołączyć? -Uśmiechnął się szeroko, odkładając laskę gdzieś na bok, po czym z jednej kieszeni kurtki wyciągnął blanty, a z drugiej kinder bueno. - Widzisz, jakie piękne? - uniósł brew, uśmiechając się przy tym niczym dicaprio wznoszący toast.

Rzucił te cudenka na środek kocyka, swoją kurtkę gdzieś na fotel, a potem rozwalił się wygodnie na kanapie, czekając, aż Lindberg do niego dołączy. - Gdyby nie to, że twój głupek oficjalnie ma dziewczynę, to wiesz, Wednesday, że ja zawsze byłbym chętny - puścił jej oczko, parskając pod nosem, po czym wysunął telefon z kieszeni spodni i zabrał się za pisanie wiadomości do swojego łabądka. - Swoją drogą muszę dać jej znać, że tu jestem. - Zaśmiał się do siebie, wysłał wiadomość, a potem odłożył telefon i spojrzał na przyjaciółkę. - No dobra, opowiadaj, co tam u ciebie, zanim odpalimy te bydlaki.

addams
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba po prostu Lindberg miała w sobie coś, co sprawiało, że faceci czuli się przy niej swobodnie i vice versa. To były te znajomości, które były zwyczajnym kumplostwem. Nie było w nich dziwnego seksualnego napięcia czy romantycznych zapędów, bo w tych kategoriach mogły się pojawiać, co najwyżej żarty. Miała też dosyć spory dystans do siebie. To był chyba mus, skoro wystawiała się na pokaz w internecie przy tworzeniu swojego podcastu. No i na pewno nie potrafiła chować urazy, więc nawet gdyby Caspian przekroczył jakąś granicę to najpewniej zapomniałaby o tym wszystkim nadzwyczaj szybko. Taka już była i w tym tkwił sekret jej licznych przyjaźni.
Uwielbiała te jego durne żarty, które często wydawały jej się kompletnie oderwane od rzeczywistości. W końcu jak mogłaby się ze sobą zabawiać w momencie, gdy wiedziała, że jej słodki książę jest już w drodze do jej mieszkania? Nie była z takich dziewcząt.
- Jakbyś nie wszedł jak do siebie to nie musiałbyś się upewniać! - zwróciła mu uwagę, ale nie miała nic przeciwko temu.
Trochę się o to prosiła. Zwykle odruchowo przekręcała zamek w drzwiach, ale najwyraźniej tym razem tego nie zrobiła, bo była zbyt zaaferowana zakupami oraz przygotowywaniem się na ten jakże epicki wieczór filmowy.
Nie miała nawet pojęcia o tym dziwnym ciągu myślowym, który odbywał się w głowie przyjaciela. Nie widzieli się od naprawdę dawna, ale nie było w tym nic dziwnego. Głównie dlatego, że przecież mieli swoje własne życie, zobowiązania oraz inne kręgi znajomych, w których nawigowali. Tyle dobrego, że w końcu umówili się na ten maraton Króla Lwa.
- Nie wiem jak tam to u ciebie funkcjonuje i czy masz problem pod tytułem no reason boner, ale częstuj się poduszkami - rzuciła, wskazując na ładnie urządzoną kanapę. - Po prostu jak dwie dziewczyny ze sobą mieszkają to czasem widzą jak się przebierają albo jedna robi siku, gdy druga bierze prysznic. Zwyczajne sprawy.
Jedna łazienka potrafiła być przekleństwem przy ich zmiennych grafikach. Radziły sobie jak sobie radziły i chyba to było w tym wszystkim najważniejsze. Zresztą, to raczej nie o nich mieli teraz rozmawiać.
- Czuję, że po czymś takim nasza przyjaźń nie byłaby taka sama, a bardzo nie chcę stracić tego pięknego uczucia, które znajduje się między nami - odpowiedziała z odpowiednią dozą dramatyzmu.
Jasne, zdawała sobie sprawę z tego, że seks to tylko seks i nie musiał on kompletnie nic w relacji między dwojgiem ludźmi. Ba, miała nawet taką April, która idealnie dowodziła tej teorii, ale dalej nie sypiała z kumplami. Jakoś zwyczajnie nie umiała sobie tego nawet wyobrazić. Kumpel to kumpel. Z Caspianem mogła, co najwyżej pożartować na ten temat.
- Zielone i słodkie... Ty naprawdę mnie kochasz - powiedziała rozanielona, rozkładając się koło niego na kanapie.
Była jak najbardziej gotowa na to, aby zacząć wieczór. Na stole poza bogatym asortymentem przekąsek i picia znajdowała się też czarna zapalniczka w złoty wzór z liści marihuany oraz podłużna popielniczka o kształcie jamnika. Tak właśnie wyglądał ich zestaw filmowy.
- Dziewczyna? Gratki. Długo ze dobą jesteście? - zapytała, sięgając po pilot od telewizora, aby powoli odpalić tego Disneya, którego wykupiła jakiś czas temu w promocji i zapomniała o anulowaniu subskrypcji. - To przez nią nie wypisujesz do mnie po nocach?
W końcu Marshall zapowiadał, że może do niej wypisywać w trakcie bezsennych nocy, ale wyglądało na to, że chyba minęły mu problemy ze snem lub też miał jakieś inne towarzystwo.
- A u mnie nic ciekawego, Marshalls. Podcast, gazeta, dom... Czasem spotykam się ze znajomymi. Jakiś czas temu wyjechaliśmy na urodziny kumpla poza miasto i nieco się działo - podsumowała zwyczajnie.
Nawet nie wiedziała od czego mogłaby zacząć, gdyby chciała mu streścić wydarzenia tygodnia urodzinowego Erica i Gabrieli. To był scenariusz jakiegoś porąbanego filmu z eurotripem. Teraz z kolei liczyła może nie konkretnie na trip, ale na rozluźnienie ze swoim najdroższym kumplem, gdy już odpalą skręty do bajki dla dzieci. Tak jak robili poważni, dorośli ludzie.

caspian marshall
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobra, dobra, może i nie powinien wchodzić tam jak do siebie i odgrywać pana domu, ale halo, to było mieszkanie Eryczki i jej współlokatorki, a co za tym szło... po części też jego. Nie miało to najmniejszego sensu, no nie? No właśnie. Ale w jego główce działało to na zasadzie - ekhm - co moje to twoje, co twoje to moje, itepe, itede. Gdyby któregoś dnia Lindberg powiedziała mu, że potrzebuje się gdzieś zatrzymać, nawet by się nie zastanawiał. Dałby jej klucze do swojego mieszkania albo, cholera, wynajął jakieś inne, dopóki nie stanęłaby na nogi. Taki był hojny, tak. Chociaż z drugiej strony po prostu mógł sobie na to wszystko pozwolić.

Pieniądze zawsze gdzieś były. Nawet nie pamiętał, kiedy ostatnim razem faktycznie zalogował się na konto tylko po to, żeby sprawdzić, ile miał pieniędzy. Przywilej? Oczywiście, że tak. I chyba jedyna rzecz, za którą naprawdę był wdzięczny swoim rodzicom. Ale dobra, już tyle o nim! - Słuchaj, następnym razem będę grzeczny. Zapukam, poczekam... - uniósł ręce do góry, bo przecież co złego, to nie on. Chwilę później parsknął jednak śmiechem pod nosem. No bo umówmy się. Zarówno on, jak i ona wiedzieli, że prawdopodobnie nigdy do tego nie dojdzie. Chyba że faktycznie zacznie zamykać przed nim drzwi na klucz.

Otworzył buzię w niedowierzaniu, po czym bez zastanowienia cisnął w nią poduszką. - No wiesz ty co, Lindberg. Mogę być kaleką, ale wszystko działa u mnie tak, jak należy i uwierz mi, nie podniecam się byle jakimś seksualnnym podtekstem - fuknął niby to urażony, chociaż po jego twarzy doskonale było widać, że zwyczajnie cisnął sobie bekę. - Nie no, dla mnie brzmi to jak raj. - Zaśmiał się pod nosem, kiwając głową z uznaniem. No bo przebieranie się przy sobie? Sikanie bez żadnego skrępowania? Goddammit. It sounds like heaven. Westchnął głośno i wyciągnął dłoń, żeby złapać jej rękę, po czym przysunął wierzch jej dłoni do swojego policzka. - Nie martw się, Wednesday. Jestem skłonny zachować tę nutkę tajemniczości pomiędzy nami aż do końca naszych dni - uśmiechnął się, wypuszczając po chwili jej dłoń. - No oczywiście, że kocham! Widzisz, jak się postarałem? - Parsknął pod nosem. - Ah, i chyba przydałoby się coś zamówić do żarcia na później, bo podobno to zielsko jest mocne i nie wiem, jak będę funkcjonować, jak już porządnie się nim zaciągniemy - dodał, bo to była przecież poważna sprawa. Co jak ich jakieś potężne gastro jebnie w połowie filmu?

Tragedia. - Chociaż mamy tyle przekąsek, że chyba damy radę, co? - Spojrzał na popielniczkę w kształcie jamnika i od razu parsknął pod nosem. - Sick - rzucił z uznaniem. Rozsiadł się wygodniej. - Ahh, spotykamy się od kilku miesięcy, ale jesteśmy razem jakoś od miesiąca? - spojrzał na nią. - Wiem, wiem. Dałem się złapać. Ale serio jest zajebista. - Uśmiechnął się pod nosem. - A co? Tęsknisz za zjaranymi memami? - Odpalił skręta i zaciągnął się nim porządnie, zanim wypuścił dym i podał go przyjaciółce. - Ooo, a jak było na wyjeździe? Coś ciekawego się odwaliło? - Rozsiadł się wygodniej, przenosząc spojrzenie na telewizor i pierwsze sceny bajki, której nigdy wcześniej na oczy nie widział. No ale cieszył się, że swój pierwszy raz przeżywał właśnie z Lindberg. XD

wednesday
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No tak. Caspian był tym typem przyjaciela, dla którego nie istniały żadne granice. Był jednak przy tym na tyle serdeczny i czarujący, że można było mu wszystko wybaczyć. Zwłaszcza, że pomimo dosyć długiej przerwy w ich znajomości był takim przyjacielem, który był gotowy skoczyć za drugą osobą w ogień i zrobić dla niej wszystko, co w jego mocy. Dlatego z pewnością mogła mu pozwolić na pewne panoszenie się po jej mieszkaniu. Jej i Abby.
Na co dzień jakoś szczególnie nie odczuwała tego, że bujała się z kimś, kto posiadał na swoim koncie praktycznie nielimitowane zapasy dolarów. Marshalls nie wywyższał się w żaden sposób, ani też zbytnio nie emanował aurą bogactwa. Jedyne, co zauważyła to fakt, że czasem stawał się z niego sugar daddy, który nie chciał, aby oddawała mu kasę za bilety czy drinki, gdy gdzieś wychodzili. Erice dziwnie było z kolei wchodzić w rolę sugar baby, więc najczęściej i tak mu zwracała chociaż przybliżoną kwotę.
- Czemu ci jakoś nie wierzę, Marshalls? - zapytała, przyglądając mu się uważnie jeszcze zanim chłopak parsknął śmiechem.[/akapit]
Oj, zdecydowanie zasłużyła sobie na ten cios poduszką. Niby rozumiała męską fizjologię i to jak funkcjonowały ich ciała, ale sama nigdy nie doświadczyła podobnych rzeczy na własnym ciele, więc nie miała pojęcia jak wiele potrzeba było, aby ktoś taki jak Caspian musiał zasłaniać swoje prywatne rejony. Nie znali się też w taki sposób, aby mogła dokonać podobnych obserwacji na jego organizmie.
- Słuchaj, ja się nie znam, jasne? Poza tym, to ty wspomniałeś o poduszce jakby ci się zdarzały różne wypadki! - ruszyła na swoją obronę, odrzucając jeszcze poduszkę, która trafiła Casa prosto w klatkę piersiową.
Tak się jednak składało, że wcale nie miała jakiś historii o naturze seksualnej o sobie i swojej współlokatorce, więc o ile wyobraźnia Marshalla nie poniosłaby w zupełnie inne rejony, podpowiadając, co jeszcze dwie dziewczyny mogły ze sobą robić pod prysznicem to na pewno nie miał potrzeby sięgania po poduszkę, aby się zakryć.
- No wiem. Nie mogę na nią narzekać. Miaurycy też - powiedziała i zaraz też przypomniała sobie o istnieniu kota, który pewnie dalej spał sobie smacznie na bluzie, którą walnęła w swoim pokoju na łóżko.
Nie spodziewała się tego jak czuły gest wykona Cas. Uśmiechnęła się, gdy tylko poczuła pod swoją dłonią jego policzek. Romantyk. Normalnie kolana by jej zmiękły, gdyby tylko nie siedziała w tej chwili na kanapie.
- Bez względu na wszystko... - zaczęła drżącym z lekka głosem, patrząc mu głęboko w oczy. - I tak jesteśmy lepszą historią miłosną niż Zmierzch.
Jasne, że musiała z tego momentu zrobić mem. Nie byłaby sobą. Tak się jednak kończy, gdy ktoś umawia się na posiadówkę z graczką D&D, która jest znana ze swoich wyjątkowo absurdalnych tekstów. Caspian jednak zdawał się na to nie narzekać.
- Nie no. Jak mamy przesiedzieć całą noc to można zamówić już pizzę - stwierdziła, sięgając po telefon. - Masz jakieś preferencje?
Błyskawicznie znalazła stronę pizzerii, z krórej najczęściej zamawiała jedzenie ze względu na to, że znajdowała się w okolicy i oferowała przepyszne jedzenie w przystępnej cenie. Znaczy, pewnie z Marshallem mogłaby sobie pozwolić na jakiś high end pizza place, ale była już przyzwyczajona do tej knajpki, która oferowała zarówno tradycyjną, włoską pizzę, jak i taką w bardziej amerykańskim stylu.
- Masz jakieś preferencje żywieniowe? - zapytała jeszcze, bo taką ważną decyzję musieli podjąć razem.
Wybór dzielonej przez wieczór pizzy był niczym wybór wspólnego mieszkania. Musiał być dokładnie przemyślany, a i bywało, że obie strony musiały iść na jakieś ustępstwa, aby wszyscy byli zadowoleni. Całe szczęście, że część lokali oferowała opcję pizzy pół na pół. Dzięki temu mogliby dalej zamówić jeden karton, ale zafundować sobie kompletnie różne przeżycia.
- Słuchaj, ja nie oceniam, stary - uniosła dłonie w obronnym geście. - Jak trafiłeś na zajebistą dziewczynę to serio w to idź. Ważne, żebyś był szczęśliwy.
W końcu to czy miał dziewczynę lub kilka, faceta czy może prowadził życie zatwardziałego singla było bez znaczenia tak długo jak jemu ten stan rzeczy odpowiadał. Sama z pewnością nikogo nie szukała i naprawdę nie przeszkadzał jej ten stan rzeczy. Miała sporo czasu na swoją pasję, na znajomych i mieszkała z zajebistą dziewczyną. Nie potrzebowała czegokolwiek więcej w życiu.
- Trochę? Teraz mam o jedną osobę do gadania mniej jak siedzę po nocach - odpowiedziała z uśmiechem, przyjmując od niego skręta, który, jak się okazało po zaciągnięciu, faktycznie był mocny.
Musiała się przez chwilę zastanowić nad tym, co działo się na wyjeździe. Głównie dlatego, że było tego tam dużo, że nie miała pojęcia od czego w zasadzie powinna zacząć.
- Znalazłam kota. Teraz mieszka z nami. Przypałętał się do nas taki bezdomniak... Znaleźliśmy kryjówkę starego mordercy, który stacjonował w wynajmowanym przez nas domku, prawie zabiliśmy człowieka na skuterze wodnym, potopiliśmy się, ale przynajmniej zrobiliśmy znajomym zajebistą imprezę urodzinową - podsumowała tak w prawdziwie telegraficznym skrócie, oddając Marshallowi skręta.
Po tym, co mu powiedziała pewnie już był przekonany o tym, że zdołała się nieźle spizgać, a to była przecież sama prawda, którą poświadczy jeszcze kilka innych osób. W tym Gabriela, której nie udało się, nieszczęśliwie, zeszmacić Lindberg za paprykowe Laysy.

caspian marshall
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”