30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor


Like a flower from a funeral wreath
trzy lata temu


   Lubił swoje życie na tyle, że czuł się naprawdę swobodnie, przemierzając ulice Toronto nawet samotnie. Jeszcze do niedawna autentycznie musiał ukrywać się i pilnować na każdym kroku, bo jego była asystentka okazała się psycholką i starała się za wszelką cenę zdominować cały jego świat. Odpuściła dopiero kilka miesięcy temu, kiedy otrzymała sądowy zakaz zbliżania się, ale Lenny odzyskał odrobinę pewności siebie dopiero po kilku tygodniach spokoju i chociaż jeszcze nie do końca ufał, że dziewczyna naprawdę się odczepiła, to czuł się coraz pewniej i swobodniej.
   Inaczej sprawa się miała odnośnie Brandona, który wyglądał z tym wieńcem pogrzebowym tak, jakby sam miał się wpakować zaraz do grobu. Lenny dostał jego wiadomość, która swoją droga była trochę dziwna, i postanowił odwołać spotkanie ze znajomymi z teatru i udać się na spotkanie z mężczyzną, do którego zaczynał czuć miętę. Po drodze kupił sobie rogalika, bo w pośpiechu zapomniał zjeść śniadania, a że rogalika należało czymś popić, to zatrzymał się jeszcze po kawę. Kiedy zobaczył już ten wieniec, a za nim Brana, właśnie otrzepywał czarny t-shirt z okruszków, zauważając przy tym rozwiązaną sznurówkę jednego z butów. Jednak widok kolegi zaabsorbował nagle całą jego uwagę więc zostawił cholerną sznurówkę i ruszył w jego stronę, przekrzywiając lekko głowę, jakby dalej nie był pewien czy widzi to, co widzi.
   一 Jak to ktoś ci to przysłał? To chyba bardziej creepy, niż miłosne listy tej wariatki, w których groziła, że na dowód swoich uczuć mogłaby mi przysłać serce gołębia. Do tej pory nie wiem po co 一 mruknął, wzruszając ramionami. Stęknął cicho, kiedy wieniec uderzył w niego gwałtownie i ledwo go złapał, zataczając się. Westchnął ciężko i oparł go na swojej klatce piersiowej, przytrzymując sztuczne gałązki. Przekręcił głowę i wychylił ją zza wieńca, aby spojrzeć na Brana, który zachowywał się, jakby miał manię prześladowczą i rozglądał się panicznie na wszystkie strony.
   一 Co chcesz z tym zrobić? 一 zapytał, wodząc wzrokiem za rozbieganym spojrzeniem chłopaka. 一 Szukasz czegoś? 一 zapytał zaraz po raz drugi. W końcu zaczął rozglądać się na własną rękę, jakby miał nadzieję, że jakoś pomoże, ale przecież nie miał pojęcia czego szukał, więc jak to się niby miało udać. Opuścił wzrok na sam wieniec, któremu nie zdążył się jeszcze dobrze przyjrzeć i musiał przyznać, że był całkiem ładny. Jak kiedyś by umarł i ktoś kupiłby mu taki na grób, to na pewno by się bardzo ucieszył.
   一 To naprawdę piękne kolory, wiesz że… 一 zaczął i już chciał opowiadać o symbolice koloru fioletowego, kiedy napotkał spojrzenie mężczyzny, które wcale nie było zbyt przystępne i wtedy zamilkł, po czym pokręcił głową, porzucając temat. Wydawało mu się, że coś jest bardzo, bardzo nie tak. Może jednak stało się naprawdę coś poważnego, a on sobie tutaj chciał rozprawiać o kolorach i kwiatkach. 一 Kto umarł? 一 zapytał w końcu grobowo poważnym tonem, mając nadzieję, że jednak nikt, kogo znał.

brandon leffingwell
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Znalazłszy pod swoimi drzwiami wieniec, spędził kilka godzin w łóżku, trzęsąc się ze strachu. Nie miał pojęcia, kto był zdolny do czegoś takiego (a raczej o tym nie pomyślał), ale miał stuprocentową pewność, że nie można było mówić o pomyłce, bo na szarfie było jego nazwisko. Czyżby ktoś życzył mu śmierci? Tylko dlaczego?
Bodźcem zmuszającym go do wyjścia z łóżka była rozmowa z Epiphany; przyjaciółka doradziła mu, by się nie przejmował i tak też uczynił; napisawszy do Lenny’ego postanowił pozbyć się wieńca i wrócić do swojego życia. Bo może to był jedynie nietrafiony żart?
Gdy dostrzegł Evergrove’a, przyspieszył kroku i wkrótce znalazł się tuż obok niego.
一 Też chciałbym wiedzieć. Wracam do domu, widzę wieniec. Podchodzę bliżej i zauważam, że na wstęgach jest moje nazwisko. Koniec historii 一 wzdrygnął się, bowiem znów uderzyły w niego tamte uczucia. Emocje ściskały jego wnętrzności, a całe ciało drżało, nieustannie poszukując wyjaśnienia.
Kto wysłał ten wieniec? Dlaczego trafiło na niego?
Bo przecież...
Nawet nie chciał myśleć, że to groźba i ktoś chciał go zabić.
Oddychaj i wyrzuć to z głowy, przecież nikomu nic nie zrobiłeś.
Niecelowo zahaczył wieńcem o kumpla 一 jego planem było odwrócenie się i poprawienie chwytu, lecz skończyło się na tym, że potrącił Lennona. Ustał tylko dzięki szybkiej reakcji towarzysza, za co podziękował mu skinieniem głowy.
一 Chcę to wyjebać 一 powiedział, tachając wieniec. 一 Tylko nie mogę wyrzucić tego na śmietnik, bo jeszcze ktoś doda dwa do dwóch i będzie jeszcze większy problem 一 wyjawił, decydując się przekazać Lenny’emu jedynie szczątkowe informacje.
Nie miał pewności, kto był odpowiedzialny za wysłanie mu wieńca i co dokładnie mogło to oznaczać, lecz panikował i bał się przyszłości, w której ktoś mógłby kontynuować żart.
Przecież ludzie bywali nieobliczalni; przecież istniały potwory, które wykorzystywały każdą okazję i karmiły się strachem.
一 Nie chcę wiedzieć, Lenny 一 mruknął, skupiając wzrok na wieńcu. 一 Musisz mi pomóc. Weź ze mną to cholerstwo i zanieśmy to na cmentarz. Na pewno znajdziemy tam jakiś świeży grób, udamy, że jesteśmy jakimiś znajomymi i po sprawie. Nie wiem kto umarł, ale na pewno kogoś znajdziemy 一 zaproponował.
Wydawało mu się, że nie mógł wpaść na lepszy pomysł: dzięki przeniesieniu wieńca na cmentarz, osoba, która mu go wysłała, nie będzie wiedziała o tym, że się go pozbył.
No, chyba, że go śledziła, ale o tym nawet nie chciał myśleć.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

   Sytuacja wydawała mu się wyjątkowo podejrzana, szczególnie kiedy Brandon powiedział, że nie chce wiedzieć kto umarł, jednocześnie taszcząc wieniec pogrzebowy. To stało się zagadką, w dodatku niepokojącą, która zagnieździła się w umyśle Lennona i nie chciała sobie z niego wyjść, uznając że całkiem jej tam wygodnie. To mu się zdecydowanie nie podobało. Chciał skupić się na swojej pracy i dążeniu do awansu, bo wiedział już, że to było jego powołanie. Nie chciał żeby coś, albo ktoś, mu to odebrał. Dlatego trochę obawiał się dziwnych i podejrzanych wydarzeń, które mogłyby popsuć jego reputację, bo co jeżeli nagle okaże się że to jakaś sprawa kryminalna i zostaną aresztowani?
  Właściwie może nawet lepiej, że Bran mu nie wytłumaczył dokładnie co się stało, bo inaczej zwolniłby po cichu, odwróciłby się, podczas gdy kolega dalej by coś mówił, i zwiał bez pożegnania, co może nie było zbyt uprzejme, ale za to bezpieczne. Stało się jednak inaczej i ostatecznie postanowił chłopaka wesprzeć, może nawet trochę pocieszyć, bo wyglądał na wyjątkowo zestresowanego.
  一 No dobrze. Dobrze. Na cmentarzu na pewno znajdziemy odpowiedni grób 一 mruknął, podchodząc bliżej i przytrzymując wieniec z jednej strony, Wyglądał na ciężki i na pewno drogi. Trochę dziwiły go tak duże ceny w tym interesie pogrzebowym, ale z drugiej strony niektórzy chcieli zarobić na wszystkim, a śmierć towarzyszyła każdemu czy tego chciał, czy nie. 一 Ciągle ktoś umiera 一 pocieszył go, chociaż tak ogólnie to wcale nie było wesołe stwierdzenie, nawet jeżeli prawdziwe i obecnie im na rękę.
  Szli przez jakiś czas w milczeniu, kierując się w stronę węższej uliczki, którą można było dojść szybciej na cmentarz, do bocznej bramy. Przypomniał sobie, że niedługo Halloween, więc w sumie nie musieli nawet szukać świeżego grobu. Mogli zostawić wieniec na jakimkolwiek, byle nie był zaniedbany. Już chciał wspomnieć o tym chłopakowi, kiedy zobaczył po swojej lewej przejeżdżające obok nich auto. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zarówno kierowca, jak i pasażer, patrzyli się na nich w taki sposób, jakby chcieli wyssać im dusze przez gałki oczne. Poza tym podejrzanie wolno jechali.
  一 W sumie możemy zostawić wieniec na jakimkolwiek zadbanym grobie… To dziwne 一 powiedział, zaczynając zdanie z animuszem, a kończąc je z nutką niepewności w głosie. Może Panowie w aucie chcieli zapytać o drogę, tylko czemu nie opuszczali już szyby? A może podziwiali wieniec, bo był naprawdę piękny.

brandon leffingwell
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Ucieszył się, że Lenny zaakceptował jego plan i odetchnął z ulgą, gdy ten chwycił za wieniec. Wspólne niesienie wiązanki umożliwiło mu regenerację sił, które utracił podczas samotnej przechadzki.
Słowa bynajmniej nie podniosły go na duchu; choć Lennon starał się odwrócić uwagę Brandona i chciał go pocieszyć, otworzył szufladkę, która wręcz krzyczała: skoro ciągle ktoś umierał, ty możesz być następny.
一 Obyśmy nie byli to my 一 jęknął (zapytany, nie potrafiłby stwierdzić, czy Evergrove to usłyszał, bowiem powiedział to naprawdę cicho).
Trudno było mu wskazać choćby jedno, racjonalne wyjaśnienie sytuacji; wielokrotnie (choćby od Lenny’ego) słyszał o dziwnych pomysłach ale w i e n i e c?
一 Słyszałeś kiedyś, żeby ktoś komuś wysłał coś takiego w żartach? 一 jego kumpel był dziennikarzem, więc NA PEWNO musiał znać podobne sytuacje. Bran nie mógł być jedyną osobą, która zamiast bukietu róż dostała kwiaty stawiane na nagrobkach.
Nim usłyszał odpowiedź, zwrócił uwagę na jadący w pobliżu samochód.
Ś w i e t n i e.
一 Och, kurwa 一 jęknął, gwałtownie odwracając spojrzenie. 一 Lenny, wiej 一 Ziścił się najczarniejszy ze scenariuszy; jeszcze do niedawna Bran nie chciał o tym myśleć, ale teraz miał niemal stuprocentową pewność, że to jacyś prześladowcy, a może nawet seryjni mordercy. A co najgorsze, wciągnął we wszystko kumpla. 一 Zostaw ten pieprzony wieniec i uciekamy 一 kontynuował, chcąc uchronić Evergrove’a od poznania się z mężczyznami z auta. Jego rodzina już wcześniej czasami dostawała pogróżki, ale nigdy nie było tak źle.
Być może przesadzał i nadinterpretował sytuację, ale strach i wspomnienia okazały się silniejsze. Branowi towarzyszyło nieodparte wrażenie, że wszystko, co złe wydarzyło się zaledwie wczoraj; że szlag trafił terapię i że znów powracały ataki paniki ze szkoły średniej.
一 Albo nie, rzućmy nim w nich. Na trzy 一 zasugerował, licząc, że ruch na tyle zdezorientuje obserwujących ich mężczyzn, że uda się im uciec.
Nim jednak zaczęli odliczanie, jeszcze raz spojrzał na mężczyzn, a potem głośno przełknął ślinę. 一 Jak przeżyjemy, będziesz miał o czym opowiadać dzieciom 一 starał się zażartować, lecz w głosie wyraźnie było słychać rozpaczliwe wołanie o pomoc.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

   Na szczęście nie usłyszał słów Brandona, sugerujących, że oni sami mogliby niedługo umrzeć, bo być może przeraziłby się nawet na śmierć. Nie chciał umierać, nie miał tego w planach. Gdyby jednak tak się stało, to byłoby mu niezwykle przykro, szczególnie że napracował się na awans. Była również cała masa innych powodów, ale na szczęście nie musiał teraz o tym myśleć.
   Myślał za to nad tym, czy słyszał o wysyłaniu komuś wieńca pogrzebowego w żartach. Przez chwilę zastanawiał się naprawdę mocno nad tym zagadnieniem, ale ostatecznie doszedł do pewnych wniosków, które podparte były doświadczeniem z newsami ze świata oraz pogrzebami, które zdarzały się w jego rodzinie dość często, bo miał milion ciotek, wujków i innych kuzynów, którym się zdarzało od czasu do czasu kopnąć w kalendarz.
   一 Wiesz no, raczej mało kto żartuje sobie z takiego tematu. To musiałaby być osoba z czarnym poczuciem humoru, zdająca sobie sprawę, że nie odbierzesz tego tak… jak odbierasz właśnie. Prędzej bym powiedział, że wysyłanie żyjącym wieńca pogrzebowego to jakaś groźba, próba dokuczenia, wiesz? 一 mówił coraz bardziej niepewnie, powoli uświadamiając sobie, że Bran chyba nie pytał tak bez powodu. Pytanie czy ktoś wysłał jemu ten wieniec, czym może komuś z jego najbliższego otoczenia. A może to on chciał komuś go wysłać? Nie. Wtedy by zamówił transport, a nie chciał się go pozbyć.
   Zacisnął dłoń na sztucznych gałązkach, słysząc przekleństwo, a potem komendę, która miała zachęcić go do ucieczki. Jak to wiej? Co się działo? Nie trzeba mu było jednak dwa razy powtarzać. Jeżeli ktoś kazał uciekać, to się uciekało, a pytania zadawało później. Tak też uczynił i zaczął biec, zostawiając wszystko 一 auto z mężczyznami w środku, wieniec pogrzebowy i samego Brandona 一 w tyle. Na szczęście był jeszcze na tyle blisko, aby usłyszeć kolejne słowa kumpla. Oh, zmiana planów w takim momencie? To trochę okrutne, ale niech będzie. Zatrzymał się gwałtownie, oddychając szybko i płytko, a serce waliło mu mocno w piesi, kiedy adrenalina buzowała w żyłach razem z krwią.
   Wrócił biegiem i chcąc załatwić sprawę szybko, chwycił wieniec, okręcił się, wykorzystując jego ciężar, aby zamachnąć się z odpowiednią siłą, po czym cisnął nim w przednią szybę auta. Złapał rana za rękę, nie czekając na efekt końcowy jego popisowego numeru, po czym znowu zaczął uciekać.
   一 Raczej nie będę mieć dzieci 一 wymruczał pod nosem, bo nie planował związku z kobietą ani teraz, ani nigdy. Zerknął na niego kątem oka i przygryzł lekko wargę. Może dobrze, że tak się odsłonił, bo może ran zrozumie przesłanie.
   一 Co to za faceci? Co się dzieje? 一 pytał zdyszany, dalej biegnąc i ciągnąc za sobą chłopaka, jakby się bał że go zgubi, a nie chciał zostać teraz sam. 一 Lepiej mi powiedz, bo oni widzieli moją twarz, a to bardzo, bardzo źle 一 dodał, starając się brzmieć trochę na wściekłego, chociaż dawno tyle nie biegał i trochę brakowało mu tchu.

brandon leffingwell
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Wszystko wyglądało coraz gorzej, a usłyszenie od Lennona tego, co sam podejrzewał, było jak mocny cios w brzuch. Bran czuł niemal fizyczny ból i odnosił wrażenie, że powoli zmierzał do końca (w każdym znaczeniu tego słowa).
Na jego twarzy malowało się przerażenie zmieszane z zaskoczeniem, bowiem nie spodziewał się, że Lenny ucieknie tak szybko. W tej samej chwili pożałował, że nie ugryzł się w język i że wyjawił mu swój plan. Przecież powinien załatwić to w pojedynkę; przecież nie powinien zawracać niewinnego człowieka, który chciał mu pomóc.
Co on narobił?
Wszystko wydarzyło się na tyle szybko, że Bran nie zakodował ponad połowy informacji; w jednej chwili Lenny stał kilka metrów od niego, później nagle znalazł się tuż obok i cisnął wieńcem na samochód. Zaś nim Leffingwell zdążył mrugnąć już uciekali i zostawiali śledzących ich mężczyzn za sobą.
一 N-nie wiem 一 zająknął się, gorączkowo analizując, czy powinien iść w zaparte czy wyznać prawdę. Obie opcje wydawały mu się fatalne; przyznanie się do przeszłości sprawi, że Lenny będzie w niebezpieczeństwie, ale zatajenie faktów również niczego nie wyprostuje, bo przecież mężczyźni widzieli jego twarz i na pewno spróbują to wykorzystać. 一 T-to... T-to... 一 Aktywność fizyczna utrudniała złapanie oddechu i mało brakowało, by Bran wypluł płuca. 一 Skręćmy tutaj, tu mamy większe szanse, żeby ich zgubić 一 polecił, zmuszając się ze wszystkich sił do wyraźnego wypowiedzenia słów.
Plątanina wąskich uliczek zwiększała ich szansę na ucieczkę, dlatego Brandon zdecydował się pociągnąć Lenny’ego i zgubić śledzących ich mężczyzn.
Uparcie ignorował fakt, że kumpel domagał się informacji 一 obiecał sobie, że w pierwszej chwili muszą uciec i że dopiero, gdy im się to uda, wyjaśni wszystko (a raczej wymyśli wiarygodną i okrojoną wersję historii).
Lawirowali pomiędzy uliczkami przez dobre kilkanaście minut. Upływ czasu sprawił, że Bran czuł się coraz pewniej aż wreszcie dotarł do momentu, gdy odetchnął z ulgą. 一 Chyba ich zgubiliśmy 一 powiedział, opierając się plecami o pobliski murek.
Niekontrolowanie osunął się na ziemię, a później przymknął oczy i starał się oddychać głęboko, by uspokoić nerwy. 一 Przepraszam, że cię w to wciągnąłem 一 dodał, nie spiesząc się z tym, by wyjaśnić co było powodem zamieszania. 一 Nie powinieneś wracać, trzeba było uciekać.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

  Uciekali bardzo długo, a przynajmniej tak się wydawało Lenny’emu, który co chwilę oglądał się przez ramię, sprawdzając czy mężczyźni z auta nie siedzą im na ogonie. Nie miał w zasadzie pojęcia co mogliby im zrobić, gdyby ich złapali, ale przerażenie Brana było jak najbardziej realne. Lennon może i był czasami lekkomyślny, ale nie był kretynem. Potrafił łączyć fakty, odczytywać czyjeś emocje, czasami nawet intencje i kiedy sytuacja tego wymagała, to myślał logicznie.
  一 Czy to oni wysłali ci ten wieniec? Grożą ci? 一 pytał po drodze, w końcu uznając że mężczyzna chyba dopiero zbiera myśli, no i na pewno jest bardzo zdenerwowany, więc ostatecznie zamilkł, upewniając się, że uciekając zgubią śledzące ich osoby i ukryją się na jakiś czas we względnie bezpiecznym miejscu.
  Kiedy osuwał się po murku, siadając tuż obok Brana i przyciągając bliżej siebie kolana, czuł w ustach saharę. Strasznie chciało mu się pić, ale aktualnie nic do picia przy sobie nie miał. To musiało poczekać. Przekręcił głowę i zerknął pytająco na kumpla, chociaż nie miał siły nic powiedzieć, dalej oddychając jak parowóz, próbując jakoś ten oddech unormować. Miał wrażenie, że zaraz gardło mu wybuchnie razem z płucami.
  Objął nogi rękami, po czym opuścił głowę, układając na kolanach czoło i zaciskając oczy, aby przez chwilę po prostu oddychać i przeczekać najgorsze efekty ich popołudniowej gimnastyki. Przynajmniej będzie mógł z czystym sumieniem powiedzieć dietetykowi, że ostatnio nawet biegał i poprawił sobie kondycje. Z Każdej sytuacji można było wyciągnąć jakieś plusy. Nawet tak beznadziejnej, jak ich.
  一 Chyba tak. Nie widziałem ich od dłuższego czasu 一 powiedział, chociaż nie potrafiłby określić jaki dokładnie czas miał na myśli. Odchrząknął krótko, przełknął resztki śliny, którą udało mu się zebrać w ustach, po czym spojrzał ponownie na Brandona i pokręcił powoli głową.
  一 Nie zostawiłbym cię z takimi kłopotami 一 mruknął, bo jednak miał w sobie na tyle przyzwoitości, aby nie zostawiać innych w potrzebie. Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby Branowi stała się krzywda tylko dlatego, że zostawił go w tamtej uliczce samego.
  一 Dobra, a teraz skoro już w tym siedzę, to chciałbym wiedzieć dlaczego. Mam naprawdę dużo do stracenia 一 mruknął, odchylając głowę i opierając o ścianę. Serce waliło w piersi w szaleńczym tempie, a on myślał tylko, aby to przeżyć i pomóc jednocześnie Brandonowi z tego wyjść. W końcu już było za późno na inne opcje, skoro widziano ich razem. No i co dwie głowy, to nie jedna. Może razem wymyślą coś sensownego.

brandon leffingwell
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Choć na usta cisnęło mu się tak, nie umiał się zmusić do wypowiedzenia tego na głos. 一 To pewnie jakaś pomyłka 一 mruknął, starając się przekonać do słów samego siebie. NIestety, taktyka nie zdała egzaminu 一 Bran nie był głupi i wiedział, że na 99,9% to ci mężczyźni (albo ich szefowie) wysłali mu wieniec i to z tego powodu ich śledzili.
一 A powinieneś 一 odparł z przekonaniem, chowając twarz w dłoniach. Korzystając z okazji, że Lenny nie widział jego twarzy, mocno zacisnął powieki i zęby. Dlaczego miał aż takiego pecha?
Poświęciwszy chwilę na zebranie myśli, doszedł do wniosku, że był winny wyjaśnień; odsuwając ręce od twarzy, zerknął niepewnie na Evergrove’a. 一 Tylko nie pomyśl o mnie źle 一 poprosił, zaciskając ręce w piąstki. Jego serce waliło jak oszalałe; choć jego rytm uspokoił się po wycieńczającej ucieczce, organ znów pompował krew z zawrotną prędkością.
Nim zaczął opowieść, postanowił uważnie dobierać słowa i nie zdradzać żadnych szczegółów; uratować go mogły jedynie ogólniki, które można było dopasować do większości przestępców. 一 Osiem lat temu ktoś już groził moim rodzicom 一 zaczął cicho. Mówił praktycznie bezgłośnie, bo bał się, że ściany miały uszy i że cała opowieść dotrze do niepowołanych uszu. 一 Nic nie chcieli mi powiedzieć, ale widziałem, że się bali 一 kontynuował, pomijając istotniejsze wątki. Nie chciał się przyznawać do tego, że widział wtedy tych prześladowców i nic nie powiedział. Bał się powiedzieć. 一Zauważyli, że coś wiem, wydało się, że ich widziałem i namówili mnie do składania zeznań. 一 Nawet jeśli Lenny próbowałby wyciągnąć od niego cokolwiek więcej, Bran nie zamierzał mu tego powiedzieć, bo uważał, że informacje były wystarczające.
一 Ale wiesz, od tamtej pory minęło trochę lat. Nie mogę uwierzyć, że ktoś sobie o mnie przypomniał dopiero teraz 一 dodał. Dlaczego nie od razu po złożeniu zeznań? Dlaczego nie wtedy, gdy był młody i słaby? Dlaczego nie przed terapią, która go wzmocniła?
Panikował, bo wiedział, że teraz w jego życiu były osoby, które przestępcy mogli obrać za cel. Co, jeśli zrobią coś Lenny’emu? 一 Ale nie przejmuj się, załatwię to. Poza tym, muszę się dowiedzieć, czy to wszystko prawda 一 postanowił twardo. Bo przecież wciąż była jakaś mikroskopijna szansa na to, że to wszystko to zbieg okoliczności, prawda?

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

   Wysłuchał jego opowieści w milczeniu i nie zadawał dodatkowych pytań, ale tylko dlatego, że wydawało mu się to wszystko znajome. Czy sam nie wpakował się w podobne gówno? Może trochę później, bo niedawno, ale schemat brzmiał prawie tak samo. Przeraził się w pewnym momencie i zbladł, bo skoro ktoś upominał się o Brana w takiej sytuacji, to być może ta wariatka przypomni sobie o nim za kilka lat i znowu się zacznie? Czy była asystentka dysponował taką determinacją? Czy chciała zemsty za zakaz zbliżania się? Lenny przypomniał sobie o jej pogróżkach i planach na ich wspólną przyszłość. Nawet zaplanowała im liczbę i płeć dzieci oraz jakie będą mieli zwierzęta domowe i jak duży będzie ich dom i ogród w dokładności do milimetra.
   Rozchylił wargi, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Czy mógł się otworzyć, tak jak zrobił to Bran? Chyba bezpieczniej było milczeć, w końcu miał naprawdę dużo do stracenia. Musiał rozegrać to rozsądnie.
   一 Ja… rozumiem już. Bardzo mi przykro 一 oznajmił w końcu i westchnął ciężko, podnosząc dłonie do twarzy, aby przetrzeć ją i potrzeć oczy, jakby chciał coś lepiej zobaczyć. Tak naprawdę zastanawiał się co w tej sytuacji zrobić. Musiał coś zrobić. Nie miał wyjścia. Pracował na swój sukces tak długo, że miał zamiar bronić go dalej z całych sił. Nie mógł stracić nic, na co tak ciężko pracował i dla czego poświęcił już tak wiele.
   一 Jak mogę pomóc? Zrobię wszystko, żeby nic ci się nie stało. No i mi… 一 dodał, bo przecież tak naprawdę nie chodziło tylko o Brana, nawet jeżeli bardzo go lubił. Przede wszystkim chodziło mu o jego własną skórę i karierę, bo nie każdy miał możliwość robienia tego, co kochał.
   Przekręcił się bardziej w stronę mężczyzny, opierając kolano o jego i zacisnął palce na jego dłoni, chcąc w ten sposób okazać mu wsparcie w tej konkretnej chwili, przy jego wyznaniu, ale i tak bardziej ogólnie, zapowiadając że mówi poważnie i nie odetnie się od tego wszystkiego. Wyglądało to tak, jakby miał dobre serce i szczere intencje. Nie potrafił się jednak tak całkowicie przed nim otworzyć, nie potrafi powiedzieć prawdy. Jeszcze nie. Za bardzo się bał.
   Uniósł spojrzenie błyszczących oczu i odszukał nim wzrok Leffingwella. Wyglądało na to, że miał nadzieję, że sobie poradzą. Udawanie szło mu całkiem nieźle i chciał, aby tak pozostało. Nie mógł tego utracić ani przez zostanie uszkodzonym, nawet zamordowanym, ani przez trafienie do pierdla, o ile wpakował się w coś kryminalnego.

brandon leffingwell
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

W odpowiedzi zagryzł dolną wargę i wzruszył ramionami. Wydarzenia przeszłości wpłynęły na niego bardziej, niż przypuszczał, a koszmar trwał dalej, a przynajmniej na to wyglądało. W dodatku wszystko wróciło w momencie, w którym już był pewien, że będzie wiódł spokojne życie.
一 Obiecaj mi, że nie będziesz się wtrącał 一 poprosił cicho, posyłając kumplowi uważne spojrzenie. Jeśli miało się okazać, że za wszystkim stali ci faceci z kiedyś, Bran nie chciał, by ktokolwiek był zamieszany w sprawę; wiedząc, do czego zdolny był przestępca, wolał załatwić wszystko na własną rękę. Bo chodziło o niego; o jego rodziców i ich przeszłość.
一 Chodź, zbieramy się. 一 Ochłonąwszy, zapragnął znaleźć się w miejscu, w którym czuł się bezpiecznie: chciał być w swoim domu, zakopać się w czystej pościeli i odpocząć.
Nie czekając na reakcję Lenny’ego, podniósł się z ziemi i podał mu rękę. Gdy zaś kumpel za nią złapał, pomógł mu ze wstaniem.
Bran pragnął obrócić sytuację w żart; chciał się śmiać i zmienić wydźwięk rozmowy na taką, która im to umożliwi. 一 Jak będziesz chciał, wykorzystaj to w swoich reportażach. Ale musisz wysłać mi je, zanim je opublikujesz 一 powiedział, wyginając usta w wymuszonym uśmiechu.
Niestety, choć próbował, nie potrafił ukryć narastającego przerażenia. Wieloletnia terapia dawała niewiele, bowiem Leffingwell trząsł się na samą myśl o tym, że znów miał znaleźć się w centrum przerażających wydarzeń.
W owych każdorazowo najtragiczniejsze było to, że był jedynie marionetką; bezwładną lalką, która nijak nie mogła się bronić przed silniejszymi od siebie. Jeszcze do niedawna 一 prawdę mówiąc do dnia, w którym otrzymał wieniec 一 wydawało mu się, że odzyskał władzę nad życiem, ale teraz w jego umyśle pojawiały się coraz większe wątpliwości.
Czy będzie potrafił ponownie zeznawać?
Czy będzie potrafił się oprzeć wpływowi diabła?
O b y.
Gdy dotarli do miejsca, w którym ich drogi się rozdzielały, Bran pożegnał się z Lennym (miał naprawdę szczerą nadzieję, że jeśli ktoś nadal ich śledził, to pójdą za nim), a później ruszył do swojego domu. Dotarłszy na miejsce, wziął prysznic i zakopał się w miękkiej pościeli. I choć próbował sobie wmówić, że to wszystko tylko koszmar, jak na złość każdorazowo wszystko okazywało się cholerną prawdą.

Lennon Evergrove
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”