ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
Warsztat samochodowy miał swój własny rytm, a nawet oddech. Chłodny wiatr niosący się z ulicy, docierający z bramy wjazdowej zza jego pleców, uderzał zawsze w to samo miejsce na korpusie. Prąd powietrza właściwie ocierał się o niego za każdym razem, gdy Lenny cierpliwie czekał na odebranie własnego samochodu, niekiedy zmuszając go nawet do przejechania dłonią wzdłuż karku, by strącić z siebie natrętne naskórne mrowienie. Dzień jak ten otulał go także zapachem pobliskich drzew — jesionów i klonów — dziś jednak, dla wrażliwych zmysłów Lenny’ego wyraźniejszym stawał się zapach męskiego potu i szamponu do włosów, wyczuwalny od mechanika i świadczący o minionym wysiłku podczas pracy nad naprawą.
Lysander Westhall, choć żył w rzeczywistości, wydawał się stworzony dla p o w i e ś c i. Jego idealnie skrojoną sylwetkę dało się niemal bez poprawek przenieść na karty obszernego opisu, łącznie zresztą z przestrzenią, w której się poruszał.
Ten sam garaż, to samo napięcie.
Na myśl o tym, jak wprawnie mógłby wpleść jego postać w linię fabuły, i z jaką łatwością wykorzystałby atrybuty jego pracy do tego, by uczynić go interesującym, czuł już delikatne mrowienie w palcach. Gotowe do pracy, w każdej chwili mogłyby go obnażyć. Oczywiście metaforycznie, ale mimo tego chętnie obdarłby go z prawdy o nim i z ewentualnych sekretów, jakie ten mężczyzna mógł skrywać. A czuł podskórnie, że Lysander skrywał w i e l e. Natężona twarz, silne dłonie i jak mu się wydawało — zmęczone niekiedy spojrzenie — tworzyły zaskakująco piękne zjawisko, któremu Lennart przyglądał się w ciszy i w skupieniu. Obraz ten, i wrażenie jakie Westhall w nim budził, niemal wychodziło poza metafizykę, docierało fizycznie do jego ciała, gdy absolutnie pochłonięty każdym jednym bodźcem czuł jak niecierpliwość, ciekawość jego osoby i mieszanka niebezpiecznej obsesji gładziła go po włosach, skórze twarzy oraz wyprostowanym stoicko szkielecie.
Doceniał każdą sekundę ich spotkania.
…I chętnie tutaj wracał pod byle pretekstem.
— Ratujesz mnie kolejny raz, Westhall.
Ręka wplotła się w krępacji w kępę włosów, gdy uśmiechnął się wdzięcznie, drugą, wolną dłonią odbierając od niego kluczyki samochodu, które zaraz schował do kieszeni. Potrzebował między nimi ram. Z tego samego powodu nigdy nie przekroczył tej wyraźnie dystansującej ich granicy, zwracając się do niego bezosobowo lub tytułując go wyłącznie nazwiskiem.
— Mam wrażenie, że jeszcze trochę, a klocki hamulcowe sypnęłyby się do cna — dodał, co wcale nie było prawdą. Klocki były w porządku, ale dawno już przestał zwracać uwagę na to, czy jego wymówki brzmią przy mechaniku wiarygodnie, co czyniło ich kontakt zagmatwanym i prostym jednocześnie.
Lenny przyjeżdżał tu dla niego, a Lysander ten fakt musiał w jakiś sposób akceptować, bo w innym przypadku dawno już by go wyprosił.
— Potrzebuję jeszcze czegoś… — zastygł w oczekiwaniu na to, co sam zdecyduje się przy nim powiedzieć. Powinien ograniczyć się do: olej hamulcowy już się kończy, od czego zaczął pół roku temu, witając go w warsztacie po raz pierwszy. Zamiast tego mieszanka niezdrowej fascynacji zaczynała w nim buzować, spiętrzona przez ich każde poprzednie spotkanie, każdy jeden zapamiętany u Lysa gest i każdą jedną aprobatę jego obecności.
Nigdy nie usłyszał o d m o w y. I nagle stało się to dla niego kluczowe.
Nawet zimne powietrze, ocierające się o jego płuca, nie ostudziło w nim kotła wewnętrznego chaosu, gdy rozchylił usta w informacji piorunująco kontrastującej do wcześniejszych jego uprzejmości, zarówno tych z dziś, jak i z innych jego wizyt. Był niepodobnie pewny tego co mówi, zważywszy na to, że mówił podobne rzeczy pierwszy raz w jego obecności:
— Pieprzysz się czasem z klientami... Lysander?
Słowa, ostre w treści, ale zadziwiająco miękko wypowiedziane, wydarły się z niego dokładnie w momencie, gdy podawał mu gotówkę. Tęczówki oczu nie zeszły wtedy z twarzy Lysandera nawet na moment. Ręka nie zadrżała we wstydzie, jakby swoje pytanie traktował jak część dialogu i pisanej przez siebie historii: coś z czego zaraz może zrezygnować, co może łatwo skreślić. Jednocześnie, zaraz po wypowiedzianych słowach, we wnętrzu jego ust zagrzała śmiałość.
Uśmiechnął się krótko, niemal prozaicznie, czerpiąc spokój z ciszy. Chwilowe milczenie między nimi (które równie dobrze mogło się dłużyć tylko w jego głowie) przerywał jedynie dźwięk piosenki z na wpół wyciszonego radia.

Lysander Westhall
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Po raz kolejny się nie wyspał, chociaż poprzedniej nocy nie sięgnął ani po alkohol, ani nie dał się porwać żadnej imprezie, na których zdarzało mu się pojawiać znacznie częściej, niż powinien. Za każdym razem potrzebował ucieczki od rzeczywistości, która była dla niego niemal wrogiem wykreowanym we własnej głowie. Bywały dni, kiedy czuł się zwyczajnie obco pomiędzy ludźmi, starając się usilnie dotrzymać im tempa. Niestety, gubił je niemal zawsze, koniec końców zostając sam w tłumie, przygniatany własnymi myślami i obrazami z przeszłości. To wcale nie pomagało w jego ostatecznym powrocie do zdrowia, o które tak walczyła jego rodzina oraz psycholog, do którego sporadycznie udawało mu się pójść. Nie umiał całkiem wyzbyć się poczucia winy oraz wspomnień dnia, który zmienił go na wszystko, dodatkowo wywracając do góry nogami życia dwóch innych rodzin.
Warsztat samochodowy był jego odskocznią. Czuł się w nim dobrze - pomiędzy zapachem smaru, dźwiękiem metalu uderzanego o metal, cichą muzyką lecącą z głośników, która mieszała się z rozmowami z klientami, którzy raz po raz pojawiali się w środku. Wielu z nich po prostu prześlizgowało się przez warsztat, nie pozostawiając po sobie żadnego konkretnego śladu. Ot, kolejna osoba, która miała problem z samochodem; kolejna wymiana oleju, czy zadbanie o hamulce. Bywali jednak tacy ludzie, którzy swoim jestestwem niemal pochłaniali całą przestrzeń we wnętrzu niewielkiego budynku, w którym pracował Lysander. Stali się tak natarczywi, że niezależnie od woli człowiek musiał się poddać i zapisać ich w głowie.
Kimś takim z całą pewnością, zdaniem Westhalla, był Lenny - klient, którego mógłby nazwać śmiało stałym. Pojawiał się znacznie częściej, niż inni, przychodząc z problemami, które można było rozwiązać w domu, gdyby tylko pokusić się o włączenie YouTube. Bywały również naprawy, które napraw w ogóle nie wymagały, a z którymi mężczyzna przychodził właśnie do niego, każdorazowo upewniając się, że to właśnie on będzie odpowiedzialny za przegląd. W oczach Lysandera Richardson zachowywał się co najmniej jak jakiś samochodowy hipochondryk - widział symptomy tam, gdzie ich nie było. I chociaż dla wielu mogłoby to być denerwujące, tak jemu nie przeszkadzało. Już po którymś razie przyzwyczaił się do obecności mężczyzny, przyłapując się na tym, że nawet tych wizyt oczekiwał, jakby stały się jego rutyną. Potrzebował jej - chociaż jednej stałej, dzięki której rzeczywistość nie była taka straszna.
Dzisiaj również mógł na niego liczyć - pojawił się z błahostką, którą Lys zajmował się nie raz. Wymiana klocków hamulcowych była robotą na dosłownie kilkanaście minut. Czy powinien się zdziwić, że te w samochodzie Lennarta wcale nie wymagały aż tak nagłego zastąpienia nowymi? Nie. Zdawało mu się, że to była kolejna z wymówek, żeby się tu znaleźć. Może potrzebował właśnie jego obecności? Myśl ta była schlebiająca na tyle, że godziło się na każde spotkanie.
Przeczesał dłonią przydługie włosy - powinien udać się do fryzjera, ale był na to zbyt leniwy - odgarniając je z lekko spoconego, umorusanego smarem czoła.
-Powinienem pobierać od ciebie dodatkową opłatę za te wszystkie ciężkie przypadki, bo odnoszę wrażenie, że poświęcam ci znacznie więcej czasu, niż innym - skomentował, wycierając dłonie w szmatkę, która leżała na niewielkim stoliku. Sięgnął następnie po kluczyki, oddając je mężczyźnie. - Jak pozostali klienci zaczną być zazdrośni, odeślę ich do ciebie - rzucił uśmiechając się do stojącego naprzeciwko mężczyzny, który bacznie mu się przyglądał, jakby oceniał go pod tylko sobie znanym kątem.
-Taaa… - mruknął, chociaż bez przekonania. Z klockami było wszystko w porządku. Trochę starte, ale na spokojnie wyjechałyby jeszcze swoje, zanim ostatecznie wymagałyby naprawy. Czy powiedzenie, że znowu przylazł z czymś co nie było pilne, było na miejscu? Ostatecznie nakręcał mu bardziej biznes i służył towarzystwem, bo chociaż nie było między nimi żadnych szczegółowych rozmów, tak czasami sama obecność robiła swoje.
-Czego, panie Richardson? Masz szczęście, że dzisiaj następnego klienta mam za półtorej godziny, bo w innym wypadku musiałbym ci odmówić. Czego jednak nie robi się dla stałych, szczególnych klientów - skomentował, a jedna z brwi powędrowała ku górze wraz z kącikiem ust, świadcząc o rozbawieniu. jeszcze trochę, a może zaproszenie na randkę dostanie. Mile łechtało mu ego to, że ktoś chciał przebywać blisko niego zwłaszcza, że on sam nie zawsze był sobą.
I chociaż mógł spodziewać się dosłownie wszystkiego, tak nie spodziewał się tego, co usłyszał chwilę później z jego ust w momencie, w którym podawał mu gotówkę. Spojrzał w jego tęczówki, nie okazując żadnych emocji, jakby na chwilę w nim zastygły.
-To zależy, czy klient ma do zaoferowania coś ciekawego, chociaż podobno już dawno zastąpiliśmy płacenie dobrami naturalnymi pieniędzmi - odpowiedział, zdając sobie sprawę, że Lennart po raz pierwszy powiedział mu po imieniu. Brzmiało to nad wyraz abstrakcyjnie, chociaż cała sytuacja taka była. Bo na litość wszystkiego, kto pyta swojego mechanika o pieprzenie? - Teraz nie wiem czy ta zapłata jest za wymianę klocków, czy usługi dodatkowe, Lenny - dodał niemal dobity pewnością siebie mężczyzny.

Lenny Richardson
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

...odnoszę wrażenie, że poświęcam ci znacznie więcej czasu, niż innym.

Lenny nie był rdzą, ani usterką, a mimo tego po pierwszych słowach Lysandera przez chwilę wahał się, czy był to zarzut w jego kierunku. Nie wyraził oczywiście tej wątpliwości w zachowaniu, czy w słowach — po latach obcowania z własnymi kompleksami i niepewnościami był mistrzem w ukrywaniu ich przed światem — miał jednak wrażenie, że ołowiany ciężar cudzych słów właśnie przygniatał jego klatkę, wprawiając ciało w stan chronicznego napięcia.
Zaśmiał się kurtuazyjnie, wsuwając dłonie w głąb kieszeni, świadomy tego, jak łatwo czytało się ludzi po rękach. Sam robił to dość często: szukał płynności w ruchach i uchybień w drżeniu ciała w chwilach największego emocjonalnego naprężenia.
Może właściciel Scarborough Auto Care pragnął właśnie tym komentarzem zetrzeć pewność siebie Richardsona milimetr po milimetrze? A może chciał zdrapać i zeskrobać natarczywą obecność klienta, pojawiającą się zbyt często w jego warsztacie? W obliczu narastającej nachalności, którą prezentował w ostatnich miesiącach względem właściciela, wcale by go to nie zdziwiło. Dawno już przekroczył granicę dobrego wyczucia, pojawiając się w warsztacie ze zbyt dużą częstotliwością.
Zapomniał o ostrożności, a to… mogło go wiele kosztować.
Na samą myśl o tym, że mógłby wadzić Lysowi, ciało Lennarta zesztywniało nieznacznie.
Nurt tej rozmowy pchał go wyraźnie w kierunku niepewności — jednej z dobrze znanych mu emocji, która towarzyszyła mu od dawna, niemal od szkoły średniej. Zawsze miał wrażenie, że jest w pewien sposób gorszy, mniej dopasowany — inny od wszystkich. Gdy powietrze w towarzystwie miało tendencję rozpylać nad ludźmi atmosferę luzu i swobody, jego pełne było smug i niejednoznaczności. Wszystkich tych ciemnych emocji, które w sobie krył, i które przez większą część życia zamykał w specjalnie skrojonym do tego pudełku, jak w micie o Pandorze.
Dopiero końcowy uśmiech mechanika i zakończona zabawnym tonem kwestia zasklepiła spękaną pewność siebie Lennarta, uświadamiając mu, że wszystko to, co słyszał, było tylko żartem. Rozluźnił się więc, uśmiechając się do niego w odpowiedzi.
— Jasne, możesz odesłać ich do mnie! Może przy okazji zareklamuję im swoją nową książkę. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak trudno w dzisiejszych czasach zebrać publikę na wieczór autorski… ludzie wolą teraz digital — podjął nowy temat, uznając go nie tylko za ratunek przed wcześniejszymi wątpliwościami, ale również pewnego rodzaju odświeżenie. Katharsis.
Rozmowa o książkach (tym bardziej JEGO książkach) zawsze go odprężała i przypominała mu o tym, jak łatwo było kogoś oszukać i tworzyć piękne historie pod własną modłę.
(Jak łatwo było oszukać nawet siebie,
nadając sobie atrybut pewności w chwilach, gdy zawiasy głowy skrzypiały w niepokoju).

Tym sposobem odbijał się od jednej skrajnej emocji do drugiej, lawirując między wątpliwościami, czającymi się w głowie, a śmiałością zniesioną na język dosłownie parę sekund później.
Orbity oczu nie schodziły przy tym z sylwetki Lysandera, konsekwentnie śledząc ruch jego ciała i reakcję twarzy na wzmiankę o proponowanym seksie. Choć trzeba było przyznać, że w tym przypadku obserwacja dała mu niewiele. Żadna wyraźna emocja nie odbiła się bowiem w zachowaniu mężczyzny, i absolutnie nic w jego słowach nie podpowiedziało Lenny’emu, czy mechanik bliski jest odmowy, czy może bardziej zgody.
Zanim odezwał się znów, pozwolił rozchylonym ustom zaczerpnąć dwa długie oddechy. Były to sekundy, w trakcie których podejmował decyzję o tym, czy naprawdę chciał brnąć w tę niecodzienną propozycję.
Odpowiedź była twierdząca.
— Zapłata jest za klocki, a co do reszty… nie wiem, czy mam do zaoferowania coś ciekawego — przyznał bezpiecznie, z kontrastującą do tego intensywnością ograniczając cudzą przestrzeń osobistą. W jednym powolnym kroku wykonanym w kierunku Lysandera zawęził tym samym wciąż pozostający między nimi dystans, na moment podnosząc dłoń do góry, by pod własnym kciukiem rozetrzeć plamę smaru na czole mężczyzny.
— Wydawało mi się, że jedynym, co ma się do zaoferowania przy seksie to własne ciało, i to Ci proponuję — wzruszył ramionami, niezadowolony z osiągniętego dotychczas efektu. Lysander wciąż bowiem pozostawał dla niego drażniącą zagadką, którą pragnął rozwikłać, a smuga smaru uparcie trzymała się skóry mechanika.
Ściągając brwi w krótkim zastanowieniu, zaciągnął rękaw bluzy na podbicie dłoni, próbując zetrzeć ślad ponownie, tym razem miękkim materiałem.
— Mam się rozebrać, żebyś zdecydował, czy Ci odpowiada? — zaśmiał się, wciąż z ręką przy jego czole przerzucając wzrok z zabrudzonego punktu twarzy na oczy Westhalla.

Lysander Westhall
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nigdy nie zastanawiał się przesadnie, jaki był jego stosunek do Lenny’ego. Poza faktem, że był stałą w codzienności, w której pracował, był ot zaledwie przystojnym klientem, na temat którego Westhall nie wiedział dużo. Nie wymieniali się poufnymi informacjami, nie dzielili najgłebiej skrytymi sekretami, przez które mógłby nazwać go przyjacielem. Nie widywali się nawet poza ścianami warsztatu należącego do blondyna. Ich kontakty ograniczały się do tego miejsca, mimowolnie robiąc z niego ich wspólne pozwalając, by jedynie narzędzia oraz zepsute samochody były świadkami toczących się pomiędzy nimi rozmów. Odpowiadał mu ten stan rzeczy - nie było oczekiwań, nie było wymuszeń i kolejnych próśb o spotkania przy kawie. Była świadomość, że kiedy tylko Lenny ureguluje rachunek, a Lysander odda mu kluczyki do samochodu, starszy mężczyzna opuści warsztat stając się dla mechanik kolejnym obcym w tłumie ludzi.
Do następnego razu.
-Czyli w ostatecznym rozrachunku to będzie zwycięstwo. Taki był twój plan od początku? Zaskarbić sobie moją sympatię na tyle, żeby było mnie mniej dla innych, a więcej dla ciebie, a pojawiająca się zazdrość była pretekstem do ściągnięcia większych tłumów na wieczorki? - spytał, unosząc jedną z brwi. Uśmiechnął się przy tym delikatnie traktując całą tę wymianę zdań jako żart. Czuł się z nim dobrze, znacznie bardziej lekko, niż gdyby nagle toczył poważną rozmowę. Czy gdyby Lenny wiedział jakie demony skrywał w sobie Lysander nadal byłby w stanie żartować? Czy byłby jednym z tych, którzy zaatakowaliby go pytaniami, na które nie chciał odpowiadać? Pokładał w nim nadzieję na zmianę codzienności i liczył, że jednak nie. - Nową książkę? I jeszcze nie dostałem egzemplarza z osobistą dedykacją? Byłem pewien, że poziom naszej relacji jest wystarczający - skomentował zaczepnie. Był jednak ciekaw, co właściwie wyszło spod ręki mężczyzny. Kryminał? Dramat? Romans? Wszystkie trzy rodzaje? Nigdy nie zastanawiał się jaki jest jego ulubiony gatunek - wystarczyło, by pozycja była dobrze napisana, potrafiąc go zaciekawić. Jedyne, czego omijał niczym ognia, czując wewnętrzną obawę na samą myśl przed treścią, były książki wojenne.
Pytanie, które na chwilę zawisło pomiędzy nimi sprawiło, że poza zaskoczeniem w ciele Westhalla pojawiło się coś jeszcze - bezbrzeżna ciekawość, która pchała go do sprawdzenia, jak daleko sięgały granice i z jakim trudem przyjdzie je przekroczyć. Interesowało go, czy słowa drugiego mężczyzny były jedynie grą, kolejnym żartem, czy skrywały w sobie prawdę. Jaka opcja najbardziej by mu pasowała? Nie był pewien, jednak gdzieś w środku poczuł dreszczyk emocji, którego nie czuł od dawna. Ten sam, który kazał mu w to brnąć, póki nie usłyszy kategorycznego STOP.
-Taka słaba wiara i niepewność we własne umiejętności, a jednak pytanie dość odważne. Pełno sprzeczności, panie Richardson - zauważył, śledząc uważnie jego twarz - każde drżenie mięśni, każdy grymas, czy chociażby cień, który pozwoliłby mu przekonać się ostatecznie o intencjach klienta. Potrzebował go rozpracować, chociaż teraz, kiedy zadane pytanie nadal wirowało pomiędzy nimi czekając na ostateczną odpowiedź.
Nie zareagował, kiedy zbliżył się znacznie bardziej, niż pozwalała na to łącząca ich do tej pory relacja. Patrzył w te same oczy, które tak uparcie wpatrywały się w niego, jakby przyciągane niewidzialną siłą. Poczuł jego palec na swoim czole, a dotyk ten sprawił, że na chwilę coś w nim stężało. Atmosfera zrobiła się znacznie bardziej napięta, chociaż w tej ciężkości nie było niczego negatywnego - naszpikowana była czymś zgoła odmiennym. Ukrytą niepewnością, nadzieją i ciekawością.
-A co z umiejętnościami? Ciało to jedno, zaangażowanie drugie, skille trzecie. Nie pozbawiaj się ich tylko dla tego pierwszego - skomentował, zniżając ton głosu, a kolejny dreszcz przebiegł jego ciało. Powinien go odepchnąć, powinien pięścią wyjaśnić mu, czego nie należy mówić. A jednak część niego nie chciała tego robić - ta połowa była złakniona czegoś, czego potrzebował - ryzyka, adrenaliny, spontaniczności. Bez konieczności tłumaczenia się i myślenia “co by było gdyby”. Poddał się więc tej prowokacji.
Ześlizgnął się z oczy na usta, z ust ponownie na oczy. Pierwszy dotyk mieli już ze sobą - Lenny o to zadbał, nadal trzymając uniesioną rękę przy czole mechanika.
-Półtorej godziny - powtórzył to, co powiedział wcześniej. Czas, w którym w warsztacie miał pojawić się kolejny klient. - Wystarczająco czasu na prywatny striptiz? - skomentował, lekko się w jego stronę pochylając. - Jesteś pewien, że przygotowałeś się na takie przekroczenie granic? Są bariery po przekroczeniu których nie ma już odwrotu - dodał, a jego ciało wypełniło się dziwną ekscytacją.

Lenny Richardson
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Auto Care”