ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
Warsztat samochodowy miał swój własny rytm, a nawet oddech. Chłodny wiatr niosący się z ulicy, docierający z bramy wjazdowej zza jego pleców, uderzał zawsze w to samo miejsce na korpusie. Prąd powietrza właściwie ocierał się o niego za każdym razem, gdy Lenny cierpliwie czekał na odebranie własnego samochodu, niekiedy zmuszając go nawet do przejechania dłonią wzdłuż karku, by strącić z siebie natrętne naskórne mrowienie. Dzień jak ten otulał go także zapachem pobliskich drzew — jesionów i klonów — dziś jednak, dla wrażliwych zmysłów Lenny’ego wyraźniejszym stawał się zapach męskiego potu i szamponu do włosów, wyczuwalny od mechanika i świadczący o minionym wysiłku podczas pracy nad naprawą.
Lysander Westhall, choć żył w rzeczywistości, wydawał się stworzony dla p o w i e ś c i. Jego idealnie skrojoną sylwetkę dało się niemal bez poprawek przenieść na karty obszernego opisu, łącznie zresztą z przestrzenią, w której się poruszał.
Ten sam garaż, to samo napięcie.
Na myśl o tym, jak wprawnie mógłby wpleść jego postać w linię fabuły, i z jaką łatwością wykorzystałby atrybuty jego pracy do tego, by uczynić go interesującym, czuł już delikatne mrowienie w palcach. Gotowe do pracy, w każdej chwili mogłyby go obnażyć. Oczywiście metaforycznie, ale mimo tego chętnie obdarłby go z prawdy o nim i z ewentualnych sekretów, jakie ten mężczyzna mógł skrywać. A czuł podskórnie, że Lysander skrywał w i e l e. Natężona twarz, silne dłonie i jak mu się wydawało — zmęczone niekiedy spojrzenie — tworzyły zaskakująco piękne zjawisko, któremu Lennart przyglądał się w ciszy i w skupieniu. Obraz ten, i wrażenie jakie Westhall w nim budził, niemal wychodziło poza metafizykę, docierało fizycznie do jego ciała, gdy absolutnie pochłonięty każdym jednym bodźcem czuł jak niecierpliwość, ciekawość jego osoby i mieszanka niebezpiecznej obsesji gładziła go po włosach, skórze twarzy oraz wyprostowanym stoicko szkielecie.
Doceniał każdą sekundę ich spotkania.
…I chętnie tutaj wracał pod byle pretekstem.
— Ratujesz mnie kolejny raz, Westhall.
Ręka wplotła się w krępacji w kępę włosów, gdy uśmiechnął się wdzięcznie, drugą, wolną dłonią odbierając od niego kluczyki samochodu, które zaraz schował do kieszeni. Potrzebował między nimi ram. Z tego samego powodu nigdy nie przekroczył tej wyraźnie dystansującej ich granicy, zwracając się do niego bezosobowo lub tytułując go wyłącznie nazwiskiem.
— Mam wrażenie, że jeszcze trochę, a klocki hamulcowe sypnęłyby się do cna — dodał, co wcale nie było prawdą. Klocki były w porządku, ale dawno już przestał zwracać uwagę na to, czy jego wymówki brzmią przy mechaniku wiarygodnie, co czyniło ich kontakt zagmatwanym i prostym jednocześnie.
Lenny przyjeżdżał tu dla niego, a Lysander ten fakt musiał w jakiś sposób akceptować, bo w innym przypadku dawno już by go wyprosił.
— Potrzebuję jeszcze czegoś… — zastygł w oczekiwaniu na to, co sam zdecyduje się przy nim powiedzieć. Powinien ograniczyć się do: olej hamulcowy już się kończy, od czego zaczął pół roku temu, witając go w warsztacie po raz pierwszy. Zamiast tego mieszanka niezdrowej fascynacji zaczynała w nim buzować, spiętrzona przez ich każde poprzednie spotkanie, każdy jeden zapamiętany u Lysa gest i każdą jedną aprobatę jego obecności.
Nigdy nie usłyszał o d m o w y. I nagle stało się to dla niego kluczowe.
Nawet zimne powietrze, ocierające się o jego płuca, nie ostudziło w nim kotła wewnętrznego chaosu, gdy rozchylił usta w informacji piorunująco kontrastującej do wcześniejszych jego uprzejmości, zarówno tych z dziś, jak i z innych jego wizyt. Był niepodobnie pewny tego co mówi, zważywszy na to, że mówił podobne rzeczy pierwszy raz w jego obecności:
— Pieprzysz się czasem z klientami... Lysander?
Słowa, ostre w treści, ale zadziwiająco miękko wypowiedziane, wydarły się z niego dokładnie w momencie, gdy podawał mu gotówkę. Tęczówki oczu nie zeszły wtedy z twarzy Lysandera nawet na moment. Ręka nie zadrżała we wstydzie, jakby swoje pytanie traktował jak część dialogu i pisanej przez siebie historii: coś z czego zaraz może zrezygnować, co może łatwo skreślić. Jednocześnie, zaraz po wypowiedzianych słowach, we wnętrzu jego ust zagrzała śmiałość.
Uśmiechnął się krótko, niemal prozaicznie, czerpiąc spokój z ciszy. Chwilowe milczenie między nimi (które równie dobrze mogło się dłużyć tylko w jego głowie) przerywał jedynie dźwięk piosenki z na wpół wyciszonego radia.

Lysander Westhall
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Po raz kolejny się nie wyspał, chociaż poprzedniej nocy nie sięgnął ani po alkohol, ani nie dał się porwać żadnej imprezie, na których zdarzało mu się pojawiać znacznie częściej, niż powinien. Za każdym razem potrzebował ucieczki od rzeczywistości, która była dla niego niemal wrogiem wykreowanym we własnej głowie. Bywały dni, kiedy czuł się zwyczajnie obco pomiędzy ludźmi, starając się usilnie dotrzymać im tempa. Niestety, gubił je niemal zawsze, koniec końców zostając sam w tłumie, przygniatany własnymi myślami i obrazami z przeszłości. To wcale nie pomagało w jego ostatecznym powrocie do zdrowia, o które tak walczyła jego rodzina oraz psycholog, do którego sporadycznie udawało mu się pójść. Nie umiał całkiem wyzbyć się poczucia winy oraz wspomnień dnia, który zmienił go na wszystko, dodatkowo wywracając do góry nogami życia dwóch innych rodzin.
Warsztat samochodowy był jego odskocznią. Czuł się w nim dobrze - pomiędzy zapachem smaru, dźwiękiem metalu uderzanego o metal, cichą muzyką lecącą z głośników, która mieszała się z rozmowami z klientami, którzy raz po raz pojawiali się w środku. Wielu z nich po prostu prześlizgowało się przez warsztat, nie pozostawiając po sobie żadnego konkretnego śladu. Ot, kolejna osoba, która miała problem z samochodem; kolejna wymiana oleju, czy zadbanie o hamulce. Bywali jednak tacy ludzie, którzy swoim jestestwem niemal pochłaniali całą przestrzeń we wnętrzu niewielkiego budynku, w którym pracował Lysander. Stali się tak natarczywi, że niezależnie od woli człowiek musiał się poddać i zapisać ich w głowie.
Kimś takim z całą pewnością, zdaniem Westhalla, był Lenny - klient, którego mógłby nazwać śmiało stałym. Pojawiał się znacznie częściej, niż inni, przychodząc z problemami, które można było rozwiązać w domu, gdyby tylko pokusić się o włączenie YouTube. Bywały również naprawy, które napraw w ogóle nie wymagały, a z którymi mężczyzna przychodził właśnie do niego, każdorazowo upewniając się, że to właśnie on będzie odpowiedzialny za przegląd. W oczach Lysandera Richardson zachowywał się co najmniej jak jakiś samochodowy hipochondryk - widział symptomy tam, gdzie ich nie było. I chociaż dla wielu mogłoby to być denerwujące, tak jemu nie przeszkadzało. Już po którymś razie przyzwyczaił się do obecności mężczyzny, przyłapując się na tym, że nawet tych wizyt oczekiwał, jakby stały się jego rutyną. Potrzebował jej - chociaż jednej stałej, dzięki której rzeczywistość nie była taka straszna.
Dzisiaj również mógł na niego liczyć - pojawił się z błahostką, którą Lys zajmował się nie raz. Wymiana klocków hamulcowych była robotą na dosłownie kilkanaście minut. Czy powinien się zdziwić, że te w samochodzie Lennarta wcale nie wymagały aż tak nagłego zastąpienia nowymi? Nie. Zdawało mu się, że to była kolejna z wymówek, żeby się tu znaleźć. Może potrzebował właśnie jego obecności? Myśl ta była schlebiająca na tyle, że godziło się na każde spotkanie.
Przeczesał dłonią przydługie włosy - powinien udać się do fryzjera, ale był na to zbyt leniwy - odgarniając je z lekko spoconego, umorusanego smarem czoła.
-Powinienem pobierać od ciebie dodatkową opłatę za te wszystkie ciężkie przypadki, bo odnoszę wrażenie, że poświęcam ci znacznie więcej czasu, niż innym - skomentował, wycierając dłonie w szmatkę, która leżała na niewielkim stoliku. Sięgnął następnie po kluczyki, oddając je mężczyźnie. - Jak pozostali klienci zaczną być zazdrośni, odeślę ich do ciebie - rzucił uśmiechając się do stojącego naprzeciwko mężczyzny, który bacznie mu się przyglądał, jakby oceniał go pod tylko sobie znanym kątem.
-Taaa… - mruknął, chociaż bez przekonania. Z klockami było wszystko w porządku. Trochę starte, ale na spokojnie wyjechałyby jeszcze swoje, zanim ostatecznie wymagałyby naprawy. Czy powiedzenie, że znowu przylazł z czymś co nie było pilne, było na miejscu? Ostatecznie nakręcał mu bardziej biznes i służył towarzystwem, bo chociaż nie było między nimi żadnych szczegółowych rozmów, tak czasami sama obecność robiła swoje.
-Czego, panie Richardson? Masz szczęście, że dzisiaj następnego klienta mam za półtorej godziny, bo w innym wypadku musiałbym ci odmówić. Czego jednak nie robi się dla stałych, szczególnych klientów - skomentował, a jedna z brwi powędrowała ku górze wraz z kącikiem ust, świadcząc o rozbawieniu. jeszcze trochę, a może zaproszenie na randkę dostanie. Mile łechtało mu ego to, że ktoś chciał przebywać blisko niego zwłaszcza, że on sam nie zawsze był sobą.
I chociaż mógł spodziewać się dosłownie wszystkiego, tak nie spodziewał się tego, co usłyszał chwilę później z jego ust w momencie, w którym podawał mu gotówkę. Spojrzał w jego tęczówki, nie okazując żadnych emocji, jakby na chwilę w nim zastygły.
-To zależy, czy klient ma do zaoferowania coś ciekawego, chociaż podobno już dawno zastąpiliśmy płacenie dobrami naturalnymi pieniędzmi - odpowiedział, zdając sobie sprawę, że Lennart po raz pierwszy powiedział mu po imieniu. Brzmiało to nad wyraz abstrakcyjnie, chociaż cała sytuacja taka była. Bo na litość wszystkiego, kto pyta swojego mechanika o pieprzenie? - Teraz nie wiem czy ta zapłata jest za wymianę klocków, czy usługi dodatkowe, Lenny - dodał niemal dobity pewnością siebie mężczyzny.

Lenny Richardson
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

...odnoszę wrażenie, że poświęcam ci znacznie więcej czasu, niż innym.

Lenny nie był rdzą, ani usterką, a mimo tego po pierwszych słowach Lysandera przez chwilę wahał się, czy był to zarzut w jego kierunku. Nie wyraził oczywiście tej wątpliwości w zachowaniu, czy w słowach — po latach obcowania z własnymi kompleksami i niepewnościami był mistrzem w ukrywaniu ich przed światem — miał jednak wrażenie, że ołowiany ciężar cudzych słów właśnie przygniatał jego klatkę, wprawiając ciało w stan chronicznego napięcia.
Zaśmiał się kurtuazyjnie, wsuwając dłonie w głąb kieszeni, świadomy tego, jak łatwo czytało się ludzi po rękach. Sam robił to dość często: szukał płynności w ruchach i uchybień w drżeniu ciała w chwilach największego emocjonalnego naprężenia.
Może właściciel Scarborough Auto Care pragnął właśnie tym komentarzem zetrzeć pewność siebie Richardsona milimetr po milimetrze? A może chciał zdrapać i zeskrobać natarczywą obecność klienta, pojawiającą się zbyt często w jego warsztacie? W obliczu narastającej nachalności, którą prezentował w ostatnich miesiącach względem właściciela, wcale by go to nie zdziwiło. Dawno już przekroczył granicę dobrego wyczucia, pojawiając się w warsztacie ze zbyt dużą częstotliwością.
Zapomniał o ostrożności, a to… mogło go wiele kosztować.
Na samą myśl o tym, że mógłby wadzić Lysowi, ciało Lennarta zesztywniało nieznacznie.
Nurt tej rozmowy pchał go wyraźnie w kierunku niepewności — jednej z dobrze znanych mu emocji, która towarzyszyła mu od dawna, niemal od szkoły średniej. Zawsze miał wrażenie, że jest w pewien sposób gorszy, mniej dopasowany — inny od wszystkich. Gdy powietrze w towarzystwie miało tendencję rozpylać nad ludźmi atmosferę luzu i swobody, jego pełne było smug i niejednoznaczności. Wszystkich tych ciemnych emocji, które w sobie krył, i które przez większą część życia zamykał w specjalnie skrojonym do tego pudełku, jak w micie o Pandorze.
Dopiero końcowy uśmiech mechanika i zakończona zabawnym tonem kwestia zasklepiła spękaną pewność siebie Lennarta, uświadamiając mu, że wszystko to, co słyszał, było tylko żartem. Rozluźnił się więc, uśmiechając się do niego w odpowiedzi.
— Jasne, możesz odesłać ich do mnie! Może przy okazji zareklamuję im swoją nową książkę. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak trudno w dzisiejszych czasach zebrać publikę na wieczór autorski… ludzie wolą teraz digital — podjął nowy temat, uznając go nie tylko za ratunek przed wcześniejszymi wątpliwościami, ale również pewnego rodzaju odświeżenie. Katharsis.
Rozmowa o książkach (tym bardziej JEGO książkach) zawsze go odprężała i przypominała mu o tym, jak łatwo było kogoś oszukać i tworzyć piękne historie pod własną modłę.
(Jak łatwo było oszukać nawet siebie,
nadając sobie atrybut pewności w chwilach, gdy zawiasy głowy skrzypiały w niepokoju).

Tym sposobem odbijał się od jednej skrajnej emocji do drugiej, lawirując między wątpliwościami, czającymi się w głowie, a śmiałością zniesioną na język dosłownie parę sekund później.
Orbity oczu nie schodziły przy tym z sylwetki Lysandera, konsekwentnie śledząc ruch jego ciała i reakcję twarzy na wzmiankę o proponowanym seksie. Choć trzeba było przyznać, że w tym przypadku obserwacja dała mu niewiele. Żadna wyraźna emocja nie odbiła się bowiem w zachowaniu mężczyzny, i absolutnie nic w jego słowach nie podpowiedziało Lenny’emu, czy mechanik bliski jest odmowy, czy może bardziej zgody.
Zanim odezwał się znów, pozwolił rozchylonym ustom zaczerpnąć dwa długie oddechy. Były to sekundy, w trakcie których podejmował decyzję o tym, czy naprawdę chciał brnąć w tę niecodzienną propozycję.
Odpowiedź była twierdząca.
— Zapłata jest za klocki, a co do reszty… nie wiem, czy mam do zaoferowania coś ciekawego — przyznał bezpiecznie, z kontrastującą do tego intensywnością ograniczając cudzą przestrzeń osobistą. W jednym powolnym kroku wykonanym w kierunku Lysandera zawęził tym samym wciąż pozostający między nimi dystans, na moment podnosząc dłoń do góry, by pod własnym kciukiem rozetrzeć plamę smaru na czole mężczyzny.
— Wydawało mi się, że jedynym, co ma się do zaoferowania przy seksie to własne ciało, i to Ci proponuję — wzruszył ramionami, niezadowolony z osiągniętego dotychczas efektu. Lysander wciąż bowiem pozostawał dla niego drażniącą zagadką, którą pragnął rozwikłać, a smuga smaru uparcie trzymała się skóry mechanika.
Ściągając brwi w krótkim zastanowieniu, zaciągnął rękaw bluzy na podbicie dłoni, próbując zetrzeć ślad ponownie, tym razem miękkim materiałem.
— Mam się rozebrać, żebyś zdecydował, czy Ci odpowiada? — zaśmiał się, wciąż z ręką przy jego czole przerzucając wzrok z zabrudzonego punktu twarzy na oczy Westhalla.

Lysander Westhall
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nigdy nie zastanawiał się przesadnie, jaki był jego stosunek do Lenny’ego. Poza faktem, że był stałą w codzienności, w której pracował, był ot zaledwie przystojnym klientem, na temat którego Westhall nie wiedział dużo. Nie wymieniali się poufnymi informacjami, nie dzielili najgłebiej skrytymi sekretami, przez które mógłby nazwać go przyjacielem. Nie widywali się nawet poza ścianami warsztatu należącego do blondyna. Ich kontakty ograniczały się do tego miejsca, mimowolnie robiąc z niego ich wspólne pozwalając, by jedynie narzędzia oraz zepsute samochody były świadkami toczących się pomiędzy nimi rozmów. Odpowiadał mu ten stan rzeczy - nie było oczekiwań, nie było wymuszeń i kolejnych próśb o spotkania przy kawie. Była świadomość, że kiedy tylko Lenny ureguluje rachunek, a Lysander odda mu kluczyki do samochodu, starszy mężczyzna opuści warsztat stając się dla mechanik kolejnym obcym w tłumie ludzi.
Do następnego razu.
-Czyli w ostatecznym rozrachunku to będzie zwycięstwo. Taki był twój plan od początku? Zaskarbić sobie moją sympatię na tyle, żeby było mnie mniej dla innych, a więcej dla ciebie, a pojawiająca się zazdrość była pretekstem do ściągnięcia większych tłumów na wieczorki? - spytał, unosząc jedną z brwi. Uśmiechnął się przy tym delikatnie traktując całą tę wymianę zdań jako żart. Czuł się z nim dobrze, znacznie bardziej lekko, niż gdyby nagle toczył poważną rozmowę. Czy gdyby Lenny wiedział jakie demony skrywał w sobie Lysander nadal byłby w stanie żartować? Czy byłby jednym z tych, którzy zaatakowaliby go pytaniami, na które nie chciał odpowiadać? Pokładał w nim nadzieję na zmianę codzienności i liczył, że jednak nie. - Nową książkę? I jeszcze nie dostałem egzemplarza z osobistą dedykacją? Byłem pewien, że poziom naszej relacji jest wystarczający - skomentował zaczepnie. Był jednak ciekaw, co właściwie wyszło spod ręki mężczyzny. Kryminał? Dramat? Romans? Wszystkie trzy rodzaje? Nigdy nie zastanawiał się jaki jest jego ulubiony gatunek - wystarczyło, by pozycja była dobrze napisana, potrafiąc go zaciekawić. Jedyne, czego omijał niczym ognia, czując wewnętrzną obawę na samą myśl przed treścią, były książki wojenne.
Pytanie, które na chwilę zawisło pomiędzy nimi sprawiło, że poza zaskoczeniem w ciele Westhalla pojawiło się coś jeszcze - bezbrzeżna ciekawość, która pchała go do sprawdzenia, jak daleko sięgały granice i z jakim trudem przyjdzie je przekroczyć. Interesowało go, czy słowa drugiego mężczyzny były jedynie grą, kolejnym żartem, czy skrywały w sobie prawdę. Jaka opcja najbardziej by mu pasowała? Nie był pewien, jednak gdzieś w środku poczuł dreszczyk emocji, którego nie czuł od dawna. Ten sam, który kazał mu w to brnąć, póki nie usłyszy kategorycznego STOP.
-Taka słaba wiara i niepewność we własne umiejętności, a jednak pytanie dość odważne. Pełno sprzeczności, panie Richardson - zauważył, śledząc uważnie jego twarz - każde drżenie mięśni, każdy grymas, czy chociażby cień, który pozwoliłby mu przekonać się ostatecznie o intencjach klienta. Potrzebował go rozpracować, chociaż teraz, kiedy zadane pytanie nadal wirowało pomiędzy nimi czekając na ostateczną odpowiedź.
Nie zareagował, kiedy zbliżył się znacznie bardziej, niż pozwalała na to łącząca ich do tej pory relacja. Patrzył w te same oczy, które tak uparcie wpatrywały się w niego, jakby przyciągane niewidzialną siłą. Poczuł jego palec na swoim czole, a dotyk ten sprawił, że na chwilę coś w nim stężało. Atmosfera zrobiła się znacznie bardziej napięta, chociaż w tej ciężkości nie było niczego negatywnego - naszpikowana była czymś zgoła odmiennym. Ukrytą niepewnością, nadzieją i ciekawością.
-A co z umiejętnościami? Ciało to jedno, zaangażowanie drugie, skille trzecie. Nie pozbawiaj się ich tylko dla tego pierwszego - skomentował, zniżając ton głosu, a kolejny dreszcz przebiegł jego ciało. Powinien go odepchnąć, powinien pięścią wyjaśnić mu, czego nie należy mówić. A jednak część niego nie chciała tego robić - ta połowa była złakniona czegoś, czego potrzebował - ryzyka, adrenaliny, spontaniczności. Bez konieczności tłumaczenia się i myślenia “co by było gdyby”. Poddał się więc tej prowokacji.
Ześlizgnął się z oczy na usta, z ust ponownie na oczy. Pierwszy dotyk mieli już ze sobą - Lenny o to zadbał, nadal trzymając uniesioną rękę przy czole mechanika.
-Półtorej godziny - powtórzył to, co powiedział wcześniej. Czas, w którym w warsztacie miał pojawić się kolejny klient. - Wystarczająco czasu na prywatny striptiz? - skomentował, lekko się w jego stronę pochylając. - Jesteś pewien, że przygotowałeś się na takie przekroczenie granic? Są bariery po przekroczeniu których nie ma już odwrotu - dodał, a jego ciało wypełniło się dziwną ekscytacją.

Lenny Richardson
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lysander był nieoczekiwanym wyjątkiem od reguły.
Przy nim żart, rozpięty między nimi, rozluźniał nić kontaktu, która w rozmowach Lenny’ego z innymi ludźmi zwykle napinała się pod ciężarem ostrożności. Przy Lysanderze jednak, wraz z kolejnymi wizytami, coraz łatwiej przychodziło mu porzucanie tej przezorności. Chwile, w których wisiała nad nimi lekka, wesoła aura, jak dziś, pozwalały mu mówić bez zastanowienia, z odciążającą ciało lekkością.
— To raczej efekt uboczny, niż dokładnie zaplanowana strategia — zaśmiał się sam z siebie (choć Westhall nie mógł o tym wiedzieć), bo był ostatnią osobą, którą można było posądzić o celowe zaskarbianie cudzej sympatii. W gruncie rzeczy, jako urodzony samotnik, częściej stał na uboczu, nie walcząc o cudzą uwagę. Dlatego też planowanie czegokolwiek, co wiązało się z uzyskaniem cudzej aprobaty, wydawało się absurdem.
Absurdem, który jednak mu się podobał, bo oznaczał on, że może jest między nimi potencjał na owocującą znajomość. Rysująca się między nimi sympatia — a przynajmniej wzajemna, pozbawiona przymusu tolerancja własnego towarzystwa — dawała Lenny’emu coś, czego nie doświadczał często w relacjach z ludźmi: a mianowicie przestrzeń, w której nie musiał bezustannie pilnować własnych granic i własnych słów w obawie przed odrzuceniem. Od czasu do czasu mógł więc rozpiąć skrzydła swobody i po prostu trwać w tej znajomości bez potrzeby ciągłego powściągania gestów i słów.
Póki Lysander akceptował jego specyficzne poczucie humoru, wszystko było w porządku. — Widocznie przeceniasz nasze stosunki — odparł z początku z kamienną powagą, a potem, po chwili napiętej ciszy, kąciki ust Richardsona rozerwały się w uśmiechu, odkrywając rozbawienie, wskazujące na to, że tylko się droczył.
— Spokojnie. Odłożę Ci Twój egzemplarz i podpiszę stronę tytułową, jak tylko przyjdziesz kiedyś na wieczorek — zapewnił go.
Słowa Lenny’ego zamknęły tym samym temat książki. To było jeszcze przed tym, gdy napięcie zdążyło ponownie narosnąć pod wpływem serii kolejnych wydarzeń.

Niezbędna była kontrola tu i teraz.
Przydałby się także filtr, którym mógłby odsiać w głowie paranoje od niepewności, czy rzeczywistość od fantazji, gdy wpatrzony w oblicze Lysandera, pod ostrzałem cudzego spojrzenia pozwolił adrenalinie przebiec przez ciało, jak prąd przez linie gwałtownego napięcia. Uczucie to rozedrgało ciało Lenny’ego, pochłaniając resztki świadomości i dzieląc oddechy na dwie zupełnie różne sfery.
(...) Pełno sprzeczności, panie Richardson, zastygł na te słowa.
Wdech był ukojeniem, wydech natomiast anemiczną próbą zachowania twarzy. Milczał, przeciągając napięcie i pozwalając, by rozlazło się ono po kościach i mięśniach. Głównie dlatego, że gdyby teraz zdecydował się mu odpowiedzieć, pewnie powiedziałby mu coś głupiego i zbyt go odsłaniającego. Wolał tę energię przekierować na starcie smaru, albo przyjęcie na siebie cudzego oddechu, gdy odległość między nimi zmalała znacząco.
— Zaangażowanie jest oczywistością, skoro to ja zaproponowałem kontakt — zauważył łagodnie, mimo dręczących go wątpliwości nie dając się zbić z tropu. Może filar wcześniejszej pewności rzeczywiście nieco pękał, Lenny jednak starał się zasklepić rysy emocji na bieżąco, świeżo dorzuconymi do dialogu słowami. Zagryzł przy tym wargę na moment, oceniając poziom cudzego zainteresowania, nim zdecydował się na kolejne słowa.
Oczy Lysandera, schodzące kusząco w dół ku jego ustom, dały mu przy tym odrobinę rozpędu i poczucia bezpieczeństwa, tj. złudną gwarancję, że robią coś za obopólną zgodą. Nawet więc nie drgnął, gdy mechanik wspomniał ponownie o czasie i o striptizie, nachylając się przy nim nieznacznie.
Naczynie ciała Lenny’ego wyraźnie wypełniło się pierwszym podnieceniem oraz towarzyszącą mu dziś ekscytacją, a gorąco spotkania zajęło brzegi myśli i połać skóry.
— Przekonamy się — mruknął cicho odnośnie wystarczalności czasu, nie chcąc zakłócać tworzącego się właśnie s a c r u m tej relacji. Natężenie i intensywność z jaką patrzył na niego Lysander (lub to, jak to spojrzenie odczuwał sam Lenny), sprawiały przy tym, że był skłonny przekroczyć nie tylko tę jedną, oczywistą granicę bliskości, którą naruszyli.
Korzystając z nachylenia Lysandera, odnalazł ustami jego ucho, dodając szeptem:
— Tak jak Ty będziesz musiał przekonać się o moich umiejętnościach.
Co się tyczyło ostatnich pytań, odpowiedzią na nie było pociągnięcie Westhalla za dłoń w kierunku biura, by w ostatnim akcie przyzwoitości nie narażać mechanika na ewentualne nieprzyjemności, gdyby zostali nakryci przez losowego klienta po wejściu do warsztatu.
Tymczasem biuro było niewielką wyspą względnego porządku pośród zapachu oleju, metalu i rozgrzanych części. Lenny skłamałby jednak, gdyby powiedział, że zdążył przyjrzeć się dokładniej przestrzeni. Po przekroczeniu progu nie miał czasu na oględziny, do jego świadomości wpadł jedynie pojedynczy szczęk opadających kluczy, gdy popchnął Lysandera w kierunku biurka, najwyraźniej zrzucając z niego część jego zawartości. Zaraz potem sam odsunął się o krok, wstępnie rozpinając bluzę do połowy torsu.
— Jeszcze możesz zrezygnować… o ile wadzi Ci brak odwrotu.
Ostatnie głoski Lennarta wzniosły się niemal w pytaniu, gdy w oczekiwaniu na reakcję zsunął wzrok na kuszące ciało.

Lysander Westhall
Ostatnio zmieniony sob paź 10, 2026 10:53 pm przez Lenny Richardson, łącznie zmieniany 1 raz.
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie analizował przesadnie tego, co zaczynało się dziać w warsztacie. Nie zaprzątał sobie głowy czy wypadało, czy powinien, czy tak należało. To nie miało znaczenia, bo w ostatecznym rozrachunku Lysander chciał i to przeświadczenie pojawiło się gwałtownie w chwili, kiedy jego wzrok ponownie spotkał się z prowokacyjnym spojrzeniem rozmówcy, bawiącym się nim nieświadomie w sposób, który łechtał ego mechanika. Schlebiały mu jego komentarze, jego drobne gest i uwaga, którą mu poświęcał. Był na nie podatny znacznie bardziej odkąd wrócił z frontu, szukając czegoś, co byłoby w stanie go zaskoczyć, przy okazji zaspokajając potrzebę szukania nowych przygód. Nie lubi oczywistości - znacznie bardziej sprawdzał się w wydarzeniach spontanicznych, które potrafiły dostarczyć odpowiedniej dawki adrenaliny.
Lenny zdawał się być w tym niemal mistrzem. Udało mu się go zaskoczyć przeobrażając jedno ze zwykłych spotkań usługodawca-klient w coś znacznie bardziej interesującego. Na tyle, by Westhall zapragnął zatrzasnąć drzwi warsztatu i wywiesić tabliczkę NIECZYNNE. Udało mu się rozbudzić ciekawość, która pchała Lysandera dalej, pozwalając przekroczyć własne relacje.
Skupił się na atmosferze, która z każdą kolejna chwilą była coraz gęściej wypełniona przez rosnące napięcie pomiędzy nimi, sprawiając, że z kolejnymi mijanymi sekundami znacznie trudniej było się wycofać. Tylko czy w ogóle by tego chciał? Przybliżali się do etapu, w którym odwrót miał być niemożliwy i tam chciał się teraz znaleźć - przeświadczony, że w którymś momencie to jego klient okaże się osobą, która skapituluje, przyciśnięta ciężarem odpowiedzialności za jedno zdanie, które doprowadziło do tego szaleństwa.
Wodził niespiesznie wzrokiem po jego twarzy, doszukując się oznak mówiących, że tyle wystarczy, że sprawdzili do czego są zdolni, a teraz powinni wrócić na płaszczyznę, na której stali zaledwie kilkanaście minut. Nie znalazł niczego takiego i ta dziwna pewność na twarzy rozmówcy sprawiła, że zadrżał wewnętrznie z chorej ekscytacji, która z wolna przejmowała kontrolę nad poszczególnymi komórkami ciała. Wariował, chociaż był to rodzaj szaleństwa, któremu mógłby poddawać się bardziej. Zagłuszał niepotrzebne myśli, pozwalając żyć.
Wpatrzył się zdecydowanie zbyt intensywnie i na zbyt długo w delikatnie przygryzioną wargę. prowokowała, chociaż mogła być nieświadomym gestem osoby, która się nad czymś zastanawiała. A jednak pobudziła Lysandera sprawiając, że krew zaczynała szumieć mu w uszach. Wpychała go głowy myśli, których nie powinien mieć na temat Richardsona.
Kurwa.
Na jego własnych ustach pojawił się zaczepny uśmiech, kiedy nie odpuszczali sobie wzajemnie. Słowa, spojrzenia, drobne, pozornie niewinne gesty mające rozpalić bardziej. Wciągnął powietrze, zaciągając się zapachem jego perfum, kiedy przybliżył usta do jego ucha, szepcząc. Poczuł, jak delikatnie omiótł oddechem skórę, wprawiając ją w drżenie. Jeśli ta jedna pieszczota wywoływała reakcje, pragną przekonać się co będzie, gdy staną się znacznie bardziej intensywne.
-Zaskocz mnie, panie Richardson. Pokaż, czy posiadasz umiejętności, które sprawią, że je zapamiętam, a zarazem zapomnę siebie - powiedział cicho, niemal gardłowo, sam dziwiąc się tej niemal zwierzęcej wymowie. Ogarnęło go irracjonalne zniecierpliwienie, jakby minęło zbyt wiele czasu od pierwszej zapowiedzi nieuchronnego zbliżenia do teraz, kiedy nadal trwali niemal w tym samym. Potrzebował więcej, znacznie więcej.
Jak na zawołanie został pociągnięty do własnego gabinetu, nie oponując ani przez chwilę. Opór byłby zaprzeczeniem własnych potrzeb; kłamstwem, na które nie miał teraz ochoty. Uderzył tyłkiem o biurko, na które został pchnięty. Serce przyspieszyło, gdyby rozum i ciało zrozumiały, że w końcu zaczynało się robić na poważnie. Z błyskiem w oczach prześledził wolno nadal ubrane ciało mężczyzny, w głowie już dawno pozbywając się materiału. Był tak cholernie niepotrzebny.
-Zrezygnować? Po tym, jak z niemal nabożną pieczołowitością opowiadałeś o swoich umiejętnościach oraz zaangażowaniu? Nie, Richardson… ja teraz czekam, byś w końcu mi je zaprezentował i odzwierciedlił w rzeczywistości własne słowa - skomentował z lekkim, prowokacyjnym uśmiechem, kciukiem przejeżdżając po własnych ustach. -Musisz tylko wiedzieć, że bywam bardzo niecierpliwy - dodał wymownie, podążając za dłonią, która rozpinała bluzę.

Lenny Richardson
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciało bywało świątynią;
miejscem sakralnego kultu i wielkiej nabożności, podczas której dotyk murów tej świętej przestrzeni stanowił niemal przewinienie oraz ledwie namiastkę tego, co kryło się wewnątrz człowieka. Posągowe, piękne i czyste naczynie ludzkie łatwo dało się też obserwować, ale znacznie trudniej w tym układzie było je posiąść. Niektórzy lubili traktować je w taki właśnie sposób: jako coś nieosiągalnego lub osiągalnego tylko dla wybranych.
Ciało bywało również grzechem;
tego rodzaju kruchą ułudą przyzwoitości, która trzymała się na filarach pierwotnych słabości i trwała w wahaniu pomiędzy nieśmiało rodzącą się pożądliwością, a pierwszym g e s t e m, który — jeśli chodziło o Lysandera i Lenny’ego — dawno już się dokonał w słowach i w czynach. W tym wariancie nie było mowy o niedostępności. Richardson zrezygnował z niej już na wejściu do warsztatu, a zapomniał o niej doszczętnie w momencie dostrzeżonej aprobaty Westhalla.
Wystarczył krótki flirt i zaczepne wzniesienie kącików ust przez mechanika, by Lennart poczuł, jak rozkrusza się w nim ostatek powściągliwości. Dłoń bezwiednie ruszyła wtedy w dół, wzdłuż na wpół rozpiętego zamka wierzchniego ubrania, by dokończyć dzieła. Ciche kliknięcie zasygnalizowało odpuszczony pokornie materiał, gdy Lenny wolno, w skupieniu, przesunął otwartą dłonią wzdłuż własnego torsu, wsuwając palce pod jeden z połów bluzy.
Rozproszenie spowolniło jego ruchy, gdy w reakcji na prowokacyjne przesunięcie kciuka wzdłuż kuszących ust, zareagował rozchyleniem własnych, jakby ciało przygotowywało się na obietnicę zbliżenia z wyjątkowo przystojnym mechanikiem. Myśli orbitowały natomiast wokół niego już dużo wcześniej, bo właśnie oczami wyobraźni wsuwał język w ciepło jego ust i dopychał jego ciało do biurka, zacieśniając dystans. Prychnął nawet do siebie, rozbawiony własną popędliwą fantazją, nieśmiało bezpiecznie odrywając od Lysandera wzrok.
Warga ponownie zaczerwieniła się pod jego własnymi zębami, gdy wzrokiem skierowanym chwilowo do podłogi, zsunął wreszcie z barku bluzę, na razie odkrywając ledwie fragment skóry.

ja teraz czekam, byś w końcu mi je zaprezentował
i odzwierciedlił w rzeczywistości własne słowa
,

to dokładnie tego typu komunikat, przez który miał ochotę zrobić wprost odwrotnie, drażniąc się z nim w mozolności ruchów. Problem w tym, że sam w kwestiach bliskości nie zawsze bywał cierpliwy, a już na pewno nie przy kimś, na kogo reagował tak mocno. Odetchnął krótko, poza własną kontrolą powracając myślami do minionych gestów mężczyzny. Niespodziewanie pokonał przy tym dzielący ich dystans, by z dopiero co opuszczonym za bark rękawem bluzy chwycić mężczyznę za podbródek. Bluza trzymała się w zawiasach łokcia, nie była jednak w stanie opaść dalej. Tymczasem usta zbliżyły się do jego twarzy. Tej nieprzyzwoicie przystojnej, której nie potrafił zignorować na dłużej niż paręnaście sekund. Oczy pozostały czujne, spragnione jego widoku i cholernie przy tym głodne bliskości, którą Lysander sam sprowokował, przejeżdżając wcześniej kciukiem po ustach.
— Jak tylko przestaniesz mnie rozpraszać i kusić — obiecał cicho, przy tej pozycji, tak bliskiej mężczyźnie, muskając gorącym oddechem jego wargi — Rozbiorę się dla Ciebie nie wcześniej, niż wtedy — dookreślił.
— A poza tym… Ty z kolei musisz wiedzieć, że lubię być karany… w słusznej sprawie — mruknął prowokacyjnie, z podbródka, przesuwając własnego kciuka w kierunku cudzych ust, by zmiażdżyć je lekko pod naporem palca i zmusić do otwarcia ich, co zupełnie przeczyło temu, co właśnie powiedział.
Lubił być karany. Nie kłamał.
Ale czasem lubił też przewodzić.
Uwielbiał absolutnie wszystkie kontrasty. Wszystko to, co pobudzało go do życia i do czucia. Jak gwałtowne wpijanie się w męskie usta, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Zupełnie jak ta teraz. Niedługo więc, wbrew temu co planował wcześniej, czekał od fantazji do spełnienia jej w rzeczywistości.
Docisnął Lysandera do biurka własnym ciałem i zamknął ewentualny ruch jego biodra w drugiej, wolnej dłoni (pierwsza zsunęła się na szczękę i policzek Lysandera), w gwałtowności pocałunku zapominając chwilowo o striptizie. Liczyło się tylko ciepło twardego ciała przed nim, ocierający się o niego materiał cudzej koszulki, czy zapach smaru i gorącego mężczyzny, który go podniecał.
Może się z nim droczył, może go nagradzał. A może kontakt ten miał zaowocować w coś, czego zupełnie wcześniej nie przewidzieli oboje.
Było mu jednak dobrze. Dlatego dobrze było to kontynuować, gdy po pierwszych sekundach mocniejszego ruchu warg na cudzych, dołączył język, wsuwając go w odkrytą przed nim przestrzeń.

Lysander Westhall
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cała ta sytuacja była czysto niedorzeczna i gdyby tylko Lysander na chwilę przystopował, doszedłby do wniosku, że obaj dawali się ponieść jakimś dziwnym emocjom oraz panującej na około atmosferze, która zmuszała swoimi niewidzialnymi mackami do rzeczy, do których normalnie się nie posuwał. Czuł się niemal jak marionetka, którą sterowano, z tą różnicą, że doskonale wiedział, co rozgrywało się w warsztacie i do czego doprowadzało kolejne słowo. Nie można było robić i mówić pewnych rzeczy bez chociażby zalążka świadomości, że niosły ze sobą odpowiednie konsekwencje - bardziej lub mniej przychylne.
Gdyby tylko…
Tak łatwo było wypowiedzieć te słowa i kierować się nimi, odzyskując zdrowy rozsądek. Ten najwidoczniej gdzieś Westhallowi umknął, bo aktualnie poddawał się niemal wszystkiemu, budząc w sobie zjawiska, których nie był świadomy. Reagował na Lenny’ego tak, jak dawno nie reagował na nikogo, pozwalając sobie poluzować wodze fantazji, która okazała się być znacznie bardziej kreatywna, niż kiedykolwiek podejrzewał.
Kierował się ciekawością i ekscytacją, która rozpływała się po jego ciele, ilekroć tylko rozmówca otwierał usta, ilekroć tylko wykonał jeden z tych swoich gestów, które Lysander miał zapamiętać.
Kurwa. Naprawdę to wszystko podobało mu się bardziej, niż mógł zakładać. Wystarczyło jedno konkretne pytanie, tak zaskakujące, że zaszokowałoby niejedną osobę, by ostatecznie znaleźć się w biurze, a którym nadal groziło przyłapanie. Ta wizja była dziwnie zamazana - o tych konsekwencjach mechanik zdecydowanie nie myślał, skupiony na osobie swojego klienta. To jak powoli się rozbierał, jak przy tym na niego patrzył, prowokując. Widział na jego twarzy chęć zaimponowania, potrzebę akceptacji, którą Westhall mu dawał. Jak miał odmówić, skoro to było nieme kuszące wołanie?
Każda kolejna sekunda wdzierała w jego ciało kolejne porcje adrenaliny szumiącej mu cicho w uszach. Dopadała każdą komórkę ciała, wprawiając serce w szybsze bicie. Nie był odporny, ani trochę. Zbyt lubił ten stan i zbyt bardzo mu go brakowało, by teraz machnąć ręką, odchodząc. Za dużo mógł zyskać zostając, za wiele stracić wycofując się.
Wciągnął głośno powietrze, pozwalając otumanić się zapachem mężczyzny, gdy ten znalazł się tak niepoprawnie blisko. Był kuszący, trafiał idealnie w gust Lysandera, który nie miał tak dużego doświadczenia z płcią męską, jak z tą piękną, a który nie zdawał sobie nawet sprawy, że jakikolwiek gust względem mężczyzn posiadał. Ot, przewinęli się kilka razy, gdzieś sporadycznie, gdzieś przypadkiem, ale nigdy na dłużej. I nigdy nie pojawiali się z taką intensywnością, z jaką wkroczył w jego życie Lenny. Być może to sprawiło, że mechanik zaryzykował, podejmując grę. Chciał jej finału - tego, który w pełni by go zadowolił.
-Nie jestem pewien, czy potrafię z tego zrezygnować. Może więc okazać się, że sam będę musiał cię rozebrać - odpowiedział szeptem, a dłonią pozwolił sobie na sięgnięcie do dolnej krawędzi koszulki, którą miał na sobie Richardson, nieznacznie podciągając ją do góry. - Może to nawet podobałoby mi się bardziej. Sam nie wiem, co sądzisz, Lennart? - spytał, pomiędzy palcami miętosząc irytujący materiał. Denerwował go z każdą chwila znacznie bardziej, choć uczucie to było irracjonalne. W wyobraźni mężczyzny przed nim nie okrywało nic poza dłońmi Westhalla błądzącymi po skórze.
-Karany… Nie takiego fetyszu się spodziewałem. Ale potrafię spełnić każde fantazje - uśmiechnął się lekko, zaraz delikatnie zębami przygryzając palec, który bezczelnie wodził po jego wargach. Koniuszkiem języka musnął opuszek, nie spuszczając wzroku z twarzy należącej do prowokatora.
Z ust wyrwało się ciche westchnienie, kiedy jego ciało spotkało się z twardością biurka, przy którym stał i gdy klient naparł na niego, dając mu namiastkę prawdziwej bliskości. Zachłanność, z jaką mężczyzna zaatakował usta Lysandera sprawiła, że westchnienie przerodziło się w pomruk zadowolenia, a jego własne wargi poddały się pieszczotom nie ustępując w rozpoczętym tańcu. Całował go nachalnie, bez jakichkolwiek ograniczeń, pozwalając własnemu językowi na krótką zabawę.
Zaraz jednak jedna z dłoni znalazła się na pośladkach Lenny’ego dociskając go bardziej do ciała mechanika, który poruszył prowokacyjnie biodrami, lekko się o niego ocierając. Druga zaś, ku zapewne zaskoczeniu zainteresowanego ulokowana została na potylicy, lekko ciągnąć go za włosy, tym samym zmuszając do przerwania pocałunku i zwiększeniu dystansu ich twarzy.
Lysander oblizał własne wargi, na których pozostał smak tych należących do Richardsona i uśmiechnął się do niego bezczelnie.
-Z jakim rozczarowaniem z twojej strony bym się spotkał, gdybym teraz cię zostawił? Czy to byłaby wystarczająca kara? - wyszeptał, nachylając się do jego ucha, które omiótł własnym oddechem. Dłoń ścisnęła jeden z pośladków w akcje prowokacji.
Był ciekaw jak bardzo Lennart pragnął tej bliskości i jak bardzo potrafił o nią zawalczyć.

Lenny Richardson
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
nagość, lekka erotyka
Powietrze, przez magnetofon ust wciągnięte gwałtem w płuca, świsnęło szczodrze, z przewijaną na wargach taśmą pogłosek, dając Lysanderowi wyraźny sygnał wzmożonego w ciele Lenny’ego podniecenia. Ziarno pożądania, zasiane już wcześniej, właśnie puszczało pierwsze, zjawiskowe pąki, gdy dłonie, spragnione dotyku i poznania faktur, przylgnęły do płaszczyzny cudzej sylwetki, badając męski tors, mięśnie brzucha. a także samą linię przy klamrze spodni, gdy nasuwał palce na cudze biodra, ujmując go zaborczo w pasie.
— Sądzę, że i tak obaj skończymy bez ubrań — mruknął pospiesznie.
Lysander rozpraszał go raz za razem, kiedy gnany przez potrzebę bliskości, Lennart wolał sunąć opuszkami po jego, a nie własnym ciele. Rozpraszał go z jeszcze jednego powodu – bo właśnie teraz drażnił go specjalnie, ciągnąc za krawędzie ubrań i za linę jego uwagi, która i tak już wcześniej była w pełni lojalna mechanikowi. Widział tylko jego. Liczył się tylko Lysander. Gwałt potrzeb i rosnące w nim napięcie omal nie zrywało przy tym pozostałego między nimi dystansu.
— Z jakiegoś powodu wierzę — mówił to pomimo tego, że zwykle bywał sceptyczny. Cichy głos przeciął przy tej wypowiedzi duszące od gorąca powietrze, nie naruszył jednak sacrum chwili, gdy Lysander przygryzał lubieżnie opuszek palca Lenny’ego, i w momencie, gdy wysuwał język, karmiąc Richardsona piekielnie kuszącym widokiem.
Pisarz pękał i kruszył się pod samym jego wzrokiem. Nie chciał upaść, a jednak miał wrażenie, że z każdą sekundą jest temu bliższy, gdy nogi miękły mu już nie tylko za sprawą prowokacji Lysandera, ale także pod pieszczotą cudzych ust, i gdy w trakcie pocałunku został odciągnięty za włosy gwałtownie w tył. Rozchylił instynktownie usta, łapiąc łapczywie powietrze. Dłoń asekuracyjnie i na oślep zaplotła się na materiale przy torsie mechanika, jakby nie chciał godzić się na większy niż teraz dystans, choć w gruncie rzeczy Lysander nie dał mu prawdziwie odczuć, że oddala się od niego. Nie, gdy druga jego dłoń zaciskała się na pośladkach Lenny’ego, i nie, gdy biodra Westhalla ocierały się o niego chętnie, dając mu poczuć rozkoszną bliskość.
Z ust do ust wyciągane prowokacje, przechodziły od pisarza do mechanika, teraz jednak kontrola chwilowo należała do Lysandera, gdy jego przekorne słowa pobudzały fantazję i napięcie, by w końcowej wypowiedzi podbić całość jednoznacznym wyzwaniem. Sapnął przez to krótko, niezadowolony z formy proponowanej mu kary, drżąc lekko pod gorącym oddechem mężczyzny i przez śmiałość dłoni, ponownie ściśniętej na jednym z pośladków.
— Nie zostawisz — zaprzeczył natychmiast, zsuwając z ramion bluzę w pierwszym, niemym argumencie. Podążył za prowokacją niezwykle gładko, czując jak presja wyciąga z niego chwilę skupienia, gdy niechętnie odsuwał się od niego, podnosząc tym samym krawędź koszulki.
— Już nadrabiam — wymamrotał w międzyczasie, odkrywając lekko umięśniony tors i smukły brzuch, gdy chwilę później materiał podkoszulka osunął się na ziemię pod ich butami. Nie poprzestał jednak tylko na tym, może walcząc zaciekle o ten kontakt, a może włączając w sobie pierwiastek drobnej, jeszcze niegroźnej desperacji, gdy pod jego dyktando rozpinał klamrę spodni.
— Lepiej? — pytanie zawisło w aurze wznowionego striptizu.
lekka erotyka
Lędźwie poruszyły się niemal instynktownie w kierunku mężczyzny, a Lenny pozwolił by po rozpięciu rozporka spodnie same opadły na uda, on w tym czasie wsunął palce pod bieliznę, zsuwając ją z siebie wraz z nogawkami w dół. Niedługo później uwolnił się od nich, zostawiając je na ziemi, tam gdzie koszulka.
Nagi, podekscytowany i cholernie przy tym wygłodniały cudzego dotyku, którego wciąż było mu mało, niemal natychmiast powrócił do pozycji sprzed chwili, dociskając biodra do gorącego ciała przed nim. Ręka chwyciła zaborczo podbródek Lysandera, smakując go na nowo, tym razem wolno, głęboko, z pęczniejącą w nim ochotą na więcej i z rosnącą za sprawą przyjemności męskością, sztywnością wzwodu wbitą w materiał lysanderowego ubrania.
Podczas wciąż trwającego pocałunku, zmysłowego i dokładnego, cichy pomruk zadowolenia ze strony Lenny'ego wdarł się w usta kochanka niekontrolowanie.
Lysander Westhall
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Auto Care”