ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Patrzył w jej piękne, ciemne oczy, kiedy jej dłoń błądziła po jego tatuażach. Dużo ich robił z myślą o niej, dzikie konie na plecach. Piórko na biodrze, Medellin na brzuchu... I pewnie inne też, gdzieś tam głęboko mogłyby nawiązywać do niej, do tego jaka była nieokiełznana, do tego, że przecież mieli razem zacząć nowe życie, z dala od Medellin, ale im nie wyszło.
Ale może teraz dostali drugą szansę?
Wiedział o co prosiła go Pilar, o to, żeby nie szedł znowu tą drogą. Nie wchodził w buty swojego ojca, ale czy miał jeszcze wybór? Czy miał jakieś wyjście? Nic nie powiedział, ale szarpnął się do niej, żeby ugryźć ją w palec. Jakby chciał jej tym gestem przekazać, że nie powinna się o niego martwić.
Pewnie powinna, bo Madox był narwany. Najpierw robił, a później myślał. I ile razy potem żałował, to wiedział tylko on sam.
Nie żałował jednak zupełnie tego co się stało tego wieczoru.
Że po raz kolejny odkopali te uczucia, które między nimi były, od dzieciaka, odkąd mieli po dziesięć lat i dzielili się lodami o smaku czekolady, a potem mango. Mogli się oszukiwać, ale przecież serca mówiły same za siebie, to jak patrzyli sobie w oczy, jak nie mogli się sobą nasycić i nacieszyć, chcieli więcej...
Ale Madox nie chciał, żeby mu powiedziała czego od niego oczekiwała, bo gdzieś tam pod skórą bał się, że odpowiedź będzie prosta, że powinien kurwa ją zostawić. Odejść.
Nie umiałby tego zrobić. A kiedy go ugryzła, to znowu się do niej wyrwał.
- Dzikuska - mruknął w jej pełne, gorące usta, a potem już znowu leżeli na podłodze, całując się zachłannie, ocierając o siebie, i pewnie niewiele było im potrzeba, żeby się na siebie znowu nakręcili...
Tylko, że za drzwiami wybrzmiały znajome głosy Amry i jej opiekunki. Madox zadarł głowę, żeby spojrzeć w tamtym kierunku. Serce w piersi waliło mu w jakimś szalonym rytmie. Obijało się o pierś Pilar, kiedy na nim leżała, musiała to czuć. A potem to jak się spiął i znowu patrzył w jej piękne, duże oczy. Jakoś tak mimowolnie wstrzymał powietrze, wypuścił je dopiero kiedy opiekunka zabrała dziewczynkę, chyba równo z Pilar, a kiedy się do niego przytuliła, wtuliła w niego, to on też zacisnął palce na jej gładkiej skórze, nie chciał jej puszczać. Nie chciał, żeby szła, ale kurwa... Ich córka miała zły sen, powinna być przy niej. Odchylił do tyłu głowę, uderzając potylicą o podłogę, a zaraz podniósł ją do góry, żeby na nią spojrzeć.
- Jak dziecko... - mruknął ten, który zachowywał się bardzo po dorosłemu, ale tak ją zaczepiał, bo zaraz sięgał do niej ręką, przesunął palcami po jej karku odgarniając z niego ciemne kosmyki. Wiercił się pod jej pocałunkami, bo wiedział, czuł kurwa, że jeszcze trochę i nie będzie potrafił jej wypuścić - czuć, całować... pieprzyć - dokończył po niej, wbijając w nią coraz ciemniejsze spojrzenie. Bo mógłby to z nią zrobić znowu. Znowu i znowu, do jebanego ranka, albo póki nie wróci Galen Wyatt.
Za dwa dni.
Wywrócił oczami, znowu opadając plecami na podłogę, uderzając głową w deski. Prześladowały ich te dwa dni.
Kiedy Pilar pociągnęła go do siebie, to spiął mięśnie nie brzuchu, tak, że zarysowały się pod tatuażem z napisem Medellin i usiadł. Poprawił ją na sobie, znowu się o nią ocierając i znowu do niej łasząc.
- Wymyślimy... - szepnął przytulając policzek do jej dekoltu - nie chcę cię zostawiać - zadarł do góry głowę, żeby spojrzeć w jej duże, błyszczące oczy, ugryzł ją znowu w palec, kiedy sięgnęła do jego policzków, jego dłonie zaciskały się na jej biodrach, znowu chciał jej narzucić wspólny, dziki rytm - chciałbym zamieszkać... w tobie - i z nią, z nimi.
Kurwa.
Dobrze, że coś strzeliło nad ich głowami, bo by jej nie puścił, bo jego wytatuowane palce zaczepiły za jej pośladki, za uda, kiedy z niego schodziła - wróć tu... - jeszcze się jej prosił, a kiedy zaczęła zbierać swoje ciuchy, to znalazł jej koronkowe majtki, zaciągnął się ich zapachem, a potem wpakował je sobie do ust, trzymał w zębach czerwoną koronkę, ale Pilar była nieugięta, więc w końcu zebrał się z podłogi. Znalazł swoje bokserki, żeby wciągnąć je na tyłek, jej koronkowa bielizna wisiała mu na szyi.
Odwrócił się w jej kierunku słysząc to pytanie.
Kiedy znowu cię zobaczę?
Podciągnął jeansy, ale jeszcze ich nie zapiął.
Co miał jej powiedzieć? Jutro... Kurwa jak on by chciał. Nigdy... Tak może powinien jej powiedzieć? Tak może byłoby najrozsądniej.
Ale Madox Noriega nigdy nie kierował się rozsądkiem, zawsze sercem, a to jego szarpało się do niej. Skrzyżował ręce na piersi, uwydatniając swoje tatuaże, oparł się o parapet. W tym świetle wpadającym z podwórza, ciemnych, rozpiętych jeansach, spod których wystawały jego bokserki, z czarnymi tatuażami na smagłej skórze i czerwoną koronką na szyi wyglądał... diabelsko.
- A kiedy chcesz? - odpowiedział pytaniem na jej pytanie. Za pięć minut w ogrodzie? Za dwie godziny w parku? Kiedy tylko chciała...
Gotowy byłby do niej przyjść na każde jej zawołanie. A teraz może znowu by się do niej wyrwał, ale ona zrobiła to pierwsza. Złapał ją od razu, palce wbijając w jej uda, poprawił ją na sobie, a potem docisnął do siebie mocniej. Całował ją zachłannie, do utraty tchu, jakby jutra miało nie być.
Mogłoby go nie być, świat mógłby się zatrzymać w tym momencie, kiedy czuł na sobie smak jej pełnych ust, kiedy czuł ją, skóra przy skórze, serce przy sercu.
- Ja ciebie też. Kurewsko - nie tak jak wtedy gdy mieli po dziesięć lat i dopiero odkrywali co to miłość. Nie jak wtedy, gdy mieli po osiemnaście i wierzyli, że już zawsze będą razem. Zupełnie inaczej...
Tak, że bał się, że jeśli ona stąd teraz wyjdzie, to ją straci.
- Nie... - mruczał jeszcze w jej usta i wcale nie chciał jej puścić, musiała włożyć w to, żeby się od niego odepchnąć, żeby ją postawił na ziemi, trochę siły. A kiedy mu uciekła, to jeszcze wyrwał się za nią, kopnął w drzwi. Jeszcze przeszedł się po gabinecie Galena jak dziki kot w klatce, jeszcze walczył ze sobą, czy za nią nie iść... Prawie poszedł, ale w końcu się ubrał i jak gdyby nigdy nic wyszedł z gabinetu, pożegnał jeszcze kucharkę, którą spotkał w kuchni, kiedy zbierał swoje buty i motocyklową kurtkę. W dupie to miał, mogła powiedzieć wszystko Galenowi. Mogła się sprzedać, że jego żona nie była już wcale jego...

Bo była Madoxa. A w kieszeni spodni miał tego dowód w postaci jej koronkowych majtek.

Majtek, które Haddie znalazła na drugi dzień, gdy sprzątała jego rozjebane wszędzie ciuchy.
- Co to jest Madox?! - warknęła na niego, kiedy Noriega przewracał się w jasnej pościeli na drugi bok. Zerknął na nią podnosząc z głowy poduszkę.
- Majtki... Ale ty rzadko zakładasz, to może nie wiesz - mruknął i oparł sobie na głowie poduszkę. Mógł ich nie zabierać, bo teraz jego myśli znowu kręciły się wokół Pilar i tego co chciałby z nią robić. A tak to wystarczyłaby może naga pupa Haddie, żeby chociaż na moment zapomniał...
Zapomniałby?
- Ale czyje? - blondynka nie dawała za wygraną.
- No na pewno nie moje, nie wlazłbym w nie - odrzucił poduszkę na bok i znowu na nią spojrzał.
- Zdradzasz mnie? Zdradzasz mnie i dlatego wczoraj nie chciałeś... - zaczęła wpatrując się w niego tymi wielkimi, niebieskimi oczami. Madox tymi swoimi strzelił w sufit, wygrzebał się z pościeli i usiadł na brzegu łóżka.
- Pojebało cię? - wyciągnął do niej rękę i chciał ją do siebie pociągnąć, ale Haddie mu uciekła.
Tylko czy mógł jej na to pozwolić?
Czy sobie mógł na to pozwolić, żeby córeczka naczelnika więzienia zerwała z nim? Kiedy to dzięki niej złapał te wszystkie kontakty? Działał z więźniarką i był chroniony. Doskoczył do niej - mam dzisiaj dużo roboty, ale... jakieś piętnaście minut mam wolne - przesunął wytatuowanymi palcami po biodrze blondynki wsuwając czubki palców pod materiał jej cienkiej, piżamowej koszulki...

Jakieś pół godziny później stał w wypożyczalni samochodów przy rodzinnym, dużym SUVie w kolorze krwistej czerwieni. Zajrzał do środka.
- A wstawisz mi tu fotelik Pablo? - zapytał odwracając się do faceta z wąsem, który zaraz pokiwał głową, a potem chciał zapytać po co mu to.
No bo jednak Madox i fotelik? Madox i taki samochód? Kiedy on ostatnio woził się sportowymi furami. Mężczyzna jednak nie zdążył się odezwać, bo Madox już patrzył w wyświetlacz telefonu, a potem wybrał numer, który ktoś mu przysłał w wiadomości.
Oparł się o jakieś stylowe Porsche czekając aż ktoś odbierze.
Jeden sygnał... Drugi...
Nie kurwa. Nie powinien tego robić.
Trzeci...
Zawiesił palec nad czerwoną słuchawką, a wtedy odebrała.
- Pilar... ile ci zajmie spakowanie siebie i Amry - wypalił, a kiedy w telefonie usłyszał ciszę, to zaraz dodał - nie no, nie porwę was, po prostu... Jutro was odstawię, co ty na to? Zanim Wyatt wróci - wyjaśnił przeglądając się w błyszczącej masce Porszaka, a Pablo pokazał mu fotelik, który zamontował. Madox pokiwał głową i pokazał mu okejkę.
- Ja będę u was za dziesięć minut, i masz jeszcze taką opcję, że wkładasz małą w samochód i wywozisz w tej chwili, bo jak już tam będę, to wejdę tam i was uprowadzę, do jutra... - nie żartował. Groził jej?
Może odrobinę. Ale przede wszystkim chciał jej chyba pokazać, że jeszcze miała wybór i mogła przed nim uciekać, ale on nie zamierzał się tak łatwo poddać, a zaraz zasłonił się ręką, jakby chciał jej zdradzić jakiś sekret - wypożyczyłem dla Amry fotelik, a mój kumpel który prowadzi wypożyczalnię patrzy na mnie jakby mnie popierdoliło... Pewnie myśli, że będę tam woził jakieś karły - no tak, bo patrząc na Madoxa to było bardziej prawdopodobne niż dzieci.
- Dobra Pablo, jutro odstawię ci samochód - rzucił przekładając telefon do drugiego ucha. Złapał klucze, które rzucił mu kumpel, a zaraz pakował się do samochodu - dziesięć minut, wystarczy? - zapytał, kiedy już odpalił silnik, a potem wyjechał z placu wypożyczalni. Dziesięć minut to była opcja, w której zakładał, że w mieście będą korki i złapią go po drodze światła. W najlepszym wypadku mógł u niej być w pięć, ale Pilar nie musiała tego wiedzieć. Miała tylko pięć minut, żeby podjąć decyzję i ewentualnie... uciec.

Pilar, ¿cuánto tardarás en hacer las maletas? ⋆✴︎˚。⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
— Chyba cię pojebało — dokładnie te słowa powiedziała mu przez telefon, kiedy zadzwonił z nieznanego numeru i oznajmił, że ma spakować siebie i Amrę na wyjazd. To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji, że Madoxa Noriege zdrowo p o p i e r d o l i ł o. Jak on sobie to wyobrażał? Przecież wokół domu kręciła się masa pracowników, z każdym jednym z nich Galen był w kontakcie, każdy jeden mógł powiedzieć mu po powrocie, że jakiś wytatuowany koleś zabrał pańską żonę na weekend.
To nie był dobry pomysł.
Powinna mu odmówić.
A jednak wystarczyło ponownie usłyszeć jego głos, wystarczyło, że powiedział jej imię w ten jeden charakterystyczny sposób, że oznajmił, że załatwił nawet fotelik dla Amry, a Pilar…
— Jedenaście — odpowiedziała w końcu, gdy zapytał, czy dziesięć minut im wystarczy. Serce waliło jej mocno w piersi, a dzika ekscytacja zaczęła rozlewać się po ciele. Wiedziała, że nie powinna się na to godzić, a jednak nie mogła się powstrzymać. Nie potrafiła sobie go odmówić. Nie po tym jak dzień wcześniej zrobił z nią te wszystkie rzeczy, jak obudził w niej te stare uczucia, które chowały się pod sercem przez ostatnie lata.
Do teraz nie miała pojęcia, jak dużo czasu spędzili w tamtym gabinecie — czy była to godzina, może dwie — ale zdecydowanie był to najlepiej spędzony czas w przeciągu sześciu lat. Nie była szczęśliwsza niż w jego ramionach. Mogła porównać to jedynie do momentu, w którym urodziła Amre i okazało się, że była cała zdrowa. Że wyglądała jak on, a Pilar kiedy pierwszy raz zajrzała w jej ciemne, posklejane oczy zobaczyła jej tatę. A potem każdego dnia nie mogła się na nią napatrzeć, tęskniąc za nim jeszcze bardziej i bardziej.
Teraz miała go na wyciągnięcie ręki.
Na moment.
Za jedenaście minut.
— …Ale gdzie jedziemy? — dziewczynka jęknęła po raz czwarty, biegając po łóżku i kręcąc kółka z ekscytacji. Pod pachą trzymała swojego ulubionego misia — pomarańczową małpkę z rzepami na rączkach, którymi można było ją do siebie przytulić na stałe. — Mami, no gdzie?!
— Na przygodę — mruknęła, grzebiąc w szafie. Sama przecież nie miała pojęcia, co on wymyślił, gdzie je zabierał. Nie powiedział jej nic, oprócz tego, że załatwił fotelik. Dlatego Pilar jako przykładny rodzic starała się być gotowa na każdą ewentualność. Zabrała więc krótkie rękawki, długie i jeszcze trzy na przebranie, bo przecież to dziecko brudziło się bardziej niż jej rodzice razem wzięci. Do wielkiej torby wylądowały również wszelkiej maści kosmetyki, pudry do dupy i inne leki na wszelki wypadek. Niby Amra już prawie sześć lat, a Pilar dalej nie wiedziała, jak ją pakować na wyjazdy. Kończyła biorąc trzy razy więcej rzeczy, niż to faktycznie było konieczne. — Nie skacz po łóżku — skarciła ją w międzyczasie, a dziewczyna podskoczyła ostatni raz i klapnęła w końcu na tyłek, tym razem majtając nóżkami.
— Madox nic nie powiedział? — nie dawała za wygraną. — Na pewno musiał ci coś powiedzieć.
— Mówię ci, że nie.
— Ciekawe czy przyjedzie po nas swoim motototo — wtrąciła, a Pilar popatrzyła na nią spod przymrużonych powiek.
— Czym? — dopytała, przy okazji zapinając do końca torbę. Dla siebie spakowała tylko jakieś dresy, sukienkę i jeden zestaw normalnych ciuszków na przebranie. Noriega widział ją już w najgorszych wydaniach, więc nie musiała ubolewać za bardzo na tym, że nie miałą czasu się odstrzelić. Nigdy tego nie dla niego nie musiała robić. Akurat on zawsze powtarzał jej, że była piękna, nawet z samego rana z kudłami sterczacymi na wszystkie strony.
— No motototocośtam — Amra znowu spróbowała, ale język się jej połamał przy próbie powiedzenia. Stewart Wyatt podejrzewała, że może chodzić o motocykl, ale nawet nie chciała o tym myśleć. W życiu nie wsiadłaby z dzieckiem na moto…
— Dał mi nawet na nim usiąść i chciał mnie przejechać — wtrąciła mała, a Pilar znowu popatrzyła na nią wielkimi oczami. Zabije go. Naprawdę go zabije. A potem siebie, że tak wiele rzeczy stało się, kiedy ona była w pracy. Chyba najbardziej w tym wszystkim bolał ją fakt, że nawet nie widziała pierwszego spotkania Madoxa z Amrą, drugiego zresztą też nie. Budowali własną relację, a ona to wszystko omijała. Pierdolone fomo. Tylko co on miał powiedzieć? Jego ominęło całe sześć lat. Nie mogła go winić za to, że chciał to chociaż minimalnie nadrobić.
— Mami, popatrz!!! Chyba przyjechał — Amra doskoczyła do okna, przyciskając drobny nosek do szyby. — Idę się przywitać!!!!! — krzyknęła jeszcze głośniej i nawet nie czekając na odpowiedź własnej matki, oderwała się i ruszyła w stronę schodów, pozostawiając po sobie tylko parę odciśniętą na szybie w kształcie jej twarzy.
— Tylko uważaj na stopnie! — tylko tyle zdążyła jej krzyknąć, nim Amra faktycznie zbiegła a w dół po schodach. Minęła mamę Mariany, a potem dopadła do głównych drzwi. Ciężkie były, więc musiała złapać klamkę w obie rączki i zaprzeć się całym ciałem, żeby w ogóle je odsunąć.
— Łooo — wyrwało się jej, gdy tylko zobaczyła wielki, piękny, c z e r w o n y samochód. — Ale ogromny! Cześć Madox — ruszyła w jego kierunku, chcąc go do siebie przytulić, oczywiście już z otwartymi rączkami i wtedy nogi już nie były dla niej tak łaskawe, bo tym razem zbiegając ze schodów, potknęła się i poleciała prosto na twarz. Całe szczęście anioł stał w odpowiednim miejscu i mógł ją załapać, a potem podrzucić w rękach w górę. I dokładnie taki widok zastałą Pilar, kiedy sama stanęła w drzwiach.
Serce zabiło jej mocniej na to, co miała przed oczami. Na niego samego, wyglądającego w świetle dziennym jeszcze lepiej niż wczoraj pod osłoną nocy, a do tego z Amrą w ramionach. Niesamowity widok. Aż przystanęła na moment i po prostu patrzyła. Oczy się jej cieszy. Mimowolnie. Nawet gdy próbowała wyglądać poważnie i tak nie mogła przestać się uśmiechać. Bo chociaż wiedziała, że robiła źle, że nie powinna na to pozwalać, tak jej dzika strona była kurewsko podekscytowana na przygodę.
— Cześć — odezwała się w końcu, podchodząc bliżej i naprawdę mało brakowało, by sięgnęła po całusa. Opamiętała się w ostatniej chwili, jedynie spuszczając wzrok na jego usta i bezczelnie nawilżając wargi. — Fajnie, że jesteś — dodała, a kiedy tylko odstawił Amre na ziemie, Pilar cisnęła w niego wielką torbą, żeby jak na dżentelmena przystało, mógł wsadzić ją do bagażnika. Amra oczywiście ruszyła za nim.
— Madox, Madox… a gdzie jedziemy??? — spytała z wielkim zainteresowaniem, mając nadzieje, że chociaż on jej powie, przy okazji pociągnęła go za gacie, żeby jeszcze bardziej zwrócić na siebie jego uwagę. — I gdzie jest twoje motototo?

:kira:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Spodziewał się tego.
I może rzeczywiście go pojebało? Bo zamierzał zabrać gdzieś Pilar i Amrę nie przejmując się tym, że przecież... Kurwa, wszystko było przeciwko nim. Po pierwsze Galen Wyatt i jego umowa z Pilar, to że był dla Amry jak ojciec, i co on zrobi jak się dowie, że żona go zdradza? Że jakiś gangus sobie wchodzi do niego do domu, jakby nigdy nic.
Po drugie Carlos Noriega... też nie wiedzieli co on zrobi, jak się dowie, że jego syn dowiedział się prawdy. Po trzecie, to był Madox, co on mógł im zaoferować? Była jeszcze Haddie. Wszystko przeciwko nim.
A za tym wyjazdem przemawiało tylko to, że chciał ją zobaczyć. Niczego innego na świecie tak nie chciał. Ją i Amrę.
- Pilar... - już jej jęczał do słuchawki i może nawet wygłosiłby jakąś mowę, która miała ją przekonać o słuszności tego wyjazdu, ale wtedy powiedziała to jedenaście, a Madox się zawiesił - będę za osiem, nie pakuj majtek, to zaoszczędzisz trochę czasu - nawet nie pożegnał się z Pablo, tylko już złapał od niego kluczyki i machał do niego z auta. Wyjechał z placu wypożyczalni, a potem pojechał prosto do niej.
Siedem minut.
Tyle zajęło mu przejechanie przez miasto i zaraz parkował przed willą Wyattów. Przed tym pięknym, otoczonym ogrodem domem.
Wyrwał się z samochodu od razu, nie wyciągnął klucza, więc po trzech krokach jeszcze się po niego wrócił, a potem jeszcze żeby zamknąć auto. Jakby miał gdzie to pewnie kręciłby takie same kółeczka z ekscytacji jak Amra, ale zamiast tego to on wyrwał się po kamiennych płytach prosto do domu. I w momencie, w którym dziewczynka wypadła przez wielkie drzwi, to on już wspinał się po schodach. Zareagował szybko, gdy się potknęła i ją złapał. Refleks miał dobry i wyczucie czasu chyba też.
- Znowu złapałabyś zająca - roześmiał się Madox i podrzucił dziewczynkę w górę, a zaraz trzymał ją w ramionach, żeby zajrzeć w jej wielkie, czekoladowe oczy - fajny nie? Nawet kazałem w nim zamontować fotelik dla takich maluchów jak ty - pokazał jej czubek języka, a Amra szarpnęła się, żeby zdzielić go małą rączką w ramię i już na niego nakrzyczeć, że nie jest maluchem, bo ma już sześć lat. Madox wywrócił oczami - pogadamy jak będziesz miała osiemnaście - rzucił ale Amra już też strzelała oczami w niebo mówiąc, a kiedy to będzie, chyba za sto lat... Cóż najwidoczniej z matmy nie była najlepsza, jak jej mama za dzieciaka. Może przekomarzali by się jeszcze, ale Pilar już do nich podeszła, a Madox, szarpnął się do niej od razu. Dobrze, że trzymał w ramionach dziewczynkę, bo wylądowała między nimi, a on... opamiętał się, z trudem.
Wypuścił ciężko powietrze z płuc w okrągłą buzię Amry, aż loczki wokół twarzy jej się poruszyły. Jego ciemne spojrzenie przesunęło się po twarzy Pilar, na jej pełne, gorące wargi, które zwilżyła językiem.
- Cześć. Jak spałaś? - zaczepił ją. Bo on chujowo, nie mógł przestać o niej myśleć. Raz prawie wyszedł z domu, żeby znowu do niej jechać, ale zgarnęła go do łóżka Haddie. Haddie, która próbowała go zaczepiać, a on udawał, że jest kurewsko zmęczony. Był... ale w najlepszy możliwy sposób.
Postawił Amrę na ziemi, a dziewczynka od razu podbiegła do samochodu wspinając się na palcach, żeby sięgnąć do klamki, ale i tak nie dała rady.
Noriega znowu chciał się wyrwać do Pilar, już zrobił krok w jej kierunku, a wtedy dostał tą wielką torbą w brzuch.
- Co to jest? Miałaś was spakować do jutra, a nie na tydzień... Chociaż jak dla mnie może być tydzień, miesiąc... Reszta życia - i znowu stał przy Pani Wyatt, Sryatt, ble, okropne było to nazwisko. Tak blisko, że dzieliła ich tylko ta torba. Ale Amra znowu się potknęła sięgając do samochodu, a Madox się do niej wyrwał, żeby złapać ją za fraki i żeby nie wyrżnęła, postawił ją obok siebie i zerknął na nią z góry. Wyciągnął do niej rękę, żeby złapać tą jej małą rączkę i żeby mogła z nim iść do bagażnika zanieść torbę - patrzysz czasem pod nogi? - zapytał dziewczynkę, kiedy już stała obok niego przy tyle samochodu, a sam sięgnął do zamka.
- A po co? Nóżki biegną, a ja patrzę przed siebie - powiedziała to pewna swego, a Madox się uśmiechnął. W sumie on też często to robił, patrzył przed siebie, a nogi same go prowadziły, palce same zaciskały się, i serce... to też często wyznaczało mu drogę. Wpakował torbę do bagażnika i znowu spuścił spojrzenie na dziewczynkę kiedy pytała go gdzie jadą.
- Ale jesteś ciekawska, zupełnie jak twoja mami - zerknął na Pilar, a kiedy Amra szarpnęła go za spodnie, tak, że wylazła mu gumka od bokserek, to je podciągnął, poprawił sobie pasek z ozdobną klamrą - to będzie niespodzianka, ale ci się spodoba... Co myślisz? - zapytał dziewczynkę i znowu się schylił, żeby wziąć ją na ręce - chociaż... Może zrobimy niespodziankę mamie? A tobie zdradzę trochę tajemnicę? - Amra klasnęła w rączki i objęła go za szyję zgadzając się z nim. Madox szepnął jej coś na uszko.
- Serio?! A mami spakowała nam kostiu... - nie skończyła, bo Madox oparł wytatuowany palec na swoich ustach, a Amra załapała się obiema rączkami za buzię - ojacie, ale bym się wypsęgliła - Madox uniósł jedną brew, a zaraz parsknął śmiechem, bo co to za słowo w ustach sześcioletniego dzieciaka? I jeszcze przeinaczone, ale może to znaczyło tylko jedno... że jego córka też była małą gangsterką?
- Co zrobiła? - zapytał, kiedy otwierał jej drzwi i pakował ją do fotelika, Pilar też zajrzała do tyłu, żeby mu z tym pomóc. I dopiero wtedy znowu mogli popatrzeć sobie w oczy.
- To znaczy wypaplać coś, tak się mówi... - zaczęła nawijać, a Madox spojrzał na Pilar i kiedy sięgnęła do pasa bezpieczeństwa Amry to wcale nie przez przypadek, tylko zupełnie specjalnie, musnął wytatuowanymi palcami jej dłoń. A kiedy dziewczynka zapytała go o motor, to już się wyprostował, chociaż jeszcze patrzył jak jego żo... Nie no kurwa, gdzie?
Nie w tym uniwersum.
Jak Pilar zapinała dziewczynkę.
- Zostawiłem go w domu, we trójkę byśmy się na nim nie zmieścili, ale muszę go kiedyś pokazać mamie, jest czerwony i... - zaczął nawijać, ale zaraz wtrąciła mu się Amra.
- Na pewno spodobałby się mami! - wystrzeliła ręce w górę, a Pilar prawie dostała w oko, ale Amra zaraz pogłaskała ją po włosach - i ma dwa kaski - wyszczerzyła się mówiąc o motorze, a potem spojrzała na Madoxa - będzie na nim jeździć twoja... - Amra znowu nie skończyła, bo jej mama oznajmiła, że to już, więc dziewczynką wyrwała się do niej, żeby ją w podziękowaniu przytulić, ale pas przytrzymał ją przy foteliku.
Zanim Madox i Pilar zapakowali się do samochodu, to Noriega spojrzał jeszcze na Panią Wyatt ponad dachem.
- Chcesz prowadzić? - zapytał, a zaraz rzucił jej kluczyki, a kiedy mijali się okrążając samochód z tyłu, to ją zaczepił, musnął palcami jej pośladek i jeszcze się za nią obejrzał, ale w końcu zapakował się na siedzenie pasażera. Obejrzał się jeszcze na Amrę, która wpatrywała się w nich wielkimi, błyszczącymi ślepkami - to co, wpiszę adres w nawigację - zaproponował Madox i sięgnął po swój telefon, umieścił go w uchwycie i schylił się, żeby wbić adres. Tylko zanim go wpisał odezwał się dzwonek w jego telefonie. Madox od razu odrzucił połączenie, ale on zadzwonił po raz drugi, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Haddie, wyciągnął go z uchwytu, żeby coś w nim zacząć grzebać, chciał ją zablokować. Ale wtedy odezwała się Amra, która zauważyła to zdjęcie.
- To twoja dziewczyna Madox? Naprawdę jest ładna! Też z nami jedzie? - wypaliła, a Noriega obejrzał się do tyłu, a zaraz spojrzał na Pilar.
- Nie, nie jedzie... - rzucił, nawet chciał dodać coś jeszcze, ale Amra zaczęła nawijać, że może mogłaby się zakolegować z jej mamą, bo obie są piękne, jak księżniczki, ale Pilar jest bardziej jak księżniczka dzikuska. Madox się uśmiechnął, bo zgadzał się z tym doskonale. Poklikał coś w telefonie, wpisał adres i w końcu umieścił go w uchwycie. Pokazywało im trasę na jakieś siedem godzin jazdy, więc kawałek drogi przed nimi.

¿Quieres conducir? 🏎️. ݁₊ ⊹ . ݁˖ .
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
— Nie spałam — skwitowała krótko, nie zdejmując spojrzenia z jego pięknych, hipnotyzujących oczu. Nie miała pojęcia, czy on miał ten sam problem. Czy też rozmyślał tylko o tym, co się stało wczorajszego wieczoru, czy z każdym przewróceniem się na drugi bok, kiedy pościel dotykała skóry przypominał sobie, jak ich wzajemne dłonie badały się po raz pierwszy od sześciu lat, czy kiedy spoglądał w lustro przy wieczornym myciu zębów i widział na sobie niewielkie siniaki też nie mógł sobie poradzić z przeszywającym ciało prądem, bo skóra aż za dobrze pamiętała, jak wspaniałe to było doznanie. I pomyśleś, że to wszystko było owiane zdradą. Czymś tak przebrzydłym i okrutnym, a jednak ona na ten moment odmawiała we własnej głowie myślenia o tym wszystkim w ten sposób.
A b s t r a k c j a.
To co robiła, właśnie tym było.
Pieprzoną abstrakcją. Czymś kompletnie niemożliwym. Nie dość, że wczoraj dopuściła się karygodnego czemu, to teraz stała przed czerwonym samochodem i wpatrywała się z Noriegę z Amrą na rękach jak w jakiś obrazem. Cholerne dzieło sztuki, za które zapłaciłaby wszystkie pieniądze jakie miała, by tylko na moment przysiąść i móc na to patrzeć.
Kiedyś zastanawiała się, jakby to było, gdyby Madox wyszedł, a ona chciała go przedstawić ich córce. Gdybała czy by się polubili, czy on w ogóle miałby dobre podejście do dzieci, czy w ogóle umieliby się dogadać. A tutaj? Tutaj byli już najlepszymi przyjaciółmi, co dla niej było jakieś… niesamowite, kompletnie abstrakcyjne. Do Galena przekonywała się miesiącami. Z początku nawet nie chciała dawać mu się brać na ręce, a co dopiero go tulić, a tu? Kurwa.
Tak się zapatrzyła, że nawet nie zakodowała momentu, w którym Madox stwierdził, że zdradzi Amrze tajemnice związaną z tym, dokąd jechali. Dopiero kiedy dziewczynka stwierdziła, że prawie się wysprzęgliła, Pilar spojrzała na niego podejrzliwie.
— Nie po to całe życie uczę ją, że przed rodzicami nie ma się tajemnic… żeby teraz jakieś przede mną miała — skarciła go wzrokiem i pokręciła głową, udając oburzona, chociaż prawda była taka, że cała ta sytuacja bardziej ją ekscytowała niż irytowała. Może i Pilar zawsze lubiła wiedzieć, lubiła być przygotowana na każda ewentualność, ale sam fakt, że on tu był, obok, że chciał je gdzieś zabrać, gdzieś gdzie będą mogli pobyć sami… to budziło w niej tak wielkie pokłady ekscytacji, że nawet nie potrafiła się na niego gniewać. Do tego sposób, w jaki Amra przekręca słowa sprawił, że i ona buchnęła głośnym śmiechem.
Całe szczęście, że Noriega finalnie nie wziął swojego motototo, bo mami zdecydowanie nie pozwoliłaby mu gdziekolwiek zabrać dziewczynki. To nawet dla Pilar było zbyt niebezpieczne, chociaż ona osobiście chętnie by się przejechała. Może innym razem. Jasne. Głupia już snuła w głowie plany na następny raz, jakby naprawdę wierzyła, że oni mieli szanse na jakikolwiek happy end. Idiotka.
Chcesz prowadzić?
Spojrzała na niego zaskoczona, a brwi mimowolnie uniosły się w górę. Nawet nie zdążyła mu odpowiedzieć, a on już rzucał jej klucyzki nad dachem i sam decydował. Cóż, jak widać nawet pomimo długiej rozłąki wiedział, że Pilar kochała szybką jazdę i samochody. Może miała to po kuzynie, może przez to, że swego czasu pomagała mu w warsztacie — cokolwiek to było, sprawiło, że uśmiechnęła się szczerze do Noriegi, a kiedy się mijali przed maską, a jego palce zahaczyły o jej pośladek, jej dłoń wcale nie była dłużna, bo wraz z przelotnym spojrzeniem prosto w brązowe oczy, w pełni intencjonalnie zahaczyła o jego rozporek i lekko szarpnęła. Tak w ramach zaczepki, dodając do tego bezczelny uśmiech. Pewnie mało rozważne to było z ich strony — tak się nakręcać na siebie nawzajem przy dziecku, ale kurwa, to było chyba silniejsze od nich.
Wcisnęła się do środka, od razu regulując odpowiednio siedzenie. Amra oczywiście w tym czasie już zadawała stop pytań czemu trzeba zmienić takie siedzenie i lusterka, jak były dobrze, na co Pilar z wyjątkowo niepodobnym do niej stoickim spokojem wszystko wyjaśniała. Wiedziała, że dziecięcą ciekawość trzeba było pielęgnować a nie zbywać, tylko wtedy odpowiednio się rozwijały. Dopiero gdy telefon Madoxa zaczął wibrować kilkakrotnie, Pani Wyatt przeniosła spojrzenie w prawo. Zdjęcie Haddie momentalnie rzuciło się jej w oczy, a palce jakoś mocniej zacisnęły na kierownicy.
— Odbierz — rzuciła lekko oschle, po czym sięgnęła po kluczyki czekające już w stacyjce i przekręciła, odpalając samochód. — Może to cos ważnego — albo wcale kurwa nie i Haddie nie potrafiła wytrzymać bez niego nawet godziny. Pilar nie miała prawa być o niego zazdrosna, a jednak to kurewsko gryzące ukłucie w brzuchu pojawiło się tam samo, kompletnie nieproszone. Zerwała samochód z piskiem opon, pewnie trochę mocniej niż powinna i wyjechała zza bramy na ulice, pozostawiając wille Wyattów w tylnym lusterku.
To twoja dziewczyna, Madox?
Srewczyna.
Pilar aż prychnęła pogardliwie, po czym pokręciła głową.
— No właśnie, Madox… — podłapała po chwili, trochę ironicznie naśladując słowa Amry. — Czemu twoja dziewczyna z nami nie jedzie? — spytała, chociaż tak naprawdę wcale nie chciała znać odpowiedzi. Ostatnią osoba, jaką chciałaby teraz spotkać była pieprzona Haddie. Aż znowu przygazowala na samą myśl, że kiedy ona nie mogła dostać pozwolenia na żadne widzenie, kiedy pisała od niego listy, on pieprzył Haddie gdzieś w więziennych murach. — I gdzie my kurwa jedziemy, że pokazuje aż siedem godzin?! — uniosła zaskoczona patrząc na wyświetlacz telefonu, który przymocował wraz z mapką.
Pojebało go?
Westchnęła ciężko, już słysząc te jęki Amry, jak za dziesięć minut zacznie się nudzić jazdą. Noriega nie miał zielonego pojęcia na co się pisał. Nie wiedział, że dzieci nie umiały odpowiednio wysiedzieć w samochodzie. Całe szczęście spakowała jej milion kolorowanek i innych książek, więc może jakoś uda im się ją zająć. Chociaż na ten moment dziewczyna idealnie sama się soba zajmowała, kopiąc raz po raz zaczepnie w siedzenie Madoxa i zasypując go pytaniami.
— A ty już tam kiedyś byłeś, Madox? A co tam będziemy robić? A skąd miałeś fotelik w tym samochodzie? Wozisz tu też inne dzieci? Masz też jakieś swoje? — nawijała jak najęta, buzia nawet na moment się jej nie zamykała. — A Madox, jak poznałeś swoją dziewczynę? Tez tak jak mam wylałeś na nią sok?

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy Pilar powiedziała to nie spałam, bo trochę przecież o to mu chodziło, żeby jednak myślała o nim, o tym, co z nią zrobił. I chyba się udało.
Madox też o niej myślał, tylko, że on wtedy zrywał się z łóżka, żeby do niej jechać, bo przecież nie umiał wysiedzieć w miejscu, aż w końcu zasnął, jak dziecko. Ale może mu się śniła? Siedziała mu w głowie, a przede wszystkim to chyba w sercu, tak głęboko, że porzucił wszystkie swoje zobowiązania, żeby się z nią spotkać. Żeby gdzieś ją zabrać. Ją i Amrę, ich córkę. Chociaż może to było niedorzeczne, ale kto by się tym przejmował?
Na pewno nie oni, kiedy znowu patrzyli sobie w oczy.
I gdyby nie Amra to Madox pewnie już wyrwałby się do Pilar, już sadzał ją na czerwonej masce samochodu, bo nawet kiedy dyskutował z dziewczynką, to wciąż uciekał do niej spojrzeniem. Nie mógł się na nią napatrzeć. I chciał mieć ją bliżej... i bardziej.
Dopiero kiedy Pilar się odezwała, to wywrócił oczami.
- To nie tajemnica, to niespodzianka, zresztą ma ją ze mną... - może jeszcze coś by dodał, na przykład, że z własnym ojcem, ale w porę ugryzł się w język, chociaż posłał Pani Wyatt, sto razy ładniej było Noriega, znaczące spojrzenie.
Zaraz rzucał Pilar kluczyki od samochodu, bo może to nie był motocykl, ale Madox czuł, że też jej się spodoba, a zresztą... Kurwa. Po prostu chciał na nią popatrzeć, za kółkiem tego wozu, i w ogóle. Zdecydowanie wolał patrzeć na nią, niż na drogę. Nie mógłby się chyba skupić, a przecież oprócz swoich tyłków, to wieźli w tym wozie jeszcze Amrę, która niczego nie świadoma majtała sobie nóżkami w foteliku, kiedy jej rodzice posyłali sobie te przeciągłe spojrzenie mijając się przy samochodzie.
- Pilar... - chciał się do niej wyrwać, kiedy jej paznokieć zaczepił o jego rozporek, chciał mieć ją blisko, czuć na szyi jej oddech, zaciągnąć się jej zapachem, a zamiast tego, to stał w miejscu odprowadzając ją spojrzeniem do drzwi.
Opanuj się kurwa Madox. Ciężko będzie.
Bo przecież Noriega nigdy nie miał hamulców, oporów, z niczym się nie liczył, a teraz musiał, z ich córką. Dzieciakiem, któremu buzia się nie zamykała, gdy już wsiedli do samochodu. Madox obejrzał się na Amrę, ale zaraz patrzył na Pilar, kiedy wszystko tak spokojnie tłumaczyła dziewczynce.
- Trzeba widzieć przód i tył, i wszystko dookoła, bo jazda samochodem to duża odpowiedzialność - wtrącił się, ale z ukosa zerknął na Panią Wyatt, ta... Odpowiedzialność. Oni i odpowiedzialność, ciekawe zestawienie - jak będziesz duża to cię nauczę - Noriega już odwrócił się do tyłu patrząc na dziewczynkę, która podłapała jego entuzjazm. Tylko wtedy zadzwonił mu telefon, po raz drugi...
Odbierz. Może to coś ważnego.
Odwrócił się, żeby spojrzeć na Pilar.
- Nie ważnego... - machnął ręką i zablokował jej numer, bo przecież doskonale wiedział po co do niego dzwoniła. I rzeczywiście w tej chwili to wcale nie było ważne. Bo ważniejsza była Pilar i Amra, najważniejsze dla niego były. Znowu odwrócił się na siedzeniu zerkając na dziewczynkę, kiedy zaczęła nawijać, że jego dziewczyna jest rzeczywiście ładna - ale już ci mówiłem, że nie ładniejsza niż twoja mama, bo ma... - zastanowił się odchylając głowę do tyłu, a zaraz zmarszczył nos - ma tu taką zmarszczkę jak się denerwuje, a robi to bardzo często - i pokazał dziewczynce zmarszczkę nad swoim nosem, Amra się roześmiała i sama zmarszczyła nosek - i dzisiaj też się wku... Zdenerwowała się na mnie - wzruszył ramionami zerkając kątem oka na Pilar - i dlatego z nami nie jedzie, bo ciągle się obraża - bo prawda jest taka, że kiedy Noriega rano zaczepiał Haddie z myślą, że ją przeleci i będzie miał spokój, to ona wciąż robiła mu wyrzuty i finalnie nici z seksu, a potem jeszcze pierdolnął drzwiami i sobie poszedł. A z wypożyczalni napisał jej wiadomość, że wyjeżdża na dwa dni i żeby się nie martwiła. Wiedział, że wydzwaniała do niego, żeby się pogodzić i czegoś dowiedzieć, może wprosić się na wyjazd z nim. A on co? Zablokował ją. Bezczelny.
- Ale następnym razem możemy ją wziąć, żeby zakolegowała się z mami - i to też rzucił z tym swoim zaczepnym uśmiechem, a zaraz sięgnął do kolana Pilar, żeby przejechać po nim palcami, żeby uszczypnąć ją w nie - nie mówi się tak przy dzieciach - mruknął na słowa Pani Wyatt, kiedy użyła tego na k, kończącego się urwa, Amra od razu to podłapała. Madox pokręcił głową - ale mama jest nie-grze-czna - to ostatnie słowo powiedział powoli patrząc w ciemne, piękne oczy Pilar, a zaraz odwracał się na siedzeniu do Amry...
Prawda jest taka, że on też nie umiał wysiedzieć w miejscu, więc to będzie na pewno ciekawa wycieczka.
- Byłem - zaczął i skinął głową - a będziemy robić... Co będziemy chcieć, ja na przykład chcę... - wychylił się do tyłu, żeby znowu zdradzić dziewczynce tajemnicę, a Amra aż pisnęła i klasnęła w dłonie, że ona też chce. Madox za to kontynuował odpowiedzi na jej pytania - kolega mi pożyczył, nie mam dzieci, ale jakbym miał to też by były takie fajne - zaczepiał dziewczynkę za kolano, a ona znowu parsknęła śmiechem. Może nawet pośmialiby się jeszcze, ale Amra zapytała o Haddie, a zaraz powiedziała o tym soku, a Noriega uniósł jedną brew, zerknął na Pilar - mama wylała na Galena sok? - zapytał, a dziewczynka pokiwała główką wprawiając w ruch ciemne loczki.
- Tak! I wtedy się w sobie zakochali, a potem Galen zabierał mami na randki i kupował jej prezenty i mi też, zobacz to jest od niego - pokazała mu swoją pluszową małpkę, a Noriega pokiwał głową.
- Fajna - stwierdził, ale trochę bez przekonania, bo on co? On nigdy nie zabrał Pilar na randkę, on zawsze wpierdalał się w jej życie z butami. Z procą i czekoladowymi lodami, z motocyklem i walkami w klatce, a teraz...
A Galena zabierał ją na randki, kupował jej prezenty i rozkochiwał ją w sobie jak normalny facet.
- Ty też chodzisz ze swoją dziewczyną na raaandki? - zapytała Amra nie dając za wygraną, a Madox pokręcił głową.
- Nie, ja ją tylko dobrze pie... - zaczął, ale chyba w porę ugryzł się w język, zerknął z ukosa na Pilar, bo resztę mogła już sobie dopowiedzieć. W jego relacji z Haddie nie było żadnego i wtedy się w sobie zakochali - ja tylko powiedziałem jej, że mi się podoba - wzruszył ramionami. Bo z Madoxa to jednak nigdy nie był żaden romantyk. On nie miał takiego gestu jak Galen Wyatt. Znowu opierał się o fotel odwracając do tyłu.
- Mamusia jest szczęśliwa z Galenem? - wypalił, chociaż może nie powinien zadawać takich pytań, jeszcze dziecku, ale Amra raczej nie wychwyciła w tym żadnego podtekstu. Pokiwała znowu główką.
- Czasem tak. Galen jest super, tylko trochę... trochę się czasem denerwuje jak twoja dziewczyna, ale... pozwolił mi mówić do siebie tata, tylko on nie jest moim tatą - Amra wzruszyła ramionkami, a Madox spojrzał w jej ciemne ślepka.
- Nie jesteś wcale do niego podobna - bo nie była, za to teraz jak na siebie patrzyli, to wykapany Madox, te same oczy i długie, ciemne rzęsy, ten sam uśmiech - twój tata na pewno jest... - zaczął, ale nie dokończył, bo dziewczynka już wypaliła.
- Jest taki ładny jak ja! - Madox parsknął śmiechem, ale pokiwał głową, a zaraz puścił do małej oczko.
- Nie no myślę, że jesteś ładniejsza od niego, po mamie - Amra się roześmiała, a Noriega zerknął z boku na Pilar, na jej wpatrzone w drogę oczy i profil. Najładniejsza.

la mas bonita °❀⋆.ೃ࿔*:・°❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie chciała słuchać o Haddie.
Nie chciała wiedzieć na co się gniewała na swojego c h ł o p a k a, nie chciała wiedzieć, gdzie robiła jej się zmarszczka między oczami, a już na pewno nie chciała słuchać o tym, jaka to nie była śliczna. Dziewczyna Madoxa Noriegi. Kobieta, która jako j e d y n a mogła odwiedzać go w więzieniu, kiedy jeszcze siedział, która mogła patrzeć w jego ciemne oczy, całować pełne usta, dotykać wytatuowane ciało i… kurwa.
Złapała więcej powietrza w płuca.
Nakręcała się.
Nie chciała, a jednak się nakręcała. Było to widać po sposobie, w jaki zaciskała mocniej palce na kierownicy i jak dociskała gaz do dechy, chociaż już przekroczyła maksymalne ograniczenie. Jasne, miała z tyłu głowy, że jechali z dzieckiem, dlatego kompletnie jej jeszcze nie odbiło, ale nie było lekko. Pewnie gdyby Amry teraz tu nie było, już by się na niego wydzierała i gromiła go wzrokiem, a tak to? Nawet nie mogła jawnie pokazać, że ją to rusza, bo przecież to dziecko powtarzało w s z y s t k o. Była w wieku, w którym a czemu było doklejone już na starcie i odrywało się od jej gardła jak zdarta płyta.
Tak samo jak opowiadanie historii.
Uwielbiała to robić i chociaż Pilar przez większość czasu kochała słuchać Amry, tak kiedy padł temat Galena znowu westchnęła ciężko. Tego też nie chciała słuchać, chociaż nic nie dała po sobie poznać. Po prostu skupiła się na drodze raz po raz spoglądając na Madoxa i własne dziecko w tylnym lusterku.
— Kwiaty — wtrąciła, robiąc przy tym wielkie oczy. — Kupował mi kwiaty — czasami potrafił nawet wkupić cała kwiaciarnie i pewnie nie jedna kobieta dałaby się zabić za takie ubóstwianie, ale Madox mógł doskonale wiedzieć o tym, że Pilar… po stokroć wolałaby tabliczkę czekolady niż najpiękniejsze róże pod słońcem. I burgera z dobrze wysmażonym mięsem nad najdroższy kawior dla bogoli, który podawali w każdej, jednej restuaruacji do jakiej chodzili. Z tym zakochaniem Amra rownież mocno podkoloryzowała, chociaż mogła przecież słyszeć kilka razy, jak mówili sobie z Wyattem, że się kochają. I chociaż to jego z pewnością było o wiele bardziej szczere, tak Pilar darzyła go jakimś tam uczuciem, które niekiedy potrafiła mu okazywać z własnej, nieprzymuszonej woli. Szczególnie kiedy sprawiał, że Amra się uśmiechała i była szczęśliwa. Wtedy doceniała Galena najbardziej.
Teraz też była zadowolona. Chyba nawet aż za bardzo, bo już wypytywała Madoxa o to, czy też zabierał swoją dziewczynę na randki. Pilar wbiła wzrok przed siebie, nie chcąc dawać mu znać, że się tym interesowała, jednak kiedy wspomniał, że tylko dobrze ją pierdolił, bo przecież to chciał powiedzieć, odwróciła głowę energicznie i zgromiła go wzrokiem. Niby dlatego, że prawie przeklinał przy dziecku i glosem wyobraźni już słyszała Andre jak pyta a co to pierdolić?! Chociaż prawda była taka, że była bezczelnie zazdrosna. Pieprzona hipokrytka. Sama miała męża, a fakt, że on kogoś miał sprawiało, że szalała.
Spięła się nieznacznie, gdy Noriega spytał dziewczynki, że mami była szczęśliwa z Galenem.
Nie była.
Ale przecież Amra nie mogła tego wiedzieć. Ona dostawała tylko okrojony obrazek tego, co tak naprawdę się działo. To trochę jak teraz, bo przecież z tylnego siedzenia musieli wyglądać po prostu jak dwójka przyjaciół z pracy, gdzie przecież w rzeczywistości byli… kochankami? Pierdolonym połączniem dusz? A może wszystkim na raz.
— Podobno uśmiech mam po tacie!! — krzyknęła Amra i oczywiście zaprezentowała Madoxowi swoje piękne, lekko krzywe mleczaki. — Mami tak zawsze mówi, wiesz? Że śliczny uśmiech mam po tacie — nawijała jak najęta, przy okazji majtając nóżkami i raz po raz kopiąc w fotel przed sobą.
— Niewyparzoną buzie również — wtrąciła Pilar, bo przecież to całe gadulstwo też miała po nim. Nikt inny w jej życiu tyle nie gadał. Madox miał zdolność wyciągania każdego rodzaju informacji przez to swoje nawijanie, można było przy nim milczeć, a ciszy nie było nigdy, bo Noriega zawsze znajdował powód do zagadania. Zupełnie jak Amra.
— A ty masz tatę, Madox? — zainteresowała się, lekko nachylając w jego kierunku, ale pas ją przytrzymał. Oczywiście, że chciała wiedzieć, bo przecież mial świadomość, że nie każdy miał. Mama też nie miała, była tylko babcia, a dziadka nie było nigdy. No chyba, że mówić o tacie Galena, ale akurat za nim Amra nie za bardzo przepadała. Chociaż kiedyś dał jej czekoladkę z barku, po której strasznie śmiesznie się czuła. Dopiero potem mama strasznie krzyczała, bo okazało się, że była… z rumem. — Mój tata kiedyś po nas przyjedzie, wiesz? — znowu się odezwała, uśmiechając pod nosem, aż Pilar spojrzała na nią w lusterku. — Mama zawsze mówi, że tata jest najfajniejszy na świecie!!! — wyrzuciła ręce w górę, bo faktycznie tematu ojca Pilar nie unikała nigdy. Może przez ostatni rok starała się go nie poruszać, ale wcześniej na okrągło nawijała jej o tym, jaki to tatuś nie byłby z niej dumny za każde jedno osiągniecie i jak bardzo jej nie kochał. Nawet nie miała kurwa pojęcia, że on siedział kilkanaście kilometrów dalej w pace, nawet nie mając świadomości, że ma dziecko.
P o j e b a n e.
Kiedy Amra tak nawijała o tym, jaki jej tata nie był najfajniejszy na świecie, Pilar mimowolnie zdjęła jedną dłoń z kierownicy i sięgnęła do uda Madoxa. Może nie powinna, może to nie był czas i miejsce na okazywanie jakichkowiek czułości, ale jakoś nie mogła się powstrzymać. Musnęła jego odpoczywającą dłoń i przesunęła po niej własnymi opuszkami. Po anielskich skrzydłach. Niby to było nic, a jednak dobrze, że wiedział, że Pilar zawsze mówiła o nim dobrze. Nigdy nie nastawiała dziecka przeciwko swojemu ojcu, nawet kiedy była przekonana, że ją nienawidził.
— Bo twój tata jest… — zaczęła, ale nawet nie było jej dane dokończyć, bo dziewczynka skrzywiła się na twarzy i zamajtała nóżkami.
— Mami, musze siiiiiiiiku!!! — zawyła w sekundę, jakby nagle tu i teraz poczuła, że musi się odlać.
— Amra, dopiero co wyjechaliśmy…
— SIIIIKUUUU, posikam się, posikam, posikam — nie odpuszczała i Pilar już doskonale wiedziała, jak to się skończy. Dlatego westchnęła tylko głośno, a kiedy tylko na drodze pojawił się znak stacji benzynowej, od raz wrzuciła kierunkowskaz i skręciła. Zaparkowała na pierwszym, lepszym miejscu, pewnie dla inwalidów i od razu wyskoczyła do tylnych drzwi, gdzie Amra już prawie płakała, że zaraz posika sobie dresy.
— No już już — odpięła dziewczynkę i skierowała się z nią do środka. W sklepie nie kręciło sie dużo ludzi, dlatego Pilar od razu złapała spojrzenie sprzedawczyni. — Którędy do toalety? — spytała grzecznie, a kobieta z tabliczką Isabel strzeliła gumą balonową i wychyliła głowę znad pilniczka, którym rzeźbiła sobie paznokcia.
— A kupi coś? — spytała niewzruszonym głosem, patrząc na nią tak zmęczona, jakby siedziała tu już dobre jedenaście godzin, a takich jak Pilar z jęczącymi dziećmi przewinęło się już setka.
— Co?
— No czy coś kupi? Toaleta tylko dla klientów sta…
— Ja pierdole — przerwała jej, rozglądając się dookoła. Amra znowu się zakręciła, a Pilar złapała pierwsze, lepsze pudełeczko, jakie miała pod ręką. Może powinno zdziwić ją jak małe było i że może warto sprawdzić co to, szczególnie że zaszeleściły tabletki, ale nie miała na to czasu. — On kupi — wskazała ma Madoxa, który właśnie wszedł do środka i zaczął kierować się w ich stronę, przy okazji kładąc na pudełko na ladę i spojrzała wymownie na Isabel. Kobieta łaskawie wskazała kierunek łazienek, nas†pnie swoje spojrzenie spuszczając na tabletki, a potem podnosząc je na Noriegę zaciekawiona.
— Nie wyglądasz na takiego, który potrzebuje, żeby konar mu zapłonął — skwitowała bez najmniejszych ogródek, a długim brokatowym paznokciem postukała w pudełeczko z wielkim, bezczelnym napisem Viagra MAX.

:stickniepatrze:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Kwiaty? - Madox odwrócił się, żeby zerknąć na Pilar, ściągnął do siebie brwi, bo od kiedy ona lubiła kwiaty? Ale może lubiła? Może on tylko nigdy o tym nie pomyślał i jak ten ostatni debil przynosił jej czekoladę, albo lody, za każdym razem kiedy wychodził do sklepu z tego ich domku nad morzem. A może powinien kupić kwiaty? - Nie wiedziałem, że je lubisz - mruknął, tylko zamiast się uśmiechnąć słuchając tej pięknej opowieści o tym, jak to Galen i Pilar się w sobie zakochali, to on się skrzywił.
Zakochała się w nim, bo kupował jej kwiaty?
Bo zapraszał ją na randki...
On też by mógł.
Nie no kurwa gdzie? Na kolację przy świecach i jakieś durne trzymanie się za rączkę? Ją? Tą dzikuskę?
Chociaż Haddie pewnie dałaby się za to pokroić, ale jej też nigdy nie zabrał na randkę. Może raz do okienka w maku, gdzie z samochodu zamówił jej szejka i jeszcze musiał się dopytać jaki smak lubi, bo on przecież czekoladę, a Hadds truskawkę. Ble.
Jakby nie mogła lubić normalnych owoców jak mango. Potem oczywiście miała do niego pretensje, że na kolację wyskoczyli do maka, a nie żadnej restauracji z gwiazdką Michellina, czy innego buca. Ale Madox wziął ją wtedy na Mirador El Cielo, jednak Haddie tego nie doceniła.
Dobrze chociaż, że doceniła to jak ją pierdolił. Pilar chyba jednak wcale nie, bo zaraz posłała mu jakieś mordercze spojrzenie. A Madox puścił jej oczko, nawet otworzył usta, bo chciał powiedzieć, że i tak nie jest w tym lepsza niż Pani No... Pani Wyatt. Ale chyba nie przy dziecku. Zamiast tego zaraz pytał o Galena. I może Amra się wcale na tym nie znało, nie wiedziało co przeżywała Pilar, ale przecież dzieciaki były dobrymi obserwatorami, a poza tym niektóre rzeczy po prostu wyczuwały.
Madox się zamyślił i dopiero, kiedy Amra zaczęła nadawać, że uśmiech ma po tacie, to znowu na nią spojrzał. Miała po nim uśmiech, ale może jednak lepiej by było, gdyby miała go po Galenie Wyattcie? Po tym normalnym gościu, a nie kryminaliście. Zerknął na Pilar z kolejnymi słowami dziewczynki.
- Skoro mama tak mówi - może i Madox miał ładny uśmiech i te piękne oczy, które wpatrywały się w Pilar, jakby była dla niego całym światem. Jakby nic innego się nie liczyło, ale. Kurwa. Galen Wyatt też miał ładne oczy, a do tego zamiast okładać się z nią w jakiejś gangsterskiej dziupli, on kupował jej kwiatki...
On nawet domek Amrze postawił na ziemi, żeby nie zrobiła sobie krzywdy, a Madox co? A on by ją przewiózł na motorze...
Jakby postawić obok siebie Wyatta i Noriegę, to ten pierwszy był jak mięciutka poduszka, a ten drugi jak wiadro z piraniami. Galen był bezpieczny, komfortowy, a Madox... nie wiadomo było czego się po nim spodziewać.
Chociaż zaraz się uśmiechnął i puścił oczko do Amry, kiedy Pilar powiedziała, że niewyparzoną buzię ma po tacie.
- No i dobrze, nie może sobie dać w kaszę dmuchać, nie? - sięgnął do Amry, żeby przybić z nią piąteczkę. Chociaż przecież wiedział, że jej mama tez nie dawała sobie wejść na głowę. Pilar była twarda, aż się na nią obejrzał, ale zaraz wrócił ciemnym spojrzeniem do dziewczynki, kiedy pytała o jego ojca.
Miał... Ale kurwa wolałby nie mieć. Nic dobrego nie zawdzięczał staremu Noriedze. Za dzieciaka go prał, jego i jego matkę, a później... Wsadził go do paki, pozwolił, żeby Madox przegapił narodziny swojego dziecka, sześć lat jego życia. Jej życia.
- Nie mam - wzruszył ramionami, bo przecież to nie był czas, żeby opowiadać Amrze o jej dziadku, który był potworem. Może nawet taki czas nie nadejdzie nigdy, a może kiedyś gdy będzie już dorosła i będzie chciała wiedzieć dlaczego tatuś nie przyjechał po nią wcześniej?
- I co wtedy? Pojedziecie nad morze? - teraz to chyba Madox się wysprzęglił, ale nie dał nic po sobie poznać. Nawet nie obejrzał się na Pilar, a Amra też zręcznie zignorowała jego słowa i zaraz mówiła o tym jak to jej tata jest najfajniejszy. Może taki by był? Chuj. Pewnie nie umiałby na początku jej nawet trzymać, bałby się. Brzydził zmieniania pieluch i musiał to robić wstrzymując powietrze, bo by go cofało, ale... starałby się. Byłby przy niej, gdyby beczała całe noce i ufajdała się po pachy, ale przecież nie było mu dane. Bo zabrał mu to... jego własny ojciec.
Madox się zamyślił, i jak wcześniej chciał dopaść Carlosa tylko po to, żeby pomścić to, co stracili z Pilar, tak teraz myślał też o swoim dziecku. Ile kurwa rzeczy przegapił. Dopiero kiedy dłoń jego żo... Żony Galena Wyatta wylądowała na jego ręce, to podniósł na nią spojrzenie. Musnął wytatuowanymi palcami jej ciepłą, gładką skórę. Nie miał pojęcia czy Pilar zdawała sobie sprawę z tego o czym myślał, z tego jak dużo by oddał, żeby cofnąć czas, żeby być przy niej kiedy Amra przyszła na świat. Będzie musiał jej kiedyś to powiedzieć, ale na razie musiało jej wystarczyć to jak jego ciemne spojrzenie odszukało jej piękne, duże oczy.
Bo twój tata jest...
Wstrzymał powietrze, kiedy Pilar to powiedziała, a nawet zacisnął palce na jej skórze. Bo co chciała powiedzieć? Że jest tutaj? Nie no jak?
Finalnie nie powiedziała nic, bo Amra wypaliła z tym siku, a Madox tylko skinął głową.
- Ja też bym się odlał - zawtórował dziewczynce, która zaraz to podłapała i zaczęła powtarzać, że musi się odlać. Noriega wzruszył ramionami zerkając na Pilar. Miała z nimi, przedszkole.
Kiedy Pani Wyatt zaparkowała, to Madox jeszcze otworzył schowek, żeby w nim pogrzebać, a dopiero po chwili wysiadł za dziewczynami i skierował się na stację poprawiając na nosie lustrzane okulary, które sobie wygrzebał. Wszedł na stację i od razu podszedł do Pilar i Amry, tylko ta pierwsza już mu rzuciła to, że on kupi, więc Madox tylko się z nią zgodził - a co chcecie? - zapytał jeszcze, ale nie usłyszał żadnej odpowiedzi, a zresztą kasjerka już stukała paznokciem w opakowanie, które Pilar położyła na ladzie. Madox aż podniósł z nosa te okulary opierając je na czole i przeczytał napis na pudełku przechylając na bok głowę. Spojrzał na Isabel, a potem na pudełko - jakbym wiedział, że będzie chciała tak na maksa to bym dzieciaka odstawił do dziadków - rzucił i już opierał się o ladę, żeby sobie podyskutować, jakże by inaczej. Dziewczyna popatrzył na niego niebieskimi oczami - nie no nie mam z tym problemu, widziałaś moją... żonę? - no tak, kto by miał z tym jakiś problem przy takiej lasce? Przy takiej żonie - a ile to działa? - Madox sięgnął po pudełeczko, żeby obrócić je w palcach, spojrzeć na to, co było z tyłu zapisane małym druczkiem. Isabel też pochyliła się nad ladą i zaraz oboje sobie czytali jak działa Viagra MAX.
- 4 godziny - odpowiedziała poważnie Isabel, a Madox zrobił wielkie oczy.
- O kurwa, to biorę i jeszcze... - nie dokończył, bo sprzedawczyni już się odezwała.
- Może prezerwatywy, akurat mamy konkurs na te tutaj - no i pokazała mu cały stojak gumek. Madox zmrużył powieki. Chyba powinien w nie zainwestować, zwłaszcza, że ostatnio kiedy sobie je z Pilar odpuścili to... powstała Amra.
- A które są dobre? - no bo przecież on się w ogóle na tym nie znał. Z antykoncepcji powinien dostać pałę. Chociaż akurat z tego to dzieci nie będzie.
- Te są z wypustkami, a te są bez lateksu, ma pan uczulenie na lateks? A te... - Isabel zaczęła niekończącą się opowieść o gumach, a w tym czasie jakiś koleś, który stał za Noriegą w kolejce przestąpił z nogi na nogę.
- Kurwa długo jeszcze będziecie tutaj gadać o gumach? Może na takie rozmówki umówcie się po pracy? Chcę tylko zapłacić za paliwo - odezwał się buc, a Madox od razu się odwrócił. Na co facet już trochę spotulniał.
- Może trochę grzeczniej? Pani tutaj chce mi doradzić, też jestem klientem - Noriega zdegustowany pokręcił głową i spojrzał na Isabel - i nie podrywam Pani, po prostu... - nie dokończył, bo Isabel już rzuciła krótkie szkoda, ale Madox tylko się uśmiechnął i wziął trzy pierwsze lepsze paczki gumek.
- Ale te są Ski - Isabel pokazała mu jedne brokatowym paznokciem.
- A, no to te nie - no tak, nie ten rozmiar, wymienił sobie na inne i dobrał jeszcze kilka batonów z naklejkami - jeszcze to - w końcu zapłacił za wszystko kartą i wpakował swoje zakupy do kieszeni jeansów, z przodu i z tyłu. Isabel jeszcze patrzyła jak się macał po tyłku, a potem pożegnała go uśmiechem i miłym zapraszamy ponownie. Madox jeszcze puścił jej oczko, a potem spojrzał spod byka na kolesia, który rzucił no wreszcie i zaraz kładł na ladę stówkę.
- Sto dolarów i pięć centów - odezwała się przesłodzonym głosem Isabel, a facet otworzył usta, jakby chciał na nią ryknąć, ale Madox jeszcze stanął z boku, krzyżując ręce na piersi i uwydatniając swoje tatuaże. Gość wysupłał z portfela drobniaki i położył je na ladzie. A Noriega dopiero ruszył do kibla. Wszedł do środka i nasłuchiwał, a z jednej z kabin usłyszał głosik Amry.
- Mami, a czy Madox kupi mi soczek? - zapytała dziewczynka. Kurwa. Nie kupił soczku. Nawet zamierzył się do tego, żeby się wrócić i taki kupić, ale z kabiny wybrzmiał dźwięk spuszczanej wody, a zaraz Pilar i Amra z niej wyszły, dziewczynka od razu zadarła do góry główkę, żeby na niego spojrzeć.
- Zapomniałem o soczku, ale mam batony - przyznał się od razu Madox - ale możecie jeszcze sobie kupić i mi też, okej? - sięgnął do tylnej kieszeni jeansów, a kiedy wyszarpywał z nich portfel, to... te trzy paczki prezerwatyw, które tam upchał posypały mu się po podłodze. Amra od razu po jedne sięgnęła. Ups.

:rizz:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nigdy nie był od niego gorszy. 
Galen może i miał wiele do zaoferowania. Może miał pieniądze, wpływy i był w stanie załatwić na prawdę wiele. Może i miał dobrą rękę do dzieci, wykazując się wyjątkowym spokojem, opanowaniem i wyuczoną kulturą osobistą, może i dał jej dużo, ale… Nie był Madoxem. I tego nie dało się przebić pod żadnym względem. Niezależnie od tego, jak bardzo by się nie starał. Jak wiele jej dał. Bo akurat z uczuciami nie dało się walczyć. A już na pewno nie z tym, które Pilar miała do Noriegi. Do chłopca o ciemnych, czekoladowych oczach, do których wzdychała już jako dziesięcioletnia dziewczynka. Do dobrego serca, które zobaczyła w nim kiedy mieli po osiemnaście lat i wskoczyli za soba nawzajem w ogień, kiedy ryzykowali pieprzonym życiem dla swojego bezpieczeństwa. Tego nie dało się porównać z żadnym majątkiem, z żadnymi wpływami i dobrymi manierami. To były więzi na całe życie. Traumabonding podparty tak kurewsko intensywnymi uczuciami, że rozpierdalało ciało od środka. Że nawet kiedy po tylu latach mieli się blisko, nie byli w stanie się od siebie odsunąć, przestać, dać sobie spokój. 
No bo jak? 
Jak kiedy oni kurwa byli sobie pisani?
— Mami!! Nie sięgnę — głos Amry wyrwał ją z zamyślenia, kiedy jeszcze przelotnie patrzyła z daleka na Noriegę, stającego przy kasie. Nawet nie miała pojęcia, co kazała mu kupić, ale czy to było ważne? No w chuj ważne. Dopiero gdy dziewczynka szarpnęła ją za rękę i pociągnęła w stronę drzwi, spojrzała w dół. 
— Już — uśmiechnęła się ciepło, naciskając na klamkę. — Poczekaj chwile — rzuciła jeszcze, gdy Amra już zabierała się do posadzenia tyłka na upierdolonej muszli. Oczywiście pierwsze trzeba było zużyć połowę papieru, żeby odłożyć całą deskę i dopiero wtedy Pilar podniosła dziewczynkę. 
Załatwiły co trzeba, umyły ręce, a kiedy wychodziły, za nic nie zauważyły, że Noriega stał już pod drzwiami. Pilar nawet nie zdążyła odpowiedzieć Amrze, że ona kupi jej soczek i to taki, jaki sobie tylko wybierze, bo wpadła prosto na klatkę piersiową Madoxa. Zadarła głowę w górę i na moment pozwoliła sobie przyjrzeć mu się z bliska. Tej pięknej, bajecznej twarzy, która tak kochała. Tym oczom, za które była w stanie zabić i temu uśmiechowi… który wyglądał jeden do jeden jak ten Amry. I to właśnie na jego ustach się zatrzymała. Nie potrafiła odwrócić od nich spojrzenia, nawet nie kontrolując, kiedy bezczelnie oblizała swoje, ale wtedy Amra dopytała o sok, on powiedział, że ma batony i mogą kupić sobie napoje, a z jego kieszeni posypały się jakieś opakowania. I zdecydowanie NIE były to batony. 
— A co to jest?!!? — zainteresowała się dziewczynka, od razu doskakując do jednego z pudełeczek. — To jakieś cukierki? Tu jest truskawka i… — przekręciła głowę, próbując dopatrzeć się literek z obrazka, które już znalazła. — SE… — zaczęła czytać, a Pilar aż się zapowietrzyła. Jakby dopiero teraz uświadomiła sobie, co jej córka właśnie trzymała w rękach. Już chciała do niej sięgnąć, wyrwać jej to i powiedzieć, że to nie były żadne cukierki, a jego kurwa zdzielić po łbie, jednak nim zdążyła się chociażby ruszyć, Amra… — SEIKS? A co to seiks? — spytała, patrząc to na Noriegę, to na Pilar, wymachując przy tym przeklętym pudełkiem. 
— Amra, Madox się pomy…
— Nie no to przecież jest chore — przerwał jej jakiś męski głos tuż obok. Wszyscy spojrzeli w stronę źródła dzięku, którym okazał się mężczyzna, który wcześniej mijał Madoxa w kasie i chciał zapłacić za paliwo. — Nie dość, że trzy godziny wybierał gumki, to jeszcze przy dziecku — wtrącił, przechodząc obok, patrząc po ich twarzach. — Wstydzilibyście się — dodał z obrzydzeniem, a Pilar tylko otworzyła szerzej oczy. — Nic tylko zadzwonić na opiekę społeczną — gadał dalej jak najęty, wchodząc do kabiny i trzaskając drzwiami. Chociaż zaraz znowu je otworzył, spojrzał na nich przelotnie, wychylając jedynie głowę. — Pieprzona patologia! — krzyknął, a nim którekolwiek z nich zareagowało, on zatrzasnął klamkę i od razu przekręcił zamek, żeby nikt nie mógł się do niego dostać. A pewnie by próbowali. Pilar na pewno, szczególnie, że Amra po chwili zadarła główkę w górę.
— A co to jest patologia? — spytała zainteresowana i lekko zmieszana tym, dlaczego pan krzyczał. Pilar aż złapała więcej powietrza w płuca. Cała ta scena sprawiła, że nawet nie wiedziała, jak powinna się zachować, chociaż w pierwszej kolejności to i tak doskoczyła do własnego dziecka i zabrała jej paczkę gumek, a potem odwróciła się do Noregi i z niemym pojebało cię wcisnęła mu je prosto na klatę.
No debil.
Inaczej nie dało się tego podsumować.
Wczoraj pieprzył się z nią na cztery różne sposoby przez ponad godzinę i to bez zabezpieczenia, a dzisiaj zachciało mu się obkupić w prezerwatywy i to w dodatku na wyjeździe z dzieckiem? Zidiociał do reszty. Zmierzyła go spojrzeniem, a potem szarpnęła za sobą dziewczynkę.
— Madox ci potem powie. Chodź po ten soczek — do dziecka odezwała się spokojniej, kierując je w stronę alejki z napojami.
— To może pomarańczowy? Będzie pasował do tych cukierków truskawkowych — Amra oczywiście nie dawała za wygraną, a Pilar już wtedy wiedziała, że to Noriega będzie jej potem tłumaczył, czemu nie dostałą cukierków. Zgarnęły sok, do tego oczywiście jakieś ciastka, wodę i gazetę z tatuażami na wodę, bo przecież każdy musiał jakieś mieć, podobne do tych, które miał na sobie Madox. Wzorki były przeróżne, a cała drogę przez parking Amra już nawijała o tym, jaki komu zrobi.
— A taki jaguar to będzie dla ciebie — poderwała głowę na Noriegę, gdy ten w końcu do nich dołączył. Wyciągnęła w jego stronę gazetkę i pokazała różowe zwierzątko — Gdzie je będziesz chciał? Mam tez dla ciebie taki kwiatuszek, o popatrz, ten może na rączce obok skrzydełek anioła? — zaproponowała, wiercąc się w fotelu, bo Pilar zasłaniała jej widok, jak ją wpinała, a ona przecież chciała sobie porozmawiać z Madoxem! Mała złośnica.

:impra:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Sięgnął do Pilar, żeby przytrzymać ją przy sobie, kiedy weszła w niego z rozpędu, oparł palce na jej biodrach wbijając je w materiał jej jeansów i przez chwilę walczył ze sobą, żeby nie przesunąć ich na jej tyłek. Kiedy jego ciemne spojrzenie złapało to jej, kiedy uderzył go jej znajomy zapach. Uśmiechnął się odruchowo, wzrok spuszczając na jej pełne, gorące wargi, które zwilżyła językiem.
Kurwa...
A mogli zostawić Amrę z Marianą. Chociaż z drugiej strony ją też Madox lubił, zaraz spojrzał w dół na dziewczynkę, kiedy zapytała o soczek.
- Możesz wybrać jaki chcesz - przesunął wytatuowanymi palcami po biodrze Pilar, ale je zabrał, a zaraz sięgał po portfel, tylko oprócz niego z kieszeni spodni wyciągnął też te trzy paczki prezerwatyw. Zanim zdążył je podnieść, to Amra już sięgnęła po jedno pudełeczko, bo do ziemi miała jednak zdecydowanie bliżej niż on. Złapał jednak te dwa pozostałe, kiedy dziewczynka skupiała się na tym napisie na opakowaniu. Znowu wsadził je do kieszeni jeansów. Znowu tak, że pewnie mu wypadną, gdy tylko usiądzie. Kiedy Amra przeczytała to seiks, to Madox parsknął, spojrzał przepraszająco na Pilar, ale... co mógł teraz z tym zrobić? Jakąś pogadankę na temat bezpiecznego seksu? No na to ich córka była chyba jeszcze za młoda.
Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, może że to takie cukierki dla dorosłych? Ale wtedy odezwał się ten facet, z którym Madox gadał już przy kasie. Wbił w niego spojrzenie, a kiedy gość nawijał jaka to patologia, to Noriega ruszył się z miejsca.
- A może ku... - ugryzł się w język, bo jednak nie chciał przeklinać przy dziecku, starał się. A z tymi gumkami to przecież też był przypadek. Madox wyrwał się do gościa, ale ten już trzasnął drzwiami, więc sobie darował, zwłaszcza, że Amra zadawała kolejne ciekawe pytanie.
A co to jest patologia?
Madox już otworzył usta i wyciągnął rękę do Amry, i może nawet by jej to wyjaśnił? No oczywiście na tyle, na ile powinno to rozumieć dziecko, ale Pilar już wbiła mu w klatę paczkę truskawkowych kondomów. Truskawka? Dlaczego on to wybrał?
No i co z tego, że wczoraj pieprzyli się na różne sposoby przez godzinę, może dwie? Skoro dzisiaj ta Viagra MAX miała im dać cztery! No to już trzeba było się wyposażyć. Chociaż prawda jest taka, że gdyby nie zaproponowali mu tego przy kasie, to Madox na pewno by nie pamiętał o gumkach. Nigdy nie pamiętał.
Popatrzył na Pilar, kiedy tak gromiła go spojrzeniem, a potem dał jej swój portfel - a dla mnie mango, okej? - zapytał jakby nigdy nic - też pasuje do truskawki - no i już ją znowu zaczepiał. A do Amry puścił jeszcze oczko. Odprowadził je spojrzeniem. A sam poszedł się odlać i jeszcze sobie zaczekał na typa, który tak rzucał na prawo i lewo tymi patologiami, i wyjaśnił mu to i owo, tylko zaraz okazało się, że gość też ma dziecko, dwoje i są właśnie na rodzinnej wycieczce i jest. nerwówka. Madox przyznał, że oni też są, na pierwszej takiej wycieczce, bo dopiero się dowiedział, że ma córkę. Z kibla już wyszli jako koledzy.
A kiedy Pilar kupowała soczek, ciastka, tatuaże i inne rzeczy, kiedy sięgnęła do portfela Madoxa, to mogła w nim zobaczyć... ich wspólne zdjęcie. Z tych pamiętnych wakacji nad morzem. Noriega trzymał ją na plecach, a w tle widać było plażę, morze i zachód słońca, byli szczęśliwi, uśmiechnięci. Dzieciaki, które naprawdę myślały wtedy, że za kilka dni się pobiorą i zawsze będą razem...
A potem przyszło bolesne zderzenie z rzeczywistością.
Sześć lat jebanej rozłąki. Nie nadrobią tego w te marne dwa dni, ale może chociaż złapią kilka kolejnych, dobrych chwil? Mogli spróbować.
Madox oparł się o drzwiczki, kiedy Pilar zapinała Amrę w foteliku, zajrzał do środka, a jego biodra otarły się o jej tyłek, no przecież, że przypadkiem.
- Fajny jaguar, może tu? Na klacie, koło lwa? - poklepał się po piersi, gdzie pod koszulką miał dziarę z dzikim lwem.
- A masz tam takiego lwa? - zapytała dziewczynka i zrobiła wielkie oczy - pokażesz mi?! Pokaż, pokaż, pokaż! - zawołała, a Madox... no przecież wcisnął się koło Pilar w drzwiczki i już podciągał koszulkę, żeby odsłonić wyrzeźbiony brzuch z napisem Medellin, a potem pokazać kawałek klaty, na której miał lwa.
- Łaaa - Amra zrobiła wielkie oczy - ja też taki chcę, tutaj - pokazywała na swoją klatkę piersiową, a zaraz przerzucała w gazetce kolejne tatuaże, znalazła jakiś z tygrysem, ale się trochę pokrzywiła, bo chyba średnio jej się podobał, za to zaraz otworzyła stronę na brokatowej żabci - a ten dla mami! Tylko gdzie? - spojrzała na Madoxa, a on co? Bezczelnie sięgnął ramieniem, żeby objąć nim Pilar i przyciągnąć do siebie, tak, że jej biodro oparł się o jego krok, mogła poczuć jak w tyłek wbija się jej... klamra jego paska. A wytatuowanymi palcami sięgnął do jej brzucha.
- A może tu? - Amra się ucieszyła i klasnęła w dłonie, oczywiście nie dopatrując się w jego gestach niczego gorszącego, ale może jej mama już mogła się tego dopatrzyć?
Dziewczynka zaczęła przekładać strony gazetki pokazując im kolejne tatuaże. Wybrała sobie koronę, którą chciała mieć na szyi jak Madox. W ogóle w pewnym momencie chciała już mieć te tatuaże wszędzie.
A po kolejnych kilkunastu minutach jazdy znudził się i wypaliła.
- Madox, a gdzie masz te truskawkowe cukierki? Dasz mi jeden, bo bardzo jestem głodna, burczy mi w brzuszku - wiadomo, że koloryzowała klepiąc się po brzuchu. Ale przecież... sposoby na brzuszek zawsze się sprawdzały. Na ten bolący, czy burczący.
Noriega jednak wyciągnął z kieszeni... paczkę cukierków, jakiś gum rozpuszczalnych, które złapał po drodze, gdy już wychodził ze stacji, nawet podobne pudełko miały do gumek, dał je Amrze.
- Tamte zjadłem, ale te są nawet lepsze, o smaku mango - odwrócił się do dziewczynki i jeszcze na nią popatrzył, a potem odpakował jej opakowanie i podał. Od razu się nim zajęła, a Noriega przewrócił w palcach kolejne pudełeczko, które trzymał w dłoni, to które kazała mu kupić Pani Wyatt.
- Pilar a widziałaś te... cukierki? Te, które wybrałaś? - podał jej paczkę Viagry MAX, i aż odwrócił się na fotelu w jej kierunku, zaczepił palcami o jej kolano - chyba nie są o smaku mango, ale nie wiem... Może nam posmakują? - bezczelnie ją zaczepiał...
- A ja też mogę?! - wypaliła Amra, a Madox już odwrócił się w jej kierunku na fotelu.
- A ja mogę mango? Mango to jest... najlepszy owoc - dziewczynka pokiwała główką, a zaraz wyciągnęła w jego kierunku gumy, ale poprosiła, żeby wziął jedną - i jedną dla mamy - no oczywiście, bo przecież on wszystkim się dzielił z Pilar. Kiedyś.
Chociaż teraz też zabrał się za odpakowywanie jej cukierka, kiedy Amra zaczęła liczyć te, które jej zostały. Może powinien go dać Pilar normalnie, do ręki, a on co? A on sięgnął do jej pełnych ust, żeby musnąć je kciukiem, żeby zaczepić nim o jej dolną wargę i wpakować jej do buzi gumę o smaku mango. Drugą władował do gęby sobie i opadł plecami na oparcie fotela żując ją. Były smaczne, rozpuszczały się w ustach.
Amra już szeleściła papierkami otwierając kolejną.

vacaciones con sabor a mango y chocolate ⋆˚࿔🥭🍫⋆˚࿔
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Było coś rozczulającego w widoku, który miała przed oczami.
Niby nic, niby głupia, nieznacząca rozmowa o tatuażach, a jednak możliwość zobaczenia ich obok siebie, w prawdziwej rozmowie, rozkładała Pilar na łopatki. To jak Amra patrzyła na swojego ojca jak na najpiękniejszy obrazek, jak wyciągała drobna rączkę przed siebie i delikatnie, w ten charakterystyczny dla dzieci sposób dotykała jego klatki piersiowej. Błądziła paluszkami po tatuażach w pełnych zachwycie, podziwiając dzielnego lwa i piękne widoki obok, a potem sowe na ramieniu i masę innych malowideł. Oczy całe się jej świeciły, mieniły milionem błyskotek, a Pilar na moment prostu się na nich zapatrzyła.
Kurwa.
Śniła o tej chwili. Marzyła. Przez sześć lat wyobrażała sobie, jak to będzie, kiedy Amra w końcu spotka swojego tatę. Zastanawiała się, czy się polubią, czy może przez to, ze byli tacy sami zaczną sobie skakać do gardeł. Snuła scenariusze o tym, jakie podejście do dzieci bedzie mieć Madox, czy będzie się ich brzydził, czy może jednak własnego dziecka nie tak bardzo? Czy zobaczy w niej siebie? Milion myśli na sekundę, tysiące godzin rozkmin, a teraz miała ich przed soba. Najlepszych przyjaciół.
Widok, który rozczulał jej ledwo posklejane serce.
Z amoku ocknęła się dopiero, gdy dziewczynka machnęła bujnymi, gęstymi włosami i spytała, gdzie będzie znajdował się tatuaż dla mami. Przeniosła ciemne spojrzenie na córkę, uśmiechając się delikatnie, po czym otworzyła usta, żeby zaproponować jakieś ramię albo nawet wierzch dłoni, tylko nim zdążyła się odezwać, wydać z siebie jakikolwiek dziwięk, Madox szarpnął ją do siebie tak, że jej biodro otarło się o jego kroczę. Pilar momentalnie wstrzymała oddech, a gdy tylko poczuła na pośladku jak twarda klamra paska wbija się jej przez cienki materiał spodni… kurwa. Serce momentalnie się poderwało z powodu tej bliskości, szczególnie, że już po chwili dodał do tego również dłoń. Dłoń, która bezczelnie przesunął po jej brzuchu.
Nie chciała pozwolić mu na te prowokacje, no kurwa nie chciała. Tylko dlaczego zamiast się od niego odsunąć, a ona… jeszcze mocniej wypięła tyłek, nadziewając się na niego? Dlaczego zakręciła biodrami, a potem na oczach własnej córki, która przecież nie widziała w ich zachowaniu nic dziwnego, sięgnęła do jego dłoni. Ułożyła własne palce na jego ciepłej skórze i zaczęła prowadzić ją ku górze.
— A może… — minęli żebra, przesunęli się po piersi i finalnie skończyli na szyi, którą Pani Wyatt jeszcze bardziej odchyliła, dociskając sobie jego palce do własnego gardła. — Tutaj? — dodała, uśmiechając się do Amry, której wiadomo, że pomysł się spodobał. Nawet powiedziała, że jak znajdziemy koronę, to będzie miała takie same tatuaże z Madoxem i będą jak bliźniaki. Trochę słabe porównanie, biorąc pod uwagę o jakich k a r y g o d n y c h rzeczach właśnie myślała. Rzeczach, których zdecydowanie nie robiło się z własnym rodzeństwem. Westchnęła jeszcze specjalnie i w pełni celowo głośno, by poczuł na palcach jej oddech, a potem pchnęła go tyłkiem, by się odsunął.
Mieli jeszcze sporo do przejechania, biorąc pod uwagę, że z Medellin było siedem godzin, dlatego nie mogli pozwolić sobie na zbyt długie postoje, jeśli w ogóle chcieli dotrzeć przed zachodem słońca. Załadowali się ponownie do auta, a Pilar odpaliła samochód, ruszając w trasę. Po drodze oczywiście starała się ignorować tą cała rozmowę o cukierkach, która wywoływała na jej polikach lekkie rumieńce, ale kiedy Noriega tym razem powiedział, że miał też te, które ona wybrała, spojrzała na niego zaskoczona.
— Ja? Przecież ja ci nic… — zaczęła, ale wtedy jej spojrzenie zjechało w dół, dokładnie na ten wielgachny napis Viagra MAX. — Kur… — nawet przeklnąć sobie nie mogła. Mogła za to wyrwać je Noriedze w dłoni i przystawić do twarzy. Skąd on to kurwa miał? Pojebało go? Pokręciła głową z niedowierzaniem i pewnie gdyby nie Amra już by się na niego nie wydzierała. Dopiero po chwili dotarło do niej, że to ta byle jaka rzecz, która złapała przy kasie, gdy ekspedientka nie chciała ich wpuścić do kibla. No pięknie. — Cztery godziny?! — rzuciła przyciszonym głosem, czytając opakowanie, po czym posłała autentycznie przerażone spojrzenie Noriedze. Bo jak to kurwa cztery godziny? Momentalnie zrobiło jej się gorąco.
— Przytrzymaj kierownice — poprosiła Madoxa, a kiedy tylko jego dłoń wylądowała na kółku, Pilar nie zdejmując nogi z pedału, zaczęła zrzucać z siebie kurtkę, a Amra oczywiście już była ciekawska i pytała czemu. — Ciepło mi się zrobiło — odpowiedziała zgodnie z prawdą, rzucając wymowne spojrzenie Noriedze. Doskonale wiedział czemu i przez co. Nie mogła być jedyną, która zauważała, jak gęsta atmosfera panowała między ich dwójką.
Widział to.
Wiedział o tym.
A idealnym dowodem było to, jak złapał dla niej jednego cukierka i zamiast podać jej go do ręki, jak na k o l e g ę z pracy przystało, on sięgnął do jej ust. Musnął szorstkimi opuszkami miękkie wargi, a ona… zamiast kurwa odsunąć głowę albo po prostu wziąć cukierka i dać sobie spokój, oczywiście nie była w stanie się powstrzymać. Rozchyliła powoli usta, pierwsze zaczepiając jego palec językiem, biorąc cuksa dla siebie, a potem bezczelnie złapała jego palec między wargi i zassała. Wzięła go zdecydowanie głębiej niż powinna i kurwa całe szczęście, że Amra wciaż przeglądała gazetkę, bo mogło się to naprawdę źle skoczyć. Szczególnie pytaniem a czemu tak robicie?
Pilar jednak była ostrożna.
Uniosła spojrzenie do tylnego lusterka i uważnie obserwowała swoją córkę, upewniając się, że mogli złapać te kilka gorących sekund dla siebie. Nie puściła go tak łatwo. Pozaczepiała go jeszcze dobre kilka chwil, dokładając do tego rękę, która zamiast na skrzyni biegów przesunęła się na jego udo, wędrując coraz wyżej, wbijając paznokcie w materiał spodni. Dopiero gdy dziewczyna poruszyła się na foteliku i zamknęła gazetkę, Pilar poderwała się do porządku.
— I jak twój cukierek, Mami? — zainteresowała się, pokazując język, że ona już swój wyssała cały.
— Całkiem smaczny — odpowiedziała spokojnie, chociaż serce biło jej zdecydowanie za szybko. Spojrzała przelotnie na Noriegę. W jej oczach mógł zobaczyć znajomy cień. Przysłonę, która jasno mówiła o tym, że znowu chciała mieć go blisko. Smakować go i czuć. Nie mogla tego jednak powiedzieć na głos, dlatego zaraz wróciła do drogi i to na niej się skupiła.
Pierwsza godzina minęła im znośnie. Amra przez większość czasu dyskutowała z Madoxem o swoich ulubionych bajkach i oczywście musiała mu opowiedzieć o Łowczyniach Demonów, który uwielbiała oglądać. O głównej bohaterce i jej przyjaciółkach i o tym, jak ona kiedyś też uratuje cały świat. Potem zjedli jeszcze trochę cukierków, opili się soki i co? I znowu skończyli na stacji. A potem zaczął się standardowy koszmar, bo dziecko już się nudziło, nie chciało zasnąć i przez kolejne piętnaście minut Madox mógł zobaczyć tą męczącą stronę rodzicielstwa, jak Amra wyła i waliła nogami o fotel, narzekając, że chce albo do domu albo już na miejsce i Pilar która o dziwo ze stoickim spokojem ją… ignorowała. Najlepsza praktyka, prowadząca do tego, że po piętnastu minutach czystego piekła w aucie zapanowała… cisza. Błoga, kurewsko przyjemna c i s z a. Jechali w niej przez kilka minut, dopóki Pani Wyatt nie postanowiła się odezwać.
— Powiedz prawdę — zaczęła spokojnie, nawet na niego nie patrząc. — Jedziemy do Buenaventury? — i chociaż uwagę skupiała na drodze, mógł zobaczyć, jak je palce nieco mocniej zacisnęły się na kierownicy. Ale co się dziwić. Było to miejsce, które mocno wyryło się w ich głowach. Chyba aż za bardzo. Bo może i spędzili tam najpiękniejsze, możliwe chwile, ale przecież też te najbardziej bolesne. A juz na pewno Pilar nim wróciła do Medellin. Dlatego chciała wiedzieć. Może żeby się na to przygotować? A może niepotrzebnie się nakręcała? A może to tylko jej głowa płatała takie figle i mnożyła tysiące myśli na sekundę.

:pili-madi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”