30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Crooked Man: [to everyone] The crooked man stepped forth and rang the crooked bell. And thus his crooked soul spurre into a crooking hell.
Janet Hodgson: ...Murdered his crooked family and laughed a crooked laugh!

— The Conjuring 2
#5
Trzy tygodnie minęły od ostatniej wizyty w domu Effie Granger. Wystarczająco długo, żeby piwnica, szopy i boa dusiciel przestały być bieżącym tematem rozmów. Yonaka wróciła do swoich zleceń, łowcy zajęli się własnymi sprawami i wszystko wskazywało na to, że sprawa została zamknięta. Przynajmniej do czasu, aż Effie zaczęła zauważać błyski.
Anomalie pojawiały się w różnych częściach domu. Krótkie, ostre rozbłyski, przypominające światło flesza, ale zbyt nagłe, żeby łatwo przypisać je lampie czy reflektorom samochodów. Do tego doszło skrobanie. Raz zza ściany, raz z korytarza, innym razem gdzieś z góry. Początkowo łowcy nie przejęli się tym szczególnie.
— Znowu coś wlazło do ściany — stwierdził Aaron.
Taissa spojrzała na niego znad telefonu.
— Po ostatniej wizycie nadal jesteś zdania, że powinniśmy zakładać obecność zwierząt?
— Po ostatniej wizycie jestem zdania, że ten dom może mieć własny ekosystem.
— To nawet nie jest żart.
— Wiem. Dlatego jest dobry.
Phil pokręcił głową.
— Jedziemy. Sprawdzimy.
I sprawdzili. Instalację elektryczną, przewody, okna, drzwi, szczeliny, poddasze i piwnicę. Poszukali zwierząt. Obejrzeli ściany i miejsca, z których mogło dochodzić skrobanie. Sprawdzili też potencjalne źródła światła. Nie znaleźli niczego.
— Czyli? — zapytał Aaron.
Phil schował latarkę.
— Czyli nadal nie wiemy.
— Fantastycznie.
— To nie jest fantastycznie.
— Wiem. Próbuję nadać temu pozytywny wydźwięk.
Taissa wsunęła telefon do kieszeni.
— Możesz zacząć od znalezienia takiego, który nie brzmi jak ostatnie słowa człowieka przed śmiercią — burknęła, zakładając ręce.
— Pracuję nad tym.
Kolejne noce nie przyniosły odpowiedzi. Zamiast tego przyniosły więcej pytań. Rozwiązanie? Rozstawienie kamer. Czujniki ruchu umieścili w korytarzach, przy schodach, w salonie i w pomieszczeniach, w których wcześniej pojawiały się błyski. Ustawili je tak, żeby pola widzenia częściowo się nakładały, bo chcieli wykluczyć martwe punkty.
Pierwszej nocy nie wydarzyło się nic. Drugiej również. Trzeciej kamera zarejestrowała krótki, biały błysk.
Taissa spojrzała na monitor.
— Mamy coś.
Aaron podszedł bliżej.
— Na pewno?
— Tak.
— Dobra wiadomość?
— Jeszcze nie wiem.
— To jest bardzo niefortunne zdanie.
Aaron przewinął nagranie. Błysk pojawił się ponownie.
— Lampa? — zapytał Aaron.
— Wyłączona.
— Samochód?
— Brak drogi od tej strony.
— Odbicie?
Phil powiększył obraz.
— Możliwe.
Aaron zmarszczył brwi i wykrzywił pięciodniowy zarost w paskudnej manierze maskowania lęku.
— "Możliwe" to takie słowo, którym ludzie próbują przykryć "nie mam pojęcia".
— W tym zawodzie bardzo przydatne.
Taissa przewinęła materiał jeszcze raz.
— Sprawdźmy drugą kamerę.
Sprawdzili. Drugi kadr również złapał rozbłysk, tylko pod innym kątem.
— No dobrze... — ciągnął Aaron. — Czyli albo mamy bardzo zdolnego ducha, albo bardzo zdolne światło.
Phil spojrzał na niego z ukosa.
— Albo odbicie.
— Nie psuj mi tego.
Następnej nocy czujnik ruchu zarejestrował aktywność w pustym pokoju. Kamera nie pokazała niczego. Żadnej sylwetki, żadnego zwierzęcia. Żadnego przedmiotu, który mógłby się przesunąć bez ingerencji bytów fizycznych. Widzieli tylko lekko drgający obraz.
— Kamera się chwieje? — zapytała Taissa.
Phil sprawdził zapis.
— Nie.
— Czujnik?
— Działa prawidłowo.
Aaron oparł dłonie na oparciu krzesła. Skórzane obicie skrzypnęło pod palcami.
— Czyli mamy niewidzialnego lokatora.
— Albo błąd — zasugerował trzeźwo Phil.
— Wolę lokatora. Z błędem nie da się negocjować czynszu.
Taissa parsknęła w połowie sięgania po butelkę wody.
— Ty naprawdę negocjowałbyś czynsz z duchem?
— Jeśli płaci na czas, jestem człowiekiem otwartym na współpracę.
Phil nawet się nie uśmiechnął.
— Znalazłem coś.
Oboje odwrócili się w jego stronę. Na nagraniu, kilka sekund po reakcji czujnika, pojawiło się skrobanie. Trzy krótkie dźwięki. Przerwa. Dwa kolejne.
Taissa momentalnie spoważniała.
— To jest nagrane?
— Tak.
Nagle Taissie przyświeciła idea. Odstawiła butelkę na krawędź papierów rozłożonych na wiekowym, rzeźbionym stole w salonie na parterze i pochyliła się nad starym planem domu.
— Z którego mikrofonu?
Phil podał jej oznaczenie a Taissa prześledziła palcem kolejne symbole naniesione na foliówkę ponad rozkładem pomieszczeń.
— To nie jest przy ścianie zewnętrznej — mruknęła pod nosem.
— Wiem.
Aaron przez chwilę patrzył na ekran.
— Może jednak powinniśmy wrócić do teorii o lokatorze.
— Nie zaczynaj — sapnął Phil.
— Nie zaczynam. Przygotowuję się psychicznie.
Taissa pokręciła głową.
— Do czego?
— Do bardzo nieprofesjonalnego wrzasku, jeśli coś wyjdzie z szafy.
— Ty pierwszy wrzeszczysz.
— Ja pierwszy ostrzegam innych, że wrzeszczę. Żeby nie pomylić mnie z banshee. Widzisz? Pomagam w różnicowaniu przy śledztwie!
Kolejna noc przyniosła coś jeszcze gorszego. Jedna z kamer zarejestrowała błysk w pokoju, w którym Effie nie przebywała. Tej nocy nie było jej nawet w domu.
Phil przewinął materiał. Raz. Drugi. Trzeci.
— Nie podoba mi się to — powiedział Aaron.
Taissa westchnęła ciężko, dolewając do wody wódki zapożyczonej z sekretarzyka Effie.
— Tobie od początku nic się nie podoba.
— Owszem. Ale wcześniej miałem przynajmniej konkretne powody.
Phil zatrzymał nagranie.
— Effie wtedy nie było.
— Wiem.
— I kamera nie złapała nikogo.
— Wiem.
— Czujnik nie zarejestrował wejścia z korytarza.
Aaron spojrzał na niego.
— Philciu...
— Co?
— Doceniam szczegółowość, ale właśnie zrobiłeś listę rzeczy, przez które czuję się gorzej. Takie ekscesy żołądkowe wywołują. Wiesz jakie?
Taissa podeszła do okna, mieszając drinka w szklance. Ulica na zewnątrz była praktycznie pusta.
— Mogło to być światło z zewnątrz.
— Sprawdziliśmy — odpowiedział Phil.
— Odbicie?
— Też.
— Samochód?
— Nic.
Przez chwilę zapadła cisza przerywana tylko drobnymi łykami wody, odgłosami gryzienia paznokci i stukania w klawiaturę. Deski starego domu skrzypnęły pod ciężarem Aarona, maszerującego w korytarzu niespokojnie. W końcu zatrzymał się przy oknie osłoniętym starą kotarą. Odsunął materiał i wyjrzał na ciemny ogród.
— Ej... a może ktoś z aparatem?
Phil przerwał pisanie i odwrócił się przez ramię w jego stronę.
— Skąd taki pomysł?
— Błysk przypomina flesz.
Taissa odwróciła się od okna.
— I co, ktoś stoi po nocy za domem Effie i fotografuje ściany?
Aaron wzruszył ramionami.
— Ludzie mają dziwne hobby.
— Ty masz dziwne hobby.
— Właśnie dlatego jestem ekspertem!
Phil westchnął wymownie.
— Jeśli ktoś jest na zewnątrz, musiałby znać położenie kamer albo mieć cholernie dużo szczęścia.
— Albo korzystać z miejsc, których kamera nie obejmuje — dodała Taissa. — Takie rzeczy potrafią też szczury.
Phil spojrzał na plan.
— Martwe pola.
— Albo odbicia w szybach.
— Albo zmienia pozycję między aktywacjami.
— Albo! Słuchajcie! — Aaron uniósł palec. — Albo... musi być duchem. Yokai albo poltergeist! Demon?
Taissa wywróciła oczami i wypiła duszkiem resztkę drinka.
— Naprawdę musiałeś?
— Tak.
— Dlaczego?
— Bo wszyscy zaczęliśmy wymieniać bardzo rozsądne opcje i atmosfera zrobiła się nieprzyjemna.
Przez moment panowała cisza. Czy tego chcieli, czy nie, dom Effie Granger zaczynał nabierać ciemniejszych barw. Sprawdzili uprzednio, że wąż jest na swoim miejscu w terrarium i nadal trawi szopa-włamywacza. O ingerencji zbiega, posłańca samego Valaka lub Szatana, nie mogli zatem mówić.
— Udało ci się — przyznała Taissa grobowym tonem. — Gratuluję, Aaronie.
— Dziękuję.
— Nadal jesteśmy przerażeni.
— Ale przez chwilę inaczej.
Mimo wszystko zaczęli sprawdzać także możliwość obserwacji z zewnątrz. Obejrzeli ogród, okoliczne okna, miejsca z dobrym widokiem na dom. Zwrócili uwagę na odbicia w szybach i lustrach. Przesunęli część kamer, żeby zmniejszyć liczbę martwych punktów. Nic. A potem błysk pojawił się ponownie — w innym pomieszczeniu. Znowu bez Effie.
Phil dosadnie zamknął klapę laptopa. Roztarł zmęczenie ostatnich nieprzespanych nocy osiadłych pod powiekami i głośno sapnął.
— Dobra. Potrzebujemy Yonaki.
Aaron energicznie skinął głową.
— To ten etap.
Taissa westchnęła.
— Jaki?
— Ten, w którym przyznajemy się do porażki i idziemy po człowieka, który nazywa nas idiotami w sposób bardziej elegancki niż my sami.
— To akurat prawda.
Phil spakował komputer do torby i wstał. Kolana strzyknęły.
— Tylko żadnych komentarzy o duchach.
Aaron spojrzał na niego z niewinną miną.
— Nie obiecuję.
— Aaron.
— Dobrze. Jeden komentarz.
— Nie.
— Pół?
Z kuchni rozległ się odgłos puszczanej wody a po chwili Taissa wróciła z czystą szklanką. Odstawiła ją do sekretarzyka na jej pierwotne miejsce, wśród sobie podobnych, ale pokrytych kurzem i po chwili namysłu zabrała resztę butelki Gorbachovej.
— Chodźcie, zanim naprawdę zaczniemy negocjować z demonem a ja nawtykam mu po białorusku.

⛧⛧⛧


LaVoodoo przywitało ich zapachem suszonych ziół, starego drewna i czegoś, czego Yonaka od lat nie potrafiła przypisać do konkretnej kategorii. Siedziała za ladą z notatnikiem przed sobą, kiedy drzwi otworzyły się i cała trójka weszła do środka.
Zanim zdążyła się z nimi przywitać, Aaron z rozpędu podstawił jej pod nos laptop Phila. Podniosła wzrok. Spojrzała na każdego z osobna. Na laptopa. Znowu na nich. I...
— Nie.
Aaron uśmiechnął się blado.
— Nawet nie powiedzieliśmy, po co przyszliśmy.
— Właśnie dlatego.
Yonaka zamknęła notatnik i odsunęła nim od twarzy laptopa.
Taissa podeszła do lady, jak do baru i postawiła ze stukotem prawie wykończoną butelkę.
— Maaamy... problem. Yoki?
— Mhm, czuję to w powietrzu.
Phil wyrwał Aaronowi laptopa i położył go przed Yonaką znacznie bardziej cywylizowanie niż próbował jego kolega.
— Effie znowu zgłasza anomalie.
Yonaka spojrzała na niego.
— Jakie?
— Błyski. Skrobanie. Ruch.
— Zwierzęta?
— Sprawdzone. Udon u siebie. Dziura nadal zamurowana.
— Instalacja?
— Sprawdzona. Podwójnie. Licząc z ostatnim razem, poczwórnie.
— Odbicia?
— Sprawdzone.
— Włamanie?
Tu Phil zawahał się.
— Nie znaleźliśmy śladów.
Yonaka wyciągnęła rękę.
— Pokaż.
Nagrania zaczęły przesuwać się jedno po drugim. Pusty pokój. Błysk. Korytarz. Czujnik. Nic. Kolejny błysk. Yonaka zatrzymała obraz.
— Tutaj.
Taissa pochyliła się nad ekranem do góry nogami a jej rude dredy przesłoniły obraz.
— Ty coś tu — hik! — widzisz?
— Mhm. Rusałkowy zagajnik — mruknęła i odgarnęła kudły za ekran. — I potrzebę umycia go.
Aaron oparł się o ladę.
— To akurat jej problem. Nie nasz.
Yonaka przewinęła nagranie.
— Jakie były warunki?
Phil natychmiast odpowiedział:
— Rolety opuszczone. Światła wyłączone. Brak ruchu na pozostałych kamerach.
— Okna?
— Sprawdzone.
— Z zewnątrz?
— Też.
Yonaka zmieniła nagranie.
— A to?
— Czujnik ruchu.
— Kamera nic nie pokazała.
— Dokładnie.
— Ktoś może przechodzić poza kadrem. Kamera nie rejestruje wszystkiego, co widzi czujnik.
— Sprawdziliśmy martwe pola — powiedział Phil.
— Wszystkie?
— Wszystkie, które znaleźliśmy.
— To nie jest odpowiedź.
Aaron bujnął się na piętach, tylko wyczekując takiej okazji.
— Możemy też założyć, że dom jest przeklęty.... prawda?
Yonaka nawet na niego nie spojrzała.
— Możemy też założyć, że ktoś cię kiedyś uderzył za dużo razy.
Taissa odwróciła głowę, żeby ukryć pijacki śmiech, a Aaron przyłożył uroczyście dłoń do klatki piersiowej.
— I dlatego właśnie przyszliśmy do ciebie. O, guru demonów i zjaw!
Levin przewinęła materiał jeszcze raz.
— Błysk może pochodzić z aparatu. — Wszyscy ucichli. Yonaka od razu dodała: — Albo z innego źródła światła dającego podobny efekt. Nie przywiązujcie się do tej wersji. Jeśli ktoś robi zdjęcia, musiałby mieć dostęp do odpowiedniego kąta, a przede wszystkim sposób, żeby pozostać poza zasięgiem kamer.
Phil skinął głową.
— Czyli dobrze zakładałem, że to możliwe.
— Teoretycznie.
Taissa zmarszczyła brwi.
— I co by fotograf-hik!? No, ten teges...
Yonaka spojrzała na nią z ukosa. Pokręciła nosem.
— Nie wiem.
Aaron uniósł rękę.
— Wnętrze domu?
— Możliwe.
— Effie?
Yonaka spojrzała na niego chłodno.
— Tego również nie wiemy.
— Dobrze. To było moje „pół żartu”.
— Bardzo krótkie pół... — Taissa smętnie odwróciła butelkę do góry dnem. Ostatnia kropla spadła na podłogę. — Bardzo krótkie pół.
Yonaka zamknęła laptop.
— Pojadę z wami.
Aaron wyraźnie odetchnął.
— Wiedziałem, że to cię zainteresuje.
— Nadal zakładam, że istnieje racjonalne wyjaśnienie.
— Jasne.
— I nie chcę słyszeć słowa "duch" czy "demon", dopóki nie będziemy mieli czegoś więcej niż kilka błysków i skrobanie.
Aaron uniósł dłonie w obronnym geście.
— Zrozumiano.
— Naprawdę?
— Nie powiedziałem, że się zgadzam.
Yonaka westchnęła.
— Wykończycie mnie szybciej niż ten dom.
Gdy zaczęła zbierać rzeczy z lady i pakować do kieszeni skórzanego płaszcza, Phil zerknął na telefon.
— Właściwie... mamy jeszcze jedną rzecz.
— Jaką?
— Effie będzie tutaj za pięć minut.
Yonaka znieruchomiała. Jak to...?
— Umówiliście ją?
— Tak.
— Beze mnie?
— Chcieliśmy, żeby sama ci opowiedziała.
Patrzyła na nich przez dłuższą chwilę, nie wiedząc czy jest bardziej pełna podziwu wobec ich zaradności, czy brawury, za którą dostaną opieprz nie z tego wymiaru.
— Czasami naprawdę zastanawiam się, czy wy w ogóle wiecie, że można najpierw zapytać.
Phil wzruszył ramionami.
— Wiemy.
Taissa dodała:
— Po prostu wtedy musielibyśmy poczekać na odpowiedź.
— Rozumiem. — Yonaka pokiwała głową. — Czyli jednak jesteście idiotami.
Drzwi LaVoodoo otworzyły się kilka minut później. Effie... wyglądała na zmęczoną. Nie jak po jednej nieprzespanej nocy. Raczej jak ktoś, kto od dłuższego czasu nie miał okazji naprawdę odpocząć. Yonaka nie potrzebowała więcej informacji, żeby zrozumieć, jak bardzo cała sytuacja musiała ją wyczerpać.
Jej irytacja wobec łowców wyraźnie osłabła.
— Taisso, zrób dla pani Granger zimną wodę. Cytryna i imbir. — Wskazała Effie wolne miejsce przy stole pełnym indyjskich precjozów oraz bezgłowych figurek Buddhy. — Proszę usiąść. — Sama obeszła ladę i zajęła miejsce naprzeciwko, o dziwo już odziana w swój sygnowany płaszcz. Nie wyciągnęła jeszcze notatnika a już była gotowa do wyjścia. — Niech mi pani opowie wszystko od początku. — Jej głos był spokojny, pozbawiony wcześniejszego sarkazmu. — Kiedy zaczęły się błyski. Gdzie wystąpiły. Kiedy pojawiało się skrobanie. — Oparła dłonie na stole. — I przede wszystkim chcę wiedzieć, czy zayważyła pani w tym jakikolwiek schemat. — Skinęła na laptopa leżącego na ladzie ze zgniłym jabłuszkiem w miejscu loga Apple. — Potem zrobimy oględziny miejsca, w których to się wydarzyło. — I z tak przedstawionym planem usiadła na stosie książek zaaranżowanych specjalnie do tego. — Pani Granger, nie będę mówić, że to duch. Ale nie będę też udawać, że nic się nie dzieje. — Yonaka zerknęła na łowców. — Oni już wystarczająco długo udają, że wszystko mają pod kontrolą.
Aaron uniósł brew.
— Mieliśmy plan.
Taissa pokiwała głową.
— Da, da.... Mieliśmy.
Phil dodał spokojnie:
— Plan przestał działać około trzeciej nocy.
Yonaka spojrzała z powrotem na Effie.
— Właśnie. — Jej głos znów złagodniał. — Dlatego zacznij od początku. Ja będę słuchać.


🐀 Effie Granger 🐀
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

3
Dwadzieścia jeden dni względnego spokoju dało Effie złudne poczucie bezpieczeństwa, podszyte głównie wiarą we własne przewrażliwienie — a niechęć do samej siebie, choć Granger walczyła z nią przez większość dorosłego życia i zdawać by się mogło, że była już do niej przyzwyczajona, nie była wcale najlepszym punktem wyjścia do czegokolwiek.
Wolała jednak wierzyć w to, że do reszty ją pojebało niż w to, że w jej domu faktycznie coś jest nie tak.
Ktoś z zewnątrz być może i bez demonicznej obecności powiedziałby, że z posiadłością Effie jest coś grubo nie tak. W normalnym domu znalezienie łażącego rurami luzem boa dusiciela wiązałoby się z natychmiastową wyprowadzką, a nie powszechną (jednoosobową, ale jednak) radością, a narzędzia do lobotomii i stare przyrządy chirurgiczne rodem z horroru klasy B nie leżały tuż obok chińskiego serwisu do herbaty.
Duchy i poltergeisty wydawały się w tym otoczeniu nie tyle spodziewane, co wręcz oczekiwane dla zachowania pełnego obrazka. To nie znaczyło jednak, że Effie miała ochotę na kręcenie własnego Paranormal activity…
…ale właśnie do tego zmusiły ją okoliczności.
Tak zasadniczo… to dni tego względnego spokoju było chyba jednak mniej niż dwadzieścia jeden. Może… siedemnaście?
Bo to cztery dni temu, kiedy zdecydowała się zadzwonić bezpośrednio po znajomych łowców duchów łamane przez hydraulików łamane przez fanów baletu, miała największy problem z zaśnięciem przez nasilenie dziwacznych błysków. Odstawienie leków nasennych wcale nie pomagało; może i była w stanie skreślić jednego winowajcę na całej długiej liście potencjalnych czynników wywołujących lekką psychozę, ale godziny spędzane na wpatrywaniu się w sufit i wsłuchiwaniu w biały szum puszczony z YouTube’a nie wydawały się przez to ani trochę krótsze. Opuszczone rolety i niemal całkowite zaciemnienie sypialni tylko podkreślały anomalie; zwłaszcza, gdy te zdarzały się w przyległym do sypialni korytarzu lub głównej łazience, do której drzwi zawsze były uchylone. Serie rozbłysków potrafiły nawet ją wybudzić; może i nic dziwnego, skoro jej sen przypominał lekką drzemkę zająca w lesie pełnym lisów.
Może jednak spokoju były tylko dwa tygodnie? Woda z imbirem i cytryną przyjemnie orzeźwiała, ale niestety nie działała jak magiczny eliksir, który pomógłby jej przypomnieć sobie, kiedy dokładnie pierwszy raz usłyszała to cholerne skrobanie i świadomie je zignorowała, notując w pamięci, by kolejnego dnia kupić pudło żywołapek na myszy. Nauczona doświadczeniem (a głównie tym, ile wstydu najadła się przy ostatniej interwencji) świadomie przekonywała się, że każdy dziwny odgłos, który słyszy, ma przynajmniej pięć logicznych wytłumaczeń, za którymi nie stoi nic dziwnego, nawet niekoniecznie paranormalnego.
Na wszelki wypadek sprawdzała jednak co wieczór, czy wszyscy jej pupile bezpiecznie siedzą w terrariach.
Codziennie sprawdzała też pułapki na myszy, które uparcie pozostawały puste.
Więc może wszystko zaczęło się od nowa trzy dni po tym, jak zostawiła niemałą sumkę w wygniecionej kopercie na biurku Yonaki?
Czyli tak naprawdę…
— …to nigdy się nie skończyło — mówiła Effie, nerwowo popijając ze szklanki małymi łyczkami. Jej historia była chaotyczna, tak jak za pierwszym razem, w przeciwieństwie do rozstawienia kamer łowców — pełna martwych pól. — Po prostu zmusiłam się do tego, by to ignorować, a i tak, kurwa, jesteśmy znowu tutaj.
Wzięła głęboki, rozedrgany oddech i wskazała na ciemną plamę w samym rogu pola widzenia kamery z korytarza, o którą zapytała ją przed momentem Yonaka.
— To, droga pani, jest dziura — oświadczyła najzwyczajniej w świecie, jakby to nie właśnie cholerna wyrwa w piwnicy okazała się wcześniej powodem jej wszystkich zmartwień. — Jedna z czterech, które wyrąbałam w ścianach w ciągu ostatniego tygodnia.
Pytające spojrzenie Yonaki wyjątkowo zadziałało jej na nerwy.
— Byłam wtedy po czterdziestu dziewięciu godzinach bez snu. — Nie spieszyła się z wyjaśnieniami. — Kiedy tylko przymykały mi się oczy… — Rozcapierzyła palce i zaczęła udawać drapanie. Czarny lakier na paznokciach zachował się tylko w jednej trzeciej; widać było, że musiała nerwowo go zgryzać. — Skrob, skrob, kurwa, skrob. Tuż za zagłówkiem łóżka, kilka chwil później — gdzieś nad głową, bardziej w głębi pokoju. Pomyślałam więc to, co pomyślałaby każda normalna osoba. To jakieś pierdolone myszy, których mój wąż, będąc na wolności, jakimś cudem nie zeżarł, i które jakimś cudem muszą być chyba uwięzione w ścianach mojej sypialni, skoro nie łapią się w te cholerne pułapki. Postanowiłam więc im pomóc.
Siorbnięcie. Effie splunęła plasterkiem imbiru z powrotem do szklanki i odstawiła ją z hukiem na blat. Aaron podskoczył na swoim miejscu.
— Wisząca nad moim sekretarzykiem siekiera okazała się idealna, żeby rozwalić płytę GK.
— A w jakim celu?
— Phil, kurwa, nie słuchasz mnie? Żeby wypuścić te cholerne gryzonie ze ścian, złapać je w żywołapki i nakarmić nimi Ramena i Sobę przy najbliższej okazji.
— Ja mam inne pytanie — wtrącił Aaron, unosząc do góry dwa palce, zupełnie jak uczniak — po jaką cholerę ci siekiera w sypialni?
— Jako ozdoba ścienna.
— Aha… to ja jednak chyba nie mam pytań. — Jego mina sugerowała jednak, że miał: „A poza tym wszyscy zdrowi?”.
— Dziwi mnie, że nie zapytałeś o to przy rozstawianiu sprzętu albo ogólnie... wcześniej.
— Zapytałem, tylko nie ciebie.
— I co?
— I Taissa pomachała mi tym twoim szpikulcem do grzebania w mózgu przed oczami.

🕷️ Yonaka Levin 🕷️
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka znieruchomiała. Przez kilka sekund nawet nie mrugnęła, wpatrując się w Effie z miną kogoś, kto właśnie dostał informację tak absurdalną, że mózg potrzebuje chwili, aby zdecydować, od którego końca ją przetworzyć. Dłonie, dotąd luźno wciśnięte w kieszenie płaszcza, zacisnęły się w środku — na notatniku i podszewce kolejno w prawej i lewej.
Czterdzieści dziewięć godzin.
Szczęka napięła się nieznacznie. Spojrzenie powędrowało ku czterem dziurom w ścianie, potem do siekiery na zdjęciu. Tym razem zatrzymało się na niej zdecydowanie dłużej. Yonaka uniosła brwi, a ciało odruchowo zamknęło się w prostym założeniu rąk, jakby sam fakt obecności zardzewiałego narzędzia, niegdyś używanego do ścinania głów, stał się szczególnie niepokojącym elementem całej historii zaprezentowanej przez klientkę.
Parsknięcie. Krótkie.
— Ty naprawdę rozwaliłaś ścianę siekierą... — Nie zabrzmiało to jak pytanie. Powoli pokręciła głową, zaciskając usta. Jedną dłonią przetarła twarz, zatrzymując palce na nasadzie nosa. Kiedy ją opuściła, przez moment wyglądała tak, jakby usiłowała odzyskać zawodowy spokój, który właśnie wyszedł przez najbliższe drzwi i postanowił pożegnać się bez słowa.
Sięgnęła po telefon. Kciuk zawisł nad ekranem. Przez krótką chwilę naprawdę rozważała znalezienie numeru do znajomego psychiatry.
— Czterdzieści dziewięć godzin bez snu — powtórzyła ciszej. — I siekiera. — Jeszcze raz zerknęła na zdjęcie. — W ścianę.
Aaron uniósł rękę, podchodząc bliżej indyjskiej wystawki.
— Technicznie rzecz biorąc, mogło tam coś być.
Yonaka bardzo powoli przeniosła na niego wzrok. Czasami nie wiedziała czy cieszy się z obecności lekkoducha, czy może...
— Technicznie rzecz biorąc, mogłeś zostać wychowany przez wilki.
— Nie wykluczam.
Nie odpowiedziała. Oparła dłonie o blat, mocniej niż zamierzała.
— To przestaje być zabawne. — Choć jej głos pozostawał spokojny, napięcie stało się wyraźne w ramionach. — Skrobanie można zbadać. Błyski można przeanalizować. Kamery można sprawdzić. Ale czterdzieści dziewięć godzin bez snu i rozbijanie własnego domu siekierą to już coś, czego nie zamierzam ignorować.
— Tylko że anomalie pojawiają się również, kiedy Effie nie ma w domu — zauważył Phil.
— Wiem.
Nie mogła — nie jako psycholog czy demonolog, ale jako człowiek znający limity ludzkiego ciała. — zignorować coraz to bardziej gęstniejącego mroku. Spojrzała na Effie Granger i pierwszy raz na twarzy Yonaki pojawiła się delikatna, lwia zmarszczka. Bez krzty napięcia brwi. Bez wykrzywienia ust. Za to z silnymi obawami skrywającymi się w oczach.
— Kamery też je rejestrują — dodała Taissa. — Gdyby nie to, inaczej bym nawet nie sięgała po twój płynny kapitał, Effciu. — Uśmiechnęła się przepraszająco. — Odkupię Gorbachova.
Yonaka westchnęła przez nos i przetarła kark. Z nieokazanym zdumieniem zarejestrowała, że palce stały się lodowate.
— Dobrze — zaczęła cicho. — Potraktuję możliwość paranormalnego zdarzenia jako hipotezę.
Aaron pokiwał głową.
— Brzmi prawie jak kapitulacja.
— Nie przesadzaj. — Wreszcie wyciągnęła z kieszeni notatnik i rzuciła na stół. Otworzyła go na losowej stronie. Kartki w w paru miejscach były pogniecione a zgrabne pismo wyglądało przez to groteskowo. — Ale jest jedna rzecz, której nie będę traktować jak hipotezy. Brak snu. — Utwkiła twarde spojrzenie na Effie. — I żadnej więcej siekiery. Jeśli znowu coś usłyszysz, najpierw dzwonisz do nas. — Dopiero wtedy ramiona odrobinę jej opadły. — A teraz zaczniemy od początku. Błyski, skrobanie, miejsca, godziny. Wszystko.
Zgodnie z tym, co Effie przedstawiła towarzystwu, sprawa mogła rozbijać się o dwie rzeczy: odwyk od leków nasennych, których znaczna podaż wychodziła przez jakieś czas od detoksu oraz obecność bytów drugich, trzecich czy czwartych. A demonolożka nadal nie była przekonana względem pozostałych numerów. Dla dobra swego i ogółu, zostawiła LaVoodoo z Aaronem i Taissą.
Tuż po wyjściu na zewnątrz dzwony katedry wybiły szóstą popołudniu. Wezbrał północny wiatr i równie szybko zniknął. Od strony plebanii nadciągał ksiądz z ministrantami. Jeden z młodych dopalał naprędce papierosa i wcisnął niedopałek do rynny odpływowej przy budynku.
Drzwi salonu ezoterycznego śmignęły nagle a ze środka wyskoczył Aaron.
— Chwilka! Chwiluteńka! — Ciągnął ze sobą pod ramię Taissę i stanął tuż przed otwartymi drzwiami Kujiry, do której już wsiadała Effie na przedzie a Phil z tyłu. — Ja nie chcę robić za rosyjską nianię napitego rudzielca!
— Wylosowałeś krótszy los, Ivanie Niegroźny — oznajmiła Yonaka, zamykając drzwi za Effie. — Ktoś musi pilnować sklepu. I Taissy. Nie stracę utargu czy przeklętych butelek Jacka Danielska, tylko przez waszą niepewność.
Aaron zamrugał nerwowo i potrząsnął głową.
— Ale... Ale ty nawet nie wierzysz w to...
— Zgadza się.
— Więc czemu?
Pytanie Aarona jeszcze krążyło jej nad głową, gdy bez słowa zostawiła go na chodniku i wsiadła za kierownicą starej toyoty. Męczyło na kolejnych światłach w wieczornym korku Downtown. Siągnęło się, jak gęsta melasa między palcami, w ciszy przerywanej muzyką ze starej kasety w odtwarzaczu samochodowym. I nie zniknęło.
Czemu chcesz jej pomóc? — słyszała nieme pytanie, gdy zerkała co jakiś czas w górne lusterko. Phil miał słuchawki na uszach i klepał coś w laptopie. Może montował nagrania do kolejnego odcinka paradokumentów na kanała YouTube. Może sporządzał dziennik. Może programował nowego Snake'a i nazwał go Valak.
To irracjonalne — pomyślała, czując na sobie cudzą uwagę. Wychyliła się lekko do przodu. Czerwone światło. Oparła się wygodniej w fotelu kierowcy i wtedy spostrzegła, że Effie patrzy na nią w podobny sposób, co Aaron. Yonaka odwróciła lekko głowę. Przez chwilę milczała. Dłonie skute lodem trzymała na kierownicy.
— Na pewno wiesz, że podejrzewam to gorsze dla ciebie rozwiązanie — przerwała w końcu ciszę. — Postradanie zmysłów to... najokropniejsza forma nawiedzania. Lub opętania, jeśli kto woli. — Zerknęła przez szybę pasażera na zapełniony chodnik. Ludzie wracali z pracy, od specjalisty lub po obowiązkach przeżycia kolejnego dnia. — Naprawdę wolałabym, żeby to było coś paranormalnego. — Wróciła spojrzeniem do Effie. — Ale musisz zdawać sobie sprawę, jakie to trudne. A ja nie mam w zwyczaju okłamywać ludzi. — Zsunęła ręce na środek z popękanym logiem Toyoty i postukała palcami. — Musisz mi pomóc uwierzyć, że wszystko z tobą w porządku. — Potaknęła. — Tak, panno Granger. Też dla mojego spokoju ducha. — Blady uśmiech uniósł jeden kącik. — Chcę pomóc, na ile mogę, więc... Możemy się na to umówić?

🚘 Effie Granger 🚘
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Effie nie słyszała pytania Aarona. Nie musiała.
Jego wydźwięk zdołał pośrednio trafić do jej wymęczonej świadomości, odcisnąwszy swoje piętno na Yonace — kryło się w linii zaciśniętej szczęki i w nieobecności spojrzenia, którym demonolożka omiatała drogę zza kierownicy; do momentu, w którym wyraźnie nie poczuła się obserwowana. Choć źródło jej zamyślenia nie było tak zupełnie określone, a przynajmniej — nie dla Effie — czuć było dziwne napięcie, odbijające się również w pasażerce sztywnością karku i poczuciem wewnętrznej niewygody, która nie wynikała wcale z profilu siedzenia starej Toyoty.
Granger nie odwróciła wzroku, nie miała tego w zwyczaju — nawet przyłapana na patrzeniu. Yonaka nie powiedziała jej nic nowego. Choć może nigdy wcześniej nie zasugerowała jej wprost postradania zmysłów, to delikatne sugestie padały już wcześniej, wplecione gdzieś między zdania o skrajnym zmęczeniu, nadużywaniu leków i dopisywaniu zwyczajnym sytuacjom paranormalnego znaczenia. Chwilami miała wrażenie, że demonolożka nabija się z niej, podważając absolutnie wszystko — nawet gdy robiła to bez grama kpiny czy z kamienną twarzą. Dopiero gdy nerwy opadały, Effie uświadamiała sobie, że przecież właśnie dlatego zwróciła się do niej. By ktoś nią potrząsnął i pokazał palcem, gdzie są szczeliny w rozumowaniu jej spanikowanego umysłu i w jaki sposób je załatać, by rzeczywistość znowu nabrała chociaż względnego sensu.
Tym bardziej chyba zaskoczyła ją… delikatność, z jaką Yonaka się do niej zwróciła. Dopiero to — choć nie mogło być przecież niczym ponad dobrze odmierzoną, pełną profesjonalizmu zawodową troskę — zmusiło blondynkę do opuszczenia spojrzenia na pokryte resztkami lakieru paznokcie.
— Możemy spróbować — odpowiedziała. Kiedy nie wydzierała się, nie piszczała rozemocjonowana i nie darła się z mikrofonem w ręce, jej głos wydawał się wyjątkowo słaby; a może to tylko niedospanie z ostatnich dni. — Prawdę mówiąc… to samą siebie chyba też muszę przekonać, że nie zwariowałam. Wiesz — przeczesała dłonią nieco przyklapnięte fale — bardzo łatwo byłoby mi w to uwierzyć. To znaczy w to, że oszalałam. Już nieraz słyszałam, że jestem po prostu pierdolnięta, więc to tak naprawdę nic nowego. I widzę, że dla ciebie to też byłoby wygodne rozwiązanie. Nie zrozum mnie źle — wtrąciła od razu — nie twierdzę, że chcesz iść po linii najmniejszego oporu, wysłać mnie na konsultację psychiatryczną i skasować podwójnie za zawracanie dupy, chociaż nie wątpię, że przeszło ci to przez myśl, ale... przecież dobrze wiem, jak to wszystko wygląda. Wbrew obiegowej opinii nie jestem totalną idiotką. Dom pełen alkoholu i leków, rozwalanie ścian po nocach, boa dusiciel w piwnicy…
Uśmiechnęła się i pokręciła głową. Prawie wyglądała na rozbawioną — prawie, bo kiedy znowu spojrzała na Yonakę, w niebieskich oczach błyszczał tylko strach. Tym razem nie miał swojego źródła w podejrzanych odgłosach i niewytłumaczonych przeciągach, a w szczerej obawie, że najbardziej nawiedzonym elementem jej domu jest jej własny umysł.


🫀 Yonaka Levin 🫀
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka przez chwilę milczała, obserwując drogę przed sobą. Dopiero po kilku sekundach zauważyła, że przestała wystukiwać palcami rytm na kierownicy. Spojrzała na Effie, tym razem dłużej. Strach w jej oczach nie przypominał tego, który widziała wcześniej. Nie był gwałtowny, nie szukał źródła w kącie pokoju ani za uchylonymi drzwiami. Był znacznie gorszy — skierowany do wewnątrz. Na samą myśl, że można nie ufać własnemu umysłowi.
Palce zacisnęły się na lakierowanym kole. Coś ścisnęło ją pod mostkiem, nieprzyjemnie i nagle. Przez moment miała ochotę wycofać poprzednie słowa, choć wiedziała, że nie powinna. Kłamstwo, nawet wypowiedziane dla uspokojenia kogoś, kto jest przerażony, tylko przesuwa problem na później... choć świetnie działa wobec starszych ludzi. Tylko Effie nie była babuszką z ulicy Wiązów, która ulgę odnajdzie w stwierdzeniu: "przepędziliśmy ducha, teraz proszę tylko zawierzyć Bozi!".
W pewnym sensie Levin jej współczuła. Szukać pomocy u demonologa to akt czystej desperacji
— Hej. — Jej głos zabrzmiał ciszej. — Nie powiedziałam, że jesteś szalona. — Nie odwróciła wzroku od drogi, ale rozluźniła chwyt na kierownicy. — Powiedziałam, że musimy sprawdzić każdą możliwość. — Dopiero wtedy zerknęła na nią ponownie. W spojrzeniu Yonaki nie było kpiny. Nawet zwykła ironia gdzieś zniknęła. — A jeśli okaże się, że problem rzeczywiście jest po twojej stronie... to nadal nie oznacza, że zostaniesz z nim sama.
Przełknęła ślinę i wróciła wzrokiem na drogę. To było chyba najbliżej obietnicy, na jaką mogła sobie pozwolić wobec obcej osoby. Po chwili uniosła lekko brew i zerknęła w górne lusterko na Phila. Zastanawiała się, po ilu wizytach w domu Granger łowcy zakumplują się z nią bardziej niż w charakterze sytej krowy mlecznej. Aaron i Taissa otwarcie mówili, że przepadają za Effie i tylko Phil wstrzymywał się od werdyktu.
— Ale teraz mnie coś zastanawia. — Palce znów przesunęły się po kierownicy, tym razem spokojniej. — Mówisz, że ludzie od dawna uważają cię za, cytuję: "pierdolniętą". Dlaczego? — Kącik ust drgnął. — I nie, nie liczę domu. Ani egzotycznych hobby, cokolwiek przez to rozumieć. — Pokręciła głową a idealnie przycięty bob lekko połaskotał policzki. — Abstrahując od tego wszystkiego, co robisz takiego, że ludzie dochodzą do wniosku, że coś jest z tobą nie tak? — Czerwone światło bez ostrzeżenia przeskoczyło na zielone. Spaliny starego rzęcha uniosły się przed Kujirą gęstym kłębem dymu. — Jeśli mam zrozumieć, co się teraz dzieje, chcę wiedzieć, z czym właściwie zaczynamy. — Włączyła kierunkowskaz i na skrzyżowaniu wtoczyła auto w prawo. — Co było pierwsze?

🚗 Effie Granger 🚗
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Co było pierwsze… ale co? Powód, dla którego uchodzę za szaloną? — Kolejne kręcenie głową, kolejny krótki śmiech pod nosem. Zupełnie jakby chciała przekazać, że tych powodów było zdecydowanie za dużo, by ułożyć je zgodnie z jakąś chronologią.
Umilkła na dłuższą chwilę, wpatrując się w świat przesuwający się za oknami samochodu. Ludzie spieszyli się do domu z pracy, dzieciaki wracały z zajęć dodatkowych lub spotkań z rówieśnikami. Większość postępowała dokładnie według jednego, sprawdzonego schematu. Codzienne obowiązki, prozaiczne przyjemności, poruszanie się po tych samych ścieżkach przez dziewięćdziesiąt procent czasu. Może to właśnie był problem z nią — nie lubiła utartych ścieżek. Zdecydowanie bardziej wolała poparzyć się pokrzywami, wydeptując własną.
— Zadałaś mi trudniejsze pytanie, niż myślisz — odezwała się w końcu Effie, znowu przenosząc wzrok na Yonakę. — Dla mnie wszystko co robię, jest zupełnie normalne. Jest moje i chyba to właśnie boli ludzi najbardziej. Jak tylko odstajesz chociaż trochę od utartej normy, to cyk — ułożyła palce w kształt pistoletu — do odstrzału. Ha, dobiłam chyba do sedna, co? Chciałaś zapytać właśnie o to, jak odstaję od normy. Wystarczy, że mówię głośno dokładnie to, co myślę i że robię dokładnie to, na co mam ochotę. Wiesz, ilu ludzi żyje codziennie zamkniętych w pułapce z własnych ograniczeń?
Strach nie wyparował całkowicie z jasnego spojrzenia, ale wyraźnie stracił na intensywności. Coś innego zapłonęło w oczach Effie, momentalnie zmieniając wyraz jej twarzy. Mogło być ciężko uchwycić każdą z mikroekspresji, które składały się na ową zmianę, ale przestała kulić się w fotelu pasażera jak przerażona mysz. Trzymała się bardziej prosto, pewniej, nawet jej słaby dotychczas głos nabrał pewnej wibrującej głębi.
— Wydaje mi się, że zaczęło się zupełnie banalnie. Od tego, jak się ubierałam i jakiej słuchałam muzyki, że byłam piszącym piosenki dziwadłem w słuchawkach na uszach, a potem… dziwadło nagle okazało się całkiem sexy i choć pozostało dziwadłem, przestało być wyrzutkiem. Zdziwiłabyś się, ilu moich szkolnych prześladowców widziałam na swoich występach…
Gdyby nie patrzyła w tamtej chwili na Yonakę, wyraz niezrozumienia na jej twarzy zupełnie by Effie umknął — był dosyć subtelny, zupełnie jakby sens słów docierał do demonolożki, ale nie składały się tak do końca w logiczną całość. Granger zamrugała.
— Nie żartuj — rzuciła, niepewna tego, czy jest zaskoczona czy jednak rozbawiona. — Nie googlujecie z Taissą swoich klientów?

🎙️ Yonaka Levin 🎙️
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciche westchnienie uciekło nosem.
— Google potrafi przesłonić obraz osoby, która szuka pomocy — odparła Yonaka. — A to ma sens tylko wtedy, kiedy wychodzi od faktycznego ja. Bez maski internetu.
Zamilkła, gdy samochód wjechał na spowalniacz. Spod Kujiry uciekło metaliczne stuknięcie raz. Potem drugi. Przejechali przez ciemną alejkę między blokami, a kaseta w odtwarzaczu przeskoczyła na drugą stronę. Taśma nawinęła się z charakterystycznym ślizgiem i po chwili w głośnikach odezwał się stonowany głos Joan Jett.
Wraz ze zmianą strony kasety zmieniła się też okolica. Wysokie budynki biurowe przerzedziły się, ustępując miejsca zielonym połaciom i pojedynczym, smętnym drzewom. Do domu w Don Mills zostało niewiele ponad kwadrans.
Yonaka sięgnęła do pokrętła i ściszyła muzykę. Dopiero wtedy zerknęła na Effie. Strach nie zniknął całkowicie, ale nie miał już tej samej ostrości. Za to palce miętoliły skrawek materiału, coraz szybciej wraz ze zbliżaniem się do celu. Do nawiedzonego domu.
— Taissa pewnie cię sprawdziła. — Ruch dłoni zatrzymał się. — Nie mam pojęcia, co z pozostałymi. Wiem za to, że przypadłaś jej do gustu. Na Białorusi hodowała tarantule. I grała w techno klubach. — Kącik ust uniósł się lekko. — Toteż, jak widzisz, próg tego, co uznajemy za normalne, mamy w LaVoodoo dość elastyczny.
W mijanym domu zapaliło się światło. Po drugiej stronie ulicy dzieciaki grały w koszykówkę na podjeździe. Nad Toronto zmierzchało. Sama Kujira zdawała się wjeżdżać w ciemność we wschodniej części dzielnicy. Przez kratki wentylacyjne wpadało powietrze pachnące ogniskiem i pierwszymi zagrabionymi liśćmi. Ktoś nielegalnie palił stosy.
— A teraz posłuchaj mnie uważnie, bo za chwilę zaczniemy tę część, której najbardziej się obawiasz. — Yonaka wypowiedziała to spokojnie, bez cienia żartu. — Nie musisz dzisiaj udowadniać, że jesteś zdrowa psychicznie. Nie musisz mnie przekonywać, że niczego sobie nie wymyśliłaś. I nie musisz być przy mnie rozsądniejsza, niż jesteś. — Dłoń zsunęła się niżej na kierownicę. — Masz być ze mną szczera. Nawet jeśli coś zabrzmi głupio. Zwłaszcza wtedy. — Na ostatniej przecznicy zwolniła. — Ja zajmę się resztą. — Spojrzała na Effie jeszcze raz, tym razem bez dystansu. — A jeśli okaże się, że to naprawdę tylko twój umysł robi ci piekło z życia, też się tym zajmiemy. Bez wyśmiewania, bez robienia z ciebie idiotki. — Mrugnęła powoli. Zastanawiała się czy dodać wzmiankę o profesji psychologa, ale ostatecznie zachowała to dla siebie. — Nie wchodzimy tam po to, żeby znaleźć ducha. Wchodzimy tam, żeby dowiedzieć się, co się dzieje.
Samochód skręcił w boczną uliczkę. Jeszcze dziesięć domów do numeru jedenaście.

🏡 Effie Granger 🏡
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakaś część Effie — niewielka, lecz wyraźnie wyczuwalna — miała ochotę obruszyć się na spokojne słowa demonolożki, które brzmiały niebezpiecznie podobnie do motywacyjnej papki serwowanej przez internetowych coachów. Przyzwyczajona do negatywnej motywacji i konieczności udowadniania, że wcale nie jest beznadziejna, tylko chociaż znośna, Effie nie mogła tak po prostu uwierzyć, że… nie musi udawać.
Przecież udawanie było wpisane w jej życie — mimo tego, jak usilnie próbowała udowodnić, że jest sobą.
I to wcale nie tak, że grała jakąś wymyśloną personę przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jej było upodobanie do panterki, szpilek i futer, jej była miłość do zwierzątek bezfuterkowych, jej było wkurwienie, które wykrzykiwała na scenie i jej był brak poszanowania dla konwenansów i norm. Ale ta pewność, z którą starała się pokazywać ludziom? Ta wieczna poza niewzruszonej, cokolwiek by się nie działo… przed Yonaką już dawno musiała ją zrzucić, głównie dlatego, że zwróciła się do niej w chwili desperacji.
Z drugiej strony… bardzo chciała uwierzyć, że przemowa Yonaki może być czymś więcej niż dobrze skrojoną, marketingową gadką. Było coś dziwnie kojącego w jej spokojnym głosie, zapewniającym, że dzisiaj jeszcze nie musi niczego udowadniać; że może pozwolić sobie na strach, na słabość i na niepewność tego, co czyha za najbliższym rogu — tak dosłownie, jak i metaforycznie.
— To wszystko brzmi bardzo ładnie — przyznała Effie ostrożnie, nie chcąc jeszcze zupełnie opuścić gardy; nie po tym, w jaką histerię wpadła za pierwszym razem i nie po tym, jak przyznała się do czegoś na kształt ataku szału, co poskutkowało powstaniem dziur w ścianach jej domu — ale chyba właśnie o to chodzi, co? O przekonanie cię, że niczego sobie nie wymyśliłam i że coś kurewsko dziwnego naprawdę się dzieje, a ja nie potrafię tego wytłumaczyć. Ba, twoi znajomi ghostbusterzy czy tam hydraulicy też nie potrafią, więc to już chyba całkiem dobry start dla mnie. Jakieś… dziesięć procent szans na to, że mnie nie pojebało?
Próbowała żartować, bo tylko tyle jej zostało. W przeciwnym razie znowu zapadłaby się w fotel i nawet bardzo przekonujące słowa wsparcia nie dźwignęłyby ją z tego dołka, w którym nadal tkwiła. Trzeba jednak przyznać, że na bladej twarzy pojawiło się coś na kształt nadziei.
Wszelki optymizm zgasł jednak wraz z ostatkami słonecznego światła, gdy przez przednią szybę w końcu dostrzegła ceglaną fasadę swojego domu.

🏠 madame Furfur 🏠
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez chwilę oczy Yonaki rozbłysły rozbawieniem.
— Dziesięć procent? — Prychnęła lekko. — Więcej.
Nie dodała nic więcej.
Za szybami przesuwały się ostatnie szeregi domów. Słońce zdążyło już zniknąć, zostawiając na cegłach wiktoriańskich budynków brudnopomarańczowy poblask. Yonaka przez kilka sekund milczała, zanim odezwała się ponownie.
— Wiesz, dlaczego jestem sceptyczna? — Kciukiem stuknęła raz w kierownicę. — Bo kiedyś nie byłam. — Jej spojrzenie pozostało na drodze. — Miałam może osiem lat. Dziewięć...? Bez znaczenia. Spałam z siostrą. Panował środek nocy. I ktoś zawołał mnie po imieniu z korytarza. — Nie było w tym teatralnego ściszenia głosu. Właśnie przez to wspomnienie zabrzmiało bardziej prywatnie. — Pomyślałam, że to ojciec. Wyszłam z łóżka. Usłyszałam drugi raz. — Dłoń zacisnęła się mocniej na kierownicy. — Poszłam sprawdzić na dole. — Lampy uliczne rozbłysły za Kujirą i goniły samochód w dół dzielnicy. — Nikogo nie było.
Tyle.
Po chwili odetchnęła głębiej.
— Obudziłyśmy pół domu. Sprawdziliśmy wszystko. Okna, drzwi, podwórko. Nawet stodołę i zagajnik. — Jej wzrok na moment uciekł ku bocznemu lusterku. — Nigdy nie znaleźliśmy odpowiedzi. — Cisza wypełniła wnętrze Kujiry na kilka sekund. — I nadal uważam, że mogło to być coś paranormalnego. — Dopiero teraz spojrzała na Effie. — Właśnie dlatego sceptycyzm jest mi potrzebny. Kiedy nie możesz ufać własnemu umysłowi, musisz mieć coś, co go zatrzyma. „Nie wiem” jest czasem znacznie bezpieczniejsze niż „już wiem”. — Dom Effie Granger był coraz bliżej. — Więc nie. Nie będę ci teraz wmawiać, że to na pewno twoja głowa. — Ściągnęła nogę z gazu i samochód zwolnił. — Ale nie pozwolę też twojej głowie decydować za nas. — Stanęli przy krawężniku. Yonaka zaciągnęła hamulec ręczny. Przez moment patrzyła na ceglaną fasadę, potem na Effie. — Wejdziemy razem. Oddychaj. — Mały, ciepły uśmiech pojawił się tylko na sekundę. — Dziesięć procent to całkiem sporo, jeśli zaczyna się od zera.
Silnik zgasł.
Twarz Yonaki niemal natychmiast stężała. Zniknęło rozbawienie, zniknęło ciepło. Została ta sama spokojna, zawodowa demonolożka, którą Effie znała z LaVoodoo. Wysiadła. Okna domu ciemniały już w wieczornym świetle złowrogo.
Pierwszy wysiadł Phil, druga Effie a Yonaka na końcu — nie omieszkawszy uprzednio postawić stójki płaszcza. Wieczory w Toronto robiły się coraz zimniejsze. Nadchodziła jesień.
Phil pozwolił Effie poprowadzić pochód do domu, ale zanim wszedł na ganek, zwrócił się w stronę podjazdu. Uniósł brwi krótko i wcisnął ręce do kieszeni flanelowej kurtki. Yonaka grzebała w bagażniku Kujiry zawzięcie.
— Nie wchodzimy od razu? — spytał. Za jego plecami rozległ się szczęk zamka. Wężowe kozaczki stuknęły zamiast zapadki klamki. Effie stanęła tuż za nim, pół stopnia wyżej.
Yonaka wyciągnęła czarną fedorę z szerokim rondem. Wyglądała na sfatygowaną, ale dobrze zachowaną. Przesunęła palcami po krawędziach i potarła o siebie. Mruknęła coś pod nosem a po krótkiej inspekcji strzepała osiadły pył samochodowy.
— Wy tak — odparła bez wyrazu. — Ja chcę coś najpierw sprawdzić.
I już bez słowa wcisnęła na głowę kapelusz. Odchodząc od Kujiry, przy akompaniamencie stukotu sztybletów, wyglądała jak zjawa z ustami pomalowanymi bordową szminką i swą porcelanową karnacją. Krucze włosy pod kapeluszem osiadły niżej, przysłaniając jej oblicze ciaśniej od cienia rzucanego przez rondo. Jedyna zjawa — jak sądziła — którą okolica zobaczy na własne oczy...
Phil odprowadził Yonakę wzrokiem, gdy przecięła trawnik i zniknęła za rogiem domu Effie.
— Okej... chodźmy. — Odwrócił się w stronę Effie. — Masz kawę? To całe programowanie w samochodzie trochę mnie uśpiło.

🎩 Effie Granger 🎩
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Opowieść Yonaki została z nią na dłuższą chwilę, choć nie doczekała się komentarza ze strony Effie. Nie musiała i chyba nie chciała; brak było kontrolnych spojrzeń w kulminacyjnym momencie opowieści, z jej tonu nie dało się wyczuć żadnego ponaglenia czy oczekiwania. I może dlatego Effie uwierzyła bez cienia wątpliwości, że ta chwila była prawdziwa — pozbawiona wystudiowanej maniery, udawanej powagi, nadmiernego profesjonalizmu. Krótki moment, w którym kobieta poproszona o pomoc, będąca opoką w tej trudnej sytuacji, sama podzieliła się swoją słabością sprzed lat.
Nie zadziałało jak amulet ochronny, ale dało Effie wystarczająco dużo pewności odwagi samozaparcia, by przekręcić klucz w zamku. Podobnie jak Phil wbiła spojrzenie w mroczną postać, rozpływającą się nagle w gęstniejącym półmroku. Przez krótką chwilę wbijała wzrok w pustkę, zanim odwróciła się do Phila.
— Jasne… w zasadzie, to też przydałoby mi się trochę kofeiny.
Obcasy jej butów stuknęły na panelach w korytarzu, ale zaraz zagłuszyły je przekleństwa Phila, który — jak za każdym razem — potknął się o plecioną wycieraczkę. Raz nawet wylądował twarzą w poduszkach ozdobnych, którymi zarzucona była bordowa otomana tuż pod wieszakiem na płaszcze, ale tym razem udało mu się zachować równowagę.
— Pieprzone dywaniki…
Dom był… po prostu bardzo cichy i spokojny. Może gdyby nie ten mały humorystyczny akcent w wykonaniu Phila, to z mrocznego wnętrza powiałoby grozą. Grube zasłony w salonie były zaciągnięte, więc największe okna nie wpuszczały ani odrobiny słabego światła zachodu, pozostałe pokoje zaś miały taką ekspozycję, że nie docierały do nich nawet te marne ostatki. Nawet cienie nie kładły się po podłodze — nie miały jak, skoro całe wnętrze wydawało się spowite mrokiem. Wszystko było dokładnie tak samo, jak zwykle; z tą różnicą, że w wielu kątach poustawiane były statywy z kamerami, tu i ówdzie znajdowały się czujniki ruchu i temperatury, a także trochę innej elektroniki, której przeznaczenia Effie nie znała i nawet nie starała się domyślić.
Wzdrygnęła się i zamarła, czując się niepewnie we własnym domu. Zanim podjęła odważną decyzję o wkroczeniu w ciemność i zapaleniu światła, to rozbłysło gdzieś z lewej strony. Otulone żółtawym światłem meble przestały się groźnie czaić, a trasa do kuchni nagle zaczęła wyglądać bardziej przystępnie.
— Zastanawiałam się — rzuciła Effie, ściągając kurtkę po drodze do czajnika — czy ten cały Frank to w ogóle istnieje, czy jednak jest człowiekiem-widmo. Kilka razy już u mnie byliście, za każdym razem o nim słyszę, a potem… — Wykonała jakiś bliżej nieokreślony gest rękami, bezgłośnie wypowiadając „puff!”, po czym zajęła się napełnianiem czajnika.
Phil nie wydawał się poruszony pytaniem. Wszedł tuż za Effie, i tu zapalając górne światło, po czym usadowił się na swoim standardowym miejscu przy kuchennym stole.
— Nie określałbym go człowiekiem-widmo — mruknął, stawiając laptopa przed sobą i otwierając na nim jakieś niewiele mówiące jej programy — a bardziej człowiekiem-legendą.
— Dlaczego?
— A obiecasz, że nikomu nie powiesz?
Pokiwała energicznie głową; gwoli prawdy, zdążyła już zapomnieć o tym, że miała zrobić kawę. Czajnik bez pokrywki stał tuż przy krawędzi zlewu.
— Chyba nie powinienem… — zawahał się Phil, kilka razy uderzając w touchpad i sprawdzając jakieś wykresy. — To była wyjątkowo paskudna sprawa.
— Ale to co, coś mu się stało? Ma traumę i dlatego nie jeździ z wami na wszystkie… misje?
— Coś w tym rodzaju… — Ledwo dostrzegalny uśmiech przemknął przez jego twarz. — Jak coś to słodzę trzy łyżeczki.
— Fakt.
Po chwili woda zaczęła szumieć, a Effie — wciąż w swoich wężowych kozaczkach — postukiwała nie tylko obcasami, ale i kubkami, cukiernicą i słoikiem z kawą.
— A Yonaka… pije kawę? Wiesz jaką? — spytała po chwili zawahania. — I gdzie ją w ogóle wcięło?

🐦‍⬛ Yonaka Levin 🐦‍⬛
Ostatnio zmieniony pn wrz 21, 2026 10:47 pm przez Effie Granger, łącznie zmieniany 1 raz.
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. Michael's Cathedral Basilica”