34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie był dla nich najłatwiejszy okres. Właściwie można powiedzieć, że od momentu, gdy brat Arvela przekroczył próg jego mieszkania – było tylko gorzej. Zaczynając od choroby ich mamy, przez kilka tygodni w areszcie, a na szpitalu kończąc. Powoli i częściowo wychodzili na prostą… powoli, ale jednak!
Zarzuty zostały wycofane, sprawa zamieciona pod dywan i o tej jednej rzeczy można było zapomnieć. No… prawie zapomnieć. Gdzieś od czasu do czasu w głowie Darcy pojawiała się myśl, że chciałaby wiedzieć. Chciałaby znać prawdę, a nie tylko plotki, które krążyły po mieście – bo oczywiście, że te się pojawiły… trudno, żeby nie, gdy kilka osób zniknęło z powierzchni tego świata. Ludzie szeptali, a ona starała się tego nie słuchać. Chciałaby poznać jego prawdę, ale nie miała odwagi zapytać. Bała się, że poruszenie tego tematu w jakikolwiek sposób może ponownie wywołać jakąś lawinę, więc po prostu milczała i miała nadzieję, że kiedyś będą mogli o tym po prostu zapomnieć. Jeśli to w ogóle możliwe.
Wyszedł też ze szpitala i to przyjęła z największą ulgą. Po pierwsze nie lubiła szpitali – tych białych ścian, sterylnych wnętrz, specyficznego zapachu i ludzi, których tam spotykała. Było w tym wszystkim za dużo cierpienia, które w jakiś sposób na nią oddziaływało. Nie mówiąc o tym, że fotel, w którym przyszło jej spędzić tak dużo czasu naprawdę nie należał do najwygodniejszych. Więc dobrze, że mógł wrócić do domu. Chociaż oczywiście jednocześnie ją to przerażało, bo mogli sobie żartować, że będzie się spełniać w roli pielęgniarki, ale prawda była taka, że to nie jej powołanie. Pewnie dlatego została striptizerką, a nie pielęgniarką. Starała się, ale dużo lepiej wychodziło jej szycie podejrzanych ran niż rola domowej pielęgniarki. Za bardzo się bała, że mu zaszkodzi a nie pomoże. Stresowało ją to! I to chyba dlatego, że zwyczajnie jej zależało… a do tego miała poczucie winy, że to wszystko przez nią.
Każdy kolejny dzień jednak wydawał się być lepszy. A i tak najlepsze w tym wszystkim i tak było to, że wrócił do domu i wreszcie znowu nie musiała zasypiać sama. Po jego wyjściu uparła się, że przeniosą się do niej. Wygodny duży dom z ogrodem wydawał jej się lepszym miejscem na rekonwalescencję niż jego loft, więc nawet jeśli średnio mu się podobało – miał niewiele do powiedzenia. Miała się rządzić, więc się rządziła… a on obiecał, że będzie się słuchał! Plus nie oszukujmy się – to naprawdę komfortowy dom i raczej trudno było w nim szukać ducha jej męża, bo praktycznie o każdy jeden jego kąt zadbała Darcy. Daniel nie wtrącał się w jego wykańczanie, a ostatecznie to nawet nie miał wiele czasu, żeby się nim nacieszyć zanim umarł. Lubiła loft Cadwaladera, od dłuższego czasu spędzała w nim więcej czasu niż tutaj, ale wydawało jej się, że to znacznie lepsze miejsce na domowy szpital.
Życie powoli – bardzo powoli – wracało do normalności. Starała się pogodzić wszystko… bycie pielęgniarką, pracę, treningi i generalnie codzienność. I to był właśnie taki dzień – była w klubie, w którym może nie spędzała nocy, ale bywać musiała, żeby jakoś funkcjonował. A po powrocie… chyba musiała to rozbiegać.
- Przystojniaku… – zaczęła, odnajdując spojrzenie Cadwaladera i uśmiechając się do niego ładnie – Wytrzymasz jeszcze beze mnie pół godziny? Czy umierasz z bólu, tęsknoty, nudy i całej reszty? – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, ale no… trochę się nie dziwiła, że mógł umierać z nudów. Ona by umarła! Poprawiła kucyk i generalnie nie dało się ukryć, że wyglądała jak ktoś, kto chce wyjść ćwiczyć. W tym konkretnym przypadku biegać. Pochyliła się nad nim, zbliżając twarz do męskiej i przez krótką chwilę lawirując spojrzeniem od oczu do ust i z powrotem… – Nie mogę się doczekać, aż wrócimy do wspólnego cardio. Kto wie… jak wyjdziemy razem biegać to może nawet dam ci wygrać jakiś mały wyścig. – zażartowała, chociaż umówmy się – cardio w ich przypadku rzadko było joggingiem.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dobrze było wreszcie mieć na horyzoncie koniec ich problemów. Może jego wypisanie ze szpitala jeszcze nie znaczyło, że wszystko mieli już z głowy. Zwłaszcza jego rekonwalescencję. Lecz przynajmniej część ich problemów mieli już za sobą. Śledztwo związane z jego ostatnimi przygodami na mieście zostało już właściwie zamknięte. Dopinali jeszcze kilka rzeczy, ale nie mieli dowodów. Nie mieli świadków. Czas na rozwiązanie sprawy zaczynał się kończyć. Media też nie węszyły nowego tematu bo co innego, kiedy giną niewinni ludzie, a co innego, gdy giną szumowiny. Opinia społeczna nie jest specjalnie zainteresowana zakałami społeczeństwa. Takie historie się nie sprzedają. Więc poza jakimś szybkim artykułem w wieczornych wiadomościach, wszystko obeszło się bez większego echa. Pod tym względem mogli spać dość spokojnie. Oboje. Nie sądził by ktoś jeszcze szukał na nim zemsty. Nie po tym, co zrobił.
Jego sprawy rodzinne nie miały jeszcze swojego finalnego rozwiązania. Chemioterapia podobno przynosiła efekty, ale Arvel chciał być tam dla niej jak najszybciej. Jego mama nie powie tego nikomu wprost, ale jego obecność na pewno szybciej pomogłaby jej wyjść na prostą. Dlatego czekał na moment aż lekarze pozwolą mu w końcu wsiąść do samolotu. Co za tym szło czekał na moment, kiedy pozwoli na to Darcy. Bo jego, zazwyczaj uległa, acz niekoniecznie zawsze grzeczna dziewczynka bardzo dobrze odnajdowała się w swojej roli osoby decyzyjnej o jego losie. Monitorowała jego leki, jego opatrunki. Robiła to na pewno z większym zaangażowaniem niż właściwa pielęgniarka, którą chcieli mu przypisać, lecz on oczywiście się nie zgodził wiedząc, że lepsza opieka czeka na niego w domu. Oczywiście drażnił się z nią, narzekał, ale taka wersja też mu się całkiem podobała. Do tej pory czasami widywał ją w tej wersji tylko w jej klubie. To było całkiem seksowne...
Przez to wszystko zapomniał nawet o tym, że właśnie odbywał swoją rekonwalescencję w domu zafundowanym przez jej byłego męża. Z początku było to trochę dziwne uczucie. Opierał się temu pomysłowi, ale w końcu nie potrafił z nią dyskutować. Teraz? Zaczynał mieć już na to po prostu wywalone. Jej były był łajzą. Wiedział, że nie obchodził się też z Darcy zbyt delikatnie, więc w sumie dobrze, że mu się zdechło a on, jakby mógł to teraz sypiałby z jego żoną w jego domu. Gdyby była oczywiście taka opcja, bo jego dziewczyna nadal obchodziła się z nim jak z jajkiem jednocześnie paradując przed nim w takich kreacjach.
- Tęsknoty i nudy na pewno... - mruknął unosząc wzrok do jej tęczówek i wyciągając dłoń by przesunąć nią po jej udzie - A to od biegania zaczniemy w ramach tego wspólnego cardio? - uśmiechnął się zaczepnie skubiąc jej dolną wargę swoimi zębami - Ale żeby tak przyjść do domu i od razu chcieć z niego wybiec..? Aż tak Ci ciąży twój chłopak? - zrobił niby urażoną minę przenosząc swoje dłonie na jej biodra i niby przypadkiem zaczepiając kciuki o jej legginsy lekko ściągając je w dół.
Jego rany goiły się bardzo dobrze. Głównie dzięki zasłudze właśnie tej najbardziej zainteresowanej. Też tego, że nie pozwalała mu się forsować. Byłą jedyną kobietą, której rzeczywiście się słuchał. Mógł być tym cholernym dobermanem, ale lojalnym swojej pani. Czasami wystarczyło jedno spojrzenie żeby tracił swój wyszczekany rezon. Co te kobiety robią czasami ze swoimi mężczyznami. Naprawdę...

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę, że chciałby wrócić jak najszybciej do normalności – szczególnie tej, która pozwoliłaby mu wyjść z domu. Prawdziwie wyjść z domu. Zdawała sobie też sprawę z tego, że chciałby polecieć w rodzinne strony. Nie była przecież głupia, a przynajmniej nie aż tak jak mogło się wydawać. Nie była też ślepa, bo nawet jeśli sama nie utrzymywała żadnych relacji rodzinnych to wiedziała, że no cóż… nie wszyscy tak mają. Więc miała nadzieję, że dostanie od lekarzy zielone światło jak najszybciej – nawet jeśli ją samą odrobinę to przerażało. Miałaby poznać jego rodzinę… szczególnie teraz, gdy tak dużo się wydarzyło, a ona uważała się za winną większości z tych problemów. Nie miała pojęcia jak wiele Arvel powiedział swojej rodzinie, ale na pewno coś wiedzieć musieli. Także miała z tyłu głowy, że to prędzej, czy później się wydarzy, a ona będzie musiała stawić temu czoła. Kto by przypuszczał, że będzie takim tchórzem, prawda? Była. Ale po prostu zostawiła to na później i skupiała się na tu i teraz.
No właśnie… tu i teraz. Nie dziwiła się, że mógł się znudzić, ale jednocześnie naprawdę doceniała fakt, że chociaż się starał przestrzegać zaleceń. Był pod tym względem zdecydowanie mądrzejszy niż ona tych parę tygodni temu, gdy po kilku dniach po prostu zaczęła zagryzać zęby i funkcjonować jakby nic się nie stało. Minęło kilka tygodni, siniaki mogły zniknąć, ale żebra jeszcze przy jakimś gwałtowniejszym ruchu dawały o sobie znać. Rzadko po rzadko, zupełnie o tym zapominała w normalnym funkcjonowaniu, ale jednocześnie przypominało jej to jak źle musiał czuć się Cadwalader.
Dlatego była grzeczna. Bardziej niż kiedykolwiek. I nie było to dla niej normalne, ale wzięła sobie do serca, że tym razem nie chodziło tylko i wyłącznie o seks. Mógł być ważny, ale nie był wszystkim. Czy brakowało jej tej bliskości? Oczywiście, ale była dużą dziewczynką, która wiedziała co jest ważne, a co ważniejsze. Nawet jeśli bywało ciężko… i to głównie z jego powodu! Był w tej codzienności znacznie bardziej prowokujący niż ona. Tak jak teraz…
- Mhm… – mruknęła prosto w męskie wargi – Coś złego jest w bieganiu? Będziesz musiał popracować nad kondycją po tym wszystkim, Cadwalader. – zażartowała i zaśmiała się prosto w jego wargi, gdy sięgnęła po kolejny, krótki i odrobinę zaczepny pocałunek. I zadrżała, gdy jego dłonie przesunęły się na jej biodra. Ścisnęła lekko brwi i przez chwilę przyglądała mu się spod zmrużonych powiek – Gdyby mój chłopak miałby mi ciążyć… odstawiłabym go do jego mieszkania, a tutaj wróciłabym sama po święty spokój. Chociaż… – urwała jakby naprawdę zaczęła się nad czymś zastanawiać, tak poważnie – Może to nie taki głupi pomysł? Przynajmniej nikt nie będzie mnie prowokował do pominięcia treningu. – zakończyła, zdecydowanie niepoważnie, kącik ust drgnął jej w rozbawieniu i nawet na chwilę nie oderwała od niego spojrzenia – I coś poza tęsknotą i nudą ci doskwiera? – pominął ból, a ten jednak też ją interesował. Bardzo.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jego powrót do normalności będzie musiał jeszcze trochę poczekać. Nawet jeśli kilka z tych bardziej życiowych spraw udało im się już zamknąć, tak jego stan fizyczny pozostawiał jeszcze trochę do życzenia. Na szczęście udało się już zrezygnować z wożenia go na wózku, to było cholernie uwłaczające, ale nadal wskazane było by jednak poruszał się z pomocą laski. Mówili coś o tym jak to któreś tam mięśnie są nadal osłabione. Miał coś nadwyrężone czy przestawione w kręgosłupie... Nie do końca docierał do niego ten cały medyczny bełkot. Interesowało go to, co miał zrobić by jak najszybciej wyjść na prostą. Po to by jego życie rzeczywiście wróciło już do względnej normalności. Potrzebował swojej sprawności fizycznej z powrotem. Ta była bardzo ważna nie tylko dla niego.
Może niespecjalnie martwił się tym, że Darcy mogłaby go zostawić tylko dlatego, że nie jest w pełni sprawny. Jako jego prywatna pielęgniarka sprawowała się naprawdę świetnie. Potrafiła go trzymać w ryzach ponieważ nie był za dobry w odmawianiu jej czegokolwiek. Nawet tych rzeczy, które podobno są dobre dla jego zdrowia. Wyjątkowo nie upierał się przy swoim. A to, że była w tym wszystkim cholernie atrakcyjna? Zdecydowanie pomagało jego rekonwalescencji oraz temu jak szybko chciał wrócić do pełni sprawności. Tym bardziej, że doskonale wiedział co tracił każdego dnia, kiedy mu tego odmawiała w imię większego dobra. Gdy jeszcze w grę wchodziły jej zabawki? To już były zagrania poniżej pasa. Dosłownie...
- Nie ma w tym nic złego prócz tego, że to najnudniejsza forma cardio, jaką można było wymyślić. - uśmiechnął się do niej rozbawiony sięgając jej ust koniuszkiem swojego języka zanim to ona tym razem wychyliła się by sięgnąć jego.
Wyczuł to delikatne drżenie gdy położył swoje dłonie na jej biodrach. Nadal to miał. Też tęskniła za ich bliskością. Nie zamierzał narzekać na to jeśli ich kolejny seks będzie o tyle przyjemniejszy po tej, przedłużającej się, przerwie.
- Oh, jak bezdusznie. Od razu widać, że dziewczyna gangstera. - wyszczerzył się do niej bo mogli już powoli zacząć z tego żartować.
Zrobił, co zrobił bo oboje tego potrzebowali, bo tak było słusznie. Teraz, kiedy już wydalili go z szeregów policji rzeczywiście zasługiwał na miano gangstera po tym, co zrobił. Pewnie tak właśnie widzieli go teraz na mieście. Nie to żeby w ostatnim czasie pokazywał się na ulicach, lecz jego reputacja zdawała się trzymać wszystkie potencjalne zagrożenia z daleka.
- Poza ogromnym symptomem niebieskich jaj? - uniósł brew i wymownie na nią spojrzał za chwilę się po prostu do niej szczerząc - A ty wychodzisz w tych obcisłych legginsach, tym skąpym topie... - mruknął przesuwając wzrokiem po jej sylwetce.
Tym razem nie krył się już specjalnie z tym jak wsunął swoje palce pod materiał jej legginsów i po prostu zacisnął dłonie na jej pośladkach przyciągając jej bliżej siebie. Musnął jej odsłonięty brzuch kilkoma pocałunkami drażniąc jej skórę swoim zarostem i wdychając przyjemną woń jej ciała.
- Nie, poza tym chyba za dużo mi nie doskwiera. - spojrzał na nią z dołu z zaczepnym uśmiechem zsuwając jej legginsy jeszcze niżej, a jego spojrzenie przybierało tego niebezpiecznego wyrazu, który doskonale znała.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Darcy Bowman mogła nie być najostrzejszą kredką w piórniku, większość ludzi mogła w niej widzieć byłą striptizerkę i dziewczynę o bardzo szemranej przeszłości, ale wbrew pozorom nie była… złym człowiekiem. Zależało jej na ludziach, którzy byli dla niej ważni, bo nie było ich wielu. Życie nauczyło ją, żeby nie ufać łatwo, bo można się na tym poważnie przejechać. Arvel był aktualnie najważniejszą osobą w jej życiu, więc przy nim trwała. I nigdzie się nie wybierała. Jego sprawność w tym wszystkim była ostatnią rzeczą, na którą ona zwracała uwagę… ale jednocześnie wiedziała, że była ważna dla niego – więc, czy miała zapisany numer do najlepszego fizjoterapeuty w mieście? Oczywiście. Wisiał na żółtej karteczce przywieszonej do lodówki i czekał na zielone światło od lekarza. Nie mogłaby go zostawić, bo był kontuzjowany. Ba! Uparcie twierdziła, że to jedyna laska w jego życiu, z którą mogła się nim podzielić. Brakowało jej bliskości fizycznej, ale nie robiła z niej tematu, po prostu… nawet jej zabawki skończyły w tym samym zakurzonym pudełku w szafce nocnej, co wcześniej. I wcale nad tym jakoś bardzo nie ubolewała. Skupiała się na całej reszcie.
- Czy ja wiem, czy najnudniejsza… nie lubisz być sam na sam ze swoimi myślami, Cadwalader? – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – I po prostu następnym razem, gdy już dojdziemy do tego etapu naszego związku… – żartowała, bo przecież ich związek był na zdecydowanie bardziej zaawansowanym etapie niż wspólne bieganie – Musisz po prostu schować męskie ego do kieszeni i biec za mną, a nie przede mną. Chociaż to ten układ, w którym ja tracę – bo wtedy ona nie będzie mogła gapić się na męski tyłek. Zaśmiała się i pokręciła lekko głową, bo naprawdę… - I zawsze wiedziałam, że mam to we krwi. To moje przeznaczenie. – być dziewczyną gangstera, nawet jeśli ten konkretny ewoluował z zupełnie innej strony. Przez nią. Dla niej. Znowu poczuła nieprzyjemny uścisk na wątrobie, ale zaraz to w sobie zagłuszyła. Durne wyrzuty sumienia… może dziewczyną gangstera jednak nie powinna ich mieć. Byłoby łatwiej.
Nie było natomiast łatwiej, gdy prowokował… zaczepiał i miał ten swój błysk w oku, na widok, którego miękły jej kolana. Kolejny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, ale pokręciła lekko głową – Mogę chodzić bez… ale nie jestem pewna, czy by ci to pomogło. – rzuciła, zamykając mu usta pocałunkiem a jednocześnie sięgając jego dłoni, żeby je od siebie odsunąć – Zrezygnowałam dla ciebie z orgazmów, daj mi chociaż pobiegać – dodała przekornie, jeszcze raz skubnęła męskie wargi i odsunęła się, żeby znaleźć się poza zasięgiem jego dłoni. Uśmiechnęła się jednak przy tym do niego ładnie, bo to nie była złośliwość, próbowała być po prostu rozsądna i mądrzejsza – Kocham cię… i wrócę za czterdzieści minut.
Dokładnie tyle zajmowała jej ulubiona trasa po osiedlu. Równym, dość szybkim tempem, z słuchawkami na uszach i chwila dla własnych myśli. Chociaż nie oszukujmy się – akurat ich nie była fanką. Zazwyczaj mocno podkopywały jej pewność siebie. Ale było dobrze… to był udany trening, zdążyła się zmęczyć i wrócić mniej więcej z czterdzieści minut – tak jak obiecała.
- Wróciłam! – rzuciła jak tylko zamknęła za sobą drzwi wejściowe – Jeszcze szybki prysznic i jestem. Zastanów się, co zamawiamy na kolację i co dzisiaj oglądamy, żebyśmy znowu nie spędzili całego wieczoru na przeglądaniu biblioteki. – paplała dalej głośno, żeby ją usłyszał gdziekolwiek akurat był, jednocześnie przechodząc na górę do sypialni połączonej z łazienką, żeby faktycznie wziąć jeszcze szybki prysznic, zanim będą mogli zaliczyć swój typowy ostatnio spokojny wieczór. Normalny. Był tak do bólu normalny, że Darcy nigdy nie przypuszczała, że tak może wyglądać kiedyś jej życie. Dokładnie tak samo jak pewnie wszystkich sąsiadów dookoła, większości ludzi w tym cholernym mieście. I może dlatego jej to wcale tak bardzo nie przeszkadzało? Bo w odróżnieniu od nich wszystkich (a przynajmniej większości) Darcy Bowman nigdy nie miała normalnego nudnego życia. I nie przypuszczała, że kiedyś jeszcze będzie miała, bo w końcu była dziewczyną gangstera… i trochę wariata.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Sam na sam ze swoimi myślami? Nie, nie mam z tym problemu. Zawsze myślę o tym jak potwornie to nudne i jak jeszcze daleko powinienem pobiec. - przewrócił oczami bo oczywiście mówił tutaj o momentach, kiedy zmuszony był pobiegać samemu, a ostatnim razem robił to pewnie do testów sprawnościowych do policji.
- A ja zdecydowanie zyskuję, masz świetny tyłek kochanie. - uśmiechnął się całkiem wymownie bo oboje wiedzieli do czego dążyła, znali się już w końcu dość dobrze - Ale myślę, że postaram się jednak biec obok Ciebie żeby mieć go w zasięgu swoich rąk. - wyszczerzył się jeszcze bardziej ściskając ją za te ulubione krągłości.
Nikt nigdy nie powiedział, że podczas biegania nie można się dotykać! On zamierzał czerpać z tego przyjemność, jak już go do tego zapędzi. Tym bardziej, że gdyby naprawdę się uparła pewnie dobiegłaby dalej niż on. Nie tylko ze względu na to w jakim stanie był teraz, ale również dlatego, że kondycję mogła mieć po prostu nieco lepszą ze względu na swoją poprzednią karierę oraz to, że nadal utrzymywała się w świetnej kondycji. On teoretycznie też, ale nigdy nie szedł w stronę szczególnej wydajności, a raczej eksplozywnej siły. Lata biegania za przestępcami jako krawężnik miał już dawno za sobą.
Z tym przeznaczeniem nie zamierzał się spierać. Po prostu wzruszył ramionami uznając to za siłę wyższą. Czekała po prostu na odpowiedniego gangstera. Takiego, który stanie się takim dla niej. Nie będzie kochał tego życia, a po prostu życie, które zbuduje z nią. Z resztą podobno łobuz kocha mocniej, czy jak ot tam było...
- Mnie? Niekoniecznie, ale Tobie pewnie by pomogło w osiągnięciu tych orgazmów. Nie jestem aż tak nieporadny, jak Ci się w tym momencie wydaje. - mruknął z przekąsem odwzajemniając jej pocałunki i niechętnie, ale jednak nie próbują jej już przy sobie zatrzymać - Też Cię kocham, uważaj na siebie. - uśmiechnął się do niej przyjemnie a jego wzrok nadal miał w sobie żar pragnienia.
Miękł, kiedy mówiła, że go kocha. Nie zdarzało się to zbyt często, choć w ostatnich tygodniach z jakiegoś powodu coraz częściej. Nie zamierzał wnikać dokładnie z jakiego. Zawsze miękł, kiedy to do niego mówiła. Nie sądził, że kiedykolwiek będzie tym facetem, który mówi rzeczy typu bądź bezpieczna, kiedy wrócisz, uważaj na siebie. Ani tym bardziej połączone jeszcze z kocham Cię. Ta rekonwalescencja zrobi z niego jeszcze prawdziwego chłopaka... Tylko czy to nie będzie nudne dla jego partnerki? Gdzieś tam zawsze pojawiał się jakiś głosik, który mówił, że jednak podobała jej się inna wersja jego charakteru.
Pozostawiony sam sobie nie miał za dużo do roboty. Ile można oglądać jakieś denne programy w telewizji... Dźwignął się z kanapy i pokuśtykał do kuchni zrobić sobie kawę. To nie zajęło zbyt długo. Wyszedł na chwilę do ogródka opierając się o balustradę patrząc... W sumie na nic. Cholera, czy naprawdę przez te wszystkie przygody stał się tym nudziarzem, który nie potrafił znaleźć sobie zajęcia, kiedy jego dziewczyny nie było w domu. Jak się tak nad tym zastanowić, większość jego zainteresowań wymagała sprawności fizycznej, zwłaszcza ta najprzyjemniejsza. Naprawdę będzie musiał zastanowić się jak miało dalej wyglądać jego życie. Bez roboty przecież oszaleje. Potrzebował czegoś do zrobienia. Pokrzątał się jeszcze przez chwilę po domu, ale musiał w końcu na chwilę przysiąść. Wiedział, że Darcy pewnie będzie głodna po powrocie więc zamówił im od razu coś z jej ulubionej knajpy.
- Już zamówiłem. - odpowiedział jej kiedy mignęła mu przy drzwiach wejściowych.
Co do jakiegoś serialu pewnie coś by się znalazło. Na razie skupił się na tym jakie to frustrujące, że poszła na górę wziąć prysznic, a on nie mógł do niej dołączyć. Teoretycznie mógł, ale zanim wdrapałby się na górę ona pewnie by już kończyła. Jak on nienawidził być tak słaby. Mruknął kilka przekleństw pod nosem i grzecznie poczekał na nią na dole.
- Co powiesz na Mobland? To coś nowego z Tomem Hardym. Chyba, że masz ochotę na jakieś true crime o tych całych sektach? - zapytał, kiedy pokazała się już z powrotem w salonie.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kącik ust drgnął jej w lekkim uśmiechu. Miała na siebie uważać… cóż- próbowała. Zawsze próbowała, nawet jeśli do sytuacji, w której się znaleźli doprowadził ich jej brak ostrożności. Mogła być mądrzejsza. Dzisiaj na szczęście tak źle nie było, pewnie dlatego, że skończyli prawdopodobnie w najnudniejszej okolicy miasta. Nie było tu podejrzanych miejsc, dziwnych lokali i szemranych typów. Tylko równo przycięte trawniki, drogie samochody i nowobogaccy sąsiedzi w swoich domach z najnowszym systemem monitoringu. Dlatego nie bała się wyjść po zmroku. Nie tutaj. Chociaż jego słowa, to proste życzenie… to było miłe. Czy ją nudziło? Nie, ani trochę. Prawda była taka, że dla Darcy takie oczywistości wcale oczywiste nie były… to była nowość. To ciągle było coś, co robiło na niej wrażenie, bo dziwnie było zaakceptować fakt, że komuś na niej zależy. Tak bardzo zależy… że był w stanie zrobić rzeczy, których normalny człowiek by nie zrobił.
Nie wierzyła w te brednie o tym, że łobuz kochał najbardziej. Zdecydowanie nie. Zdążyła się w życiu przekonać, że to wcale tak nie wygląda. Ona po prostu nie należała do świata normalnych, porządnych facetów, więc trudno, żeby skończyła u boku gościa zajmującego się księgowością. Arvel i tak był prawdopobnie najbardziej porządnym z nieporządnych gości w życiu Bowman. I to jej w zupełności wystarczało.
Na dół zeszła niedługo później. Ciągle z wilgotnymi włosami i w koszulce, która zdecydowanie wyciągnęła z jego szafy, a sięgała jej mniej więcej do połowy uda. Może nie była to najbardziej seksowna opcja, którą mogła wybrać, ale na pewno ulubiona.
- Trochę liczyłam, że do mnie dołączysz… na górze. – rzuciła swobodnie, opadając na kanapę bokiem tak, żeby móc oprzeć nogi na jego udach (bo tak przynajmniej nie mogła mu zrobić żadnej krzywdy) i mocniej zapadając się w poduszkach. Wbiła wzrok w męską twarz i uśmiechnęła się pod nosem. Trudno było czasami pogodzić rozsądek z tym, czego naprawdę chciała… czego oboje naprawdę chcieli – Serial o gangsterach z Hardym… idealnie. – jakby nie mieli tego świata po dziurki w nosie, prawda? Dobrze, że chociaż Tom przynajmniej seksowny. Chociaż Darcy nawet nie spojrzała w kierunku telewizora, jakby ten wybór nie miał najmniejszego znaczenia – Myślisz, że uważam cię za nieporadnego? – wróciła do tematu, który zostawili przez jej mały trening, ale gdzieś w międzyczasie wrócili do niej jego słowa i trochę ją uderzyły… - Wydawało mi się, że oboje wiemy, że nie o to chodzi. Powiedzmy, że chciałam… być trochę bardziej sprawiedliwa. – rzuciła wyraźnie rozbawiona, bo jednak to nie było do końca poważne. Ale może jednocześnie ważne? Możliwe, że nie wzięła pod uwagę rosnącej męskiej frustracji. Tylko ta sytuacja była dla niej tak samo nowa jak dla niego… chciała dobrze.



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W ich okolicy rzeczywiście szansa na to, że cokolwiek by się jej stało była dość mała. Ba, po jego wyczynach na mieście w ostatnim czasie mogłaby przejechać się i do bardziej szemranych dzielnic, a i tam by pewnie jej nie ruszyli. Skoro jej facet potrafił pójść na ścieżkę wojenną ze zorganizowaną przestępczością, a co lepsze jeszcze uszło mu to w pewien sposób płazem? Każdy powinien zastanowić się przynajmniej dwa razy zanim w ogóle spojrzy w jej stronę. Arvel potrafił być czasami trochę... terytorialny. Więc teraz zdecydowanie nie zamierzał narzekać na reputację, którą miał na mieście, a to całe życzenie jej bezpieczeństwa? Wchodziło mu już po prostu w nawyk. To chyba jedna z tych rzeczy, która naturalnie przychodzi w relacji kiedy przechodzi na te głębsze poziomy. Nie martwił się i nie wyrywał sobie włosów z głowy za każdym razem jak wyszła z domu. Gdyby poszedł do jakiegoś psychologa pewnie dowiedziałby się, że to jakaś forma dania partnerce znać, że mu zależy czy inna czarna magia.
Widział ją w, obiektywnie, o wiele bardziej seksownych wydaniach, ale to, w którym mu się teraz pokazała było jednym z jego ulubionych. Lubił ją w mokrych włosach i swoich koszulkach. Zwłaszcza kiedy wiedział, że prawdopodobnie nic pod nimi nie ma. Gdyby tylko mógł to wykorzystać w sposób, który oboje najbardziej lubili pewnie obie jego koszulki leżałyby już na ziemi.
- Chciałem, ale stwierdziłem, że zanim wdrapię się na górę już będzie po wszystkim. - mruknął wyraźnie niezadowolony takim obrotem spraw.
Cholernie wkurzała go ta cała nieporadność. Zaleczenie wszystkich ran szło według lekarzy dobrze, ale do cholery, czy to musiało tyle trwać? Arvel nigdy nie należał do mężczyzn, którzy długo siedzieli w jednym miejscu, nudzili się, rozmyślali. Jest facetem akcji. Bardzo fizyczny, co Darcy doskonale wiedziała. Więc ta cała rekonwalescencja była dla niego koszmarem. Przyjemnym o tyle, że praktycznie zamieszkali razem, chociaż wolałby by stało się to w innych okolicznościach. Bycie razem jak normalna para było przyjemne, ale te wszystkie rzeczy, których nadal nie mógł robić? Doprowadzały go do szału.
Jego wybór serialu może rzeczywiście nie był wielce wrażliwy, ale żadne z nich do wrażliwych osób nie należało. Wiedzieli, że należą do tego świata, więc oglądanie tego jak kinematografia próbuje to przedstawić nie powinno być dla nich większym problemem. Tym bardziej, że Tom to niezłe ciacho i nawet on lubił go oglądać. Włączył pierwszy odcinek, lecz jego uwagę odciągnęło pytanie Darcy.
- Nie wiem Darcy, ja na pewno się taki czuję. - mlasnął nieco głośniej wydychając powietrze nosem i wbijając przez chwilę wzrok w ekran - Wiem skarbie, to nie Twoja wina. Nie robisz niczego złego. Po prostu chciałbym by wszystko wróciło już do normy. Dostaję szału nie mając tej sprawności. Nie potrafiąc Cię zaspokoić czymś więcej niż ustami czy palcami. - końcówkę warknął już wyraźnie sfrustrowany odchylając na chwilę głowę do tyłu opierając ją o zagłówek.
Jego dłonie wręcz automatycznie powędrowały do jej nóg, które w końcu były przez niego przewieszone. Przesunął je po jej łydkach, po kolanie. To go często uspokajało. Ten prosty kontakt fizycznym sam fakt, że była blisko. Czasami tyle wystarczało.

Darcy Bowman

Sorki, byłem w delegacji ;)
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciał, ale zrezygnował… kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. Dlaczego? Bo to był bardzo prosty do rozwiązania problem. Bardzo! – No tak… gdyby tylko można było powiedzieć, żebym się nie spieszyła – tylko tyle i aż tyle. Nie kręciła nosem, gdy coś zajmowało mu znacznie więcej czasu niż wcześniej, nie frustrowała się i nie irytowała… była w tym wszystkim naprawdę całkiem wyrozumiała. Nie wydawało jej się, żeby kiedykolwiek dała mu do zrozumienia, że jest inaczej. Czy to było dla niej łatwe? Nie. Ale zdawała sobie sprawę, że dla niego było niewyobrażalnie trudniejsze. Właśnie dlatego, że był człowiekiem czynu. Cóż… dlatego też chciała, żeby walczył o swoją posadę w policji – ta mu dawała odpowiednio dużo bodźców. Teraz było to już całkiem niewykonalne i skłamałaby, gdyby powiedziała, że się w tym kontekście o niego nie martwiła. Martwiła. Zresztą to była jedna ze składowych jej strachu, ale Arvel prędzej czy później znienawidzi ją za to jak bardzo postawił dla niej swoje życie na głowie.
Ściągnęła mocniej brwi, gdy przyznał, że sam czuł się dość nieporadnie. Oczywiście, że mogła od razu wyskoczyć z protestami, ale dała mu dokończyć. Wpatrywała się w męski profil i zastanawiała się nad… nad wszystkim właściwie.
- Chyba wolałabym, żebyś się skupił na tym, że problem stanowi przejście na piętro domu, a nie to, czy możesz mnie przelecieć, Cadwalader. – czasami miała wrażenie, że w jego rekonwalescencji chodziło im o zupełnie dwie różne rzeczy. Wychodziła z założenia, że Arvel w pierwszej kolejności musi myśleć sobie, a dopiero później o nich – Mam nadzieję, że nie masz mnie za kogoś, kto mógłby iść szukać… atrakcji. – oh, miała do zaoferowania w tym momencie całe mnóstwo innych sformułowań, ale przy większości musiałaby być wulgarna. Chociaż z drugiej strony… może w ten sposób i tym językiem by do niego dotarła? – Nie jestem twoją byłą. Nie zdradzę Cię. - rzuciła trochę bez zastanowienia - I wiem, że moje słowa mogą być dla ciebie gówno warte, bo sypialiśmy ze sobą, gdy byłam z Danielem, ale to było jakieś sto lat temu. – zmieniła się. I może nadal nie była najlepsza w mówieniu o uczuciach, może nadal chętniej rozkładała przed nim nogi zamiast powiedzieć, że jej na nim zależy i docenia jego towarzystwo to… było inaczej. No i to był on… tak jakby go zawsze miał być on. Lubiła seks, ale aktualnie lubiła go z nim i spokojnie mogła poczekać. Nie czuła palącej potrzeby, żeby ktoś w nią włożył… zwłaszcza jakiś przypadkowy facet – Tez chciałabym, żeby już wszystko wróciło do normy. Jednocześnie mam nieodparte wrażenie, że musimy zmienić definicję normy, bo już nigdy nie będzie tak samo – będzie inaczej… całe ich życie będzie wyglądało inaczej. Sam jej to powiedział tego dnia po powrocie z Europy, gdy już postanowił, co zrobi… gdy kolejny raz do niej wróci świat będzie trochę innym miejscem. Był – Skup się na sobie, a nie na zadowalaniu mnie… i korzystaj, kto wie, kiedy jeszcze usłyszysz takie słowa – zażartowała i uśmiechnęła się do niego ładnie. Najładniej jak potrafiła – Co poprawiłoby ci humor? – tak na już? Tak chociaż na chwilę. Żeby nie musiał myśleć, czego nie jest w stanie zrobić.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- To... Prawda. - trochę się zmieszał, ale przyznał jej rację.
Co dla niego wcale nie było takie łatwe i było widać, że musiał przełknąć trochę tej swojej cholernej dumy i po prostu przytaknąć. Najważniejsze, że faktycznie to zrobił. W tamtym momencie rzeczywiście jakoś za mocno siedział w swojej głowie. Skupił się całkowicie na tym, że czegoś faktycznie nie mógł zrobić zamiast poszukać rozwiązania problemu po drugiej stronie. To była bardzo trafna uwaga, więc tak jak trochę ciężej było mu przyjąć do wiadomości, tak po chwili po prostu na nią spojrzał z wyraźnym podziwem, aprobatą i absolutnym szacunkiem. Może to taka mała, głupia pierdoła, ale w głębi duszy lubił jak Bowman czasami go zamurowała czy stemperowała.
Lubił tę wersję swojej kobiety. Tę, której do tej pory nie pokazywała bądź robiła to sporadycznie. Bo trzeba było jej przyznać, że świetnie się nim opiekowała. Nie chodziło tylko o te wszystkie limity fizyczne, ale rzeczywiście interesowała się też tym jak radził sobie mentalnie. Pytała go. Nie pozwalała być sam na sam ze swoimi myślami zbyt długo. Nie poznawał jej, ale to była właśnie... Kobieta, a nie tylko dziewczyna, którą poznał tę ile... Dekadę temu?
- Ale wiesz, że te dwa problemy się jednak ze sobą trochę łączą? - powiedział to z pewnym przekąsem bynajmniej nie starając się być dupkiem, po prostu jedna z tych czynności bolała jego męską dumę nieco bardziej niż ta druga - Co..? Nie. - zaprotestował spoglądając w jej stronę marszcząc wyraźnie brwi - Darcy, myślę, że ktoś musiałby być dość szalony by teraz próbować Cię poderwać. - uśmiechnął się do niej całkiem pewny siebie i w ogóle nie czując się z tym w jakikolwiek sposób źle.
Skoro już dopuścił się tak ciężkich przestępstw wypadało tego nie zmarnować i jednak czerpać z tego pełnymi garściami. Reputacja na mieście robiła swoje. Nawet jeśli w tej chwili nie był w pełni sprawny. Obietnica piekła na Ziemi, które ktoś mógł na siebie ściągnąć jeśli chociaż spojrzy na jego kobietę.
- Nie są dla mnie gówno warte Darcy. - powiedział szorstko chcąc ukrócić w ogóle takie domysły z jej strony tym bardziej po tym jak wspomniała o jego byłej - Nie patrzę przez pryzmat naszych poprzednich związków. Oboje się nie popisaliśmy. Teraz jednak jestem z Tobą i ufam Ci. Kocham Cię. - powiedział już znacznie łagodniej patrząc jej w oczy z tym wyrazem zakochanego kundla, który podobno zdążyła już polubić.
- Będzie inaczej... Nie wiem czy lepiej, czy gorzej. Mam nadzieję, że lepiej. - wzruszył ramionami wiedząc, że czeka ich jeszcze dość długa przeprawa zanim ich życie znów zacznie się jakoś stabilizować - Na razie po prostu cieszę się, że nadal jesteśmy w tym razem. - puścił jej oczko z ciepłym, przyjemnym uśmiechem.
- Zazwyczaj jak zaczynam się Tobą zajmować to nie masz zbyt wiele do powiedzenia. - wyszczerzył się do niej zaczepnie - Nie mogę tak do końca zrobić. Wiesz, że u mnie zawsze na pierwszym miejscu jest zaspokajanie Ciebie. - powiedział całkowicie szczerze spoglądając w jej stronę.
Jako odpowiedź na jej pytanie po prostu nieco szerzej się uśmiechnął. Sięgnął jej koszulki, złapał materiał i przyciągnął ją do siebie lekko stękając. Kiedy już się podniosła po prostu zamknął jej usta w pocałunku. Niespiesznym, namiętnym, uczuciowym. Nie pozwolił jej się odsunąć. Pogłębił pocałunek i po prostu delektował się tą chwilą nie próbując zrobić niczego więcej prócz po prostu okazania jej pewnej dozy intymności oraz uczucia.
- Już mi trochę lepiej... - mruknął znacząco niższym głosem wprost w jej usta skubiąc je jeszcze swoimi zębami i szeroko się uśmiechając unosząc wzrok do jej tęczówek.

Darcy Bowman
ODPOWIEDZ

Wróć do „#9”