Niewiele znalazłoby się kwestii, których mógłby jej tak po prostu odmówić. A jeszcze mniej tych, w przypadku których miałby nie zmienić zdania choćby pod wpływem tej jej
grzecznej i niewinnej namowy. Ale jednak. Kolacja w towarzystwie jej ojca – albo w ogóle spędzenie choćby chwili w jego obecności, jeśli nie było to absolutnie konieczne – zdecydowanie zaliczała się do grona tych spraw, na które nie sposób byłoby się dobrowolnie zgodzić. Nie mogły tu więc pomóc ani jakiekolwiek namowy, ani też wizja wylegiwania się z nią w łóżku do godzin, którym zdecydowanie bliżej byłoby do południa niż do poranka. Ani też sama kolacja, niezależnie od tego, jak smaczna miałaby się okazać. Bo chociaż wszystko to faktycznie można byłoby uznać za całkiem kuszące, to… świadomość tego, że miałoby wiązać się to z towarzystwem Caspera, wyjątkowo skutecznie sprawiała, że nic z tego nie było już ani odrobinę kuszące. A już na pewno nie bardziej niż choćby powrót nad jezioro, nad którym jakiś czas temu mieli okazję spędzić weekend i podjęcie próby odnalezienia i oswojenia tego potencjalnie wściekłego szopa, z którym zaliczył już jedno bliższe spotkanie. Nawet w takim zestawieniu szop wydawał się bezdyskusyjnie lepszym towarzystwem.
I chociaż trudno byłoby nie zauważyć tej zmiany zachowania, jaką w ciągu ostatnich kilku dni zaprezentowała Elsa… to chyba wciąż nie był argument wystarczający do tego, by tak po prostu zmienić zdanie i obwieścić jej, że
z przyjemnością zje kolację w towarzystwie jej ojca. Zdecydowanie bliżej było mu do przyjęcia strategii, zgodnie z którą najlepiej byłoby to jakoś przetrwać i ewentualnym zadośćuczynieniem zająć się po weekendzie. Jakby wraz z nastaniem poniedziałku miało się okazać, że zaproszenie na kolację do jej rodziców całkowicie straciło ważność i nie mogło pojawić się już nigdy więcej. Może i szanse na to, że podobne założenie miałoby znaleźć jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości były raczej niewielkie, ale… podobnymi szczegółami zdecydowanie nie zamierzał się przejmować. Wytrwale udając przy okazji, że wszystko było jak najbardziej w porządku i że skoro temat tej nieszczęsnej wizyty u Eriksenów nie powracał w żadnej rozmowie, to śmiało można było go za zamknięty. Albo jeszcze lepiej – całkowicie niebyły, a przez to w żadnym razie niewymagający choćby odrobiny uwagi.
Bo przecież jasne powinno być, że pod żadnym pozorem
nie zamierzał się tam wybierać. A przynajmniej mógł uważać, że było to całkowicie jasne i oczywiste – aż do momentu, gdy ten nieistniejący temat postanowił jednak niespodziewanie powrócić. Zaskakując go podczas zaparzania
porannej kawy i zaskakująco szybko sprawiając, że mógł przynajmniej przez chwilę zastanowić się, czy faktycznie miał jeszcze na nią ochotę.
Z przeciągłym westchnięciem odwrócił się w stronę Elsy, otwierając usta jeszcze w momencie, kiedy ta wciąż była w trakcie mówienia. Bo tak, zamierzał wtrącić się i przerwać jej odpowiednio szybko, by tym razem móc
naprawdę zakończyć już tę kwestię i raz jeszcze przypomnieć jej, że pewnie znalazłoby się co najmniej kilka rzeczy, którymi wolałby zająć się dużo bardziej niż spędzaniem czasu w towarzystwie jej ojca. Włączając w to próbę wykąpania Murphy’ego po jakimś wyjątkowo udanym spacerze, czy… właściwie
cokolwiek innego. Tyle tylko, że ewidentnie nie zdążył wciąć się w jej słowo w dobrym momencie, a ostatnie wypowiedziane przez nią zdanie dość skutecznie zamknęło mu usta przynajmniej na moment.
O ile mógłby spodziewać się przekonywania po raz kolejny, że przecież mogli
miło spędzić czas u jej rodziców – jakby samo zestawienie Caspera z tym konkretnym słowem nie zakrawało na potężny oksymoron – czy nawet prób odwoływania się do tego, że mógłby przynajmniej czasami poświęcić się na tyle, żeby zacisnąć zęby i wytrzymać w towarzystwie jej ojca chwilę lub dwie, to… tego zdecydowanie się nie spodziewał. Tym bardziej, że podobne stwierdzenie jakoś tak nie bardzo dało się po prostu zbyć i przywołać w odpowiedzi kwestię dość oczywistą, jaką było to, że naprawdę nie miał najmniejszej ochoty na podobne wizyty.
–
Ale wiesz, że pewnie znalazłoby się przynajmniej parę lepszych pomysłów na ten odpoczynek, nie…? – spróbował jednak mimo wszystko, nie do końca jednak będąc w stanie zabrzmieć tak, jak powinien ktoś, kto byłby absolutnie pewny, że ma rację. To znaczy… co do tego, że znalezienie tych
lepszych pomysłów byłoby wręcz banalnie proste, nie miał raczej większych wątpliwości. Ani w ogóle
jakichkolwiek wątpliwości. Te mogłyby pojawić się co najwyżej w związku z tym, czy faktycznie w tym konkretnym przypadku miałby to być argument wystarczający, by przebić wytoczone przez Elsę działa. Albo przynajmniej móc z nimi jakkolwiek konkurować i nie dać się zmieść w parę sekund.
–
Zresztą, jest… – przelotnie zerknął na zegarek, upewniając się co do tego, która właściwie była godzina –
…i tak całkiem sporo czasu do wieczora. Bo chyba nie zamierzasz jeść kolacji o tej porze… Więc chyba możemy o tym porozmawiać jakoś… nie wiem, później…?
Rzeczywiście kolacja wydawała się być kwestią co najmniej niedorzeczną w momencie, kiedy
niektórzy ledwie zaczynali dzień i najwyraźniej wciąż jeszcze byli przed kawą. Albo w trakcie jej robienia. Niezależnie zresztą od tego, jak bardzo
logiczne mogłoby wydawać się to stwierdzenie, jego większą zaletą zdecydowanie było to, że przynajmniej dawało jakieś – minimalne, ale jednak! – szanse na to, by temat całej tej kolacji odłożyć nieco w czasie. Najlepiej – tym razem już naprawdę na stałe, nie wracając do niego więcej i zapominając o tej cholernej walizce, której spakowanie trudno byłoby przecież przeoczyć. Zwłaszcza, że raczej mało prawdopodobne wydawało się to, by w niej Elsa zamierzała zabrać do rodziców jakieś przekąski, zastawę stołową, której Eriksenom miałoby z jakiegoś powodu brakować, czy cokolwiek podobnego. Walizka – nawet mimo prób ignorowania jej istnienia – tym bardziej nie zachęcała więc, żeby choćby i pod ciężarem tego całkiem mocnego argumentu przywołanego przez dziewczynę, tak po prostu skapitulować. W końcu… o ile już samo spędzenie paru godzin w towarzystwie Caspera wydawało się być
tragicznym pomysłem na spędzenie soboty, tak nocowanie z nim pod jednym dachem zakrawało już na przyjemność porównywalną do tej, jaką mogłoby być hobbystyczne przytrzaskiwanie sobie palców drzwiczkami od samochodu. I nawet jeśli Elsa mogła postrzegać to
nieco inaczej – w końcu spędziła w tym domu całkiem sporo czasu zanim wyprowadziła się do własnego – to chyba i tak powinna być świadoma tego, jak prezentowała się perspektywa Dantego.
Elsa Eriksen