ODPOWIEDZ
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

To był trudny tydzień. Gdy w zeszły weekend dostała od mamy zaproszenie na kolację w kolejną sobotę, ucieszyła się. Tego dnia miała w kalendarzu wpisane tylko trzy klientki na rano, więc szybko zablokowała w aplikacji dalszą możliwość zapisów. Nie widziała się z rodzicami i bratem już naprawdę długo, bo ostatni raz to chyba po powrocie z Włoch, ale przyjechała wtedy dosłownie na chwilę. Chciała tylko odebrać od nich psy i szybko wrócić do domu, żeby odpocząć po ciężkiej podróży i przygotować się do pracy, bo… oczywiście, że już następnego dnia musiała iść do pracy.
Dlatego taka kolacja i to jeszcze przyrządzona przez najlepszego kucharza na świecie — a w tej roli występował nie kto inny jak Casper — wydawała jej się świetnym pomysłem i planem na zasłużony odpoczynek. Gdyby nie wiadomość od mamy, z pewnością pozwoliłaby, aby klienci bombardowali hej kalendarz i zarówno ten dzień jak i sobotę spędziłaby w salonie do późnych godzin. A tak to wiedziała, że następnego ranka będzie mogła się wyspać w swoim starym pokoju i nie może choć raz udałoby jej się nie myśleć o pracy lub powszechnie panującym w jej życiu zapierdzielu.
Wiedziała, że Dante z pewnością nie będzie podzielał jej entuzjazmu, więc przekazanie mu wieści o zaproszeniu do domu w York Mills zamierzała odpowiednio dawkować i na pewno nie mówić od razu wprost. I oczywiście, że spodziewała się odmowy, ale… nie zamierzała odpuszczać. Dlatego zaraz po powrocie do domu, dorwała go w salonie i usadzając się wygodnie na jego kolanach, zaczęła go grzecznie i niewinnie namawiać do zmiany zdania. Bo przecież co mu szkodziło pójść i zjeść coś dobrego? Za darmo! Na dodatek wyspać się z nią w ramionach i leniuchować do południa, a to wszystko dzięki temu, że pani Eriksen totalnie straciła głowę dla Murphy’ego oraz Olive i to ona sama się zaoferowała przy okazji zaproszenia na kolację, że będzie się opiekowała w tym czasie swoimi wnukami. Wobec tego porannymi spacerami miała zająć się babcia, co oznaczało słodkie lenistwo.
Dante jednak zdawał się nie być przekonany co do siły wymienianych argumentów, a jego upór sprawił, że dziewczyna po prostu skapitulowała.
Miała po prostu dość. Niby go nie ignorowała, Życzyła mu dobrego dnia, kiedy wychodziła do pracy, mimo że sam jeszcze podchrapywał w łóżku. Pytała, czy czegoś potrzebował, jeśli akurat robiła zakupy. W nocy, gdy kładła się do łóżka, mówiła ciche dobranoc, czasami nawet całowała go w policzek, ale na tym kończyła się cała jej inicjatywa.
Nie było już nagłego przytulania się od tyłu, kiedy akurat próbował coś zrobić. Nie było wsuwania się pod jego ramię na kanapie ani kradnięcia mu telefonu tylko po to, żeby zmusić go do zwrócenia na nią uwagi. Nie opierała już głowy o jego ramię przy pierwszej lepszej okazji. Ale… Nie robiła mu też wyrzutów. Nie pytała po raz kolejny, czy na pewno nie zmienił zdania. Nie próbowała też znaleźć kolejnych argumentów, które mogłyby go przekonać, choć jeszcze kilka dni wcześniej prawdopodobnie wymyśliłaby ich z tuzin. I chyba właśnie to było w tym wszystkim najbardziej Elsowe — bo zamiast się złościć, zamiast urządzać awanturę o coś, co przecież miało być zwyczajną rodzinną kolacją, po prostu zrobiło jej się przykro. A kiedy było jej przykro, miała tendencję do chowania tego głęboko pod skórą.
Ale gdy w końcu nadeszła sobota, a ona wróciła do domu wczesnym popołudniem, zamierzała spróbować jeszcze raz. Ostatni.
— To rozumiem, że nie udało się przesunąć tego ważnego spotkania Murphy’ego i zostajecie we dwójkę w domu, a ja z Olive mam sama jechać do rodziców, tak? Tak jakbym nadal była starą singielką, która po pracy wraca do pustego mieszkania, robi sobie herbatę i rozmawia z roślinami? — Zmarszczyła lekko nos, krzyżując ramiona pod biustem. Wygladała… ciekawie. Za duży zielony sweter opadał na długą burgundową spódnicę, a włosy — mimo ze upięte w luźnego koka — pozostawały lekko roztrzepane po tym całym pośpiechu w ciągu dnia. Zdecydowanie nie pasowała wyglądem do tonu, w którym chciała wygłosić swoje zażalenie.
— Tylko to Ty ostatnio mówiłeś, że ciągle tylko pracuję i pracuję… a kiedy wreszcie mam okazję odpocząć wśród rodziny… to ty się musisz wyłamać! I co to za rodzinna kolacja jak nie będzie tam ciebie? Przecież… przecież ty też jesteś moją rodziną… — Westchnęła ciężko, spuszczając lekko głowę w dół. Miała gadane i to od zawsze. Pozostało jednak jej już tylko czekać czy Dante kupi całą tą historię i sam skapituluje czy może jednak będzie musiała pojechać do rodziców sama. Oczywiście jeszcze z Olive. I walizką, do której na wszelki wypadek spakowała już jego kosmetyczkę i rzeczy na zmianę.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Catch the local sports fever
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niewiele znalazłoby się kwestii, których mógłby jej tak po prostu odmówić. A jeszcze mniej tych, w przypadku których miałby nie zmienić zdania choćby pod wpływem tej jej grzecznej i niewinnej namowy. Ale jednak. Kolacja w towarzystwie jej ojca – albo w ogóle spędzenie choćby chwili w jego obecności, jeśli nie było to absolutnie konieczne – zdecydowanie zaliczała się do grona tych spraw, na które nie sposób byłoby się dobrowolnie zgodzić. Nie mogły tu więc pomóc ani jakiekolwiek namowy, ani też wizja wylegiwania się z nią w łóżku do godzin, którym zdecydowanie bliżej byłoby do południa niż do poranka. Ani też sama kolacja, niezależnie od tego, jak smaczna miałaby się okazać. Bo chociaż wszystko to faktycznie można byłoby uznać za całkiem kuszące, to… świadomość tego, że miałoby wiązać się to z towarzystwem Caspera, wyjątkowo skutecznie sprawiała, że nic z tego nie było już ani odrobinę kuszące. A już na pewno nie bardziej niż choćby powrót nad jezioro, nad którym jakiś czas temu mieli okazję spędzić weekend i podjęcie próby odnalezienia i oswojenia tego potencjalnie wściekłego szopa, z którym zaliczył już jedno bliższe spotkanie. Nawet w takim zestawieniu szop wydawał się bezdyskusyjnie lepszym towarzystwem.
I chociaż trudno byłoby nie zauważyć tej zmiany zachowania, jaką w ciągu ostatnich kilku dni zaprezentowała Elsa… to chyba wciąż nie był argument wystarczający do tego, by tak po prostu zmienić zdanie i obwieścić jej, że z przyjemnością zje kolację w towarzystwie jej ojca. Zdecydowanie bliżej było mu do przyjęcia strategii, zgodnie z którą najlepiej byłoby to jakoś przetrwać i ewentualnym zadośćuczynieniem zająć się po weekendzie. Jakby wraz z nastaniem poniedziałku miało się okazać, że zaproszenie na kolację do jej rodziców całkowicie straciło ważność i nie mogło pojawić się już nigdy więcej. Może i szanse na to, że podobne założenie miałoby znaleźć jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości były raczej niewielkie, ale… podobnymi szczegółami zdecydowanie nie zamierzał się przejmować. Wytrwale udając przy okazji, że wszystko było jak najbardziej w porządku i że skoro temat tej nieszczęsnej wizyty u Eriksenów nie powracał w żadnej rozmowie, to śmiało można było go za zamknięty. Albo jeszcze lepiej – całkowicie niebyły, a przez to w żadnym razie niewymagający choćby odrobiny uwagi.
Bo przecież jasne powinno być, że pod żadnym pozorem nie zamierzał się tam wybierać. A przynajmniej mógł uważać, że było to całkowicie jasne i oczywiste – aż do momentu, gdy ten nieistniejący temat postanowił jednak niespodziewanie powrócić. Zaskakując go podczas zaparzania porannej kawy i zaskakująco szybko sprawiając, że mógł przynajmniej przez chwilę zastanowić się, czy faktycznie miał jeszcze na nią ochotę.
Z przeciągłym westchnięciem odwrócił się w stronę Elsy, otwierając usta jeszcze w momencie, kiedy ta wciąż była w trakcie mówienia. Bo tak, zamierzał wtrącić się i przerwać jej odpowiednio szybko, by tym razem móc naprawdę zakończyć już tę kwestię i raz jeszcze przypomnieć jej, że pewnie znalazłoby się co najmniej kilka rzeczy, którymi wolałby zająć się dużo bardziej niż spędzaniem czasu w towarzystwie jej ojca. Włączając w to próbę wykąpania Murphy’ego po jakimś wyjątkowo udanym spacerze, czy… właściwie cokolwiek innego. Tyle tylko, że ewidentnie nie zdążył wciąć się w jej słowo w dobrym momencie, a ostatnie wypowiedziane przez nią zdanie dość skutecznie zamknęło mu usta przynajmniej na moment.
O ile mógłby spodziewać się przekonywania po raz kolejny, że przecież mogli miło spędzić czas u jej rodziców – jakby samo zestawienie Caspera z tym konkretnym słowem nie zakrawało na potężny oksymoron – czy nawet prób odwoływania się do tego, że mógłby przynajmniej czasami poświęcić się na tyle, żeby zacisnąć zęby i wytrzymać w towarzystwie jej ojca chwilę lub dwie, to… tego zdecydowanie się nie spodziewał. Tym bardziej, że podobne stwierdzenie jakoś tak nie bardzo dało się po prostu zbyć i przywołać w odpowiedzi kwestię dość oczywistą, jaką było to, że naprawdę nie miał najmniejszej ochoty na podobne wizyty.
– Ale wiesz, że pewnie znalazłoby się przynajmniej parę lepszych pomysłów na ten odpoczynek, nie…? – spróbował jednak mimo wszystko, nie do końca jednak będąc w stanie zabrzmieć tak, jak powinien ktoś, kto byłby absolutnie pewny, że ma rację. To znaczy… co do tego, że znalezienie tych lepszych pomysłów byłoby wręcz banalnie proste, nie miał raczej większych wątpliwości. Ani w ogóle jakichkolwiek wątpliwości. Te mogłyby pojawić się co najwyżej w związku z tym, czy faktycznie w tym konkretnym przypadku miałby to być argument wystarczający, by przebić wytoczone przez Elsę działa. Albo przynajmniej móc z nimi jakkolwiek konkurować i nie dać się zmieść w parę sekund.
– Zresztą, jest… – przelotnie zerknął na zegarek, upewniając się co do tego, która właściwie była godzina – …i tak całkiem sporo czasu do wieczora. Bo chyba nie zamierzasz jeść kolacji o tej porze… Więc chyba możemy o tym porozmawiać jakoś… nie wiem, później…?
Rzeczywiście kolacja wydawała się być kwestią co najmniej niedorzeczną w momencie, kiedy niektórzy ledwie zaczynali dzień i najwyraźniej wciąż jeszcze byli przed kawą. Albo w trakcie jej robienia. Niezależnie zresztą od tego, jak bardzo logiczne mogłoby wydawać się to stwierdzenie, jego większą zaletą zdecydowanie było to, że przynajmniej dawało jakieś – minimalne, ale jednak! – szanse na to, by temat całej tej kolacji odłożyć nieco w czasie. Najlepiej – tym razem już naprawdę na stałe, nie wracając do niego więcej i zapominając o tej cholernej walizce, której spakowanie trudno byłoby przecież przeoczyć. Zwłaszcza, że raczej mało prawdopodobne wydawało się to, by w niej Elsa zamierzała zabrać do rodziców jakieś przekąski, zastawę stołową, której Eriksenom miałoby z jakiegoś powodu brakować, czy cokolwiek podobnego. Walizka – nawet mimo prób ignorowania jej istnienia – tym bardziej nie zachęcała więc, żeby choćby i pod ciężarem tego całkiem mocnego argumentu przywołanego przez dziewczynę, tak po prostu skapitulować. W końcu… o ile już samo spędzenie paru godzin w towarzystwie Caspera wydawało się być tragicznym pomysłem na spędzenie soboty, tak nocowanie z nim pod jednym dachem zakrawało już na przyjemność porównywalną do tej, jaką mogłoby być hobbystyczne przytrzaskiwanie sobie palców drzwiczkami od samochodu. I nawet jeśli Elsa mogła postrzegać to nieco inaczej – w końcu spędziła w tym domu całkiem sporo czasu zanim wyprowadziła się do własnego – to chyba i tak powinna być świadoma tego, jak prezentowała się perspektywa Dantego.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Raczej nie była typem wymuszacza i kiedy ktoś dosyć stanowczo czegoś odmawiał to po prostu dawała sobie spokój. Wynikało to z jej natury, w którą wpisywała się wyraźna niechęć do stwarzania jakichkolwiek problemów. Za dzieciaka nigdy nie prosiła o nowe zabawki czy ubrania, wyjątek stanowiły święta, gdy wspólnie z bratem pisali listy do świętego Mikołaja, którym to – ku wielkiej rozpaczy – okazywali się rodzice i mieszkający w Norwegii dziadkowie. Tak naprawdę dopiero przy Dante odkryła moc swoich wielkich oczu i uśmiechu. A zaczęło się niewinnie – od małych próśb o to, żeby pamiętał, aby na następne korepetycje wziął cyrkiel i kątomierz i które dziwnym trafem znajdowały się w jego plecaku. Potem przecież próbowała swoich sztuczek na nauczycielach, aby usprawiedliwić gamonia z ostatnich nieobecności na sprawdzianach i prosić o kolejne terminy. A potem znów wróciła do niego. Nie były to jednak jakieś duże prośby. Mogłoby się wydawać, że raczej takie normalne jeśli brało się pod uwagę fakt, że byli w końcu parą. Nigdy nie prosiła o żadne prezenty, choćby miały być to drobiazgi zakupione w chińczyku w greektown. Chodziło raczej o jego wolny czas, a mianowicie żeby zamiast na imprezę z kumplami to poświęcił go na spacer z nią, na wspólne wyjście na jarmark bożonarodzeniowy czy też oglądanie pokazu sztucznych ogni. I nigdy nie musiała jakoś bardzo się wysilać – zazwyczaj wystarczył uśmiech, może kilka całusów, a on się zgadzał, nawet jeśli musiał wcześniej pomarudzić, że przecież było zimno, tłoczno, głośno… tak jakby w klubach czy na domówkach panowała kompletna cisza i przewijało się na nich raptem kilka osób. I może właśnie, gdy odkryła tę swoją tajemną super moc… zaczęła ją coraz bezczelniej wykorzystywać. Ale nadal znała swoje granice. Przecież po ich rozmowie na włoskim pomoście nie wrócili już do tematu rodzicielstwa czy chociażby formalizacji ich związku. Przyjęła do wiadomości, że może jednak było to dla niego zdecydowanie za wiele i nie tak wyobrażał sobie życie – nawet jeśli znajdowało się w nim miejsce dla niej.
Jednak teraz prosiła go tylko o kolację u jej rodziców. Przecież to nie było nic strasznego! W liceum przecież wielokrotnie bywał u niej w domu i to nie tylko wtedy, gdy na przerwie szeptała mu do ucha, że zostawała w nim na weekend sama. I jasne, już wtedy napięcie między Dantem a jej ojcem pewnie można było porównać do tego w instalacji elektrycznej – niby wszystko było w porządku, wszystko działało, ale wystarczył jeden nieodpowiedni ruch, żeby zaiskrzyło i wszystko się sfajczyło.
A wydawało jej się, że przecież każdy przeszedł jakąś zmianę – Dante dorósł, a przynajmniej urósł… a jej ojciec chyba osiągnął już ten wiek, że nie musiał się martwić o maleńką córeczkę i jej cnotę, a raczej powinien się przejmować tym, że nadal nie było na świecie wnuków, które mógłby rozpieszczać.
Spotkanie z rodzicami było dla niej bardzo ważne. Nie widzieli się naprawdę długo, a samo wymienianie wiadomości z mamą nie mogło zastąpić jej tego jednego fizycznego kontaktu. Dlatego tym razem się nie poddawała i po pierwszej odmowie Dantego, nie zamierzała odpuścić. Stąd te naburmuszone miny, zdawkowe odpowiedzi i pytania w ciągu ostatniego tygodnia. Liczyła, że może trochę go tym zmiękczy i w końcu naprawdę jej ulegnie. Podchodziło to w pewnym stopniu o szantaż emocjonalny, ale w tej chwili naprawdę o tym nie myślała. Tylko szkoda, że to w ogóle nie działało. Nie pytał przecież o powód jej naburmuszonej miny, nie pytał, dlaczego nie dostał buziaka, gdy tylko wróciła z salonu. Tak jakby w ogóle go to nie obchodziło.
Dlatego musiała postawić wszystko na jedno kartę i wytoczyć potężne działo – swoje gadulstwo. Gdy tylko pojawiła się w domu po sobotnim zapierdzielu w pracy, nie pytała go czy dobrze spał, czy potrzebuje coś do tej świeżo zaparzonej kawy – od razu przeszła do ataku. Widziała, że kilkukrotnie próbował jej przerwać, ale przecież nie trafił na amatorkę w swoim fachu. W chwilach, gdy tylko lekko rozchylał usta, ona przyspieszała wyrzucanie z siebie słów, aby mieć pewność, że zdąży mu powiedzieć wszystko, co tylko chciała. I tak jakoś jej się wymsknęło o tej rodzinie, ale… nie zamierzała się z tego wycofywać, bo naprawdę tak uważała. Może i nie mieli ślubu, nie planowali potomstwa… byli za to posiadaczami dwóch słodkich psów i najwyraźniej mocno się kochali skoro po tym wszystkim potrafili do siebie wrócić.
– Ale ja nie chcę odpoczywać w naszym domu. Na kanapie. Na łóżku, podłodze, stole też nie. I na innym meblu też. Nie chcę wyjeżdżać za miasto. Nie chcę spędzać nocy w jakimś obcym miejscu, oglądać twarzy ludzi których nie znam… chcę do rodziny, no! Od chwili kiedy mama zaprosiła nas na tę kolację to po nocach mi się śni pieczona ciecierzyca w sosie curry, którą robi mój tata. Przez to już nawet zupki chińskie przestały mi smakować! Wiesz jaka to dla mnie katorga? Od tygodnia jestem w stanie jeść w pracy tylko paluszki i krakersy…! – jęknęła żałośnie, opuszczając ręce wzdłuż ciała i zaciskając palce na materiale spódnicy. Sama zaraz zerknęła na wiszący na ścianie zegarek, uświadamiając sobie, że powoli zbliżali się do pory wczesnego obiadu. Dopiero. Sytuacja wyglądała dosyć podobnie do tej, kiedy to we Włoszech zbudziła go skoro świt, mimo że do rozpoczęcia jej pracy mieli jeszcze około sześciu godzin. Tym razem jednak nie zamierzała go przepraszać, a już na pewno nie planowała zadośćuczynić mu zaistniałych niedogodności w łóżku. Na stole też nie. O tym słynnym krześle również mógł zapomnieć.
– Nie mówię, że masz już teraz zbierać tyłek i pakować się do auta. Chcę tylko wiedzieć, jaką podjąłeś decyzję, bo miałeś naprawdę dużo czasu, żeby się nad tym zastanowić. Te twoje ciągłe później to tylko pic na wodę. Cały czas odwlekasz tę rozmowę, a ja chcę po prostu, żebyś powiedział mi prosto w twarz, że nie zamierzasz nigdzie iść. Bo bez łaski. Sama pójdę. – Zmarszczyła groźnie nos, wpatrując się w niego jeszcze przez chwilę. Podeszła zaraz do chłopaka i wzięła do ręki jego kubek z kawą, podnosząc go do ust tak jakby zamierzała się z niego napić, ale finalnie nic takiego się nie stało. Kubek na nowo wylądował przed nim, a ona sama udała się do kuchni i nastawiła wodę w czajniku. Oparła łokcie o blat kuchenny i ukryła między nimi głowę, zaciskając lekko palce na swoich włosach.
Nie zgadzał się. Odmawiał jej. Wyjścia do jej rodziców. A ona naprawdę nie potrafiła tego zrozumieć, a już na pewno tak po prostu zaakceptować.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ York Mills”