24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Take a piece of my heart
Make it all your own


Mógł go słuchać godzinami; pozwalać, by jego głos wwiercał mu się w umysł, zapisując w nim niczym na winylowej płycie. Był przyjemny i kojący nawet wtedy, kiedy Benjamin jawnie z niego drwił, czego po pijaku Kieran zupełnie nie ogarniał. Teraz był zbyt zafascynowany samą obecnością chłopaka, by docierało do niego coś innego. Trudność sprawiało mu skupienie się na jednej rzeczy, a co dopiero jakby nagle miał myśleć o wielu na raz!
-Ale ja nigdy nie powiedziałem, że cię nie lubię, więc nie rozumiem czemu tak sądzisz - lekko zmarszczył brwi, jakby starał się zrozumieć o co Benjaminowi właściwie chodziło. Trochę mu się myśli plątały przez ten alkohol i sporo wysiłku kosztowało go połączenie kropek, których ostatecznie i tak nie złączył, rozpraszając się w jednej sekundzie. - Jesteś bardzo zachłanny, wiesz? Wszystko chcesz brać! To może weź całego mnie? - zaśmiał się, kiedy muzyk zapragnął obu rzeczy. Nie miał niczego przeciwko dzwonieniu do niego każdego wieczora, przynajmniej teraz, ponieważ istniało spore prawdopodobieństwo, że jutro, kiedy każda niepożądana substancja opuści jego ciało, Kieran będzie próbował się z tego wypisać. - Hm… no dobrze, to będę nagrywał, zamiast pisać, skoro to dla ciebie takie ważne. A czemu? - spytał, przesuwając wolno palcem po jego policzku, jakby pędzlem po płótnie sunął. Był taki przyjemny, chociaż czuł opuszkiem lekkie ukłucie zarostu, który pasował do Thallmana. Nie wyobrażał go sobie co prawda z brodą, ale taki kilkudniowy dodawałby mu seksapilu, zdecydowanie. Prawnik jednak szybko wyrzucił z głowy tę myśl, która została zastąpiona przez inne.
-Naprawdę jesteś dziwny, Benjamin. Lubię tę dziwność, jest taka inna od mojej. To tak jakbyśmy, sam nie wiem, dopełniali się! - Aż mu się buzia rozpromieniła na samą myśl. Czy to nie brzmiało fajnie? Dopełnia się z Benjaminem - z osobą, z którą chciał dużo rozmawiać i przy której chciał po prostu być pomimo odpychania, które mu fundował. Teraz, kiedy nie chciał od niego odejść, Kieran musiał korzystać napawając się każdą chwilą. Życie byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdyby potrafił to powtórzyć na trzeźwo, nie okłamując sam siebie i nie uciekając przed emocjami, których nie znał.
-Zawsze można być bliżej. Poza tym… tylko dzisiaj tak mogę, prawda? - powiedział cicho, na chwilę przymykając oczy, żeby się wsłuchać w jego serce. Piękna symfonia; gdyby leżeli Burreau z pewnością by zasnął słuchając tak przyjemnej kołysanki. I chociaż chwilę później nadarzyła się ku temu okazja, ponownie został rozproszony informacjami, które posyłał w jego stronę muzyk. Chciał je zapamiętać, bo chciał wiedzieć o nim jak najwięcej.
-Kiedyś znajdziemy naszą gwiazdę, taką specjalną. I będzie tak ładnie błyszczeć, jak teraz twoje oczy - uśmiechnął się do niego szeroko, zerkając w niebo, na którym mieniło się wiele jasnych kropek. Skąd miał wiedzieć, która z nich byłaby teraz najlepsza? Będzie musiał zostawić wybór na inny dzień, bo teraz nie miał do tego zupełnie głowy - już wystarczyło, że odczuwał coraz większe zmęczenie, jakby wraz z powolnym trzeźwieniem, ulatywała z niego energia. - To nie zostawiaj, bo myślę, że to będzie bardzo bolało. A ja nie chcę, żeby bolało - stwierdził, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Na samą myśl, że nagle Benjamina miałby nie być ogarnęło go dziwnie nieprzyjemne uczucie, które zaatakowało go nawet teraz, kiedy rzeczywistość ogarniał mniej niż własne emocje.
-Normalnie przecież. A jak masz patrzeć, głuptasie? - zachichotał, bo po raz kolejny słowa mężczyzny wydawały mu się absurdalne. Nie był okazem w ZOO, więc nie miał żadnych specjalnych względów. W cyrku też nie pracował, żeby się zachwycać jego innością. Był po prostu Kieranem i tyle. Takim zwykłym i przeciętnym. Tym samym, którego usta spotkały się z ustami Thallmana. Skupił się na przyjemności, którą ogarniało jego ciało w momencie, kiedy go całował. Rejestrował, jak dobrze jego wargi pasowały do jego. Czemu nie sprawdzili tego wcześniej?
-Tak, skoro teraz już wiem… i wiem, dlaczego inni też chcą cię całować. Chociaż… mogliby przestać, wiesz? Bo jakby było ich mniej, ja mógłbym mieć więcej - zaśmiał się, dźgając go delikatnie w policzek, mając z tego taką radochę, jak pięciolatek na widok szczeniaka.
Kiedy zrobiło mu się niedobrze, musiał usiąść obawiając się, że zwymiotuje na swoją twarz, a to nie byłoby za fajne i po czymś takim Benjamin z pewnością więcej nie chciałby się z nim spotykac. A jemu zależało, że jednak do niego przychodził i pozwalał się odwiedzać.
-Przepraszam - mruknął cicho, chwiejąc się. - Nie przestawaj mnie lubić, dobrze? Obiecuję nie zwymiotować - dodał, spoglądając na niego niemal błagalnie, jakby teraz najważniejszą dla niego rzeczą było to, aby muzyk nadal odczuwał do niego sympatię. Nijak nie mógł mieć pewności, że zaraz tego pawia nie puści, ale przynajmniej się starał! - Możemy wrócić do twojego, masz fajne łóżko - rzucił rozbawiony, dając się wprowadzić ponownie do sypialni, w której ani trochę nie było mu lepiej. Stanie wymagało od niego energii, dodatkowo znacznie wzmagając kręcenie w głowie. Miał wrażenie, że znajduje się na jakiejś karuzeli, której nie umiał zatrzymać. wcale nie pomagało.
-Nie mów tak… ostatni raz brzmi źle - szepnął, pozwalając się pocałować jeszcze bardziej. Zacisnął dłonie na materiale znajdującym się na torsie chłopaka, oddając się w pełni pocałunkowi. Westchnął cicho czując, jak jego własne serce bije jeszcze szybciej, jakby chciało dogonić to należące do Benjamina, w ten sposób znajdując z nim wspólny rytm. Zachwiał się przy tym dość mocno, wywalając ich przy okazji na łóżko, przy którym stali. Poczuł na sobie ciężar Benjamina oraz ciepło, które od niego emanowało, ani na moment jednak nie odrywając swoich warg od jego, uzależniając się do każdej sekundy bliskości.

keep me safe
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Tony miał dzisiaj niebywałe szczęście. Wychodziło na to, że w końcu uda mu się przeżyć upojne spotkanie bliskiego kontaktu z dziewczyną na imprezie. Nie rozumiał, czemu nie miał w tym szczęścia - był fajnym chłopakiem, nawet całkiem niebrzydkim. Może nie wpisywał się w kanony modeli, ale było wielu gorszych od niego, którzy posiadali super laski. Ach, ta niesprawiedliwość.
Dzisiaj jednak dopisywało mu szczęście. Anette, która już dwa razy odrzuciła jego zaloty, ostatecznie uległa jego urokowi osobistemu i po kilku drinkach, kilku macankach sama zaproponowała, żeby poszli na górę, w bardziej ustronne miejsce, by bliżej się poznać. Och, takie poznawanie to Tony rozumiał!
-Znajdę nam coś fajnego, zobaczysz! Żeby było wygodnie, bo zasługujesz na wszystko co najlepsze - powiedział do dziewczyny, prowadząc ją po schodach na górę. Kurczę, ale czuł ekscytację! Musiała pięknie wyglądać nago, bo z taką twarzą to reszta musiała się dobrze komponować. jasne, nie była jak supermodelka Kara, ale trzeba było pamiętać o ważnej zasadzie - kto wybrzydza ten nie ruchał, a on to już miał dość tych głupich komentarzy, że albo żadna go nie chce, albo jest gejem, który odstrasza dziewczyny.
-Tu powinno być dobrze! - rzucił i otworzył drzwi jakiejś sypialni. Rozejrzał się dostrzegając dwie postaci na łóżku. - Oj, chyba zajęta. A nie wiem, czy chcemy się dzielić, nie? - skomentował, z ciakwością przyglądając się parce, która baraszkowała przy drzwiach nie zamknietych na klucz, Odważnie. Chciał wiedzieć kto to.
-Oooo, Benjamin! Nie wiedziałem, że lubisz tak przy innych, ale nie ma się co dziwić. Ale patrz - ja też dzisiaj zarucham! - powiedział do kolegi, nijak nie przejmując się tym, że dziewczyna obok niego słuchała. Pewnie była tak pijana, że nie ogarniała własnego życia, myśląc tylko o zawartości jego spodni. - Kogo dzisiaj obracasz, Thallman? Jeju, ale ja ci zazdroszczę wiesz? Codziennie możesz mieć kogoś innego - chłopa, babę, zero ograniczeń. Jak ty to robisz, że jesteś taki popularny? Weź się podziel jakimiś tajnikami, czy coś, bo zabierasz najsmaczniejsze kąski - aż się skrzywił, bo jemu zostawały jakieś tam ochłapy. nie no, nie narzekał, ale sami rozumiecie, człowiek zawsze mierzy wyżej.
Starał się wychylić bardziej, żeby dostrzec drugą postać, bo musiał wiedzieć, kgoo Thallman do swojej listy zaliczeniowej dopisał.
-Ta twoja lista to nieźle się powiększa. Ty, zaraz… czy to jest Burreau!? Ale jaja… dobraleś mu się do gaci, sztos! - skomentował. Ale będzie ploteczka, no nie ma co. Poszczęściło mu się niebywale. - Ale dobra, nie przeszkadzam wam. Ty tam działaj i powiedz czy typ jest tam tak samo sztywny, jak z charakteru - i śmiejąc się z własnego żartu zamknął drzwi, zostawiając kochasiów samych sobie, by oddać się zaraz przyjemności z własnego obcowania.

Autor: Eve
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

the pressure makes
me feel so numb


- Nie powiedziałeś, ale czasami patrzysz na mnie tak, że odruchowo sprawdzam, czy mam jeszcze obie ręce - zauważył rozbawiony. Zaraz jednak Kieran zaproponował, żeby wziął go całego XD(nie no pierdolne), i Benjaminowi momentalnie skończyły się wszystkie błyskotliwe odpowiedzi, poza większością tych w cholere zboczonych, ale no kurd, chciał. Kurwa, przecież właśnie tego chciał. - Powtórz mi to jutro, Burreau - mruknął, uśmiechając się odrobinę mniej pewnie. - Zobaczymy, czy dalej będziesz taki hojny. - Na pytanie o głosówki wzruszył lekko ramionami, chociaż palec przesuwający się po jego policzku skutecznie utrudniał udawanie obojętności. - Lubię twój głos. Fajnie mieć możliwość posłuchania cię, kiedy akurat nie ma cię obok. - Tyle mógł powiedzieć bez odsłaniania wszystkiego, co siedziało mu w głowie. A potem blondyn zaczął mówić o dopełnianiu się.

No świetnie. Jeszcze chwila i Benji naprawdę zacznie wyobrażać sobie wizję w której byli ze sobą, a Kieran faktycznie coś do niego poczuł. Get a fucking grip. - Czyli jednak moja dziwność ma jakieś zastosowanie? - uśmiechnął się, obejmując go pewniej. Dopiero kolejne pytanie trochę przygasiło jego rozbawienie. - A kto powiedział, że tylko dzisiaj? - zerknął na niego. - Jutro też możesz się przytulić. Nie musisz wcześniej składać prośby o zezwolenie.

Na dachu słuchał o ich przyszłej gwieździe z głupawym uśmieszkiem, którego już nawet nie próbował chować. Ich gwiazda. Jezu. Przecież normalnie wyśmiałby taką ckliwość, a teraz najchętniej zapisałby każde słowo. - Dobra. Ale wybieramy razem, żebym potem nie słuchał reklamacji. - Kiedy Kieran poprosił, żeby go nie zostawił, Benjamin pogładził kciukiem jego policzek. - już chyba zawsze będe cie lubić - odpowiedział spokojnie. Nie chciał, żeby blondyn musiał zgadywać, czy za chwilę się nie odsunie, lub zmieni zaraz zdanie. Sam wystarczająco często zastanawiał się nad tym w jego obecności.

with your lips on my neck
and your hand on my thigh

Chwilę później na stwierdzenie, że przecież patrzył na niego normalnie, pokręcił głową. - No tak. Wszystkich mam ochotę całować, kiedy gadają głupoty. - Uśmiechnął się pod nosem. - Szczególnie ciebie. Przypadek, oczywiście. - Sugestia ograniczenia pozostałych chętnych rozbawiła go jeszcze bardziej, chociaż gdzieś pod żebrami znowu zrobiło się niebezpiecznie ciepło. - Burreau, czy ty właśnie próbujesz mnie sobie zarezerwować? - musnął nosem jego policzek. - Wystarczyło zapytać. - Tyle że chwilę później żarty zeszły na dalszy plan. Przytrzymał chłopaka, odsuwając mu włosy z czoła. - Nie przestanę cię lubić przez to, że jest ci niedobrze, burreau. Nie musisz za to przepraszać. - Propozycję powrotu do jego mieszkania skwitował krótkim parsknięciem. - Moje łóżko poczeka. - W sypialni usłyszał jeszcze, że ostatni raz brzmiał źle, i poczuł nieprzyjemny ścisk w gardle. Dla niego też brzmiał fatalnie. A potem stracili równowagę i nagle materac znalazł się zdecydowanie bliżej, niż planował. Oparł przedramię obok głowy Kierana, żeby nie przygnieść go całym ciężarem, i przerwał pocałunek. Przez moment patrzył na niego z bliska, próbując uspokoić własny oddech. Cholera, tak bardzo go pragnął. - Okej. Ostatni na d z i s i a j - poprawił się cicho, odgarniając mu włosy. - Teraz trochę odpoczniesz, a ja przyniosę ci wodę. - Podniósł się ostrożnie, ale jeszcze na moment zatrzymał dłoń na jego policzku, wpatrując się w niego czule.

you got me hypnotize,
i know you realize

I pewnie zostałby tak odrobinę dłużej, gdyby drzwi do sypialni nagle się nie otworzyły i usłyszał ten wkurwiająco piskliwy dźwięk. Rozpoznałby głos jebanego Tony’ego na kilometr. Zmarszczył brwi i odwrócił się w jego stronę. - Tony, weź skup się na tym, co siedzi w twoich gaciach, eh? - rzucił zdenerwowany, po czym zerknął na Kierana. - Proszę, nie słuchaj go. - Spojrzał na niego z napięciem, ale Tony dalej pierdolił. I pierdolił. A kiedy po chwili rzucił jeszcze tym tekstem o Kieranie, Benji po prostu nie wyrobił. Wstał, podszedł do niego w kilku szybkich krokach i złapał go za te jego łachmany, przyciskając do ściany obok. Uniósł go nieznacznie, patrząc prosto w ten zapity pysk. - Jeszcze raz go, kurwa, wyśmiejesz albo będziesz miał czelność rzucić jakimkolwiek tekstem czy spojrzeniem w jego kierunku, to się z tobą policzę, Pavlichov - warknął, trzymając go za materiał koszulki. - Woahhh, tylko żartowałem, stary - rzucił Tony, wpatrując się w niego z przerażeniem. - No to, kurwa, nie żartuj tak, bo to nie jest zabawne. - Puścił go i pchnął w stronę kobiety, zanim odwrócił się z powrotem do Kierana. Oddychał ciężko, przesuwając dłonią po rozmierzwionych włosach, próbując jakoś opanować ten nagły wybuch wściekłości. - Przepraszam za niego - powiedział ciszej. Podszedł do Kierana i usiadł na łóżku obok niego, już spokojniej, choć napięcie i wściekłość nadal w nim buzowała. - To co, zabrać cię do domu?

this situation feels so wrong
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

All that I am
All that I ever was
Is here in your perfect eyes
They're all I can see


Ani przez moment nie pomyślał, że cokolwiek z tego co mówił, mogłoby brzmieć niewłaściwie. Zdaniem pijanego umysłu, jak również serca, które biło szybko zadowolone, że Benjamin znajdował się tak blisko chłopaka, każde wypowiedziane słowo było odzwierciedleniem potrzeb młodego prawnika - potrzeby bliskości, zrozumienia oraz bycia dla kogoś. A on dla Thallmana chciał być tak naprawdę, tak szczególnie.
-Zawsze mogę być obok. To nie problem, Benjamin. To nawet przyjemność - powiedział z uśmiechem. Ta wizja naprawdę mu się podobała - przecież jego dom był duży, prawda? Może muzyk mógłby się wprowadzić do jednego z wolnych pokoi, które jedynie się kurzyły. Co prawda rodzice z pewnością nie pochwaliliby pomysłu, ale też tam nie zaglądali, więc przemycenie go nie powinno stanowić problemu. Inez go lubiła, a Inez umiała dochować tajemnicy.
-Ale jutro będzie jutrem i to takim mało fajnym - rzucił jedynie. Najwidoczniej nawet w takim stanie miał świadomość, że za kilka godzin ciepło bijące od chłopaka będzie jedynie widmem. Musiał w takim razie wchłonąć go teraz jak najwięcej, by mieć pewność, że starczy na dłużej. Bo tak, jak Benjamin potrzebował tych głosówek, tak Kieran potrzebował tych iskierek, które rozpalały się w jego wnętrzu. - Znajdziemy taką najpiękniejszą, żeby do nas pasowała. I nazwa też musi być taka super, taka wiesz, nasza, żeby nikt przypadkiem nie miał wątpliwości do kogo będzie należała - stwierdził, ponownie wzrok lokując na niebie. Teraz nie miał siły, żeby znaleźć coś pięknego, ale był pewien, że w dniu, w którym ponownie znajdą się na dachu podziwiając niebo, wskażą jasny punkcik. Chciał tego i świadomość, że będzie posiadał coś z Thallmanem na wyłączność, była dla niego dziwnie kojąca. Bo to trochę tak, jakby zostali połączeni na zawsze. - To dobrze, bo dziwnie by było, jakbym tylko ja cię lubił. I myślę Benjamin, że ciebie lubię najbardziej ze wszystkich. Dlatego mnie lub bo inaczej moje serce nie będzie biło już tak samo - powiedział, uśmiechając się kiedy poczuł jego dłon na swoim policzku. To było przyjemnie kojące i zarazem usypiające. Na tyle, że mógłby każdej nocy właśnie tak zasypiać. Z poczuciem bezpieczeństwa i świadomości, że kiedy otworzy oczy, ta sama twarz nadal przed nimi będzie.
-Rezerwacje ktoś może przejąć jak upłynie termin. A ja… nie chcę żeby upływał. Bo to tak jakby mieć na chwilę, a mnie to nie zadowala. Ja bym cię mógł mieć na zawsze, Benjamin, wiesz? Ja bez ciebie to jestem jak niepełnosprawny. Jak taka wiesz, niepełna układanka, z której ktoś wyjął element i wyrzucił - stwierdził dumny z siebie, że udało mu się ubrać w takie ładne słowa rzeczy, które myślał. A to, że brzmiało ostatecznie dość błazeńsko? Tym się nie przejmował, nie w tym momencie. Może nawet udałoby mu się dodać coś więcej, gdyby ostatecznie nie został pochłonięty przez usilną próbę powstrzymania wymiotowania. Teraz, kiedy muzyk znajdował się centralnie na przeciwko niego, nie chciał opróżnić zawartości żołądka.
-Z tej pozycji też wyglądasz bardzo przystojnie - szepnął cichutko, wyciągając dłoń, by dotknąć jego ust. Smakowały mu i czuł się dziwnie nienasycony, kiedy ostatecznie Benjamin się od niego odsunął. - Nie potrzebuję wody, potrzebuję ciebie - mruknął, chociaż miękkość materaca była tak komfortowa, że momentalnie zachciało mu się spać. Jakby tak zamknął na chwilę oczy, pozwalając sobie na drzemkę. Mógłby poprosić Thallmana, żeby mu towarzyszył, bo sen w jego ramionach wydawał się rzeczą, która uspokoiłaby każdy koszmar.
Było mu przy nim tak dobrze, że nie chciał tego zmieniać. Wcale nie uśmiechało mu się wracać do rzeczywistości nakrapianej pracą i coraz to wyżej stawianymi poprzeczkami. Chciał być właśnie tutaj, śmiejąc się i korzystając z bliskości Benjamina, która następnego dnia miała być jedynie wspomnieniem. Ta myśl sprawiała, że uparcie przeciągał chwilę, w której trzeba było wracać do domu.
Do czasu.
Pojawienie się w pomieszczeniu osoby, której Kieran nie znał, ewentualnie aktualnie nie kojarzył, w pierwszej chwili nie zrobiła na nim wrażenia. Był zbyt napruty, żeby przykładać do tego wagę. Gdy jednak popłynęły słowa, uniósł lekko głowę, marszcząc brwi. Przysłuchiwał się wymianie zdań, skupiając się na tym, co wwiercało się w jego umysł.
Codziennie możesz mieć kogoś innego…
Te słowa sprawiły, że gdzieś w środku coś go zabolało. Nie wiedział co, ale to było mało przyjemne i wcale nie chciał się tak czuć, dlatego trochę się ucieszył, kiedy Benjamin przegonił chłopaka, który wiedział o nim za dużo. i mówił rzeczy, których Burreau wcale słuchać nie chciał.
-Wiesz, Benjamin… ja chyba chce już do tego domu. Bo tutaj… jesteś za bardzo popularny i każdy może cię mieć, a ja chcę chociaż przez chwilę mieć cię faktycznie tylko dla siebie - wymamrotał, przeczesując słowy. Już mu się tu nie podobało, było za dużo ludzi. Za dużo osób, które mogły odebrać mu cenne minuty w towarzystwie chłopaka.
Dał się zaprowadzić na dół, trzymając dłoń Benjamina tak mocno, jakby obawiał się, że chwila nieuwagi i znowu zostanie sam. Wsiadł do ubera, którego im zamówił i zajął miejsce obok Thallmana na tylnym siedzeniu.
-Fajnie dzisiaj było. Jeszcze raz dziękuję, że przyjechałeś - uśmiechnął się, całując go w policzek. Po chwili oparł głowę o jego ramię, zasypiając ze świadomością i pełnym przekonaniem, że było to najwygodniejsze ramię na świecie.

✨KONIEC✨


stay with me
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”