28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Ostre światło jarzeniówek sprawia, że mruży oczy i zastanawia się, gdzie, do cholery, jest. Niczego nie pamięta; przeszłość jest czarną, pozbawioną konkretnego kształtu i granic plamą, która go przytłacza i przeraża. Nie umie wydobyć z niej choćby małej podpowiedzi; głupieje, bo ostatnie wspomnienie nijak ma się do miejsca, w którym się budzi.
Pamięta przeszłość 一 bardzo, bardzo odległą przeszłość 一 ale nie wie, co jest pomiędzy nią, a teraźniejszością. Wie, że nie jest już nastolatkiem 一 to właśnie z tego okresu pochodzą wspomnienia 一 ale nie potrafi precyzyjnie wskazać, ile czasu minęło od jego siedemnastych urodzin.
Unosi rękę i przygląda się swoim palcom; analizuje linie papilarne i patrzy na oczyszczone zadrapania, ale kiedy to także nie dostarcza mu upragnionych odpowiedzi, zaczyna się denerwować. Nie pomaga obecność matki. Kobieta wygląda inaczej niż ją zapamiętał; na jej twarzy było znacznie więcej zmarszczek, włosy były dłuższe i Bran mógłby się założyć, że mają inny kolor. Próbuje zadawać jej pytania, ale mama je zbywa.
Ponadto, słyszy tylko odpoczywaj, które sprawia, że ma ochotę wziąć wiertarkę i wywiercić dziurę w głowie, by dostać się do głęboko ukrytej świadomości. Kobieta zdaje się nie rozumieć, że unikanie odpowiedzi pogarsza stan; nie racząc go żadnymi odpowiedziami 一 gdyby był w lepszym stanie na pewno dodałby dwa do dwóch i zrozumiał, że może być w tym ukryty cel 一 sprawia, że pusty umysł zaczyna panikować.
Chce tu i teraz odkryć tajemnice, lecz zmęczona, obolała głowa odmawia współpracy; próbując odtworzyć wydarzenia napotyka na mur 一 jakby z jakiegoś powodu nie chciała pamiętać 一 i uniemożliwia Branowi pójście naprzód.
Poddenerwowanie nie umyka uwadze aparatury 一 maszyna zaczyna wariować, co alarmuję opiekę medyczną. Do sali wpadają pielęgniarki i lekarz, którzy starają się uspokoić Brandona, lecz kiedy im się to nie udaje, podają mu środek. Substancja wstrzyknięta wprost do krwioobiegu działa praktycznie natychmiast: tępi jego zmysł, zmuszając go do zaśnięcia.
Budzi się parę godzin później, ale nie jest lepiej 一 nadal niczego nie wie, a pierwszym wspomnieniem jest siła chłodnego światła, które raziło go w oczy. Znów desperacko pragnie dostać się w głąb swojego umysłu, byleby tylko odzyskać to, co z jakiegoś powodu zniknęło. Niestety, n i c nie działa, a on nie zna nawet rozmiaru pustki.
Kiedy lekarz zadaje mu pytania, nie potrafi udzielić kluczowych odpowiedzi: nie wie, dlaczego się tu znalazł, nie pamięta dzisiejszej daty i ma gigantyczny problem ze wskazaniem czegokolwiek, co dotyczyłoby ostatnich lat. Martwi go to, bo zderzenie ze świadomością niepamiętania 一 i stojącej za tym pustki 一 jest niesamowicie bolesne.
Co, jeśli nigdy sobie nie przypomni?
Co, jeśli wyrwa w pamięci zostanie z nim na zawsze?
Jedyną kwestią niepogarszającą i tak kiepskiego samopoczucia jest świadomość, że ma przy sobie bliskich (mamę i tatę), którzy na pewno będą chcieli mu pomóc i wesprą go, gdy będzie chciał wrócić do swojego życia. Brandon skupia się na uspokajającej go myśli, gdy do sali wchodzi ktoś, kogo (chyba) nie zna.
一 Kim jesteś? 一 rzuca, badawczo przyglądając się twarzy, którą widzi po raz pierwszy w swoim nowym życiu. Nie wie, że patrzy na najbliższą sobie osobie; nie pamięta, że jego palce znały na pamięć wszelkie zagłębienia, zaś usta i język nieustannie kosztowały ciała.
Teraz Lennon jest kimś obcym, a widok jego twarzy nie wywołuje choćby lekkiego uniesienia kącików ust.
Teraz Lennon jest w znacznie gorszej pozycji, bo nieprzychylni mu rodzice mogą prościej manipulować plastycznym umysłem Brana.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

trigger warning
wypadek, krew
Przez dłużącą się w nieskończoność chwilę myślał, że to on umiera. Pokryte krwią palce drżały niepohamowanie, dotykając ciężaru winy, strachu i bezsilności, połączenia, które odbierało mu oddech, odbierało zmysły i prowadziło prosto do czerwieni, która przesłaniała mu wszystko, oprócz widoku Brandona, ułożonego na ulicy w otoczeniu wypływającego z niego życia.
Krzyczał, żeby się obudził, błagał, zaprzeczał, jakby chciał cofnąć bieg wydarzeń, jakby myślał że dzięki jego modłom stanie się cud i mężczyzna otworzy oczy i powie, że nic mu nie jest. Dotykał jego twarzy, rozszerzonymi w szoku oczami wędrując po jego sylwetce w tę i z powrotem. Chciał nim potrząsnąć, doprowadzić do porządku, a w drugiej sekundzie przytulić najmocniej jak potrafił i wtłoczyć w niego życie albo oddać swoje, by on żył.
Nie miał pojęcia ile tak trwał, ile czasu pozwalał plamom krwi wsiąkać w jego sweter, ile czasu pozwalał sercu nierówno bić, ile razy ocierał niedbale dłonią zadrapanie na policzku i ile razy wypowiadał imię Brandona, aż ktoś go od niego odciągnął. Później siedział na krawężniku nawet nie próbując skupić się na tym kto i co do niego mówił. Jasne kosmyki włosów sterczały na wszystkie strony, niektóre zlepione krwią, a żyła na szyi pulsowała szybko i nic nie dawało mu spokoju. Wewnątrz był jak rozszalały huragan, jak śmiercionośny pożar pochłaniający lasy i miasta, jak powódź, zatapiająca wszystko, co spotka na swojej drodze. Na zewnątrz za to nie było go wcale i nie miał pojęcia kiedy oprzytomniał. Drogę do szpitala pamiętał krótkimi etapami, a na pytania lekarza odpowiadał oszczędnie i nawet nie był pewien czy poprawnie.
Z jego ust najczęściej wychodziły pytania o Brandona, na które nie dostawał odpowiedzi, co zaczynało działać mu na nerwy. W pewnym momencie podniósł się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił metalowy stolik z narzędziami lekarskimi i opatrunkami. Chodził po pokoju, wyrywał się personelowi i próbował tłumaczyć im kim jest Brandon i że przecież dopiero co z nim rozmawiał. Czemu tutaj był? Chwilę później dostał coś na uspokojenie, co pozwoliło mu przespać kilka godzin i ukoić system nerwowy.
Obudził się zdezorientowany, ale znowu był sobą. Wszystko sobie powoli przypomniał i usiadł na łóżku szpitalnym, by w następnej chwili rozpłakać się jak dziecko. Zakrył usta dłonią, z której wystawał wenflon. Nie był ranny, przynajmniej nie poważnie, można było zauważyć jedynie zadrapania od uderzenia o chodnik. Z resztą i tak się tym nie przejmował. Potem błagał pielęgniarkę, żeby powiedziała mu, że Brandon żyje.
Żył. Ale to była jedyna dobra wiadomość.
Wziął urlop, bo nie potrafił wrócić do normalnego życia po wypadku. Rodzice Brandona próbowali go od niego odciąć, tym bardziej, kiedy okazało się, że ten ma amnezję. Po kilku dniach wrócił do drążenia spawy, którą zajmował się wcześniej, żeby zrobić ze sobą c o k o l w i e k. Rozsądek podpowiadał mu, żeby przestał, skoro to właśnie o tę sprawę pokłócił się z narzeczonym. Jednak nie potrafił odpuścić, tym bardziej wiedziony przeczuciem.
Regularnie dowiadywał się o stan mężczyzny, nie mogąc ani spać, ani jeść. Próbował się z nim zobaczyć wiele razy, ale dopiero za którymś z kolei udało mu się przemknąć do jego sali pod nieobecność jego rodziców. Utkwił w mężczyźnie łagodne spojrzenie przepełnione ulgą i tęsknotą, po czym uśmiechnął się lekko, podchodząc nieznacznie bliżej. Ten uśmiech był specyficzny, jednocześnie pozornie wesoły, jak i rozpaczliwie smutny.
— Jestem Lennon. Lenny — przedstawił się zduszonym głosem i przełknął ślinę, dotykając palcami drżących dłońmi swoich ud. — Jestem… Jak się czujesz? — zapytał, bo próba wytłumaczeniu mu kim był spełzła na niczym. Nie potrafił tego wypowiedzieć, nie mając pojęcia co powiedzieli mu jego rodzice. Zsunął spojrzenie na jego dłoń, a kiedy zauważył, że nie ma na palcu pierścionka poczuł ucisk w żołądku. On swój nosił, musiał go założyć tuż po wypadku, ale nie pamiętał kiedy dokładnie. Chciał wymazać, że zaledwie kilka minut wcześniej rzucił nim w niego, dramatycznie zrywając zaręczyny. Był taki głupi. Chciał to wymazać i w pewnym sensie właśnie to robił, skoro jedyną osobą, która o tym pamiętała był on sam.
Zdał sobie sprawę, że nie miał wiele czasu i że bezczynnością niczego nie wywalczy, a jedno wiedział w tym chaosie na pewno — nie chciał się poddawać. Podszedł powoli jeszcze bliżej i automatycznie sięgnął do pierścionka zaręczynowego i obrócił go lekko, jakby chciał dodać sobie odwagi.
— Jestem twoim… narzeczonym. Mieszkamy razem od ponad roku. Rodzice ci nie mówili? — zapytał na koniec na chwilę unosząc kąciki ust, ale zaraz je opuszczając. Wiedział, że nie mówili, ale co innego miał powiedzieć? Próbował udawać, że chociaż jakoś się tolerują, aby nie tkwić na przegranej pozycji. Uważał, że musiał sprowokować rozmowę, aby cokolwiek z tego wyszło.

brandon leffingwell
Ostatnio zmieniony ndz wrz 13, 2026 9:59 am przez Lennon Evergrove, łącznie zmieniany 1 raz.
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

一 Lennon 一 powtórzył, starając się zmusić beznadziejny umysł do współpracy. Niestety, bezskutecznie; znane rozwiązania nie pozwoliły na wyłuskanie choćby jednego wspomnienia (kogo on próbował oszukać), dlatego poddał się i westchnął ciężko. 一 Lenny 一 dodał, zastanawiając się, która z form była jego ulubioną.
Przypatrywał się mężczyźnie, starając się znaleźć w nim coś 一 c o k o l w i e k 一 znajomego; wodził wzrokiem po twarzy, klatce piersiowej i dłoniach, ale jego umysł nadal pogrążony był w gęstej mgle. Przynajmniej na razie Lennon był obcym człowiekiem; niezależnie od tego, jak bardzo źle to brzmiało był n i k i m, bo Bran go nie pamiętał.
Wieść o przyszłorocznym ślubie uderzyła w niego z przeogromną siłą; jego ciało zdrętwiało, a na twarzy pojawiło się zdezorientowanie. 一 O mój boże 一 sapnął, próbując powstrzymać narastającą panikę. Jak mógł zapomnieć również o nim? Dlaczego los pogrywał z nim i odebrał mu najważniejszą osobę, z którą pragnął związać się na całe życie? Czym zasłużył sobie na takie okrucieństwo? Dlaczego nie pamiętał, aby rodzice mówili o jego narzeczonym?
一 Byłeś u mnie wcześniej? 一 spytał ze zdezorientowaniem. Koncentrował się na twarzach odwiedzających go osób, ale nie mógł sobie przypomnieć tej należącej do narzeczonego. O tym także zapomniał, czy faktycznie go tu nie było? W jego głowie kłębiło się wiele pytań bez odpowiedzi, a żeby nad nimi zapanować sięgał drżącą dłonią do twarzy. Właśnie wtedy uświadomił sobie, że nieobecność mogła wynikać z tego, że Lenny także ucierpiał w bliżej nieokreślonym zdarzeniu. 一 Przepraszam, nie pamiętam. Cały czas miesza mi się w głowie i zapominam nawet to, co działo się po wypadku 一 przyznał.
Nie przyznał się do tego przed narzeczonym 一 nie miał przyznać się do tego przed kimkolwiek oprócz samego siebie 一 ale bolała go własna obojętność; fakt, że patrząc na Lennona nie czuł niczego szczególnego był tak przerażający, że Bran czuł obrzydzenie do samego siebie.
Jego życie zamieniło się w koszmar; czuł, że nie miał kontroli nad żadnym elementem, przez co czasami nachodziły go myśli, że byłoby lepiej, gdyby się nie obudził.
一 Usiądź 一 poprosił, wskazując na pobliski stołek. Nie wiedział, od czego powinni zacząć; stresował się pojawiającą się niezręcznością, co nie uchodziło uwadze aparatury, która wyłapywała coraz częstsze sygnały poddenerwowania. 一 Opowiedz mi coś o nas. 一 Tuż po wypowiedzeniu słów, wlepił zaciekawione spojrzenie w p a r t n e r a.
Nie śmiał mówić o tym na głos, ale panicznie bał się sytuacji, w której nie tylko nie odzyska pamięci, ale także 一 co gorsza 一 nie będzie potrafił znów pokochać Lennona. 一 Jak się poznaliśmy? Gdzie się sobie oświadczyliśmy? Co lubimy robić? 一 zadał parę pytań, aby nakierować Evengrove na interesujące go kwestie.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wracał do wypadku w kółko, codziennie o tym myślał, obsesyjnie odtwarzał każdą sekundę. Na początku pragnął cofnąć czas tak desperacko, że odczuwał wręcz fizyczny ból związany z bezsilnością. Nie mógł. Był za słaby, był człowiekiem i nie miał magicznych zdolności skakania w czasie. Myślał o tym w szpitalu, kiedy sam był jeszcze na obserwacji i wymykał się na oddział intensywnej terapii, żeby być możliwe jak najbliżej Brandona. Miał ogromne poczucie winy i obawy, że Bran już się nie wybudzi.
Dzień wypadku
Przekręcił sygnet na palcu nerwowo, spoglądając na Brandona z niedowierzaniem. Często sięgał do pierścionka zaręczynowego, kiedy się denerwował, tak jak kiedyś do paczki papierosów, kiedy jeszcze praktykował ten paskudny nałóg. Nie palił od roku, ale zawsze musiał mieć czymś zajęte dłonie w stresowych momentach. Czasami żuł gumę, czasami bawił się długopisem, a odkąd zaręczył się z Branem, sięgał do białego złota z szafirem, symbolizującym lojalność i wewnętrzny spokój, jakby chciał ukraść trochę tej energii dla siebie.
— Poważnie, Bran? Twoi rodzice kłamią ci prosto w twarz od lat, naprawdę tego nie widzisz? Wykorzystują twoją naiwność, masz tu wszystko czarno na białym — powiedział podniesionym głosem, zrzucając ze stołu w kuchni plik papierów, a kartki pofrunęły w powietrze i rozsypały się po po podłodze. Nie mógł uwierzyć, że jego partner, chociaż patrzył na zapiski i dowody, nawet jeżeli nie jednoznaczne, ale wystarczające dla Lennona, i dalej mu nie wierzył. Był zaślepiony słowami matki, która zawsze potrafiła go do wszystkiego przekonać i ojca, który był jego autorytetem. Nie mógł znieść, że manipulowali nim, wykorzystując jego bezwarunkową miłość. Co jeszcze musiało się stać, żeby przejrzał na oczy?
Opracowywał teorię od tygodni i gdyby nie wierzył, że rodzina Brana jest zamieszana w większy spisek, dotyczący skorumpowanych polityków i policjantów, to aż tak by się nie upierał. Jednocześnie chciał ich zdemaskować, jak i chronić osobę, którą kochał. To już nie była zabawa, to nie był bezpieczny temat, a do tej pory takimi się zajmował. Może nie opracowywał reportaży miłych, bo często demaskował paskudne rzeczy, ale nic do tej pory nie było tak niebezpieczne. Dlatego jeszcze się nie wychylał, bo potrzebował więcej niezbitych dowodów. Chciał mieć jednak Brandona po swojej stronie. Potrzebował go.
— A może o wszystkim wiesz? Może po prostu ich chronisz? — mówił dalej w gniewie, niezwykle poruszony. Był wściekły i rozgoryczony. Miał wrażenie, że go nie poznaje. Jak mógł się tak upierać? — Nie odpuszczę, rozumiesz? Skoro nie chcesz być po mojej stronie, to wróć do nich, powodzenia — mruknął, w emocjach zsuwając z palca pierścionek i rzucając mu pod nogi. To nie była pierwsza rozmowa, to trwało od kilku dni, a Lenny czuł frustrację, złość i rozczarowanie. Emocje kumulowały się w nim i w końcu miał już dosyć. Być może następnego dnia (może już za kilka godzin) będzie tego żałował, ale teraz odwrócił się na pięcie i nie zważając na słowa Brandona, ruszył do wyjścia i szybkim krokiem wyszedł na ulicę, aby przejść do swojego auta, zaparkowanego po drugiej stronie.
Usłyszał tylko warkot silnika i pisk opon rozpędzonego auta, a potem poczuł pchnięcie i wylądował na ziemi, uderzając w beton bokiem głowy i na chwilę tracąc orientację. Brandon zdążył go odepchnąć, a auto, które w niego wjechało uciekło z miejsca wypadku.


Uśmiechnął się lekko, słysząc swoje imię wypowiedziane głosem, za którym bardzo tęsknił. Poczuł ulgę, bo długo się obawiał, że już nigdy więcej go nie usłyszy. Nie mógł sobie wybaczyć jaki był głupi, bezmyślny. Potarł szafir, bo pierścionek znalazł w dłoni Brana, kiedy czekali na ratowników. Musiał pierścionek ze sobą wziąć, kiedy za nim wybiegł. Nosił go od tamtego czasu i przyrzekł sobie, że nigdy więcej się z nim nie rozstanie. Jego temperament nie mógł równać się miłości do Brandona i żałował, że zdał sobie z tego sprawę dopiero w tak okropnych okolicznościach. Nawet nie chciał myśleć co by było, gdyby go stracił. Nieodwracalnie.
— Przepraszam — powiedział natychmiast, kiedy zobaczył zaskoczenie na twarzy mężczyzny. — Chyba powinienem był dawkować informacje — mruknął, jednocześnie powstrzymując się, aby się nie skrzywić, bo dotarło do niego, że starzy Brana nie mówili mu o nim absolutnie nic. Poczuł złość, ale ją ukrył.
— Nie szkodzi. Twoi rodzice dotarli wcześniej i pomyślałem, że odczekam jakiś czas, żebyś doszedł do siebie. Gdyby wszyscy zwalili ci się na głowę naraz mógłbyś się czuć przytłoczony — powiedział w końcu, uznając że to będzie najrozsądniejsze, i najbliższe prawdy, wytłumaczenie. Usiadł na krześle, uprzednio krótko zerkając w stronę drzwi. Nie miał pojęcia ile jeszcze mieli czasu, zanim wpadnie matka lub ojciec Brana i będzie musiał wyjść.
Wbił w niego spojrzenie, przesuwając nim po jego twarzy i zamruczał w zastanowieniu, wybijając jakiś rytm dłońmi na swoich kolanach. W końcu uśmiechnął się, układając w głowie te najszczęśliwsze momenty i w końcu krótko odchrząknął.
— Poznaliśmy się w dwutysięcznym dwudziestym trzecim roku, w lipcu, na ceremonii objęcia przez Panią prezydent urzędu. Jestem reporterem, ty robiłeś zdjęcia, chyba na jakiś portal internetowy — mruknął, mrużąc lekko oczy, jakby próbował sobie przypomnieć dokładniej na jaki, ale ostatecznie z tego zrezygnował. — Rok później mieszkaliśmy już razem, kupiliśmy dom. Oświadczyłeś mi się w walentynki, jesteś niepoprawnym romantykiem. Cały dom był w płatkach czerwonych róż, a na zewnątrz padał śnieg. Jak w jakiejś beznadziejnej komedii romantycznej — mruknął i zaśmiał się cicho na koniec, ukradkiem ocierając łzę.

brandon leffingwell
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

teraźniejszość

Tylko dzięki jawnym dowodom poświadczającym upływ czasu wierzy, że utracił pamięć. Gdyby nie zmarszczki na twarzy mamy oraz siwe włosy ojca w życiu nie uwierzyłby, że minęło JEDENAŚCIE lat; że to nie głupi żart, który będzie wspominał do końca życia.
Tylko dzięki pewności, że inni wiedzą więcej rozmawia z obcym i nakleja mu konkretną etykietę (roboczo nazywa go człowiekiem, z którym chciał spędzić resztę życia). Przygląda się Lennonowi, próbując zmusić się do emocji; chce go kochać 一 lub chociaż czuć cokolwiek poza o b o j ę t n o ś c i ą 一 ale jego umysł buntuje się, co sprawia mu nie tylko ból fizyczny, ale także emocjonalny.

wypadek

一 O czym ty pieprzysz? 一 warknął nerwowo, po czym potrząsnął głową. Absurdalność zarzutów go bolała; nie mógł uwierzyć, że z ust Lennona padły takie słowa, bo wydawało mu się, że kiedy tylko dowiedział się o przekręcie wyraźnie zaznaczył, że nie miał z nim niczego wspólnego. Jak to możliwe, że na pewnym etapie ich odbiór rzeczywistości stał się tak istotnie różny? 一 Przecież dobrze wiesz, że nie o to chodzi! 一 zaznaczył, z przerażeniem przyjmując, że narzeczony ściąga sygnet. To nie mogło się dziać; nie dowierzał, że Lenny posunął się do s z a n t a ż u (zerwania zaręczyn?) i jak gdyby nigdy nic zmierzał go wyjścia.
Gest zabolał go dogłębnie i sprawił, że Bran stracił grunt pod stopami. Niezależnie od tego jak się dogadywali 一 niezależnie, jak bardzo NIE dogadywali się w ostatnich miesiącach 一 Leffingwell nie godził się na t a k i e zakończenie. 一 Lennon! 一 krzyknął, w pośpiechu podnosząc sygnet i ruszając za narzeczonym (choć może lepszym stwierdzeniem byłoby za byłym narzeczonym?).
Wybiegł za nim, a kiedy tylko zorientował się w sytuacji, bez zastanowienia się poświęcił swoje życie, aby uratować osobę, którą k o c h a ł. Odepchnąwszy Evergrove'a nie zdążył odsunąć się i ostatnim elementem rzeczywistości, który udało mu się zakodować był rozdzierający ból całego ciała oraz ciemność, która spływała na niego zewsząd.


teraźniejszość

一 Nie 一 protestuje i przygląda się swoim palcom. Patrzy na W C I Ą Ż obcą twarz i próbuje przyswoić przekazywane mu wiadomości; na ich podstawie stara się zbudować szerszy obraz swojego życia, lecz to wciąż za mało. 一 Nie przepraszaj. Chcę wiedzieć wszystko 一 mówi, nie biorąc pod uwagę ładunku, który stał za poszczególnymi elementami historii.
Nie myśli o tym, że już teraz zaczyna boleć go głowa i stara się ignorować lęk; naiwnie wierzy, że opowieść będzie wystarczająca, aby wróciły wspomnienia, dlatego wyczekująco wpatruje się w mężczyznę, chcąc w i ę c e j.
Próbuje wyobrazić sobie zaręczyny i poznanie; ciekawi go, czy był niezręczny i czy przełamał swoją niepewność, która skutecznie uniemożliwiała mu rozwijanie większości relacji z młodości. 一 Oh 一 ucieka z pomiędzy jego warg, kiedy przez jego ciało przechodzi silny dreszcz. Po nim następuje przeciągłe, tępe kłucie głowy, które na moment odbiera Leffingwellowi kontakt z rzeczywistością.
Ma jedynie strzępki, które nie wystarczają do odtworzenia chociażby samego siebie. Co więcej, nie może zweryfikować informacji dostarczanych nie tylko przez Lennona, ale także przez rodziców, przez co kiełkuje w nim świadomość, że ktoś może próbować go okłamać.
Myśl p r z y t ł a c z a go i wywołuje coraz to nowe fale drżenia. Bran zaciska rękę w pięść i ucieka wzrokiem, aby skoncentrować się na czymś innym. 一 Byłeś tam? 一 pyta, mając na myśli miejsce wypadku. To kolejny element, o którym nie ma pojęcia, a który stanowi nierozerwalną część jego osobowości, a o którym nie wie n i c.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Szpital, krótko po wypadku
Otarł krew z łuku brwiowego, słysząc w uszach tylko głośny szum i dudnienie. Po chwili zdał sobie sprawę, że tak szybko i głośno bije jego własne serce. Dłonie mu drżały i łapał się na tym, że w myślach ciągle powtarzał pytania odnośnie stanu zdrowia Brandona. A może mówił to i na głos? Może pytał każdego w pobliżu, po kilka razy?
Rozdzielili go z nim na miejscu wypadku i Lenny był przerażony. Bał się, że już nigdy nie zobaczy go żywego. Chyba dali mu coś na uspokojenie, bo gdy dojechali do szpitala, ledwo kontaktował, a potem chyba przez jakiś czas spał. Nie odniósł poważnych obrażeń, ale i tak zatrzymali go na obserwacji dwie doby i chociaż próbował odnaleźć Brana, to nie zdążył zrobić tego przed jego rodzicami. Wymiana zdań między nim, a nimi była ostra i bardzo nieprzyjemna. Obie strony były do siebie negatywne nastawione.
— Myślicie, że tak łatwo odpuszczę? — rzucił do nich, a pytanie retoryczne odbiło się od ścian szpitalnego korytarza w niewielkiej przestrzeni pomiędzy nimi. Zdanie miało podwójne znaczenie, bo w obecnej sytuacji dotyczyło zarówno walki Brandona, jak i zdemaskowania tego, w czym jego rodzice maczali palce. Można było o nim powiedzieć zarówno złe, jak i dobre rzeczy, ale na pewno nie to, że porzucał temat. Zawsze walczył do końca.
Wiedział, że oni mają większe prawa, bo Lennon nie był rodziną, chociaż to on dzielił codzienność z Brandonem od ładnych kilku lat i planował spędzić z nim resztę życia. To nie było fair, ale chyba mało co generalnie było fair. Zdążył się o tym przekonać już w okresie dorastania, ale najmocniej upewnił się o tym w pracy, podczas pisania reportaży o sprawach, które mroziły krew w żyłach.
— Odejdź i nie wracaj. Brandon cię nie pamięta i dopilnuję, żeby tak pozostało — odparł twardo ojciec Brana, stając między nim, a swoją żoną. Musiał odejść, przynajmniej wtedy, ale nie wierzył, że ktokolwiek będzie mógł go powstrzymać przed dotarciem do prawdy. Jeszcze nikomu się to nie udało.


Uśmiechnął się lekko, bardziej do siebie, bo zawsze podobało mu się w Brandonie, że przyjmuje rzeczywistość taką, jaka jest i próbuje wydobyć z niej jak najwięcej. Zawsze myślał, że to odważne, że to przejaw siły i determinacji, może trochę uporu. Skinął głową, przyjmując jego życzenie do wiadomości. Mógł opowiadać mu o ich wspólnym życiu, o tym jak go widział, o tym co razem przeżyli i co planowali jeszcze przeżyć. Było jednak coś, co chciał pominąć i chociaż mogło się to wydawać nie w porządku, to nie był w stanie o tym mówić — o ich kłótniach i o tym, co zaszło tuż przed wypadkiem.
Mimo wszystko zwracał uwagę na jego samopoczucie, wiedząc że chęci to jedno, a kondycja drugie. Mężczyzna był tuż po ciężkim wypadku i przede wszystkim potrzebował odpoczynku, aby dojść do siebie. Lenny chciał wierzyć, że im mocniejszy się stanie, tym i jego umysł zacznie dochodzić do siebie. Brakowało mu jego uśmiechu i czułych słów i to nie od dni, a tygodni. Nie wiedział czemu tak to się potoczyło, ale miał wrażenie, że zapomniał o czymś bardzo ważnym i być może jego zapominalstwo grało tu kluczową rolę, nie brak pamięci Brandona. Bo to jego działania doprowadziły ich do tego wszystkiego. Czuł się winny i ta wina pożerała go żywcem.
Zamilkł, widząc drżenie ciała Brana. Poprawił się na krześle i zlustrował go bardzo uważnym spojrzeniem. Nie chciał pytać czy wszystko w porządku, pewnie już się tego bełkotu nasłuchał. Jednocześnie pozostawał uważnym, ale nie przegapić momentu, w którym jednak zareagować jakoś trzeba. Padło pytanie, którego trochę się obawiał. W końcu ostrożnie skinął głową.
— Tak. Właściwie to powinien być na twoim miejscu — wyznał, nie chcąc już po raz kolejny rzucać, że rodzice nie powiedzieli mu też o tym. Ne dodał też, że wolałby szczerze być na jego miejscu. — Chyba się zagapiłem, czasami bujam w obłokach. Mam zawsze pełno spraw w głowie. Chciałem przejść na drugą stronę ulicy, a to auto wyjechało znikąd, bardzo szybko. Zdążyłeś mnie odepchnąć… — opowiedział krótko, kończąc tak, że reszty można było się domyślić. Przesunął palcami po brodzie i tym razem to on uciekł wzrokiem.
— Przynieść ci coś do picia? Coś ciepłego? Widziałem też automat na korytarzu. Mają twój ulubiony baton — powiedział po chwili, zmieniając temat na zdecydowanie lżejszy. Wiedział, że może Bran nie chce teraz gadać o napojach czy batonach, a próbować łatać luki w pamięci, ale Lenny zaczął się trochę obawiać, że w końcu szybkość podawanych informacji go po prostu przytłoczy.

brandon leffingwell
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

przed wypadkiem

Doskonale zdawał sobie sprawę z napiętej atmosfery, która panowała między jego narzeczonym, a rodzicami. Wielokrotnie tłumaczył matce i ojcu, że niewiele mają do gadania, bo kochał Lennona nad życie; nieustannie powtarzał im, że to z nim pragnął się zestarzeć, że to z nim chciał układać swoje życie i że to jego pragnął ponad wszystko.
Podczas kolejnych protestów i prób przekonania go, że Evergrove był z nim jedynie dla ... (powody zmieniały się podczas każdej rozmowy), stawiał wyraźne granice i coraz częściej myślał o tym, że najlepiej dla każdego będzie ograniczyć kontakt z rodzicami, którzy nie potrafili zaakceptować sprzeciwu.
Niestety, nie zdążył tego zrobić.

teraźniejszość

Informacja wstrząsnęła nim do tego stopnia, że przez dłuższą chwilę nie wiedział, jak zareagować. Brandon długo bił się z myślami, dochodząc do wniosków, które sprawiały, że jego serce rozpadało się na miliard drobnych kawałeczków. Chciał zrozumieć; desperacko potrzebował pojąć, dlaczego nie pamiętał osoby, za którą gotów był oddać życie i czemu teraz, gdy patrzył na niego po wypadku, był tak bardzo obojętny. 一 O boże一 wyszeptał, nie kryjąc łez, które napływały do oczu.
Próbował odtworzyć wydarzenia; choć nie pamiętał kluczowych elementów, starał się je sobie dopowiedzieć: pomyślał o pogodzie (bo może było wyjątkowo deszczowo i kierowca nie zdążył wyhamować?), o okolicznościach (czy szli obok siebie? w co byli ubrani? dokąd zmierzali?) oraz o kwestiach, które bezpośrednio poprzedzały wypadek (może rozmawiali o swoim ślubie i to zmusiło Lenny'ego do zamyślenia się? może Bran opowiedział jakiś wyjątkowo nieśmieszny żart?).
Przyłapał się na tym, że w pewnym momencie stworzył własną wersję historii; nie analizując, czy była właściwa czy nie, koncentrował się na towarzyszących mu emocjach. Jeszcze raz próbował zmusić swój umysł do współpracy, starając się przypomnieć towarzyszące mu emocje; jak się czuł, gdy dostrzegł auto, które zmierzało wprost na Lenny'ego? Czy wahał się choćby przez ułamek sekundy? Może nie, skoro zdążył go odepchnąć i wziąć na siebie całą siłę uderzenia?
一 Nie pamiętam cię, ale znam siebie na tyle, żeby wiedzieć, że naprawdę musiałem cię kochać, skoro byłem gotowy oddać za ciebie życie 一 Wśród wielu niewiadomych przynajmniej ta sprawa dawała jasny podgląd na sytuację; jeszcze niedawno siedzący przed nim człowiek musiał znaczyć dla niego wiele (wszystko) i stąd wynikało jego poświęcenie. 一 Cieszę się, że nic ci nie jest 一 wyszeptał szczerze, jednocześnie zmuszając się do nieco sztucznego uśmiechu, którym chciał zamaskować swoje prawdziwe emocje (to znaczy pieprzoną obojętność, przez którą nie potrafił się przebić).
Wpatrywał się w twarz mężczyzny, prosząc opatrzność, los i bogów wszystkich religii, aby coś poczuć; beznamiętność stawała się dla niego coraz bardziej frustrująca i niewygodna, dlatego z ulgą przyjął propozycje Evergrove'a. 一 Jaki jest mój ulubiony baton? 一 Zmienił temat. To bynajmniej nie tak, że nie wierzył i chciał poddawać Lenny'ego testom, ale chciał wyciągnąć z niego trochę więcej informacji (naiwnie wierzył, że być może one pomogą w powrocie wspomnień). 一 Znaczy tak, jasne. Chętnie coś zjem, chociaż nie wiem, czy mogę.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Był przerażony, widząc łzy w oczach Brandona, a jednocześnie poczuł ukłucie nadziei, bo doszukiwał się oznak odzyskiwania przez niego pamięci w najdrobniejszych gestach i słowach. Każde spojrzenie, każdy grymas i każde wypowiedziane słowo pragnął odczytywać tak, jakby zbliżali się do mety. Nie dopuszczał do siebie myśli, że Brandon mógłby już nigdy nie przypomnieć sobie ich wspólnych chwil, nie mógł nawet sobie wyobrazić, że mogli to wszystko stracić, bo czym były jego własne wspomnienia, jeżeli nie mógł dzielić ich z mężczyzną, którego nadal bardzo kochał?
Były niczym.
Z drugiej strony bał się pełnego odzyskania przez Brandona wspomnień. Bał się, że przypomni sobie co ten zrobił mu w dzień wypadku. Przecież to była jego wina, nie tylko z własnej głupoty zerwał zaręczyny, których zrywać tak naprawdę wcale nie chciał, ale i doprowadził do tragicznego wypadku. Znowu pożałował, że to jednak nie jego potrąciło auto i że to nie on znajdował się teraz na miejscu Brana. Oddałby za to wszystko.
Przesunął językiem po spierzchniętych wargach, przyglądając się bacznie mężczyźnie i zastanawiając się co mógł zrobić, żeby tego uniknąć. Tak naprawdę była cała masa rozwiązań, a on jak skończony debil przyjął najgorszy wariant i zachował się jak skończony idiota. Chyba nigdy nie będzie w stanie sobie tego wybaczyć i gdyby Bran to pamiętał, to pewnie też by mu nie wybaczył i miałby świętą rację.
Nagle Leffingwell powiedział coś, co zmroziło Lenny’emu krew w żyłach, a potem nagle zrobiło mu się gorąco i miał wrażenie, że słyszy wręcz jak serce łamie mu się na milion kawałków, a do oczu napływają łzy. Dopiero czas przeszły wywarł na nim wrażenie, którego nie mógł już ignorować.
Musiałem cię kochać.
Ale już nie kocha.
Oczywiście, że nie kocha. Jak można było kochać całkowicie obcą osobę. Jak mógł walczyć z czymś takim? Jak mógł dalej mieć nadzieję? Jak mógł dalej żyć bez niego? Dotarło do niego, że jest na skraju zachowania zdrowego rozsądku i w ogóle jakiegokolwiek rozsądku i zmusił się do oddychania, unosząc dłoń, żeby otrzeć oczy i pociągnął nosem marszcząc brwi i z cichym pomrukiem intensywnie myślał co powiedzieć, żeby wyjść z tego błędnego koła powtarzania, że to już koniec. Żołądek miał tak ściśnięty, że to aż bolało. Każdy mięsień go bolał.
Przez chwilę nie miał pomysłu czego mógłby się złapać, aż w końcu usłyszał o batonie.
— Hmm… Big Turk — powiedział i uśmiechnął się przez łzy trochę rozbawiony. — Nie znoszę go. Nigdy nie zrozumiem jak możesz to jeść — dodał i znowu otarł kąciki oczu rękawami, a potem jeszcze raz odchrząknął i pociągnął nosem. Podniósł się, żeby jakkolwiek zmienić pozycję i uznał też, że rozruszanie się dobrze mu zrobi.
— Przyniosę ci zapas, później zapytasz pielęgniarki lub lekarza czy możesz. W porządku? — zapytał, wręcz potrzebują chociaż na chwilę się stąd wyrwać. Na korytarzu oparł się o automat i przyłożył czoło do chłodnej powierzchni, na chwilę przymykając oczy. Było mu niedobrze i nagle poczuł się zmęczony, co najmniej o dekadę starszy. Ktoś za nim odchrząknął ponaglająco, więc przeprosił, po czym wykupił cały zapas Big Turk, nie zważając na zniecierpliwione marudzenie starszego mężczyzny za nim.
Kątem oka zauważył jak w oddali z lekarzem rozmawia matka Brandona i odwrócił się pospiesznie przeklinając cicho pod nosem. Szybko wrócił do sali narzeczonego i wrzucił batony do szuflady szafki przy jego łóżku. Zerknął na niego, świadomy, że powinien coś powiedzieć, ale tak przejęty pośpiechem myślał tylko o tym, żeby zdążyć się chociaż pożegnać.
— Jeżeli jednak już ich nie lubisz, to nie szkodzi. Kupię ci następnym razem inne — powiedział na wydechu i otrzepał dłonie, zerkając krótko w stronę drzwi. — Posłuchaj. Zanim wyjdę chcę ci powiedzieć, że bardzo cię przepraszam… Ja powinienem był bardziej uważać na ulicy, gdybym nie myślał o czymś innym, zamiast o tym gdzie idę, to nic by ci się nie stało — powiedział i chociaż głos mu lekko drżał, to musiał przeprosić, musiał powiedzieć coś, co wypada. Usłyszał głos kobiety na korytarzu i sięgnął do dłoni Brandona, ale w ostatniej chwili się zawahał i chociaż bardzo chciał go dotknąć, to jednak się powstrzymał.

brandon leffingwell
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Usłyszawszy nazwę ulubionego batona, uśmiechnął się i skinął twierdząco głową. Wiele wskazywało na to, że Lennon miał o nim realną wiedzę, co Bran cenił najbardziej na tym świecie. Patrząc na narzeczonego, widział kogoś, kto był skarbnicą wiedzy; kto posiadał kluczowe informacje nie tylko o ich wspólnym życiu, ale także o samym Leffingwellu. 一 Pewnie mówisz tak dlatego, że nie jadłeś go we właściwy sposób 一 zauważył, przypadkiem decydując się na słowa, które zazwyczaj wypowiadał w momentach, w których Lenny nie rozumiał jego zachwytu konkretnym rodzajem słodyczy.
一 Dziękuję 一 rzucił, odprowadzając mężczyznę spojrzeniem. W chwili, w której został w sali sam, dotknął swojej głowy. Nie przejmując się tym, że wywoła to ból, nacisnął na skroń, lecz to także nie przynosiło żadnej zmiany; Bran nadal niczego nie pamiętał.
Kiedy mężczyzna wrócił do sali, powrócił do poprzedniej pozycji, zaś ujrzawszy batony, uśmiechnął się promiennie. 一 Idziesz już? 一 zapytał, nie kryjąc swojego rozczarowania. Chciał, aby Lennon został; być może egoistycznie pragnął wykorzystać go do zadania kolejnych pytań. Bo być może któreś, poruszające jakąś konkretną kwestię przyniosłoby realny skutek i przywróciło jego pamięć? 一 Zostań 一 poprosił, posyłając Lenny'emu błagalne spojrzenie. Nie myślał o jego uczuciach, bo koncentrował się jedynie na sobie i na swojej potrzebie przywrócenia utraconych wspomnień.
Dopiero kiedy dotarło do niego, że Evergrove nie ma się najlepiej 一 zresztą, nie ma się czemu dziwić, wszak przebywał w sali z człowiekiem, dla którego był o b c y 一 przestał usilnie nalegać i zmuszać mężczyznę do pozostania. 一 Przepraszam 一 powiedział natychmiast, czując że jego dotąd blade policzki robią się purpurowe. W żadnym momencie nie chodziło o wywieranie presji; Brandon poczuł się jak skończony idiota, który nie tylko stracił pamięć, ale także jakąkolwiek racjonalność i empatię. 一 Rozumiem, że to trudne również dla ciebie, nie będę cię zatrzymywał 一 szepnął, uciekając spojrzeniem. Wpatrywał się tępo w szpitalne ściany, udając że powierzchnie były niesamowicie absorbujące.
Nie było dane powiedzieć mu cokolwiek więcej, bo próg pomieszczenia przekroczyła jego matka. Brandon nie wiedział, co się dzieje, ale niemal natychmiast wyczuł zagęszczenie się atmosfery; oderwawszy wzrok od ściany, przesuwał go między kobietą, a narzeczonym, próbując odkryć, co było na rzeczy. 一 Brandon, kochanie 一 zagruchała matka, po czym uśmiechnęła się sztucznie. 一 Widzę, że odwiedził cię, Lennon. Zupełnie jakbyś nie rozmawiali z nim o tym, że to za wcześnie 一 syknęła, irytując się, że jej plany legły w gruzach.
Tak naprawdę bynajmniej nie chciała, aby Bran pamiętał o tej części swojego życia; naiwnie wierząc, że jej plan się powiedzie, chciała wywieźć syna z Toronto, by gdzieś z dala od miasta (z dala od Lennona) rozpoczął nowe, lepsze życie.
一 Powiedział mi o wszystkim 一 rzucił, całkiem nieświadomie rzucając na sprawę całkiem nowe światło.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Słysząc znajomą frazę, posłał mężczyźnie trochę rozbawione spojrzenie. Zaraz jednak uciekł wzrokiem, bo miał wrażenie, że znowu się rozklei, a wolał sobie na to teraz nie pozwalać. Uśmiechnął się tylko jeszcze, dochodząc do szybkiego wniosku, że może to dobry znak i wspomnienia będą do Brandona powoli wracać. Z drugiej strony jeżeli miało się to dziać chaotycznie, to nie wiadomo było które wspomnienia wrócą jako pierwsze. Mogły to być szczęśliwe myśli z ich wspólnych chwil, ale równie dobrze te mniej wesołe, jak kłótnie, podczas których Lenny zachowywał się tak, że teraz się tego wstydził.
Skinął tylko głową, bo być może Brandon miał rację. Teraz i za każdym razem, kiedy kierował do niego te słowa w przeszłości. Chciałby usłyszeć więcej znajomych słów, zobaczyć znajome uśmiechy i poczuć na sobie dotyk, za którym bardzo tęsknił. A co by było, gdyby w tym wypadku obaj stracili pamięć? Z jednej strony miał wrażenie, że może poczułby dzięki temu ulgę, ale z drugiej wzdrygnął się lekko, bo chyba wcale nie chciał go zapomnieć. Nawet przy tak nieszczęśliwych wydarzeniach chciał pamiętać Brandona. Chciał pamiętać, jacy byli wcześniej, kiedy jeszcze wszystko było w miarę proste.
Po powrocie do sali, kiedy włożył już batony do szuflady i zdobył się na przeprosiny, miał wrażenie, że brzmi to trochę jak pożegnanie na dłużej. Czy rozważał podświadomie odsunięcie się? To byłoby bardzo bolesne, ale z drugiej strony może miało jakiś sens? Nie chciał wywierać presji, nie chciał żeby Brandon zafiksował się na czymś, co zakłóciłoby proces zdrowienia. Poza tym byli w tym wszystkim jego rodzice, a ich spór też mógłby na Brandona źle wpłynąć. Lenny podejrzewał, że gdyby kręcił się dalej przy Brandonie, to sytuacja na pewno szybko by eskalowała.
A potem Brandon poprosił go, żeby został i Lennon poczuł tak mocny ucisk w piersi, że ledwo potrafił zaczerpnąć tchu. Walczył ze sobą przez chwilę, ale nie mógł spełnić życzenia mężczyzny, bo wiedział, że lada chwila do sali wejdzie jego matka. Potem Leffingwell przeprosił, a Lennon poczuł kolejną warstwę ciężaru, który spoczął na jego barkach. On nie powinien przepraszać. To ostatnie, czego Lenny mógłby od niego oczekiwać.
— Nie, to nie tak… — zaczął, bo chociaż faktycznie było to dla niego cholernie trudne, to mimo wszystko chciałby zostać dłużej, powspominać, opowiedzieć mu coś jeszcze, ale wiedział, że jego rodzice będą to utrudniać. Podejrzewał, że po pobycie w szpitalu wezmą go do siebie i dalej będzie miał trudności w dotarciu do niego, o ile w ogóle będzie to możliwe. — To prawda, że nie jest to łatwe… dla nikogo. Chciałbym zostać dłużej, tylko… — mówił dalej, chcąc jakoś to wyjaśnić, ale wtedy do sali weszła matka Brandona i Lennon automatycznie odwrócił się, żeby na nią spojrzeć. Od razu zauważył to spojrzenie i już wiedział, że kobieta nie była dobrze nastawiona do niego i całej sytuacji.
— Uważam, że podjęcie takiej decyzji należy do Brandona — odparł chłodno Lennon, prostując się i wręcz sztywniejąc. Czuł się bezsilny wobec działań jego rodziców. Brandon był dla niego najważniejszą osobą, ale odwrotnie było zupełnie inaczej. Tym bardziej, że nie byli po ślubie i Lenny nie miał żadnych praw, był traktowany jak obcy i nic nie mógł z tym zrobić.
Kobieta prychnęła cicho i podeszła bliżej syna, jednak od drugiej strony, aby nie zbliżać się zanadto do Lennona.
— Co za bzdury. Brandon miał bardzo poważny wypadek i przede wszystkim musi odpocząć — odparła z nutką wyniosłości w głosie i poprawiła synowi pościel z dozą matczynej troski w ruchach. — Oczywiście, że powiedział. Porozmawiamy o tym później, na pewno jesteś zmęczony. Pan Evergrove ma tendencję do nadgorliwości, pewnie zamęczył cię gadatliwością… Pan już wychodzi, prawda?

brandon leffingwell
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”