29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Aurora parsknęła śmiechem, kiedy Teddy z takim przekonaniem zaczęła tłumaczyć historię krowy. Theodora Apreddy LXIX. Samo imię wystarczyło, żeby przez moment patrzyła na Darling z niedowierzaniem, po czym pokręciła głową. Oczywiście. Oczywiście, że Teddy nie mogła po prostu mieć krowy. Krowa musiała mieć imię będące połączeniem ich imion i jeszcze numer jak jakiś pieprzony monarcha.
- Theodora brzmi zacnie.
Reszta już mniej, w sensie drugie imię z racji natury nie przypadło Aurorze do gustu, ale zostawmy temat April. Nie będzie jej lubić i koniec. Nie ważne co się będzie działo!

Zaśmiała się pod nosem, ale zaraz potem zerknęła na zdjęcia Liary. Kotka faktycznie wyglądała całkiem niewinnie, co w jakiś dziwny sposób jeszcze bardziej pasowało do historii o Teddy, która najwyraźniej nie planowała posiadania kota, a skończyła z jednym mieszkającym u niej na stałe. Koty były fajne!
- No tak, oczywiście. Liara też ma swoją historię. Ładna kicia.
Owszem, grała kiedyś w Mass Effect (hehe jestem psychofanem tej gry!), ale nie szczególnie przypadła jej do gustu. Zbyt monotonna, podobne sekwencje, zbyt proste dialogi, ale fabuła na film nawet jej się podobała. Może aktorski serial będzie czymś co ją wciągnie do tego świata? Swan od zawsze jednak wolała inne „kosmiczne” uniwersa – Star Wars a nawet Star Trek! Tak, ten sztywny, drewniany i stary.

Nie było w tym ani grama wyrzutu. Wręcz przeciwnie. W jej głosie pojawiło się coś ciepłego, bo dokładnie za takie rzeczy lubiła Darling. Za to, że nawet zwykłe życie potrafiło jej się zamienić w historię, którą potem można było opowiadać przy herbacie przez pół wieczoru. Aurora odsunęła telefon wzrokiem od zdjęć dopiero wtedy, kiedy Teddy wróciła do planszy i rzuciła jej zaczepkę o sentymentach. Kącik ust Swan uniósł się powoli.
- Nie myl sentymentu z litością.
Jej spojrzenie przesunęło się na zieloną figurkę, która właśnie znalazła się w sąsiednim wagonie. Potem na własne pionki. Przez krótką chwilę nic nie mówiła, tylko obserwowała planszę, jakby ruch Teddy właśnie ułożył jej w głowie coś, czego wcześniej brakowało.

- Dlatego nie powinno się ufać pierwszej karcie, która wygląda dobrze.
Wyciągnęła jedną z kart i położyła ją przed sobą. Tym razem nie było już żadnego ukrywania zamiarów. Aurora przesunęła figurkę Doca o wagon w stronę zielonej postaci Teddy, spokojnie i bez pośpiechu. Nie rzuciła nawet triumfalnego komentarza. Wystarczyło samo przesunięcie pionka. Dopiero kiedy odstawiła go na miejsce, podniosła wzrok na Darling.

- Bo czasami pierwsza karta tylko pomaga przeciwnikowi znaleźć cię szybciej.
Uśmiechnęła się szerzej, opierając przedramię o krawędź stołu. Teraz między ich figurkami było już zdecydowanie mniej bezpiecznej przestrzeni. Aurora jeszcze przed chwilą traktowała tę planszówkę jak zwykłą zabawę. Teraz coraz bardziej przypominało jej to małą operację wojskową. Najwyraźniej Teddy właśnie dobrowolnie weszła w zasięg „piąchy”.

- No dalej. Pokaż mi, co tam jeszcze masz, Darling.
Mówiąc to, ceremonialnie stuknęła paznokciami o blat stołu, patrząc się ze swoim zwycięskim uśmiechem w stronę dawnej partnerki.


teddy darling
kotlet schabowy w jasnej panierce
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że Theodora brzmiało zacnie. W końcu to było jej imię. Co prawda nie przepadała, kiedy ktoś używał pełnej wersji, bo wtedy od razu czuła się tak, jakby coś przeskrobała. Zwykle robił to ojciec. W jego ustach nigdy nie oznaczała to przecież niczego dobrego i Teddy od razu zaczynała się zastanawiać, co tym razem odwaliła. Chociaż wcale nie tak często zachodziła mu za skórę. No dobrze, czasami się zdarzało. Zwłaszcza wtedy, kiedy po kolejnej akcji lądowała w szpitalu z raną wymagającą szycia albo lekkim niedotlenieniem, bo nawdychała się zbyt dużo dymu. Teddy nigdy nie wiedziała, czy bardziej się martwił, czy miał ochotę osobiście przywiązać ją do kanapy, żeby przez przynajmniej tydzień nigdzie nie wychodziła. Pewnie jedno i drugie.
— Jestem psiarą i w normalnych okolicznościach nie zdecydowałabym się na kota. Nawet teraz miałam wątpliwości co do adopcji zwierzaka, bo przecież mieszkamy w niedużym lofcie i często przebywamy poza domem, ale kot i tak jest o wiele mniej wymagający od psa. No i nie mogłam odmówić April — westchnęła rozmarzona. Dla narzeczonej była skłonna do wszelkich poświęceń. Jeszcze niedawno pewnie zarzekałaby się, że kot w jej mieszkaniu to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje. A teraz musiała przyznać, że pokochała to małe futrzaste stworzenie. Poza tym, gdyby April zażyczyła sobie gwiazdki z nieba, Darling najpewniej byłaby już dawno w kosmosie i szukała tej najjaśniejszej.
Uniosła ręce w obronnym geście. Nie zamierzała wnikać, czy Aurora kierowała się sentymentami, czy może jednak litością. Żadna z tych opcji nie była wystarczająca, żeby powstrzymać Teddy przed spuszczeniem jej manta w Colt Express!
— Och, serio? — skrzywiła się lekko, widząc, jak Swan przesuwa swoją figurkę do tego samego wagoniku. — A czemu innemu mam ufać w tej grze, jeśli nie kartom? Nie na tym to polega? — posłała jej rozbawione spojrzenie. Skoro strażaczka nie mogła zagrać niczego innego, to musiała wyłożyć taką, a nie inną kartę. Dla Teddy było to przecież całkiem logiczne. Czasami kompletnie nie rozumiała tych dziwnych metafor, którymi posługiwała się Aurora. Darling naprawdę nie miała pojęcia, jak można było zwykłe zagranie karty zamienić w filozofowanie o zaufaniu.
— Poza tym sama mnie nauczyłaś, że w tej grze trzeba wykorzystywać każdą okazję — dodała, nie zrażona zagraniem Aurory. — No to korzystam — karta bójki wylądowała przed nią, a na twarzy strażaczki pojawił się szeroki uśmiech. Aurora sama właśnie wpakowała się do tego samego wagonu. Teddy musiałaby być chyba skończoną idiotką, żeby nie wykorzystać takiej okazji i nie odwdzięczyć się piękny za nadobne! I tak nie miała innych możliwości i musiała wykorzystać kartę teraz. Bez sensu czekać na kolejną rundę.

Aurora B. Swan
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Aurora pokręciła głową z rozbawieniem, słuchając wyjaśnień Teddy dotyczących Liary i całej historii z kotem. Właściwie nawet jej to pasowało. Darling mogła przez pół życia zarzekać się, że jest psiarą, a potem wystarczyło jedno małe stworzenie wyciągnięte z wału przeciwpowodziowego, żeby całe wcześniejsze przekonania poszły się pieprzyć. Swan zerknęła jeszcze raz na zdjęcie kotki i uśmiechnęła się pod nosem. Każde zwierzę miało w sobie coś cudownego, nawet jeśli czasami potrafiło skutecznie przewrócić człowiekowi życie do góry nogami.
- Kot wam się przyda. Nauczy cierpliwości, odpowiedzialności... i przygotuje was na dziecko.
Powiedziała to z tak śmiertelną powagą, że dopiero po chwili sama nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Oczywiście był to żart, chociaż wizja Teddy i April próbujących wychować najpierw kota, a później potencjalnie małego człowieka, była dla Aurory wyjątkowo zabawna. Oddała telefon właścicielce, a potem wróciła do planszy, gdzie sytuacja właśnie zaczynała robić się znacznie ciekawsza. Teddy położyła kartę bójki, najwyraźniej zamierzając wykorzystać fakt, że Aurora sama wpakowała się do jej wagonu. Swan spojrzała na kartę, potem na figurkę, a na jej twarzy pojawił się szeroki, niemal dziecięcy uśmiech. No dobrze. Sama tego chciała.

Cios poszedł w ruch, a Doc został wypchnięty z wagonu. Aurora przyjęła to z teatralnym westchnieniem, przesuwając figurkę zgodnie z zasadami, ale zamiast się wycofać, natychmiast odpowiedziała własną kartą „dania w mordę”. Tym razem to ona postanowiła skorzystać z okazji i oddać Teddy pięknym za nadobne. Przez kilka sekund obie figurki miotały się po planszy niczym dwie bandytki, które najwyraźniej zapomniały, że głównym celem napadu było obrabowanie pociągu, a nie prywatna vendetta przy herbacie. Aurora aż pochyliła się nad stołem, śledząc sytuację z pełnym skupieniem, a kiedy jej ruch został rozpatrzony, rzuciła Teddy krótkie, rozbawione spojrzenie. Teraz już naprawdę zaczynała się dobra zabawa.
Nie zamierzała jednak tracić z oczu tego, co znajdowało się w sąsiednim wagonie. Walizka nadal czekała, a skoro mogła wykorzystać chaos do własnych celów, nie zamierzała się nad tym długo zastanawiać. Sięgnęła po kartę Szeryfa i przesunęła stróża prawa dokładnie tam, gdzie chciała. Pojawienie się tego jegomościa oznaczało jedno - znajdujący się w wagonie bandyta musiał uciekać na dach, a przy okazji dostać jeszcze kulę. Aurora tylko uniosła brwi, obserwując efekt własnego zagrania z miną osoby wyjątkowo zadowolonej z siebie. Chwilę później druga z jej figurek ruszyła w stronę wagonu z walizką. Plan zaczynał się układać dokładnie tak, jak chciała: jeden bandyta robił zamieszanie, drugi zbliżał się do pieniędzy, a szeryf pilnował, żeby Teddy nie miała zbyt łatwego życia.
Swan oparła się wygodniej na krześle i stuknęła paznokciem w blat, spoglądając na planszę. Jeszcze przed chwilą rozmawiały o krowie nazwanej Theodora Apreddy LXIX i kotce o imieniu Liara, a teraz prowadziły małą wojnę o walizkę. Dlatego Aurora tak lubiła spotkania z Teddy. Przy niej nawet zwykła planszówka potrafiła w ciągu kilku minut zamienić się w absurdalnie poważną operację rabunkową.
- No dobra, Darling. Teraz zobaczymy, czy naprawdę umiesz wykorzystywać każdą okazję.
Uśmiechnęła się zwycięsko, nie odrywając wzroku od walizki.


teddy darling
kotlet schabowy w jasnej panierce
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Ty się nie śmiej, bo my chcemy mieć dzieci. Najlepiej trójkę! — odparła entuzjastycznie. Właśnie taką przyszłość z April sobie wymarzyły. Co prawda żadna z nich nie planowała zachodzić w ciążę, ale przecież tyle brzdąców czekało w domach dziecka na kogoś, kto dałby im prawdziwy dom. Teddy podobała się myśl, że mogłyby stworzyć dla takich dzieci miejsce pełne miłości, szacunku i akceptacji. Takie, w którym nikt nie musiałby zastanawiać się, czy jest wystarczająco dobry, żeby ktoś go pokochał. Oczywiście wszystko po kolei. Najpierw ślub, potem kupno większego domu, a dopiero później powiększenie rodziny. Darling chciała zrobić to dobrze. Nie zamierzała sprowadzać na świat albo do swojego domu kolejnych małych ludzi, kiedy same z April nie miałyby jeszcze odpowiednich warunków. Wiedziała też, że życie nie zawsze pozwalało realizować plany dokładnie według kolejności zapisanej w głowie. Mogło wydarzyć się tysiąc rzeczy, których nie przewidziały. Mogły pojawić się problemy z pieniędzmi, domem, pracą albo zwyczajnie coś mogło pójść nie tak. A jednak Teddy nie miała żadnych wątpliwości, że we dwie ze wszystkim sobie poradzą. Była totalnie zakochana i po raz pierwszy w życiu miała poczucie, że dokładnie wie, z kim chce przejść przez resztę życia. Nie musiała się nad tym zastanawiać ani tworzyć żadnych alternatywnych scenariuszy na wypadek, gdyby coś się nie udało.
Akcja na planszy była dynamiczna. Mogłyby tak przepychać się figurkami w nieskończoność, ale to nie dawało żadnej zwycięstwa. Strażaczka wydała z siebie zduszony pomruk, kiedy Aurora zagrała kartę Szeryfa. Ależ z niej szczwany lis! Belle dostała kulkę, co wykluczyło ją z ruchu i biedna Teddy została na razie tylko z jednym bandytą w grze.
— Nie będę czarować, że mam tutaj jakieś większe pole do popisu — odparła zgodnie z prawdą. Blefowanie nie miało sensu, bo Darling mogła przesunąć tylko zieloną figurkę. Uniosła kartę i wyłożyła ją na stół. Zmianę poziomu, której układ pozwala wejść na dach. Musiała uciekać i podążać okrężną drogą, jeśli chciała pozostać w grze. No cóż, najwyraźniej nie miała zbyt dużego szczęścia w planszówkach. Ani w kartach. Ale podobno kto go nie miał, to miał szczęście w miłości. I tutaj wszystko by się zgadzało!
— A co z tobą? — zerknęła na Swan, przygotowując się na jej następne zagranie. — Spotykasz się z kimś? Albo przynajmniej masz kogoś na oku? — zapytała z nieukrywanym zainteresowaniem. Naprawdę była ciekawa, jak Rory układa sobie życie i czy dalej żyje wyłącznie pracą. Przypuszczała, że tak, ale dopóki to nie wyjdzie od Swan, to wciąż było tylko gdybanie. Wiadomo, że życzyła jej dobrze i chciała, żeby była tak samo szczęśliwa, jak ona. Każdy przecież zasługiwał na wielką miłość! Miała nadzieję, że także jej była partnerka znajdzie sobie w końcu kogoś dopasowanego, przy kim będzie mogła rozwinąć skrzydła.

Aurora B. Swan
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Aurora uniosła brwi, słysząc o trójce dzieci, a potem przez moment po prostu przyglądała się Teddy z rozbawionym uśmiechem. Ambitnie. Bardzo ambitnie. Z drugiej strony, jeśli miała wskazać kogoś, kto rzeczywiście nadawałby się na matkę, Darling była całkiem wysoko na tej liście. Miała w sobie tę cierpliwość, ciepło i upór, które pewnie przydałyby się przy trójce małych ludzi. Chociaż przy trójce? Aurora już na samą myśl poczuła zmęczenie.
- Ambitnie. Ale wiesz co? Myślę, że byłabyś dobrą mamą. Tatą pewnie też.
Powiedziała to zupełnie szczerze i zaśmiała się cicho, po czym zerknęła na planszę. Sama przez krótką chwilę pomyślała o tym, jak wyglądałoby jej życie, gdyby kiedyś miała okazję dowiedzieć się czegoś więcej o własnej matce. Nie chodziło nawet o odzyskanie tego, czego nie dało się już odzyskać. Czasami chciałaby po prostu wiedzieć. Kim była naprawdę. Poznać ją osobiście a nie tylko z opowieści. Co robiła przed wyprawą. Co lubiła. Jaką była kobietą poza tymi kilkoma wspomnieniami, które Aurora zdołała zachować. Może kiedyś rzeczywiście powinna spróbować poszukać jakichś informacji, wynająć prywatne śledztwo i wydać tysiące dolarów by później dowiedzieć się, że nic nie znaleźli. Ale nie teraz. To była zdecydowanie zbyt ciężka myśl jak na wieczór z bubble tea i naparzaniem się plastikowymi bandytami.

Zwłaszcza że Teddy właśnie uciekła na dach, a Aurora miała przed sobą znacznie bardziej palący problem – walizkę. Swan zerknęła na zieloną figurkę na dachu, potem na swoją postać znajdującą się już odpowiednio blisko wagonu z pieniędzmi. Przez sekundę analizowała możliwości, po czym wyciągnęła kartę ruchu i pomknęła w wymierzonym celu. Figurka przesunęła się do kolejnego wagonu, skracając dystans do łupu. Aurora nie rzuciła przy tym żadnego triumfalnego komentarza. Po prostu poprawiła pionek i wróciła wzrokiem do Teddy. Dopiero wtedy odpowiedziała na drugie pytanie.
- A jeśli chodzi o facetów... nie. Kobiety też nie. Nikogo konkretnego nie mam.
Westchnęła z udawaną powagą, po czym sięgnęła po kolejną kartę i obróciła nią w palcach, ewidentnie dając po sobie poznać, że nie układa jej się za dobrze w życiu osobistym. Ostatnio zawodowym też nie.

- Powinnam iść do psychiatry i sprawdzić, czy pracoholizm da się oficjalnie u mnie zdiagnozować.
Na tym jednak nie skończyła. Skoro Teddy pytała, Aurora nie miała większego powodu, żeby robić z tego tajemnicę. Wzruszyła ramionami, spoglądając na jej twarz. Nie uśmiechała się, nie miała powodu do radości.

- Jak mi się czasem przypomni, że oprócz pracy mam też ciało, to po prostu znajduję sobie kogoś na jedną noc. Bez randkowania, bez planowania wspólnej przyszłości i bez komplikowania sobie życia. Skaczę z kwiatka na kwiatek i tyle. Ciało dostaje, czego chce, ja wracam do pracy, wszyscy są zadowoleni. Tak się oszukuje.
Uśmiechnęła się pod nosem na ostatnie słowa, jakby właśnie opowiedziała o najbardziej praktycznym rozwiązaniu świata. Nie było w tym ani szczególnego wstydu, ani dumy. Po prostu sposób na rozładowanie napięcia, kiedy jej życie zawodowe skutecznie blokowało całą resztę. W sumie sama była sobie winna.

Aurora tymczasem dobrała kolejną kartę i znów spojrzała na planszę. Szeryf nadal skutecznie odcinał Teddy drogę, a jej własny bandyta znajdował się już niebezpiecznie blisko walizki. Swan przez moment rozważała, czy nie zaryzykować karty rabunku i podnieść walizkę z hajsem, ale ostatecznie odłożyła tę możliwość na później. Lepiej było najpierw zabezpieczyć pozycję. Zagrała kolejną kartę ruchu i przesunęła figurkę jeszcze bliżej celu. Dopiero wtedy oparła się wygodniej i zerknęła na Teddy.
- Widzisz? Ty planujesz przyszłość, a ja planuję, jak ukraść walizkę w głupiej planszówce. Cudowna ironia losu.

teddy darling
kotlet schabowy w jasnej panierce
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wypięła dumnie pierś. Oczywista oczywistość, że byłaby dobrą mamą. Nie. Nie byłaby. Będzie! Powiększenie rodziny było już przecież postanowione. Co prawda miało się to wydarzyć raczej w dalszej niż bliższej przyszłości, ale najważniejsze było to, że z April marzyły o tym samym. Gdyby któraś z nich nie chciała mieć dzieci, prędzej czy później pojawiłby się konflikt interesów. Teddy mogłaby oczywiście dostosować się do sytuacji, ale czy wtedy obie byłyby naprawdę szczęśliwe? Niekoniecznie. Skłonność do poświęceń była bardzo szlachetną cechą, ale nie można było całe życie robić czegoś wbrew sobie. Zwłaszcza jeśli chodziło o tak ważne rzeczy jak rodzina i przyszłość.
A Darling od zawsze chciała mieć dużą rodzinę. Sama nie miała rodzeństwa i chociaż swoje dzieciństwo wspominała naprawdę dobrze, czasami brakowało jej kogoś, z kim mogłaby dzielić te wszystkie momenty. Kogoś, kto razem z nią dostałby ochrzan za rozbitą szybę albo z kim mogłaby później po cichu zrzucać winę na siebie nawzajem. Dzieci chyba lepiej chowały się w grupie.
Czekając, aż Aurora przesunie swoją figurę, upiła kilka łyków bubble tea. Nie zastanawiała się długo nad własnym posunięciem, po prostu użyła karty ruchu i przeszła z dachu jednego wagonu na drugi. Nic więcej tutaj nie wymyśli. Właściwie podświadomie czuła, że przegrała tę rozgrywkę.
— W końcu znajdziesz kogoś odpowiedniego — odparła z uśmiechem. Na każdego przychodzi czas. Ona sama niczego nie szukała, a w dodatku wielką miłość miała na wyciągnięcie ręki. Naprawdę nie spodziewała się, że kiedykolwiek zwiąże się z April. Były najlepszymi przyjaciółkami, a podobno to właśnie z przyjaźni powstają najtrwalsze i najszczęśliwsze związki. — W pracoholizmie nie ma nic złego, jeśli czujesz się z tym w porządku — dodała, bo strażaczka też miała okres, kiedy praktycznie mieszkała w remizie. Nawet teraz zdarzało jej się tam nocować, ale robiła jednak wszystko, żeby wracać do domu i móc spać u boku narzeczonej.
Pokiwała głową, rozumiejąc jej podejście. W sypianiu z przypadkowymi ludźmi, żeby dać upust emocjom i w samotne noce nie czuć się jeszcze bardziej samotnym, również nie było niczego złego. Najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą. Teddy ten etap miała już za sobą, ale przecież kilka lat temu nie była żadną cnotką niewydymką.
— Ej, takim skakaniem z kwiatka na kwiatek też można znaleźć wielką miłość. To trochę jak metoda prób i błędów, nie? — puściła do niej oko. — Przynajmniej masz świadomość, że się oszukujesz — dodała, kiedy Swan sama użyła takiego stwierdzenia. — Słuchaj, na pewno jest ktoś, z kim chciałabyś iść na prawdziwą randkę. Może jakiś współpracownik? Znajoma z pilatesu? Sąsiad z naprzeciwka? — zaczęła wymieniać, bo nie samym seksem człowiek żyje. Rory potrzebowała dodatkowo jakichś innych doznań.
Spuściła wzrok na planszę. Sytuacja była patowa. Przez chwilę zastanawiała się nad swoim ruchem, ale żaden nie zbliżał jej do walizki. W dodatku ciągle miała na ogonie Szeryfa.
— Chyba stoję? — zacisnęła usta w wąską linię. Nie miała chyba innej opcji, jak opuścić kolejkę. — Wszystko wskazuje na to, że jednak uda ci się ukraść walizkę w tej głupiej planszówce — dodała i nawet nie wściekała się wizją przegranej. Potrafiła przegrywać, ale nie lubiła. Zresztą, kto lubił? Chyba tylko ktoś niespełna rozumu.

Aurora B. Swan
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Aurora uniosła lekko brwi, słuchając kolejnych propozycji Teddy. Współpracownik. Znajoma z pilatesu. Sąsiad z naprzeciwka. Brzmiało to trochę tak, jakby Darling właśnie próbowała zorganizować jej życie uczuciowe metodą losowania z kapelusza. Kącik ust Swan drgnął w rozbawieniu, choć przez moment faktycznie zaczęła się nad tym zastanawiać. Nie nad konkretną randką. Raczej nad tym, czy w ogóle istniała osoba, dla której byłaby gotowa zrobić w swoim napiętym grafiku miejsce większe niż kilka godzin między jedną zmianą a kolejnym problemem z jakimś zwierzakiem.
- Wiesz, że brzmisz teraz jak typowa babcia?
Rzuciła w końcu, kręcąc głową, ale z szerokim uśmiechem.

- „Aurora, może poznasz tego miłego kawalera, syna znajomych?” Jeszcze chwila i zaczniesz mi pokazywać zdjęcia kolegów ze straży, którzy akurat mają wolne w weekend.
Zaśmiała się cicho, po czym oparła dłonią głowę. Jedna kobieta poza Teddy przychodziła jej do głowy, ale z River by się nie dogadała na dłuższą metę. Za to jeden facet przychodził jej do głowy. I co gorsza, nie dlatego, że specjalnie go rozpatrywała w takich kategoriach. Po prostu był cholernie interesujący.

- Chociaż… jest jeden. Paddington Bear. Głupio się nazywa, prawda? Wszyscy mówią na niego Paddy. Pracuje u nas. I zanim coś powiesz, tak, wiem, jak to brzmi.
Parsknęła śmiechem, bo samo zestawienie imienia i rozmowy o potencjalnym partnerze było wystarczająco absurdalne. Kontynuowała:

- To naprawdę najlepszy facet, jaki pracuje w zoo. I chyba najlepszy pracownik w ogóle. Nawet lepszy ode mnie, co jest już bardzo poważnym oskarżeniem.
Trochę się idealizowała, ale Aurora wcale nie była najlepsza. Po ostatnich popisach gdy z zoo uciekły zwierzęta załamała się i skończyła na lekach uspokajających, a jej praca została zawieszona. W sumie nadal nie wie czy wróci do zoo, bo śledztwo trwa.

- Jest dużo starszy od nas, ale jest przemiły, zabawny, opiekuńczy, świetnie dogaduje się ze zwierzętami i można na nim polegać. Tylko że, na litość boską, on jest tak cholernie niezadbany, że wygląda jak wieśniak, który właśnie wyszedł z pola i przez przypadek trafił do Toronto Zoo z łapanki, bo akurat ktoś pomylił go ze świnią rzeczną.
Nie próbowała mu tutaj ubliżyć, ale takie odnosiła wrażenie. Swan zawsze elegancka, dbająca czasami przesadnie o swój wygląd (chociaż w domu miała to gdzieś!) i ktoś wyrwany z buszu. Aurora uśmiechnęła się szerzej, bo najwyraźniej sama wizja przemiany Paddy'ego bawiła ją bardziej, niż powinna.

- Ale gdyby ktoś się nim zajął, wiesz fryzjer, barber, jakieś porządne ubrania, może ktoś by mu wytłumaczył, że nie trzeba wyglądać, jakby człowiek całe życie spędził w roboczych ciuchach, to nawet byłby z niego całkiem przystojny facet. Też byś to zobaczyła, serio.
Na tym jednak lista zalet Paddy'ego wcale się nie kończyła. Aurora znała go przede wszystkim jako człowieka, którym potrafiła bez problemu kierować. Był posłuszny, ugodowy, wykonywał polecenia bez zbędnego marudzenia i właściwie nie trzeba było dwa razy powtarzać mu tego samego. No, chyba że hierarchii, bo ciągle do niej mówił per „Ty”, co w pracy Aurora odbierała dosyć agresywnie. W pracy była to cecha niemal idealna. W związku?

- Tylko jest jeden problem...
Dodała i westchnęła cicho, spoglądając na Teddy z miną kogoś, kto właśnie znalazł dziurę w swoim własnym genialnym pomyśle.

- On jest mega uległy. Dobrze się nim kieruje, wykonuje praktycznie każdy rozkaz.
Zaśmiała się cicho. Nie o to chodziło.

- Każde polecenie służbowe, okej? Mogłabym nim sterować bez większego problemu. Wiesz, że lubię dominować.
Uniósłszy kubek, zawahała się na sekundę. Wzięła go w obie dłonie i ścisnęła lekko.

- Tylko... czy ja na pewno szukam kogoś, kim mogłabym sterować?
To pytanie zabrzmiało znacznie poważniej, niż planowała. Aurora sama przez moment patrzyła w planszę, jakby odpowiedź mogła być zapisana gdzieś pomiędzy wagonami a figurkami. W końcu pokręciła głową. Znowu.

- Chyba jednak wolałabym kogoś takiego jak ty. Kogoś, kto ma własne zdanie. Charakter. Kto potrafi powiedzieć mi „nie”, kiedy naprawdę trzeba. Kogo nie da się ustawić jednym spojrzeniem i tonem kierownika zoo.
Dopiero po chwili zorientowała się, jak to zabrzmiało, więc natychmiast wróciła do swojego zwyczajnego, lekkiego tonu.

- To znaczy... Nie odbierz tego źle, okej? Po prostu lubię sobie komplikować życie. Klasyczna Aurora Blake Swan.
Kiwnęła głową dla potwierdzenia swoich słów. Dopiła resztę bubble tea, odstawiła pusty kubek na bok i spojrzała na planszę. Tutaj przynajmniej sprawa była znacznie prostsza. Bez randek, bez uczuć, bez potencjalnych komplikacji. Była walizka, a ona od kilku tur miała ją praktycznie na wyciągnięcie ręki. Sięgnęła po odpowiednią kartę i przesunęła figurkę do walizki, po czym bez najmniejszego zawahania wykonała rabunek. Palce zacisnęły się na żetonie łupu, a na twarzy Aurory pojawił się triumfalny uśmiech.

- To przynajmniej jedno dzisiaj mi wyszło, Darling.

teddy darling
kotlet schabowy w jasnej panierce
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
z tobą słyszę zapachy, węszę kolory i dźwięki,
gwiazdy, zorze, tęcze przy tobie to nic
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Sama jesteś babcia. Tak trudno uwierzyć, że ktoś życzy ci dobrze? — posłała jej rozbawione spojrzenie. Każdy, kto znał Teddy, wiedział, że była optymistką. Z nich dwóch, to Aurora zwykle kręciła głową i podchodziła do większości spraw bez większego entuzjazmu. W sumie nic dziwnego, że gdzieś się rozminęły charakterami i ostatecznie im nie wyszło. — Chętnie pokazałabym ci kolegów ze straży, ale my nie miewamy wolnych weekendów — zaśmiała się, ale taka prawda. Żeby do strażaczka miała dwa dni wolnego, ktoś musiał ją zastąpić na zmianie. W drugą stronę działało to tak samo.
Oczy jej się zaświeciły, kiedy usłyszała, że jednak ktoś pojawił się w życiu Swan. Dokładnie to chciała usłyszeć! Skupiła się na opowieści o Paddington Bearze. Już lubiła chłopa ze względu na jego imię i nazwisko. Ona sama była misiem, więc mieli wspólny mianownik. Rory wypowiadała się o nim w samych superlatywach, więc coś musiało być na rzeczy. Właściwie nie słyszała, żeby kiedykolwiek wypowiadała się aż tak dobrze. Chyba nawet Darling nigdy nie dostała do niej tylu komplementów!
— Wygląda jak wieśniak? Jesteś okropna — pokręciła głową, bo to chyba byłoby na tyle z miłych określeń względem Paddy'ego. — Na pewno potrafi o siebie zadbać — stanęła w jego obronie, mimo że wcale go nie znała. Facet pracował w zoo, może po prostu nie miał dla kogo dobrze wyglądać? Nie będzie przecież się pindrzył dla kilku goryli i hipopotamów.
Nie wątpiła w to, że gość był przystojny. Co prawda strażaczka była stuprocentową lesbijką, ale potrafiła stwierdzić, że mężczyzna dobrze się prezentował. Miała oczy i nie była ślepa. Nie musiała ślinić się na widok typów, żeby docenić ich prezencję.
Tak coś podejrzewała, że w tym wszystkim był jakiś haczyk. Nie mogło być wszystko idealnie. Teddy rozumiała obawy Aurory. Może dlatego im nie wyszło? Darling, pomimo że miała własne zdanie i potrafiła powiedzieć wprost, co myśli, również bywała uległa. Taki miała po prostu charakter. Może Paddy miał podobnie? Był po prostu człowiekiem, który przekładał czyjeś dobro ponad własne?
— Chyba już zapomniałaś, jak to było, kiedy byłyśmy razem — zaśmiała się krótko znad swojego kubka z bubble tea. — Dobrze wiesz, że ja też lubię przytakiwać dla świętego spokoju i lubię wykonywać polecenia. Jednym to podpasuje, dla innych okaże się to sporym problemem. Może po prostu spróbuj go poznać poza pracą? Wyskocz z nim na kolację albo drinka. Nie zamykaj się tylko w tej zawodowej klatce — w tym miejscu strażaczka wykonała ruch ręką, żeby lepiej pokazać, o co jej chodzi. — Przestań nastawiać się w taki sposób, że absolutnie nic z tego nie wyjdzie. Postaraj się myśleć pozytywnie, okej? — uśmiechnęła się do Aurory, ale mina szybko jej zrzedła, bo ta w trakcie kolejnego ruchu, przesunęła figurkę do wagonu z walizką z łupem, który zagarnęła dla siebie. A niech ją szlag!
Pokiwała entuzjastycznie głową w ramach gratulacji i pociągnęła przez słomkę kilka łyków napoju. No dobrze, ta wygrana należała się Swan jak psu buda i chłopu ziemia. Darling pozostała bez najmniejszych szans, żeby ją doścignąć.
— To co? Spadamy? Obiecała, że wrócę dzisiaj o ludzkiej porze. Poza tym rano mam dyżur — wyjaśniła, mając nadzieję, że Rory to zrozumie. Niestety praca strażaka rządziła się własnymi prawami, a zmiany trwały po dwadzieścia cztery godziny. Jak człowiek porządnie się nie wyśpi, to później będzie nie do zniesienia.

Aurora B. Swan
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Aurora pokręciła głową z rozbawieniem. Wbrew wszystkiemu Teddy chyba naprawdę wierzyła, że wystarczy trochę pozytywnego nastawienia, żeby człowiekowi nagle poukładało się życie. Swan może i nie była aż taką pesymistką, jak Darling próbowała ją przedstawiać, ale zdecydowanie częściej widziała potencjalne problemy, zanim jeszcze zdążyły się pojawić. Taki już miała charakter. A Paddy… cóż, Paddy był zdecydowanie specyficznym przypadkiem.
- Zobaczymy
Mruknęła, przesuwając wzrokiem po planszy.

- Najpierw chyba przetestuję go w trochę inny sposób. „MÓJ” sposób. Zobaczę, czy poza pracą też jest taki interesujący, jak mi się wydaje. A dopiero potem ewentualnie pomyślę o prawdziwej randce.
Nie nakręcała się jednak na ten pomysł. Jedna rozmowa z Teddy nie sprawiła przecież, że nagle zaczęła planować wspólną przyszłość z facetem, którego przede wszystkim znała z zoo. Na razie wystarczyło, że Paddy był interesujący, dobry w tym, co robił, i najwyraźniej miał w sobie coś, co przyciągało jej uwagę. Reszta mogła spokojnie poczekać.

- Ale nie obiecuję, że jutro rzucę pracę, żeby zacząć organizować mu metamorfozę, chociaż wizja Paddy'ego po wizycie u barbera nadal mnie bawi.
Kiedy Teddy wspomniała o porannym dyżurze, Aurora od razu przytaknęła. Tutaj akurat nie było nad czym dyskutować. Sama nie musiała rano wstawać do pracy. Właściwie w obecnej sytuacji trudno było nawet nazwać to normalnym urlopem. Przez trwające śledztwo nie była w tej chwili potrzebna w zoo, a kiedy wróci do pracy i czy w ogóle wróci na swoje stanowisko, wciąż pozostawało niewiadomą. Nie zamierzała jednak psuć tym wieczoru.

- Jasne. Rozumiem. Rano masz dyżur, więc lepiej wrócić o ludzkiej porze. Ja jutro nigdzie nie muszę lecieć, więc mogę sobie pozwolić na późniejsze siedzenie. Ale nie będę cię zatrzymywać. Książka, kocyk i dobra muzyka powinna mi wystarczyć.
Zaśmiała się. Mało kto wiedział, że Aurora Swan lubiła takie rzeczy, a Teddy zdecydowanie należała do takich osób.

Uniosła obie ręce w geście triumfu, jakby właśnie wygrała finał mistrzostw świata, a nie zwykłą partyjkę Colt Express. Uśmiech na jej twarzy mówił jednak jasno, że dla niej różnica była czysto kosmetyczna.
- Wygrałam. To najważniejsze. Chociaż tutaj!
Zaczęła zbierać elementy gry, odkładając karty na odpowiednie miejsce i porządkując figurki. Kartoniki z hajsem odłożyła tam, gdzie powinna się znaleźć, a resztę planszy zaczęła składać z przesadną starannością. W końcu skoro już wygrała, należało przynajmniej zostawić po sobie porządek. Oficjalnie była przecież osobą odpowiedzialną i zorganizowaną.

- Pomyślę nad tym wszystkim, okej? Nad randką. Nad Paddym. Nad tym, czy rzeczywiście powinnam czasami wyjść z tej swojej jaskini i zrobić coś, co nie jest związane z pracą. Nawet jeśli brzmi to jak fatalny pomysł.
Kiedy wszystko było już zebrane, Aurora wstała od stolika i bez większego zastanowienia podeszła do Teddy, obejmując ją na pożegnanie. Przytuliła ją mocno, ale krótko, jakby ten gest był czymś zupełnie naturalnym między nimi. Dała jej nawet buziaka w policzek.

- Dzięki za dzisiaj, Darling. Naprawdę było mi tego trzeba. Jesteś cudowna.
Potem sięgnęła po portfel i zanim Teddy zdążyła zaprotestować, zapłaciła za obie herbaty. Puste kubki i planszówka zostały na stoliku, a Aurora zarzuciła sobie torebkę na ramię i ruszyła razem z nią w stronę wyjścia. Temat Paddy'ego, randek, pracy, przyszłości i całej reszty mógł spokojnie zostać na później. Na ten wieczór wystarczyło, że obie wyszły z lokalu w dobrych humorach, a Aurora - co zdarzało jej się zdecydowanie rzadziej, niż powinna - miała kilka nowych rzeczy do przemyślenia.


zt x2

teddy darling
kotlet schabowy w jasnej panierce
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Bubble Tea Shop”