ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ranch foreman Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Less jawin', more ridin', son.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjiTrzecia
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Dawno nie był w centrum miasta. Zdążył zapomnieć jak potrafi być przytłaczające i głośne. Nawet wieczorem tętniło życiem, wylewając na ulicę przechodniów i tysiące aut. Cierpliwość i uważność Logana sprawiała, że był tak samo dobrym jeźdźcem jak kierowcą, więc dowiózł Laurenta na miejsce w jednym kawałku, ale nie uznawał tej przejażdżki za przyjemną. Prze całą drogę zastanawiał się jednak, dlaczego adwokacik milczy. Odezwał się raptem parę razy żeby poinstruować gdzie jechać i to by było na tyle. Zdecydowanie dziwne, bo zwykle usta mu się nie zamykały, a teraz nie wyglądał nawet na smutnego. Logan parę razy bliski był zapytania o powód tego milczenia, ale nie miał pojęcia jak zacząć. Nigdy nie był dobry w gadki-szmatki, a po wczorajszej nocy tym bardziej czuł się niezręcznie. Ostatecznie więc, milczał razem z nim. Dla niego taki stan rzeczy był w końcu zupełnie naturalny.
Zatrzymał się na parkingu w okolicy jednego z wielu bezosobowych wieżowców, a poproszony o pomoc w zaniesieniu na górę jednego z pudeł, bez zastanowienia ściągnął je z paki i ruszył za Laurentem na klatkę schodową, a potem do windy. We wnętrzu całkiem luksusowego apartamentowca, facet w kowbojskim kapeluszu, wytartych dżinsach i wyblakłej koszulce, prezentował się jak przebieraniec. Jakaś kobieta w garsonce, właśnie wychodząca z windy, obejrzała się na niego, na co Logan w ogóle nie zwrócił uwagi, przytrzymując butem drzwi, żeby się nie zamknęły.
Cierpliwie odczekał aż stalowa klatka zawiezie ich na odpowiednie piętro, wciąż niczego nie przeczuwając. Nawet gdy Laurent zamknął za nimi drzwi mieszkania w niczym nie przypominającego przytulnych wnętrz posiadłości Ashcroftów, nadal uważał to za coś zupełnie naturalnego.
Postawił pudło na niskim stoliku kawowym i rozejrzał się. Mieszkanie było... brzydkie. To znaczy, po prostu nie w jego stylu. Zimne, minimalistyczne i bezosobowe. Wiedział od Luke'a, że Laurent jedynie je wynajmuje, więc może dlatego prezentowało się tak bezdusznie.
Zresztą, to nie jego sprawa jak tam adwokacik lubi mieszkać. Ale zdecydowanie lepiej pasował do tego wnętrza, niż on.
Zapytany, czy czegoś się napije, pokręcił głową.
- Nie, dzięki. Będę już wracać - mruknął, kierując się do drzwi. Zaczynał sądzić, że to naprawdę była tylko zwykła, koleżeńska przysługa. Ulżyło mu, a jednocześnie poczuł dziwne ukłucie zawodu. Odepchnął je od siebie natychmiast. Przecież to dobrze, że Lance zostaje u siebie. Im obu przyda się chwila dystansu przed tym, co wreszcie postanowią o przyszłości rancza. Bo jakaś decyzję musieli podjąć.
Odwrócił się przy drzwiach, spoglądając na niego poważnie. To znaczy, poważniej niż zwykle. Miał w głowie tak wiele słów, ale żadne nie wybrzmiały. Nie znajdował dla nich odpowiedniej formy, więc zdecydował się tylko na krótką prośbę:
- Odezwij się, jak coś postanowisz.

Laurent Ashcroft
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było opcji, żeby Logan wszystko to robił nieświadomie. Laurent z niedowierzaniem obserwował, jak ten widowiskowo wylewa sobie wodę na kark. Mokra koszulka przylgnęła do atletycznej sylwetki, sprawiając, że gwałtownie wypuścił powietrze przez nos. Callahan musiał robić to specjalnie. Nie można być tak nonszalancko seksownym i nie zdawać sobie z tego sprawy.
Skupił się na profesjonalnym przedstawieniu Loganowi wszystkich opcji, które zostawił im testament Luke’a, ale nie oderwał od niego spojrzenia. Odpowiedział krzywym uśmiechem, gdy ten bez skruchy zareagował na wzmiankę o swoim przedstawieniu przez rzeczoznawcą i lekko pokręcił głową z udawanym niezadowoleniem. Wilgotny materiał podkreślił twarde mięśnie, których ciężar Laurent poznał poprzedniej nocy. Pociemniał tam, gdzie były ich zagłębienia, w które najchętniej wcisnąłby język.
Robiło mu się gorąco, a jednocześnie był zażenowany własną słabością.
Brew lekko mu drgnęła na wzmiankę o współpracy. Callahan był uparty. W ten sam sposób, co jego ojciec. W milczeniu i zaciętą miną stawiał na swoim. Nie krzyczał, nie szarpał się, nie narzekał, po prostu robił to, co w jego mniemaniu było słuszne.
Powinien być na niego wściekły za to, że odebrał mu dziedzictwo i kilka milionów, ale zamiast tego wpatrywał się w jego wargi i marzył o kolejnym pocałunku, jakby tyle wystarczyło, żeby mu wybaczył. To miał na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło zrobić pół kroku do przodu i po to sięgnąć. Powstrzymywała go jednak przyzwoitość. Nie chciał, by ktoś ich zobaczył, a potem doniósł o wszystkim Travisowi.
Dlatego potrzebował znaleźć się z Loganem sam na sam bez obawiania o ewentualnych świadków. Spodziewał się, że mężczyzna będzie unikał rozmowy o tym, co wydarzyło się ostatniej nocy, ale w stylu Laurenta nie było mu na to pozwolić.
— Jasne. Spakuję w tym czasie dokumenty — stwierdził, zdejmując kapelusz i wciskając go Loganowi z powrotem na głowę. Udał się prosto do biura. Zapakował najważniejsze dokumenty w dwa duże kartony, zamierzał się im przyjrzeć w wolnej chwili w Toronto i poszukać rozwiązania, które mogłoby pozwolić im uratować ranczo przed finansową katastrofą.
Nie dlatego że miał zamiar wcielić ten plan w życie albo spełniać wolę zmarłego ojca. Robił to jedynie dla wprawy, by samego siebie sprawdzić.
Poprosił Logana, by pomógł mu jeden z tych wielkich kartonów zapakować do samochodu, drugi wniósł sam i postawił na tylnym siedzeniu. Zajął miejsce po stronie pasażera i odruchowo włączył radio. Nie słuchał jednak muzyki, ani wiadomości, wszystko to tworzyło jedynie szum, przez który cisza była łatwiejsza do zniesienia. Patrzył przed siebie i zastanawiał się, jakim cudem w ogóle zaczął dopuszczać możliwość zostania na ranczu. Naprawdę zamierzał zrezygnować z tego, na co tak ciężko pracował, bo spodobał mu się jakiś facet?
Kątem oka spojrzał na Logana, który w skupieniu prowadził samochód. Zirytowany zacisnął wargi, choć tak naprawdę rozczarowany był samym sobą. Wydawało mu się płytkie rzucać wszystko dla kolesia. Nigdy nie sądził, że może w ogóle rozważać podobną głupotę. Wcisnął plecy mocniej w fotel, opierając policzek na dłoni z ciężkim westchnieniem.
Jutro miał zacząć wymarzoną pracę. Wszystko, co robił do tej pory, niemal trzydzieści lat ciężkiej harówki, było właśnie po to. I co? Miałby to zaprzepaścić?
Najwyraźniej.
Pokierował Logana na parking podziemny, zabrał jedno z ciężkich pudeł i ruszył do winy. Oparł się w niej barkiem o ścianę, spoglądając w odbicie w lustrze.
— Nie lubisz wind? — zapytał, bo Callahan wydawał się nieswój, od kiedy wjechali do centrum. Na szczęście hałas i chaos wielkiego miasta zostawili za sobą już po wejściu do mieszkania, w którym panowała cisza, zdumiewający porządek i unosił się zapach herbacianego odświeżacza powietrza.
Apartament przypominał pokój w luksusowym hotelu. Kosztował krocie, a widok z okien zawsze budził zazdrość pośród znajomych Ashcrofta. Odstawił pudło obok kartonu Logana i wyprostował się, rozglądając po minimalistycznym i niezbyt przytulnym wnętrzu, które miało w sobie coś z galerii sztuki nowoczesnej.
Logan nie pasował do tego miejsca i właśnie przez ten kontrast wydawał się jeszcze bardziej pociągający.
Rzeczywisty.
— Chcesz coś do picia? — zapytał, kierując się w stronę barku, ale zatrzymał wpół drogi i obrócił w kierunku mężczyzny z odrobinę pobłażliwym uśmiechem i wymownie spojrzał spod brwi. — Dobrze. Też wolę od razu przejść do rzeczy — rzucił swobodnie, rozpinając kołnierzyk koszuli i wyjmując ją z materiałowych spodni. Sięgnął do nadgarstka, by zająć się również mankietami.
Nie zamierzał mówić mu, że przez całe życie nie pozwolił, by ktoś kierował jego wyborami, więc teraz też nie zamierza ulegać presji zmarłego ojca. To mogłoby zepsuć klimat.
— Zaczekaj, nie widziałeś jeszcze sypialni — mruknął, gdy stanął już przy nim i zahaczył palec o krawędź jego paska. Podniósł głowę i lekko ją przechylił, zatrzymując spojrzenie na poważnej twarzy. — Jest równie brzydka, jak reszta tego mieszkania, ale z tobą w łóżku będzie jedynym miejscem na ziemi, w którym chcę dzisiaj być — pociągnął go lekko za pasek w kierunku dużych, przesuwanych drzwi. Na swoim terenie zachowywał się dużo pewniej, a jego ruchy nabrały zmysłowej powolności i miękkości.
Po drodze kręcił leniwie biodrami, puścił pasek i rozpiął do końca koszulę. Pozwolił, by zsunęła mu się z barków na ziemię i lekkim gestem rozsunął drzwi do przestronnej sypialni z dużym, niskim łóżkiem, urządzonej przede wszystkim w ciemnym graficie i czerni ze złotymi akcentami. Nad materacem znajdował się ogromny żyrandol, po jednej jego stronie przeszklona szyba z widokiem na miasto, a po drugiej wbudowana szafa z lustrami.
Laurent dostosował oświetlenie, nadając mu złotej, intymnej barwy. Włączył też cichą muzykę, w kilku kliknięciach tworząc romantyczny klimat. Mieszkanie może i było mało przytulne, ale bardzo nowoczesne i miało liczne udogodnienia.
— Daj spokój, Logan — stwierdził rozbawiony, obejmując go za szyję, a drugą dłoń przykładając do policzka. Pocałował go tak, jak miał ochotę na padoku. Cieszył się miękkością jego dolnej wargi. Zassał się na niej na długo, dopiero potem pogłębiając pieszczotę i wypełniając jego ciepłe, wilgotne wargi językiem. Zdjął mu kapelusz i założył sobie na głowę. — Przecież jakaś część ciebie musiała wiedzieć, po co tu jedziesz — pogłaskał go po policzku z czułością. Przesunął dłonie przez jego boki w dół na krawędź koszulki. — Chciałeś tego — pociągnął materiał lekko w górę, by pozbawić go bluzki, którą rzucił w bok, oparł dłoń na jego torsie i lekko pchnął na łóżko. — I byłbyś rozczarowany, gdybym po prostu pozwolił ci wrócić do domu.

Logan Callahan
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ranch foreman Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Less jawin', more ridin', son.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjiTrzecia
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

– Nie lubię - przyznał, nie rozwijając tematu. Czuł się nieswojo w małych przestrzeniach, tak samo jak w centrach wielkich miast i apartamentach z zapierającym dech w piersiach widokiem na panoramę nocnego miasta. Nie pasował do nich i nie chciał pasować. Od morza sztucznych gwiazd w dole, wolał bezkres nieba nad głowami i jego gwiazdy. Prawdziwe.
Nie chciał tu być, dlatego bez większego żalu skierował się do wyjścia. Ulga wypierała rozczarowanie szybciej z każdym krokiem, a Logan tłumaczył sobie, że to dobrze. Tak powinno być. Połowę życia wypierał fascynacje, więc i teraz da radę. To jedna z rzeczy, w której był naprawdę dobry, ale sugestywny ton Laurenta bardzo szybko zawrócił bieg jego myśli.
Mógł się tego spodziewać. Powinien się tego spodziewać po kimś takim, jak on.
I spodziewał się.
Gdzieś w głębi swojej zdeprawowanej duszy. Bo chciał tego.
Stężał, zanim jeszcze Laurent się zbliżył. Odwrócił się od drzwi i z zaciśniętą szczęką, patrzył jak bez pośpiechu rozpina mankiety swojej koszuli.
– Co ty robisz? - mruknął szorstko, czując nagłą suchość w ustach.
Od wczorajszej nocy był drażliwy i skołowany. Rozbudzone ciało nie chciało go słuchać, nawet gdy pracował. Wystarczyła jedna myśl, żeby zrobił się twardy, jedno wspomnienie tego, jak Laurent rozpadał mu się w ramionach, jak drżał, kiedy jego fiut pulsował mu w dłoni, tryskając gorącym spełnieniem. Każde bezwstydne słowo jakie potem padło, przypominało mu, że noc ma konsekwencje.
I teraz te konsekwencje rozbierały się przed nim. Nonszalancko. Trzeźwo. I tak wkurzająco świadomie.
Logan z trudem przełknął ślinę. Nie potrafił odwrócić wzroku. Wyjść. Wrócić do domu. Zapomnieć.
Mógł jedynie patrzeć na tę piękną katastrofę, do której sam doprowadził.
Szeroka pierś pod luźną koszulką uniosła się, kiedy wziął oddech i wstrzymał go, tężejąc gwałtownie jak wsunięta do wody, rozgrzana stal. Jakby nie ufał samemu sobie. Bo tak było. Gdy Laurent zbliżył się, bezczelnie zaczepiając palcami pasek jego spodni, Logan był już twardy. Wystarczyła sama sugestia i to bezczelne spojrzenie, by całe jego ciało spięło się w oczekiwaniu. By pod szorstkim dżinsem bezwstydnie zarysowało się podniecenie.
– Przestań.
Nie poznawał własnego głosu. To nawet nie było słowo. Przypominało zwierzęcy warkot wycedzony przez zęby. A potem było jeszcze gorzej.
– Laurent - warknął ostrzej, gdy on roztaczał przed nim wizję wspólnej nocy tak łatwo, jakby planował to od początku.
Mógł się zaprzeć. Powinien to zrobić. Złapać go za nadgarstek, odtrącić, przemówić do cholernego rozsądku, który najwyraźniej zagubił w tej swojej pedalskiej główce. Mógł mu nawet przywalić. Mógł tak wiele, by temu zapobiec i uciąć to raz na zawsze.
I nie zrobił tego.
Po raz kolejny.
Zakurzone buty oderwały się od lśniącej podłogi i podążyły za przewodnikiem. Jak cholerny pies na smyczy, zahipnotyzowany zmysłowym ruchem jego bioder, robił krok za krokiem ku własnej zgubie. Laurent musiał przyłapać go na tym spojrzeniu, bo gdy się odwrócił, rozpinając przed nim resztę guzików, pociemniały wzrok Logana ciężko oderwał się od jego bioder, sunąc w górę, cholernie powoli, przez płaski brzuch, nagą pierś aż na usta. Tam zatrzymał się na dłużej, zanim dotarł do oczu. Wtedy, widząc w nich bezczelną satysfakcję, nerwowo oblizał dolną wargę i z irytacją obrócił w bok głowę.
Prychnął pod nosem.
Nie przekroczył progu sypialni. Nawet na nią nie spojrzał. Stał przed rozsuniętymi szeroko drzwiami, patrząc na porzucony materiał koszuli u swoich stóp i zastanawiał się, jak ostatni idiota, czy gdyby ją podniósł, to czy wciąż byłaby rozgrzana jego ciepłem? Jakby to miało teraz jakiekolwiek znaczenie.
Nagłe pojawienie się muzyki, ściągnęło jego uwagę. Spojrzał na Laurenta, nonszalancko odrzucającego pilota i pokonującego przestrzeń z fascynującą lekkością. Poruszał się swobodnie, bez najmniejszego śladu skrępowania, świadom swojej seksualności z drażniącą brawurą. Logan nigdy nie przypuszczał, że mężczyzna może mieć w sobie tyle cholernej zmysłowości, i że ta zmysłowość może tak silnie na niego działać. Że może go zachwycać. Bo Laurent był bezczelnie piękny z ramionami ozłoconymi ciepłym blaskiem lamp i linią obojczyków, na których załamywało się światło. Z ustami wygiętymi w kuszącym, zuchwałym uśmiechu i oczami, w których widział bezgraniczną, niepohamowaną fascynację. Jeśli myślał, że trudno było oprzeć się pijanemu Laurentowi, to właśnie przekonał się, że nie miał o niczym pojęcia. Bo Laurent, który doskonale wiedział, co robi, był po stokroć bardziej… niebezpieczny.
Logan zacisnął pięści, szczęki i powieki, jakby zbierał cierpliwość. Opalone przedramiona napięły się i nie rozluźniły, gdy Laurent nie martwiąc się o nic, przylgnął do jego napiętego do granic możliwości ciała, dalej je drażniąc. Chciał go złamać. A Logan był niebezpiecznie blisko decyzji, by mu na to pozwolić.
- Laurent, nie masz pojęcia… - wycedził, ale resztę słów zdusiły jego wargi. Jezu Chryste. Ten facet nie miał za grosz przyzwoitości. Ani rozsądku. I co najgorsze, pozbawiał rozsądku także Logana, który łamiąc się pod naporem jego i własnych pragnień, objął go w pasie i wydając niski pomruk, rozchylił wargi, pozwalając by wsunął między nie ten swój niewyparzony język. Dzisiaj smakował inaczej, tak samo jak cały pocałunek. Rozmysłem, nie desperacją. Obaj byli tego świadomi. Tak samo jak tego, dlaczego się tu znaleźli.
Pocałował go głęboko, boleśnie świadom jak wspaniałe jest to uczucie i że wcale nie chce przestawać. Ale musiał. To nie mogło… nie mogli. Po prostu nie.
Nie odezwał się. Oblizał jedynie usta, patrząc na niego poważnym, twardym wzrokiem, ale kiedy sięgnął do jego koszulki z oczywistym zamiarem jej zdjęcia, zamknął jego nadgarstki w silnym chwycie własnych dłoni i odciągnął od siebie. Oddychał szybciej, a wargi wciąż miał mokre od pocałunku. Prześlizgnął wzrokiem po gładkiej piersi z tą samą cichą admiracją i zatrzymał go na jego oczach.
– Nie jesteś przyzwyczajony do domowy, co?
Nie warczał już, nie miotał się. I w tym opanowaniu było coś kojącego i zapewne drażniącego. Trzymał zdecydowanie, ale nie mocno i gdyby Laurent chciał się wyrwać, pozwoliłby mu na to.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? - wychrypiał, sunąc spojrzeniem po jego twarzy, szukając na niej oznak poprzedniego zagubienia i desperacji, które pchały go do tej brawury. Ale teraz widział jedynie wyrachowanie i to go przerażało.
- Że będziemy się pieprzyć, kiedy będziesz wpadał na ranczo? A może w przerwach między pracą? Dlaczego to robisz? Nie jestem taki jak ty, Lance.
Nie był. Nie sypiał z ludźmi dla zabawy. Nie pakował się w głupie romanse. Nie pozwalał fiutowi dyktować warunków. Nawet nie był homo. Nie tak jak on. Nie mógł pozwolić sobie na życie w cieniu tęczowej flagi.
- Mam dużo więcej do stracenia.
W ostatnich słowach zabrzmiała bezsilność. Odbiła się też w spojrzeniu, kiedy zawiesił wzrok na jego ustach, a na dnie oczu pojawiła się tęsknota, z której sam nie zdawał sobie sprawy.

Laurent Ashcroft
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szorstkie pytanie sprawiło, że lekko uniósł brew. Doskonale wiedział, co widzi w oczach Logana. Nie pomylił się. Facet po prostu podejmował ostatnią, heroiczną próbę walki z własnymi pragnieniami, a w szranki stawała żądza z rozsądkiem. Pozwolił mu na to, jeśli świadomość, że walczył dzielnie, zanim uległ, miała mu pozwolić spać spokojnie w nocy. Laurent tym razem nie zamierzał jednak odpuścić. Pociągnął go za pasek w stronę sypialni, bo jego przestań brzmiało zaskakująco podobnie do proszę. Ignorował jego protesty. Niskie warknięcie tylko usztywniło mu fiuta.
Bo już wiedział, że wygrał.
Gdyby Logan naprawdę nie chciał tu być, miał dość czasu, żeby wyjść. Materiał koszuli zsunął się miękko z jego ramion. Z uśmiechem przyłapał Callahana, jak przesuwał wzrokiem po jego ciele. Pozwolił mu popatrzeć. Nigdzie się nie spieszyli. W jego domu nie musieli się też obawiać, że ktoś ich przyłapie.
Zadbał o nastrój, a następnie obrócił do stojącego w progu sypialni mężczyzny. Logan najwyraźniej wciąż się wahał. Wyglądał, jakby był wkurwiony, co samo w sobie też było nieziemsko seksowne. Laurent był nim na trzeźwo równie mocno zafascynowany, co po wypiciu kilku kolejek kolorowych szotów.
Nie wystarczyło mu jednak, że mógł na niego patrzeć, dlatego przysunął się do mężczyzny. Przytulił ciało do napiętych mięśni, uciszył kolejny protest i wymówki w namiętnym pocałunku. Przylgnął do niego jeszcze mocniej, czując dłonie nad swoimi pośladkami. Smakował go powoli. Rozkoszował się każdą sekundą.
Był przekonany, że wygrał, dlatego gdy Logan ujął jego nadgarstki, jego źrenice lekko rozszerzyły się w wyrazie zaskoczenia. Nie zabrał dłoni, patrzył na niego z wyczekiwaniem, choć spokój wcale mu się nie podobał.
Nie, kiedy sam czuł, jak pragnienie zżera go od środka, a bielizna uwiera. Gdyby chodziło tylko o seks, poradziłby sobie z tym, ale od Logana chciał czegoś więcej niż twardego fiuta. Przecież widział odbicie własnych pragnień w jego oczach. Nawet teraz gdy sunął po nim spojrzeniem, rozświetlało tęczówki mężczyzny.
— Możemy — odpowiedział na propozycję seksu, gdy wpadnie na ranczo. — W przerwach też — dorzucił nonszalancko i lekko wyjął dłonie z jego uścisku. — Będziemy też pieprzyć się leniwie przed świtem i próbując być cicho w nocy. Ile tylko chcemy i gdzie tylko chcemy — stwierdził bezwstydnie i puścił mu oczko, ale dostrzegając jego wątpliwości, z cichym westchnieniem oparł dłoń na zarośniętym policzku.
Przesunął językiem po dolnej wardze, gdy poczuł na niej ciężar spojrzenia. Zamyślony wykreślił kciukiem linię jego zarostu.
— Nie chcę ci niczego odbierać — stwierdził z rozmysłem, wpatrując się jeszcze przez moment w jego wargi, a potem uniósł zdeterminowany spojrzenie na oczy. — Wręcz odwrotnie. Chcę ci coś dać — zakończył w jego usta, ponownie go całując i jednocześnie obejmując za szyję. Zassał się na jego dolnej wardze, udem napierając na twardego fiuta w spodniach. — Siebie — doprecyzował, gdyby zostały jeszcze jakieś wątpliwości.
Zrobił krok w tył i znów spróbował pociągnąć Logana w ślad za sobą do sypialni. Zbliżyli się w kierunku ogromnego łóżka, a Laurent znów sięgnął do krawędzi luźnej koszulki, nie mogąc się doczekać, aż zobaczy to, co skrywa materiał.
— Nie powiem nikomu — obiecał naiwnie, jeszcze nie zdając sobie sprawy, jak w przyszłości trudno będzie mu dotrzymać słowa.
erotyka
Teraz jednak gdy żądza tłumiła rozsądek, wszystko wydawało się cudownie proste. Znów spróbował zdjąć koszulkę i od razu wargami przylgnął do jego nagiego ramienia. Płynnie obrócił się tak, by to Logan za plecami miał łóżko. Pchnął go na nie, a sam sięgnął do paska swoich spodni. Rozpiął go, utrzymując z kochankiem kontakt wzrokowy. Jeżeli nie byłby już w pełnej gotowości, to właśnie stwardniałby w ułamku sekundy dla tego widoku. Sięgnął do rozporka, pochylił się i chwilę później stał przed nim jedynie w czarnej bieliźnie i ukradzionym kowbojskim kapeluszu. Poprawił go wymownie na głowie, uśmiechając się jak łobuz i filmowym przeciągając palcami po rondzie. Bez wahania wszedł na materac, a następnie docisnął tyłek do szorstkich dżinsów, które drażniły mu uda. Naparł pośladkami na twardego fiuta.
Zamruczał zadowolony, opierając dłoń na jego torsie dla zachowania równowagi. Przesunął palcami po mostku, aż do sutka. Ujął go między palce i potarł, aż nie twardniał. Wsunął palce w ciemne włosy na klacie i lekko za nie pociągnął, drugą ręką drapiąc jego umięśniony brzuch. Oddychał ciężko, nabierając ochoty, by się na nim położyć i po prostu o niego ocierać. Wyprostowany naparł mocniej pośladkami na niego kutasa. Jego własne podniecenie wyraźnie malowało się pod bielizną, domagając uwagi, a wargi rozchylały bezwiednie, gdy jeszcze przez chwilę ujeżdżał go na sucho.
Ciało Logana było w inne dotyku. Twarde, surowe, szorstkie, ale w tym wszystkim cholernie piękne.
Pochylił się, przeciągając językiem po opalonej skórze. Zassał się na twardym sutku, a potem ukąsił tuż ponad nim, wyrażając zachwyt dla tego, co miał przed sobą. Zszedł pocałunkami w dół, aż nie dotarł do linii spodni i tam się zatrzymał z brodą przy zapiętym pasku.
— Jestem twoim pierwszym facetem?
Logan Callahan
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ranch foreman Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Less jawin', more ridin', son.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjiTrzecia
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

erotyka
Dla Laurenta wszystko było proste. Roztaczał przed nim bezwstydne wizje, jakby na świecie liczyli się tylko oni i ich pragnienie. Jakby nie było żadnych zobowiązań, oczekiwań i żadnych ludzi, którzy będą chcieli zniszczyć im przez to życie. Logan wiedział, że to się nie uda. Był tego pewien. A potem i tak pozwolił żeby wilgotne wargi, znów zderzyły się z jego własnymi. Żeby zlizały wątpliwości i opór, otwierając drogę żądzy. Sapnął w nie, gdy poczuł nacisk na stwardniałym fiucie, a potem nie było już słów, bo ich nie potrzebował. Nigdy zresztą nie były mu równie posłuszne jak dłonie. Szorstkie od pracy, znalazły się na bokach adwokata i zachłannie przesunęły w górę, poznając miękkość i ciepło skóry. Wbiły palce pod łopatki, kiedy przechylił go lekko, wsuwając język między chętne wargi. Całował głęboko, z całą mocą niewypowiedzianej tęsknoty za ciepłem i bliskością drugiego człowieka. Z całą mocą obezwładniającej ulgi, na którą wreszcie sobie pozwolił. Tak dawno z nikim nie był, że zapomniał już jakie to uczucie, gdy ktoś świadomie cię pragnie. I jak to jest pragnąć kogoś równie mocno.
“Siebie".
Jedno słowo zawisło między nimi, równie bezwstydne, co niewinne. Logan, nie odsuwając się nawet na milimetr, wciąż trzymając go lekko przechylonego, przyciśniętego do siebie całą długością ciała, uniósł powieki i z bliska spojrzał mu w oczy.
A potem się uśmiechnął.
Z taką pewnością, od której miękły kolana.
Nie odpowiedział. Po prostu znów go pocałował, mocniej, bardziej zachłannie, jakby chciał się upewnić, albo rzeczywiście wziąć wszystko. Wszystko, co Laurent wypchał mu w ramiona. Całe to rozgrzane, podniecone ciało, dla którego tracił głowę już od tygodni.
Pociągnięty w stronę łóżka, już się nie opierał. Szli przytuleni, plącząc ramiona, nogi i języki, nieporadnie, jakby oderwanie się od siebie teraz choćby na moment, miało ich zabić.
Logan pożarł zdyszaną obietnicę, utrudniając Laurentowi wypowiedzenie jej na jednym wydechu, bo w tej chwili nie myślał już o przyszłości. Gdyby to zrobił, gdyby znów zaczął się zastanawiać, nie pozwoliłby mu ściągnąć z siebie koszulki ani pchnąć się na łóżko. A sobie na zachwyt i żądze. Na ściśnięcie przez spodnie twardego fiuta, na widok niemal nagiego ciała, ubranego tylko w obcisłe bokserki i cholerny kapelusz.
Rozbawiony pokręcił głową, kiedy Laurent przesunął palcami po rondzie. Wyglądał jak pieprzona porno fantazja.
Serce ogłuszająca uderzało mu o żebra, kiedy chwilę później wszedł na łóżko i bez wahania usiadł mu na biodrach. Cudowny nacisk jego ciała wyrwał mu z krtani niski pomruk. Logan nie miał żadnego doświadczenia z facetami, ale wiedział, że chce go tak czuć. Chce dotykać, wyrywać z niego jęki, jak poprzedniej nocy i poznawać nowe, twarde ciało tak długo, aż najdzie wszystkie jego najwrażliwsze punkty. Dlatego natychmiast zacisnął palce na jego udach, szorstko sunąc w górę, na biodra, za które stanowczo złapał. Nie po to by je powstrzymać, ale by docisnąć mocniej. Kolejny pomruk wdarł się w leniwe dzięki lecącego w tle kawałka. Tym razem Logan nie odwracał wzroku. Pozwalał Laurentowi zobaczyć cały drapieżny zachwyt i trawiące go pragnienie. I gdy adwokat zachwycał się nim, badając dłońmi szeroką pierś, on robił dokładnie to samo. Z fascynacją człowieka, który po raz pierwszy może urzeczywistnić własną fantazję, przesunął dłonią z szeroko rozstawionymi palcami od nabrzmiałego fiuta, przez brzuch aż do piersi i szyi, a potem jeszcze dalej, po lekko szorstkim policzku aż na kark. Strącił kapelusz z jego głowy, zanurzając palce w przyjemnie miękkich włosach. Złapał za nie w przypływie nagłego pragnienia, gdy on zostawiał ścieżkę pocałunków na coraz szybciej unoszącej się piersi.
Sapnął głośniej, prawie zamruczał i wcisnął mu fiuta w rozkołysane pośladki, gdy językiem zahaczył sutek, wcześniej podrażniony już palcami. Chciał więcej. Oczywiście, że tak. I Laurent, bezbłędnie odczytując jego myśli, zsunął się niżej. Szczęka Logana napięła się, gdy płonącym wzrokiem obserwował te jego bezczelne usta tak blisko miejsca, w którym najbardziej chciał je poczuć.
Pytanie go zaskoczyło. Ale przecież nie zamierzał udawać, że wie co robi, nawet jeśli seks nigdy nie wydawał mu się skomplikowaną czynnością.
Podparł się na łokciach. Chciał lepiej go widzieć.
– Mhm – zamruczał nisko. – To problem? Martwisz się, że nie będę wiedział, jak sprawić ci przyjemność?
Odezwał się pierwszy raz od dłuższej chwili, dlatego jego głos znów był trochę ochrypły i od podniecenia obniżony o kilka tonów.
– Szybko się uczę - dodał po chwili, uśmiechając się szelmowsko. Podobnie jak wtedy, gdy droczył się z nim przy ogrodzeniu. – Jak na wioskowego głupka - dorzucił, puszczając mu oczko, tak bardzo burząc tym obraz powściągliwego, nudnego Logana, że ciężko było uwierzyć, że to ta sama osoba. Ale ta zaczepność pasowała mu równie dobrze i tak naprawdę była w nim od zawsze. Ale zaraz spoważniał. Głęboko westchnął, a spojrzenie znów stało się ciężkie, gdy zbliżył dłoń do jego policzka. Z fascynacją podążał wzrokiem za ruchem własnego kciuka, rysującego kształt jego warg. Były tak przyjemnie miękkie i pamiętał już, jak smakują. Bez problemu potrafił wyobrazić sobie między nimi własnego fiuta.
Potrafił wyobrazić sobie więcej i to go trochę przerażało.
– Weźmiesz mnie do ust? - zapytał ochryple, tonem ciężkim od żądzy, bo pragnął tego odkąd tylko Laurent je otworzył. Chciał je wypełnić, zamknąć. Uciszyć. Pocałunkiem, fiutem. Jakkolwiek. Ale teraz nie chodziło o złośliwość. Teraz chciał go poczuć, wziąć wszystko, nie bacząc na konsekwencje. Był z nim tu, godząc się na wszystko i wszystkiego pragnąc spróbować.
Laurent Ashcroft
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

erotyka
— Nie będziesz wiedział, jak sprawić mi przyjemność? — wymruczał zaskoczony tym wnioskiem i aż przechylił lekko głowę z pobłażliwym uśmiechem. — Och nie. Po prostu jesteś tak perfekcyjny, że zacząłem się zastanawiać, czy nie dałeś się uwieść komuś przede mną.
Uniósł na niego spojrzenie i uśmiechnął się wilczo tuż przy jego skórze. Laurent zawsze był wygadany, a od kiedy przekroczyli granicę miasta, stał się znów uderzająco pewny siebie. Zostawił przeszłość za sobą, zapomniał o bólu po stracie ojca i zawodzie związanym z testamentem. Stał się na powrót ambitnym i obiecującym panem mecenasem, który nie boi się żadnych wyzwań.
A jedno, wyjątkowo kuszące miał właśnie tuż przed sobą.
Potrafił układać precyzyjną i logiczną argumentację, ale jak mało kto potrafił również szeptać gorące komplementy. Językiem umiał robić również inne rzeczy i nie mógł się doczekać, aż będzie mógł to Loganowi zaprezentować.
Nie przejął się stratą kapelusza. Nisko pochylony rozpiął bez pośpiechu najpierw skórzany pasek, a następnie guzik spranych dżinsów, przesuwając dłoń w dół na tak wyraźne wzniesienie na jego spodniach. Ułożył na nim dłoń z zadowolonym uśmiechem i posłał przeciągłe, wymowne spojrzenie spod ciemnych rzęs.
— Ale skoro nie, to nawet lepiej — szepnął ciężko, nie kryjąc samczego zadowolenia, że to on jako pierwszy facet będzie miał okazję cieszyć się tym perfekcyjnym ciałem. Docisnął odrobinę mocniej jego fiuta, drocząc się sam ze sobą. — Sprawdzimy, jaki z ciebie pojętny facet — puścił mu oczko, a następnie pochylił się, łapiąc w zęby suwak i rozpiął mu spodnie do końca z tym swoim szelmowskim uśmiechem, zahaczając przy tym nosem o materiał bokserek.
Grymas jednak zmiękł i stał się zaskakująco czuły, gdy Logan kciukiem zahaczył o kącik warg.
— A chciałbyś, żebym wziął cię do ust? — zapytał przewrotnie, ujmując jego nadgarstek, by móc przygryźć opuszkę kciuka, a potem leniwie pociągnąć po nim językiem. Wypuścił go i odciągnął gumkę od bokserek, by uwolnić jego męskość. Sapnął przez nos zadowolony. Ujął go lekko u nasady i przesunął językiem po główce aż do wrażliwego zwieńczenia. Docisnął do niego wargi, utrzymując kontakt wzrokowy z Loganem.
Potarł jego męskość kciukiem od spodu, a następnie wyprostował się między jego udami, jeszcze raz zmierzył jego sylwetkę głodnym spojrzeniem i zacisnął palce na jego udach.
— Co za widok — mruknął bezwiednie, nie mogąc powściągnąć języka. Poza tym bawiło go, jak bardzo bezpośrednie komplementy wprawiały Logana w zakłopotanie.
Cofnął się, łapiąc za krawędź spodni i bokserek. Zsunął je z niego i odrzucił na podłogę. Wrócił na swoje miejsce między jego nogami, przeciągając palcami po wewnętrznej stronie jego ud. Ponownie się nachylił dotykając wargami rozgrzanej skóry na podbrzuszu. Nie próbował być złośliwy. Chciał się tym nacieszyć, bo nie miał pojęcia, kiedy będzie miał okazję zrobić to po raz kolejny.
Sięgnął znów do jego męskości. Doskonale gotowej i twardej. Dotykanie Logana sprawiało mu nie tylko fizyczną przyjemność. Laurent nigdy nie czuł podobnej ekscytacji. Zamierzał też zadbać, by ten pierwszy raz z facetem był dla Logana niezapomniany i tak jak on nie mógł doczekać się kolejnego.
Opuścił głowę i zassał się na samej główce. A potem otaczył wargami i pieścił językiem, by ostatecznie zsunąć się nieco niżej. Cofnął się i tak za każdym razem brał go odrobinę głębiej, delektując się aksamitną skórą na języku. Przymknął na moment oczy, a pomruki Logana sprawiały, że na jego bieliźnie pojawił się wilgotny ślad. Nie wytrzymał i mając go głęboko w ustach, sam się dotknął. Jęknął odurzony całą tą sytuacją, choć dźwięk stłumił jego fiut. Logan mógł jednak poczuć, jak bardzo Laurent go chciał.
W końcu to było spełnienie jego najgorętszych fantazji.
Oderwał od niego usta, rozcierając ślinę po całej długości jego kutasa.
— Patrz na mnie — szepnął, gdy znów polizał go całą powierzchnią języka i po tym, jak nabrał powietrza, pozwolił mu znów zanurzyć się w swoich miękkich ustach. Tym razem nie opuścił powiek i wziął go tak głęboko, że aż docisnął nos do jego włosków na jego podbrzuszu. Zatrzymał się tak na chwilę, a potem oderwał, łapiąc oddech. Znów zamknął go w ciasnym splocie szczupłych palców.
Zrezygnował z zabawy i obciągnął mu porządnie, tak żeby facet stracił nad sobą kontrolę. Doskonale wiedział, jak się do tego zabrać, a oglądanie owładniętego zwierzęcą pasją Logana mogło być jego nowym, ulubionym hobby. Nie ciągnął jednak tego zbyt długo, bo nie chciał skończyć za wcześnie. Gdy jednak tylko kochankowi zrobiło się za dobrze, Laurent się wyprostował z tym swoim niecnym, odrobinę aroganckim uśmiechem.
Wspiął się wyżej do jego ust, ale zamiast dać mu całusa, zmienił kierunek, sięgając do nocnej szafki. Wyjął opakowanie z prezerwatywą i lubrykant. Rzucił je na kołdrę obok kowbojskiego kapelusza.
— Musisz mi dać chwilę, przystojniaku. Jesteś cholernie duży i nie dam rady bez przygotowania — wyjaśnił, dociskając usta najpierw do jego policzka, a następnie żuchwy. Bez patrzenia sięgnął po tubkę z żelem i zsunął się w dół, nie zapominając po drodze dać mu buziaka w jeden ze sterczących sutków i umięśniony brzuch. Uklęknął znów między jego nogami, zdjął bieliznę. Znów polizał jego fiuta tak, jakby mu smakowało, jedną dłonią opierał się na łóżku dla utrzymania równowagi, a drugą wilgotną od żelu sięgnął między swoje pośladki.
Logan doskonale widział moment, w którym Laurent wsunął w siebie palec, bo wtedy na jego twarzy pojawił się ten bezbronny, odrobinę bezmyślny wyraz przyjemności. Wypełniał się, zaciskając usta wokół jego fiuta. Gdy dołączył kolejny palec, kowboj poczuł to, ponieważ ssał go jeszcze mocniej i zachłanniej. Nie wstydził się własnej przyjemności. Bezczelnie ją okazywał. Wypuścił go z ust, zwieszając na moment głowę, a gdy ją uniósł, od razu sięgnął po prezerwatywę. Wsunął ją wprawnie na sterczącego fiuta, a następnie znów znalazł się na jego biodrami.
Nie zapomniał założyć na głowę kowbojskiego kapelusza. Bo w oczach Laurenta seks był przyjemnością i zabawą, a nie małżeńskim obowiązkiem.
— Dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem — zamruczał, sunąc czystą dłonią po jego torsie, nim nie złapał jego fiuta i nie nakierował na swoje wejście. Opuścił powoli biodra i wciągnął powietrze, gdy poczuł w sobie główkę. Oparł dłonie nad jego ramionami, pochylając się lekko do przodu. — Cholera — syknął, zsuwając się nieco niżej i zagryzając mocno dolną wargę. Oddychał płycej, a kropla nasienia z jego własnego fiuta spłynęła na podbrzusze Logana. Opadł na przedramiona, unosząc biodra i znów chcąc wziąć go głębiej.
Logan Callahan
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ranch foreman Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Less jawin', more ridin', son.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjiTrzecia
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Erotyka
Perfekcyjny.
To nie było słowo, którego użyłby do określenia samego siebie. Co więcej, nigdy nie poznał nikogo, kto widziałby go w ten sposób. Ale może Laurent po prostu mówił to wszystkim facetom, których chciał zaciągnąć do łóżka?
Chociaż jego miał już dokładnie tam, gdzie chciał mieć.
Logan uśmiechnął się leniwie i mimo przyspieszonego oddechu, wydawał się osobliwie spokojny. Widział doskonale, jak cholernie podobała się Laurentowi perspektywa bycia pierwszym i może pomyślałby, że jest dla niego tylko kolejnym podbojem albo zapomnieniem, gdyby nie ciepła dłoń na twardym fiucie, która uciszała logikę. Czuł jej gorąc nawet przez materiał spodni. Sapnął i ciężko przełknął ślinę. Laurent był bezczelny i pewny siebie. Łatwo było poddać się tej śmiałości, zrzucić na nią własną słabość. Dobra wymówka na później. Kto wie, może Lance świadomie mu ją dawał? Nieważne. Nic nie było już ważne.
Odchylił głowę, pozwalając żeby go dotykał, ale gdy jak pornogwiazdka chwycił zębami za zamek spodni i pociągnął w dół, Logan wbił w niego zdumione spojrzenie. Nie udało mu się w pełni ukryć zachwytu. A gdy poczuł jak przesuwa czubkiem nosa po materiale bokserek, zacisnął zęby i cicho przeklął. Jak mógł po tym nie chcieć żeby użył tych ślicznych ust do czegoś więcej niż mówienie komplementów?
- Tak - powiedział po prostu. Chciał. Chciał tego i więcej. Uniósł lekko biodra, pomagając Laurentowi zsunąć spodnie i bieliznę na tyle, by uwolnić spod nich twardą męskość. Może był zbyt chętny, ale pieprzyć to. Oddychał płytko i z każdą chwilą coraz bardziej tracił swoje opanowanie. Żądza wyostrzała mu rysy, zapalała ogień w spokojnych oczach. Było dużo łatwiej, gdy widział szczery zachwyt w oczach Laurenta i jego bezwstydne podniecenie.
- O Chryste - sapnął gdy bezceremonialnie przeciągnął językiem po odsłoniętym ciele. To nie tak, że Harp nigdy nie robiła mu loda, ale ostatni raz był chyba sześć lat temu, jeszcze
przed tym, jak zachorowała. Zdążył zapomnieć jakie to uczucie, a było nieziemskie. A nawet nie objął go jeszcze wargami. Poczuł się nagle, jak nagrzany piętnastolatek przy pierwszym razie. Jądra ściągnęły mu się niebezpiecznie. Byłoby żenująco, gdyby skończył zanim jeszcze zaczęli. Zacisnął powieki i szczęki, próbując wyobrazić sobie coś głupiego, co ostudziłoby rozgrzaną krew. Bezskutecznie. Na szczęście Laurent po chwili wyprostował się zostawiając nadwrażliwe ciało i obrzucił go zadowolonym spojrzeniem. Logan uśmiechnął się krzywo i pokręcił powoli głową, nieprzyzwyczajony do tak szczerego zachwytu. Skłamałby jednak, mówiąc że mu się to nie podoba.
Uniósł biodra pozwalając, by pozbył się reszty jego ciuchów, a potem na kilka chwil kompletnie odleciał. Wilgotny gorąc był obezwładniający i gdy tylko objął go ciasno, Logan warknął przez zaciśnięte zęby, niezdolny zachować opanowania gdy tkwił zanurzony w jego ustach. Mięśnie na brzuchu napięły, się a biodra same szarpnęły ku górze. Wszystkie racjonalne myśli wyparowały mu z głowy. Bezmyślnie sięgnął do zmierzwionyc włosów Laurenta i wplótł w nie palce. Jeśli to było brudne i niewłaściwe, to pieprzyć to. Mógł być grzesznikiem. Dla tych ust. Dla oczu, rzucających mu rozognione spojrzenia. Dle tego doskonałego poczucia bycia pożądanym.
Z czystym jednak sumieniem mógł przyznać, że nigdy nikt nie obciągał mu tak dobrze. Jeszcze za szczenięcych czasów dziewczyny chętnie padały przed nim na kolana, ale żadna nie mogła równać się ze sposobem w jaki pieścił go Lance.
Logan musiał kilka razy odciągnąć go od siebie żeby zbyt szybko nie skończyć. Przez większość czasu faktycznie miał zamknięte oczy, ale upomniany otworzył je i potrząsnął głową, wydając z siebie ochrypły warkot. Próbował otrząsnąć się z nadchodzącego orgazmu.
- Jak nie chcesz żebym strzelił ci do ust, to nie każ mi patrzeć - wycedził, ale Laurent jakby na przekór zabrał się do roboty jeszcze lepiej, zmuszając go, by w pewnym momencie naprawdę mocno szarpnął go za włosy. Poderwał się wtedy i przyciągnął do swoich ust, odbierając mu dalszą możliwość tych słodkich tortur. Z jękiem zanurzył w nie język, przelewając pasję w pocałunek, podczas gdy fiut między jego nogami pulsował na granicy wybuchu.
- Zabijesz mnie - powiedział bez tchu, odrywając się od niego. Chciał skończyć, oczywiście, że tak, a jednocześnie kurewsko się tego bał. Bo nie wiedział co zrobi, kiedy po orgazmie rozjaśni mu się w głowie. Nie chciał wiedzieć.
Puścił go, gdy sięgnął po coś do nocnej szafki. Patrzył za nim oszołomiony i rozpalony. Nie od razu dotarło do niego, co Lance zamierza zrobić, ale otumanionu mózg w końcu poskładał fakty.
Boże. Nie był pewien czy powinni posuwać się tak daleko.
- Jesteś pewien…? - zaczął, ale urwał. Bo oczywiście, że Laurent był pewien. Inaczej nie sięgnąłby po gumkę i lubrykant.
Zanim zsunął się niżej, Logan zatrzymał go chwyceniem za przedramię i spojrzał mu w twarz. Dla niego to nie było takie oczywiste. Takie łatwe. To było więcej niż kiedykolwiek odważył się chcieć, nawet w myślach. Seks był łatwy i mógł odebrać mu znaczenie, pewnie nawet powinien w tym wypadku, ale… nie chciał.
- Jesteś wspaniały, Lance - szepnął zaskakująco miękko, obejmując go za kark.
I z jakiegokolwiek powodu to robisz, nie chcę żebyś żałował. A będziesz. I ja też będę.
Pocałował go, tym razem czulej, bez tej szalonej gorączki, którą wywoływał w nim swoimi pieszczotami. Przysunął go bardziej i zszedł ustami niżej, wytyczajac ścieżkę po jego szyi, przez obojczyk, aż do miejsca tuż nad sercem. Nigdy nie całował faceta w tym miejscu. Ale czuł pod palcami i ustami jego ciepło. To, jak mocno uderza mu serce. Mógł go dotykać. Chciał to robić. Poznawać to nowe ciało.
Polizał sterczący sutek i zassał się na nim, a jedną z dłoni zsunął niżej. Objął nią ciężkie jądra, zanim potarł przez bokserki sztywną męskość. Była tak cholernie rozgrzana. I lepka. Znał to uczucie. Uśmiechnął się w jego skórę.
- Pozwól mi - zamruczał, odbierając od niego buteleczkę lubrykantu. - Robiłem to już kiedyś. Nie z facetem - uściślił, kiedy oderwał się od niego i spojrzał w górę. Robił nawet z Harp, chociaż za tym nie przepadała. Poradzi sobie.
Wylał na palce żel. Zabawne, ale trochę trzęsły mu się dłonie. Zignorował to.
- Zdejmij i chodź do mnie. - Roztarł żel na opuszkach i patrzył jak Laurent pozbywa się bielizny. Sam wsunął się głębiej na łóżku, opierając o zagłówek.
- Tutaj. - Zachęcił, by okraczył jego pierś i znalazł się biodrami bardzo blisko jego twarzy. Miał przed oczami najprawdziwszego fiuta. Tak blisko, jak nigdy przedtem. Czuł zapach podniecenia, zaskakująco podobny do własnego i widział pulsującą żyłę. Wilgotna główka lśniła podobnie jak jego palce.
Chciał spróbować.
I nie zapytał, czy może. Po prostu złapał go za pośladek i przysunął bliżej, aż męskość wsunęła się w jego usta. Uczucie było osobliwe i cholernie gorące. Nie spodziewał się, że może być tak podniecające. Nigdy tego nie robił, ale uważając na zęby poruszył głową, ssąc go i oswajając się z nowym doznaniem. Zapomniał co właściwie miał robić, ale po chwili cofnął głowę i trochę oszołomiony spojrzał w górę. Boże, naprawdę miał przed chwilą w ustach jego fiuta. I cholera, podobało mu się.
- Nie mam wprawy - rzucił na swoje usprawiedliwienie, a potem parsknął śmiechem i oparł czoło o jego biodro. Przeszło mu przez myśl, że może nabierze, ale nie powiedział tego.
Śliskimi palcami sięgnął między jego pośladki. Laurent czuł na biodrze jego ciężki oddech. Logan tulił go do siebie, jakby wcale nie czuł się onieśmielony jego bliskością ani tym, co robił.
Naparł lekko na ciasny splot mięśni i zagłębił w niego palec. Naprawdę wiedział jak to zrobić. Nie jak sprawić przyjemność, ale jak rozluźnić ciało. Był delikatny i składał czułe pocałunki na jego biodrze, pozwalając by ciężki fiut ocierał mu się o policzek. Nigdzie się nie spieszył. I jedynie lekkie drżenie dłoni, którą czasem odrywał od jego ciała, zdradzało jego przejęcie.
Laurent musiał sam to przerwać, bo Logan nie wiedział jak długo powinien to robić, ale nie oponował, gdy to zrobił. Pozwolił mu zsunąć się i założyć prezerwatywę na własnego fiuta.
- To nie potrwa długo - wychrypiał z nutą autentycznych przeprosin.
I nie trwało, dokładnie tak, jak zapowiedział. Za długo był na skraju, by wytrzymać i ciasnotę jego ciała i widok. Wystarczyło, że Lance zaczął się na niego puszczać, a Logan uderzył potylicą w zagłówek i zacisnął zęby. To było zbyt dobre. Był tak cholernie ciasny. I piękny. Bo tak, był piękny z twarzą wykrzywioną czymś pomiędzy bólem a przyjemnością. Z rozchylonymi do jęku ustami, zamglonym spojrzeniem i lepkim fiutem tak ostentacyjnie sterczącym między udami. Logan bez namysłu sięgnął do niego, wiedząc że to jedyny sposób, by doprowadzić go zanim wszystko się skończy. Ale i tak skończył przed nim. Bo wszystkiego było za dużo. Bo od tak dawna z nikim nie był. I cholernie chciał być. Z nim.
Wystarczyło dosłownie kilka szarpnięć jego bioder, żeby zaklął i zamarł wbijając palce w jego biodro i wciąż ściskając w garści jego fiuta. Orgazm przetoczył się przez niego gwałtownie, ale Logan nie jęczał, nie warczał i praktycznie się nie szarpnął. Tylko jego ciało spięło się charakterystycznie, a potem z płuc wyrwało się głośne westchnienie.
- Kurwa… mówiłem - wycedził. Potarł czule wilgotnego kutasa, którego miał w dłoni. Naprawdę był jak napalony małolat z krótkim lontem. Było mu głupio, że tak mało miał do zaoferowania, ale nie zamierzał zostawić go bez orgazmu. Nie tak go nauczono.
- Skończysz tak? - wychrypiał, przeciągając po nim palcami. - Na klatę, która tak ci się podoba? - Uśmiechnął się bezczelnie, lekko klepiąc się w potężną pierś. Dzisiaj naprawdę miał pełny serwis jeśli chodzi o gejowskie doświadczenie, więc czemu i nie to? Przyspieszył ruch nadgarstka i jeśli tylko Laurent chciał skończyć w ten sposób, to mu na to pozwolił.
Laurent Ashcroft
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

erotyka
Stracił dla niego głowę.
Ta myśl uderzyła Laurenta, gdy sunął ciężkim spojrzeniem po nagiej sylwetce przed sobą. Udawał, że go uwodził, ale tak naprawdę sam przepadł. Nie miał pojęcia dokładnie, w którym momencie do tego doszło. Powinien być na niego wściekły. Facet obrabował go z dziedzictwa i dobrych kilku milionów, a on łasił się do jego fiuta. Obciągał mu z zaangażowaniem, starając się dać jak najwięcej przyjemności, kiedy brał pulsującą główkę aż po samo gardło. Cebulki włosów piekły, kiedy Logan szarpał za nie bezmyślnie, ale to na swój sposób też było przyjemne. Szarpany za ciemne loki wbijał paznokcie w masywne uda. Jego szybki, ciepły oddech rozbijał się na wrażliwej, wilgotnej od śliny męskości. Dawał mu zaledwie chwilę, nim znów nie obejmował go ciasno wargami, dociskając językiem do swojego podniebienia.
I nie przestawał patrzeć. Warkot spływał gorącym dreszczem przez całe jego ciało, motywując go do tego, by starał się bardziej. Brać go głębiej i obudzić drzemiącą w nim bestię.
Równie zachłannie wpił się w jego wargi, kiedy męskość w ustach zastąpił język. Na nim też się zassał, a potem mocno oddał pieszczotę. To, co robił, było skrajnie nierozsądne i prowadziło donikąd, ale w ostatnich dniach Laurent znajdował ukojenie tylko w bliskości Callahana. Czy naprawdę gotów był rzucić dla niego wszystko i zająć się ranczem, którego nigdy nie chciał?
Nie miał pojęcia. Ku swojemu przerażeniu odkrył, że naprawdę bierze to pod uwagę.
Odpowiedział na komplement sugestywnym uśmiechem, jakby podobne słyszał już wiele razy. Słowa Logana i sposób, w jaki go całował, miały w sobie jakiś niespodziewany ciężar znaczeń, dlatego spojrzenia nie rozpalała mu jedynie żądza, a coś znacznie bardziej kruchego i intymnego, z czego Laurent nie zdawał sobie jeszcze do końca sprawy.
Naprawdę liczył na to, że prześpią się ze sobą i to napięcie między nimi zniknie, dzięki czemu zacznie podejmować racjonalne decyzje, ale było wręcz odwrotnie. Przepadał w nim bardziej.
Spełnił też życzenie Logana, w końcu to był jego pierwszy raz.
Usiadł nagi okrakiem na szerokiej klatce piersiowej, przesuwając dłońmi po jego piersi i barkach. Niesforne loki sterczały we wszystkie strony, nie mając nic wspólnego z uporządkowanym wizerunkiem, który Laurent na co dzień prezentował światu. Spojrzał na kochanka, nie mogąc nasycić się tym widokiem. Poza tym naprawdę rzadko miał okazję patrzeć na Callahana z góry, więc chciał nacieszyć się tą perspektywą. Uniósł pośladki, a jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły, kiedy Logan wziął go niespodziewanie do ust. Gwałtownie wciągnął powietrze przez zęby, wbijając palce w miękkie obicie. Nie miał pojęcia, jakim cudem udało mu się zapanować nad naturalną potrzebą szarpnięcia biodrami.
— Cholera — wydyszał, zwieszając głowę między wyprostowanymi ramionami i łapiąc płytki oddech. Mięśnie na jego udać wyraźnie się spięły. — Jak mi, kurwa, dobrze — wyszeptał bezwiednie, głosem ciężkim od najczystszego zachwytu. Odgarnął grzywę ciemnych włosów z czoła Logana, przesuwając opuszkami palców w dół jego twarzy. To wszystko było tak dobre, że aż nierealne.
— Boże, jesteś pewien, że nigdy wcześniej nie byłeś z żadnych facetem? — zamruczał, gdy poczuł w sobie jego palce. Jedną dłonią wciąż trzymał się welurowego obicia, a drugą sięgnął do jego włosów. Przeczesał je, lekko wypinając pośladki do tyłu, by ułatwić mu zadanie. — Świetnie ci idzie, skarbie.
Szorstki zarost drażnił cienką skórę na biodrze i wrażliwego fiuta, doprowadzając go tym wszystkim do szaleństwa.
— Uwielbiam te wszystkie dźwięki, które z siebie wydajesz.
Myśli Laurenta tym razem nie pędziły jak zwykle. Pozostawał zdumiewająco skupiony, bo wszystko wokół sprowadzało się do Logana. Liczył pocałunki, które otrzymywał. Nie potrzebował wiele, by w tych okolicznościach się rozluźnić, ale nie przeszkadzało mu to odrobinę przeciągnąć tej chwili.
Dotyk dłoni Logana był perfekcyjny. Z początku czuł jego niepewność. Świadomość, że temu wielkiemu facetowi drżały ręce, gdy go dotykał, była uderzająco przyjemna.
— Cudowny. Jesteś cudowny — powtarzał mu cicho, targając w dłoniach kosmyki jego włosów, aż w końcu nie zmusił ciała, by się odsunąć, choć zrobił to z pewnym żalem. — Potraktuję to jako komplement — rzucił, naciągając gumkę na jego fiuta, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że krótki lont Logana był raczej efektem długiego celibatu, a nie jego uroku.
Wprowadził go w siebie powoli, bo rozpraszał go widok silnego, napiętego ciała. Powietrze uleciało z jego płuc, a dłonie przesunęły się po torsie, zostawiając różowy ślad paznokci, które wbił w twarde mięśnie pod skórą. Opadł na jego biodra, delektując się uczuciem wypełnienia, które tak lubił.
Logan wyglądał jednak tak apetycznie, że nie potrafił się powstrzymać i usiedzieć w miejscu. Pragnął czuć, jak w chodzi w niego raz za razem, odbierając resztki rozsądku, zmieniając jedynie w drżące i spragnione ciało.
— Boże, jesteś we mnie tak głęboko — wymamrotał ogłupiony doznaniem. Sekundę później poczuł szorstkie palce na złaknionymi uwagi fiucie i to było już po prostu zdecydowanie za dużo. Zapomniał się. Sięgnął po więcej i nim naprawdę zdążył nim nacieszyć, ciało pod nim spięło się niespodziewanie. Jęknął, oszołomiony i odnalazł wzrokiem przystojną twarz.
Z jego rozchylonych ust wyrwał się zbolały, cichy śmiech. Potrząsnął głową z niedowierzaniem, łapiąc oddech, co utrudniał mu nieustanny dotyk. Uniósł biodra, wysuwając go z siebie i opierając dłonie po jego bokach.
— Tak — zamruczał nisko, wbijając w niego zachłanne spojrzenie. — Chcę się na ciebie spuścić — potwierdził, zaciskając mocniej dłoń na pościeli i wbijając fiuta w ciasny splot palców. — Dokładnie, kurwa, tak. — Krew uderzyła mu do głowy i pulsowała w skroniach. Cała ta sytuacja była zajebiście przyjemna. Nie odrywał złaknionego spojrzenia od Logana. Dyszał ciężko i pożerał go wzrokiem.
Nadciągający orgazm sprawił, że najpierw wygiął się gwałtownie w łuk, odrzucając głowę do tyłu. Oczy uciekły mu w głąb czaszki, a sperma obficie spłynęła po palcach Logana i jego opalonym torsie. Laurent złapał tylko jeden szybki oddech, a następnie pochylił się i go pocałował.
Bo nie chodziło jedynie o seks.
Pragnął być z nim blisko. Otoczyć jego spokojem. Wniknąć pod skórę. Gwałtowny pocałunek stał się namiętny i powolny. Szaleństwo zmysłów cichło, a za nim skradało się błogie zmęczenie. Laurent wyprostował się, obejmując wzrokiem sylwetkę pod sobą. Podziwiał ślady paznokci i nasienia na opalonym torsie. Tworzyły zmysłową kompozycję, która sprawiła, że na jego ustach pojawił się ponownie zadowolony i pewny uśmiech. Zsunął się z niego, dając chwilę na pozbycie zużytej gumki, ale nim Logan zdążył pomyśleć o wstaniu z łóżka, Laurent przylgnął do jego boku.
Spocony i dziwnie rozedrgany. Serce wciąż szaleńczo biło w jego piersi, gdy przytulił policzek do ramienia. Pocałował je, a potem znów się na nim oparł. Wraz z orgazmem wcale nie przyszła jasność umysłu.
Laurent był tylko bardziej zamroczony.
— Zakochałem się w tobie — wyszeptał, jakby sam był zdziwiony i przerażony tym odkryciem. Jednocześnie jednak kącik jego ust uniósł się ku górze, bo choć rozmiar tego uczucia i źle wybrany obiekt budziły w nim naturalny strach, to jednocześnie czuł się szczęśliwy, leżąc z nim w skotłowanej pościeli.
Wciąż był pijany orgazmem. Nie myślał jasno. Inaczej nigdy nie zdecydowałby na to wyznanie. A już na pewno nie powtórzył go dwa razy.
— Cholera. Zakochałem się w tobie — powtórzył z większym przekonaniem, lekko marszcząc przy tym czoło. Oderwał policzek od jego ramienia, opierając na nim brodę i spoglądając w górę. — Nie wiem, co z tym zrobić — dodał, uśmiechając się z zakłopotaniem i wlepiając w niego maślane oczy. Logan wciąż był brudny od jego spermy i nie była to prawdopodobnie najlepsza sceneria do tego typu wyznań, ale Laurent bał się, że jeśli będzie zastanawiał się nad tym zbyt długo, to stchórzy.
Logan Callahan
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ranch foreman Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Less jawin', more ridin', son.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjiTrzecia
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

erotyka
Logan mógłby uznać, że Lance kłamie w tych swoich zachwytach. To miało sens, bo nigdy w życiu nie trzymał w ustach niczyjego kutasa, więc niemożliwe, żeby robił to dobrze. Ale zachwyt w oczach Ashcrofta był szczery. Nie kłamał. Było mu dobrze, nawet jeśli Logan był niechlujny i traktował jego fiuta bardziej z ciekawością niż w próbie sprawienia faktycznej przyjemności. W którymś momencie rzucił mu spojrzenie spod ciemnych brwi, z ustami wciąż zaciśniętymi wokół męskości i uśmiechnął się diabelsko, bo to, jak Laurent reagował, włączało wszystkie odpowiednie przełączniki w jego głowie; tę pierwotną potrzebę sprawienia, by kochanek wił się z rozkoszy w jego ramionach. W tej chwili nie miało znaczenia, że nie była to miękka, drobna dziewczyna. Może było w tym nawet coś lepszego, skoro potrafił ustami i palcami sprawić, by drżało dla niego silne, męskie ciało. Nigdy nie myślał o tym w ten sposób, ale nagle nabrało sensu.
Stłumił ochrypły śmiech w jego biodrze, słysząc komplement pod adresem dźwięków. Mógłby sprezentować mu podobny. Laurent brzmiał cholernie dobrze, gdy był podniecony. Logan słyszał to już wczorajszej nocy, gdy miał do dyspozycji jedynie własny słuch i jego ciężkiego, śliskiego kutasa w dłoni. Dzisiaj mógł korzystać ze wszystkich zmysłów. I robił to. Próbował wszystkiego. Jego ust, skóry, fiuta. Wsuwał w niego śliskie palce, słuchał dyszenia i rzucanych nieprzytomnie słów. I było mu dobrze. Tak kurewsko dobrze, że na pewno będzie tego żałował. Bo szczęście zawsze miało swoją cenę, znał ją aż za dobrze. Dlatego nie mógł się przywiązywać, nie mógł myśleć co będzie potem. Była tylko ta chwila, wyrwana szarej codzienności i upchnięta w bezosobowy apartament w sercu dużego miasta.
Doszedł zdecydowanie szybciej niż chciał. To i tak cud, że nie spuścił się zanim w ogóle Laurent wziął go całego w siebie. Ale nie był z nikim od lat i właśnie spełniał jedną ze swoich najpilniej strzeżonych fantazji z facetem, dla którego nie istniały żadne normy i zasady. Ciężko go winić. Laurent był bezwstydny i gorący. Brał wszystko, co oferowało mu szorstkie i nieobyte ciało Logana. Każdy niechlujny, gwałtowny ruch nadgarstka. Każdy nieświadomy pomruk, który wydobywał się z opalonej, owłosionej piersi, kiedy Logan wczuty w jego przyjemność nie potrafił powściągnąć głosu.
Zawtórował mu niskim warknięciem, kiedy Laurent wygiął się w łuk, zalewając mu palce spełnieniem. Patrzył na niego z fascynacją i zachwytem, z którego nie zdawał sobie sprawy. Nie przeszkadzał mu nawet ładunek na piersi i ślady paznokci. Nawet w tym było coś gorącego.
Pocałunek jeszcze trochę przeciągnął to szaleństwo, jeszcze na chwilę zagłuszył myśli, ale gdy minął, do Logana zaczęło docierać wszystko, co się stało. Cały ten pieprzony burdel, do którego doprowadził. I wcale nie miał na myśli spermy na swoim brzuchu.
Uniósł wilgotną dłoń i uśmiechnął się krzywo. Było w tym grymasie coś bolesnego. Laurent wyglądał na zrelaksowanego i szczęśliwego, jakby stało się dokładnie to, co sobie wymarzył. Tak pewnie było. Ale to nie mogło się powtórzyć. Musiał to wiedzieć. Logan nie był facetem, z którym mógłby wejść w jakąkolwiek relację. Nie należał do jego świata.
Boże, kurwa, co się robi w takich sytuacjach?
Myśli galopowały mu jak szalone. Powinien podziękować i zmyć się? Mógłby to zrobić, pewnie nawet powinien. Zdjął pełną gumkę i nie wiedząc gdzie ją wywalić, położył na ziemi obok łóżka. Potrzebował prysznica, ale Laurent zamiast uprzejmie wskazać mu łazienkę, przytulił się do niego jak do wielkiej maskotki. Logan uniósł brudną dłoń, żeby go nie usmarować, chociaż adwokatowi najwyraźniej wcale to nie przeszkadzało.
Objął go więc niezgrabnie i wbił spojrzenie w sufit. Przez kilka długich chwil w przestrzeni było słychać leniwe dzięki jakiegoś kawałka i ich normujące się oddechy. A potem padło wyznanie.
Logan zesztywniał. Nie. Musiał się przesłyszeć. Spojrzał w bok, na Laurenta, którego szczenięce spojrzenie ścisnęło go za serce.
Jezu Chryste, mówił poważnie.
Logan ciężko przełknął ślinę, chwytając rozbiegane myśli. Nie mógł zostawić tych słów bez odpowiedzi. Nie był tak nieczułym dupkiem, żeby zbyć go milczeniem, ale na Boga, co miał odpowiedzieć? Przecież to nie była żadna miłość tylko głupiutka fascynacja, która za kilka dni będzie tylko wspomnieniem, skoro już dostał to, czego chciał. Logan nie był durniem. Wiedział, że jest pocieszeniem po rozstaniu, podporą w chujowej sytuacji. Niczym więcej. Przyszło mu wprawdzie na myśl, że mógłby to egoistycznie wykorzystać do ogarnięcia sprawy rancza, ale nigdy nie wybaczyłby sobie tak obrzydliwej zagrywki.
– Lance - zaczął ostrożnie, trochę mocniej go do siebie przytulając. – Ja… kurwa, nie jestem dobry w takich rozmowach.
Westchnął i rozluźnił uścisk. Czystą dłonią przetarł oczy.
– To szaleństwo – szepnął po kilku chwilach ciszy, próbując nie brzmieć jak ostatni złamas. Ale i tak zabrzmi. To było nieuniknione. Mimo to, głos miał cierpliwy i niespotykanie łagodny.
- Czujesz tak teraz przez wszystkie okropne rzeczy, które cię spotkały. Poukładasz sobie sprawy i zrozumiesz, że to w ogóle nie to. Dobrze wiesz, że nie jestem tym, czego naprawdę potrzebujesz.
Czuł dziwną gorycz, kiedy o tym mówił. Bo gdzieś w głębi serca, chciał żeby było inaczej. Może w innym życiu. Może gdyby był innym człowiekiem.
Ale nie był i nie potrafił być.
Zrobiło mu się niewygodnie i kurewsko niezręcznie. A przede wszystkim smutno. Lepił się i pachniał piżmem jego potu, który od samego początku za bardzo mu się podobał. Miał go na sobie i głęboko w płucach, a przy boku ciało o którym myślał w ostatnich tygodniach zdecydowanie zbyt dużo. Miał je. Przy własnej, nagiej skórze. Lance chciał zostać. Podawał mu na tacy swojej głupie, szczeniackie uczucie z brawurową ufnością.
A on chciał móc je odwzajemnić. I to najbardziej go przerażało.
Boże, musiał stąd wyjść zanim da się wciągnąć w to szaleństwo jeszcze głębiej.
Spróbował łagodnie wyswobodzić się z jego objęć.
– Przepraszam – mruknął, unikając patrzenia mu w oczy. – Powinienem już iść.
Laurent Ashcroft
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuł się tak, jakby miał pod sobą dziką bestię. Ujeżdżał go do rozkosznego finału, a potem ufnie przytulił do szerokiej piersi, z której jeszcze chwilę temu wyrywały się te groźne, niskie pomruki. Nie przejmował się bałaganem. Płuca wypełniała mu drapieżna, ciężka woń seksu. Lepił się od potu, a jednocześnie czuł zdumiewająco bezsilny. Wsłuchiwał się w uderzenia serca Logana i szum ich oddechów. Odprężył się. Może po raz pierwszy od nagłej śmierci ojca.
Może za mocno, skoro z jego ust padło to nieprzemyślane i nierozsądne wyznanie.
Ciało kowboja spięło się, a Laurentowi natychmiast ścisnął się żołądek. Cała jego zawartość podeszła mu po samo gardło. To była najgorsza z możliwych reakcji. Najbardziej banalna i jednocześnie najbardziej okrutna: to nie w tobie jest problem tylko we mnie. Nie odwrócił jednak wzroku, zdeterminowany, żeby doprowadzić sprawę do końca. Powtórzył swoje wyznanie z takim uporem, jakby wierzył, że w ten sposób może uzyskać inną odpowiedź. Wypowiedziane po raz drugi brzmiało dużo bardziej świadomie i nagląco.
Nie lgnął już do ciała mężczyzny, bo wystarczyło krótkie spojrzenie w jego oczy, by doskonale wiedział, co za chwilę usłyszy.
Nie pouczaj mnie. Nie masz pojęcia, co czuję. Kocham cię, Logan. Kurwa. Kocham cię. Rzucę to wszystko w cholerę. Zamieszkamy na tym zadupiu i będziemy razem hodować konie. Masz rację. Nie jestem tu szczęśliwy, ale z tobą bym mógł. I ty też byś mógł ze mną. Nie odbieraj nam tego.
Słowa wraz z treścią żołądka utknęły gdzieś na wysokości gardła. Nie wypowiedział ich, choć w nie wierzył. W tym błaganiu o miłość było coś żałosnego. Robił to zdecydowanie zbyt często. Pora z tym skończyć. Naprawdę wierzył, że Logan jest inny, ale nie pierwszy raz się dał nabrać.
Za to może w końcu ostatni.
— Tak. Powinieneś pójść — zwrócił się do niego sztywno. Słowa brzmiały obco, kiedy tak wiele wysiłku w tym momencie wymagało od niego zachowanie twarzy i resztek godności. Nie pęknie. Nie da Loganowi satysfakcji i dowodów na to, że jest niedojrzały, niestabilnym emocjonalnie gówniarzem, za jakiego najwyraźniej go miał. Nie próbował go przy sobie zatrzymać, choć palce mu zesztywniały. Zrobiło mu się przejmująco zimno, jakby ktoś wpuścił do środka podmuch nocnego powietrza. Tylko że w tym wieżowcu okna się nawet nie otwierały.
Był pewien, że chwilę zwariuje albo się porzyga.
Siedział na łóżku z ugiętymi nogami i opartymi na nich łokciami. Zwiesił głowę, zaciskając powieki. W skroni mu pulsowało. Czuł się upokorzony i wykorzystywany, a przeprosiny nic nie znaczyły. Wyłamywał palce, próbując odnaleźć się w bałaganie, który sam zrobił. Podniósł wzrok, dopiero gdy Logan był już w progu sypialni.
— Jesteś idiotą — stwierdził niespodziewanie, wpatrując się w jego szerokie plecy. Uśmiechnął się pogardliwie, a jego spojrzenie było zaskakująco trzeźwe i surowe. — Mogłeś mieć to pierdolone ranczo, na którym ci tak zależy. Oddałbym ci je — ta brutalna prawda dotarła do niego wraz z miłosnym wyznaniem. Uwierzył w ich wspólną przyszłość tak bardzo, że gotów był zrezygnować z własnych marzeń. Sam był naiwnym idiotą. — Teraz nie dostaniesz nic — zakończył chłodno i zamierzał dotrzymać słowa.
Jeśli Logan choćby na sekundę zawahał się w progu, Lauren wychylił się i złapał za nocną lampkę. Zamachnął się, wyrywając kabel z gniazdka, a następnie cisnął nią o ścianę. Nastąpił huk, a potem szkło z klosza rozsypało się po podłodze.
— WYPIERDALAJ — wrzasnął niespodziewanie, ile miał sił w płucach, bo nie miał pojęcia, ile jeszcze będzie w stanie utrzymać tę fasadę. Oddychał ciężko, wyczekując dźwięku zamykania drzwi wejściowych. Gdy rozległo się ciche kliknięcie, znowu opuścił głowę, wplatając palce w ciemne loki i szarpnął za nie tak mocno, że aż zapiekły go cebulki.
Pękł dopiero po tym. Targał sobie boleśnie włosy i znowu nie mógł złapać oddechu. Tym razem jednak nie było przy nim Logana i jego kojących słów. Ból w klatce piersiowej narastały. Laurent nie miał pojęcia, kiedy jego policzki zrobiły się mokre. Siedział więc pośrodku skotłowanej, pachnącej nimi pościeli i z trudem walczył o każdy płytki oddech.
W jednym Logan jednak się nie mylił. To Callahan miał zdecydowanie więcej do stracenia.

Logan Callahan

[koniec]
ODPOWIEDZ

Wróć do „#40”