30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaczęła od tylnej części domu.
Obeszła taras, zaglądając pod murszejące schodki, za niski murek obrośnięty mchem i pomiędzy donice. Potem zeszła na trawnik i ruszyła wzdłuż elewacji, zatrzymując się przy każdym oknie. Sprawdzała kąty widzenia i miejsca, z których można było zajrzeć do środka. Odbiła w stronę ogrodzenia. Minęła klomb, obeszła samotne drzewo i przykucnęła przy płocie. Trawa była równa. Żadnych świeżych śladów, niedopałków ani miejsca, w którym ktoś mógłby wygodnie obserwować dom. Przeszła cały boczny pas posesji. Płot z jednej strony, ściana z drugiej. Żadnych krzaków, szopy czy większego drzewa.
Wróciła środkiem ogrodu i zajęła się kamerami. Przy każdej wchodziła w skraj kadru, cofała się i sprawdzała, gdzie dokładnie kończy się obraz. Wtedy coś zamigotało na piętrze — czerwone światło. Zatrzymała się. Zmrużyła oczy i wstrzymała oddech, jakby nie chciała spłoszyć poszlaki. Po kilku sekundach mignęła ponownie. Przy ścianie, wewnątrz pokoju, znajdowała się czujka ruchu.
Nie podoba mi się to — przeszło jej przez myśl.
Zadarła lekko rondo kapelusza i spojrzała na szybę. Przeszła parę kroków po łuku, a potem oceniła wydeptane miejsce, w którym przed chwilą stała. PIR nie widział jej przez szkło. Jeśli działał prawidłowo, właśnie wykrył ruch po drugiej stronie okna. Trzecie mignięcie. Tyle wystarczyło.
Yonaka ruszyła z powrotem z łopotem połów płaszcza. Narożnik posesji, boczny pas trawnika, drzewo, klomb, taras. Jeszcze raz spojrzała na piętro i weszła do domu. Prawie sama poślizgnęła się na plecionym dywaniku i cudem zachowała równowagę — przytrzymała kapelusz, aby nie spadł jej z głowy i wyrwała ręką ku klamce za sobą. Przyległa do skrzydła, nacisnęła. Drzwi zamknęły się z hukiem.
— Phil! — zawołała.
Phil wparował do korytarza z parującym kubkiem. Jedno spojrzenie na jej twarz wystarczyło, żeby spoważniał.
— Co się stało?
Yonaka ściągnęła kapelusz i wcisnęła mu do wolnej ręki, gdy mijała go w drodze do schodów.
— Zamknij je, proszę. Zarygluj i miej na oku.
Phil spojrzał na wejście, potem na nią.
— Czemu? — Nachmurzył czoło i zaraz zrobił wielkie oczy. — O. — Krótkie, dosadne. Ściszył głos: — Myślisz, że ktoś tu jest?
Yonaka zatrzymała się przy stopniach. Jej dłoń już tkwiła na poręczy a knykcie zbielały do granic.
— Zobaczyłam coś na piętrze.
— Co?
— Jeszcze nie wiem — odparła ciszej.
Phil przez chwilę patrzył na nią bez słowa. Potem zerknął na schody i zrobił pół kroku w jej stronę.
— To pójdę z tobą.
— Nie. — Odpowiedź padła spokojnie, ale natychmiast. — Idę sama.
— Yonaka...
— Zostań tutaj — poleciła. — Z Effie.
Phil zawahał się. Jego ręka zacisnęła się na oparciu najbliższego krzesła.
— I co, mam po prostu czekać?
— Tak.
Przez moment wyglądał, jakby chciał się jeszcze sprzeciwić. Spuścił wzrok na kubek, jakby mógł odczytać w ulatującej parze odpowiedź na pytanie "Jak przekonać Yonakę Levin, aby odpuściła?". W końcu wetschnął ciężko.
— Dobra. Ale jak coś usłyszę, idę za tobą.
Yonaka skinęła głową. W tym samym czasie Effie wyściubiła nos z przejścia prowadzącego do salonu, za którym mieściła się kuchnia. Krótko spojrzała na nią i cicho rzuciła:
— Jeśli czegoś będę potrzebować, zawołam.
I wbiegła na schody. Nie biegła za duchem. Nie miała nawet pewności, czy ktoś tam jest. Biegła za czymś znacznie bardziej użytecznym niż przeczucie. Za czujką, która przed chwilą zrobiła dokładnie to, do czego została stworzona — wykryła ruch. Teraz trzeba było tylko sprawdzić, co go wywołało.

👣 Effie Granger 👣
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Wszystko okej?
— Tak. Wracaj do kuchni, zaraz przyjdę.
Odpowiedź padła za szybko, żeby mogła być prawdziwa, ale coś zmusiło Effie, by faktycznie wrócić. Objęła kubek dłońmi i oparła się o kuchenne szafki, a chwilę później usłyszała szczęknięcie zamka w drzwiach wejściowych. Przełknęła krótko ślinę i nerwowo zerknęła w stronę kuchennego okna; przesłonięte było jedynie koronkową firaną, która ograniczała widoczność z zewnątrz, ale nie zasłaniała całkowicie widoku. Na dworze robiło się już całkiem ciemno, więc za kwiatowym wzorem Effie dostrzegła tylko swoje odbicie w szybie.
— Gdzie poszła Yonaka?
— Zająć się tym, po co tu przyjechała — odparł Phil uspokajającym tonem, siadając z powrotem, ale z dużo mniejszym luzem, niż wcześniej. Nawet Effie nie umknęło to, że przysiadł na skraju krzesła, całkowicie odsunięty od stołu, zupełnie jakby był gotowy do tego, by w każdej chwili się zerwać. Po każdym łyku odstawiał kubek z kawą na blat, co jakiś czas zerkał na coś na ekranie laptopa. Niby od niechcenia przeniósł się z krzesłem na drugi koniec kuchni; tak, by mieć lepszy widok na to, co dzieje się w salonie i korytarzu. — Nie przejmuj się, Effie. Znamy się na swojej robocie.
— Ostatnio też to słyszałam…
— Nie wyzłośliwiaj się — mruknął Phil, ale wyraz absolutnej powagi na jego twarzy na moment przełamał uśmiech. Nie na długo. Po chwili wróciło skupienie, z którym przeczesywał wzrokiem spowite półmrokiem pokoje. Zdawał się też nasłuchiwać, a co jakiś czas rzucał zaniepokojone spojrzenia to na sufit, to na laptopa, którego przestawił na blat kuchenny.
— Miałeś mi opowiedzieć, dlaczego Frank tak rzadko jeździ z wami na akcje.
— Nie odpuścisz mi tej historii?
— Nie.
Phil westchnął i odchylił się nieco w krześle.
— To była naprawdę paskudna sprawa — podjął, rzucając spojrzenie na Effie. — Opętanie jak się patrzy. Aaron wtedy dopiero zaczynał, prawie się tam posikał, przysięgam… w każdym razie, nie było zgody na przeprowadzenie egzorcyzmów. Podobno nie wykazaliśmy wystarczających dowodów opętania, ale przysięgam, że wyglądało to wszystko jednoznacznie. Mówienie językami, awersja do poświęconych dewocjonaliów, straszne samookaleczanie… mówię ci, rzeźnia. — Pociągnął łyk kawy. — Watykan odmówił pomocy. Stwierdzono, że kobieta jest szalona i potrzebuje psychiatry, nie egzorcysty.
— A co ma z tym wspólnego Frank?
Phil przełknął ślinę. Przez dłuższy moment milczał, znowu nasłuchując, czy z góry nie dobiega wołanie Yonaki, ale jedynym wyznacznikiem jej drogi na piętro były zarejestrowane sygnały z czujki ruchu na schodach, której nie była w stanie ominąć.
— Jakimś cudem drzwi zatrzasnęły się za nim, kiedy był sam w sypialni tej kobiety. Przez dwie godziny próbowaliśmy się do niego dostać, ale nie daliśmy rady. Kiedy w końcu Aaron wywalił drzwi z zawiasów… zobaczyliśmy go klęczącego na środku pokoju i powtarzającego raz po raz modlitwę do Michała Archanioła, a ona tylko się histerycznie śmiała. I powiem ci szczerze, że…
— Phil!
Zerwali się oboje — Phil z krzesła, Effie odbiła się od szafek. Spojrzeli na siebie krótko, zanim mężczyzna pobiegł w kierunku schodów.
— Zostań…
— Chyba, kurwa, żartujesz, Phil. To mój dom.

🥶 Yonaka Levin 🥶
grumpy bimbo
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do sypialni Effie trafiła psim swędem. Czy raczeh — za odgłosem z sąsiedniego pomieszczenia. Coś zaszeleściło między pudłami, potem cicho stuknęło o ścianę. Yonaka zatrzymała się przy drzwiach i nasłuchiwała. Cisza. Nacisnęła klamkę i wsunęła się do środka, omijając stosy rzeczy ustawionych pod ścianami.
Przy drugim kroku coś dużego przemknęło w ciemności.
Ręka sama znalazła pierwszą rzecz pod palcami. Chwyciła satynowy woreczek, zamachnęła się i trafiła nim w ramię ciemnej sylwetki. Woreczek odbił się z głuchym łoskotem. Sylwetka cofnęła się, zahaczyła o pudełko i wypadła na korytarz. Karton spadł na ziemię. Coś szklanego w środku brzdęknęło i zakończyło żywot.
Yonaka spojrzała na to, co właśnie trzymała.
Dildo.
— No świetnie...
Rzuciła woreczek na półkę i wyleciała w ślad za cieniem. Gdy wpadła do sypialni, rozbłysło światło. Pierwszy flesz wypalił jej obraz. Drugi zmienił pokój w białą plamę. Przy trzecim Yonaka zacisnęła powieki, wyciągnęła rękę i oparła ją o ścianę, zanim kolana zdążyły ugiąć się pod nią bardziej, a potrzeba wsadzenia sobie palców do oczu weźmie górę. Czerwone kręgi zatańczyły pod powiekami. Żołądek ścisnął się gwałtownie. Pod stopami poczuła uginające się deski, ale rozmyty wzrok przesuwał ich położenie o kilka centymetrów w bok. Straciła orientację w terenie.
Klik. Migawka.
Yonaka schowała głowę.
Kroki.
Jeden. Drugi. Szybsze. Cięższe.
Kolejny błysk przemknął z lewej strony. Odwróciła twarz, otworzyła oczy i złapała sylwetkę w krótkim przebłysku ostrości: ciemna kurtka, aparat przewieszony przez szyję, dłoń już szukająca klamki. Rzuciła się na oślep.
Dopadła go przy drzwiach i zacisnęła palce na kurtce. Mężczyzna szarpnął się w bok, uderzył ją barkiem w ramię i pociągnął za sobą. Aparat odbił się od jej żeber, pasek napiął się między nimi. Yonaka zrobiła krok w jego stronę, wsunęła stopę za jego piętę i obróciła biodra, a kiedy stracił równowagę, sprowadziła go plecami na ścianę. Dziury po siekierze znajdowały się tuż obok jego głowy.
Przygnieciony między jej ramieniem a ścianą mężczyzna szarpnął się mocno. Yonaka przesunęła chwyt wyżej. Jeszcze trochę i się wyślizgnie. Materiał napiął się pod palcami. Poczuła pod nim ruch mięśni, usłyszała urywany oddech... i wtedy to poczuła. Stary tłuszcz. Przypalony olej, który wsiąkł w ubranie i skórę. Zapach, którego nie uświadczy w LaVoodoo.
Mężczyzna przekręcił głowę. Jego wzrok przebiegł wzdłuż korytarza, aż zatrzymał się przy oknie.
Yonaka zerknęła w tym samym kierunku.
Okno.
Aparat podskoczył między nimi. Flesz uderzył z kilku centymetrów, jak błyskawica lub granat błyskowy.
Wrzasnęła. Odrzuciła mocno głowę, gdy biel znów rozdarła jej pole widzenia, a w uszach rezonował głuchy, bolesny pisk. Zacisnęła palce mocniej, ale materiał przesunął się w dłoni. Mężczyzna szarpnął raz, drugi — i kurtka wysunęła się z uchwytu.
Kroki uciekły korytarzem.
— Phil, do jasnej cholery! — krzyknęła, wciskając kciuki w oczy i rozmazując maskarę. Łzy spłynęły po policzkach strumieniami. Świat wracał kawałkami: framuga, podłoga, ściana, czarna sylwetka przy oknie. Mężczyzna oparł dłoń o parapet i podciągnął się, kiedy Yonaka wypadła na korytarz. Minęła krzywo Effie wbiegającą na piętro. Z oddali zgrzytnęły prowadnice okna.
— Ruszaj się! — krzyknęła, nawet się nie zatrzymując. — Zanim zwieje!
Mężczyzna przełożył nogę przez parapet.
— Yonaka, z drogi!
Phil wpadł na niego od tyłu, jak pocisk artyleryjski. Szybko i znienacka. Chwycił kurtkę, szarpnął i ściągnął go z parapetu, a intruz uderzył plecami o framugę. Aparat wcisnął się między ich ciała. Pasek owinął się wokół dłoni Phila, intruz pociągnął w dół. Phil złapał mocniej — wtedy pasek zsunął się z szyi mężczyzny. Aparat wpadł prosto w ręce łowcy.
Mężczyzna wyrwał się. Jedną nogą stanął na parapecie, drugą przerzucił za okno i skoczył.
A potem z dołu dobiegł krzyk.
Yonaka doskoczyła do schodów, zbiegła kilka stopni naraz, przy zakręcie złapała poręcz, żeby nie wpaść na ścianę a u dołu omal nie wywaliła się na cholernym dywaniku, lecz już po chwili przecięła parter. Otworzyła drzwi frontowe, wypadła na trawnik i zobaczyła go kilka metrów dalej. Leżał na boku. Podniósł się na łokciu, syknął, złapał się za nogę i zerwał do krzywego biegu.
Płot.
Ruszyła za nim, ale po kilku krokach odbiła w lewo. Przeskoczyła niski brzeg rabaty, ścięła narożnik trawnika i przemknęła między drzewem a krzewami. Mężczyzna biegł prosto, coraz ciężej stawiając jedną nogę. Obejrzał się przez ramię dopiero przy ostatnim rzędzie krzewów. Już czekała na jego torze.
Odbił w bok. Weszła za nim, chwyciła kurtkę i pociągnęła. Jego pęd obrócił go bokiem; plecy uderzyły o deski. Mężczyzna natychmiast wyprostował ramię i spróbował odepchnąć ją barkiem, ale Yonaka zeszła z linii uderzenia, przejęła jego nadgarstek i wykręciła rękę za plecy. Szarpnął się. Przycisnęła go mocniej. Spróbował wysunąć bark, więc przesunęła ciężar na drugą nogę i docisnęła go całym ciałem. Deski zaskrzypiały. Mężczyzna jeszcze raz pociągnął ręką, lecz Yonaka zablokowała łokieć i przytrzymała go przy płocie, aż jego ruchy straciły siłę.
Ciężko sapał. Yonaka również. Przez chwilę słyszała tylko ich oddechy, szum w uszach i własne serce tłukące się pod żebrami. Oczy nadal piekły a czarne punkty fruwały w powietrzu. Zmniejszyła odrobinę nacisk, ale nie puściła. Spalony olej znów uderzył ją w nos. Spojrzała w stronę domu. W oknie na piętrze wciąż paliło się światło. Phil trzymał aparat w jednej ręce a drugą trzymał przy twarzy. Chyba dzwonił.
Nagle zza rogu wyskoczyła Effie i zaczęła biec w ich stronę.
— Wolniej się... Uff! nie... dało? Uff... — wysapała między oddechami.
Wtedy poczuła łupnięcie w skroń. Tym razem światło zgasło bez flesza. Nawet nie wiedziała, że facet zdzielił ją swoim łbem bez skrupułów. Poleciała na trawnik, jak długa. Gdy upadła na bok, widziała jeszcze ostatni raz, jak mężczyzna przebiera zwichniętą nogą i próbuje przeskoczyć przez płot. Potem wieczór nastąpił na dobre i zrobiło się cicho.

📸Effie Granger 📸
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgarnięte naprędce bordowe dildo sterczało dumnie w dłoni Effie, gdy ta — oczywiście, wciąż w swoich nieśmiertelnych kozaczkach — biegła z zadziwiającą prędkością przez ogród. Nie była dobrą sprinterką, ale w tym momencie adrenalina jednak wzięła górę.
Zdążyła na moment, w którym nieznajomy jednym celnym baranem w skroń znokautował demonolożkę. Wytrzeszczyła oczy i zaczęła w szale wymachiwać swoją nietypową bronią, przyspieszając kroku.
— Ty skurwysynu! — ryknęła za mężczyzną, ale ten niewiele robił sobie z tego pościgu. Próbował za wszelką cenę wdrapać się na płot, chociaż lewą nogę wykręconą miał pod dziwnym kątem. Złamana? Paskudnie skręcona? Effie nie wiedziała, gęstniejący mrok odbierał wszystkiemu kontury, zresztą nie miało to teraz żadnego znaczenia.
Mimowolnie wróciła spojrzeniem do Yonaki. Ta leżała na boku, nieprzytomna, oklapnięta, a w jej perfekcyjnego zwykle boba zaplątały się źdźbła trawy, listki i drobne patyczki. Nie wyglądało to dobrze, wręcz przeciwnie, Granger momentalnie poczuła, jak krew ścina się w jej żyłach. Nie musiała znać jej długo; wystarczyło, że widziała ją leżącą niemal bez życi. Nie dostrzegła krwi, ale westchnięcie ulgi było niestety na wyrost.
Patrzyła na Yonakę o kilka sekund za długo.
To wystarczyło mężczyźnie, by z ciężkim sapaniem, wciąż rozbrzmiewającym wyraźnie w ciszy wczesnego wieczoru, wdrapał się w końcu na płot i wylądował po drugiej jego stronie. Przeklinając i jęcząc pod nosem zerwał się do ucieczki wąską ścieżką między posesjami.
— Phil!
Tym razem to Effie wydarła się rozpaczliwie, rzucając przerażonym spojrzeniem w stronę okna na piętrze — łowcy już w nim nie było, założyła więc, że też już zbiega na dół. Ruszyła w dalszy pościg, po drodze zrzucając buty (lecz wciąż pewnie ściskając w dłoni dildo), z niemałym trudem podciągając się na ogrodzenie wyższe od niej i przesadzając je wyjątkowo zgrabnie. Co prawda lądując poczuła w bosej stopie nagłe nieprzyjemne pieczenie, ale uznała, że to jej nie powstrzyma.
— Stój, kurwistrzale niemyty, bo inaczej to wyląduje w twojej dupie bez mydła!
Groźba nie zadziałała, intruz dalej kuśtykał przez wąski przesmyk, oglądając się co jakiś czas za siebie i przyspieszając kroku, chociaż musiało go to kosztować sporo bólu. Zresztą Effie też nie była w najłatwiejszej pozycji. Żwir ze ścieżki kłuł ją w bose stopy, a ból w okolicach śródstopia zaczynał być coraz wyraźniejszy. Mimo tego ruszyła biegiem, a gałązki krzewów, wychylające się znad ogrodzeń sąsiadów, chłostały ją boleśnie po twarzy.
— Stój!
— Spierdalaj… ała! Ricardo!
Nie zdążyła go dopaść, nim dotarli do końca ścieżki. Wypadł na ulicę, Effie kilka sekund za nim. Chłodny asfalt okazał się ulgą dla obolałych nóg i kobieta nagle nabrała nowych sił, by gonić włamywacza. Kiedy jednak znowu zerwała się biegiem, dokładnie naprzeciwko niej błysnęły światła.
Sfatygowana biała furgonetka, chyba Mercedes, zatrzymała się z piskiem opon dokładnie między Effie a uciekającym mężczyzną. Za kółkiem siedziała ciemna postać, ciężko określić, czy mężczyzny czy kobiety (coś kazało jej jednak przypuszczać, że to rzeczony Ricardo); jedyne co widać było w mroku ulicy to żarzący się koniuszek papierosa. Po odgłosach z drugiej strony można było się domyślić, że kontuzjowany intruz ładuje się do samochodu.
Effie całym ciałem uderzyła w burtę furgonetki sekundę przed tym, jak ta ruszyła z rykiem silnika.
— Stać, skurwysyny!
Po chwili widziała już tylko tylne światła, znikające gwałtownie za zakrętem drogi.

⛧⛧⛧

— Daj, pomogę ci to opatrzyć…
— Nie trzeba, Phil, nic mi nie jest. Ten palant miał wielki łeb, przywalił jej tak, że nawet mi zęby zadzwoniły.
— Może chociaż zabierzmy ją do domu?
— Niech leży spokojnie, chyba lepiej jej teraz nie przesuwać.
Szczupłe palce Effie, choć od lat grania na basie ich opuszki stwardniały, wyjątkowo delikatnie przeczesywały ciemne włosy Yonaki, pozbywając się z nich powoli trawnikowych śmieci. Raz po raz mimowolnie wracały jednak do skroni i badały uważnie rosnącego pod skórą guza, pozostałość po jej brawurowym starciu z intruzem.
Od sceny pościgu minęło zaledwie kilkanaście minut. Effie, kuśtykając wróciła okrężną drogą na swoje podwórko, dwukrotnie zatrzymana przez sąsiadów i dwukrotnie wymyślając inne wytłumaczenie, dlaczego łazi po nocy bez butów i z wielkim dildo w ręce, a na dodatek wydziera się pod niebiosa.
— Przysięgam, że ci idioci powinni mieć odebrane prawa wyborcze — mruczała wtedy do siebie, podskakując lekko na zdrowej nodze w kierunku Yonaki i pochylającego się nad nią Phila. — Oddycha? — Skinienie głową. Opadła przy nich na kolana i nie zważając na jego protesty, stabilnie ułożyła głowę kobiety na własnych udach. — Przynajmniej żadne robale nie wejdą jej do ucha.
Nie protestował więcej.
W ciągu kolejnych chwil naradzali się półgłosem i bez konkretów; nie ze względu na Yonakę, a raczej wścibskie uszy sąsiadów.
— Dzwoniłeś już do reszty?
Phil skinął głową.
— Rozmawiałem z naszą niańką. Taissa ponoć totalnie odpadła i chrapie na zapleczu, ale Aaron zostawi jej wiadomość, zamknie ją w LaVoodoo i przyjedzie tutaj.
— Nie żeby to miało coś zmienić — mruknęła ponuro Effie, spoglądając w dół na blade oblicze demonolożki. Wyglądała spokojnie — oddychała równo, chociaż jej powieki co jakiś czas lekko trzepotały. — Skurwiel uciekł.
— Ale zostawił coś po sobie.
— Tsa — prychnęła. — Znokautowaną Yonakę i mnie ze szkłem w nodze.
— No i jeszcze to. — Phil wskazał palcem na coś, czego Effie wcześniej nie zauważyła. Bliżej nieokreślony kształt z przytroczonym paskiem błysnął w świetle lampek, które właśnie automatycznie zapaliły się w ogrodzie. Lustrzanka.
— Aparat?
— Jeśli nie jest to jeden wielki zbieg okoliczności — zaczął Phil, poklepując czule swoją zdobycz — to od początku miałem rację.
Yonaka jęknęła i poruszyła się nagle, a Effie instynktownie pogładziła ją po włosach i ukrytych pod płaszczem ramionach.
— Nie powinniśmy zadzwonić po pogotowie?
— Ma twardszy łeb, niż myślisz. — Phil pokręcił głową, wyraźnie lekko rozbawiony. — Poza tym spójrz, chyba właśnie się budzi.

😵‍💫 Yonaka Levin 😵‍💫
grumpy bimbo
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najpierw wrócił ból. Najprymitywniejsze czucie.
Nie jako pojedyncze ukłucie, lecz tępe, pulsujące uderzenia pod lewą skronią, rozlewające się aż za oko. Yonaka spróbowała otworzyć oczy i natychmiast je zacisnęła. Pod powiekami znowu przemknęła biel flesza, a za nią czerwone, rozedrgane plamy.
Aparat. Intruz. Dom.
— Jasna cholera...
Własny głos dobiegł ją z daleka, przytłumiony szumem zalegającym w uszach. Spróbowała nabrać głębszy oddech i poruszyć głową, ale świat zachwiał się razem z nią. Żołądek podszedł do gardła. Odruchowo odwróciła głowę w bok, bo jeśli rzygać, to tak, aby się wymiocinami nie udusić. Pod policzkiem czuła coś miękkiego, przy ramieniu ciepło, a pod palcami materiał, który uginał się przy każdym oddechu.
Otworzyła oczy. Obraz rozpłynął się w mlecznej poświacie. Kontury drzew, domu i twarzy nad nią mieszały się ze sobą, jakby ktoś rozmazał je mokrym pędzlem wymaczanym w bardzo ciemnych farbach.
— Umarłam? — mruknęła.
— Jeszcze nie. — Głos Phila przebił się przez szum.
Yonaka zmarszczyła brwi i przez kilka sekund szukała jego twarzy w rozmazanym obrazie.
— Szkoda. Miałam nadzieję, że po śmierci przestaniecie mnie nawiedzać.
Phil przykucnął obok Effie i posłał jej spojrzenie pełne ulgi, ale i obaw jednocześnie.
— Zanim zaczniesz planować pogrzeb, mamy problem. Z Effie też nie jest najlepiej
Yonaka przeniosła wzrok na drugą sylwetkę. Zmrużyła oczy, aby wyostrzyć wzrok, ale jasna buzia okryta rozwianymi włosami pozostawała w cieniu, z dala od słabych świateł ulicznych.
— Co z tobą? — Milczenie. Zmarszczyła brwi. — Okej... co z nią, Phil?
— Noga.
Yonaka spróbowała unieść głowę.
— Co z nogą?
Phil wyczuł mordercze spojrzenie na swej skórze, ale ani na chwilę nie przestawał patrzeć na demonolożkę.
— Rozwaliła ją, kiedy goniła ducha.
Przez moment Yonaka tylko patrzyła. Bieg. Płot. Nokaut. Krzyki. Ciemność. Wzięła głęboki wdech i na wydechu wyrzuciła:
— Złapaliście go?
Phil pociągnął nosem i pokręcił głową.
Yonaka wypuściła resztkę powietrza nosem i jeszcze przez chwilę została z głową opartą o kolana Effie. Potem położyła dłoń na ziemi i spróbowała się podnieść. Obraz natychmiast odpłynął. Zatrzymała ruch, zacisnęła powieki i odczekała kilka sekund. Kiedy otworzyła je ponownie, drzewa przestały przesuwać się na boki.
Mogła usiąść. I pomimo roller coastera pod czaszką — to już było coś.
— Pokaż tę nogę. — Przyłożyła dłoń do pulsującej skroni i lekko zerknęła w bok na Effie. Po omacku odnalazła dłonią jej kolano. — Gdzie boli najbardziej?
Ostrożnie przesunęła dłonią po łydce, omijając stopę. Krew mieszała się z ziemią i trawą, a spomiędzy palców wystawało coś cienkiego i błyszczącego. Yonaka znieruchomiała. Żołądek ścisnął się gwałtownie. Odwróciła głowę, przełknęła ślinę i zamrugała. Przez moment nie wiedziała, czy mdłości wywołał widok rany, czy kolejny zawrót głowy.
Spojrzała jeszcze raz.
— Nie ruszaj tym. Spróbuj tylko poruszyć palcami. — Kiedy zobaczyła reakcję, skinęła głową. — Dobra. Zostaw. — Nie dotykała już rany. — Niczego nie wyciągamy. I nie próbujesz chodzić. Phil... sprowadź Kujirę bliżej. — Wcisnęła dłoń do kieszeni i wyszperała kluczyki auta. — Najlepiej na trawnik, pod sam dom. — Ostrożnie podniosła się na nogi. Zachwiała się, złapała równowagę i zacisnęła palce na własnej skroni. — Idź. I nie zapomnij mojego kapelusza!
Nie było nawet słowa protestu, choć Phil jeszcze chwilę wahał się, czy powinien je zostawić nawet na sekundę bez opieki. Gdy nabrał pewności, że żadna z nich nie padnie, ruszył, mamrocząc coś pod nosem.
Yonaka została przy Effie. Kucnęła obok jej nogi i przytrzymała się jedną ręką o trawę. Przez chwilę przyglądała się jej twarzy. Wyglądała na żywszą, choć zmęczoną do granic. Może też trochę... wkurzoną?
— Goniłaś zjawę, która przestraszyła się zabawki erotycznej? — spytała, unosząc pytająco brew. Nagle parsknęła. Prychnęła urywanym śmiechem. — Zdzieliłam go twoją własnością... przepraszam. Na bezrybiu i dildo mieczem na upiory. — Równie prędko dobry humor ją opuścił. — Bardzo ludzkie upiory.

🥒 Effie Granger 🥒
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Effie posłała jej krótki, krzywy uśmiech. Było coś szalenie zabawnego, niemal groteskowego w tej całej sytuacji, a tłumaczenie sąsiadom, czemu biega z dildo w dłoni, było całkiem niezłym ćwiczeniem aktorskim. Bez względu jednak na walory komediowe, sprawa była poważna.
Ktoś obcy był w jej domu. I robił w nim zdjęcia.
Półuśmiech Granger opadł. Zostało tylko nabuzowanie po pościgu i lekki grymas, który przybierał na sile gdy przypadkiem poruszyła nogą.
— Nie ma za co przepraszać — mruknęła, obrzucając szybkim spojrzeniem nietypową broń, którą odrzuciła gdzieś nieopodal w trawę. — To porządny silikon. Całkiem niezły wybór, jeśli mnie spytasz. — Spostrzegła minę kobiety i natychmiast sprostowała: — Chodziło mi o to, że jako broń to niezły wybór, najlepszy z mojego arsenału. Ciężkie, elastyczne, jak dobrze przyłożyć, to zostanie niezły siniak. A może i dałoby się tym ogłuszyć gagatka. Chociaż prawdę mówiąc to najbardziej miałam ochotę wsadzić mu to w du-…
Jęknęła nagle, kiedy ostry ból przeszył jej nogę; promieniował od zranionej stopy niemal do kolana. Przez moment zastanawiała się, jak w ogóle była w stanie gonić za włamywaczem, a potem jeszcze wrócić o własnych siłach do domu z kawałem szkła wbitym w śródstopie. Adrenalina to jednak naprawdę potężna rzecz.
— Nie patrz tak, to nie mnie znokautował jakiś oblech — rzuciła trochę oschle, kiedy Yonaka zaczęła znowu obmacywać jej nogę i sprawdzać odruchy. — Nic mi nie będzie. Jak dla mnie to mogłabym to sobie sama wyciągnąć pęsetą i byłoby po krzyku…
— Nie.
Przewrócenie oczami wyrażało więcej, niż tysiąc słów, ale dyskusja nie mogła rozgorzeć w najlepsze, bo po chwili wrócił do nich Phil.
— Twój bezcenny kapelusz — oddał własność Yonace — i twoje klucze od domu. I portfel. Jedziemy do szpitala. — Wręczył przedmioty Effie, po czym zgodnie z wcześniejszą prośbą ruszył po samochód. — Ja prowadzę, bez dyskusji! — zawołał jeszcze, zanim zaniknął w ciemnościach panujących na ulicy.
Przez dłuższy moment panowała cisza. Effie starała się nie poruszać zranioną nogą, Yonaka raz po raz dotykała obitej skroni. Choć wydawały się pokonane, to coś jednak udało im się osiągnąć. Może nie takiej konkluzji się spodziewały, ale pozostawiony przez włamywacza — czy raczej wyszarpany mu przez Phila — aparat mógł okazać się bezcennym źródłem informacji o tym, co naprawdę działo się w domu Effie.
— Czyli — podjęła Granger krótko przed tym, nim nieopodal warknął silnik Toyoty — jednak nie udało mi się wpasować w te dziesięć procent. Znowu mamy bardzo logiczne wytłumaczenie. Najpierw cholerne szopy, teraz włamywacz? Czy to znaczy, że serio jestem pierdolnięta, czy to po prostu… dziwne zbiegi okoliczności?
Sama nie wiedziała, czy pyta na poważnie. Uniosła wzrok na Yonakę, a chociaż w ciemności niewiele można było z jej spojrzenia wyczytać, to zdawało się, że wpatruje się w demonolożkę bardzo wyczekująco.
Kujira gwałtownie wjechała na schludnie przystrzyżony trawnik, a żółtawe reflektory oświetliły dwie siedzące na ziemi kobiety. Jeszcze dłuższą chwilę patrzyły na siebie bez słowa.

🍆 yonaka 🍆
grumpy bimbo
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewne mądre porzekadło głosi, że jeden raz można mówić o przypadku; dwa, zbiegu okoliczności. Ale trzy razy to już spisek. Ten frazes towarzyszył Yonace przez całą drogę do szpitala.
Dziwnie jechało się Kujirą jako pasażer. Co jakiś czas kwitowała dynamikę jazdy Phila, a on dzielnie znosił dąsanie pod nosem. Mimo to, była wdzięczna. Tylna kanapa otulała szczelnie miękką skórą. Szyba koiła chłodem przytkniętą skroń. Gdyby teraz zamknęła oczy, obudziłaby się nazajutrz.
Z prawej strony dobiegło cicho syknięcie. Potem westchnienie.
Yonaka zerknęła w bok. Effie majstrowała przy stopie owiniętej pośpiesznie kocem z bagażnika. Już odwijała róg…
— Zostaw. — Padło cicho.
Nie pomogło.
Granger obrała sobie za cel podrapanie najbardziej uwierającej części ciała i nikt nie mógł jej powstrzymać. Prawie. Gdy tylko Yonaka chwyciła za szczupły (aż do przesady) nadgarstek, zaskoczone spojrzenie wystrzeliło do góry. Brew demonolożki uniosła się w podobny sposób, jakby chciała spytać: „naprawdę?”, ale zaraz jej oblicze złagodniało. Oczywiście. Ta kobieta dopiero co dowiedziała się, że z jej domu uczyniono plan zdjęciowy. Miała prawo reagować… gwałtownie.
— Zostaw — powtórzyła. — Proszę.
I Effie zostawiła.
Yonaka przytknęła ponownie skroń do szyby.
Chwilę wpatrywały się w siebie — jedna kątem oka, druga z ciasnego kąta między kanapą a drzwiami samochodu. Dopiero teraz demonolożka zauważyła, jak bardzo drobna była głośna rockmistrzyni. Przesunęła wzrokiem po ramionach, chudej talii, zgrabnej nodze i zatrzymała na ciemnym kształcie przy niej.
Lustrzanka.
Kompletnie zapomniała.
— Phil? — Z przodu odpowiedziało mruknięcie. — Sprawdziłeś aparat?
— Nie za bardzo miałem sposobność.
Sięgnęła po lustrzankę. Wyglądała na cięższą, niż się prezentowała na pierwszy rzut oka. Obiektyw był zbity, ekran pokrywały podobne pajączki. W pierwszej chwili Yonaka myślała, że już po wszystkim. Niczego się nie dowiedzą. Wtedy przytrzymała przycisk zasilania. Wyświetlacz rozbłysnął. Logo Nikon mrugnęło. Odetchnęła z ulgą. Weszła w galerię zdjęć… i wstrzymała dyskretnie oddech.
Skóra kanapy cicho skrzypnęła i ugięła się obok. Zapach potu oraz perfum Effie dotarł do jej nosa.
— To mój salon.
— Cholerny zwyrol — rzucił Phil.
Yonaka potaknęła.
Przesunęła palec na kole wyboru. Zdjęcia domu Granger migały przed ich oczami, jak na stopklatce. Niektóre ujęcia wyglądały na wykonane w pośpiechu — rozmazane, nieostre. Pozostałe — prześwietlone, prawdopodobnie przez odbicie fleszu w powierzchni wypolerowanej. Na paru pojawiła się Effie, ale dominowały zdjęcia wnętrz. Salon. Kuchnia. Niedokończone śniadanie i butelka Jacka obok. Korytarze. Dziury po siekierze i ściany sprzed spotkania z siekierą. Łazienka. Poddasze. Ogród. Widok z zewnątrz. Czujki PIR i meble czujek pozbawione.
Potem zdjęcie śpiącej w łóżku Effie — widać zaledwie fragment łóżka i część kobiety pod kołdrą. W lewym kadrze widnieje cień…
— Wnętrze szafy — wyszeptała Granger. — Drzwiczki są poluzowane na zawiasach, więc ich nie domykam.
Yonaka poczuła drżenie przy prawym boku. Czy ze złości, czy rozpaczy — nie wiedziała.
Położyła aparat na kolanie i bez słowa chwyciła Effie za rękę. Ścisnęła jej dłoń.
— Daleko jeszcze? — spytała.
Phil podniósł telefon z deski rozdzielczej. Trasa świeciła się na zielono.
— Osiem minut.
To miała być długa noc.

🩹 Effie Granger 🩹
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po dramatycznych — choć na swój pokręcony sposób szalenie zabawnych — wydarzeniach ostatnich godzin wypełniona ludźmi sala wydawała się boleśnie zwyczajna.
Fluorescencyjne światła raziły w oczy, gdy za długo patrzyło się w górę, a w powietrzu unosiła się specyficzna mieszanina zapachów, zdająca się niemal osiadać na języku. Środki do dezynfekcji, charakterystyczna woń leków i jeszcze coś metalicznego; Effie wolała się nie zastanawiać, co to za zapach. W ramach wisienki na torcie — opary taniej kawy z automatu i kwaśny odór potu mężczyzny, który siedział naprzeciwko zmęczonych kobiet.
— Jak myślisz, ile czasu tu spędzimy? — zagadnęła słabym głosem Yonakę, ale ku jej zdziwieniu to nie demonolożka się odezwała, a jakaś starsza kobieta, która przycupnęła na skraju plastikowego siedziska tuż obok nich. Wyglądała tak, jakby każda sekunda spędzona w tej pozycji sprawiała jej wyjątkowy dyskomfort.
— Widzi pani tego chłopaka? — Wskazała dłonią na główne źródło ścieżki dźwiękowej, która powoli wypalała się w mózgu Effie. Na oko siedemnasto-, może osiemnastoletni dzieciak to siadał, to wstawał, przeklinając, jęcząc i wymachując opatrzonym byle jak przedramieniem. — Twierdzi, że złamał rękę, a siedzi tu już dobre pięć godzin i nic z tego nie wynika. Tylko jęczy i jęczy, biedaczek.
— Z tego co słyszałam — odezwała się inna kobieta, z którą na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku — to jego ojciec poprosił, żeby przyjąć go tak późno, jak się tylko da bez pogarszania jego stanu.
— A po cholerę miałby to robić? — zdziwiła się Effie.
— Ponoć dzieciak próbował włamać się do automatu z batonikami, ręka mu utknęła i ot, cała historia.
— Złamać rękę dla snickersa…
— Dla snickersa to nie — mruknęła Granger, posyłając krzywy uśmiech Yonace — ale dla milky waya to może i bym zaryzykowała…
W tym momencie podeszła do nich tęga, ciemnoskóra pielęgniarka we wściekle różowym wdzianku. Zerknęła na trzymaną w ręce podkładkę z dokumentami, a potem zmierzyła wzrokiem siedzącą obok jak na szpilkach staruszkę. Westchnęła ciężko i wzięła się pod boki, kręcąc głową na poły z dezaprobatą, a na poły z widocznym rozbawieniem.
— Znowu się spotykamy, pani Herford?
— Po cichu liczyłam, że tym razem trafię na kogoś innego, Naomi.
— To się pani przeliczyła, ot co. Ile tym razem jest tych mandarynek?
Pani Herford spuściła wzrok. Wydawała się trochę zakłopotana.
— Tylko cztery…
— Aha, czyli tym razem na spokojnie? Ostatnio jak pani chapnęła te siedem to naprawdę myślałam, że… no, ale nieważne. Chodźmy do zabiegowego. Może pani chodzić?
— Och, kochana… to to jest nic. Kiedy mój drogi Hans żył… wtedy czasami nie mogłam chodzić… taka knaga — pokazała dłońmi, jaka — mówię wam, dziewczynki… — Pokręciła głową, ale na samo wspomnienie aż się zarumieniła. Podniosła się z trudem i drobnymi kroczkami, zupełnie jak gejsza, podreptała za Naomi.
— Dobrze mi się wydaje, że ta pani nażarła się mandarynek i przyszła na ostry dyżur? — zapytał Phil, który mimo wyraźnego polecenia wyjątkowo zwlekał z zostawieniem Effie i Yonaki. Od dobrych pięciu minut dopijał brudnawą wodę z automatu, którą niektórzy nazywali kawą. — Za to nie powinno być jakichś kar?
— Mam takie wrażenie — mruknęła Effie, uciekając wzrokiem gdzieś w bok, żeby nie wybuchnąć śmiechem — że chapnęła te mandarynki trochę innym otworem, niż ci się wydaje, Phil.

🍊 Yonaka Levin 🍊
grumpy bimbo
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Między brwiami Yonaki rozkwitła lwia zmarszczka. W miarę wysłuchiwania cudzych cierpień, rosła niecierpliwość. Bynajmniej chodziło o miejsce w kolejce. Za każdym razem, kiedy Phil odzywał się, jej blade palce zaciskały się mocniej na założonych przedramionach.
— Długo będziesz pił tę kawę? — Jej głos przepełniły syknięcia. — Nie może być aż tak dobra, aby się nią delektować. — Podniosła wzrok na niego. — A zresztą... możesz to zrobić w drodze.
Phil akurat unosił kubek do ust, ale momentalnie stracił ochotę. Skrzywił się wstydliwie i pokręcił nosem, zerkając krótko na Effie. Odpowiedziała mu pytającym spojrzeniem.
— Racja. — Wcisnął dłoń do kieszeni. — Ale ktoś musi was przypilnować.
— Jesteśmy w szpitalu, Phil.
— I siedzicie w kolejce. — Wytknął palcem przy kawie Granger. — Jedna ze szkłem w nodze. — Palec na Yonakę. — Druga ślepa, jak kret.
Yonaka prychnęła jadowicie. Ciemne lenonki zjechały na sam czubek nosa. Natychmiast je poprawiła.
Jarzeniówki szpitalnego oddziału ratunkowego niesamowicie drażniły oczy. Co jakiś czas przed nimi przelatywały czarne farfocle i czerwone krzywe — równie drażniące, co wkurzające. Żałowała, że nie została jednak w samochodzie, ale po pierwsze, nie mogła pozostawić Effie samej, a po drugie nie mogła prowadzić, więc wizyta na komisariacie spadała na barki Phila. Gdyby nie to drugie, pewnie już tłumaczyłaby mundurowym na skraju zmian, że w Toronto nie ma duchów, ale mogą liczyć na wścibskich fotografów/włamywaczy.
— Waszą ścieżkę samopomocy naznaczy dźwięk uderzania w zamknięte drzwi i czerwone odbitki rozmiaru trzydzieści sześć.
— Nie mam tak małej stopy — wtrąciła Effie.
— Wybacz. Nie miałem czasu się przyjrzeć.
Granger zmierzyła go spojrzeniem.
— No wiesz co? — Dmuchnęła od spodu na blond kosmyk wpadający do oka. — Za takie rzeczy się płaci — Machnęła włosami. Fryzura a’la Marilyn Monroe wróciła do naturalnego nieładu. — Odejmij to od rachunku za egzorcyzmowanie włamywacza z mojego domu.
— Żadnych pieniędzy. — Padło głucho.
W poczekalni zrobiło się cicho. Demonolożka nie zwracała uwagi na towarzystwo, a może to przez ciemne okulary nie szło zobaczyć czy ich obserwuje.
— To było włamanie. I nękanie. Tylko gnój wziąłby pieniądze za coś takiego…
Phil złapał się za kark. L.A.A.N.S.iarze dostali zaliczkę od Effie z góry, ale honorarium Levin to osobny rachunek. Nie zdążył się wypowiedzieć, bo w poczekalni pojawił się wysoki, chuderlawy rudzielec o aparycji przypominającej rasowego Szkota.
— Pani Granger? — Rozejrzał się. — Czy jest tu pani Granger?
— Tutaj. — Yonaka zdjęła przez głowę aparat fotograficzny i wyciągnęła do Phila. — Jedź na policję. Teraz. Muszą jak najszybciej zobaczyć te zdjęcia i zareagować.
— Ale…
— My sobie poradzimy. — Na dowód podniosła się i wyprostowała jak struna. Ból za lewym okiem rozprzestrzenił się do wnętrza i sięgał aż do ucha. — Polujesz na duchy. Nie zaopatrujesz rannych. Zrób coś dla niej — skinęła na Effie — i pomóż zamknąć tego cholernego paparazzi z szafy.

🏥 Effie Granger 🏥
Judas
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Phil dopił resztkę kawy i odmeldował się z sarkastycznym salutem. Ciężkie drzwi nie zdążyły jeszcze się dobrze zamknąć, a rudy chudzielec podszedł do Effie i zaczął dość napastliwie pomagać jej się podnieść. Nie było to wcale takie proste — ciężko było jej stanąć nawet na samych palcach czy pięcie zranionej stopy, przez co podnoszenie się zajęło sporo czasu. Gdy tylko się wyprostowała, syknęła przeciągle. Nie miała pojęcia, w jaki sposób była w stanie wcześniej ignorować ten ból.
— Może jednak przyprowadzę wózek? — zapytał przymilnie, biorąc blondynkę pod ramię i obdarzając ją spojrzeniem pełnym troski.
— Daj spokój, to tylko mały kawałek — au! — szkła.
— Wbiłaś sobie ten „kawałek — au! — szkła” dosyć głęboko — skomentowała sucho Yonaka, mierząc pielęgniarza i Effie nieodgadnionym wzrokiem zza szkieł swoich okularów.
— Słuchaj, przebiegłam z nim całą długość ogrodu i z powrotem, dam radę dojść jeszcze do zabiegowego… ale co z nią? — spytała, opierając się całym ciężarem na szczupłym mężczyźnie i wskazując głową na demonolożkę. — Ja mam tylko małe kuku, a ona? Mózg wstrząśnięty, nie mieszany.
— Całe szczęście mój mózg to nie Vesper Martini.
— Słusznie, ale wydaje mi się, że urazy głowy to wyższy kaliber niż drobne skaleczenia. Mam rację? — Effie popatrzyła pytająco na pielęgniarza. Wzruszył lekko ramionami, a minę miał raczej wyczekującą. — Bez niej nie idę.
— Dajże spokój…
— Ale ja boję się lekarzy!
— Przestań, proszę.
Ten samo zmęczony ton, co w samochodzie. Tym razem jednak nie zadziałało tak dobrze, a Effie nie miała najmniejszego zamiaru odpuszczać. Nie, kiedy wcześniej przez dobre pół godziny czekała na moment, w którym Yonaka łaskawie otworzy oczy i powie, że nie umarła. Mogła sobie udawać twardą i niezniszczalną, Phil mógł jej powtarzać, że ma twardy łeb, ale Effie swoje widziała. I o ile duchy po raz kolejny okazały się dużo bardziej żywe, niż początkowo się spodziewała, nie zamierzała pozwolić na to, by metafizyczne śledztwo zakończyło się dla demonolożki jeszcze bardziej tragicznie.
— Nigdzie nie idę, dopóki ciebie też ktoś nie zobaczy!
— To nie do końca tak działa… — próbował wtrącić pielęgniarz, dalej ją podtrzymujący, ale nie zwracała na to żadnej uwagi.
— Jest tam lekarz? — spytała krótko, a blond włosy zatańczyły wokół jej twarzy, gdy skinęła głową w stronę zabiegowego. Mężczyzna potwierdził po chwili wahania. — No to idziemy.
— Ale…
— To moja... osoba towarzysząca.
— Jest pani dorosła…
— No to, kurwa, pies przewodnik! — Effie przewróciła oczami z takim rozmachem, że prawie wypadły jej z orbit. — Co za problem ją obejrzeć, jak ktoś inny będzie mnie zszywał? O ile w ogóle trzeba to maleństwo — aua! — szyć…
Wymiana zdań trwała jeszcze krótką chwilę, po której wszyscy zainteresowani — Yonaka, rudy i sama Effie (jako jedyna z towarzystwa bardzo z siebie zadowolona) — stwierdzili zgodnie, że nie ma się co spierać. Karawana ruszyła powoli w stronę sali zabiegowej — Yonaka kryjąc się za okularami i stójką płaszcza, Effie kuśtykając i klnąc pod niebiosa, a pielęgniarz posyłając zakłopotane spojrzenia na prawo i lewo.

🤕 Yonaka Levin 🤕
grumpy bimbo
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. Michael's Cathedral Basilica”