ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wyjazd z Toronto był ucieczką; nowym początkiem, którego potrzebował by całkowicie nie utracić siebie. Z dala od apodyktycznego ojca, który siłą próbował narzucić mu ścieżkę, którą Maggio powinien podążyć w przyszłości; z dala od obowiązków, którymi próbowano go przytłoczyć, a które z wolna sprawiały, że chlopak porzucał marzenia o własnej przyszłości. Nie chciał tego w obawie, że kiedy tylko kolejne fragmenty zaczną odpadać i zgubią się niczym rozrzucone puzzle, nie będzie w stanie ich wszystkich odnaleźć sprawiając, że przyszłość, której pragnął nie będzie kompletna. nie chciał na to pozwolić ostatecznie buntując się i uciekając zarówno przed rodzicami, jak i przed zapachem środka dezynfekującego, którym pachniały szpitalne korytarze. Wielu nazwałoby go tchórzem, że ucieka. On widział siebie jako bohatera, który walczył o siebie.
Pierwsze tygodnie nie były łatwe - bo chociaż język z pozoru podobny, tak różnił się znacznie bardziej, niż Winters podejrzewał. Dodatkowo istniało sporo różnic kulturowych, jak również podejście do życia, które w wykonaniu Szkotów było raczej luźne i lekkie. Ach, właśnie takiego potrzebował, by oczyścić umysł. Liczył, że któregoś dnia zaabsorbuje to na tyle, by móc powiedzieć, że w końcu jest w pełni szczęśliwy i spokojny na duchu, wiedząc, że robi wszystko, by urzeczywistnić własne marzenia.
Pierwszym etapem do ich zrealizowania było ukończenia uniwersytetu w Glasgow, na który się dostał. Oczarował go już na wstępie, ledwie przekroczył jego próg. Wyglądał niczym Hogwart, mając w sobie równie sporo magii. Jak miałby to porzucić na rzecz akademii wojskowej? Nie widział się w roli żołnierza, stawiając na rozwój intelektualny. Chciał być naukowcem, co jego zdaniem idealnie komponowało z poezją, którą tak wielbił!
Uśmiechnął się, wciągając powietrze, które pachniało kolorowymi liśćmi opadającymi z drzew oraz deszczem, który jeszcze nie spadł. Zbliżała się jesień - ulubiona pora roku Maggio. Miała w sobie tyle piękna, tyle ponadprzeciętnego uroku, który aż prosił się o wysławianie w kolejnych linijkach wierszy układających się w głowie studenta. Gdyby o niego chodziło takie dni mogłyby trwać cały rok!
Przymknął oczy po raz kolejny pozwalając, by jego nozdrza wypełniły się upragnionym zapachem. Tylko ten nagle gdzieś zniknął, zastąpiony nowością, która przeniosła chłopaka w wyobraźni zupełnie gdzie indziej. Rozkoszował się zapachem świeżych pomarańczy pieszczonych ciepłym słońcem oraz zapachem słodkich róż, które rozpalały zmysły. Miał wrażenie, że przez jedną sekundę został zamknięty w ogrodzie, który pachniał latem.
Otworzył oczy i zdążył jedynie dostrzec złociste pukle włosów mieniące się w popołudniowym świetle, które minęły go bez słowa. Czy ich właścicielka wiedziała, jak wiele w nim poruszyła? Nie powinna, ale niestety Maggio był na to podatny bardziej, niż inni. Dostrzegał piękno w zapachach, w kolorach i wszystkim, co tylko pobudzało jego artystyczną duszę.
Chciał krzyknąć, chciał ją zatrzymać, ale głos uwiązł mu w gardle. To byłoby niestosowne, tak atakować biedną niewiastę. Już miał odejść, kiedy zobaczył, że torba, którą trzymała na ramieniu, zerwała się, rozsypując jej rzeczy na około. Los jednak mu sprzyjał, o niebiosa wspaniałe!
Podszedł do niej bez zastanowienia, schylając się po ciemnoniebieski zeszyt w kwieciste wzory. Wyciągnął go w stronę właścicielki i zdał sobie sprawę, że teraz pozostało najtrudniejsze - rozmowa. Co powiedzieć, by nie wyjść na prostaka? Takich było na około zbyt wielu.
-Proszę - uśmiechnął się do niej, zerkając na zeszyt. - Szkoda byłoby, gdyby ktoś obcy przeczytał coś, co powinno należeć tylko do ciebie - dodał, nie mając nawet pewności, co takiego się tam znajdowało. Nawet, jeśli były to zaledwie notatki z wykładów, nadal należały do niej, pisane jej ręką.

Autumn Ashford
26 y/o
For good luck!
173 cm
weterynarz w Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tegoroczna jesień dawała jej chociażby gram nadziei, że może tym razem będzie lepiej. Chociaż na kilka godzin dziennie oddalała się od rodzinnego Edynburga i jeździła do Glasgow na zajęcia — na uniwersytet, który był wielki i piękny niczym Hogwart. To było naprawdę trafne określenie, a Autumn, jako naczelna fanka jesieni i całej jej otoczki, uwielbiała również Harry’ego Pottera. Wiedziała, że dostanie się na uczelnię to nie były przelewki, musiała mocno spiąć się, żeby nie robić sobie zaległości i brnąć ku temu, aby zostać najlepszą panią weterynarz. Chciała pomagać, chociaż niesienie ratunku dla ludzi było dla niej zbyt dużym bagażem, zwłaszcza emocjonalnym. Ilość strat, ilość smutnych rodzin, pokrzywdzonych przez dzieci los… to było dla niej za wiele, choć nie do końca przemyślała fakt, że bycie weterynarzem wiązało się z ostatnim pożegnaniem na szpitalnym stole, łzami właścicieli i smutnymi oczami, które z miłością zamykały się po raz ostatni.

Na razie nie analizowała tego, co spotka ją za jakiś czas. Brała pod uwagę rzeczywistość, a póki co była spóźniona — pociąg opóźnił się o kilka minut, a to wystarczyło, aby Ashford musiała lecieć łeb na szyję omijając wielki gmach budynku i przecinając zaraz drogę przez plac zamkowy, który niektórzy czule nazywany spacerniakiem. Nie zwracała uwagi na ludzi, jedynie starała się wszystkich zgrabnie wyminąć i nie wpaść na nikogo. Nie przejmowała się tym, że jej letnio-jesienne perfumy wpadały w nozdrza mijanych ludzi, powodując, że jeden chłopak oglądał się za nią, jak leciała chodnikiem w kierunku wejścia szkoły. Nie zwróciła też uwagi na to, że wcześniejsze zahaczenie płócienną torbą o klamkę sprawiło, że ramiączko lekko wydarło się od pozostałej części materiału, po chwili powodując całkowitą odmowę w jego użyteczności. Nie zdążyła złapać lecących zeszytów ani książek; w duchu jedynie dziękowała, że dziś nie było typowej jesiennej pogody i deszcz nie odwiedził mieszkańców Wysp Brytyjskich. Inaczej byłaby skazana na porażkę albo przynajmniej na umorusanie ulubionego notatnika w błotnistej kałuży.

Nie oczekiwała pomocy — ludzka znieczulica była dla niej czymś normalnym, tym bardziej jeśli o tej godzinie nie tylko ona była jedyną, śpieszącą się osobą. Zbierała rozsypane długopisy i markery, z większym opanowaniem niż by się spodziewała, aż nagle podszedł do niej chłopak, podnosząc leżący kawałek dalej notatnik w niebieskie kwiaty. Uniosła spojrzenie na niego, swoimi ciemnymi tęczówkami trafiając na cudownie niebieskie oczy, które wpatrywały się w nią z uwagą i niesamowitym spokojem. — Dziękuję — odpowiedziała, gdy po lekkim oniemieniu, odzyskała nareszcie język w buzi. Przejęła od niego zeszyt, wrzucając go do torby i zaraz podniosła całą szmaciankę, trzymając ją obydwoma rękoma, praktycznie przytulając ją do swojego torsu. Chłopak nie brzmiał, jakby był stąd. Brakowało mu typowego akcentu, co od razu zaciekawiło Autumn. Lubiła poznawać ludzi, zwłaszcza tych niosących ze sobą ciekawą historię, a on wydawał się, jakby miał do opowiedzenia niejedną ciekawostkę. — Na szczęście niewiele jest tam zapisane. Może jedynie na marginesach jakieś pierdoły — rzuciła, wzruszając lekko ramionami. Co mógłby wyczytać? Może jedynie liczenie, ile razy pani Whitmore wplatywała w zdania ken bądź like. I to nie tak, że nie była pilną uczennicą! Właśnie przez to, że słuchała uważnie, wszystkie powtórzenia mocno rzucały jej się w uszy.

Nagle całkowicie zapomniała, że w zasadzie to spieszyła się na zajęcia. Czy ktoś ją ściga? Woła? Goni? Nie. Stała, wpatrując się w nieznajomego i będąc oczarowana jego oczami, dopóki nie dotarło do niej, że z pewnością w jego oczach wyglądała na kompletnie dziwną, po prostu stojąc i przyglądając mu się. — Dziękuję bardzo za pomoc, to mój ulubiony notatnik chociaż od kompletnie nie ulubionego przedmiotu — zaśmiała się cicho. — Idziesz w jakimś kierunku na zajęcia? — zapytała, korzystając z okazji nawiązania pierwszego kontaktu z nieznajomym. Wcale nie miała ochoty odchodzić od niego, chociaż… czy nie prościej byłoby po prostu wymienić się numerami telefonu?

Maggio Winters
29 y/o
For good luck!
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Chociaż Maggio od dawna wiedział, że jego dusza jest znacznie bardziej romantyczna od duszy innych osób, tak nie był w tym osobą przesadnie kochliwą. Nie przepadał bezgranicznie dla pierwszej osoby, która posłała w jego stronę zalotne spojrzenie. Nie leciał za dziewczyną, której twarz przywiodła mu na myśl postać z romantycznej powieści, które lubił czytać, ku uciesze żartownisiów w szkole. Umiał poskromić swoje fantazje, jak również uczucia, które chociaż rwały się ku wolności, zostawały pod jego kontrolą. Istniała szansa, że do tej pory nie trafił na kogoś, kto potrafiłby zniewolić go w ciągu sekund pomimo kilku randek, które przewinęły się przez jego życie. Były miłymi epizodami, którym daleko było do szerszych rozdziałów. Ot, krótkimi historiami, które były wstępem do czegoś większego.
A jednak teraz zdawało się, że blondwłosa dziewczyna z niewinnym uśmiechem miała w sobie coś, czego szukał od tak dawna. Serce wykonało bliżej nieokreślony ruch gdy młoda kobieta uniosła głowę spoglądając na niego, a w głowie Maggio pojawiło się zasadnicze pytanie - czy tak wygląda zauroczenie od pierwszego spojrzenia?
Czuł, że wpatruje się w jej orzechowo brązowe oczy dłużej, niż powinien. W głowie już pojawiły się dziesiątki określeń, którymi mógłby opisać błyszczące iskierki, które figlarnie wędrowały po tęczówkach dziewczyny sprawiając, że wzrokiem potrafiła zahipnotyzować niejedną osobę. A może to tylko jego odczucie? Nie miał czasu by rozejrzeć się w poszukiwaniu innych ofiar, które przepadłyby dla tego bursztynu przysłoniętego cieniem nadchodzącej jesieni. Z tym kojarzyły mu się jej oczy - były ciepłe, chociaż figlarne i nieprzewidywalne. Pasowały do niej, kontrastując z jasną cerą.
Cisza, która na chwilę zapadła pomiędzy nimi nie była krępująca, bardziej elektryzująca i obiecująca, chociaż nie był pewien jaka obietnica mogłaby zostać teraz złożona. Po raz kolejny za bardzo dawał się ponosić, we wszystkim dostrzegając romantyzm niczym w filmach, które tak maniakalnie puszczano w kinach.
-Pierdoły na marginesach są zawsze najbardziej osobiste. Tym bardziej powinnaś pilnować, by nikt nie dorwał twoich zapisów do momentu, aż nie będziesz chciała opisać siebie - stwierdził, nieprzerwanie lekko się uśmiechając. Czuł skrępowanie, które czuło się zawsze gdy przebywało się w towarzystwie osoby, którą uważało się za fascynującą, a która intensywnie się w nas wpatrywała. Jak ona w niego. - Ludzie mają tę obrzydliwą tendencję do wykorzystywania wszystkiego przeciwko sobie - dodał, bo jej obecność zasługiwała na słowa. Zasługiwała na wszystko, co najlepsze, a póki co tylko to miał do zaoferowania. Mógł użyczyć jej własnego towarzystwa lub właśnie rozmowy, której o dziwo chciał, poznając jej głos.
-Jaki to haniebny przedmiot został dopasowany do tego notatnika, jeśli mogę wiedzieć? - zainteresował się, chcąc rozmawiać. Czuł w środku dziwną lekkość pomieszaną z niepewnością. Bo to, że on chciał nie znaczyło, że dziewczyna odczuwała podobnie. - Do głównego budynku, niedługo powinienem zacząć wykład. Nadal trochę się tu gubię. A ty? Chętnie cię odprowadzę - zaproponował, chociaż bardziej adekwatne byłoby poinformował. - Weź moją. Nie możesz tak chodzi z rozwaloną - powiedział i wypakował niewielką ilość przedmiotów, podając dziewczynie opróżnioną torbę. - Nie przyjmuję odmowy, tak robią dżentelmeni dwudziestego pierwszego wieku - zaśmiał się cicho.

Autumn Ashford
26 y/o
For good luck!
173 cm
weterynarz w Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Autumn nie wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia. Była wręcz przekonana, że był to twór autorów literackich, a każdy, kto zarzekał się, że takowej miłości doświadczył, miał po prostu efekt placebo. Jak można było zakochać się w kimś, nie wiedząc o nim zupełnie nic? Nie mając świadomości o jego podstawowych informacjach jak personalia lub znak zodiaku? Może miała takie głupie przekonanie, bo wychowywana była z jedną myślą, że w końcu poślubi chłopaka, którego wybrali jej rodzice? Syna ich przyjaciół, który urodziny miał na trzy miesiące przed nią i co miało być znakiem od boga, że akurat urodzili się w podobnym czasie? Jej życie miłosne było bardzo ubogie — a nie, przepraszam, nie istniało. Nie przeżyła jeszcze swojego pierwszego uniesienia, nie czuła szybciej bijącego serca…

…a przynajmniej do dzisiaj.
Może jednak miłość od pierwszego wejrzenia nie jest wyimaginowanym tworem?

Niebieskie oczy pochłaniały ją w całości, a ona była w stanie spoglądać prosto w nie przez dobre trzydzieści sekund, dopiero po chwili ogarniając, że zeszyty chłonęły wilgoć z mokrej trawy. Spuściła spojrzenie, czując że jej policzki nieco się rumienią i jedynie modliła się o to, aby jej róż skutecznie zatuszował tę falę wypieków. Co to, do cholery jasnej, miało znaczyć?

— Coś w tym jest — przyznała nieśmiało. Była nieco onieśmielona, nie ma co udawać, że nie! Chłopak wydawał się starszy, a ona była podlotkiem, który ledwo co wyszedł z collegu. Jeśli filmy i książki rzeczywiście się nie myliły, to przecież ten typ był największym kawałem gnoja! A z drugiej strony… jak on mógł taki być? Jak chłopak, który wypowiadał się w tak absolutnie spokojny sposób mógł być jej przyszłym problemem? — Zwłaszcza tutaj, a przynajmniej tak mi się wydaje. Zastanawiam się, czy będzie wyścig szczurów. — Czy powiedziała to na głos? Ups. Jednak to właśnie chodziło jej po głowie przez cały dzień — czy będzie musiała latać z wywieszonym jęzorem, żeby nadgonić innych, czy mimo wszystko uda jej się przeżyć ten rok bez stresu?

— Notatnik jest mój ulubiony, najładniejszy ze wszystkich, żeby chociaż trochę umilić sobie zajęcia. A zajęcia… chyba najgorsze z możliwych — zaczęła, robiąc dramatyczną pauzę. — Chemia organiczna — wyszeptała, jakby przypadkiem ta stara jędza aka wykładowczyni, miała powstać z grobu i ją usłyszeć, a żeby tylko mieć wymówkę, aby Autumn oblała jutrzejsze kolokwium. — Nadal? Dopiero zacząłeś studia? — dopytała ciekawa. Może zbyt szybko oceniła książkę po okładce? Może jednak byli równolatkami? — Mam genetykę w prawym skrzydle. Może ja cię odprowadzę? Już nieco ogarniam co jest i gdzie — zasugerowała, jakby wcale nie leciała łeb na szyję na zajęcia… No najwyżej wejdzie spóźniona trzy minuty, a nie z chwilowym zapasem czasu, ale przynajmniej… pozna miłe towarzystwo, tak? — Nieee, nie trzeba. — Pokiwała zaraz głową, bo przecież to nie był problem przemęczyć się dziś, nosząc w ten sposób torebkę. — I ty będziesz cały dzień nosić te rzeczy w rękach? No gdzie! — oponowała dalej, ale zaraz praktycznie że wymusił na niej przyjęcie torby, a ona nie była szczególnie asertywna. — Dobrze, skoro tak… dziękuję! Ale to znaczy, że jutro musimy złapać się, abym mogła ci ją oddać — zauważyła, uśmiechając się szeroko i mentalnie przybijając sobie piąteczkę. Czy ona właśnie wymyśliła zgrabny plan, jak jeszcze się z nim zobaczyć? A nie, chwila… czy to on nie zaplanował tego poprzez swoją propozycję? Na policzki Autumn znowu wpełzł delikatny róż, chociaż zaraz zganiła się w myślach. Nie mogła dopowiadać sobie, że ktoś był nią zainteresowany, skoro… może po prostu był miły?

Maggio Winters
29 y/o
For good luck!
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Patrzył na nią dyskretnie, pozwalając by jego oczy co rusz delikatnie przesuwały się w stronę jej twarzy zapisując w pamięci kolor oczy, kształt nosa oraz strukturę ust, które poruszały się hipnotyzująco za każdym razem, kiedy wypowiadała kolejne słowo. Maggio utrwalał w umyśle wszystkie doznania wzrokowe, pragnąc później zrobić z nich użytek - dłoń już świerzbiła go na myśl, że mógłby opisać ją na kartce papieru wyrwanej z zeszytu do chemii eksperymentalnej, dobierając zdania w tylko sobie znany sposób. Zasługiwała na to, by być w poemacie wychwalana, wręcz wielbiona, a on był skłonny jej to dać.

Spojrzeniem swoim dotykasz mego
Rozpalając coś dotąd nieznajomego
A czerwień lico twe okalająca
Jak poranne słońce - tak olśniewająca.

Czuł się jak bohater powieści, który dostał przysłowiową strzałą amora. Jeden trzepot rzęs okalających brązowe oczy, jeden uśmiech, który byłby w stanie zmiękczyć nawet najtwardszy głaz, sprawiły że otoczenie w jednym momencie przestało mieć znaczenie, a jego uwaga była skupiona jedynie nie bezimiennej blondynce. Dziewczyna, która nieświadomie wkroczyła w życie Wintersa stała się tym samym osobą, na widok której serce biło znacznie szybciej, a myśli, chociaż skupione, uciekały nie chcąc tracić czasu na rozmyślania o rzeczach nieistotnych.
Czy on naprawdę zakochał się od pierwszego wejrzenia, urzeczywistniając wszelkie marzenia autorów powieści romantycznych oraz reżyserów, którzy chcieli przeżyć podobne przygody w swoim życiu, ostatecznie przenosząc je na ekrany, rozpalając pragnienia widzów? Miał wrażenie, że tonie pod własnymi myślami, czując się zwyczajnie dziwnie. Być może działał impulsywnie, może zbyt pochopnie, ale cholera, chciał być obok niej, rozmawiać z nią i wdychać zapach perfum, których woń subtelnie kotłowała się w jego nozdrzach.
Otrząsnął się z chwilowego transu, ponownie wracając do rzeczywistości. Musiał nad sobą zapanować, nie chciał jej do siebie zrazić. Stała się w jednej chwili nieodzownym elementem każdego kolejnego dnia studenta.
-Jestem o tym przekonany. Ludzie nie potrafią nie współzawodniczyć, bo to daje im motywację. Nie ma nawet pewności, czy nas to nie dopadnie, chociaż osobiście wolałbym ukończyć studia w spokojnej atmosferze, niż wyrywać z siebie wszystko to, co najgorsze - stwierdził, uśmiechając się do niej. Nie był świadom jej myśli i tego, że rozpatrywała czy był zły cz dobry. Był jednak przekonany, że od tego dnia będzie wodził za nią spojrzeniem na korytarzach, ilekroć tylko pojawi się w jego polu widzenia. - Tym bardziej dbaj o to, co najbliższe twojemu sercu. W ostatecznym rozrachunku to nas ratuje przed przytłoczeniem przez życie - zaśmiał się cicho. Sam miał kilka cennych przedmiotów, chociażby zeszyt, w którym w sposób artystyczny spisywał swoje myśli. Wolałby, żeby świat się nie dowiedział, jakie treści skrywały. - Chemia organiczna? To wcale nie jest taki zły przedmiot. Sam ją mam. Jeśli potrzebujesz pomocy, mogę ci jej udzielić. jestem pewien, że ze mną będzie znacznie ciekawiej, niż z profesor Kratcher - zaproponował, łapiąc się każdej możliwej okazji, która stwarzała pretekst do kolejnego spotkania. korepetycje były w tym wszystkim najstabilniejsze i najbardziej trwałe, odbywając się w miarę systematycznie.
-Jestem o rok do tyłu, zacząłem je z opóźnieniem, więc wychodzi na to, że oboje jesteśmy świeżakami - stwierdził, przesuwając wzrokiem po jej twarzy. Tyle znaków na niebie, tyle wspólnych mianowników. Serce wmawiało mu usilnie, że to przeznaczenie, a on ani trochę nie wzbraniał się przed tą myślą. - Jeśli będziemy odprowadzać siebie wzajemnie, daleko nie zajdziemy. Chociaż nie miałbym niczego przeciwko, gdybym nagle się z tobą zgubił - wyrzucił z siebie i zaraz to na jego policzkach pojawił się lekki rumieniec, kiedy zdał sobie sprawę, jak nachalnie to brzmiało. Nie było sensu przepraszać - słowa zostały wypowiedziane i teraz jedynie można było je zamaskować innym tematem.
Nie dał jej możliwości odmowy torby - fakt, że ją zostanie został już dawno postanowiony i musiała się z tym pogodzić. W swoim spokoju i opanowaniu Maggio potrafił być dodatkowo niesamowicie upartym człowiekiem. Tym bardziej jeśli chodziło o ratowanie damy z opresji.
-Liczę na to spotkanie. Można powiedzieć, że to niemal był pretekst - skomentował, pomagając jej przepakować jej rzeczy do tego torby. - Możesz ją zachować jak długo chcesz, póki nie znajdziesz nowej. Ja nie mam tylu przedmiotów - skomentował, gdy ruszyli w stronę gmachu głównego. - Co studiujesz, Piękna nieznajomo? - spytał, przyglądając się jej nieskazitelnemu profilowi.

Autumn Ashford
26 y/o
For good luck!
173 cm
weterynarz w Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Niebieskie oczy wręcz ją hipnotyzowały, a burza jasnych włosów przyciągała swoją uwagę, aż kusząc, aby zatopić w nich swoje palce…

Chwila, o czym ona do reszty myślała?
Nie była romantyczką, miłość i jej uniesienia znała najbardziej z kartek papieru, więc może przez to czuła się właśnie jak jedna z bohaterek powieści romantycznej. Gdyby tylko wiedziała, że nieznajomy już po kilku minutach umiał stworzyć dla niej krótką rymowankę… byłoby to dla niej niesamowite, a serce z pewnością biłoby jeszcze mocniej; bo jak to możliwe, że to właśnie ona zawróciła komuś tak w głowie? Nigdy nie podejrzewała, że spotkałoby ją coś tak równie mocnego… przecież miała ustalone już życie. Nie mogła, nie powinna.

A jednak jego spojrzenie zatrzymywało się na niej, powoli przesuwając się po jej buzi, co z każdą kolejną sekundą wypalało na jej skórze przyjemne ciepło. Bił od niego spokój, który wydawał się być tak kompletnie nieznajomy, a jednocześnie potrzebny. Nie miała tego w swoim życiu, te magnetyzujące ciepło i dobroć, które chciała zostawić przy sobie i rozkoszować się tym. Bezinteresowność i to opanowanie, nawet jeśli z pozoru, było teraz dla niej rzeczą, którą łaknęła. Teraz zastanawiała się, gdzie on był wcześniej — zanim na jej palec został symbolicznie wsunięty pierścionek zaręczynowy, a którego ona i tak nie nosiła, bo puste obietnice były dla niej warte tyle, co nic. Dlaczego podświadomie odczuwała tęsknotę, z każdą kolejną minutą przyglądania mu się? Czy ich dusze kiedyś były razem splątane, przez co wewnętrznie płakała z radości, że nareszcie udało im się odnaleźć? Autumn wiedziała, że miał w sobie coś, co zostało z niej wyrwane i zagubione; co musiało z czasem odnaleźć się i włożyć w to brakujące miejsce, aby poczuła się kompletna. On dawał jej poczucie, jakby właśnie trzymał brakujący kawałek układanki, który będzie w niej tkwił, dopóki on sam będzie dzierżyć miejsce przy jej boku.

— Czas pokaże, prawda? — Chciałaby, aby studia były momentem jej życia, który będzie wspominać z szerokim uśmiechem. I nawet jeśli jej dorosłość nie potoczy się według wyśnionych zamiarów czy chęci, to liczyła, że przynajmniej przeżyje coś własnego, co nie było zaplanowanym scenariuszem, podyktowanym przez kogoś innego, a co wypłynęło prosto z jej serca i potrzeb, które tłumiła głęboko w sobie. — Cóż, profesor Kratcher nie jest… zbyt przyjemną osobą — powiedziała, pochylając się nieco w jego kierunku, żeby delikatnie ściszyć głos, a żeby tylko on ją usłyszał. W końcu ciężko stwierdzić, jakie przyjemniaczki mogą akurat przechodzić obok nich. — Nie wiem, czy nie będę musiała przyjąć twojej propozycji. W końcu lepiej jest zrozumieć coś od początku niż robić sobie zaległości w późniejszej części semestru — zasugerowała, uznając to za dobrą wymówkę, aby móc się z nim jeszcze kiedyś spotkać. No i w zasadzie byłyby to dwie pieczenie na jednym ogniu, bo chemii organicznej naprawdę nie lubiła i być może z przystojnym… znaczy, kompetentnym towarzystwem, łatwiej byłoby jej pojąć co nieco.

— W takim razie cześć, świeżaku. Chcesz się razem pogubić po tym zamku? — zapytała z rozbawieniem, zaraz impulsywnie wyciągając przed siebie rękę, aby przedstawić mu się. — Autumn — zdradziła swoje imię, nadal pozostając nieznajomą, chociaż już… mniej. Po jego następnym słowach sama zarumieniła się — i to bardziej niż by chciała. — Może nie gubmy się w pierwszym tygodniu zajęć… — zasugerowała, chcąc wyjść z tego obronną ręką i na pewno odsunąć od siebie jego wzrok, który zdecydowanie padał na jej zaróżowione policzki. W końcu później… później niech się gubią, Tylko Ashford potrzebowała nieco chwili, aby rozkręcić się w nowym towarzystwie.

— Dziękuję, naprawde. Będę mieć to na uwadze — rzuciła, kiwając głową. — Nie masz tylu przedmiotów? Jejku, może powinnam się wcześniej zainteresować, które kierunki oszczędzają kręgosłup — zaśmiała się cicho. Miała wrażenie, że jest to absolutnie upierdliwe. Już kilka podręczników miała w tablecie, ale nadal musiała dźwigać tak niepotrzebne rzeczy jak atlas zwierząt. Prawie jak w podstawówce, może powinna sprawić sobie wózek na kółkach? Znowu czuła ciepło na policzkach, gdy nazwał ją piękną… cholera jasna. Uśmiechnęła się nieśmiało, zaraz zerkając na niego kątem oka. — Weterynarię. A ty? Czym masz zamiar zbawić świat? — zażartowała, idąc dość spokojnym krokiem. W jego towarzystwie czas zdawał się aż tak bardzo nie pędzić. — Czy to będzie niemiłe, jak zapytam, czy nie jesteś stąd? — zapytała, bardziej obracając buzię w jego kierunku, żeby przyjrzeć się przystojnemu profilowi swojego nowego kolegi. — Nie zrozum mnie źle, poznaję po akcencie. — A ona chciałaby poznać go całego. Każdą ciekawostkę i każdą błahostkę — tylko nie wiedziała jeszcze, czy z planami na jej przyszłość, będzie jej to w ogóle dane.

Maggio Winters
29 y/o
For good luck!
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Była piękna. Tak zwyczajnie, tak codziennie. Jak jasne niebo o poranku, kiedy białe obłoki dopiero zaczynały się formować. Jak w pełni rozwinięty kwiat, na którego płatkach nadal błyszczy rosa. Jak delikatna mgła unosząca się nad jeziorem, na którego taflę chwilę wcześniej spadł liść z pobliskiego drzewa, tworząc piękne kręgi. Było w tym pięknie tyle prostoty, a jednak przyciągało z niewyobrażalna siłą. Sprawiało, że człowiek chciał przebywać w jego otoczeniu, czując wewnętrzny spokój i przekonanie, że nic lepszego nie mogło go spotkać. Było kojące, czarujące oraz bezpieczne.

Najpiękniejsza ze wszystkich znanych mi baśni
Której jedno spojrzenie każdy mrok rozjaśni
Jesteś jak świt, co nocy odbiera jej cienie
Jak promień słońca, co budzi uśpione marzenie.

Nie potrafił oderwać od niej spojrzenia wiedząc, że z każdą kolejną sekundą zatraca się w tym coraz bardziej, pozwalając myślom żyć własnym życiem. Nie kontrolował ich i nawet nie chciał. Czuł, jak serce w piersi na przemian bije szybciej, by chwilę później gwałtownie się zatrzymać, ilekroć jej tęczówki spoczęły na jego. Na litość wszystkich poetów, nigdy nie przypuszczał, że będzie czuł coś podobnego na widok dziewczyny, którą poznał zaledwie chwilę wcześniej. Jego wewnętrzny stan zaczynał upodabniać się do stanu upojenia alkoholowego, w którym człowiek czuł się tak lekko, pozbawiony problemów. To był właśnie on - nie liczyło się nic innego poza tym uśmiechem, jakże nieśmiałym; poza czerwonymi policzkami lekko smaganymi jesiennym wiatrem. Ach, jakże by chciał, żeby teraz, zamiast na uczelnianym dziedzińcu znaleźli się gdzieś, gdzie ta magiczna chwila mogłaby trwać dłużej; gdzie nie byłoby wścibskich oczu oraz niepożądanych powitań mijanych ludzi. Byli zbędni, bo dla niego liczyła się tylko ona.
-Czas bywa przewrotny. To jedyne, czego tak naprawdę zawsze nam brakuje, prawda? Nie warto poświęcać go na chociażby branie udziału w uczelnianych potyczkach. O wiele rozsądniej jest spożytkować go w inny, przyjemniejszy sposób - uśmiechnął się do niej, całą siłą woli powstrzymując się by nie założyć jej za ucho samotnego kosmyka włosów, który postanowił opuścić uczesanie. Chciał zaznać wolności i Maggio mu się nie dziwił. Gdyby był puklem jej włosów zawsze pragnąłby znaleźć się jak najbliżej jej twarzy.
Zaciągnął się delikatnie jej zapachem, kiedy się pochyliła. Czy z nim igrała? Czy wiedziała, jak urzekła go już od pierwszej chwili i teraz demonicznie sprawdzała, jakie granice posiadał? I chociaż myśli te powinny sprowadzić go na ziemię, pozwolił by nozdrza wypełniły się zapachem pomarańczy oraz różanym ogrodem, z którego nie chciało się wychodzić. Uzależniała go pomimo jego woli, która przestała zwolna należeć do niego.
-Wpełni się z tobą zgadzam. Im dalej, tym trudniej z nadrabianiem. Możemy później porównać nasze plany zajęć i zobaczyć, czy w jakiś dzień mamy wspólnie przerwę, którą będzie można wykorzystać na naukę - zaproponował. musiała się zgodzić, jego wyobrażenia nie zakładały inaczej, a na samą myśl o systematycznych spotkaniach serce zatrzepotało niczym uwięziony w klatce ptak. Musiała dać mu wolność. - Nie tylko po tym zamku, jeśli przyszłość pozwoli. Z taką kompanką mógłbym się zgubić dosłownie wszędzie - odpowiedział, niebieskim spojrzeniem odnajdując to jej. Czy nie przesadzał? Zaczynały nachodzić go wątpliwości, czy aby nie jest zbyt nachalny, tak na nią naciskając. Co, jeśli jej serce jest już zajęte, a on daje sygnały jakby… jakby co? Chciał jej oddać własne w zamian za jej? Ach, to działo się tak szybko, że Winters zaczynał kwestionować swoje podejście do świata.
-Autumn - powtórzył jej imię pieszczotliwie, niemal z nabożnością. Było idealne współgrając z kolorowymi liśćmi, które nie były w stanie dłużej utrzymać się na gałęziach, opadając na ziemię. - Maggio - przedstawił się i zamiast uścisnąć dłoń, wziął ją delikatnie, ustami muskając jej delikatną skórę.
-Mam - zaśmiał się. - Po prostu nie noszę ze sobą wszystkiego. Najpierw staram się wyczuć, u którego profesora muszę nosić więcej, a u którego mniej - odpowiedział. Nigdy nie lubił dźwigać niepotrzebnych rzeczy - jemu wystarczył tak naprawdę zeszyt i sprawny długopis, które zawsze musiał mieć pod ręką. Podręczniki, chociaż skrywały wiedzę, nie zawsze były wymagane na zajęciach.
-Pasuje ci, będziesz wspaniałą panią weterynarz - stwierdził, kiedy odpowiedziała. Weterynaria. Zdawała się być idealna do jej usposobienia, bo chociaż nie znał jej długo tak miał przeczucie, że serce nie myli go w osądzie. - Zbawić świat? Coś w tym jest. Studiuję biochemię i kto wie, może pewnego dnia będę tym, który ostatecznie wynajdzie lekarstwo na raka dostępne dla każdego - stwierdził, lekko ramionami wzruszając. Miał cel, miał marzenie, do których dążył. To napełniało go nadzieją.
-Daję ci dożywotnie przyzwolenie, by pytać mnie o wszystko, piękna Autumn. I zaznaczam, że nie rozdaję takich pozwoleń każdemu. Załapią się jedynie nieliczni - powiedział z rozbawieniem i tym razem to on nachylił się w jej stronę, by ostatnie zdanie ciszej wypowiedzieć. - Ale nie mów nikomu, żeby nikt nie poczuł się urażony - zaśmiał się cicho. - Jestem z Kanady, dokładnie z Toronto - odpowiedział, zdradzając jej informację o sobie. - Dlatego Szkocja jest mi obca. Są jakieś zasady, o których powinienem pamiętać? Miejsca, które powinienem zobaczyć?

Piękna Jesień
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”