ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Szefie, co to ma być? — starszy pracownik rancza stanął obok Logana, opierając się o płot i ruchem głowy wskazał na Laurenta, który stał na ganku w towarzystwie ubranej w błękitną garsonkę kobiety. — Mówiłeś, że młody Ashcroft nie będzie sprzedawał rancza i nie mamy się czym martwić, a chłopak od rana chodzi z tą lalunią i wygaduje bzdury — facet splunął przez ramię, odnosząc się do miastowych z wyraźną nieufnością.
Obrzucił Callahana wyczekującym spojrzeniem, chociaż nie miał pojęcia, że w pewnym sensie wszystko to było jego winą.
Laurent nie odzywał się przez kolejnych kilka dni. Niezapowiedziany przyjechał na ranczo swoim sportowym samochodem, jakby nie martwił się o zawieszenie na polnych drogach i towarzyszyła mu na oko nieco ponad trzydziestoletnia kobieta w drugim aucie. Nie wszedł do domu, ubrany w ten swój nienaganny, elegancki garnitur, który nie nadawał się na spacery po ranczu. Nie przywitał się nawet z Margy, pogłaskał jedynie Beau, który wybiegł na jego powitanie i radośnie zaczął go obskakiwać, zostawiając brązowe odciski łap na ciemnych spodniach.
— Jesteś cały brudny — skarcił go Laurent. Do tej pory biała, idealnie przycięta sierść nabrała lekko szarego odcienia od wszechobecnego kurzu. Beau wydawał się jednak szczęśliwy i dobrze odżywiony.
— Uroczy — Charlotta wyciągnęła uszminkowane wargi w uśmiechu, ale kiedy spróbowała się z uprzejmości nachylić i pogłaskać rozemocjonowanego psa ten odgonił ją głośnym szczeknięciem.
— Jest wybredny. Nie przejmuj się, bo na dodatek ma beznadziejny gust do ludzi — zwrócił się do kobiety z przepraszającym uśmiechem. —Nie ma co zwlekać. Może zaczniemy nasz spacer? Zapraszam.
Charlotta była kolejnym rzeczoznawcą. Tym razem Laurent nie potrzebował nikogo, by pomógł mu podczas oprowadzania jej po budynkach i terenach należących do Ashcroft Ranch. Stęskniony Beau nie odstępował ich na krok, gdy Lance przez kolejną godzinę odpowiadał na pytania i recytował techniczne dane z pamięci. Ze wszystkich sił starał się być profesjonalny i obojętny, nawet jeśli to wszystko miało na niego większy wpływ niż chciał przyznać.
— Zależy mi na szybkiej sprzedaży — stwierdził, gdy dotarli z powrotem do samochodu, a Charlotta odnotowała już wszystkie niezbędne uwagi. Kobieta schowała tablet do skórzanej torebki. — Dostarczę ci dokumenty jeszcze jutro.
— Nie wiem, czy przy takim pośpiechu uda ci się uzyskać dobrą cenę. Gdybyś poczek-
— Chcę się pozbyć kłopotu i skupić na mojej pracy — przerwał jej ostro, a zaraz potem znów przepraszająco uśmiechnął. Oparł się bokiem o widowiskowo czerwone auto, podczas gdy Charlotta jeszcze rozglądała się wokół, próbując nacieszyć imponującym krajobrazem.
— To naprawdę piękne miejsce.
— Mam nadzieję, że uwzględnisz to w wycenie — zażartował, nie mając zamiaru słuchać jej zachwytów. Powrót tutaj wytrącił go z równowagi, dlatego nie poszedł się przywitać z gospodynią, ani nie wszedł do domu. Na szczęście nie widział nigdzie Logana. Nie, żeby szukał go wzrokiem. Uznał temat za zakończony. Miał nadzieję, że facet też będzie miał dość przyzwoitości, żeby go po prostu unikać.

Logan Callahan
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ashcroft Ranch”