ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

𝕗𝕣𝕖𝕖𝕕𝕠𝕞, 𝕀'𝕞 𝕥𝕒𝕜𝕚𝕟' 𝕚𝕥 𝕓𝕒𝕔𝕜
𝕚'𝕞 𝕠𝕦𝕥𝕥𝕒 𝕙𝕖𝕣𝕖, 𝕟𝕠 𝕥𝕦𝕣𝕟𝕚𝕟' 𝕓𝕒𝕔𝕜

Zsunął buty przy wejściu i rozejrzał się po domu Finchówny, w którym miał już przecież przyjemność być nie raz. Chwilę później zobaczył czarną chmurę pędzącą prosto w jego kierunku, więc od razu się uśmiechnął, odstawił torby ze snackami i napojami na ziemię, ukucnął i dał się porządnie przywitać dobermance. - Nyx, no też się za tobą stęskniłem. Już, już - zaśmiał się, drapiąc ją za uchem, a potem klepiąc po tyłku. Dopiero kiedy powitanie zostało oficjalnie zakończone, podniósł się z podłogi, zgarnął torby i ruszył w stronę pokoju Kiry. - Dobra, nakupowałem nam w chuj dużo chipsów i innych pierdół. - Zaczął wyciągać wszystko i rozrzucać po jej łóżku. - Mam sweet chilli, cebulkowe, salt and vinegar, ketchup, barbecue... o, i żelki. Czaisz, że jedne są o smaku pikli?! Musimy spróbować. - Rzucił to uchachany, po czym przyszła kolej na napoje. Cola Zero. Root beer. Sprite zmieszany z jakąś herbatką. Bubbly o pięciu różnych smakach, no hit. I no... Może wysypywanie wszystkich puszek na łóżko nie było najbardziej inteligentnym ruchem na świecie, bo powodzenia później z otwieraniem ich bez rozbryzgania tego na pół pokoju, ale spokojnie... Shelby nie takie kryzysy rozwiązywał. Wystarczyło kilka razy postukać paznokciem w wieczko, żeby nic sie nie rozlało, podobno, i guess we will see. - Chyba starczy, co?

Rzucił się na jej łóżko i oparł plecami o ścianę, przesuwając spojrzeniem po zajebiście urządzonym pokoju, pełnym różnych samochodowych części, modeli i innych cudów. No. To było zdecydowanie jego środowisko. - Słyszałaś nową piosenkę Yung Leana? Zajebista jest. Teledysk też. Musimy obejrzeć. - Bez czekania na odpowiedź otworzył paczkę piklowych żelków, wyciągnął jednego i powąchał. Zmarszczył nos. Cholera jasna, faktycznie pachniał jak ogór. Wonderful. Wysunął opakowanie w stronę Kiry. - Musimy spróbować na raz, bo inaczej się nie liczy. Chociaż raz będę miał z tobą swój pierwszy raz - westchnął dramatycznie, po czym sam parsknął śmiechem.

Finchhampstead była kurewsko piękną kobietą... i jeszcze znała się na samochodach. Potrafiła mu odpyskować, nie dawała sobie wejść na głowę i ogólnie chyba właśnie dlatego, że grała do kompletnie innej bramki, zostali tak zajebiście dobrymi kumplami. Levi wiedział, że mimo tego, iż czasami zachowywał się jak ostatni, skończony kutas, mógł na nią liczyć praktycznie w każdej sytuacji. I działało to też w drugą stronę. Co najważniejsze, wiedział, że jeżeli naprawdę zaczynał odpierdalać, wystarczyło, żeby zdzieliła go w ten głupi łeb albo powiedziała mu prosto z mostu, że zachowuje się jak debil i zamiast obrazić się jak skończona beksa, przełknąłby tę gorzkawą prawdę i spróbował wyciągnąć z niej jakieś wnioski. Nie zawsze posłucha, aaaaaale wysłucha. O. Spojrzał na nią po chwili, - Poza tym chyba ktoś rzucił na mnie jakieś złe juju, bo zachowuję się jak jakiś zdesperowany gówniarz zamiast mieć na wszystko i wszystkich wyjebane jak do tej pory. - Zmarszczył brwi. - Nie poznaję się. - Chwilę się zastanowił. - Może to męska menopauza? - przerwał na moment - ale tak wcześnie?! - spojrzał na nią śmiertelnie poważnie. - Może jednak mnie przejedź, Finchhampstead.

𝐟𝐢𝐧𝐜𝐡𝐡𝐚𝐦𝐩𝐬𝐭𝐞𝐚𝐝
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

029.
bonding /ˈbɑːn.dɪŋ/
noun
in the context of friendship means the process of developing a close, strong, and lasting emotional connection between people
"our bond grows stronger through every laugh and memory "
Po tym, jak zawiozła ojcu papiery, za które Paul Finch podziękował jedynie lekkim skinieniem głowy, mogła w końcu podjechać po Leviego, żeby zgarnąć go do swojego domu. Trzeba wspomnieć, że Shleby był jednym z nielicznych facetów, których tolerowała Nyx. Suka nie znosiła mężczyzn, ale chyba wyczuwała jakiś damski pierwiastek u Leviego. Pewnie dlatego, że był taką pizdą.
Dom, który sprawili jej rodzice na dwudzieste urodziny, był duży i przestronny. Natomiast sama Kira, w przeciwieństwie do swoich sióstr, wiedziała, że ze starymi trzeba trzymać sztamę, nawet jeśli niesamowicie działali jej na nerwy i nie zgadzała się z ich poglądami. Wiedziała, kiedy zamilknąć, a kiedy uderzyć pięścią w stół. I to chyba był sukces, żeby żyć z nimi w jakiejś symbiozie. I mieszkać w tej dojebanej chacie.
— Dobra, weź mi nie dręcz psa — zwróciła się do kumpla, kiedy weszli do środka. Oczywiście żartowała. A może nie? Cholera ją wie. — O królu złoty, ile tego? — spojrzała z rozbawieniem na torbę, z której Shelly zaczął wypakowywać towar. Z tym postukiwaniem w wieczko paznokciem to była jakaś totalna bujda na resorach, ale Finch nie zamierzała go w tym uświadamiać. — Jak nie wystarczy, to się domówi — wzruszyła ramionami, bo od czegoś były te wszystkie apki, które dowoziły zakupy. Kira często z nich korzystała, kiedy nie chciało jej się ruszać dupska. Cenowo wychodziło bardzo podobnie, ale czy ona kiedykolwiek dbała o kasę? No właśnie.
Legła się obok niego na wyrku i rzuciła mu pilota od telewizora.
— Nie widziałam. Możesz włączyć — zachęciła Leviego skinieniem głowy i od razu sięgnęła po puszkę Coli Zero. Zero smaku, zero sensu. — Obrzydlistwo — skrzywiła się na widok piklowych żelków, ale od razu sięgnęła po jednego i już była w gotowości, żeby spróbować tego dziwactwa. Czego to ludzie nie wymyślą?
Pociągnęła kilka łyków z puszki, która o dziwo nie trysnęła jak prawiczek podczas rozdziewiczenia. Ha! Czyli wcale nie trzeba było jej pukać!
— A co ty odjebałeś? Bo mnie na przykład pocałowała ostatnio moja menadżerka, która ma męża i rzekomo jest hetero. Weź to, kurwa, przebij — westchnęła pod nosem. W życiu Shelby'ego musiało zadziać się coś, przez co tak reagował. — Szkoda mi fury — dodała, bo jakby miała go rozjechać, to na bank uszkodziłaby sobie karoserię, a przecież jej Ferrari kosztowało fortunę. Nie będzie kasować samochodu tylko po to, żeby ulżyć kumplowi w cierpieniu. Bez przesady! Mogłaby go co najwyżej podrzucić na jakąś stację, żeby rzucił się pod pociąg. Ale i to nie dawało gwarancji szybkiej śmierci. Gorzej, jak pourywa sobie kończyny i skończy jako jebany kadłubek, którym potem Kira będzie musiała się zajmować.

shelly
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak jak w życiu łóżkowym, czy tam ogólnie w życiu, w ilości słodyczy czy wydawaniu forsy na kompletnie zbędne pierdoły, Levi zwyczajnie nie znał umiaru. Więc oczywiście, że kiedy wybrał się na mini wycieczkę po przysmaki dla siebie i Finch, spędził zdecydowanie za dużo czasu w alejce ze słodyczami. - Nie byłem pewien, na co będziemy mieli ochotę, a lepiej być przezornym niż... zabezpieczonym? Czy tam przezornym i zabezpieczonym - podrapał się po głowie. No debil. Gdyby 158 lat temu, kiedy ktoś po raz pierwszy wpadł na pomysł żartów o blondynkach, znał Shelby'ego, Levi na bank zostałby ich ciemnowłosym pierwowzorem.

Uśmiechnął się pod nosem, zgarniając pilota, po czym odpalił telewizor, aplikację youtube i wcisnął przycisk sterowania głosowego, wydając smart TV komendę, żeby znalazł teledysk. No bo Finchówna była w chuj bogata. Jakby... Nie dało się tego nie zauważyć. Więc oczywiście, że miała pilota, do którego można było mówić. Halo. Chwilę później teledysk zaczął grać w tle, chociaż nazywanie tego zwykłym teledyskiem było trochę obrazą, bo przed ich oczami rozgrywał się dosłownie jakiś short film. - Zaraz tam obrzydlistwo, trzeba spróbować, Finchhampstead - mruknął pod nosem, odgryzając kawałek piklowego żelka. Zapach ogórków kiszonych zmieszany z dziwnie kwaśnym, cukierkowym posmakiem zrobił mu niezły mindfuck. Przeżuł.. zmarszczył brwi i przeżuł jeszcze raz. - Tyyy... dobre to. - Spojrzał na nią z szerokim uśmiechem i bez większego zastanowienia zjadł resztę.

Kiedy jednak usłyszał jej kolejne słowa, zmarszczył brwi, a sekundę później uniósł je tak wysoko, że aż poprawił się na łóżku, prostując plecy, żeby móc lepiej się jej przyjrzeć. - Jak to cię pocałowała? - Excuse me? Zamrugał kilkakrotnie. - No to kurwa chyba nie jest hetero, skoro na ciebie poleciała. - I mean... Who is she to blame? Finchówna była hot, ale to już przedyskutowaliśmy. Zmrużył oczy. - Przyznaj się, że z nią flirtowałaś. - przyglądał jej się podejrzliwie jeszcze przez moment, ale komentarz dotyczący fury sprawił, że jego twarz przybrała wyraz kompletnego braku rozbawienia. - Ha. Ha. Ha. - No kurwa, królowa komedii... Sięgnął po puszkę, otworzył ją i upił kilka łyków. - co odjebałem? - powtórzył, przez chwilę naprawdę się nad tym zastanawiając. - Nudziło mi się w chuj parę dni temu, więc polubiłem zdjęcie Indie. - badumtss. - Poza tym przespałem się z typem z maplindera, który teraz mnie ignoruje. - Parsknął pod nosem. - I zanim coś powiesz, nie zakochałem się ani się nie przywiązałem. - uniósł palec, probując dać idealny do jego zachowania argument - He was a good fuck. Po prostu chciałem się z nim znowu umówić, a ten zachowuje się teraz tak, jakbym był jakiś nienormalny, bo napisałem do niego drugi raz. - Westchnął i opadł trochę niżej na poduszki. - A poza tym wdałem się w tę pojebaną kłótnię z tą debilką z liceum i chyba mam jakiś kryzys tożsamości. - Mruknął niezadowolony, wpatrując się przez chwilę w puszkę, po czym spojrzał znowu na Finch. - Masz dla mnie jakąś prawdziwą poradę czy po prostu powiesz mi, żebym przestał się mazgaić i zachowywać jak pizda? XD.

Ah.
Ta przyjaźń.

Finchhampstead zdecydowanie była jedną z niewielu osób na tym świecie, przy których Levi mógł wyrzucić z siebie kazde zmartwienie, wiedząc, że nawet jeżeli najpierw go wyśmieje, a potem nazwie głupią pizdą...

...to przynajmniej zrobi to (chyba) z miłości.


finchhampstead
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na niego z politowaniem. Jakim cudem oni zaczęli się przyjaźnić? Tego Kira nie wiedziała. Ale jakoś tak się zdarzyło i już zostało. Nie będzie przecież wyrzucać Shelby'ego ze swojego życia po tylu latach znajomości, prawda? To trochę tak, jakby miała wywalić na bruk Nyx. Furioza nigdy swoich nie zostawia! Poza tym to miłe, że kupił tyle żarcia na zapas. Jak tego wszystkiego nie opierdolą, to i tak opierdolą. Finch wciśnie w siebie wszystko, co do ostatniego chipsa. Najwyżej pęknie, trudno. Albo przytyje tak bardzo, że żadna dupa już nie spojrzy na jej dupę. Bzdura. Nawet z dodatkowymi kilogramami byłaby gorąca jak San Pedro.
Wygryzła się w piklowego żelka i zmarszczyła śmiesznie nos. Była gotowa wypluć kawałek prosto na Leviego, ale po chwili stwierdziła, że żelek faktycznie to dziwactwo nie było aż takie złe. Ba, było całkiem smaczne! Generalnie smakowało jak ogór, a kto nie lubił ogórków? Tylko konsystencja była taka jakaś... mdła.
— Ujdzie w tłumie. 7/10 — zawyrokowała, bo sama nie kupiłaby tego drugi raz. Z tymi piklowanymi żelkami było jak z chipsami octowymi - niby wszystko spoko, ale tak na spróbowanie. Kira była pewna, że po zeżarciu całej paczki rozbolałby ją żołądek i przez kolejny miesiąc nie mogłaby spojrzeć na słoik z prawdziwymi piklami. A jaki jest sens jedzenia kanapek czy burgerów bez pikli? Żaden.
Zacisnęła mocno powieki i zerknęła na przyjaciela przez wąską szparę. Czy flirtowała z Daisy? No ona nie ujęłaby tego w taki sposób! Finch miała po prostu flirciarską naturę, okej? I to nie jej wina, że każdy jej gest czy spojrzenie było od razu odbierane dwuznacznie. Nawet nie musiała się szczególnie starać, laski po prostu na nią leciały bez niczego.
— No normalnie. Wzięła mnie z zaskoczenia i pocałowała. To jest dłuższa historia, ale mniej więcej tak to wyglądało. I uprzedzając twoje pytanie - nie, nie odsunęłam się — wyjaśniła pokrótce. Na razie nie chciała wdawać się w szczegóły. — To jest moja menadżerka, głąbie. Nie flirtuję z nią. Przynajmniej nie umyślnie. No i nie jestem idiotką, nie zabieram się świadomie za mężatki — wywróciła oczami tak mocno, że prawie zobaczyła własny mózg. Co innego, gdyby nie miała pojęcia o istnieniu tego typa. No i Whitmore zarzekała się, że jest hetero, a Kira nie miała powodów, żeby jej nie wierzyć. Teraz jednak nie była już tego taka pewna.
Otworzyła paczkę chipsów o smaku zielonej cebulki, bo na te octowe to nawet nie chciała patrzeć i schrupała kilka, słuchając tych bredni, które opowiadał Shelly. Ewidentnie farmazonił i za bardzo wyolbrzymiał, eskalując to, co mu się przytrafiło do jakichś ogromnych rozmiarów.
— Ale Indie chyba ma jakiegoś typa, nie? Coś tam mignęło mi na insta. Może lepiej pozostań przy tym gościu maplindera — zasugerowała i wymierzyła w niego chipsem. — A po chuj chcesz się z nim znowu spotykać? Że niby aż tak dobrze się ruchał? Przesada. Po prostu zalicz jakiegoś innego. Albo jakąś. Biseksualistą to jednak nie można ufać — ponownie przewróciła oczami. Jak oni w ogóle odnajdywali się w świecie? Raz laska, innym razem typ. Paranoja. — A tę zjebkę z liceum olej ciepłym moczem. Po co zawracać sobie kimś takim głowę? Tak, to są właśnie moje złoty rady, a ty dalej jesteś pizdą — cmoknęła w powietrzu, przesyłając mu buziaka. Oczywiście wszystko to z czystej i niewymuszonej sympatii!
Upiła kilka łyków coli zero smaku i popatrzyła na przyjaciela z wysoko uniesionymi brwiami. On dalej czekał jeszcze rady? A, no dobra. Niech mu będzie.
— Jak zareagował ten gość, kiedy znów do niego napisałeś? Milczy, czy kazał ci się pierdolić? — dopytała, bo to była zasadnicza różnica. Finch jeszcze nie wiedziała jaka, ale jakaś na pewno.

shelly
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

''Ujdzie w tłumie. 7/10''

- Siedem? - powtórzył z niedowierzaniem, marszcząc brwi. - Tylko siedem? Finchhampstead, ty chyba nie doceniasz amerykańskiej gastro sztuki - Wyciągnął jeszcze jednego żelka z opakowania i podrzucił go sobie do ust, chwile pozniej przeżuwając. No dobra, może konsystencja faktycznie była trochę pojebana. Ale smak? Top tier. Albo przynajmniej wystarczająco dobry, żeby Shelby jeszcze przez najbliższe pięć minut udawał, że dokonał najlepszego zakupu w swoim życiu, tak o, żeby udowodnić Finch, że wcale, a wcale tego nie żałował. - Ja daję dziewięć. Jeden punkt odejmuję tylko dlatego, że czuję, jak moje wnętrzności próbują zrozumieć, co im właśnie zrobiłem. - Chciał sięgnąć po kolejnego, ale temat jej menadżerki zdecydowanie szybciej przykuł jego uwagę. Im dłużej Kira mówiła, tym bardziej jego brwi wędrowały do góry.

Nie odsunęła się.
Aha.
AHA.

Levi powoli opuścił rękę z żelkiem. - wait waait waitiwaitait... - Wyciągnął dłoń w jej kierunku. - Czyli twoja HETERO menadżerka, która ma MĘŻA, pocałowała cię, a ty się nawet nie odsunęłaś?- Zmrużył oczy, - Finch.- Przerwał dramatycznie, zanim dodał - Finchhampstead. - Parsknął śmiechem, opierając głowę o ścianę. - tak btw, nie flirtuję z nią umyślnie to jest dokładnie coś, co powiedziałaby osoba, która flirtuje z kimś cały czas i dopiero teraz się zorientowała. - przewrócił oczami zanim spojrzał na nią poważnie - poza tym kiri.. nie musisz nic robić. Ty się po prostu patrzysz na ludzi w ten swój sposób, rzucasz jakiś tekst i potem jesteś zdziwiona, że laska zaczyna kwestionować swoje małżeństwo. - No sorry. Kira miała dokładnie ten typ energii. Levi znał ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że jej wersja ja tylko byłam mila bardzo często dla drugiej osoby wyglądała jak full on flirt. - Ale dobra, mężatka to mężatka - dodał już trochę bardziej serio. - Ja bym się nie pchał, dopóki sama nie ogarnie, co właściwie odpierdala. Nie po to, żeby potem jakiś chłop przyjechał tutaj i próbował ci powybijać okna w ferrari, bo żona odkryła w sobie nową orientację.

‘’Ale Indie chyba ma jakiegoś typa, nie?‘’

Jego mina na moment zrzedła - No chyba ma - mruknął, wzruszając ramionami. - Wiem, że ma. - Wsunął rękę do paczki chipsów, którą Kira zdążyła już otworzyć, i wyciągnął kilka - Nie polubiłem jej zdjęcia dlatego, że próbuję ją odzyskać czy coś. Po prostu... zobaczyłem i kliknąłem. Tyle. Mózg mi się wyłączył na sekundę. - westchnął, - I tak jakoś zostawiłem pod tym zdjęciem komentarz? i ona potem do mnie napisała i traktuje mnie jak jakiegoś wroga? - wsunął chipsy do ust i zaczął je przeżuwać, a po chwili automatycznie uniósł brew na maplinderowego typka - A po chuj chcesz się z nim znowu spotykać? - powtórzył za nią z lekkim oburzeniem. - No nie wiem, Finch, może dlatego, że mi się podobało? - Wyprostował się trochę - I tak. Dobrze się ruchał. Zajebiście dobrze. - Zmrużył oczy, zanim Finch w ogóle zdążyła jakąkolwiek minę zrobić. - Po prostu miał coś w sobie. Był... ciekawy - przewrócił na siebie oczami - Dobra, weź odpuść. - Sam zaczął się z siebie śmiać, przecierając twarz dłonią. Jude nie był kimś, kogo Levi potrafił rozgryźć w pięć minut. Nie reagował tak, jak Shelby przewidywał. Nie dawał mu pełnej kontroli, a momentami wręcz odbierał mu ją sprzed nosa i właśnie to chyba najbardziej siedziało mu teraz w głowie. Było inaczej… a Levi, pomimo całego swojego pierdolenia o potrzebie wolności, chyba trochę za bardzo lubił rzeczy, które potrafiły wyprowadzić go ze strefy komfortu. - nie chcę zaliczyć jakiegoś innego, bo wtedy dalej będę się zastanawiał, czemu ten konkretny kutas mnie ignoruje.

Zerknął na nią. - Biseksualistom nie można ufać? - mrugnął kilkakrotnie patrzac na nia w niedowierzaniu. - Finchhampstead, ja jestem tym biseksualistą. HALO?! - Położył dłoń na klatce piersiowej. - Czyli co, przez te wszystkie lata żyłaś w strachu lub nieufności wobec mojej osoby? Każde moje dobranoc, tęsknie za tobą mogło być kłamstwem? Każdy questionable żelek... pułapką? - Pokręcił głową. - Nie no. Jestem zraniony. - Sięgnął po żelka, po czym bez żadnego ostrzeżenia rzucił nim w jej czoło - Poza tym wy lesbijki nie jesteście lepsze. Wystarczy spojrzeć na ciebie. Jednego dnia hetero menadżerka, drugiego dnia będzie rozwód, trzeciego wspólna adopcja kota. - Parsknął pod nosem. - Chaos.

Komentarz o lasce z liceum skwitował natomiast tylko przeciągłym westchnieniem, bo niestety w tej kwestii Finch miała rację - No wiem, wiem. Powinienem ją olać - mruknął. - Ale mnie wkurwia, że potrafi jednym tekstem cofnąć mnie mentalnie o jakieś dziesięć lat. - westchnął, po czym podał jej swój telefon, znała jego hasło wiec bez problemu mogła dostać się do wiadomości - nazywa się jude, zerknij tam, no wystawiłem się na pośmiewisko. - parsknął pod nosem - weź mi znajdź jakichś ludzi na tym maplinderze, może swipnij na kogoś kto pozwoli mi się rozerwać, hm? - uniósł brew - a tak poza tym, Kiri, ta menadżerka ci się nie podoba? Nie jesteś nią zainteresowana?

finchhampstead
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z ich dwójki, to zdecydowanie Levi nie miał gastronomicznego gustu. Żelki były okej, ale żeby aż tak się nad nimi spuszczać? Przesada. Kira zjadła je właściwie tylko dlatego, że zostały jej przyniesione. No i nie chciała, żeby przyjacielowi zrobiło się smutno, gdyby jednak nie spróbowała tego wynalazku. Była suką, ale nie aż tak wielka, za jaką uważało ją większość ludzi. Za to Shelly ocenił piklowane dziwactwo zbyt wysoko. Co nim kierowało? Pewnie upośledzenie mózgowe.
— Dlaczego miałam się odsunąć? Od kiedy w ogóle odsuwam się, kiedy jakaś kobieta sama z siebie całuje mnie? Nie mam sobie nic do zarzucenia — uniosła ręce w obronnym geście, bo hej, to nie ona była prowodyrką całego zamieszania! — Podejrzewam, że ona jest po prostu trochę... — urwała, zaciskając usta w zamyśleniu. — Pogubiona. Jej małżeństwo nie jest takie kolorowe — dodała, ale naprawdę nie miała ochoty opowiadać o przemocowym hokeiście. Na samo wspomnienie siniaków, które dostrzegła na rękach Daisy, aż ją rozpierdalało od środka. — Spokojnie, Shells. Nie jestem kretynką, nie wpycham się między wódkę a zakąskę — zapewniła, bo zarówno przyjaciel, jak i siostra mieli rację - interesowanie się zamężnymi kobieta to było fatalny pomysł.
Tak fatalnym, jak lajkowanie zdjęć swoich byłych i wysyłanie do nich wiadomości. Albo odpisywanie na zaczepki. Shleby to już do reszty zdurniał.
— Zostaw Indie w spokoju. I tego kutasa też. A może i on kogoś ma, dlatego tak się zachowuje? Tego nie wiesz. Zawracasz sobie łeb jakiś palantem i przeżywasz to potem jak mrówka okres. Słońce, jesteś wart o wiele więcej — spojrzała na niego pobłażliwie. Niby Levi kreował się na takiego twardziela, a tu proszę bardzo - przy Finch wychodził z niego sentymentalny cipeusz. Krowa, która dużo ryczy mało mleka daje. — Musisz zrozumieć, że nie każdy chce się z tobą zadawać. Wiem, to dla ciebie szok, ale nie jesteś pępkiem świata — wyciągnęła rękę i poklepała go pokrzepiająco po ramieniu. Jeśli ktoś miałby wylać mu na łeb kubeł zimnej wody, to właśnie Kira. A jak zajdzie konieczność, to zdzieli go po tym durnym czerepie.
Nie ufała biseksualistą. Ani biseksualistką. Świadomość, że typiara jednego dnia robiła jej minetę, a drugiego obciągała jakiemuś frajerowi, przyprawiała ją o niekontrolowane mdłości. Obrzydlistwo.
— Ufam ci, ale tylko dlatego, że znamy się od lat. I nie mów mi tutaj o związkach i jakichś adopcjach zwierząt, dobra? Raz w życiu byłam w niby związku z typiarą, której przyprawiłam rogi z ranodmową laską z baru. Takie relacje absolutnie nie są dla mnie. Ale ja przynajmniej nie rozpaczam, że ktoś mi nie odpisuje — wypomniała mu, bo przecież to Levi jojczył, że jakiś gość z apki randkowej zaczął go ignorować. Dramatyzował jak jakaś baba!
Parsknęła śmiechem, kiedy usłyszała, że ta laska, którą niby prawie rozjechał, cofała go mentalnie o jakieś dziesięć lat. Czyli ile przy niej miał? Niespełna rok. Każdy wiedział, że faceci dojrzewają do jakiegoś dziesiątego roku życia, a potem już tylko rosną. Sięgnęła po jego telefon, wpisała hasło i przyjrzała się temu całemu Jude'owi. Chłop jak chłop.
— O kurwa, gdzie ty chciałeś go zapraszać? Czemu ty się tak przed nim płaszczysz? Wiesz, co powinieneś zrobić? Totalnie go zignorować. W końcu sam do ciebie napisze. To zawsze działa — powiedziała, jako wielka znawczyni ghostingu. Im częściej ignorowała jakieś laski, tym bardziej lgnęły do niej jak ćmy do światła. — O nie, nie będę bawiła się w żadne apki randkowe. Dla mnie poziom żenady wypierdala wtedy poza skalę — odrzuciła mu telefon i wpakowała sobie garść chipsów do gęby. — Dlaczego po prostu nie wyjdziesz do ludzi i nie poznasz kogoś w normalny sposób? Bawi cię takie small talki? — uniosła wysoko brwi. Ona zawsze wolała spotkać się z kimś w twarzą w twarz, a nie wymieniać miliard zbędnych wiadomości. To naprawdę nie było koniecznie, żeby kogoś przelecieć.
Mina jej zrzedła wraz z pytaniem o menadżerkę. Finch skrzywiła się ostentacyjnie i wzruszyła lekko ramionami.
— Lubię ją. Ale co z tego? Jest ode mnie sporo starsza i o wiele bardziej dojrzała. Nawet gdyby nie była hetero i nie miałaby męża, to nie wiem, czy nie rozmijamy się w swoich potrzebach — powiedziała, bo pięć lat, to jednak dość dużo. Większość trzydziestolatków marzy o założeniu rodziny, a Kira dalej miała fiu-bździu w głowie i nie chciała być w związku.

shelly
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósł dłonie w obronnym geście, przyglądając sie jej z rozbawieniem. - Dobra, dobra, zapomniałem. Kira Finchhampstead nie odmawia Ż A D N E J kobiecie w potrzebie. Zwłaszcza takiej, która potrzebuje się z nią pocałować. - Pokiwał głową z rozbawieniem, ale wzmianka o niezbyt kolorowym małżeństwie trochę ostudziła jego rozbawienie. - Wierzę, że nie jesteś kretynką, Kiri. Tylko czasami nawet całkiem inteligentnym ludziom odpierdala, kiedy ktoś im się spodoba. - Wskazał na siebie żelkiem. No proszę bardzo. Żywy przykład siedział obok, jadł piklowo-przetworzoną bombę rakową i zastanawiał się, dlaczego jakiś facet nie chciał mu obciągnąć odpisać. Pięknie, Shelby. Naprawdę pięknie. Cudownie, casanova z ciebie pierwsza klasa.

Możliwość, że Jude kogoś miał, nie spodobała mu się ani trochę. Zmarszczył brwi, obracając opakowanie w dłoniach. - Może ma. Nie wiem. Nie sprawdzałem mu szaf w poszukiwaniu ukrytego małżonka - mruknął naburmuszony. - Dobra, Indie zostawiam w spokoju. Jego też. - Westchnął, po czym spojrzał na przyjaciółkę z oburzeniem… no dobra, może trochę udawanym, ale tylko tyci tyci no bo był zbulwersowany wewnętrznie, ale nie umiał się na nią gniewać, więc chwile póżniej zapomniał o tym, - Ale zdecyduj się, Finchhampstead. Najpierw jestem słońcem wartym wszystkiego, a chwilę później dowiaduję się, że nie wszyscy ludzie chcą się ze mną zadawać. Strasznie nierówna ta twoja sesja terapeutyczna. - Trącił ją ramieniem. Wiedział przecież, że miała rację. Nie każdy musiał go chcieć. Szkoda tylko, że akurat ten konkretny człowiek najwyraźniej należał do tej kategorii. A ON TYLKO CHCIAŁ ZJEŚĆ CIASTKO I MIEĆ CIASTKO.

''Raz w życiu byłam w niby związku z typiarą, której przyprawiłam rogi z ranodmową laską z baru.''

Poprawił się na miejscu i uniósł brwi. - Poczekaj. Czyli to ty przyprawiłaś komuś rogi, ale to ja potrzebuję wieloletniego okresu próbnego, żeby udowodnić, że można mi ufać? - Przyłożył dłoń do piersi. - Czuję się dyskryminowany we własnej przyjaźni. - Parsknął śmiechem, zaraz jednak wyciągając w jej stronę palec. - I nie rozpaczam. Jestem tak minimalnie poirytowany, a to moja droga to jest zupełnie inny stan emocjonalny, ahhh i tak btw to byłabyś zajebistą girlfriend Finch, gdybyś poznała te właściwą osobę.

W momencie jak zaczęła przeglądać wiadomości, wychylił się odruchowo, obserwując ekran. - Tylko na weekend w góry go zapraszałem, nie przed ołtarz. Bez przesady. - Skrzywił się, bo czytane przez kogoś innego rzeczywiście wyglądało to jakoś… gorzej. Kurwa. - Dobra, może trochę się wygłupiłem. Ale jak mam go ignorować, skoro on już mnie ignoruje? Mam mu jeszcze bardziej nie odpisywać? - Zaśmiał się, kręcąc głową. - Nie napiszę. Obiecuję. Ale nie będę też siedział z kalendarzem i odliczał, kiedy łaskawie zatęskni, a tak swoją drogą to ten wyjazd w góry… wyrzuciłem na niego tysiaka i nie mogę tego cancel, nie chcesz zabrać tam tej swojej menadżekri? - puścił jej oczko, a zaraz potem parsknął śmiechem pod nsoem. Złapał rzucony telefon, przyciskając go do klatki piersiowej. - Oi, prawię mi tym w twarz przygwoździłaś - Odłożył urządzenie ekranem do dołu i sięgnął po chipsy. - A co, na żywo nie ma small talku? Podchodzisz do laski i od razu przechodzisz do rzeczy? - Uniósł brew. - skoro masz lepszy sposób, wyciągnij mnie gdzieś. Zobaczymy tę legendarną Finch w akcji. - Uśmiechnął się zaczepnie. Wyjście z nią brzmiało zresztą lepiej niż kolejny wieczór pisania na tym maplinderze. Dopiero przy odpowiedzi o menadżerce przestał się tak szczerzyć. Zauważył zmianę jej miny i przez chwilę po prostu jej słuchał. - Okej. Lubisz ją - powtórzył już trochę spokojniej. - Ale starsza nie znaczy od razu bardziej doświadczona. - Wzruszył ramieniem. - Nie mówię, żebyś się w to pakowała, dopóki ma męża. Tylko… ona powiedziała ci, czego potrzebuje, czy sama sobie wszystko poukładałaś w tej ładnej główce? - przekrzywił głowę, przyglądając jej się uważniej. - Kiri, naprawdę się rozmijacie czy po prostu nie jesteś pewna, jak to wszystko się potoczy? - zerknął na nią, a w tym samym momencie na youtube zmieniła się piosenka.

Zgarnął jeszcze jednego chiperka, wrzucił go sobie do buzi, po czym wstał i bez większego ostrzeżenia chwycił Kirę za ręce, przyciągając ją do siebie. Jedną dłoń ułożył na jej plecach i zaczął próbować z nią tańczyć w miejscu, bujając się idiotycznie i troszkę off note z nogi na nogę. - To co, miasto? - uniósł brew, próbując powstrzymać śmiech. - Zobaczymy, kto wyrwie więcej kobiet? - Przyciągnął ją odrobinę bliżej, dalej kołysząc się do muzyki. - Czy jednak chcesz zatrzymać mnie tutaj tylko dla siebie, hm?

finchhampstead
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami rozsądek podpowiadał jej, że powinna się odsunąć, kiedy jakaś kobieta inicjowała pocałunek. Tylko właściwie dlaczego miałaby to robić? Nie widziała w tym żadnej swojej winy. Lubiła się całować. Lubiła kobiety. Przeleciałaby wszystko, co miało cipkę i nie spierdalało na drzewo. Wypisz wymaluj - cała Kira. Wywróciła jedynie oczami, kiedy Levi stwierdziła, że ktoś może jej się podobać. Owszem, podobało jej się wiele lasek. To jednak wcale nie oznaczało, że od razu odpierdalało jej na ich punkcie.
Z Finch była terapeutka niczym z koziej dupy trąba. Shelby znał ją tyle czasu, a dalej myślał, że otrzyma od niej jakieś złote rady. Naiwny bidulek. W kwestiach relacji nie miała mu do powiedzenia nic sensownego. Nie była tego typu przyjaciółką. Potrafiła zjebać go od dołu do góry, ale żeby jakoś spokojnie przemówić mu do rozsądku? Nie ma opcji.
— Jesteś wart o wiele więcej, a nie wszystkiego — poprawiła go, kiedy przeinaczył jej słowa. — Ale na pewno jesteś ponad kajanie się przed jakimś chłopem. Skoro on ma cię w piździe, to czemu nie postąpisz dokładnie tak samo? — wycelowała w niego chipsem, które zaraz wpakowała sobie do ust. Jeśli ktoś cię robi w chuja, odpłać mu się pięknym za nadobne.
Jęknęła żałośnie i opadła na miękką poduchę, wlepiając na chwilę spojrzenie w sufit. Relacja z Shellym kosztowała ją bardzo dużo cierpliwości. Typ był jakąś nieposkromioną kulą energii. Strasznie dużo gadał i wszystko chciał wiedzieć. Kira słynęła z impulsywności, ale na co dzień była raczej stonowana. Pyskata, ale wyluzowana niczym wagon tybetańskich mnichów.
— Ale co ty porównujesz w ogóle związek do przyjaźni? To są dwie odrębne kwestie, Shell. Powiedziała, ze ci ufam. Gdyby było inaczej, nie siedziałbyś tutaj — wymownie wskazała ręką na pokój. Dla niej to było oczywiste. Warto przecież pamiętać, że Finch dobierała sobie znajomych bardzo ostrożnie. Nie każdy zasługiwał na jej zaufanie. Levi wielokrotnie pokazał, że jest tego wart. Nigdy jej nie zawiódł i zawsze mogła na niego liczyć. Czy naprawdę potrzebował w tym ciągłego utwierdzania? — O rany, nie mów tak. Nie byłabym zajebistą dziewczyną. Been there, done that. Jestem ruchaczem. Monogamia nie jest dla mnie — wyjaśniła swój punt widzenia. Gdyby chciała być w związku, to zaraz znalazłaby sobie jakąś chętną pannę, ale nie chciała. Koniec, kropka.
Podparła się na łokciach i spojrzała pobłażliwie na przyjaciela.
— No to weź go zablokuj, żeby nie korciło cię napierdalanie wiadomościami. A w ogóle to pojebało cię? — prychnęła pod nosem, słysząc jego propozycję. — Nigdzie nie będę jej zabierać. Czego nie zrozumiałeś w zdaniu oznajmiającym, że ona ma męża? Mam ci to powiedzieć po francusku? Elle est mariée — rzuciła. Zawsze była dobra z francuskiego. Dosłownie. — Może po prostu zaproponuj ten wyjazd w góry jakiejś parze z maplindera? Na pewno ich tam trochę masz — ruchem głowy wskazała na jego telefon. A potem ściągnęła brwi, kiedy zapytał, czy wyrywając rzeczy, od razu przechodzi do rzeczy. — Właściwie to tak. Zarzucam jakąś bajerą, a one na to lecą. Co więcej potrzeba? — wzruszyła lekko ramionami. Nie rozmawiała z nimi przecież o ulubionym kolorze i innych pierdołach. Komplementowała oczy, uśmiech i dupę. To wystarczało.
Dalej uważała, że Daisy doświadczyła więcej życia, skoro była kilka lat starsza. No i miała znacznie bardziej poukładane w głowie. W przeciwieństwie do Finch.
— Levi, ona jest z jednym facetem od liceum. Nie mam zamiaru jej niańczyć, bo nagle dostała jebanego olśnienia, że chciałaby sobie poeksperymentować — prychnęła pogardliwie. Miała dość bycia dla kogoś pierwszą laską. Już się takich narozdziewiczała. — Niczego sobie nie poukładałam, bo nie ma o czym mówić. Nie wiem, co będzie dalej. Niczego nie zakładam, ale wiem, że nie chcę prowadzić nikogo za rękę przez lesbijski świat — powiedziała, bardzo przekonana do swoich racji.
Dała się podnieść z łóżka i zaczęła poruszać się w rytm muzyki, zarzucając Leviemu ramiona na szyi. Cmoknęła niezadowolona, nie do końca wiedząc, jaką podjąć decyzję. Z jednej strony chętnie wyszłaby w miasto, żeby się porządnie najebać i wyrwać jakieś fajne sztuki. Z drugiej absolutnie nie chciało jej się ruszać stąd dupska. Miała zatem w sobie dwa wilki.
— Rzuć monetą. Jak wypadnie reszka, to idziemy w miasto — powiedziała i sięgnęła do tylnej kieszeni, z której wyciągnęła jednodolarówkę. Obróciła ją między palcami i wręczyła Leviemu.

shelly
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”