27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Była szalona w ten nieprzewidywalny, pokręcony sposób. Robiła rzeczy, które przeczyły sobie. Wsadziła go do więzienia, ale nie dało się ukryć, że miała do niego pewnego rodzaju słabość. Nienawidziła go. Za wszystko. Przede wszystkim za to, że wzbudzał w niej emocje, o których nie chciała wiedzieć. Przy jego boku niejednokrotnie przekroczyła granicę. Uciekła z jego świata. Ratowała własny tyłek, a teraz znowu on tutaj był. A ją kusiło to ryzyko, którym się otaczał. Tyle, że tym razem miała więcej do stracenia. Nie chciała znowu stracić wolności przez jego obsesję. Nie chciała narazić swojego dziecka na niebezpieczeństwo.
Powinna...
Powinna wiele rzeczy w tej chwili zrobić. Wydostać się spod jego cielska i pokazać mu, że nie miał nad nią żadnej władzy. Powinna uciec jak najdalej, nie dając mu tej satysfakcji. Zakończyć to.
Miała wiele pomysłów na to, jak obrócić tę sytuację na swoją korzyść. Miała, bo gdy tylko spojrzał na jej wargi w ten sposób, to straciła rezon. Oddech przyspieszył, a jej ciało poddało się jego dominacji. - Na to, żebyś przycisnął moje nadgarstki do maty? Byłoby to całkiem hot. Wiesz, że mam słabość do takich zabaw. - wyszeptała, a ta lekcja coraz mniej przypominała walkę. Czuła to napięcie między nimi. I była gotowa się złamać dla jednego pocałunku.
- Marco... - przymknęła powieki i poruszyła się pod nim, gdy naparł kolanem mocniej na jej uda. Rozchyliła je, a dłonie oparła na jego klatce piersiowej. Sunęła nimi po jego ciele, aż zatrzymała je na napiętym bicepsie. Zdecydowanie, to była zmiana na plus. - Nie igraj ze mną. Bo się sparzysz. - tyle, że w jej ustach to nie brzmiało już jak groźba, a raczej zapowiedź czegoś, czego oboje pragnęli. Bo oboje byli popierdoleni. Bez żadnego moralnego kręgosłupa, który w jakimś stopniu powstrzymywałby ich przed realizowaniem własnych celów.
- Lubisz, jak uciekam. A jeszcze bardziej lubisz mnie łapać. Sprawiać, że nie jestem w stanie dalej uciekać. Pamiętasz, jak przez dwa dni nie mogłam przez ciebie chodzić? - to była szalona noc. Jedna z wielu, gdzie tracił kontrolę. A ona przyjmowała wszystko. Cały jego mrok. Tylko ona odnajdywała się na tej cienkiej granicy bólu i przyjemności.
- Co teraz zrobisz? Wiem, że tego chcesz... - trąciła jego policzek nosem i zmniejszyła pomiędzy nimi dystans. - Pocałuj mnie. - musnęła jego wargi swoimi, a kąciki ust miała uniesione w tym leniwym uśmieszku. - Chcesz sprawdzić, czy dalej na mnie działasz? Śmiało. - prowokowała, chociaż w tej rozgrywce była skazana na porażkę. Wygrywał. Miał ją.

Marco Moretti
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wszystko wydawałoby się takie proste, ale ich relacja nigdy do tych prostych nie należała, Marco był człowiekiem, który niekoniecznie był w stanie trzymać swoich nerwów na wodzy. Dość często wpadał w gniew, czasami nie panował nad sobą i w takich momentach to jej się obrywało bo była najbliżej. Tylko, że najczęściej to robił w ten przyjemniejszy dla niej sposób, nie podniósł na niej ręki poza strefami intymnymi z których oboje czerpali korzyści.
Moretti nie bił kobiet, była to twarda zasada, której od zawsze się trzymał, nawet w tych skrajnych emocjach gdy tracił nad sobą panowanie, ciężko mu było się uspokoić i widziała to wiele razy, zwłaszcza gdy transakcje czy interesy nie szły po jego myśli. Nikt chyba w jego otoczeniu nie chciał go mieć za wroga. Rudowłosa to była inna para kaloszy, ona zawsze się mu sprzeciwiała z tą iskrą w wzroku, która powodowała, że był z niej cholernie dumny. Nie była jak te wszystkie ułożone dziewczyny, które kuliły się na dźwięk jego głosu i były mu posłuszne - zdecydowanie nie.
Może właśnie mimo tego wszystkiego tak go cholernie do niej nadal ciągnęło…
— Doskonale wiem, do czego masz słabość — wyrzekł po chwili milczenia, uważnie przesuwając spojrzeniem po jej twarzy, kącik jego ust drgnął lekko gdy wymówiła jego imię, uwielbiał za każdym razem gdy to robiła, zwłaszcza podczas ich zbliżeń. Widział teraz jak jej ciało reagowało na jego bliskość, na fakt, że po prostu nie mogła mu się oprzeć. To sprawowanie kontroli i władzy było wręcz uzależniające. Pod wpływem jej dotyku spięły się mięśnie jego ciała, zwłaszcza gdy sunęła palcami po jego klatce piersiowej, z płuc wyrwał się urwany oddech. Lekko przesunął językiem po swojej dolnej wardze, a z jego ust wyrwał się lekki śmiech, subtelny i cichy.
— Sparzyłem się już dawno — odrzekł po chwili, nie mogąc się powstrzymać przed tym, żeby jej po prostu nie dotknąć. Marzył o tym przez te pieprzone pięć lat.
— Doskonale to pamiętam, wtedy byłem bardzo wkurzony, że interesy nie szły po mojej myśli, byłaś najbliżej i musiałem wyładować swój gniew i .. stres — rzadko kiedy się stresował, ale wtedy ta transakcja była ważna i zawyżyła jego być albo nie być w tym gangsterskim świecie, na szczęście wszystko poszło po jego myśli i się udało, ale to Gabriela tamtej pamiętnej nocy była skazana na wyrzucenie wszystkiego co było w nim złe.
Czy tego chciał? Cholernie. Z drugiej strony nie chciał po prostu oberwać od niej w pysk, ale bez ryzyka nie ma zabawy, prawda? Gdyby nie chciała go blisko siebie to dawno by już spod niego uciekła, znalazła by jakiś sposób, żeby uśpić jego czujność i wykorzystałaby to, żeby się od niego odsunąć, ale widział jak reagowała na niego.
Widział, że nadal miał nad nią jakąś władzę.
Wahał się, przez krótki moment mogła zobaczyć w jego oczach niezdecydowanie, ale po chwili po prostu podjął decyzję.
Złączył ich usta w pocałunku, na początku niespiesznie, muskając swoimi wargami jej, przesuwając lekko językiem po jej dolnej wardze, chwycił jedną jej rękę, przesuwając ją nad jej głowę, splatając ich palce w mocnym uścisku gdy całkowicie stracił nad sobą kontrolę pod wpływem bodźców i pocałował ją bardziej namiętnie i żarliwie, wkładając w ten pocałunek tych pięć lat cholernej t ę s k n o t y.

Gabriela R. Blais
Corvo
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Ją trzymał w ryzach Kodeks Karny i pomarańczowe kombinezony, które dostawało się w pierdlu. Chociaż i to nie zawsze zdawało egzamin. Wypracowała sobie swój własny system wartości, który dość często ulegał aktualizacji. Życie było zbyt krótkie, żeby przejmować się drobnostkami. Nieważne, czy chodziło tylko o przejście na pasach przy czerwonym świetle. Czy o przywalenie namolnemu kolesiowi w barze, bo już po prostu wkurwiał. Na swoim koncie miała wiele grzechów. Miejsce w piekle miała z pewnością już zarezerwowane, ale nawet tutaj jej duszę dręczyły pewne demony. Marco był jednym z nich.
Kimś, przy kim rozkwitała jej brutalna strona. Władza była uzależniająca. Marco musiał sprawować kontrolę, ale ją ciągnęło do tej niezależności, którą wokół siebie miał. Do tego poczucia braku konsekwencji swoich czynów. Bo gdy pozbywali się problemu, to ktoś inny brał na siebie posprzątanie tego całego syfu. W świecie Moretti sprawy załatwiało się inaczej niż na ulicy. Doskonale pamiętała swój debiut i pierwsze kroki w mafijnym półświatku. Rosyjska Ruletka i świadomość, że mimo wygranej nikt nie puści jej wolno. Nie mogła wrócić do rodziny. Do Toronto, gdzie była miłość jej życia. Utknęła w jednym miejscu. I za to go nienawidziła. Za ten brak wyboru.
- To było tylko drobne oparzenie. Ogień ma to do siebie, że szybko się rozprzestrzenia. - wielu miało ją za słabą. Widzieli tylko kobietę, która się rzuca, gdy coś jej nie pasuje. Była narwana. Najpierw robiła, a później myślała o konsekwencjach. Wyglądała zabójczo pięknie z tymi swoimi nożami i bronią. A swoimi umiejętnościami nieraz go poratowała. On jako pierwszy zobaczył w niej potencjał. Nie była głupia. Wiedziała, że jego ojciec chciał ją odstrzelić w drodze na lotnisko. Pozbyć się problemu, osoby, która więcej wiedziała. Powinna być mu wdzięczna, że jedynie utknęła we Włoszech z dala od możliwości powiadomienia rodziny o sobie. Powinna.. Nawet przez chwilę była, ale...
Cierpliwość nie należała do jej mocnych stron.
- Nie baw się mną. - warknęła, gdy nieznośnie powoli muskał jej wargi swoimi. Spięła mięśnie, gdy unieruchomił jej rękę nad głową, splatając ich palce ze sobą. Teraz miał ją podaną na tacy. A ten dreszczyk ekscytacji przebiegał po jej ciele w oczekiwaniu. Daj mi to. Ugryzła go w dolną wargę, w ten sposób, który tak bardzo lubił, gdy okazywała swoją złość. Drugą dłonią badała jego tors pod koszulką, usatysfakcjonowana tym, jak napinały się jego mięśnie pod tym delikatnym dotykiem. Jeden pocałunek. Tyle wystarczyło, żeby wiedział już, że w jakiejś części miał ją jeszcze dla siebie. Zabierał jej oddech. Zabierał cały zdrowy rozsądek, gdy poruszali się w tym chaosie, domagając się więcej. Gdy zabrakło jej powietrza, oderwała się od jego ust i przesunęła wargami po linii jego szczęki. Zeszła niżej na szyję i przygryzła delikatną skórę w miejscu, gdzie wyczuwała jego tętno.

Marco Moretti
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To prawda, pomarańczowe kombinezony w więzieniu nie były niczym wspaniałym, Marco po pięciu latach odsiadki mógł stwierdzić, że ten kolor do niego nie pasował. Była to jednak jej wina, że postanowiła go wydać federalnym a on wpadł niczym śliwka w kompot tamtego dnia.
Złość, która kumulowała się przez tych cholernych pięć lat tylko powodowała, że pragnął jeszcze bardziej wyjść na wolność, żeby ją spotkać, żeby pokazać jej, że nawet ten pobyt w więzieniu go nie złamał. Nadal był tym samym Moretti co wcześniej, tylko teraz musiał odzyskać swoją pozycję w gangu w którym nie działo się ostatnio najlepiej. Jego długa nieobecność spowodowała, że niektórzy uznali iż już nie wróci i mogą się panoszyć wśród tych struktur, jednak Corvo wrócił i to jeszcze bardziej zdeterminowany niż poprzednio, żeby wszystko doprowadzić do odpowiedniego porządku.
Inni ludzie tego nie dostrzegali, ale dźwigał na swoich barkach niesamowity ciężar, ciężar, który na początku gdy go przejął po prostu mu za bardzo ciążył, nadal robił to czego nauczył go ojciec, ale z czasem zaczął podejmować własne decyzje. Zatrzymanie przy sobie rudowłosej był jedną z decyzji, którą podjął i mogłoby się wydawać, że jedną z najgłupszych decyzji w jego życiu, ale wtedy nie myślał racjonalnie bo w grę wchodziły uczucia o których nie miał pojęcia.
Przy niej zaczął coś czuć.
— Jestem w stanie zaryzykować — wyrzekł cichym głosem, prosto w jej usta, wiedział, że Gabriela była narwaną kobietą i to w niej lubił najbardziej, tę jej wolę walki, podejmowanie szalonych decyzji. Kurewsko go pociągała w każdym możliwym aspekcie jeśli chodzi o ich pobyt we Włoszech, gdzie próbował ją okiełznać. Oczywiście mu się to nie udało, bo rudowłosa nie była byle kim, była osobą, która zawsze patrzyła mu prosto w oczy i nie opuszczała gardy gdy coś się jej nie podobało.
Może właśnie dlatego, przepadł bez pamięci.

Może właśnie dlatego pierwszy raz mógłby powiedzieć, że kogoś pokochał, na swój ale dziwny sposób.
Tęsknił za tym, tęsknił za droczeniem się z nią na każdej możliwej płaszczyźnie, tęsknił za tym jak jej ciało reagowało na jego pieszczoty czy pocałunki, za tym, że nie bała się niczego nawet gdy ten przejmował kontrolę w ten bardziej brutalny sposób, wręcz miał wrażenie, że ją też to kręciło.
Kiedy nareszcie ją pocałował, poczuł dziwny dreszcz przebiegający po jego plecach, to nie był zwykły pocałunek w ich przypadku zawsze chodziło o walkę o dominację oraz o kontrolę, którą oboje uwielbiali czuć. Jego mięśnie pod wpływem jej dotyku pod koszulką się lekko spinały.
Ciche warknięcie wyrwało się z jego ust, gdy przygryzła wrażliwe miejsce na szyi, gdzie wyczuła tętno, on sam nie próżnował, przenosząc swoje pocałunki na jej szyję, przygryzając wrażliwą skórę koło obojczyka. Jego wolna ręka, przesunęła się po jej biodrze podsuwając materiał spódniczki bardziej do góry, wyczuł delikatną skórę na udzie, na którym zacisnął mocniej swoje palce, zapewne sprawując jej w ten sposób lekki ból, sunął jednak dalej gorącymi pocałunkami obsypując jej szyję, krawędź ucha, obojczyki, zsuwając się niżej ku jej piersi.

Gabriela R. Blais
Corvo
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kingsway Boxing Club”