Giselle milczała przez chwilę, nie odrywając od niego wzroku. Nie dlatego, że oczekiwała odpowiedzi. Raczej dlatego, że coraz bardziej fascynowało ją wszystko to, czego nie mówił. Kącik jej ust drgnął lekko, gdy tak stanowczo wygłosił swoją opinię o zmianach i wielości ludzkich twarzy. Oparła się wygodniej o kanapę, splatając ręce na piersi. -
Mówisz o ludziach tak, jakbyś obserwował ich zza szyby. Jak badacz, który od lat sporządza notatki o ludzkiej naturze, ale sam konsekwentnie odmawia udziału w eksperymencie. - mruknęła przenosząc spojrzenie na monitor, choć tak naprawdę znacznie bardziej interesował ją siedzący obok mężczyzna. W czasie studiów nauczyła się obserwować ludzi. Analizować mechanizmy, rozbierać zachowania na czynniki pierwsze, szukać przyczyn ukrytych pod powierzchnią wypowiadanych słów. Większość osób prędzej czy później zaczynała się powtarzać. Schematy stawały się widoczne. Emocje przewidywalne. Obronne reakcje niemal podręcznikowe. Lenny był irytującym wyjątkiem.
Za każdym razem, gdy wydawało jej się, że właśnie uchwyciła logikę jego zachowania, robił krok w bok i wymykał się z ram interpretacyjnych. Pisarka w niej podpowiadała, że był świetnym bohaterem. Giselle nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jest jeszcze ciekawszym przypadkiem. Bo ciekawość zawsze stanowiła jej największą słabość. -
„Powinni mieć więcej niż jedną twarz"... — powtórzyła cicho. -
To bardzo wygodna teoria dla kogoś, kto tak skrupulatnie pilnuje własnych masek.- dorzuciła cicho po chwili ciszy. Nie powiedziała tego złośliwie, wręcz przeciwnie. W jej głosie pobrzmiewało autentyczne zaciekawienie.
Gdy wskazał akapit na ekranie, pochyliła się bliżej monitora. Ich ramiona niemal znalazły się na jednej linii, a nagle niewielka przestrzeń pomiędzy nimi wydała się dziwnie zauważalna. -
Ten?- Zmrużyła lekko oczy, śledząc tekst. Faktycznie miał rację. Zdanie było ciężkie. Niepotrzebnie przeładowane. Ale zamiast skupić się na poprawkach, z nieoczekiwaną świadomością odnotowała obecność Lenny'ego tuż obok. Nie chodziło nawet o fizyczną bliskość, może bardziej o jego energię. O napięcie człowieka, który przez cały wieczór zachowywał się tak, jakby jednocześnie chciał uczestniczyć w rozmowie i z niej uciec. Jakby każda kolejna minuta kosztowała go więcej wysiłku, niż był gotów przyznać. Przez moment obserwowała profil jego twarzy. To charakterystyczne napięcie szczęki pojawiające się zawsze wtedy, gdy starannie ważył własne słowa. I nagle zrozumiała coś, co wcześniej jedynie przeczuwała, on nie ukrywał emocji dlatego, że ich nie miał. Ukrywał je dlatego, że miał ich zbyt wiele. Musiała przyznać że ta myśl zaskoczyła nawet ją samą.
-
Wiesz... - odezwała się ciszej. Jej wzrok przesunął się z tekstu na niego. -
Czasami mam wrażenie, że bardziej interesują cię ludzie jako idea niż jako rzeczywiste osoby. - powiedziała zaciekawiona przyglądając mu się uważnie. -
A potem mówisz coś takiego jak przed chwilą i cały ten obraz znowu się rozsypuje. - dodała po czym odetchnęła wolno.
Na ekranie monitora ciągle widniał ten sam akapit, lecz atmosfera wokół niego dawno przestała dotyczyć samego tekstu. Oboje doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że od dłuższej chwili ich rozmowa nie dotyczyła już wyłącznie bohaterów, konstrukcji postaci ani literatury samej w sobie. Tematy te nadal przewijały się między kolejnymi zdaniami, lecz coraz częściej sprawiały wrażenie jedynie bezpiecznego pretekstu, wygodnej zasłony, za którą mogli ukryć coś znacznie bardziej osobistego. Każda uwaga odnosząca się do fikcyjnych charakterów zdawała się niepostrzeżenie przesuwać w stronę rzeczywistych ludzi. W stronę ich własnych doświadczeń. W stronę nich samych.-
Na studiach jeden z wykładowców powtarzał, że ludzie najwięcej mówią o sobie właśnie wtedy, gdy są przekonani, że opisują kogoś innego - odezwała się w końcu, a na jej twarzy pojawił się ledwie zauważalny uśmiech. Na moment odwróciła wzrok ku monitorowi, jakby próbowała odnaleźć tam myśl, którą pamiętała sprzed lat, lecz zaraz potem spojrzała z powrotem na niego.
- W
tedy wydawało mi się, że to banał. Jedna z tych mądrości, które dobrze brzmią na akademickich wykładach, ale niewiele znaczą poza salą... - urwała na chwilę, zbierając myśli. -
... Teraz nie jestem już taka pewna.- po tych słowach między nimi zapadła cisza. Nie była jednak niezręczna ani wymuszona. Wręcz przeciwnie. Miała w sobie coś niepokojąco świadomego. Rozciągała się powoli między kolejnymi oddechami, gęstniejąc z każdą sekundą bardziej, niż powinno to być możliwe w zwyczajnej rozmowie o tekście wyświetlonym na ekranie komputera. To właśnie wtedy Giselle zauważyła jego ruch. Był niemal niezauważalny. Minimalne przesunięcie sylwetki. Kilka centymetrów dodatkowego dystansu. Nic, czego nie dałoby się łatwo wytłumaczyć zwykłą zmianą pozycji.
Przypominał człowieka stojącego na krawędzi urwiska; nie takiego, który obawia się upadku, ale takiego, który doskonale wie, jak niewiele potrzeba, by zrobić krok za daleko. Ta myśl rozbawiła ją bardziej, niż powinna.
W rzeczywistości fascynował ją właśnie kontrast pomiędzy jego opanowaniem a tym, jak bardzo to opanowanie wyglądało na starannie wypracowaną konstrukcję. Mężczyzna potrafiący godzinami analizować ludzką naturę, rozkładać emocje na części pierwsze i ubierać je w słowa z precyzją godną chirurga, wydawał się jednocześnie zadziwiająco bezbronny wobec najprostszych przejawów bliskości.
Jakby intelekt był twierdzą, którą budował przez lata. I jakby teraz sam nie był pewien, czy mury tej twierdzy są jeszcze wystarczająco wysokie.
-
Więc może relacje rzeczywiście zmieniają się wtedy, gdy odkrywamy kolejne twarze - powiedziała spokojnie. Uniosła lekko brew, nie odrywając od niego wzroku. -
Ale mam wrażenie, że ty pokazujesz ludziom wyłącznie te wersje siebie, które wcześniej sam zaakceptowałeś.- Jej głos pozostawał miękki, pozbawiony oskarżenia czy złośliwości. Brzmiał raczej jak obserwacja kogoś, kto od dłuższego czasu układa rozsypane elementy tej samej układanki. -
A wszystkie pozostałe trzymasz pod kluczem.- Po tych słowach wróciła wzrokiem do monitora, lecz tylko pozornie. Litery nadal przesuwały się przed jej oczami, akapity zajmowały swoje miejsce na ekranie, a wskazany wcześniej fragment wciąż czekał na komentarz i poprawki. Mimo to nie była już w stanie skupić się na żadnym zdaniu. Coraz wyraźniej miała wrażenie, że cała jej uwaga przesunęła się gdzieś obok monitora, pomiędzy niedokończonymi uwagami, urwanymi spojrzeniami i słowami, których żadne z nich nie wypowiedziało.
Bo odkąd przekroczył próg jej mieszkania, najciekawsza narracja tego wieczoru nie rozwijała się na ekranie.
Siedziała tuż obok niej, zamknięta za spokojnym spojrzeniem, ostrożnymi gestami i kolejnymi murami, które Lenny próbował wznieść dokładnie w tym samym momencie, w którym zaczynały pękać. W końcu nie wytrzymała i zamknęła laptopa kładąc go obok siebie na kanapie.
-
Mam ochotę na coś na orzeźwienie! Mam całkiem dobre wino? - zapytała z nutką niepewności w głosie choć nie była pewna czemu.
Lenny Richardson