— Jak to nie mam wiele czasu. Noc jest jeszcze dłuuuuuga — przeciągnęła, chociaż widząc go bliżej siebie, nachyliła się, żeby dać mu kolejne buziaka, przytrzymując jego buźkę za żuchwę, żeby czasami nie postanowił zrobić jej głupiego psikusa. Chciał liczyć? Mogła mieć jedynie za zadanie sprawić, aby przestał liczyć, bo jego myśli będą skupione na czymś zupełnie innym niż odliczaniu buziaków do zera.
— Oj tak, ustawiłam już od razu, jak położyłam się spać po naszym integracyjnym wieczorze — parsknęła. Oczywiście, że nie miała go nigdzie ustawionego, chociaż nieironicznie, patrząc na to, jak bez zawahania i szybko dotarł do niej… może jednak powinna rozważyć tę opcję? Jej umysł definitywnie nie był na odpowiednich torach, abstrakcyjne było to, że jakkolwiek o tym rozmyślała.
— Widzisz, każde zdanie da się zmienić — parsknęła.
— A co, jeśli już nie będę cię tak całować? Zerwiesz naszą cudowną przyjaźń? — Spojrzała na niego zaczepnie, unosząc lekko brwi i oczekiwała uważnie na odpowiedź.
— Wiesz, jak jestem tak cudowną kisser i nie mogę wyjść z twojej pamięci, to czasami wystarczy poprosić. — To był jeden z przykładów tego, że była pijana. Na trzeźwo nie zaproponowałabym mu tego, a jeszcze na jego jakiekolwiek pytanie w tym temacie, z pewnością by go wyśmiała. A teraz… to wszystko pogłębiało abstrakcję, w której się znajdowali.
Użycie jej imienia i nazwiska, razem z nieco poważnym tonem sprawiło, że po plecach przeszły jej ciarki, ale jednocześnie ciepło rozlało się po jej serce. Czy on się…
martwił? Czy chciał jej pomóc i zadbać o to, gdyby rzeczywiście miała jakieś problemy? Tego nie wiedziała, więc zostało jej uśmiechać się niewinnie, a gdy zaczął mówić o jej ponownych mediacjach…
— Jestem zaangażowana w swoją rolę, tak? A czy ty od razu byłeś super prokuratorem? Nie, też się uczyłeś i pewnie szło ci tak opornie jak mi bycie mediatorką! — odpowiedziała, stawiając twardo na swoim. Prawdopodobnie nigdy nie przestanie wtykać nosa tam gdzie nie powinna, aczkolwiek może na trzeźwo pomyśli o tym dwa razy, zanim się odezwie.
— Aha — odpowiedziała, choć w jej głowie zachodziły kolejne procesy myślowe.
— I tak może wrzucić mnie za kratki, jakby się zdarzyło, że będzie stać po drugiej stronie — zauważyła, patrząc na niego spod byka. Kurde, no oby raczej nie miała przypału z tej sytuacji — nie chciałaby niepokoić swoich rodziców, że ich adoptowana córka okazała się być przestępczynią.
— Nie chcę — odpowiedziała z oburzeniem godnym sześciolatki i bardziej umościła się na siedzeniu, synaglizując, że nie wybierała się nigdzie.
— Musisz mnie wynieść stąd wtedy, ale nie polecam próbować, bo ugryzę — dodała z pełnią powagi, bo gdzieś była świadoma, że byłby wstanie ją stąd wyciągnąć. Caleb był wariatem i dobrze o tym wiedziała, chociaż gdzieś w podświadomości podobało jej się to… może sama była wariatką?
— Nie krzycz na mnie! — odpowiedziała mu, prostując się, po czym znowu usiadła nieco bardziej swobodniej, kiedy zaśmiał się.
— Jesteś szalony, wiesz? — parsknęła.
— Nie chciałam się bić, ale to ona zaczęła! Miałam dać się szarpać za włosy?! Czy ty wiesz, ile czasu poświęcam na ich pielęgnację, żeby jakaś głupia szmaciura je dotykała? — Uniosła palec ku górze, uświadamiając mu to, że nie da sobie podskakiwać. Kurde, wychowała się w domu dziecka — to trochę brzmiało, jakby wychowała ją ulica, ale taka prawda. Umiała walczyć z wrednymi dzieciakami, a takie dorosłe osoby nie różniły się wiele od nich.
— Daj spo- — urwała, próbując mu przerwać, kiedy postukał w kamerkę samochodową i potem powiedział, że miał wszystko nagrane. Otworzyła szeroko oczy, z urządzenia przenosząc spojrzenie na niego.
— Żartujesz sobie, prawda? — rzuciła, zasłaniając usta dłonią.
— Ty serio jesteś kapusiem — dodała niedowierzając. Zaczęła się zastanawiać, na ile był skłonny to zrobić. Czy rzeczywiście był złym
kolegą i zgłosiłby ją za coś takiego, jak babska przepychanka. Kurde, siedziała w laboratorium, czy serio musiała dawać jakiś cholerny przykład obywatelski?! Ludzie na co dzień nie widzieli jej twarzy. Jednak była na tyle zaskoczona, że nie podejmowała z nim dalej dyskusji, a przynajmniej póki sam nie zacznie jej nakręcać jeszcze bardziej.
— No właśnie. Jakbym mogła? Cieszę się, że rozumiesz — rzuciła, nie wyczuwając tego sarkazmu i ciesząc się, że chociaż teraz jej nie oceniał, chociaż w gruncie rzeczy… robił to aż za nadto. Maczała frytki w sosie śmietanowym i podawała mu adres, dając mu się odwieźć do chaty. No dosłownie passenger princess w pełnej krasie. Brakowało tylko jakiegoś bidonu z napojem, ale nie było to wydziwiać — colka w papierowym kubku też była w porządku! Wywróciła oczami, gdy znowu się do niej nachylił. No tak, zapłata to zapłata, tak? Musnęła szybko jego policzek.
— Czterdzieści siedem — oznajmiła, decydując się również samodzielnie to liczyć.
— Jesteś dość skrupulatny, wiesz? — palcem odwróciła jego głowę na drugi profil, muskając jego drugi policzek.
— Czterdzieści sześć — dodała, po czym spojrzała w jego oczy z bliska, przenosząc spojrzenie na jego usta. Tak cholernie kusiły, tak chciała na nich złożyć kolejnego buziaka… Powróciła wzrokiem do jego jasnych tęczówek.
— Z czterdziestym piątym poczekam, żeby tak nie rozpraszać cię po drodze — wyjaśniła, choć po prostu chciała to odwlec w czasie, mając nadzieję, że Caleb zapomni dokąd jej wzrok zawędrował.
— Nie wiem, czy nie będę musiała rozbić tego na raty, wiesz? — westchnęła. Rzeczywiście, nie miała wiele czasu; ale to tylko dlatego, że odwoził ją ją do domu, zamiast z nią dalej balować.
— W ogóle, dobrze ci w okularach, wiesz? Wyglądasz jak taki kujonek. Byłeś nim w szkole, prawda? — zagadnęła, nieco odwracając się w jego kierunku, żeby poobserwować jego profil, gdy prowadził i cholera… mogłaby przyzwyczaić się do takiego widoku.
handsome driver