ODPOWIEDZ
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

And I'm not talking about fire
I'm just trying to make sense of this desire


Kieran nie planował jechać na wycieczkę, na którą Benjamin zapisał ich kilka tygodni wcześniej. Nigdy nie był fanem wyjazdów w gronie, z którym nie utrzymywał niemal żadnych relacji, ograniczając się jedynie do zdawkowych zdań wypowiedzianych na uczelni, kiedy druga strona potrzebowała pomocy. Znacznie bardziej odpowiadały mu seminaria czy wykłady prowadzone poza granicami Toronto, na których mógł się czegoś nauczyć, poszerzając swoją wiedzę. W chwili, w której jednak wspomniał o tym wyjeździe Inez, która zdawała się być ową wiadomością oczarowana, klamka jakby zapadła. Kobieta nie dawała mu sposkoju co chwilę podszeptując, że powinien pojechać, rozluźnić się, spędzić trochę czasu z Benjaminem. I to był argument, który najbardziej zakorzenił się w umyśle Burreau - chciał ten czas faktycznie z nim spędzać, czując niezrozumiałe rozczarowanie za każdym razem, kiedy odmawiał lub przekładał spotkanie proponowane przez prawnika. Przyzwyczaił się do jego obecności - do uszczypliwości, głupkowatych niekiedy komentarzy, zakłócania przestrzeni osobistej, przedrzeźniania. Do jego uśmiechu, pewności w oczach, głosu z zadziorną nutką, bezceremonialności.
Po prostu do niego.
Nadal nie miał pełnego obrazu tego, co wydarzyło się w dniu, kiedy załatwił się za pomocą alkoholu oraz nieświadomie wziętych narkotyków, ale odnosił wrażenie, że jego serce biło znacznie bardziej nieregularnie w towarzystwie Benjamina, niż wcześniej. Gdzieś w umyśle pojawiały się przebłyski, których nie potrafił uporządkować - bliskość muzyka, który zapewne podtrzymywał go, by Kieran nie upadł; chłodny wiatr błąkający się po twarzy, kiedy leżeli na dachu; gwiazdy oraz zapach Thallmana, który niezmiennie wirował mu w nozdrzach, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie rozumiał tego i mózg nie pozwalał mu na zaczerpnięcie informacji z serca. Nie chciał się z nim dogadać w obawie, że straci całkowitą kontrolę.
Teraz, kiedy siedział obok niego w autobusie, który wiózł ich nie wiadomo gdzie, jednym ramieniem oparty o szybę, drugim o ramię muzyka, czuła się dziwnie spięty. Docierało do niego ciepło bijące od chłopaka, poruszając struny w ciele, o których Kieran nie miał pojęcia.
-Nadal uważam, że to nie jest dobry pomysł. Jeśli już mieliśmy gdzieś jechać, mogliśmy wybrać mniej zatłoczony środek transportu. Następnym razem zawiozę nas samochodem - powiedział, rozglądając się po autokarze. Jego wzrok natrafił na jednego ze studentów, którego imienia nie znał, a którego twarz wydawała się dziwnie znajoma. Podobnie ten cwaniacki uśmiech i spojrzenie, które zwiastowało kłopoty.
Obrócił twarz w stronę Benjamina, który przeżuwał żelka. Ich widok sprawiał, że Kieran aż wewnętrznie zadrżał - to one były jednymi ze sprawców pustki w głowie.
-Inez prosiła, żeby przesłać jej jakieś zdjęcia, kiedy znajdziemy się na miejscu - skomentował, odwracając wzrok w stronę szyby po tym, jak uświadomił sobie, że zbyt długo lustruje profil chłopaka, wyobrażając sobie jak perfekcyjnie wyglądałby na płótnie. Ta niepewność względem samego siebie zaczynała coraz bardziej go przytłaczać.

You make me so confused
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

━━━━━━━━━━━━━━
“is it real now? two people become one”
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Obrazek

━━━━━━━━━━━━━━

Nie mógł przestać myśleć o tamtej nocy. O zamglonych, błękitnych oczach Burreau. O jego niezdarności. O tym, jak cholernie dotykalski wtedy był i jak bardzo chciał być blisko Benjamina, jakby nagle wszystkie te swoje granice, które zazwyczaj stawiał między nimi, na kilka godzin kompletnie przestały istnieć. Naprawdę miał nadzieję, że ta wycieczka coś zmieni... Potrzebował odpowiedzi. Jakiegokolwiek jasnego sygnału, co właściwie między nimi było, bo już dostawał na głowę od tego ciągłego zastanawiania się, czy Burreau faktycznie go lubił, czy Benji po prostu dopowiadał sobie rzeczy, których wcale tam nie było.

Rozumiał, że Kieran nie był wtedy trzeźwy. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i właśnie dlatego nie chciał wyciągać z tamtej nocy zbyt daleko idących wniosków. Ale gdzieś z tyłu głowy siedziała ta cicha nadzieja, że alkohol jedynie zdjął z niego kilka warstw kontroli i pokazał to, czego Burreau normalnie za nic w świecie nie chciałby powiedzieć na głos.. że chciał jego bliskości. Jego dotyku. Jego. Może się łudził? Możliwe... ale musiał spróbować i przekonać się na własnej skórze, dlatego na wycieczkę jechał w zaskakująco dobrym humorze. Wiedział oczywiście, że z charakterkiem Burreau łatwo nie będzie. Ten pewnie miał w walizce trzy różne komplety piżam, każdy dostosowany do innej temperatury pomieszczenia... no i przecież miał wrażliwą skórę i potrzebował specjalnej pościeli XD. A teraz miał dostać zwykły pokój, który jeszcze w dodatku będzie dzielił z Benjaminem. Well well well....Thallman był gotowy sprostać temu wyzwaniu.

Siedząc w autobusie, raz po raz zerkał na Kierana. Żuł gumę, nucił coś pod nosem i słuchał muzyki praktycznie na fulla, bo ostatnio coraz częściej musiał podkręcać głośność, żeby naprawdę dobrze ją słyszeć. Kiedy kątem oka zauważył jednak, że usta Burreau zaczęły się poruszać, wysunął jedną słuchawkę z ucha, zatrzymał muzykę i spojrzał na niego uważniej. - Oh, przestań. Na tym właśnie polega piękno wycieczek, żeby siedzieć w zatłoczonym transporcie i zastanawiać się, czy ten dziwny zapach to ty, czy faktycznie ktos inny - parsknął pod nosem. - Lighten up, Burreau. -Szturchnął go łokciem. - Wyślemy Inez, wyślemy. - Zaśmiał się, po czym wyciągnął w jego stronę jedną ze słuchawek. No bo skoro już mieli siedzieć obok siebie przez kolejne kilka godzin, to równie dobrze mogli posłuchać czegoś razem, no i była to wymówka, żeby byli z lekka bliżej siebie.

Po cholernie długiej podróży, podczas której zdążył trzy razy prawie zasnąć na ramieniu Kierana i zacząć zastanawiać się, czy od siedzenia można dostać zakrzepu w dupce, w końcu dotarli na miejsce. Dostali klucze do pokoju. Benjamin pierwszy wsunął je do zamka, otworzył drzwi i... zatrzymał się. Jedno łóżko.

...

Fucking jackpot. Woop woop. Uśmiechnął się pod nosem, ale oczywiście za nic w świecie nie zamierzał wyglądać na zbyt zadowolonego z tego odkrycia. Rzucił torbę gdzieś na bok, - Ja śpię przy oknie - oznajmił od razu, zanim Burreau zdążył rozpocząć jakiekolwiek negocjacje. Po czym podbiegł do łóżka i rzucił się na nie. Huh.

This whole trip was about to get super interesting.


walking on a dream
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

There was something 'bout you
that now I can't remember
It's the same damn thing
that made my heart surrender


Podróż autokarem była dziwna. Nie przywykł do poruszania się w ten sposób, a fakt, że w tym wszystkim siedział tak blisko osoby, która działała na niego destrukcyjnie, wprowadzając chaos w życiowy porządek sprawiał, że Kieran czuł się wyjątkowo spięty. Jego myśli co rusz uciekały w stronę Benjamina oraz tego, jak jego ramię stykało się z jego własnym. Prozaiczna rzecz, a jednak sprawiała, że Burreau zamiast kontemplować nad własną przyszłością oraz studiami, które niedługo miał kończyć, skupiał się na przyjemnym cieple bijącym od chłopaka oraz swobodzie, która od niego emanowała. Zdawał się być nad wyraz wyluzowany, co już wcześniej nie umknęło uwadze prawnika. Czyżby powoli zaczynał uczyć się go bardziej, coraz trafniej odczytując jego emocje? Uśmiechnął się na tę myśl - odbierał to jako osobiste osiągnięcie, które sprawiało, że zrobiło mu się przyjemnie w okolicach serca.
Westchnął jedynie na jego słowa - nie pierwszy i zapewne nie ostatni jeszcze raz przekona się, że Thallman był niereformowalny, a jakiekolwiek dyskusje z nim sprawiały mózg Kierana w dziwny tryb, któremu się poddawał. Do tej pory był przekonany, że nikt nie był w stanie zmienić jego światopoglądu, który został poważnie ukształtowany, ale kilka miesięcy znajomości z muzykiem sprawiło, że na wiele rzeczy patrzył inaczej. Jeszcze kilkanaście tygodni temu nie przyjąłby od niego słuchawki uważając, że to wyjątkowo niehigieniczne, a bakterie znajdują się wszędzie, a teraz? Teraz przyjął ją z lekkim uśmiechem ciekaw jakiej muzyki słuchał.
Był ciekaw wszystkiego, co z nim związane.

Kilka godzin poźniej, które upłynęły mu zadziwiająco dobrze - udało mu się nawet ani razu nie sięgnąć po żadną z książek, które zabrał ze sobą w razie, gdyby zaczął się nudzić - ostatecznie opuścili autokar, a Kieran mógł rozprostować nogi oraz rozmasować ramię, na które raz opadła głowa Benjamina. Kolejne zdziwienie pojawiło się wtedy na twarzy blondyna, kiedy nie strącił jej machinalnie a poczekał, aż Thallman sam ją zabierze.
-Całkiem ładnie tutaj - zauważył, kiedy udali się w stronę pensjonatu, w którym mieli przydzielone pokoje. Cała okolica przypadła mu do gustu i przez głowę przemknęła myśl, że może ten wyjazd wcale nie będzie złym pomysłem. Liczył, że jeśli tylko na chwilę zostanie sam, zdoła na szybko narysować coś w szkicowniku, który ze sobą zabrał, później przenosząc to na większe płótno. Jeśli nie - miał ze sobą aparat, z którego chciał zrobić użytek.
Wciągnął głośniej powietrze, kiedy okazało się, że w ich pokoju znajdowało się jedno łóżko.
-To był twój pomysł? - zerknął na Benjamina, który momentalnie rzucił się na mebel. Przyjrzał się posłaniu oceniając - było znacznie mniejsze, niż u niego w domu, co stanowiło problem - sama myśl spania z kimś była dla Burreau niemal nie do zaakceptowania, a biorąc pod uwagę, że tym kimś miał być Thallman, na chwilę się spiął. - Prześpię się na podłodze. Tam… nie ma raczej miejsca dla naszej dwójki - powiedział, odkładając swój bagaż. Wiedział, że nie wyśpi się na twardej powierzchni, ale coś w środku kazało mu wybrać tę bezpieczniejszą opcję - po ostatniej imprezie, kiedy nadal nie udało mu się doprowadzić do ładu dziur w pamięci - nie był pewien sam siebie i chociaż starał się zachować resztki owej pewności, muzyk mu tego nie ułatwiał.
-Kiedy spałeś pozwoliłem sobie przejrzeć ogólny plan wycieczki. Jutro mamy ognisko inauguracyjne. Rano było jakieś wspomnienie o kajakach, ale ja się na to zdecydowanie nie piszę. Poza tym dużo tu czasu wolnego - lekko brwi zmarszczył. nie nawykł do takiej swobody i szastaniem bezmyślnie czasem, który lubił mieć dokładnie zaplanowany. - Dzisiaj czeka nas tylko kolacja i chyba tyle, jeśli chodzi o ustalone plany - stwierdził, siadając na fotelu przy biurku, obserwując mimowolnie chłopaka. - Możemy się przejść po okolicy. Albo pouczyć. Wziąłem podręcznik w razie czego - rzucił, nie do końca wiedząc, co na takich wycieczkach można było właściwie robić. Były zgoła inne od wyjazdów biznesowych, w których był obeznany. Ten luz, ta lekka atmosfera, które były co prawda ciekawą odmianą, zdecydowanie nie były konikiem Kierana.

I can’t think when you’re around
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

swimming through a sea of people
brushing against you skin on skin
 hard to describe but it feels like floating
divine feeling
Obrazek
he's giving me divine feeling

Huh, zabawne how tables have turned, eh? Poważny książę Burreau, który zawsze robił wszystko tak, jak uważał za stosowne, teraz siedział z nim w autokarze, słuchał razem muzyki, spoglądał na niego raz po raz i nawet nie krzyczał ani nie dawał mu opierdolu, kiedy Benek co jakiś czas szturchał go łokciem, niby tylko po to, żeby zobaczyć jego reakcję. A może była to po prostu wymówka, żeby go dotknąć? Bardzo możliwe, ale do tego nie będziemy się przyznawać. Oj nienienie. W żadnym wypadku!

Tak czy owak, podróż minęła im całkiem przyjemnie, pomimo tego, że Benjamin miał wrażenie, jakby dupa zdążyła mu kompletnie zdrętwieć. Znacie to dziwne, cholernie nieprzyjemne uczucie, kiedy za długo siedzicie na toalecie, potem wstajecie i idziecie jak walkers z The Walking Dead, tylko zamiast tego dziwnego ścierpnięcia nóg czujecie je centralnie w dupie? XD No. Dokładnie to. Ale proszę się nie rozkojarzać, bo głównymi bohaterami programu byli nie kto inny jak Thallman i Burreau oraz ich wycieczka, podczas której mamy nadzieję, że poznają się ciapkę lepiej, mkay?

No, Thallman był podekscytowany. Nie dość, że miał chwilową przerwę od rodzeństwa, a tak naprawdę bardziej chciał dać Albertowi trochę prywatności z tą jego dziewczyną, ale nie dziewczyną, zwłaszcza że Clem przecież już się od nich wyprowadziła, to jeszcze miał nadzieję zwyczajnie odsapnąć od wszystkiego, co działo się ostatnio w Toronto. A ta miejscówka serio od pierwszej chwili działała na niego jakoś tak uspokajająco. - Jaki mój pomysł, Burreau?! - podniósł ręce do góry, rozglądając się po pokoju, zanim rzucił się na łóżko. - Co złego, to nie ja. - Parsknął śmiechem pod nosem i na chwilę przymknął oczy, ale kiedy usłyszał jego marudzenie dotyczące łóżka, od razu poderwał się trochę wyżej. - Halo, nie ma źle! Jest miejsce, dużo! A w najgorszym przypadku pokażę ci, jak to jest być little spoon - uśmiechnął się cwaniacko i puścił mu oczko.

Cholera, starał się nie patrzeć za długo ani na jego tęczówki, ani na usta, bo tamta noc cały czas wracała mu do głowy. To, jak przyjemnie pachniał. Jak smakował. Jak miękkie były wtedy jego wargi. Fuuuuck. Odkaszlnął i na moment odwrócił wzrok, zanim ponownie rzucił się na łóżko, zerkając na Kierana siedzącego w fotelu. - Jak to się nie piszesz na kajaki?! - rzucił oburzony. - To może łódki? Widziałem, że były tam takie do wypożyczenia, żeglówki się chyba nazywają. Sam nas wywiozę. - Uśmiechnął się do niego szeroko, ale chwilę później wyłapał coś jeszcze. - Chcesz się uczyć?! - Podniósł się z łóżka i podszedł do niego. Stanął przed Burreau i cholera, kurwaaaa... no nie mógł się powstrzymać. Wsunał dwa palce pod jego brodę i delikatnie uniósł mu twarz, zmuszając go, żeby na niego spojrzał. - Kieran - powiedział niemal cichym mruknięciem. Nachylił się trochę bliżej, zmniejszając odległość między nimi do absolutnego minimum. - Nauczyć to ja cię mogę, jak się całować - powiedział cicho, patrząc mu prosto w oczy, zanim jego spojrzenie automatycznie opadło niżej, na usta. I już chciał zrobić ten jeden krok dalej. Jeszcze odrobinę. Jeszcze tylko trochę, ale kurwa nagle BAM!!

Pukanie do drzwi wyrwało go jednak z momentu. - THALLMAAAN! - wydarł się Victor zza drzwi. - Chodź!! Zoe cycki pokazuje w pokoju 15B! - Benjamin wyprostował się momentalnie. - NIE JESTEM ZAINTERESOWANY! - odkrzyknął. - No kurwa chodź, kumpla wesprzyj! - Thallman westchnął ciężko i spojrzał z powrotem na Burreau. - Widzimy się na kolacji, hm? - uśmiechnął się do niego. Po chwili podbiegł do drzwi i dołączył do Victora oraz reszty chłopaków, bardziej dla towarzystwa niż jakiejś szczególnej potrzeby oglądania niezbyt dorodnych cycków Zoe, a jakieś dwie godziny później skierował się na kolację i oczywiście zajął miejsce obok siebie dla Kierana... no i miał nadzieję, że ten do niego dołączy.

you give me divine feeling
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor


In the morning when I wake
And the sun is coming through,
Oh, you fill my lungs with sweetness,
And you fill my head with you


Widok pojedynczego łóżka sprawiał, że Kieran czuł się niepewnie. Nie rozumiał jeszcze wszystkiego, co działo się w okolicach jego serca, jednak w chwili, w której pomyślał o tym jak blisko musiałby znaleźć się Benjamina, by chociaż trochę wygodniej ułożyć się na posłaniu, organ odpowiedzialny za tłoczenie krwi zabił niespokojnie, wypełniając resztę ciała delikatnym dreszczem rozchodzącym się niczym pajęczyna. Za wszelką cenę chciał to zrzucić na stres oraz niezadowolenie wynikające z całej sytuacji, ale cichy głos w głowie podszeptywał, że przyczyna była zupełnie gdzie indziej - pragnienie, które starał się stłumić. Irracjonalna myśl, że przecież ostatnim razem, kiedy znaleźli się obok siebie, Burreau przespał całą noc bez chociażby jednego koszmaru. Czemu więc teraz niemal go to przerażało?

Bo teraz było znacznie większe.

-Benjamin, spójrz na to trochę racjonalniej. Nie ma mowy żebyśmy się wyspali, gniotąc się na jednym łóżku. Ja potrzebuję znacznie więcej przestrzeni; czasami rzucam się przez sen, a wolałbym nie rozwalić ci nosa, żebyś później mnie nie oskarżył o atak - wyrzucił z siebie pospiesznie słowa, które w jakiś sposób miały zamaskować jego zdenerwowanie. Nie zakładał, że zaledwie na początku wycieczki pojawią się problemy. Sama bliskość w autokarze robiła mu niemal sieczkę z głowy, a co dopiero w chwili, w której będą spać. Wyobrażenie, że przypadkiem mógłby objąć chłopaka było…
…przyjemne
niepożądane.

Utkwił w nim na chwilę spojrzenie, natrafiając własnym na jego. Zaledwie parę tygodni temu nie zrobiłoby to na nim żadnego wrażenia - wiele razy zdarzało mu się utrzymywać dłuższy kontakt wzrokowy, głównie po to, by wyrazić szacunek do rozmówcy lub zorientować się w emocjach, które ewentualnie mogły się pojawić u drugiej osoby. A jednak teraz ta chwila zdawała się być wyjątkowo ciężka i to nie w sposób, który prawnik nazwałby negatywnym. Było w niej coś osobistego, coś ich.
-Nie lubię kajaków. Łódek też nie. Wolę spędzać wolny czas w inny sposób, ale nie przeszkadzaj sobie. Nie chcę, żebyś rezygnował z czegoś tylko dlatego, że ja nie wezmę w tym udziału - lekko ramionami wzruszył. Nie lubił dużych zbiorników wodnych, chociaż wiedzę o tym posiadało naprawdę niewiele osób - Kieran nigdy nie dzielił się swoimi słabościami uważając, że zbyt łatwo mogłyby zostać wykorzystane przez osoby chcące mu zaszkodzić.
Nie spuścił z niego spojrzenia, kiedy podchodził bliżej, a gdy poczuł jego palce na podbródku, zamarł na chwilę, pozwalając by jego głowa została lekko uniesiona. Serce zabiło mu niespokojnie, a on poczuł jak ponownie ogarnia go stres, którego nie kontrolował. Miał wrażenie, że ta chwila, ta sytuacja, nie były mu obce, chociaż nie pokrywała się z żadnym obrazem, który miał w głowie. Czemu więc ciało zdawało się pamiętać rzeczy, o których umysł nie wiedział?
-Nie musisz mnie tego uczyć, Benjamin. Wiem, jak to się robi - powiedział cicho. Nie było sensu krzyczeć - przecież był tak blisko.
Za blisko.
Wstrzymał oddech, kiedy przybliżył się bardziej, a panika narastała. powinien go odepchnąć, nakrzyczeć na niego i zarzucić zakłócanie przestrzeni osobistej. A jednak czekał, jakby pragnąć co wydarzy się dalej.
W chwili, w której rozległo się gwałtowne pukanie do drzwi, Kieran wypuścił powietrze, odzyskując chociaż część kontroli. Niestety, zdążyło go ogarnąć dziwne uczucie rozczarowania, kiedy Benjamin się od niego odsunął. Przełknął jednak ślinę, uspokajając własne myśli. Przecież Thallman z nim pogrywał, prawda? Robił tak wiele razy w przeszłości.
-Idź. Koledzy cię wzywają. Nie musisz rezygnować z ich towarzystwa dlatego, że przyjechaliśmy tu razem. Mamy inne ulubione formy spędzania czasu wolnego - rzucił lekko. Pozornie, bo tak naprawdę w momencie, w którym muzyk faktycznie opuścił pomieszczenie, blondyn poczuł zawód przeczący jego wcześniejszym słowo. Chciał, by spędzali czas razem. Chciał, by ich formy spędzania wolnego czasu się pokrywały. I zdecydowanie nie chciał, by Thallman zachwycał się wdziękami nagiego ciała należącego do Zoe.

Sięgnął po książkę, którą przywiózł. Starał się skupić na czytaniu, chociaż wychodziło mu wyjątkowo marnie. Nie potrafił wyrzucić z głowy obrazu podsuwanego przez wyobraźnię - Benjamin w towarzystwie pięknej koleżanki.
-To nie moja sprawa - powiedział rozżalony, zły sam na siebie za wszelkie reakcje. Zamknął gwałtownie podręcznik, odkładając go na bok, by zastąpić go zeszytem, ukrytym do tej pory na dnie walizki. Wyjął również węgiel, którym lubił szkicować i zanim się obejrzał na papierze znalazła się twarz, która zaledwie kilkadziesiąt minut wcześniej była tak blisko jego. Westchnął bezradnie i schował wszystko ponownie do bagażu. Zerknął na zegarek - minęły niemal dwie godziny.
Skierował się do jadalni, w której miał czekać Benjamin. I kiedy już znalazł się przed nią, zatrzymał się. Nie był głodny, to po pierwsze. A po drugie czuł się dziwnie obco - niczym intruz, który odbierał Thallmanowi możliwość zabawy z kolegami. Nie chciał go w niczym ograniczać, a był pewien, że z pozostałymi będzie bawił się znacznie lepiej. Dlatego ostatecznie odwrócił się na pięcie i przy akompaniamencie śmiechów dobiegających z jadalni, wyszedł na zewnątrz, by zażyć trochę świeżego powietrza. Wszak wieczór był naprawdę ładny, a on potrzebował zapamiętać jak najwięcej.

I need you to hold me tonight
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”