isn't it ethereal? Sweet like wine
sippin' on a miracle that won't run dry
Zazdrość nie była uczuciem obcym dla Winters.
Czuła ją od najmłodszych lat. W liceum, po liceum, w dorosłości. Czuła ją za każdym razem, gdy Alex rozpromieniał się, opowiadając jej o jakiejś kobiecie. I pomimo tego, że nigdy zbytnio nie wchodzili w szczegóły intymności, August była dorosłą dziewczynką i wiedziała, co się z czym jadło. Romanse, w które wpadał, nie były jakieś długotrwałe, ale za każdym razem było to coś intensywnego. A Winters? Winters tylko czekała ze schłodzonym Modelo w lodówce, jego ulubionymi lodami w zamrażarce i podsmażanymi hamburgerami na patelni, gotowa wysłuchać go wtedy, gdy coś pierdolnęło i potrzebował wsparcia. Od tego są przyjaciele, co nie? I może jakaś jej część prezentowała się wtedy niezbyt ładnie, bo z każdym zerwaniem albo momentem, w którym coś szło nie tak, pomimo tego, że bolało ją widzenie go rozbitego, gdzieś w głębi serca pojawiała się ta głupia nadzieja... że może tym razem będzie miała szansę. I tak spędzała z nim czas. Wpatrywała się w niego. Skradała mu na kanapie pojedyncze pocałunki, które przecież nic, absolutnie nic nie znaczyły, bo były tylko dodatkową częścią rozrywki wieczoru.
No nie?
Więc teraz, widząc, jak jego twarz zmienia swój rozpogodzony wyraz na samo wspomnienie o innym mężczyźnie, który mógłby ją mieć, czuła w tym coś przyjemnego. Czuła się wtedy tak, jakby naprawdę jej pragnął. Jakby nie chciał się już z nikim nią dzielić. A ona nim też nie.
- Taaaaak, a jak będzie chujowe i za długo będziemy czekać na jedzenie albo jak będą nas ignorować przy kasie, jak tamten babsztyl na Yonge, to damy im zły Google review XD - rzuciła.
Freaking heck. Na samo wspomnienie o tamtej babie robiło jej się gorąco. Idąc z nim do jego mieszkania, była naprawdę podekscytowana. Wciąż nie mogła uwierzyć, jak diametralnie wszystko zmieniło się w tak krótkim czasie. Jej najlepszy przyjaciel był teraz jej chłopakiem i cholera... naprawdę cieszyła się, że te wszystkie lata nieodwzajemnionej, jak jej się wtedy wydawało, miłości ostatecznie okazały się jednak czymś odwzajemnionym. Spojrzała na niego, a później na ich splecione dłonie, kiedy ścisnął jej palce i zaczął mówić. Bał się. Przełknęła ślinę, chcąc mu odpowiedzieć, ale nawet nie zdążyła otworzyć ust, bo chwilę później przyciągnął ją do siebie i zatopił ich usta w pocałunku. No dobra. Spróbowała jeszcze raz. Znowu do niej mówił, więc już otwierała buzię, żeby w końcu odpowiedzieć, ale dosłownie niczym quicksilver przesunął ją w takim tempie, że sekundę później była już oparta plecami o ścianę i znowu całowana.
so good I could hold you 'til I die
Czy ona w ogóle będzie miała dzisiaj możliwość dojścia do słowa? Najwyraźniej nie,
ale nie narzekała w razie w XD. Zarzuciła ręce za jego szyję, odwzajemniając pocałunek za pocałunkiem, aż w końcu komentarz starej Stewart sprawił, że zmarszczyła nos i brwi. Jezu. Czemu ta kobieta ZAWSZE wyglądała jak srający kot na puszczy? No masakra.
- Chyba jakieś kwiatki jej się w życiu przydadzą - mruknęła pod nosem, odwracając się, żeby stanąć przy jego drzwiach. Uśmiechnęła się, słysząc wzmiankę o rodzicach, po czym parsknęła śmiechem.
- Rodzice pewnie stwierdzą, że pierwsza część mojego kilkunastoletniego planu w końcu się udała. - Zaśmiała się i weszła za nim do mieszkania, gdzie chwilke pozniej została przywitana przez Monstera. Dopiero kiedy piesio trochę się uspokoił, podeszła do Alexa i mocno się do niego przytuliła. Przez chwilę po prostu tak stała, wtulona w niego, zanim uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.
- Ja też się trochę boję. Nawet nie wiesz, ile lat czekałam na ten moment, Ducky. - I chyba właśnie dlatego gdzieś pod tą całą ekscytacją siedział też strach. Bo kiedy czekało się na coś tak długo, automatycznie pojawiała się ta idiotyczna myśl, że skoro w końcu się to dostało, to równie dobrze można było to stracić. Ale nie chciała tak myśleć. Nie teraz. Wyciągnęła dłoń i pogładziła go czule po policzku.
- Ale nie martw się cały czas tym, czy coś spierdolisz - powiedziała spokojniej.
- Może po prostu skup się na tym, co jest dzisiaj i pomartwimy się o dzisiaj razem. A jutro… - Uśmiechnęła się szerzej.
- Jutro przyjdzie jutro. - Po chwili jednak zmrużyła oczy.
- Poza tym musiałbyś mnie chyba zdradzić, żeby naprawdę coś spierdolić, a tego raczej nie masz w planach, eh? - Uniosła brew, po czym wspięła się na palce i przyciągnęła go do siebie, zaciskając palce na materiale jego koszulki. Musnęła jego usta raz. Potem drugi. A za trzecim razem już nie miała ochoty się odsuwać, więc pogłębiła pocałunek, przywierając do niego mocniej. Rozumiała jego obawy. Sama miała czasami tysiąc myśli naraz, kiedy zastanawiała się nad tym, co właściwie teraz będzie. Jak zmieni się ich przyjaźń. Czy będą potrafili odnaleźć się w tym wszystkim jako para. Czy przypadkiem nie spierdolą czegoś, co przez tyle lat było jedną z najważniejszych rzeczy w ich życiu. Chociaż na dobrą sprawę raz to już prawie stracili... więc teraz? Teraz naprawdę wierzyła, że byli w stanie przejść przez wszystko, co los postanowi rzucić im pod nogi. Czasami jedno z nich potknie się o jakąś kłodę. Czasami drugie zdąży przez nią przeskoczyć i wyciągnąć do niego rękę. Najważniejsze było tylko to, żeby nie przewrócili się oboje w tym samym momencie. A cała reszta? Z nią jakoś sobie poradzą.
your lips know how to sing to me
your touch a kind of ecstasy
𐂯 ૮(• ﻌ •υ ੭୭
- Halo, proszę nie podważać moich umiejętności manualnych, panie Hall - parsknęła śmiechem, wywijając kijem i udając, że robi jakieś specjalne efekty niczym nunczakiem. No i prawie faktycznie jebnęła się nim w oko. Szybko się odwróciła, mając nadzieję, że tego nie zauważył, po czym rzuciła kijaskiem hen, hen w dal. Co, jak się po chwili okazało, prawie zrobiło z niego śmiercionośną broń. Przerażona rzuciła tylko do Alexa, żeby do cholery tam biegł. I fucking hell. Nie wiedziała, że chodziła z Usainem Boltem. To znaczy, wiedziała, że Alex był szybki, ale takiego speeda to za cholerę dawno nie widziała. Ruszyła więc za nim dopiero po chwili, gdy zobaczyła, że rzucił się w stronę Monstera.
Boże. Jaki on był hot. Osufusdfdsuf. W drodze zastanawiała się tylko, jaką minę zrobić albo co z siebie wyrzucić, żeby faktycznie wyjść na niepoczytalną, gdyby zaszła taka potrzeba. Przez moment próbowała nawet biec trochę jak jack sparrow i trochę jak
tytan z attack on titan, ale to tylko bardziej ją zmęczyło, więc ostatecznie zaczęła biec normalniej. No, względnie normalniej. A że nigdy nie była zbyt wysportowana, to już po kilku sekundach wiedziała, że będzie musiała poprosić Alexa o lekcje boksu albo jakiegokolwiek cardio.
Because goddamit. Ledwo łapała dech.
Zaraz do kolejnego odcinka
99 dumbest ways to die dojdzie na listę August Winters, która próbowała dobiec z całych sił do swojego chłopaka i jej przybranego futrzanego syna, ale po drodze wryła się w starszka, którego mały włos nie zmiotła z powierzchni ziemi. Próbując złapać dech, gdy już w końcu tam dobiegła, patrzyła rozkojarzona na Alexa, Monstera, który teraz miał na imię Sierżant, i staruszka, który nazywał ją pielęgniarką.
What kind of universe was this? - Umm, mam nadzieję, że umarła spokojną śmiercią? - zapytała, uśmiechając się głupkowato.
- Ahh, sepsa. Straszna śmierć - mlasnął pod nosem, zanim zerknął na Sierżanta aka Monstera.
- Sprawuj się w armii. A pan - spojrzał na Alexa
- proszę o nią dbać. Już raz podobną wypuściłem ze swoich ramion i nie mogę sobie tego podarować. - Westchnął ciężko, a August tylko się uchachała i podeszła do Alexa, obejmując go bokiem w pasie. Zaraz potem zerknęła na niego z dołu.
- Widzisz? Musisz się mnie trzymać - poruszyła brwiami w zabawny sposób. Chwilę później rozległ się głos.
- Dziadziuuuu! Dziadziuuu! - Do starszego pana przybiegła jakaś dziewczynka, ale Winters pewnie nawet nie zwróciłaby na nią uwagi, bo była zbyt zajęta wpatrywaniem się w Halla, gdy nagle usłyszała,
- Mamo, to ta pijaczka z wczoraj! - Dziewczynka krzyknęła to, wskazując na nią palcem. Winters tylko się zaczerwieniła, a kiedy rozpoznała głos i spojrzała na to dziewczę, dotarło do niej, że to była ta sama mała jędza, której matka mówiła, że August ma p r o b l e m y HALLOOOOOO. No co za tupet!
- Mam chłopaka, ha! - rzuciła oburzona. Chwyciła Alexa za rękę i upewniła się, że Monster był przy nich.
- Dziękujemy za służbę, proszę pana. A ty! - Wysunęła dwa palce, skierowała je najpierw na siebie, potem na dziewczynkę i wymamrotała bezgłośnie,
- I’m watching you. - Po czym pociągnęła Alexa, żeby wyszli z parku.
- Nie pytaj! To nic, nieważne - rzuciła zdenerwowana.
- Tylko głupia gówniara, która komentowała moje picie na naszej ławeczce. Trochę za dużo wina wczoraj wypiłam i potem śpiewałam na ulicy Adele, ale to nic, Alex. Takie tam moje pijackie finfarary. - Po chwili spojrzała na niego i parsknęła śmiechem.
you take me where the wild wind blows
you lay me where the green grass grows
☕︎⋆.˚
Jakieś dwa tygodnie później.
Winters spędziła cały dzień sama w kawiarni, bo jej baristka się rozchorowała. Ruch miała całkiem spory, a za kilka dni mieli jechać z Alexem do jej rodziców nad jezioro. Wszystko układało się naprawdę super. Poznała jego przyjaciół na imprezie urodzinowej i powoli zaczynała przyzwyczajać się do tego, że mogła nazywać siebie jego dziewczyną. A Ducky? Ducky był naprawdę cudownym chłopakiem. Nałożyła kawałek ciasta i zrobiła kolejne flat white dla mężczyzny, który, tak na dobrą sprawę, siedział tutaj od samego rana. Ostatnimi czasy przychodził do kawiarni w miarę regularnie, więc podchodząc do niego z tacką, August uśmiechnęła się ciepło,
- Ciasto marchewkowe i flat white - rzuciła, kładąc zamówienie obok niego. Mężczyzna tylko uśmiechnął się do niej szeroko i przesunął kawałek papieru w jej kierunku.
- Proszę. To dla ciebie. Jesteś naprawdę śliczna. - August spojrzała na mini portret, a potem zamrugała kilka razy.
- Woaah, jeej. Dziękuję - rzuciła, trochę zaskoczona, trochę niezręcznie rozbawiona. Spojrzała na bruneta, który zaraz dodał,
- Jest jakaś szansa, że dostanę twój numer? Będę tutaj bywał częściej, więc niedługo przyzwyczaisz się do mojego widoku. A może chciałbym cię zaprosić na kolację. - Powiedział to tak pewnie, że zbiło ją to z tropu na moment no i zamrugała kilkakrotnie.
- Mam chłopaka, ale dziękuję - odparła, po czym odsunęła się z tacką. Mężczyzna tylko wzruszył ramionami i niby wrócił do pracy na laptopie. Niby coś tam pisał. Niby był zajęty. Tylko że co jakiś czas August i tak czuła na sobie jego spojrzenie. Zignorowała to... a przynajmniej próbowała.Jakieś pół godziny później, po kolejnej fali klientów, zdążyła już prawie zapomnieć o całej sytuacji. Chwyciła telefon, zrobiła zdjęcie portretu i wysłała je Alexowi.
Dustie
hejka słodki
pokaże ci coś mega
jakiś chłopak siedzi tu już czwartą godzinę
zamówił trzecią kawę i drugie ciacho i mnie narysował!!
even in the afterlife, it's only you
in between the stars above the earth below ♡