28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Inside these pages you just hold me
And I won’t ever let you go


𝑔𝑖𝑟𝑙𝑓𝑟𝑖𝑒𝑛𝑑 ღ
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
even in the afterlife, its only you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

will you still love me
when i'm no longer young and beautiful?


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

𝚋𝚘𝚢𝚏𝚛𝚒𝚎𝚗𝚍 ♥︎
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

w i e r n o ś ć


Ludzie przychodzili i odchodzili, prawda? Właśnie dlatego nie przywiązywał się do nikogo, a August… cóż, August była wyjątkiem od reguły. Przetrwali razem wszystko. Durne czasy szkolne, wchodzenie w dorosłość, pierwsze życiowe porażki, bezdomność Alexa, chorobę Winters i wszystkie inne głupoty, które odwalali po drodze. Ile razy rzucał swoje plany w cholerę albo zrywał się z randki z jakąś dziewczyną, bo Dust potrzebowała kogoś, kto po prostu z nią posiedzi? Kurwa, Alex był jej wierny jak pies, nawet jeśli oboje kurczowo trzymali się wersji, że była to tylko


p r z y j a ź ń,


a granica między przyjaźnią a miłością okazała się cieńsza niż smycz Monstera. Alex od zawsze lubił przebywać w towarzystwie Dustie i… dopiero teraz, z perspektywy czasu, dotarło do niego, jak naturalnie dążyli do tego, co działo się między nimi teraz.


a k c e p t a c j a


Jednak przyznanie przed samym sobą, że te wszystkie emocje, które dusił w sobie przez lata, nie były po prostu… braterską troską, wymagało przełamania pewnej bariery, a w ślad za tym szedł strach. Jedyną i największą obawą Alexa w tym momencie było to, że mógłby ją zranić - tak jak ranił wszystkie swoje poprzednie partnerki, gdy tylko czuł, że zaczynał dusić się w danej relacji. August nie była jednak pierwszą lepszą laską z klubu, znał ją całe życie - i właśnie dlatego ta odpowiedzialność go przytłaczała, bo gdyby coś poszło nie tak, nie mógłby tak zwyczajnie skasować jej numeru i o niej zapomnieć. Zresztą, ostatnie trzy tygodnie pokazały mu, jak parszywie wyglądało jego życie bez Winters i bardzo, ale to bardzo nie chciał przeżywać ich znowu.

Wracając jednak do meritum… Może pamiętasz tamtego typa od uczulenia na małże? Aż przewrócił oczami na te słowa, słowo daję. Sama myśl o tamtej randce sprawiała, że skręcało mu żołądek. Hah. A więc to tak. Witamy w nowej rzeczywistości, Alexandrze Hall. Poczuł zazdrość o coś, co działo się wieki temu, świetnie. Ciekawe, czy Dust też walczyła z taką zazdrością, gdy widziała go razem z Maddie albo jakąś inną dziewczyną? Jeeezu. - Nie chcę pamiętać - burknął pod nosem, ale foch nie trwał długo, spokojnie, zaraz się rozchmurzył i przestał mrużyć oczy jak troglodyta. Co było, to było, a teraz liczyło się tylko to, co tu i teraz, nie? - Jednak trzeba przyznać, że tacosy były zajebiste. Szkoda, że z nich zrezygnowali, ale hej… w zeszłym tygodniu otworzyło się coś nowego niedaleko mojego mieszkania, spróbujemy? - zaproponował i puścił Dustie perskie oczko. Problemy należało rozwiązywać i zastępować jedzeniem, i tak zmarnowali już w chuj czasu na troski, eh.


🍁 🍁 🍁


Kurde, gdy wyszli na zewnątrz, Alex miał wrażenie, jakby w jego życiu rozpoczęła się zupełnie nowa era - szli za rękę, rozmawiali, śmiali się… a jednak czuł w środeczku dziwny niepokój, okej? Mruczał cichutko w jego głowie jak silnik w jakimś porsche albo innym lamborghini.


How fucking crazy is that, Ducky?


Uśmiechnął się pod nosem i ścisnął mocniej dłoń Dustie. - Dalej nie dowierzam i boję się, że coś spierdolę - przyznał z rozbrajającą szczerością, gdy zatrzymali się na półpiętrze klatki schodowej tuż obok jego mieszkania. Złapał Winters w pasie, przyciągnął do siebie i pocałował krótko. - Chyba już ci to mówiłem, ale naprawdę jesteś dla mnie ważna, Dust - dodał, a po chwili oparł ją plecami o barierkę schodów, pogłębił pocałunek… No, trochę go poniosło, co potwierdziła pani Stewart, akurat wychodząca spod siódemki. Wydała z siebie głośne, potępiające prychnięcie i minęła ich z absolutną odrazą wymalowaną na twarzy. Gdy tylko zniknęła piętro niżej, Hall parsknął śmiechem i zaczął szukać kluczy w kieszeni kurtki. - A rodzicami się nie przejmuj. Powiem im, że nie mogłaś mi się oprzeć i to wszystko moja wina - rzucił szybko i uśmiechnął się do swojej czarującej GIRLFRIEND BESTIE, BESTIE GIRLFRIEND. - I nawet nie skłamię, Winters - ponownie puścił jej perskie oczko i przekręcił klucz w zamku. W sumie to było w tym wszystkim najlepsze. To, że naprawdę nie mogła mu się oprzeć.


🍁 🍁 🍁


Niedługo potem znaleźli się w parku nieopodal, z Monsterem wesoło merdającym ogonem. Palce jednej dłoni splótł z palcami Augustynki, a w drugiej ręce ściskał smycz - beautifull. Wszystko na swoim miejscu, prawda? Dziwne, ale zdecydowanie bardziej piękne niż dziwne, co nie? Odpiął Psa, żeby wreszcie mógł się wyhasać, dokładnie w momencie, gdy August zbliżyła się do nich z wielkim badylem. - Tylko nie wsadź sobie tego w oko, dobra? Uważaj - ostrzegł ją Alex, głaszcząc Monstera po wielkim łbie. Swoją drogą, jak cudownie się złożyło, że Monster uwielbiał Dustie i oszczędzał im problemów, w przeciwieństwie do SZERYFA. Kurde, a może kobiety po prostu miało w sobie jakieś feromony, którymi czarowały zwierzęta? Who knows. - Zobacz, Dustie rzuci ci patyk, Monster, dobry pie… - zaczął mówić Alex, ale urwał, bo Winters - TA TO MIAŁA PARĘ W ŁAPACH - zamachnęła się i posłała patyk prosto w jakiegoś dziadunia spacerującego alejką, a Monster oczywiście zerwał się z miejsca za patykiem.


NO CO TAK STOISZ?! BIEGNIJ ZA NIM!


Faktycznie, Alex dalej stał w miejscu jak jakaś sierota i obserwował wszystko z boku z rozdziawioną buzią. - Yyyy, jak ten typ będzie miał pretensje, zgrywaj niepoczytalną! - uprzedził Augustynę, po czym odpalił turbo-sprint w stronę wielkiego, kudłatego, czarnego psiska. - MONSTER, STÓJ! - wrzasnął, pędząc za swoim pupilem. Ja pierdoleee, ten kudłaty skurczybyk miał nieziemskie przyspieszenie, jak jakiś KOSMITA!!! Ale, hola, hola, na szczęście, Alexander Hall też był sportowcem! Gdy Monster wybił się do góry, żeby chwycić w zęby spadający patyk, Alex rzucił się do przodu i objął go w locie, przez co chwilę później przetarzali się po alejce, wzbijając tumany kurzu tuż obok nóg starszego pana, który wpatrywał się w nich z niemym ostracyzmem. Ups. - Dzień dobry panu! Jesteśmy w trakcie treningu z byłym psem policyjnym, bardzo dużo przeszedł… Jednostka antyterrorystyczna, służył ojczyźnie! - wypalił Alex bez mrugnięcia okiem i podniósł się z ziemi. - Siad, Sierżancie! - rzucił do Monstera, który o dziwo jedynie ziewnął, po czym jak na komendę usiadł potulnie przy nodze Alexa i spojrzał na seniora z małym bąblem śliny przy pysku.

No i najwidoczniej bajeczka chyba została kupiona, bo… - Och, doskonale go rozumiem… Wietnam, rok sześćdziesiąty dziewiąty. Saigon. Wszędzie dżungla, świst kul i gęsty dym… - zaczął mówić staruszek, opierając się oburącz o laskę i patrząc gdzieś ponad głową Alexa. - Myśleliśmy, że to tylko patrol… A ty wyglądasz jak pielęgniarka, która uratowała mi życie, świeć panie nad jej duszą - dodał, gdy zasapana August wreszcie do nich dobiegła. Alex pokiwał powoli głową, patrząc na zmianę to na Monstera, to na Dustie. - Widzisz, Sierżancie? To dla nas zaszczyt, proszę pana. Dziękujemy za służbę - Alex pokiwał głową w zadumie i posłał Winters dyskretne spojrzenie. Znaczące, dyskretne spojrzenie.

Mogłaby być jego pielęgniareczką. Taką prywatną. Tak w sumie. Wink, wink.

𝑔𝑖𝑟𝑙𝑓𝑟𝑖𝑒𝑛𝑑 ღ
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
even in the afterlife, its only you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

isn't it ethereal? Sweet like wine
sippin' on a miracle that won't run dry


Zazdrość nie była uczuciem obcym dla Winters.

Czuła ją od najmłodszych lat. W liceum, po liceum, w dorosłości. Czuła ją za każdym razem, gdy Alex rozpromieniał się, opowiadając jej o jakiejś kobiecie. I pomimo tego, że nigdy zbytnio nie wchodzili w szczegóły intymności, August była dorosłą dziewczynką i wiedziała, co się z czym jadło. Romanse, w które wpadał, nie były jakieś długotrwałe, ale za każdym razem było to coś intensywnego. A Winters? Winters tylko czekała ze schłodzonym Modelo w lodówce, jego ulubionymi lodami w zamrażarce i podsmażanymi hamburgerami na patelni, gotowa wysłuchać go wtedy, gdy coś pierdolnęło i potrzebował wsparcia. Od tego są przyjaciele, co nie? I może jakaś jej część prezentowała się wtedy niezbyt ładnie, bo z każdym zerwaniem albo momentem, w którym coś szło nie tak, pomimo tego, że bolało ją widzenie go rozbitego, gdzieś w głębi serca pojawiała się ta głupia nadzieja... że może tym razem będzie miała szansę. I tak spędzała z nim czas. Wpatrywała się w niego. Skradała mu na kanapie pojedyncze pocałunki, które przecież nic, absolutnie nic nie znaczyły, bo były tylko dodatkową częścią rozrywki wieczoru. No nie?

Więc teraz, widząc, jak jego twarz zmienia swój rozpogodzony wyraz na samo wspomnienie o innym mężczyźnie, który mógłby ją mieć, czuła w tym coś przyjemnego. Czuła się wtedy tak, jakby naprawdę jej pragnął. Jakby nie chciał się już z nikim nią dzielić. A ona nim też nie. - Taaaaak, a jak będzie chujowe i za długo będziemy czekać na jedzenie albo jak będą nas ignorować przy kasie, jak tamten babsztyl na Yonge, to damy im zły Google review XD - rzuciła. Freaking heck. Na samo wspomnienie o tamtej babie robiło jej się gorąco. Idąc z nim do jego mieszkania, była naprawdę podekscytowana. Wciąż nie mogła uwierzyć, jak diametralnie wszystko zmieniło się w tak krótkim czasie. Jej najlepszy przyjaciel był teraz jej chłopakiem i cholera... naprawdę cieszyła się, że te wszystkie lata nieodwzajemnionej, jak jej się wtedy wydawało, miłości ostatecznie okazały się jednak czymś odwzajemnionym. Spojrzała na niego, a później na ich splecione dłonie, kiedy ścisnął jej palce i zaczął mówić. Bał się. Przełknęła ślinę, chcąc mu odpowiedzieć, ale nawet nie zdążyła otworzyć ust, bo chwilę później przyciągnął ją do siebie i zatopił ich usta w pocałunku. No dobra. Spróbowała jeszcze raz. Znowu do niej mówił, więc już otwierała buzię, żeby w końcu odpowiedzieć, ale dosłownie niczym quicksilver przesunął ją w takim tempie, że sekundę później była już oparta plecami o ścianę i znowu całowana.

so good I could hold you 'til I die

Czy ona w ogóle będzie miała dzisiaj możliwość dojścia do słowa? Najwyraźniej nie, ale nie narzekała w razie w XD. Zarzuciła ręce za jego szyję, odwzajemniając pocałunek za pocałunkiem, aż w końcu komentarz starej Stewart sprawił, że zmarszczyła nos i brwi. Jezu. Czemu ta kobieta ZAWSZE wyglądała jak srający kot na puszczy? No masakra. - Chyba jakieś kwiatki jej się w życiu przydadzą - mruknęła pod nosem, odwracając się, żeby stanąć przy jego drzwiach. Uśmiechnęła się, słysząc wzmiankę o rodzicach, po czym parsknęła śmiechem. - Rodzice pewnie stwierdzą, że pierwsza część mojego kilkunastoletniego planu w końcu się udała. - Zaśmiała się i weszła za nim do mieszkania, gdzie chwilke pozniej została przywitana przez Monstera. Dopiero kiedy piesio trochę się uspokoił, podeszła do Alexa i mocno się do niego przytuliła. Przez chwilę po prostu tak stała, wtulona w niego, zanim uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. - Ja też się trochę boję. Nawet nie wiesz, ile lat czekałam na ten moment, Ducky. - I chyba właśnie dlatego gdzieś pod tą całą ekscytacją siedział też strach. Bo kiedy czekało się na coś tak długo, automatycznie pojawiała się ta idiotyczna myśl, że skoro w końcu się to dostało, to równie dobrze można było to stracić. Ale nie chciała tak myśleć. Nie teraz. Wyciągnęła dłoń i pogładziła go czule po policzku. - Ale nie martw się cały czas tym, czy coś spierdolisz - powiedziała spokojniej. - Może po prostu skup się na tym, co jest dzisiaj i pomartwimy się o dzisiaj razem. A jutro… - Uśmiechnęła się szerzej. - Jutro przyjdzie jutro. - Po chwili jednak zmrużyła oczy. - Poza tym musiałbyś mnie chyba zdradzić, żeby naprawdę coś spierdolić, a tego raczej nie masz w planach, eh? - Uniosła brew, po czym wspięła się na palce i przyciągnęła go do siebie, zaciskając palce na materiale jego koszulki. Musnęła jego usta raz. Potem drugi. A za trzecim razem już nie miała ochoty się odsuwać, więc pogłębiła pocałunek, przywierając do niego mocniej. Rozumiała jego obawy. Sama miała czasami tysiąc myśli naraz, kiedy zastanawiała się nad tym, co właściwie teraz będzie. Jak zmieni się ich przyjaźń. Czy będą potrafili odnaleźć się w tym wszystkim jako para. Czy przypadkiem nie spierdolą czegoś, co przez tyle lat było jedną z najważniejszych rzeczy w ich życiu. Chociaż na dobrą sprawę raz to już prawie stracili... więc teraz? Teraz naprawdę wierzyła, że byli w stanie przejść przez wszystko, co los postanowi rzucić im pod nogi. Czasami jedno z nich potknie się o jakąś kłodę. Czasami drugie zdąży przez nią przeskoczyć i wyciągnąć do niego rękę. Najważniejsze było tylko to, żeby nie przewrócili się oboje w tym samym momencie. A cała reszta? Z nią jakoś sobie poradzą.

your lips know how to sing to me
your touch a kind of ecstasy

𐂯 ૮(• ﻌ •υ ੭୭

- Halo, proszę nie podważać moich umiejętności manualnych, panie Hall - parsknęła śmiechem, wywijając kijem i udając, że robi jakieś specjalne efekty niczym nunczakiem. No i prawie faktycznie jebnęła się nim w oko. Szybko się odwróciła, mając nadzieję, że tego nie zauważył, po czym rzuciła kijaskiem hen, hen w dal. Co, jak się po chwili okazało, prawie zrobiło z niego śmiercionośną broń. Przerażona rzuciła tylko do Alexa, żeby do cholery tam biegł. I fucking hell. Nie wiedziała, że chodziła z Usainem Boltem. To znaczy, wiedziała, że Alex był szybki, ale takiego speeda to za cholerę dawno nie widziała. Ruszyła więc za nim dopiero po chwili, gdy zobaczyła, że rzucił się w stronę Monstera. Boże. Jaki on był hot. Osufusdfdsuf. W drodze zastanawiała się tylko, jaką minę zrobić albo co z siebie wyrzucić, żeby faktycznie wyjść na niepoczytalną, gdyby zaszła taka potrzeba. Przez moment próbowała nawet biec trochę jak jack sparrow i trochę jak tytan z attack on titan, ale to tylko bardziej ją zmęczyło, więc ostatecznie zaczęła biec normalniej. No, względnie normalniej. A że nigdy nie była zbyt wysportowana, to już po kilku sekundach wiedziała, że będzie musiała poprosić Alexa o lekcje boksu albo jakiegokolwiek cardio.

Because goddamit. Ledwo łapała dech.

Zaraz do kolejnego odcinka 99 dumbest ways to die dojdzie na listę August Winters, która próbowała dobiec z całych sił do swojego chłopaka i jej przybranego futrzanego syna, ale po drodze wryła się w starszka, którego mały włos nie zmiotła z powierzchni ziemi. Próbując złapać dech, gdy już w końcu tam dobiegła, patrzyła rozkojarzona na Alexa, Monstera, który teraz miał na imię Sierżant, i staruszka, który nazywał ją pielęgniarką. What kind of universe was this? - Umm, mam nadzieję, że umarła spokojną śmiercią? - zapytała, uśmiechając się głupkowato. - Ahh, sepsa. Straszna śmierć - mlasnął pod nosem, zanim zerknął na Sierżanta aka Monstera. - Sprawuj się w armii. A pan - spojrzał na Alexa - proszę o nią dbać. Już raz podobną wypuściłem ze swoich ramion i nie mogę sobie tego podarować. - Westchnął ciężko, a August tylko się uchachała i podeszła do Alexa, obejmując go bokiem w pasie. Zaraz potem zerknęła na niego z dołu. - Widzisz? Musisz się mnie trzymać - poruszyła brwiami w zabawny sposób. Chwilę później rozległ się głos. - Dziadziuuuu! Dziadziuuu! - Do starszego pana przybiegła jakaś dziewczynka, ale Winters pewnie nawet nie zwróciłaby na nią uwagi, bo była zbyt zajęta wpatrywaniem się w Halla, gdy nagle usłyszała, - Mamo, to ta pijaczka z wczoraj! - Dziewczynka krzyknęła to, wskazując na nią palcem. Winters tylko się zaczerwieniła, a kiedy rozpoznała głos i spojrzała na to dziewczę, dotarło do niej, że to była ta sama mała jędza, której matka mówiła, że August ma p r o b l e m y HALLOOOOOO. No co za tupet! - Mam chłopaka, ha! - rzuciła oburzona. Chwyciła Alexa za rękę i upewniła się, że Monster był przy nich. - Dziękujemy za służbę, proszę pana. A ty! - Wysunęła dwa palce, skierowała je najpierw na siebie, potem na dziewczynkę i wymamrotała bezgłośnie, - I’m watching you. - Po czym pociągnęła Alexa, żeby wyszli z parku. - Nie pytaj! To nic, nieważne - rzuciła zdenerwowana. - Tylko głupia gówniara, która komentowała moje picie na naszej ławeczce. Trochę za dużo wina wczoraj wypiłam i potem śpiewałam na ulicy Adele, ale to nic, Alex. Takie tam moje pijackie finfarary. - Po chwili spojrzała na niego i parsknęła śmiechem.

you take me where the wild wind blows
you lay me where the green grass grows


☕︎⋆.˚

Jakieś dwa tygodnie później.

Winters spędziła cały dzień sama w kawiarni, bo jej baristka się rozchorowała. Ruch miała całkiem spory, a za kilka dni mieli jechać z Alexem do jej rodziców nad jezioro. Wszystko układało się naprawdę super. Poznała jego przyjaciół na imprezie urodzinowej i powoli zaczynała przyzwyczajać się do tego, że mogła nazywać siebie jego dziewczyną. A Ducky? Ducky był naprawdę cudownym chłopakiem. Nałożyła kawałek ciasta i zrobiła kolejne flat white dla mężczyzny, który, tak na dobrą sprawę, siedział tutaj od samego rana. Ostatnimi czasy przychodził do kawiarni w miarę regularnie, więc podchodząc do niego z tacką, August uśmiechnęła się ciepło, - Ciasto marchewkowe i flat white - rzuciła, kładąc zamówienie obok niego. Mężczyzna tylko uśmiechnął się do niej szeroko i przesunął kawałek papieru w jej kierunku. - Proszę. To dla ciebie. Jesteś naprawdę śliczna. - August spojrzała na mini portret, a potem zamrugała kilka razy. - Woaah, jeej. Dziękuję - rzuciła, trochę zaskoczona, trochę niezręcznie rozbawiona. Spojrzała na bruneta, który zaraz dodał, - Jest jakaś szansa, że dostanę twój numer? Będę tutaj bywał częściej, więc niedługo przyzwyczaisz się do mojego widoku. A może chciałbym cię zaprosić na kolację. - Powiedział to tak pewnie, że zbiło ją to z tropu na moment no i zamrugała kilkakrotnie. - Mam chłopaka, ale dziękuję - odparła, po czym odsunęła się z tacką. Mężczyzna tylko wzruszył ramionami i niby wrócił do pracy na laptopie. Niby coś tam pisał. Niby był zajęty. Tylko że co jakiś czas August i tak czuła na sobie jego spojrzenie. Zignorowała to... a przynajmniej próbowała.Jakieś pół godziny później, po kolejnej fali klientów, zdążyła już prawie zapomnieć o całej sytuacji. Chwyciła telefon, zrobiła zdjęcie portretu i wysłała je Alexowi.
Dustie✨
hejka słodki
pokaże ci coś mega
jakiś chłopak siedzi tu już czwartą godzinę
zamówił trzecią kawę i drugie ciacho i mnie narysował!!
Obrazek
Wiadomość...

even in the afterlife, it's only you
in between the stars above the earth below ♡
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Ja też się trochę boję. Nawet nie wiesz, ile lat czekałam na ten moment, Ducky.


Gdy tak patrzył na Dustie stojącą w jego mieszkaniu, w głowie zaczęły przewijać mu się setki wspomnień z przeszłości - on naprawdę nie miał zielonego pojęcia o jej uczuciach. Ani w szkolnej ławce, kiedy pisali do siebie krótkie liściki, żeby uzgodnić wagary, a wiadomość od August ozdobiona serduszkami nic mu nie mówiła. Ani kiedy nadszedł dzień jej balu maturalnego i spali ze sobą po raz pierwszy, bo mu to zaproponowała. Ani kiedy skończyli szkołę i stawiali siebie nawzajem na pierwszym miejscu... Serio, przez te wszystkie lata żył w błogiej nieświadomości i przyjmował jej obecność, śmiech, rady, żarty i łzy za pewnik oraz stały element swojej rzeczywistości. Kurwa, on ją uwielbiał. Bóg mu świadkiem, że kochał tę dziewczynę na swój własny głupkowaty sposób jeszcze zanim do niego dotarło, że mogliby stworzyć razem coś więcej - tak, tłumił te uczucia długo, zamiatał je pod dywan i otwierał serce na inne krótkie, intensywne relacje i… naprawdę nie miał pojęcia, że najważniejsza w jego życiu osoba znajdowała się tuż obok. I że bezbłędnie ukrywała przed nim swoje emocje. Fuck.

I znowu powróciła ta myśl, że gdyby teraz cokolwiek spierdolił, to nie byłby po prostu koniec związku, ale koniec… wszystkiego. Miłości, przyjaźni, znajomości. Straciłby August, która była jego całym światem. A ona stała właśnie naprzeciwko niego i znowu robiła to, za co kochał ją najbardziej. Jednym zdaniem i jednym muśnięciem policzka ciepłymi palcami potrafiła zdjąć z jego barków każdy ciężar. Kurwa, to było aż niesprawiedliwe - to, jak łatwo uspokajał się dzięki niej. Wcześniej tego nie zauważał, a teraz… no, aż mu odjęło mowę. - Jesteś boska - powiedział krótko, a na jej wzmiankę o ewentualnej zdradzie parsknął śmiechem. - Tak łatwo się już mnie nie pozbędziesz, Dustie - skwitował. No i mimo że sam był dość oszczędny w słowach, naprawdę doceniał wszystkie te, które do niego skierowała. Właśnie dlatego zatopił się w jej ustach po raz kolejny, zapominając o lęku, problemach, rozterkach i wszystkim tym, co w przyszłości mogłoby stanąć na ich wspólnej drodze.


🍁 🍁 🍁


Dalsza część spaceru była… hm, chaotyczna. Alex klęczał przy Monsterze, trzymając go za obrożę, kiedy w końcu dołączyła do nich August i… po krótkiej konwersacji spytała o tę pielęgniarkę, która uratowała panu weteranowi życie. Umm, mam nadzieję, że umarła spokojną śmiercią? No... Alex spojrzał na nią tak, jakby obwieściła, że pójdą dziś do kościoła wziąć ślub albo pojadą na Grenlandię przytulać się z Anarukiem. Co ona, do cholery, właśnie powiedziała? Kurczę, chyba nie wypadało tak wypytywać o śmierć… innej… osoby… nie? Na szczęście, pan weteran okazał się romantycznym melancholikiem i pytanie August tylko popchnęło go do dalszych rozważań o dawnej miłości. To w sumie było całkiem urocze - świadomość, że tego starszego pana łączyło kiedyś z kimś innym to samo uczucie, które łączyło teraz Alexa i August. Proszę o nią dbać. Już raz podobną wypuściłem ze swoich ramion i nie mogę sobie tego podarować. Alex uśmiechnął się pod nosem. No ba! Skoro już znalazł swój diament, nie zamierzał wypuszczać go ze swoich rączek tak łatwo. - Oczywiście, że będę o nią dbał, słowo harcerza - odparł Alex z powagą i nawet zasalutował, mimo że z harcerstwem miał tyle wspólnego w życiu, że dwa razy kupił od skautek ciasteczka (były mega zajebiste, więc się nie czepiał; ciasteczka, nie skautki).

Nagle na horyzoncie pojawiła się mała dziewczynka z miną tak wredną, że Monster aż zawarczał. Mamo, to ta pijaczka z wczoraj! Alex uniósł do góry jedną brew, bo dziewczynka ewidentnie wskazywała na August. - Przepraszambardzożeco? - wyrwało mu się od razu, bo... excuse me? Jak ona śmiała? Aż się wyprostował i posłał jej gniewne spojrzenie, bo żaden miniaturowy bachor nie będzie tak mówił o jego dziewczynie, nie? Już otwierał usta, żeby powiedzieć coś o kulturze osobistej, kiedy Dustie pociągnęła go za rękę i zaczęła prowadzić go w stronę wyjścia z parku, wyrzucając z siebie monolog o piciu wina i o Adele… Trochę nie rozumiał, ale ostatecznie pokiwał głową, bo znał Dustie nie od dziś. - A-aha, no dobrze - odpowiedział grzecznie ze zmarszczonymi brwiami. Postanowił nie drążyć tematu, dobra? Ufał jej jak Jezusowi. Zapiął Monsterowi smycz, a potem udali się jeszcze na spacerek wzdłuż jeziora, żeby zapomnieć o tej wrednej dziewczynce i jej dziadziu.


🍁 🍁 🍁


Dwa tygodnie później Alex dalej nie dowierzał, że to wszystko działo się naprawdę. Ostatnie dni były jak… sen. Taki najsłodszy z najsłodszych możliwych snów. Serio, nie ogarniał tego, co działo się między nimi, ale oboje - razem z Winters - powoli przyzwyczajali się do nowej rzeczywistości, gdzie mieli siebie nawzajem tylko dla siebie. Alex wrócił do treningów, a Dust do kawiarni; raz on spał u niej, zostawiając u niej pół swojej szafy, a kolejnego ona u niego, przez co znajdował szminki, frotki i wstążki od pończoch w randomowych miejscach. Cholera, ale uwielbiał wracać do domu - domów? - wiedząc, że prędzej czy później jedno z nich dołączy do tego drugiego. Zazwyczaj to on pojawiał się w domu pierwszy i z wielką frajdą planował posiłki dla obojga - i wiem, że w to nie uwierzycie, ale nie jedli codziennie kebaba na kolację, hehehe.

Tego dnia miało być tak samo. Po ostatnich zajęciach grupowych Hall zgarnął torbę i już planował szybkie zakupy w markecie obok swojego mieszkania (krewetki, makaron, bazylia), żeby przygotować dla Dustie taką lepsiejszą kolację, żeby… no wiecie, uczcić pierwsze dwa tygodnie razem. No ale wtedy zawibrował mu telefon. Spodziewał się kolejnej spicy fotki albo słodkiego smska, ale zamiast tego dostał zdjęcie narysowanego portretu i informację, że jakiś typ siedział w kawiarni już czwartą godzinę, zamawiał kawki i ciasteczka, no i bezczelnie rysował jego dziewczynę. Najpierw zmarszczył brwi, jak to przeczytał. Portret był, kurwa, całkiem ładny - i to go chyba wkurzyło najbardziej? Bo był, kurwa, zazdrosny? Dlaczego jakiś facet rysował August w jej własnej kawiarni? I pewnie spytał ją o numer telefonu? Kurwa? Niewiele myśląc, wysłał Winters dwie krótkie wiadomości.
Ducky 🦆
tak?
12 minut później...
dalej tam siedzi?
Wiadomość...
No i kiedy przez kolejne minuty Alex nie dostawał odpowiedzi, szybko podjął męską decyzję. Jeśli Dustie była zajęta rozmową z Panem Malarzem Artystą Jebanym, to zakupy mogły poczekać. Wrzucił torbę do auta i zajechał pod kawiarnię w rekordowym czasie, po drodze ignorując dwa czerwone światła (obyniedostałmandatuomg), a kiedy zaparkował byle jak przed wejściem i wygramolił się z samochodu, wszedł do kawiarni jak do siebie. Nie będzie żaden artysta pluł mu w twarz. Basta. Ufał August, ale artystom jebanym w ogóle nie ufał. - Dobry - rzucił w przestrzeń, gdy wszedł do środka, automatycznie ściągając na siebie wzrok nielicznych już o tej porze klientów. Alex omiótł salę wzrokiem i od razu go namierzył - typ z laptopem i szkicownikiem. Bingo. Nawet nie podniósł głowy znad laptopa, złamas. Alex zmierzył go od stóp do głów, a potem jak gdyby nigdy nic ominął stoliki, wszedł za ladę, podszedł do August (która akurat przygotowywała kawkę czy coś) od tyłu i od razu mocno ją przytulił. - No cześć, słodka - wymruczał jej do ucha, po czym obrócił ją twarzą do siebie i bez ostrzeżenia pocałował, przy tych wszystkich ludziach. No i to nie był zwykły, powitalny buziak, nieee. To był długi, czuły, słodki pocałunek demonstracyjny, który miał przekazać każdemu frajerowi na tej sali, że August Winters należała tylko do niego. A żeby było śmieszniej, kątem oka upewnił się, że Pan Jebany Artysta na pewno patrzył. A patrzył, więc Alex uniósł środkowy palec do góry, nie przerywając pocałunku z Dust. A drugą dłonią lekko ścisnął jej pośladek, bo na to akurat miał ochotę od samego rana.

Pan Jebany Artysta przerwał pisanie na swoim laptopiku i poczerwieniał jak pomidor, ale - jak na złość - wciąż gapił się na Alexa i August z szeroko otwartymi oczami. Alex przewrócił oczami i niechętnie przerwał pocałunek - oparł się wygodnie o blat i zarzucił rękę na ramiona Augustynki, przyciągając ją do siebie. Spojrzał na Pana Jebanego Artystę i uśmiechnął się do niego. - A ty co? Domu nie masz? - rzucił Alex wystarczająco głośno, żeby typek go usłyszał.

mine
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
even in the afterlife, its only you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

it was summer when i saw your face
looked like a teenage runaway


Bycie jego dziewczyną było dosłownym rollercoasterem. Ale hola, hola, hola, proszę się nie bać! Nie było żadnych gwałtownych wzlotów ani upadków, nic z tych rzeczy. Po prostu każdy dzień przynosił coś nowego. Nawet w tych najmniejszych szczegółach. W drobiazgach, które dla siebie robili. W przygotowywaniu porannej kawy albo śniadania, czasami czegoś porządniejszego, kiedy mogli spokojnie usiąść razem przy stole, a innym razem w biegu, gdy jedno z nich chwytało w locie wyskakującego z tostera tosta i kradło drugiej osobie buziaka w pośpiechu.

Któoooory…

W dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach czasu kończył się tym, że zaraz wracali po więcej. Tak o. Na poprawkę, bo ten wcześniejszy był jednak zdecydowanie za krótki. A te dziesięć lat buziaków, które August myślała, że wykorzystają w miesiąc? Well, Alex miał rację. W ciągu tych dwóch tygodni Winters mogłaby przysiąc, że całowali się chyba na wszystkie możliwe sposoby i w każdej możliwej pozycji. Jedyne, co im zostało, to zrobić to w powietrzu, ale przecież mieli jeszcze do wykorzystania podróż do Nowej Zelandii, no nie? Hoooooly fuck. Na samą świadomość, że będzie mogła w tak magicznym miejscu jak mini upozorowane Shire naśladować Golluma, udawać z Alexem, że palą fajeczkę niczym Gandalf albo robić sobie bekę z tego famous mema - do you wear wigs? No beautiful.

r o l l e r c o a s t e r

Uczuć. Ekscytacji. Niedowierzania. Pragnienia. Przyjaźni i miłości... jaką do niego pałała. Powinno się to studiować, bo to, co czuła do niego przez te kilkanaście lat, w te dwa tygodnie przeistoczyło się w coś znacznie mocniejszego. Coś, co momentami delikatnie ją przerażało. Tak jak Ducky wspominał o strachu, że coś spierdoli, tak August również momentami łapała się na tym, że chyba nie dałaby rady, gdyby coś mu się stało. Albo gdyby go straciła. Domyślała się, że on czułby dokładnie to samo, dlatego zdecydowała się nie wspominać mu o momentach, gdy czuła podobny ból w biodrze podczas chodzenia. Ten sam, który poczuła wtedy w liceum, kiedy powiedział, że powinna iść to sprawdzić. Nie chciała powtórki z rozrywki, okay? Dopóki to ignorowała, to tego nie było, no nie? Logical.

Teraz jednak była zaabsorbowana przygotowywaniem kawy dla kolejnego klienta. Uśmiechała się pod nosem, zastanawiając się, co Alex teraz robi. Czy miał kolejnego klienta. Biorąc kolejne zamówienie, skierowała się do maszyny do kawy. Nabierała ziarenka w uchwyt, wsunęła go na miejsce, po czym zaczęła spieniać mleko, gdy nagle usłyszała znajomy głos. Uśmiechnęła się szeroko, widząc Ducky’ego przechodzącego przez kawiarnię. - No cześć, słodki - odpowiedziała z uśmiechem, szybko odkładając jug z mlekiem, które swoją drogą było piękne, ładne, smooth, yummm. Poczuła, jak ją przytulił do siebie od tyłu, a po chwili odwrócił do siebie, więc uśmiechnęła się iii...- Tęskn... - nie dał jej dokończyć. Ich usta złączyły się w czułym pocałunku, przez który mruknęła ze zdziwieniem, ale wcale się nie odsunęła. Po chwili odwzajemniła pocałunek, jednak gdy poczuła jego dłoń na swoim pośladku, uśmiechnęła się przez pocałunek, zmrużyła brwi i spojrzała na niego podejrzliwie. Dopiero po chwili odwróciła się i zobaczyła, że on i ten klient patrzą na siebie tak, jakby zaraz mieli się pozabijać. Kojarzycie te pioruny w bajkach pomiędzy jedną a drugą postacią? No. To było coś na miarę tego. Absolute cinema.

Dopiero wtedy dotarło do niej, że jej chłopak chyba był o nią zazdrosny. Nie miała zamiaru ani się z niego wyśmiewać, ani go opieprzać, no bo hellooo, te uczucia też były valid. Ale była w szoku, więc nie wiedziała zbytnio, co ma zrobić. Nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji. Szybko skapnęła się, że jeden z klientów nadal czekał przy ladzie. Chwyciła jug i zalała mleko do filiżanki, wykonując ładnego, cute łabądka, po czym podała kawę z talerzykiem. - Proszę, przepraszam za oczekiwanie - uśmiechnęła się. Zaraz potem położyła dłoń na policzku Alexa. - Pójdziemy do kina po zamknięciu? Podobno fajne filmy teraz lecą - powiedziała podekscytowana. Ale kurde, oni dalej odgrywali jakiś dziwny rytuał. To chyba było coś w rodzaju oddania dominacji, no nie? Jakiś męski pojedynek spojrzeń, do którego instrukcji obsługi ona nie dostała, ehh no przejebane.

Nagle, jak gdyby nigdy nic, ten typek artysta XD wstał, przymknął laptopa i podszedł do lady, kompletnie ignorując Alexa. Nachylił się lekko nad blatem. - August, co nie? - uśmiechnął się. Pokiwała głową, chwytając Alexa za dłoń i splatając ich palce razem. - Tak, to mój chłopak, o którym wspominałam wcześniej - wyszczerzyła się szeroko. - Ah, ten margines społeczny? - rzucił mężczyzna, nawet nie zaszczycając Alexa pełnym spojrzeniem. - Nie interesuje mnie on. Ale jak już wspomniałem, ty mnie interesujesz. A mianowicie twój numer. I nie wyjdę stąd, dopóki go nie dostanę albo twój chłopak, który nie ma za krzty taktu, nie pokaże mi, gdzie są drzwi. - Wyprostował się, wyciągając banknoty z tylnej kieszeni, po czym rzucił je na ladę. Było to coś na miarę napiwka? Co za tupet. Anyways, she had no fucking idea what was going on. Jedyne, co poczuła, to dłoń Alexa coraz mocniej zaciskającą się na jej palcach. Uniosła spojrzenie, żeby spojrzeć na swojego chłopaka iiii… no ten no...

Teraz miała się dziać wola nieba.

ᴊᴇᴀʟᴏᴜꜱʏ ʟᴏᴏᴋꜱ ᴋɪɴᴅᴀ ɢᴏᴏᴅ ᴏɴ ʏᴏᴜ, ᴍʏ ʟᴏᴠᴇ
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor


r o l l e r c o a s t e r


był odpowiednim słowem do opisania nie tylko tego, co działo się teraz między nimi, ale też tego, co działo się w głowie Alexa. Z jednej strony czuł niewyobrażalne szczęście, gdy budził się obok August i kradł jej pierwsze, nieprzytomne buziaki. Z drugiej… gdzieś głęboko w środku wciąż uważał, że na nią po prostu nie zasługiwał. Był prostym facetem po przejściach, nie miał jakiejś ambitnej pracy… za to miał skłonności do robienia wokół siebie rabanu i zamieszania. A Pan Jebany Artysta Malarz Akrobata z laptopem i szkicownikiem??? Kurwa, on to pasował do wizji kogoś, z kim Winters powinna pić drogie espresso, rozmawiać o kwiatach i jeździć na wystawy do galerii sztuki, bo jakiś chiński artysta namalował słoneczniki. Jezu Maryja, ależ on był zazdrosny, normalnie zazdrość paliła go w przełyku jak najgorsza na świecie wóda, ale… starał się. Naprawdę, kurwa, starał się grać dobrą minę do złej gry, zwłaszcza gdy August skończyła przygotowywać kawę dla kolejnego klienta i zaproponowała mu wspólne wyjście do kina.


To chyba znaczyło, że jednak był dla niej ważny?


Miał taką nadzieję. - Pójdziemy - przytaknął z lekkim uśmiechem na ustach, po czym mrugnął do niej jednym okiem i pogładził ją czule po dłoni. Nie odrywał od niej wzroku, bo był zakochany w niej od stóp do głów i lubił na nią patrzeć, bo dla niej mógłby zrobić wszystko, dla niej mógłby wszystko zmienić i najchętniej zamknąłby ją w złotej klatce, cytując klasyka. Zaraz jednak objął ją mocniej ramieniem i przyciągnął bliżej do swojego boku, bo Pan Jebany Artysta postanowił wstać i do nich podejść. Jezu, gdyby spojrzenie mogło zabijać, Alex już dawno zmieniłby paskudny uśmieszek tego typa w popiół, nie? Bo by spłonął, heloooooł. A tak to Hall jedynie zacisnął szczękę, gdy z ust mężczyzny padło imię Dustie, bo co mógł zrobić innego? No dobra, jeszcze wcisnął wolną dłoń głęboko w kieszeń dresów i zacisnął palce w pięść, żeby nie strzelić w ten durny, artystyczny pysk bez ostrzeżenia. No ale chwilę później ten Cwel nazwał go marginesem społecznym i Alex aż zesztywniał - był w wielkim szoku, że ten Jebaniec zwrócił się do niego w ten sposób (I TO PRZY WINTERS!). Cholera... Zamarł, bo już nieraz był tak nazywany. Zamarł, bo nieznajomy rozgościł się w kawiarni jego dziewczyny, rysował ją bez pytania, traktował z góry. No i przede wszystkim zamarł, bo gdy Alex po prostu kulturalnie i uprzejmie przywitał swoją kobietę - typ nazwał go marginesem społecznym.


Good luck, motherfucker.


Nagle ocknął się z letargu. - Ja ci, kurwa, dam margines społeczny - mruknął, nawet nie słuchając reszty tego protekcjonalnego pierdolenia. Ruszył do przodu, gdy tylko typ skończył gadać. Zanim Pan Jebany Artysta zdążył chociażby mrugnąć albo zanieczyścić powietrze kolejnym elokwentnym zdaniem, Alex dopadł do niego, chwycił go za koszulę i pchnął go w stronę wyjścia. - Chciałeś wiedzieć, gdzie są drzwi, to proszę bardzo, wypierdalaj - warknął Hall, bo to o drzwiach akurat usłyszał, no i wypchnął zszokowanego kolesia na zewnątrz, a Artysta Jebany poleciał na chodnik jak worek ziemniaków. O, i po drodze zgubił jeszcze swój skórzany piórniczek, haha, debil. Swoją drogą, ten nieszczęsny piórniczek na chodniku przypomniał Alexowi o nieszczęsnym laptopie i nieszczęsnym szkicowniku, które zostały na stoliku w środku; szybciutko się po nie zawrócił, zgarnął je z blatu i bezceremonialnie wcisnął to wszystko w łapy Pana Artysty Jebanego tak mocno, że typ prawie się przewrócił. A potem wrócił do wnętrza kawiarni jeszcze raz tylko po to, żeby zgarnąć banknoty tego typa z lady i cisnąć nimi prosto w klatkę piersiową mężczyzny. - I zabieraj tę forsę, przyda ci się na dentystę, jeśli znowu cię tu zobaczę - rzucił chłodno na odchodne, posyłając mu spojrzenie pełne pogardy.

No i gdy przedstawienie już się skończyło, Alex wycofał się do środka i zamknął za sobą drzwi na klucz, żeby typ przypadkiem nie spróbował wślizgnąć się z powrotem, bo tym razem nie trzymałby rączek przy sobie. No i… uśmiechnął się z zadowoleniem, ale uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy tylko odwrócił się i napotkał wlepione w niego spojrzenia klientów i… wzrok Dustie. Fuck. Fuck, fuck, fuck. Poprawił na sobie bluzę, wsłuchał się w grobową ciszę i… kurczę, cała jego pewność siebie wyparowała jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. FUCK! Zjebał, co nie? August była nim rozczarowana i właśnie uświadomiła sobie, że ten margines to jednak nie był żart, tylko brutalna prawda? Cholera, Winters nieraz była świadkiem jego scen zazdrości w przeszłości, ale… nigdy nie chodziło o nią w ten specyficzny, zaborczy sposób. Co innego, gdy kazał jakiemuś typowi się odpierdolić, bo męczył jego przyjaciółkę... Ale kurwa, teraz była jego dziewczyną! Sama myśl o tym, że ktoś inny mógłby jej dotknąć albo spojrzeć na nią z pożądaniem… no, wkurwiało go to w chuj. - Przepraszam na chwilę - bąknął pod nosem, po czym zasalutował i zanim Dust zdążyła chociaż otworzyć usta, odwrócił się na pięcie i udał się na zaplecze. Prosto do chłodni. Musiał ochłonąć.

Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, zgarnął z półki pierwszą z brzegu paczkę mrożonych owoców i przyłożył sobie do gorącego karku. Ech, wiedział, że zjebał. Kurwa, zjebał po całości. Po czymś takim August na pewno się przestraszy i powie, że nie chce już z nim być. W końcu wypierdolił typa z jej kawiarni na zewnątrz… Pewnie pomyślała, że Alex był jakimś nieokrzesanym jaskiniowcem, z którym nie można było wyjść do ludzi, a potem doszła do wniosku, że cały ten pomysł, żeby być razem… był błędem? On chyba by tego, kurwa, nie przeżył. - O ja ciebie pierdolę, chuju bananowy, jebańcu kokosowy… - mruknął Alex pod nosem i przymknął oczy. Spróbował wziąć trzy głębokie wdechy, tak jak zawsze uczyła go August. Od podstawówki miał tak robić w momentach, gdy tracił kontakt z rzeczywistością - no a teraz tracił w chuj.

Przy pierwszym wdechu Alex wciągnął do płuc lodowate powietrze. Przy drugim oparł dłonie na kolanach. Przy trzecim zachłysnął się i… zaczął się krztusić, lol? Umrze tu. Na bank. Na sto procent. Stał więc z tą paczką mrożonych wiśni przyłożoną do karku, a wolną dłonią oparł się o metalowy regał i zaczął kaszleć jak pojebany.

Chujowy ten dzień był ogółem.

You're so fuckin' special
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
even in the afterlife, its only you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

we're the saints of degeneration
we don't owe anyone an explanation


margines
społeczny

Nie no, wcięło ją. Wbiło w ziemię do takiego stopnia, że mogłaby przysiąc, że poczuła jakieś wyimaginowane pnącza wyłaniające się z desek podłogi, które zaledwie rok temu razem z Alexem wymieniali, kiedy jeszcze byli tylko i wyłącznie przyjaciółmi. No i czuła, jak te wyimaginowane pnącza zaciskają się wokół jej stóp i oplatają nogi tak mocno, jakby chciały wrosnąć razem z nią w podłogę. Nie potrafiła się ruszyć, a z każdą kolejną sekundą miała wrażenie, że wspinają się coraz wyżej, aż w końcu zaciskają się również gdzieś na jej gardle i odbierają jej głos. Tak jak zazwyczaj mówiła wszystko, co myślała, tak teraz po prostu zabrakło jej słów.

Spojrzała tylko na swojego chłopaka, zdając sobie sprawę, że on tego tekstu temu dupkowi nie podaruje. Przez tak wiele lat, jeszcze za dzieciaka, sam był nazywany podobnymi słowami przez innych, bardziej privileged ludzi. Stare, podarte ciuchy, siniaki, rany na ciele, czasami nawet omijanie posiłków w weekendy, jeżeli akurat nie odwiedzał domu Wintersów, bo jego matka leżała nieprzytomna w ich wtedy domu. Wiedziała, że te słowa, chociaż były tylko słowami, uderzyły w tę część Halla, która wciąż była tym chłopcem walczącym kiedyś o przetrwanie. Tylko że wtedy ten mały chłopiec nie miał aż tyle siły co dorosły mężczyzna, który teraz tak mocno zaciskał jej dłoń. I szczerze? Nie miałaby nic przeciwko, gdyby pokazał temu dupkowi, że tak się do ludzi nie odzywa.

Poczuła, jak puszcza jej dłoń, a te wyimaginowane pnącza dalej zaciskały się wokół jej nóg, chociaż próbowała ruszyć za Alexem, kiedy ten gwałtownie ruszył w stronę idioty, na którego twarzy cwaniacki uśmieszek w ułamku sekundy zamienił się w czyste przerażenie. - Nie dotykaj! To Gucci!! - wydarł się mężczyzna na Alexa, a chwilę później z hukiem wyleciał na zewnątrz. W międzyczasie ludzie zaczęli podnosić się z miejsc, a August rozglądała się po kawiarni z niewinnym uśmiechem, dopóki nie zauważyła telefonów.

O nie.
Nagrywali.
Hollyyyyy fuuuckkkk.

Winters automatycznie spanikowała, mając nadzieję, że Alex tego nie zauważy, a co najważniejsze, że tamten facet nie wykorzysta nagrania, żeby jeszcze próbować go pozwać. Boże. Może ją skancelują? W końcu udało jej się wyjść zza lady, żeby spróbować go uspokoić i powiedzieć, że wszystko było już okej, że idiota był na zewnątrz, ale po twarzy Alexa widziała, że był cholernie zdeterminowany. Dosłownie wyglądał, jakby właśnie wykonywał jakąś misję. Przyglądała się, jak cofa się jeszcze po śmieci frajera, zgarnia również banknoty, którymi tamten rzucił, po czym wychodzi na zewnątrz i wbija mu wszystko z powrotem w ręce. - Lol, jeszcze nas zamyka. Myślisz, że nam też się oberwie? - parsknął jeden z nastolatków nagrywających całe zajście. August tylko stała tam i patrzyła, jak jej chłopak odwraca się w jej stronę i kompletnie zamiera. Nie zdążyła nawet nic powiedzieć ani zareagować, bo zrobiło się jakoś cholernie niezręcznie z tymi wszystkimi ludźmi wpatrującymi się w nich, a Alex po prostu odwrócił się i zniknął gdzieś na tyłach kawiarni.

Kurwa.
Mać.
Co zrobić?

Rozejrzała się po klientach, których telefony teraz oczywiście skierowane były prosto na nią. Podrapała się po głowie i parsknęła nerwowym śmiechem. - Umm... - Cholera. Zatkało ją. - Powie coś pani na temat tego nagłego wybuchu złości? - zapytała jedna z dziewczyn, która nadal nagrywała. - Ja? Pani? - wskazała na siebie, marszcząc brwi. Wiedziała, że musi coś powiedzieć bo nie pozwoli nikomu uskuteczniać takie insynuacje!! - Nazywam się August Winters i to jest moja kawiarnio-kwiaciarnia Seasons. Przed chwilą państwo doświadczyli, jak mój chłopak pozbył się mężczyzny, który był nachalny i zachowywał się jak ostatni buc. Nie wiem jak wy, ale ja czuję się w naszej okolicy trochę bezpieczniej, wiedząc, że są jeszcze na tym świecie mężczyźni, którzy dbają o bezpieczeństwo kobiet. - Wzruszyła ramieniem i podeszła do drzwi, odkluczając je. Usłyszała tylko jakieś szepty, śmiechy, heheszki i pogaduszki między ludźmi. - ekhmm - odkaszlnęła. - A poza tym mój chłopak nazywa się Alexander Hall i jest trenerem boksu w Kingsway Boxing Club! - Odpowiedziała to nagle z takim podekscytowaniem, dosłownie doznając jakiegoś objawienia. Podeszła do tablicy kredowej i zaczęła szybko ścierać gąbką menu. - Od jutra, jeżeli użyjecie hasła margines społeczny, dostaniecie kawę i ciastko za darmo pod warunkiem, że pokażecie mi potwierdzenie zajęć z trenerem Hallem... wy tam w internecie też!! - Zaczęła szybko pisać na tablicy wszystko, co tylko wpadało jej do głowy. - Jutro będzie więcej pozycji, aleeee! Jeżeli chcecie wiedzieć, jak obronić się przed takimi idiotami, albo wy, chłopacy, chcecie wiedzieć, jak obronić swoje ukochane, to szybko się zapisujcie, bo jest bardzo zajęty!! - Uśmiechnęła się szeroko i pokiwała do telefonów. - A teraz możecie dokończyć swoje zamówienia, bo dzisiaj zamykamy wcześniej. Dziękuję!

I tyle ją widzieli.

Pobiegła na tył sprawdzić, czy Alex był w jej małym gabineciku. Nie. Na zewnątrz? Też nie. Spiżarnia? Nope. Dobra. Chłodnia. Weszła tam powoli i od razu zauważyła Alexa opierającego się jedną dłonią o regał. Schyliła się pod jego ramieniem i wcisnęła pomiędzy niego a półki tak, żeby móc spojrzeć na jego skierowaną w dół twarz. - Cześć - uśmiechnęła się nieśmiało, obejmując go w pasie. - Wszystko jest pod kontrolą, kochanie. - Mruknęła to pod nosem i dopiero sekundę później poczuła, jak ciepło wpełza jej na policzki, bo przecież pierwszy raz zwróciła się do niego w taki sposób. - Dziękuję za pomoc. Jak rzucił tymi pieniędzmi, to poczułam się jak jakaś striptizerka - zmarszczyła brwi, ale po chwili parsknęła śmiechem. - Chociaż dla ciebie mogłabym spróbować. - Starała się jakoś rozładować napięcie, więc wysunęła dłoń i pogładziła go po policzku. - Nic się nie stało. To znaczy stało i możesz być na mnie trochę zły za to, co zrobiłam później, bo trochę pojechałam po bandzie, ale też może to nie zadziała, więc nie wiem, czy będziesz zły, ale jeżeli zadziała, to możliwe, że będę musiała spędzać więcej czasu w pracy i będziemy mieli mniej czasu dla siebie i ja nie wiem przepraszam, naprawdę nie chciałam, ale nie wiedziałam co zrobić i się zestresowałam, nie przstaniesz mnie za to kochać co nie? Bo gdybyś przestał to nie wiem, jesteśmy za mało razem i dopiero jesteś moim chłopakiem, a jeszcze masz być mężem i nie możesz ze mną zerwać bo jak zerwiesz ze mną to nie wiem co zrobię chyba nie dam rady, no i ten no i ahhhhhhh... - Zaczynała gadać w kółko i dosłownie majaczyć, może przez to zimne powietrze, ale wtedy w kieszeni Alexa rozległa się wibracja. Jedna. Druga. Trzecia. Czwarta.... codojasnejpetronelkiisgoingon?!?! Telefon brzmiał, jakby zaraz miał eksplodować.

Zacisnęła mocno swoje usta. - Umm... dobra. Chyba jednak będziesz zły. - westchnęła głośno i spojrzała na niego z miną szczeniaczka, który wiedział, że no przejebał - Podałam twoje imię i nazwisko, powiedziałam, gdzie pracujesz i zaproponowałam darmowe ciastko i kawę każdemu, kto zapisze się do ciebie na zajęcia, żeby nauczyć się boksować i bronić... - Uśmiechnęła się głupkowato, chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą na zewnątrz. Zaprowadziła go do lady, a w kawiarni na szczęście siedziały już może dwie osoby na krzyż i żadna z nich nie trzymała telefonu skierowanego w ich stronę. Doprowadziła Alexa prosto pod tablicę kredową, puściła jego dłoń i podrapała się po głowie, patrząc na niego trochę przerażona i zażenowana faktem, że zrobiła błąd ortograficzny w słowie coffee, ale już tam whatever, działała na wariackich papierach, okej?!?!? - Gniewasz się?

fuck elitists, we don't need this
we're the elite of just alright


i know its tragic but not as much as the idea of losing you
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”