ODPOWIEDZ
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

15
Staying organized is so hard


Urodziny Alexa — jak słusznie zostało zauważone na grupie, urodziny nie mogły odbyć się bez domówki, bo celebrować je zawsze należało. Udostępnienie mieszkania przez Erica rozwiązało problem z miejscówką, Jamie natomiast zaoferowała pomoc w zrobieniu tortu, a Shereen… Zamierzała zająć się organizacją. Miała już totalnie ułożony plan, w którym zawarła również dokładne sprzątanie domu, bo choć nie uważała, by ktokolwiek zwrócił uwagę na niewielką ilość kurzu, tak musiała to ogarnąć — i zaangażować Stonesa. Winfield, jako, że wszędzie było jej pełno, uznała, że wpadnie do Jamie na przygotowywanie tortu. Po pierwsze, pod okiem doświadczonej przyjaciółki będzie mogła nauczyć się czegoś nowego. Umiała piec jakieś podstawowe ciasta, ale z tortem nie miała okazji się zmierzyć. Po drugie, będą mogły spędzić wspólnie czas i ponadrabiać zaległości z życia, po trzecie, po prostu stęskniła się za Jamie. Chwilę po tym, jak zaproponowała, że wpadnie do Park, wymieniły kilka (albo kilkadziesiąt) wiadomości, dogadując między innymi godzinę spotkania i inne rzeczy. Shereen miała za sobą ogólnie czas pełen wrażeń. Od momentu pobytu w hotelu z kuzynką, Shereen zaczęła bardziej improwizować. Spontaniczną decyzją podjętą przez zupełny przypadek i kilka wiadomości, była przeprowadzka Erica, jeszcze wcześniej przygarnięcie kolejnego kota. Jak na razie niczego nie żałowała i miała nadzieję, że tak zostanie. Do kupowania składników na tort nie była zbyt wyrywcza — nie wiedziała, co kupić i obawiała się, że nawet jeśli dostałaby listę zakupów do ręki z wypisanymi szczegółowo rzeczami, mogłaby wziąć coś zupełnie innego. Podstawowe pojęcia owszem, znała, ale wolała uniknąć pomyłki.
Zanim wyszła z domu, sprawdziła jeszcze prognozę, żeby odpowiednio dopasować ubranie. Na zewnątrz świeciło słońce, zawiewał lekki wiatr — termometr wskazywał dwadzieścia pięć stopni, czyli temperaturę idealną na założenie dłuższych spodni i zarzuceniu bluzy na luźny t-shirt. Nie nakładała makijażu, wychodząc z założenia, że przecież nie musiała zawsze tego robić, a poza tym zmarnowałaby tylko czas; udało jej się go wykorzystać na dojazd do mieszkania Jamie. Zaparkowała swoją corolle w miejscu do tego przeznaczonym, licząc na to, że nie dostanie mandatu, bo okaże się, że wcale nie jest aż takim dobrym kierowcą, jak zakładała. Zapukała do drzwi mieszkania Jamie, choć z początku, odruchowo chciała po prostu otworzyć drzwi. Zerkając na klamkę, uznała, że zachowa się kulturalnie i poczeka grzecznie na przyjaciółkę. Dopiero gdy zobaczyła w progu Jamie, przytuliła ją mocno na powitanie.
— Jak do ciebie wchodzę, to zawsze pachnie jak w cukierni. Chyba już przesiąkłaś tym zapachem — rzuciła luźno. Uwielbiała zapach domowych wypieków. U niej w domu pachniało głównie praniem i jakimiś zapachami patyczkowymi, perfumami i mieszanką kilku różnych aromatów. W zależności od tego, czego akurat używała — wiadomo. — To ile tematów mamy dzisiaj do omówienia? — zapytała, nawiązując oczywiście do tych innych tematów, niż urodziny Alexa. Była ciekawa, co działo się w życiu Jamie; wakacyjny romans Park był z jedną tych rzeczy, które naprawdę ją ciekawiły. Podobnie jak inne szczegóły z jej życia.

Jamie
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
That's when you know you've found somebody special.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Drzwi do mieszkanka Jamie były tuż obok drzwi wejściowych do cukierni. Chwilkę trzeba było zaczekać, zanim Reen usłyszała kroki na schodach. Dobrze, że były umówione, bo inaczej Jamie siedziałaby w kawiarni, pewnie nawet mając wolne, bo zawsze mogła coś pomóc albo czegoś dopilnować. Na szczęście odkąd Clem z nią pracowała i nic nie spłonęło przy okazji wakacji, Jamie coraz bardziej ufała jej na tyle, że mogła zostawić lokal pod opieką nowej przyjaciółki.
Tym razem jednak kroki na schodach nie były lekkie i pospieszne, przypominające trochę taniec, jak zwykle to wyglądało. Były spokojne i na tyle ciche, że gdyby nie skrzypnięcie dawno zapomnianej deski, która wołała o czyjeś silne, męskie ręce, by ją naprawić, Reen pewnie nie usłyszałaby schodzącej cukierniczki.
Drzwi się otworzyły i przywitał ją uśmiech oraz nieco podpuchnięte oczy Jamie. Uśmiech inny niż zwykle. Niby ciepły i szczęśliwy, że widzi przyjaciółkę, ale nie tak radosny jak zazwyczaj.
- Mieszkam nad cukiernią, a wentylacja od zawsze była tutaj słaba... - powiedziała, podciągając ramiona pod same uszy, a potem przytulając Reen, kiedy już weszły po wąskich schodach na górę.
Ubrana była w o wiele za dużą męską bluzę z kapturem. Miała na sobie legginsy i była boso. Ale stopy nie pyszniły się kolorem lakieru, jak zwykle bywało w przypadku Jamie. Dłonie też nie były pomalowane. Podobnie cukierniowy zapach... Unosił się w powietrzu, ale nie od niej. Reen chyba nigdy nie widziała Jamie, która nie użyłaby perfum. Ta zawsze traktowała je jak element ubioru.
- No przede wszystkim, co lubi Alex. - zaczęła, podchodząc do aneksu kuchennego, żeby przygotować ulubioną kawę dla Sher. - Owoce? Żelkowe robaki? Myślałam o biszkopcie przekładanym kremem maślanym z owocami. Ale nie wiem, czy to nie za bardzo dziewczyńskie? Weselne?
Posłała blady uśmiech przyjaciółce, zawieszając pytanie w powietrzu.
- Może jagody? - zaproponowała. - Chciałabym, żeby miał frajdę z tego tortu.

sis<3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wystarczyło jedno spojrzenie na przyjaciółkę, kiedy ta otworzyła drzwi. Podpuchnięte oczy, blady uśmiech i ta zdecydowanie zbyt duża bluza, w której Jamie wyglądała, jakby najchętniej w ogóle nie wychodziła spod koca. Były też inne rzeczy. Brak lakieru na paznokciach, brak perfum, których Jamie używała przecież nawet wtedy, kiedy nigdzie nie wychodziła. Shereen znała ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że takie drobiazgi miały znaczenie. Nie powiedziała jednak nic, kiedy weszła do środka. Zamiast tego przytuliła ją mocniej, a później pozwoliła poprowadzić się na górę. Nie chciała zaczynać od pytania, co się stało. W kuchni zajęła się przygotowaniem miejsca do pracy. Wyciągnęła miskę, potrzebne przybory i zaczęła układać składniki na blacie, słuchając tego, co Jamie mówiła o torcie.
Kiedy padła propozycja jagód, Shereen tylko skinęła głową.
— Jagody będą dobre, możemy włożyć je do środka? — sięgnęła po pudełko z owocami i postawiła je obok pozostałych składników. Nie miała potrzeby poprawiać Jamie ani przekonywać jej do konkretnego pomysłu. Biszkopt, krem i owoce brzmiały jak coś, co Alex powinien polubić, a resztę mogły ustalić w trakcie. Przynajmniej miała taką nadzieję, bo oczywiście nie zapytała przed wyjściem Erica, co takiego mógł lubić Alex, a czego lepiej byłoby uniknąć.
— W sumie to nie brzmi ani trochę weselnie. Te żelki robaki są kuszącą opcją, ale widzisz je w zestawieniu z jagodami, nie byłoby za słodko? — zastanowiła się na głos. Nie znała się na cukiernictwie, w tej dziedzinie to Jamie była specjalistką — a Shereen mogła się od niej uczyć, bo Park była najlepsza w swoim fachu. — Czemu jesteś taka przygaszona? — zainteresowała się, zerkając ze szczerym zmartwieniem w stronę przyjaciółki. Nie przypominała tej radosnej wersji siebie, którą Winfield widywała na ogół. Słoneczko zniknęło z niebo, przysłonięte przez szare, deszczowe chmurki i szczerze powiedziawszy, Shereen czuła się nieco dziwnie, gdy patrzyła na Jamie w tym wydaniu. W końcu to jej przyjaciółka była promyczkiem, prawda? I kochała ją za ten niegasnący optymizm.
Aż do dzisiaj.
Teraz wyglądała na przytłoczoną. Winfield nie musiała poruszać tego tematu, ale czuła się zobowiązana do zrobienia tego. Martwiła się o nią, co było naturalne. Z tą samą troską zerknęłaby również na swojego chłopaka, gdyby wrócił przytłoczony do domu, co już samo w sobie mówiło, że przyjaźń z Jamie traktowała bardzo poważnie. A jak wiadomo, dużo prościej rozmawiało się o dolegliwościach, gdy rączki były zajęte, więc mogły o tym podyskutować, podczas szykowania ciasta.

Jamie <3
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
That's when you know you've found somebody special.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Widać było, jak bardzo Jamie próbowała się skupić na samych wypiekach, ale jej myśli krążyły gdzieś dalej. Odpowiadała z lekkim opóźnieniem i bardziej blado niż zwykle.
- Nie no, jak idziemy w owoce i ciężki krem, to żelki odpadają. Przydałoby się też coś kwaśnego do przełamania i chrupka. - rzucała pomysłami bardziej odruchowo niż ze swojej zwykłej pasji, ot, lata doświadczenia w temacie. - Jagody są słodkie, ale bywają kwaskowate... Może dodać borówkę albo kiwi? Hmmm...
I nagle temat połączenia kremu maślanego, jagód i kiwi wydawał się być najważniejszy na świecie. High all the time, to keep you from my mind...
- Tak, tylko kiwi trzeba dodać na wierzch przed samym podaniem, żeby nie puściło za dużo soku... - uśmiechnęła się do Shereen, przyjmując jej zgodę.
W końcu kto znał się lepiej na weselnych akcentach, jeśli nie ona. Zabawne, że większość przyjaźni Jamie zaczynała się od pracy. Tak było przecież z Reen, kiedy zaczęły pracować razem nad przyjęciami w sali bankietowej, którą jej przyjaciółka przejęła. Ale z drugiej strony, czego można się spodziewać po dziewczynie, której życie do niedawna było totalnie podporządkowane pracy. I chłopakom, których źle wybierała. Najgorsze było jednak to, że jednego wybrała dobrze... Tylko ich światy się ze sobą nie skleiły.
- Rozstaliśmy się z Hugo... Niby wiedziałam, że to tylko wakacyjna przygoda, ale mimo wszystko. - wzruszyła ramionami, smutniejąc jeszcze bardziej.
W jednym z policzków Jamie pojawił się dołeczek, kiedy próbowała wymusić na sobie uśmiech, ale szklące się oczy zabiły efekt. Westchnęła, próbując odzyskać kontrolę nad własnymi emocjami, zamrugała kilka razy powiekami i odwróciła twarz, żeby Reen nie musiała się jej przyglądać w takim stanie.
- No dobra, a Gabi? Ona nie może truskawek, prawda? I chyba niczego, co byłoby prawdziwą frajdą... - westchnęła ponownie, wracając spojrzeniem na przyjaciółkę. - Swoją drogą: ciąża - wow!
Zrobiła przy tym wielkie oczy, pełne niedowierzania. Niby wiedziała, skąd się biorą dzieci i to, że Gabi była raczej wyzwolona, ale mimo wszystko nie spodziewała się wpadki. I to z Noe... Czy jak mu tam było?
Moja Reen
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przytłoczona Jamie — rzadki widok. Park zawsze błyszczała i była słonecznym, letnim promyczkiem otulającym przyjemnie ramiona. Teraz była pochmurna, markotna — trochę jak wczesna jesień. Nie chciała od razu poruszać tych trudnych tematów, pozwalając Jamie po prostu wybrać moment na nakierowanie tematu w tę nieprzyjemną stronę. Nawet jeśli miały rozmawiać przez godzinę o torcie, Winfield nie widziała ku temu przeciwwskazań. W pewnym momencie Jamie i tak rozwinęłaby temat; z reguły tak to działo. Od słowa do słowa…
— Kiwi ma specyficzny smak. Wydaje mi się, że w połączeniu z jagodami będą tworzyć ciekawą kompozycję. Ale bardziej w formie dodatku niż głównego owocu, prawda? Ogólnie jakoś pasuje mi do tego chrupka z białej czekolady. Wydaje mi się, że kolorystycznie też by się zgrywało, bo byłby kontrast z ciemnymi jagodami i zielonym kiwi… — wizualnie ładnie jej się to zgrywało. Nic dziwnego, zakres obowiązków Shereen w dużej mierze opierał się na wizualizacji. Mogła wyobrazić sobie te białą podstawę pod owoce. Ciemna czekolada wydawała jej się… Zbyt ciemna. Jagody prędzej wtopiłyby się w tło i efekt nie byłby taki wow. Shereen najtrwalsze relacje zaczęła nawiązywać gdzieś na przełomie rozpoczęcia studiów i podjęcia się pracy w sali weselnej. Jeśli miałaby pomyśleć o tych relacjach, które rozpoczęły się w czasach szkolnych, z przykrością doszłaby do wniosku, że praktycznie nikogo z tamtych czasów już przy sobie nie miała. Z Audrey od zawsze były blisko, ze względu na pokrewieństwo. Eric był wyjątkiem od reguły — poznali się, gdy miała sześć lat.
— Co mam teraz zrobić? — zapytała, mając na myśli tort. Chciała pomóc, ale nie bardzo wiedziała, za co powinna się wziąć, skoro w zasadzie składniki leżały w łatwo dostępnym miejscu. Potrzebowała wskazówek od Jamie — cukiernictwo to był jej konik, Winfield mogła robić co najwyżej za pomoc kuchenną. Po usłyszeniu wyznania przyjaciółki zerknęła na nią kątem oka, starając się wyłapać przemykające przez jej uroczą buzię emocje. Sam fakt, że wypowiadając te słowa, odwróciła głowę, dla Shereen był znakiem, że czuła się zawstydzona swoją reakcją. Autentycznie zrobiło jej się przykro.
— Ale mimo wszystko zdążyłaś poczuć do niego coś więcej… — co było rzeczą naturalną. Jamie była wrażliwa, bardzo uczuciowa i Shereen nie potrafiła zrozumieć, co było nie tak z tymi facetami. Naprawdę większość szukała kogoś na chwilę i najlepiej na tyle łatwego, żeby zaprosić do łóżka i za chwilę z niego wyprosić? Przesunęła spojrzeniem po jej twarzy, zatrzymując je na wilgotnych od łez oczach — każdemu zdarzał się kryzys, prawda? Uważała, że Jamie nie powinna się wstydzić swoich uczuć ani emocji. Przecież nie musiała udawać całej, gdy wewnątrz się kruszyła. Patrząc na Jamie, Shereen widziała siebie sprzed kilku miesięcy. Nie chciała być oglądana w gorszym stanie.
W pierwszym odruchu po prostu ją przytuliła.
— Daj spokój, Jamie. Nie musisz przecież przede mną udawać. Nawet jeśli wiedziałaś, że to tylko wakacyjna przygoda, możesz czuć się teraz zraniona — i to było całkowicie w porządku. Ludzie mieli emocje, przecież byli stworzeni do tego, by czuć. Tylko niektórzy byli bardziej podatni na emocje, a inni mniej.
Kwestia Gabrieli, truskawek i ciąży zeszły na drugi plan, lecz Jamie zmieniając temat, sprawnie przywołała sytuację rudowłosej na podium. Miała alergię na truskawki, a alkoholu pić nie mogła, bo przecież musiała być odpowiedzialna za to dziecko, które nosiła pod sercem. Nawet jeśli było dopiero zalążkiem i w sumie nie przypominało dziecka. — Chyba wypadałoby zorganizować jakieś ciasto dla niej albo drugi tort, taki nienasączony alkoholem i bez truskawek — zastanowiła się nad tym głęboko. Dla niej ta ciąża też była… Zaskoczeniem. Nie, nie tylko zaskoczeniem. Przeszkodą. Bo przecież czy to nie tak, że teraz Gabriela będzie musiała podporządkować swoje życie dziecku?
— Jestem zaskoczona. Znaczy, nie wiem, jak to powiedzieć. Skoro się uprawia seks, to trzeba mieć z tyłu głowy możliwość wpadki, ale… Teraz będzie musiała całkowicie zmienić swój styl życia. A ciężko jest pozbyć się swoich przyzwyczajeń na rzecz drugiej osoby… — Shereen odnośnie ciąży miała mieszane uczucia. Była zbyt skupiona na sobie, by widzieć w niedalekiej przyszłości dzieci w swoim życiu. Winfield po prostu lubiła mieć wszystko zaplanowane i nie przewidywała zmian w ustalonym przez siebie harmonogramie.


Jamie <3
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
That's when you know you've found somebody special.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

I tak dobrze, że nie widziała jej na chwilę po rozstaniu. Wtedy dopiero była rozbita. Przespała nawet cały dzień. Odesłana przez Clementine do swojego mieszkanka, nie znalazła siły nawet na to, żeby zajrzeć i sprawdzić, czy wszystko gra. Wstyd i tyle...
Wymusiła na sobie kolejny uśmiech i zaczęła wydawać ciepłym głosem polecenia. Cukiernictwo było trochę jak chemia, generalnie gotowanie takie było, ale tutaj nie powinno się robić nic na oko. Chyba że świadomie eksperymentujemy. Proporcje były ważne...
- Hmmm... A może bez kiwi, tylko na górze zrobić polewę i jakiś śmieszny obrazek? Teraz modne są te doodle cakes. Wiesz, takie głupkowate rysunki? - zapytała, szukając potwierdzenia dla swojego pomysłu, a zaraz potem przyszedł jej do głowy jeszcze jeden pomysł, znacznie głupszy. - Mogłabym też wyciąć środek i wepchnąć tam trolla striptizerkę... Albo Barbie. Ucieszyłby się?
To brzmiało jak całkiem fajny żart.
Chwilę potem łyżki, miski i miksery furkotały w trakcie przygotowywania ciasta na biszkopt.
- Moja babcia miała taki przepis: tyle mąki, ile jajek, jedno jajo mniej cukru. - spojrzała z błyskiem w oczach na Reen, ciekawa, czy ta rozszyfruje łamigłówkę.
Błyskiem, który dzisiaj był taką rzadkością.
Ale mimo wszystko zdążyłaś poczuć do niego coś więcej…
Pokiwała smutno głową.
- Wiedziałam, że jak pójdziemy do łóżka, to trudniej będzie się rozstać... - przewróciła oczami na swoją własną głupotę. - Za mocno się przywiązuję do facetów. Jakbym była jakąś desperatką! Krzyczę o to, żeby wreszcie mnie ktoś wybrał...
I tak było... Przynajmniej tam na Bahamach. Hugo naprawdę ją widział, naprawdę ją wybrał. Naprawdę chciał z nią wtedy być. Ta historia była prawdziwa. Tylko czasem to, co prawdziwe, też się kończy. Chryste, ale to boli...
Spojrzała na palec, jakby przed chwilą zacięła się nożem przy krojeniu masła. Nie zacięła. Ale łatwiej byłoby, gdyby to właśnie dlatego zabolało.
Daj spokój, Jamie. Nie musisz przecież przede mną udawać. Nawet jeśli wiedziałaś, że to tylko wakacyjna przygoda, możesz czuć się teraz zraniona.
Nie, nie mogę! Mój świat nie może zależeć od tego, czy ktoś mnie kocha, czy nie! Czy jestem samotna, czy nie!
Jej dolna warga wypełniła się i zmarszczyła razem z brodą, która zaczęła drgać. Patrzyła na przyjaciółkę spod byczka, jakby była na nią naburmuszona o słowa, które przed momentem powiedziała. A tak naprawdę walczyła z kolejną falą żalu. I łzami.
Na szczęście Reen zmieniła temat. Jamie przełknęła gulę w gardle i skupiła się znowu na tortach.
- Tak, absolutnie! Zresztą już jej obiecałam. Bez truskawek i alkoholu. - pokiwała głową, przerywając zupełnie pracę, żeby podejść do lodówki i wyciągnąć z niej butelkę Choyi.
Podniosła ją w pytającym geście, a kiedy dostała przyzwolenie, zaczęła nalewać śliwkowego wina do kieliszków.
- Powiem Ci, że ja to jestem z niej dumna... Tylko nie wiem, czy mogę jej to powiedzieć. Prędzej spodziewałabym się, że będzie chciała usunąć dziecko, niż je urodzić. - sama przestraszyła się tego, jak oceniająco mogły zabrzmieć jej słowa, więc podniosła spłoszone spojrzenie na Sher. - Znaczy, wiesz, o co mi chodzi. Nie żebym myślała... O rety, chyba się zakręciłam.
Reen <3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez chwilę przyglądała się Jamie, próbując odgadnąć, ile tak naprawdę kryło się za jej słowami. Nie zamierzała dopytywać o Hugo, choć ciekawość podpowiadała jej, że za całą tą historią musiało kryć się coś więcej niż tylko wakacyjny romans, który dobiegł końca. Zresztą, czy nie na tym właśnie polegał problem? Czasami człowiek angażował się w coś, co miało być zupełnie niewinne, a później zostawał z uczuciami, których wcale nie planował. Sama Shereen nie była najlepsza w udzielaniu rad. Zazwyczaj wolała słuchać, pozwalając innym mówić tyle, ile potrzebowali, zamiast próbować na siłę znaleźć rozwiązanie. Nie wszystko przecież dało się naprawić odpowiednio dobranym zdaniem, a niektóre sytuacje wymagały zwyczajnie czasu. I chyba właśnie tego Jamie potrzebowała teraz najbardziej.
— Wiesz, chyba nie ma nic złego w tym, że trochę cię to ruszyło — odezwała się w końcu, odkładając na blat kolejne owoce — Nawet jeśli od początku miało być tylko na chwilę, to przecież nie znaczy, że człowiek ma wyłączyć wszystkie uczucia. Chociaż z drugiej strony... — uśmiechnęła się nieco krzywo. — Może Hugo nie był aż tak wart tego całego zamieszania — nie chciała, żeby zabrzmiało to, jak próba umniejszenia temu, co Jamie przeżywała. Wręcz przeciwnie. Być może właśnie dlatego, że nie znała całej historii, nie miała prawa oceniać, jak wiele ta relacja dla niej znaczyła. Mogła jedynie mieć nadzieję, że z czasem przyjaciółka spojrzy na to wszystko z nieco większym dystansem.
Sięgnęła po miskę, w której przygotowane były owoce, i zaczęła ostrożnie układać je na blacie. Zdecydowanie łatwiej było jej skupić się na czymś konkretnym, kiedy rozmowa schodziła na trudniejsze tematy. Przygotowywanie tortu miało w sobie coś uspokajającego. Wszystko miało swoje miejsce, a kolejne czynności prowadziły do określonego efektu. W życiu nie zawsze było tak prosto. Sama wiadomość o ciąży Gabrieli była zaskakująca. Znaczy, skoro dorosłe osoby uprawiały seks, to były świadome tego, czym się to może skończyć, ale... Nie potrafiła wyobrazić sobie, jak wyglądało to z perspektywy dziewczyny, która musiała zmierzyć się z taką sytuacją. Zwłaszcza jeśli wszystko wydarzyło się zupełnie niespodziewanie.
— A co do ciąży... — westchnęła cicho, kręcąc głową. — Nie wiem, co bym zrobiła na jej miejscu. Chyba nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak można się czuć w takiej sytuacji. Zwłaszcza, że ojciec tego dziecka jest jakiś dziwny, z tego co się orientuje? Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze z tym dzieckiem i się urodzi. Bo to bywa różnie jednak.., — przyjaciel, huh. Z przyjaciółmi to bywało jednak różnie. Nie chciała jednak rozwodzić się nad tym dłużej. Nie dlatego, że temat był jej obojętny, ale dlatego, że nie chciała, aby ich spotkanie zamieniło się w niekończące się roztrząsanie cudzych problemów. Jamie miała już wystarczająco dużo powodów do zmartwień.
Zerknęła na przygotowywany tort, zastanawiając się, czy wszystko robiła tak, jak powinna. Chyba jeszcze nigdy nie poświęciła tyle uwagi zwykłemu deserowi, ale może właśnie tego potrzebowała. Czegoś, co pozwoliło jej na chwilę oderwać myśli od wszystkiego, co działo się wokół.
— Dobra, ale koniec tych smutnych tematów, bo jeszcze nam wyjdzie jakiś zakalec — zaśmiała się cicho, próbując rozładować atmosferę. — I nie wiem, jak ty, ale ja zdecydowanie nie mam ochoty jeść zakalca przez najbliższy tydzień — przesunęła miskę w stronę Jamie, dając jej możliwość włączenia się do przygotowywania tortu. Nie zamierzała jej poganiać ani oczekiwać, że nagle zacznie się uśmiechać.

Jamie <3
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”