Madox zawsze wierzył w Pilar, była najtwardszą babką, jaką on znał. Nie z takimi jak Pająk sobie radziła, ale dzisiaj była nietrzeźwa. A do tego nie wiadomo w jakim celu był tu sam Pająk, a może znowu miał ich nastraszyć? Może Luna go na nich nasłał? Na nią...
Dlatego Madox się zawahał.
Jego żona była dla niego priorytetem, była najważniejsza, ale kurwa... Aurelia schodziła mu na rękach. I może tym razem też odezwało się
jego dobre serce, w które on zupełnie nie wierzył? Wierzyła w nie za to zawsze Pilar.
A Madox znowu je pokazał ratując życie córki Luny, po adrenalinie ocknęła się od razu, skoczyła na niego, a on nawet nie zdążył zareagować, serce w piersi wciąż tłukło mu się w tym nienaturalnym rytmie, szybko, a potem wolniej. Rzeczywiście to czym handlowali w Shadow, to było jakieś gówno, Noriega wcale się nie dziwił, że gówniarzom się podobało, bo samo odczuwanie było wzmocnione, czuł na sobie gorąc bijący od Aurelii i każdy jej dotyk, ale kurwa czuł też jak obciążało to organizm. Wzmagało skrajne odczucia, z jednej strony spokój, z drugiej pobudzenie, czucie wszystkimi zmysłami. Pojebane.
-
Spoko Aura, już wszystko okej - rzucił, a kiedy Pilar i Kristi dopadły do samochodu, to zaraz zadzierał głowę, żeby na nią spojrzeć, na swoją żonę, sprawdzić, czy jej też nic nie było. Blondynka praktycznie ściągnęła z niego swoją przyjaciółkę, ściskając ją mocno i zawodząc jak bardzo się o nią bała, a Madox zebrał się z ziemi. Doskoczył do Pilar.
-
Wszy... - nawet nie zdołał jej zapytać, czy
wszystko jest okej, bo już szarpnęła go do siebie, a on zamknął ją w swoich ramionach, przytulił mocno do siebie, wplatając wytatuowane palce w ciemne kosmyki, głaszcząc ją po plecach. Wypuścił powietrze z płuc w jej głowę.
Sto rzeczy chciał jej powiedzieć, bo sto ich teraz kłębiło mu się w głowie. Przeprosić ją za to, że zostawił ją z Jakiem. I z Pająkiem. Zapytać, czy na pewno jest okej, bo przecież... no kurwa miała trochę powtórkę z rozrywki, z akcji z Daltonem. Może jeszcze chciał jej nawijać czego się dowiedział. Albo jak się o nią bał, i jak do tej pory serce zapierdala mu w piersi. Ale zapytał o Pająka, spojrzał w kierunku klubu, gdzie przed lokal wyszedł ten dzieciak, któremu Noriega kazał pytać Pająka o obciąganie, miał obitą mordę, a Madox schował się za Pilar. Ups...
No ale taki był Madox, tam gdzie się pojawiał siał chaos. To było jego środowisko, jego powietrze, przesiąknięte zamętem.
Dopiero gdy Pani Noriega podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć, to on też te ciemne, duże oczy wbił w jej twarz.
-
Rodrigo? - dopytał Madox, ale spodziewał się, że nie. Luna chciał wrobić Rodriego, Noriega nie wiedział jeszcze w co, ale była to kurewsko ważna informacja. Rodrigo był ważny, on był łącznikiem Luny z półświatkiem, był jego ambasadorem, a ten chciał go wypierdolić.
Madox zerknął w kierunku dziewczyn, kiedy Pilar na nie wskazała.
-
Podrzucimy je... - zaczął, ale jego żona już mówiła, że oni nie mogą tego zrobić. Miała rację. Tylko Madox w jednej chwili myślał trzeźwo, umiał zachować zimną krew, pokazać, że ma łeb na karku, a w drugiej już zupełnie abstrakcyjnie. Z tym swoim
jakoś to będzie. Tylko może już dzisiaj nie powinni ryzykować. I tak w ogólnym rozrachunku dowiedzieli się w chuj, uratowali dwa życia, bo senatora i Aurelii i nie stracili swoich. Byli na plus.
Kiedy Pilar zaproponowała, że zamówią im taksówkę, to Madox wystąpił do przodu, ale wciąż obejmował ramieniem swoją żonę.
-
Pojebało cię Kristin - powiedział to praktycznie równo z Pilar, czyli jednak mieli resztki instynktu samozachowawczego -
jak ty jesteś trzeźwa, to ja jestem kurwa DiCaprio - no jednak dużo mu brakowało do DiCaprio, Kristin aż nabrała w płuca powietrze, a Madox zrobil krok do przodu marszcząc brwi, jak srogi ojciec, z którym się nie dyskutuje. Pokręcił głową -
wsiadacie do taksy i jedziecie prosto do domu - jeszcze brakowało, żeby pogroził im palcem, ale tego nie zrobił. Kristin się pokrzywiła, ale zaraz pokiwała głową zgadzając się z nimi, bo chyba miała na dzisiaj dość wrażeń. Aurelia za to odzyskała kolory i jak się okazało to zaraz też język w gębie.
-
Gdyby nie ona, to Pająk rozpierdoliłby mi łeb za to, że cię ućpałem i zeszłabyś na klubowej podłodze - Madox pokręcił głową patrząc w te wielkie, zielone oczy Aury, ale nie puścił Pilar. Dziewczyna spojrzała na nią znowu, a potem na Kristin, która pomachała głową, że tak było.
-
Nie ućpałeś mnie - fuknęła Aura krzyżując ręce na piersi obrażona.
Madox wywrócił oczami.
-
Ale nie powinienem wam pozwalać tego ćpać - czyli jednak dało się przyznać do błędu, wyciągnąć jakąś lekcję, czego nauczyć? Skinął głową, kiedy Pilar kazała mu
im to wytłumaczyć, a sama poszła zamawiać taksę. Jeszcze obejrzał się za swoją żoną, ale zaraz stanął nad dziewczynami i to on krzyżował ręce na piersi, patrzył na nie z góry groźnie. Oho, chyba szykowała się
pogadanka -
nie możecie kurwa brać pierwszych lepszych prochów, które ktoś wam daje, a których nie znacie - i to powiedział Madox Noriega, który wiecznie to robił, ale one nie musiały tego wiedzieć, zresztą... jego ledwo połaskotało -
a jakby to się skończyło gorzej? Jakby ktoś was zgwałcił? - spojrzał na Kristin, a ona obciągnęła w dół króciutką sukienkę, bo chyba ta wizja jej przeszła przez głowę -
albo jakby mnie nie było i nikt by nie pomógł Aurelii? - tu wbił spojrzenie w córkę Luny, ale ona znowu do niego doskoczyła, sięgnęła mu ręką do szyi, a drugą do klaty. Madox trochę się cofnął.
-
Ale byłeś i mnie uratowałeś, mój bohaterze - i znowu patrzyła na niego tymi wielkimi, wyjebanymi w kosmos ślepiami, a Madox się odsunął.
-
Ale nie jestem twoim ojcem, ani jakimś pierdolonym aniołem stróżem, miałaś farta, że tu byłem - pokręcił głową Noriega, obejrzał się znowu na Pilar, bo... już miał fuchę
anioła u innej brunetki.
-
A może jesteś? - Aura zadarła znowu głowę do góry wciąż na niego patrząc, a Madox wywrócił ciemnymi ślepiami.
-
Chodzi mi o to, że musicie bardziej na siebie uważać dziewczyny, na to z kim balujecie i w ogóle... - oczywiście, że miał na myśli tego spierdolonego Jake'a. Aurelia ewidentnie chciała jeszcze się buntować, ale Kristin ją uspokoiła i zgodziła się z Madoxem. Wróciła też Pilar informując dziewczyny, że podwózka już jedzie. Aura jeszcze patrzyła za Noriegą, ale on oparł się o samochód obok swojej żony. Uratował córce Luny życie, ale to przecież nie tak, że chciał za to coś w zamian, na pewno nie od niej. Jej zielone spojrzenie ciągle uciekało do niego, a kiedy Pilar rozmawiała z kierowcą, a Kristin tłumaczyła mu gdzie ma je zawieźć, tak, żeby jednak ojciec Aury ich nie przyczaił, to pociągnęła Madoxa na bok.
-
Daj mi swój numer, jak będę wiedziała coś o ojcu, to dam ci znać - powiedziała, a Madox się zawahał. No bo kurwa chyba nie powinien małolacie dawać swojego prywatnego numeru? Ale z drugiej strony jeśli rzeczywiście mogła mu pomóc? Odpłacić się za uratowanie życia?
Podyktował go jej, a Aurelia szybko wpisała go w swoim telefonie. Dziewczyny zapakowały się do taksy, a Noriegowie wrócili do beemki. W odpowiednim kurwa momencie, bo kiedy tylko wsiedli to... Pająk zaczął kręcić się pod klubem. Madox zjechał z krawężnika zasłaniając Pilar ramieniem i odjechał z piskiem opon.
-
Uwierzył, że przyszłaś tu wyrywać dupy? - Noriega uniósł jedną brew zerkając na swoją żonę, a zaraz parsknął śmiechem -
może wyglądasz na taką, co lubi napalone małolatki? - mrugnął do niej zaczepnie jednym okiem, ale zaraz trochę spoważniał -
straszne gówno to jest, te prochy, cały czas czuję, jak napierdala mi pikawa - może nawet sięgnął by do niej, żeby oprzeć dłoń swojej żony na swojej piersi, gdzie rzeczywiście czuł ten nierówny rytm, ale ona zrobiła to pierwsza, zaczęła się bawić jego pierścionkami, a Madox zerknął na nią z ukosa. Bo to zawsze był wstęp do poważnych rozmów... ale chyba nie dzisiaj. Przesunął palcami po jeansowym materiale, po udzie Pilar, a potem szorstkie opuszki musnęły jej odkryty brzuch. Znowu parsknął śmiechem.
-
No co ty? Gówniara pchała ci łapy pod bluzkę? Może jednak powinienem jej strzelić dłuższą pogadankę? - zacisnął palce na jej piersi, mocno, tak jak oboje lubili -
b e z c z e l n a - powtórzył po Pilar, a ciemne spojrzenie uciekło na jej twarz, na te pełne usta i wciąż rozwalone oczy -
przecież te cycki są moje - szarpnął się do niej, żeby dziabnąć ją w ramię. Może nie powinni robić takich rzeczy podczas jazdy, ale kurwa Madox był dobrym kierowcą, jechał prawie trzy stówki po autostradzie, kiedy Pilar mu obciągała. Miał podzielną uwagę, jeździł jakby urodził się za kółkiem. Przesunął wytatuowanymi palcami po rozgrzanej skórze na jej brzuchu, w dół, tam gdzie go poprowadziła, do guzika od jej spodni. Szarpnął go i już chciał zejść niżej, ale...
Nagle miasto zgasło.
Zapadła pierdolona ciemność, z latarnii odpłynęło światło i drogę oświetlały jedynie światła samochodów. A do tego wyjebało sygnalizację. To nie tak, że Madox wjechał na skrzyżowanie na czerwonym, bo miał zielone, widział, ale zaraz czarne. Czarne też na pewno miał gość po ich prawej stronie. Po twarzach mignęły im reflektory z prawej strony. A Noriega... dał gazu i odbił, tak, że nadjeżdżający z prawej samochód przypierdolił im w tył. To był odruch. Pierwsza myśl, żeby tylko nie jebnął w Pilar i nawet mu się to udało. Jebany kurwa fart. Albo znowu czuwał nad nimi jakiś anioł?
Dźwięk tłuczonego szkła i gniecionej blachy wymieszał się z jego imieniem, z piskiem opon, i tym trzaskiem, który jeszcze przez chwilę wisiał w powietrzu. Pierdolony trzask. Szkła posypały się z tylnej szyby, drzwi wygniotły się do środka. A ciężki Pickup wbił się w beemkę. Madox od raz się szarpnął, odpiął pas sięgając do swojej żony.
-
Kurwa Pilar - zaczepił palcami o jej brodę podnosząc do góry jej głowę -
cała jesteś? - obojczyk i brzuch piekły w miejscach, w których wbił się w nie pas, ale wyjebane. Madox przesunął palcami po szyi swojej żony, a zaraz sięgnął też do jej pasa. Kurwa. Mało brakowało, a przecież jebnąłby w nią. Noriega naprawdę się tego bał. Gdyby znowu przez niego coś jej się stało... Gdyby. kurwa ją stracił... Gdyby...
-
Pilar, możesz się ruszyć? - pytał zaglądając jej w oczy, pochylając się do niej. Jego dłoń sięgnęła do jej policzka. Dookoła już pozatrzymywały się inne samochody, powysiadali ludzie, zaglądali do nich do środka. A potem...
Pisk. Jakaś blondynka, która zajrzała do Pickupa zaczęła piszczeć. I dopiero wtedy mogli zobaczyć, że kierowca samochodu obok miał mniej szczęścia, jemu poszła przednia szyba, walnął na wprost, a po twarzy spływały mu strugi krwi.
Ja pierdole.
I do tego ta wszechogarniająca ciemność. Wszędzie dookoła. Jedynie światła samochodowych reflektorów, których nie pogasili inni kierowcy rozświetlały otoczenie.
-
Co jest kurwa? - Madox dopiero teraz rozejrzał się dookoła, światła w budynkach też pogasły. Wszędzie. A po środku tego jebanego armagedonu oni. Znowu sięgnął do Pilar -
możesz wysiąść? - zapytał i ponad jej udem sięgnął do drzwi, ale były zablokowane. Musiała przejść do jego strony.
-
Niech Pan się nie rusza! Boże on się wykrwawi! Pomocy! - krzyczała blondyna, bo facet za kierownicą Pickupa zaczął panikować jeszcze bardziej zalewając się krwią.
Kurwa.
-
Zostań - Madox rzucił do Pilar, ale przecież wiedział, że ona i tak go nie posłucha... Sam wysiadł z samochodu... Powinien iść do tego gościa, ale on zamiast tego się rozejrzał po tym czarnym jak noc Toronto, a zaraz sięgnął do samochodu, żeby podać rękę swojej żonie, pomóc jej przejść nad skrzynią biegów i wysiąść. Czyli tyle by było z jego
zostań. Sam skapitulował już na stracie, ale chciał mieć ją blisko. Przy sobie, gdyby... znowu coś się wypierdoliło. Bo to jeszcze chyba nie był wcale koniec tego pojebanego dnia. Nie zapowiadało się. A mieli już po prostu wrócić do domu. Ale przecież ich plany zawsze wypierdalały się w ułamku sekundy.
Pilar, ¿estás bien? ᥫ᭡.ִֶָ𓂃