Ponaglił ją w żartach, ale przecież nie mógł jej dalej namawiać do tego, żeby pokazała mu swoją piosenkę. Może tak naprawdę słuchała jakiegoś polskiego disco polo i wstydziła się tego? Nie ma czego! Nico tekstu by nie zrozumiał, a może i melodia całkiem wleciałaby mu pod nóżkę? Jednak urocze zmarszczenie noska i to niewinne spojrzenie, które raczej prosiło o ułaskawienie niż o podejmowanie dalszych prób, aby ją wymęczyć, nieco zniechęciło go do tego, żeby robić coś przeciwko niej. Tym bardziej, że Nico taki nie był! I też nie chciał zniechęcać do siebie swojej towarzyszki, skoro dobrze im się rozmawiało.
— To się nazywa dobra motywacja — odpowiedział rozbawiony tym małym przetargiem. I tak zaangażuje się w zadania, w końcu lubił wszelkie aktywności towarzyskie i nie odpuściłby sobie, gdyby nie udało im się dokończyć wspólnie tej gry!
Rosenhall nie miał problemu z nowymi znajomościami, ale nie każdy potrafił sprawić, że czuł się tak swobodnie i lekko, a zwłaszcza gdy poznał kogoś godzinę temu. Dziewczyna miała w sobie coś magnetyzującego, przyciągającego, czego nie chciał z jednej strony puścić, a z drugiej nie chciał przesadzić. Jej bliskość, elektryzujący dotyk i intensywny kontakt wzrokowy sprawiał, że świat wokół nieco spowolnił, a o rzeczywistości przypomniała mu muzyka, która nagle się skończyła, pozostawiając ich w ciszy pomiędzy nieco szybszymi oddechami, po tym niewielkim wysiłku tanecznym. Ze wszystkich
złodziejek kurtkowych, cieszył się, że trafił właśnie na nią — na dziewczynę, której włosy płonęły ciepłym ogniem, samo spojrzenie ogrzewało, a uśmiech potęgował jego własną radość. Mógłby powiedzieć o niej wiele miłych słów, bazując na tej godzinie znajomości, jednak nie mieli czasu na roztrząsanie tego. Teraz najważniejsza była zabawa i doprowadzenie ich misji do końca, a skoro mieli dzisiaj niebywałe szczęście do tego, jak sprawnie im to szło, to trzeba było kuć żelazo póki gorące.
Uśmiechnął się rozbrajająco, kiedy w żartach lub też nie, powiedziała, że jego martwienie się było miłe. Altruizm był jego mocną cechą, często patrzył na dobro ludzi, chociaż z biegiem lat uczył się aż tak bardzo nie wychodzić przed szereg, bo wiele ludzi najzwyczajniej w świecie to wykorzystywało. Tym razem było to coś niewinnego, co i jemu przyniosło wiele zabawy, kiedy zakręciła go wokół własnej osi, aby mogli wybrać swoją nową ścieżkę.
— Postaram się z całych sił! — zaśmiał się, chociaż nie zamierzał oszukiwać. To będzie dreszczyk adrenaliny, jeśli droga rzeczywiście będzie kompletnym przypadkiem. Przeszli kilka kroków, kiedy podczas jednej z rozmów dziewczyna zatrzymała się, przez co z rozbawieniem spoglądał, jak ściągała ze swoich stóp szpilki. Bawiło go to, podtrzymując swoją towarzyszkę, aby nie straciła równowagi, a żeby mogła zdjąć niewygodnie obuwie. Uniósł ręce w geście poddania, kiedy zasugerowała mu wymianę.
— Dziękuję za propozycję, lubię swoje obuwie sportowe — parsknął. Szanował wszystkie kobiety, które stroiły się w wysokie, niewygodne buty. Wyglądały niesamowicie, zwłaszcza gdy długa szpilka podkreślała nogi, ale jeśli był to niewygodny obcas to niósł za sobą konsekwencje.
— Nie boisz się, że wejdzie ci jakieś szkło w stopę? — zapytał, bo przecież na ulicy bywało różnie. Dodatkowo w Toronto było wiele szemranych typków, kto wie który z nich i gdzie rozbił jakąś butelkę, pozostawiając po sobie mikro odłamki?
Słuchał uważnie porad, które przekazywała Clem i kiwał głową, chociaż zmarszczył lekko brwi, kiedy zaczęła mówić o zakupach u diora i chanel — no to wybrała sobie marki! Spojrzał na nią kątem oka, kiedy z pełnym przekonaniem mówiła o tym wszystkim i gdy zwróciła się do niego o kolejne propozycje, wzruszył ramionami.
— Trzeba oczywiście pamiętać, że nie może być żadnego nie. I to nie tylko w kwestii zakupów, ale powinien się chłopak postarać i faktycznie zrobić przynajmniej jeden dzień całkowitego rozpieszczania cię. Nawet gdybyście mieli po prostu siedzieć w domu i masowałby ci plecy — parsknął, co nie było też złe; starość nie radość i Nico powoli dostrzegał, że druga połówka w roli masażysty czasami byłaby zbawieniem. Póki co mógł jedynie cieszy się, kiedy Cheetos przejdzie mu łapami, sprawiając, że co nieco tam przeskoczy.
— Zgadzam się z nią. Przede wszystkim, przez żołądek do serca. — Człowiek głodny nie był sobą, oj nie! Sam wiedział, jak drażliwy stawał się, gdy pora obiadowa się przeciągała; wiedział też również, że u kobiet czasami było to dwa razy gorsze. Nie bez przyczyny powstawały na ten temat memy.
Zaraz oczy mu się zaświeciły, gdy dziewczyna wyciągnęła w kierunku jego towarzyszki kopertę z kolejną podpowiedzią. Uśmiechnął się do nich na pożegnanie i odwrócił bardziej w kierunku Clem. Parsknął na jej słowa.
— Droga jesteś w utrzymaniu, wiesz? Ale dobrze, skorzystam z tych porad, chociaż również mam kilka sprawdzonych sztuczek — stwierdził, bo w końcu po drodze miał kilka partnerek, każda z zupełnie innym charakterem i koniec końców trzeba było je jakoś ogarnąć.
Przeczytała zawartość koperty i Nico rozejrzał się wokół siebie.
— Chyba po drodze widziałem jakiś całodobowy sklep — zastanowił się, bo jednak nie mieli nie wiadomo jak wiele opcji.
— Oby to nie był monopolowy, inaczej dostaniesz na pamiątkę otwieracz do piwa — zaśmiał się, chociaż czy byłoby to złe? W postaci breloczka, który zawsze by jej towarzyszył, nawet podczas tak szalonej nocy jak ta?
— Chociaż wiesz co, idźmy przed siebie, nie ma co się cofać — dodał po chwili, bo chyba właśnie o to w tym chodziło — o eksplorowanie Toronto, poznawanie nowych miejsc, a dla nich była to dodatkowa okazja, aby poznać siebie. Co prawda, to było czynnikiem przypadkowym, bo gdy spacerowali od lokalizacji do lokalizacji, to rozmawiali o dość przyziemnych sprawach, dowiadując się o szczegółach ze swojego życia, o których na trzeźwo z pewnością by nie pomyśleli.
— I popatrz, coś tutaj jest. Wygląda na jakiś ogólnobranżowy? Tak to się mówi? — zaśmiał się, po czym weszli, a dzwonek przy drzwiach zasygnalizował, że ktoś przyszedł. Był to stary sklepik, gdzie sprzedawcą był starszy pan i miał tam dosłownie wszystko i nic; włącznie z najdziwniejszymi gazetami, magnesami i… breloczkami. W czasie kiedy Clem przeglądała inną alejkę, Nico stanął przy stojaku, przeglądając dostępne ozdóbki, aż w końcu trafił na tę odpowiednią — z pewnością dla jakiegoś motocyklisty czy innego badassa, z metalową, czarną, skórzaną kurtką i metalowym napisem
live simply. Trochę tandetne, trochę z przekazem, a jednocześnie nawiązujące do tego, co miał jej za chwilę przekazać. Zdjął breloczek, który schował za plecami i stanął po drugiej stronie alejki, w której się znajdowała.
— Wybrałem, musisz zostać tam gdzie jesteś i nie podglądać. Dasz radę? — zapytał z rozbawieniem, po czym skierował się do kasy, gdzie zapłacił równe pięć dolarów i dodatkowo dostał od pana kopertę.
— Poczekam na zewnątrz — rzucił, kierując się do wyjścia, żeby dać jej swobodę zakupową, a na otwarcie kolejnego listu stwierdził, że poczeka na swoją kompankę.
— Też dostałaś — dostrzegł, gdy wyszła ze sklepu.
— Czytamy najpierw? — zasugerował, po czym otworzył list, gdzie była informacja o końcowym punkcie i zaproszeniu na imprezę, która ma być podsumowaniem całej gry.
— Mam nadzieję, że masz jeszcze nieco siły, żeby się tam pojawić? — zapytał, chociaż nie miałby jej za złe, gdyby odmówiła.
— Dobra, ale zanim to, to prezenty. Proszę, to dla ciebie — powiedział, wyciągając z kieszeni breloczek, który zaprezentował jej, zawieszając kółeczko na swój palec.
— Breloczek ze skórzaną kurtką, dokładnie taka, jak ty masz na sobie. A pewnie zastanowi cię, czy to jest dla nas aż tak ważny aspekt podczas całego wieczoru, więc powiem ci, że tak, bo to ogólnie moja kurtka — wytłumaczył, uśmiechając się do niej szeroko.
— Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że nie powiedziałem ci wcześniej, ale najpierw nie chciałem, żebyś zmarzła, a potem zbyt dobrze się bawiliśmy — wytłumaczył. Nie miał ukrytego podstępu, chociaż spędzenie z nią czasu to była istna przyjemność! Nie zmienia to jednak faktu, że koniec końców musiał jej powiedzieć o kurtce; w końcu Leo zabiłby go, gdyby wrócił do domu bez kluczy do jego pensjonatu.
Adeline Covington