Zdjęcie obuwia w trakcie ich przeprawy przez miasto wydawało jej się w tej chwili wręcz
niezbędne, więc bez skrępowania skorzystała, po raz kolejny, z ramienia Nico, by następnie z ulgą ruszyć boso przed siebie.
—
No co ty, nie wiesz, co tracisz — na jego uwagę o wymianie obuwia ściągnęła brwi w udawanym żachnięciu, ale zaraz potem zaśmiała się w głos i machnęła ręką, żeby nie brał tego na poważnie. Gdy natomiast zasugerował jej ryzyko zranienia, wzruszyła beztrosko ramieniem. —
W razie czego mam ciebie, najwyżej odholujesz mnie na nocną pomoc — uśmiechnęła się szeroko i zamrugała kilkakrotnie powiekami w powabnym, niewinnym geście. Właściwie wcale nie wzięła pod uwagę możliwości skaleczenia, ale w tym momencie szczególnie jej to nie obeszło. Jeśli jej się coś stanie, przynajmniej nie była sama i liczyła na pomocną dłoń Nico, o czym nie krępowała się go poinformować.
Prosząc mężczyznę o wtrącenie swoich propozycji, patrzyła na niego z zainteresowaniem, jednocześnie nie spodziewając się, że pójdzie mu tak dobrze! Na jego słowa potakiwała więc ochoczo głową, spoglądając to na niego, to na towarzyszki, by na koniec unieść rękę i wycelować w niego palcem z całkowitą aprobatą.
—
Plecy, stopy, lub inne części ciała — zasugerowała z zaangażowaniem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, jak daleko zaczęły odbiegać jej myśli. Wtedy jej policzki momentalnie oblały płomienne rumieńce i zaraz zmarszczyła uroczo nosek. Mimo to nadal, jakby nigdy nic, uniosła wysoko brodę, w myśl zasady, że pewność siebie to podstawa.
Oboje spisali się tak dobrze, że w nagrodę dostali kolejną kopertę. Jeszcze kiedy Adeline ją otwierała, na jego uwagę po ulicy poniósł się jej szczery śmiech.
—
Po prostu znam swoją wartość — zauważyła z rozbawieniem. —
Ale to wiesz, wszystko zależy od tego, jak bardzo druga osoba przeskrobie, to miała być porządna kara! Tak naprawdę wcale nie potrzebuję tak wiele — wyjaśniła lekkim tonem, bynajmniej nie interpretując jego uwagi jako przytyku. —
To nie wszystkimi sztuczkami się podzieliłeś? — uniosła wysoko brew z roziskrzonym spojrzeniem, wyraźnie zaintrygowana. W końcu dobrze było znać męską perspektywę, a nuż dowiedziałaby się czegoś nowego?
Po odczytaniu kolejnego zadania Ade również mimowolnie rozejrzała się wokół, ale podczas drogi nie zwracała uwagi na otoczenie i, co za tym idzie, na mijane sklepy, które mogłyby stać się ich miejscem docelowym do wykonania misji.
—
Otwieraczy nigdy dość — przytaknęła z udawaną powagą, bo to byłby przynajmniej praktyczny prezent, by po chwili przez jej twarz przebiegł uśmiech. Trzeba było przy tym przyznać, że tego wieczoru, w towarzystwie bruneta, uśmiechała się tak często i promiennie, że dawno już nie miała tak wyśmienitego humoru. I prawdopodobnie następnego dnia będzie miała zakwasy na policzkach. —
Jasne. W końcu przed nami cały świat stoi otworem — zgodziła się z nim i radośnie rozpostarła ręce w powietrzu, aż trzymane w dłoni za paski obcasy stuknęły się ze sobą wesoło.
W innych okolicznościach włóczenie się nocą po ulicach Toronto, których nie do końca się znało, w dodatku po alkoholu, mogło nie być zbyt dobrym pomysłem, ale u boku mężczyzny, który jakby nie patrzeć, już raz ją uratował, Adeline czuła się bezpiecznie. Poza tym, napędzała ją ekscytacja przygodą, która prowadziła ich niemal samoistnie do kolejnych kopert. Niezmiernie ciekawiło ją, co znajdą na końcu tej drogi, a przy okazji miała szansę poznać Nico lepiej. Chyba przede wszystkim o to w tej zabawie chodziło.
Kiedy dotarli do jakiegoś niepozornie wyglądającego sklepiku, na słowa mężczyzny entuzjastycznie skinęła głową. Znalazłszy się w środku, po natknięciu się wzrokiem na sprzedawcę, przywitała się z nim grzecznie, po czym rozejrzała się pobieżnie po półkach, by zaraz zacząć je przemierzać w skupieniu i zastanowieniu, co też mogłaby brunetowi wręczyć na pamiątkę. Właśnie przystanęła przy jednym stoisku, żeby przyjrzeć się uważniej wiszącym na wieszaczkach przypinkom, kiedy usłyszała Nico.
—
Tak jest! Zamieniam się w posąg — zasalutowała mu, po czym pokręciła w rozbawieniu głową, powracając do ścianki. Tam z zaciekawieniem przesunęła palcami po kilku propozycjach, aż dostrzegła pomarańczową, okrągłą brożkę z zielonym listkiem.
Klementynka. Jej oczy aż rozbłysły w zachwycie nad jej urokiem. Usłyszawszy ponownie mężczyznę informującego ją o udaniu się na zewnątrz, odkrzyknęła żartobliwie: —
Tylko nie zostawiaj mnie tu samej! — Bez wahania ściągnęła niewielki przedmiot z wieszaczka i udała się do kasy, żeby zapłacić. Koperta dołączona do paragonu była niespodziewanym, acz bardzo pożądanym dodatkiem.
—
Achaaa — powachlowała się figlarnie kopertą tuż po wyjściu, gdy Nico zwrócił na nią uwagę, a gdy zaproponował odczytanie listu, z chęcią otworzyła własny, w którym znajdowała się ta sama treść o dotarciu do punktu głównego zabawy. —
No, pewnie! Nie mogłoby to nas ominąć. Zasłużyliśmy! — odparła, dumnie unosząc brodę, w pełni przekonana co do ich zaangażowania w sprawę.
Na wspomnienie o prezentach uśmiechnęła się podekscytowana, po czym przestąpiła z nogi na nogę, nie mogąc doczekać się, co też Nico dla niej znalazł. Ujrzawszy przed swoimi oczami breloczek z kurtką początkowo ściągnęła brwi, ale wyciągnęła dłoń, delikatnie odbierając upominek, i słuchała mężczyzny uważnie. Gdy na końcu usłyszała, że
to jego kurtka, aż zastygła w bezruchu pod wpływem ogromnej konsternacji i otworzyła szeroko usta, przez chwilę nie potrafiąc wydobyć z siebie żadnego słowa.
—
Że co, proszę? — wydusiła z siebie, spoglądając to na breloczek, to na kurtkę, którą miała na sobie, to na stojącego przed nią bruneta. —
I pozwoliłeś, żeby przez cały wieczór gryzły mnie wyrzuty sumienia? — zapytała z wyrzutem i trzepnęła go lekko w ramię, choć w jej oczach rozbłysło rozbawienie, gdy zaczęło docierać do niej,
czemu to zrobił. Jego wyjaśnienia były wyjątkowo urocze. Pokręciła z niedowierzaniem głową i, nagle zawstydzona, bezwiednie skubnęła koniec rękawa kurtki, chowając w nim dłoń, którą dosłownie chwilę temu pacnęła mężczyznę. —
Dziękuję, że pozwoliłeś mi ją nosić. I w ogóle, że zgodziłeś się na to szaleństwo — mówiąc to, gestem ręki zatoczyła koło, mając na myśli zabawę, w którą ochoczo go wciągnęła. Było jej głupio. Bardzo głupio, czego dowodem stał się kolejny rumieniec wstępujący na jej bladą twarz. —
Może chcesz ją teraz z powrotem? — zapytała zaraz, gotowa ją mu oddać. Wcale nie myślała tutaj o sobie i tym, czy byłoby jej zimno, czy nie.
Po chwili przypomniała sobie o tym, że ona również coś dla niego miała. Pospiesznie włożyła więc dłoń do kieszeni kurtki, żeby wyciągnąć z niej przypinkę, którą wręczyła Nico.
—
Proszę. Mała klementynka, od Clem. A właściwie Adeline — sprostowała, w zakłopotaniu poprawiając kosmyk rudych włosów za ucho. —
Tak naprawdę mam na imię Adeline. Ade. Clem mówią do mnie tylko najbliżsi, ale uznałam, że przez wzgląd na wcześniejsze starcie z tamtym zbokiem lepiej być przezorną — wzruszyła niewinnie ramieniem z nadzieją, że mooże jednak wybaczy jej to małe kłamstewko, które technicznie rzecz biorąc, wcale kłamstewkiem nie było. Właściwie Nico powinien się cieszyć, że poznał jej przezwisko, stając się jednym z garstki ludzi, którzy mogli tak do niej mówić.
—
To co? Idziemy na tę imprezę? — dopytała po chwili, uśmiechając się filuternie w stronę chłopaka, będąc pewną, że ich małe nieporozumienie zaraz uleci w niepamięć, po czym po sprawdzeniu punktu na mapie google, udali się w tamtą stronę.
Finał zabawy okazał się odbywać w starym magazynie, przy wejściu którego należało pokazać kopertę z lisem. W środku party trwało już w najlepsze. Dj, lasery i stoisko z alkoholem prezentowały się bardzo zachęcająco, a po chwili wśród twarzy uczestników rudowłosa zaczęła rozpoznawać osoby, które spotkali już wcześniej na swojej drodze – dziewczyna uciekająca przed mężczyznami w tym momencie bawiła się z nimi w najlepsze, nawet machając jej i Nico na powitanie. Podobnie, jak grupa dziewcząt, którym jeszcze niedawno doradzali, czego oczekiwać po kłótni z partnerem.
Adeline była pod wrażeniem całej tej inicjatywy, a wczuwając się w atmosferę i rytm muzyki, ostatecznie wzięła Nico za rękę i ze śmiechem ruszyła z nim na parkiet. Tam już całkowicie dali się porwać tańcu i swojemu towarzystwu.
W półmroku, gdy byli tak blisko siebie, czując na sobie jego oddech i dłonie, było jej niewiarygodnie przyjemnie. Może znała się z brunetem zaledwie wieczór, ale w trakcie tak krótkiego czasu okazał się niezwykle rycerskim i czarującym mężczyzną, a miasto dało im szansę poznać się trochę bliżej. No i przede wszystkim, pozwolił jej
ukraść swoją kurtkę, co okazało się pretekstem do tego, by spędzić te ostatnie dwie godziny razem.
Pod wpływem bliżej nieokreślonych emocji, w pewnym momencie przesunęła dłońmi po jego torsie do góry i, zaplótłszy je na jego karku, wspięła się na palce, żeby sięgnąć jego ust w delikatnym, czułym pocałunku, będącym idealnym zwieńczeniem tej szalonej nocy.
W podziękowaniu za pomoc, za czas i za to, że
był.
Nico Rosenhall