27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ade nie mogła zaprzeczyć, że Nico rzeczywiście potrafił czarować na swój niewinny, uroczy sposób. Był pewny siebie, ale przy tym nie ociekał arogancją, natomiast dzięki poczuciu humoru wszystkie troski dziewczyny już dawno odpłynęły gdzieś w dal. Dlatego na jego przytaknięcie odnośnie znajomego trenera boksu pokiwała z aprobatą głową, jednocześnie po puszczeniu przez niego strzałki zapisując sobie jego numer w swoim telefonie. Przez cały ten czas nie potrafiła przy tym przestać się uśmiechać.
Jej uśmiech poszerzył się w jeszcze większym rozbawieniu, kiedy mężczyzna odpowiedział tak niejednoznacznie w kwestii rosnącego długu. Skoro miał już jej numer, tak naprawdę to rozliczenie mogło nastąpić różnorako — Nico miał wiele możliwości, które prowadziły do kolejnego ich spotkania. A ona nie miała ku temu żadnych obiekcji.
— Ja co prawda, wolałabym nie wcielać się w rolę damy w opałach, niemniej dobrze było trafić na takiego rycerza — odparła ze śmiechem, obserwując, jak mężczyzna teatralnie dyga, żeby odpowiedzieć mu tym samym, ruchem ręki dodatkowo udając, że przytrzymuje sobie długą, średniowieczną suknię. Po chwili parsknęła rozbawiona ponownie i pokręciła głową na całą tę szaloną sytuację, w jakiej oboje się znaleźli. Nie przewidywała, że ten wieczór zaprowadzi ją w tak ciekawe miejsce.
A chwilę później zrobiło się jeszcze bardziej intrygująco, gdy dziwnym zbiegiem okoliczności zostali wciągnięci w nietuzinkową grę miejską. Wylądowanie przez nią w pralni stanowiło dla niej dość niecodzienną sprawę. Ona zwykle nie musiała korzystać z usług całodobowej pralni, takimi obowiązkami domowymi zajmowała się wśród swoich czterech ścian łazienki. Widywała je jednak w wielu teledyskach do piosenek i tak właśnie się czuła, rozglądając się jeszcze chwilę pobieżnie po lokalu.
— To prawda — przytaknęła, zupełnie się z nim zgadzając. Przy J Lo wszyscy bawili się świetnie, potrafiła rozkręcić każdą imprezę i rozruszać nawet te trochę zardzewiałe biodra. Nie pokazała jednak swojej propozycji, która zwyczajnie ją zawstydziła. Gdy więc ponaglił ją, żeby odpowiedziała, zmarszczyła uroczo nosek, licząc na to, że jej naturalny wdzięk uchroni ją przed dalszym skłanianiem jej do zdradzenia swojej piosenki. Według niej była ona zbyt sugestywna, żeby pokazywać ją nieznajomemu. Bo przecież tak naprawdę wcale nie szukała sobie męża! — Jak wywiążesz się dobrze ze wszystkich zadań to może potem Ci pokażę — zmrużyła zaraz filuternie oczy, bo nie mógł mieć tak łatwo! Może było tu słowem klucz, bo jeszcze nie miała pewności, czy rzeczywiście to zrobi. Podejrzewała jednak, że jego szeroki uśmiech skłoniłby ją do negocjacji.
To było fascynujące, jak przed mężczyzną, którego ledwie tego wieczoru poznała, potrafiła się tak dobrze bawić. Podczas tańca wyzbyła się negatywnych emocji, a pozostała w niej niesamowita lekkość, która prowadziła ją w rytm muzyki, a także po chwili również w jego ramiona. W tych czuła się równie dobrze, co na parkiecie. Jego ciemne, osobliwe spojrzenie, które odnalazła zaraz po tym, jak poczuła jego dłonie na swojej talii, przyciągało jej uwagę bardziej, niż by tego chciała. Było w nich coś beztroskiego, a jednocześnie ciepłego i niezwykłego, pod wpływem czego kąciki jej ust zadrżały w nieznacznym uśmiechu. W tej jednej chwili przeszło jej przez głowę, że rzeczywiście trafiła na idealnego rycerza.
I poczuła jakiś przedziwny zawód, kiedy piosenka się skończyła. Odsunęła się nieznacznie od Nico, a następnie pochyliła się nad jego ramieniem, żeby rzucić z ciekawością okiem na kolejne zadanie. Skwitowała je uniesieniem brwi, a po jej plecach przebiegł dreszcz ekscytacji. Nie zdążyła tego skomentować, bo w następnej chwili już mężczyzna ciągnął ją na chodnik. Zaśmiała się więc wesoło na jego stwierdzenie o obrotach. — To miłe, że się o mnie martwisz — zauważyła, chwytając się na moment za serce, żeby po chwili drugą dłoń zatrzymać na jego ramieniu w aprobującym geście. Choć jej głos nosił w sobie nuty żartobliwości to naprawdę ją to rozczuliło. Ale nie zatrzymała na tym myśli dłużej, bo miała przed sobą ważne zadanie — obrócić Nico, żeby mogli wybrać dalszy kierunek. — Nie podglądaj! — uprzedziła ze śmiechem, mimo że mężczyzna wcale nie wydawał się grać nieczysto.
Po chwili posłusznie wyciągnęła telefon z torebki i włączyła stoper. — W drogę! — zakomenderowała i ruszyła zamaszyście, wciąż na tych swoich nieszczęsnych szpilkach. W trakcie dyskusji na jakiś błahy temat, ostatecznie się zatrzymała. — Poczekaj — powiedziała i złapała go za ramię, żeby złapać równowagę, po czym mozolnie ściągnęła z siebie raz jednego, a potem drugiego buta. — Uff, tak lepiej — westchnęła i uśmiechnęła się szeroko. — No co, może chciałbyś się zamienić? — zasugerowała ze śmiechem, maszerując dalej przed siebie z wyraźną ulgą. Wychodząc z domu, nie sądziła, że będzie spacerować sobie w środku nocy po Toronto. Dobrze, że miała do tego odpowiedniego towarzysza.
Gdy telefon zadźwięczał, oznajmiając koniec czasu, przystanęła ponownie i rozejrzała się po okolicy. Co prawda, nie do końca ją poznawała w tym półmroku, ale nie to zajmowało jej teraz głowę. Trzeba było znaleźć grupę, do której mogliby się doczepić.
— Wiesz, niektórzy sądzą, że więcej niż jedno zwierzę to lama, więc… — wzruszyła niewinnie ramionami, jakby rzeczywiście to ją przekonywało. W tym czasie zza rogu wyłoniła się grupka rozmawiających głośno, z ogromnym zaangażowaniem, osób i posłała Nico znaczące spojrzenie. Biorąc przykład z mężczyzny, również podłapała temat ich rozmowy, po czym podbiegła do nich, z trudem powstrzymując śmiech na spojrzenia, którymi obrzuciły bruneta. Temat byłych i przeprosin był jej znany, toteż bez wahania przejęła inicjatywę.
— Słuchaj, kochanie, to, że kupuje ci kwiaty i prosi cię o wybaczenie tymi swoimi maślanymi oczami, nawet, jeśli ma najcudowniejsze pod słońcem, nie znaczy, że powinnaś mu tak szybko odpuszczać — zaczęła, kładąc dłoń na ramieniu dziewczyny, która przed chwilą wyraźnie zagubiona opowiadała o powrocie swojego ex. — Cokolwiek zawinił, powinien dostać odpowiednią karę — zapewniła, spoglądając znacząco na resztę towarzystwa. — Po pierwsze, zabrać cię do restauracji. I to nie na jakąś pizzę, tylko na najlepszy makaron i wino, jakie można dostać w Toronto. Tu osobiście polecam Viaggio — wtrąciła polecajkę, rzucając w stronę dziewczyny palec wskazujący. Zaraz uświadomiła sobie coś jeszcze. — No, a jak nie jesz glutenu, to powinien o tym wiedzieć i zapobiec katastrofie! Potem… — zamyśliła się na dwie sekundy — koniecznie na zakupy do Diora i Chanel, gdzie ma czekać na ciebie przy przebieralni i przytakiwać z uśmiechem na ustach na w s z y s t k o, w czym mu się zaprezentujesz, bez choćby najmniejszej próby marudzenia. To twój czas i jego pieniądze. Jak chce mieć kobietę szczęśliwą, to musi się poświęcić — uznała z pełnym przekonaniem co do swoich racji, posyłając im równie pewne siebie spojrzenie, jakby dokładnie wiedziała, o czym mówiła. — Chciałbyś dodać coś jeszcze? — zapytała zaraz Nico, który szedł obok wsłuchany w jej porady. Przez cały ten czas obserwowała dziewczyny, nie dając im dojść do słowa, aż dały się wciągnąć myślami w jej wizję. Mówiła dużo i co ślina na język jej przyniosła, byle tylko zmieścić się w czasie. Nie zmieniało to faktu, że rzeczywiście tak uważała. Trzeba było się cenić. — Ach, i co najważniejsze to rozmowa. Kobiecie najedzonej, zrelaksowanej i wystrojonej o wiele łatwiej przychodzą dalsze negocjacje — dodała jeszcze, potakując sobie głową, a finalnie słysząc śmiech dziewczyn i równie aprobujące spojrzenia, uśmiechnęła się triumfalnie do Nico, bo… chyba zdała.
— No, proszę. Niezła jesteś. Chyba rzeczywiście pozostaje pójść mi za twoją radą — zaśmiała się blondynka. — I chyba wiem, czego potrzebujesz. — Wyciągnęła z torebki kopertę, którą wręczyła Clem.
Gdy tylko dziewczyna zaskoczona otrzymała dokładnie to, czego potrzebowała, zatrzymała się, machając dziewczynom na pożegnanie, po czym odwróciła się zadowolona z siebie do mężczyzny.
— Też powinieneś posłuchać tych rad. Na przyszłość, żeby wiedzieć, jak z płcią piękną postępować, jeśli idealnemu rycerzowi uda się coś przeskrobać — uniosła zaczepnie brew, po czym otworzyła kopertę i przeczytała na głos.
Spoiler
Znajdźcie najbliższy sklep i kupcie sobie nawzajem pamiątkę tej nocy.
Wydajcie maksymalnie po 5 dolców.
Nico Rosenhall
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ponaglił ją w żartach, ale przecież nie mógł jej dalej namawiać do tego, żeby pokazała mu swoją piosenkę. Może tak naprawdę słuchała jakiegoś polskiego disco polo i wstydziła się tego? Nie ma czego! Nico tekstu by nie zrozumiał, a może i melodia całkiem wleciałaby mu pod nóżkę? Jednak urocze zmarszczenie noska i to niewinne spojrzenie, które raczej prosiło o ułaskawienie niż o podejmowanie dalszych prób, aby ją wymęczyć, nieco zniechęciło go do tego, żeby robić coś przeciwko niej. Tym bardziej, że Nico taki nie był! I też nie chciał zniechęcać do siebie swojej towarzyszki, skoro dobrze im się rozmawiało.
— To się nazywa dobra motywacja — odpowiedział rozbawiony tym małym przetargiem. I tak zaangażuje się w zadania, w końcu lubił wszelkie aktywności towarzyskie i nie odpuściłby sobie, gdyby nie udało im się dokończyć wspólnie tej gry!

Rosenhall nie miał problemu z nowymi znajomościami, ale nie każdy potrafił sprawić, że czuł się tak swobodnie i lekko, a zwłaszcza gdy poznał kogoś godzinę temu. Dziewczyna miała w sobie coś magnetyzującego, przyciągającego, czego nie chciał z jednej strony puścić, a z drugiej nie chciał przesadzić. Jej bliskość, elektryzujący dotyk i intensywny kontakt wzrokowy sprawiał, że świat wokół nieco spowolnił, a o rzeczywistości przypomniała mu muzyka, która nagle się skończyła, pozostawiając ich w ciszy pomiędzy nieco szybszymi oddechami, po tym niewielkim wysiłku tanecznym. Ze wszystkich złodziejek kurtkowych, cieszył się, że trafił właśnie na nią — na dziewczynę, której włosy płonęły ciepłym ogniem, samo spojrzenie ogrzewało, a uśmiech potęgował jego własną radość. Mógłby powiedzieć o niej wiele miłych słów, bazując na tej godzinie znajomości, jednak nie mieli czasu na roztrząsanie tego. Teraz najważniejsza była zabawa i doprowadzenie ich misji do końca, a skoro mieli dzisiaj niebywałe szczęście do tego, jak sprawnie im to szło, to trzeba było kuć żelazo póki gorące.

Uśmiechnął się rozbrajająco, kiedy w żartach lub też nie, powiedziała, że jego martwienie się było miłe. Altruizm był jego mocną cechą, często patrzył na dobro ludzi, chociaż z biegiem lat uczył się aż tak bardzo nie wychodzić przed szereg, bo wiele ludzi najzwyczajniej w świecie to wykorzystywało. Tym razem było to coś niewinnego, co i jemu przyniosło wiele zabawy, kiedy zakręciła go wokół własnej osi, aby mogli wybrać swoją nową ścieżkę. — Postaram się z całych sił! — zaśmiał się, chociaż nie zamierzał oszukiwać. To będzie dreszczyk adrenaliny, jeśli droga rzeczywiście będzie kompletnym przypadkiem. Przeszli kilka kroków, kiedy podczas jednej z rozmów dziewczyna zatrzymała się, przez co z rozbawieniem spoglądał, jak ściągała ze swoich stóp szpilki. Bawiło go to, podtrzymując swoją towarzyszkę, aby nie straciła równowagi, a żeby mogła zdjąć niewygodnie obuwie. Uniósł ręce w geście poddania, kiedy zasugerowała mu wymianę. — Dziękuję za propozycję, lubię swoje obuwie sportowe — parsknął. Szanował wszystkie kobiety, które stroiły się w wysokie, niewygodne buty. Wyglądały niesamowicie, zwłaszcza gdy długa szpilka podkreślała nogi, ale jeśli był to niewygodny obcas to niósł za sobą konsekwencje. — Nie boisz się, że wejdzie ci jakieś szkło w stopę? — zapytał, bo przecież na ulicy bywało różnie. Dodatkowo w Toronto było wiele szemranych typków, kto wie który z nich i gdzie rozbił jakąś butelkę, pozostawiając po sobie mikro odłamki?

Słuchał uważnie porad, które przekazywała Clem i kiwał głową, chociaż zmarszczył lekko brwi, kiedy zaczęła mówić o zakupach u diora i chanel — no to wybrała sobie marki! Spojrzał na nią kątem oka, kiedy z pełnym przekonaniem mówiła o tym wszystkim i gdy zwróciła się do niego o kolejne propozycje, wzruszył ramionami. — Trzeba oczywiście pamiętać, że nie może być żadnego nie. I to nie tylko w kwestii zakupów, ale powinien się chłopak postarać i faktycznie zrobić przynajmniej jeden dzień całkowitego rozpieszczania cię. Nawet gdybyście mieli po prostu siedzieć w domu i masowałby ci plecy — parsknął, co nie było też złe; starość nie radość i Nico powoli dostrzegał, że druga połówka w roli masażysty czasami byłaby zbawieniem. Póki co mógł jedynie cieszy się, kiedy Cheetos przejdzie mu łapami, sprawiając, że co nieco tam przeskoczy. — Zgadzam się z nią. Przede wszystkim, przez żołądek do serca. — Człowiek głodny nie był sobą, oj nie! Sam wiedział, jak drażliwy stawał się, gdy pora obiadowa się przeciągała; wiedział też również, że u kobiet czasami było to dwa razy gorsze. Nie bez przyczyny powstawały na ten temat memy.
Zaraz oczy mu się zaświeciły, gdy dziewczyna wyciągnęła w kierunku jego towarzyszki kopertę z kolejną podpowiedzią. Uśmiechnął się do nich na pożegnanie i odwrócił bardziej w kierunku Clem. Parsknął na jej słowa. — Droga jesteś w utrzymaniu, wiesz? Ale dobrze, skorzystam z tych porad, chociaż również mam kilka sprawdzonych sztuczek — stwierdził, bo w końcu po drodze miał kilka partnerek, każda z zupełnie innym charakterem i koniec końców trzeba było je jakoś ogarnąć.

Przeczytała zawartość koperty i Nico rozejrzał się wokół siebie. — Chyba po drodze widziałem jakiś całodobowy sklep — zastanowił się, bo jednak nie mieli nie wiadomo jak wiele opcji. — Oby to nie był monopolowy, inaczej dostaniesz na pamiątkę otwieracz do piwa — zaśmiał się, chociaż czy byłoby to złe? W postaci breloczka, który zawsze by jej towarzyszył, nawet podczas tak szalonej nocy jak ta? — Chociaż wiesz co, idźmy przed siebie, nie ma co się cofać — dodał po chwili, bo chyba właśnie o to w tym chodziło — o eksplorowanie Toronto, poznawanie nowych miejsc, a dla nich była to dodatkowa okazja, aby poznać siebie. Co prawda, to było czynnikiem przypadkowym, bo gdy spacerowali od lokalizacji do lokalizacji, to rozmawiali o dość przyziemnych sprawach, dowiadując się o szczegółach ze swojego życia, o których na trzeźwo z pewnością by nie pomyśleli. — I popatrz, coś tutaj jest. Wygląda na jakiś ogólnobranżowy? Tak to się mówi? — zaśmiał się, po czym weszli, a dzwonek przy drzwiach zasygnalizował, że ktoś przyszedł. Był to stary sklepik, gdzie sprzedawcą był starszy pan i miał tam dosłownie wszystko i nic; włącznie z najdziwniejszymi gazetami, magnesami i… breloczkami. W czasie kiedy Clem przeglądała inną alejkę, Nico stanął przy stojaku, przeglądając dostępne ozdóbki, aż w końcu trafił na tę odpowiednią — z pewnością dla jakiegoś motocyklisty czy innego badassa, z metalową, czarną, skórzaną kurtką i metalowym napisem live simply. Trochę tandetne, trochę z przekazem, a jednocześnie nawiązujące do tego, co miał jej za chwilę przekazać. Zdjął breloczek, który schował za plecami i stanął po drugiej stronie alejki, w której się znajdowała. — Wybrałem, musisz zostać tam gdzie jesteś i nie podglądać. Dasz radę? — zapytał z rozbawieniem, po czym skierował się do kasy, gdzie zapłacił równe pięć dolarów i dodatkowo dostał od pana kopertę. — Poczekam na zewnątrz — rzucił, kierując się do wyjścia, żeby dać jej swobodę zakupową, a na otwarcie kolejnego listu stwierdził, że poczeka na swoją kompankę. — Też dostałaś — dostrzegł, gdy wyszła ze sklepu. — Czytamy najpierw? — zasugerował, po czym otworzył list, gdzie była informacja o końcowym punkcie i zaproszeniu na imprezę, która ma być podsumowaniem całej gry. — Mam nadzieję, że masz jeszcze nieco siły, żeby się tam pojawić? — zapytał, chociaż nie miałby jej za złe, gdyby odmówiła. — Dobra, ale zanim to, to prezenty. Proszę, to dla ciebie — powiedział, wyciągając z kieszeni breloczek, który zaprezentował jej, zawieszając kółeczko na swój palec. — Breloczek ze skórzaną kurtką, dokładnie taka, jak ty masz na sobie. A pewnie zastanowi cię, czy to jest dla nas aż tak ważny aspekt podczas całego wieczoru, więc powiem ci, że tak, bo to ogólnie moja kurtka — wytłumaczył, uśmiechając się do niej szeroko. — Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że nie powiedziałem ci wcześniej, ale najpierw nie chciałem, żebyś zmarzła, a potem zbyt dobrze się bawiliśmy — wytłumaczył. Nie miał ukrytego podstępu, chociaż spędzenie z nią czasu to była istna przyjemność! Nie zmienia to jednak faktu, że koniec końców musiał jej powiedzieć o kurtce; w końcu Leo zabiłby go, gdyby wrócił do domu bez kluczy do jego pensjonatu.

Adeline Covington
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdjęcie obuwia w trakcie ich przeprawy przez miasto wydawało jej się w tej chwili wręcz niezbędne, więc bez skrępowania skorzystała, po raz kolejny, z ramienia Nico, by następnie z ulgą ruszyć boso przed siebie.
— No co ty, nie wiesz, co tracisz — na jego uwagę o wymianie obuwia ściągnęła brwi w udawanym żachnięciu, ale zaraz potem zaśmiała się w głos i machnęła ręką, żeby nie brał tego na poważnie. Gdy natomiast zasugerował jej ryzyko zranienia, wzruszyła beztrosko ramieniem. — W razie czego mam ciebie, najwyżej odholujesz mnie na nocną pomoc — uśmiechnęła się szeroko i zamrugała kilkakrotnie powiekami w powabnym, niewinnym geście. Właściwie wcale nie wzięła pod uwagę możliwości skaleczenia, ale w tym momencie szczególnie jej to nie obeszło. Jeśli jej się coś stanie, przynajmniej nie była sama i liczyła na pomocną dłoń Nico, o czym nie krępowała się go poinformować.

Prosząc mężczyznę o wtrącenie swoich propozycji, patrzyła na niego z zainteresowaniem, jednocześnie nie spodziewając się, że pójdzie mu tak dobrze! Na jego słowa potakiwała więc ochoczo głową, spoglądając to na niego, to na towarzyszki, by na koniec unieść rękę i wycelować w niego palcem z całkowitą aprobatą.
— Plecy, stopy, lub inne części ciała — zasugerowała z zaangażowaniem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, jak daleko zaczęły odbiegać jej myśli. Wtedy jej policzki momentalnie oblały płomienne rumieńce i zaraz zmarszczyła uroczo nosek. Mimo to nadal, jakby nigdy nic, uniosła wysoko brodę, w myśl zasady, że pewność siebie to podstawa.
Oboje spisali się tak dobrze, że w nagrodę dostali kolejną kopertę. Jeszcze kiedy Adeline ją otwierała, na jego uwagę po ulicy poniósł się jej szczery śmiech.
— Po prostu znam swoją wartość — zauważyła z rozbawieniem. — Ale to wiesz, wszystko zależy od tego, jak bardzo druga osoba przeskrobie, to miała być porządna kara! Tak naprawdę wcale nie potrzebuję tak wiele — wyjaśniła lekkim tonem, bynajmniej nie interpretując jego uwagi jako przytyku. — To nie wszystkimi sztuczkami się podzieliłeś? — uniosła wysoko brew z roziskrzonym spojrzeniem, wyraźnie zaintrygowana. W końcu dobrze było znać męską perspektywę, a nuż dowiedziałaby się czegoś nowego?

Po odczytaniu kolejnego zadania Ade również mimowolnie rozejrzała się wokół, ale podczas drogi nie zwracała uwagi na otoczenie i, co za tym idzie, na mijane sklepy, które mogłyby stać się ich miejscem docelowym do wykonania misji.
— Otwieraczy nigdy dość — przytaknęła z udawaną powagą, bo to byłby przynajmniej praktyczny prezent, by po chwili przez jej twarz przebiegł uśmiech. Trzeba było przy tym przyznać, że tego wieczoru, w towarzystwie bruneta, uśmiechała się tak często i promiennie, że dawno już nie miała tak wyśmienitego humoru. I prawdopodobnie następnego dnia będzie miała zakwasy na policzkach. — Jasne. W końcu przed nami cały świat stoi otworem — zgodziła się z nim i radośnie rozpostarła ręce w powietrzu, aż trzymane w dłoni za paski obcasy stuknęły się ze sobą wesoło.
W innych okolicznościach włóczenie się nocą po ulicach Toronto, których nie do końca się znało, w dodatku po alkoholu, mogło nie być zbyt dobrym pomysłem, ale u boku mężczyzny, który jakby nie patrzeć, już raz ją uratował, Adeline czuła się bezpiecznie. Poza tym, napędzała ją ekscytacja przygodą, która prowadziła ich niemal samoistnie do kolejnych kopert. Niezmiernie ciekawiło ją, co znajdą na końcu tej drogi, a przy okazji miała szansę poznać Nico lepiej. Chyba przede wszystkim o to w tej zabawie chodziło.
Kiedy dotarli do jakiegoś niepozornie wyglądającego sklepiku, na słowa mężczyzny entuzjastycznie skinęła głową. Znalazłszy się w środku, po natknięciu się wzrokiem na sprzedawcę, przywitała się z nim grzecznie, po czym rozejrzała się pobieżnie po półkach, by zaraz zacząć je przemierzać w skupieniu i zastanowieniu, co też mogłaby brunetowi wręczyć na pamiątkę. Właśnie przystanęła przy jednym stoisku, żeby przyjrzeć się uważniej wiszącym na wieszaczkach przypinkom, kiedy usłyszała Nico.
— Tak jest! Zamieniam się w posąg — zasalutowała mu, po czym pokręciła w rozbawieniu głową, powracając do ścianki. Tam z zaciekawieniem przesunęła palcami po kilku propozycjach, aż dostrzegła pomarańczową, okrągłą brożkę z zielonym listkiem. Klementynka. Jej oczy aż rozbłysły w zachwycie nad jej urokiem. Usłyszawszy ponownie mężczyznę informującego ją o udaniu się na zewnątrz, odkrzyknęła żartobliwie: — Tylko nie zostawiaj mnie tu samej! — Bez wahania ściągnęła niewielki przedmiot z wieszaczka i udała się do kasy, żeby zapłacić. Koperta dołączona do paragonu była niespodziewanym, acz bardzo pożądanym dodatkiem.
— Achaaa — powachlowała się figlarnie kopertą tuż po wyjściu, gdy Nico zwrócił na nią uwagę, a gdy zaproponował odczytanie listu, z chęcią otworzyła własny, w którym znajdowała się ta sama treść o dotarciu do punktu głównego zabawy. — No, pewnie! Nie mogłoby to nas ominąć. Zasłużyliśmy! — odparła, dumnie unosząc brodę, w pełni przekonana co do ich zaangażowania w sprawę.
Na wspomnienie o prezentach uśmiechnęła się podekscytowana, po czym przestąpiła z nogi na nogę, nie mogąc doczekać się, co też Nico dla niej znalazł. Ujrzawszy przed swoimi oczami breloczek z kurtką początkowo ściągnęła brwi, ale wyciągnęła dłoń, delikatnie odbierając upominek, i słuchała mężczyzny uważnie. Gdy na końcu usłyszała, że to jego kurtka, aż zastygła w bezruchu pod wpływem ogromnej konsternacji i otworzyła szeroko usta, przez chwilę nie potrafiąc wydobyć z siebie żadnego słowa.
— Że co, proszę? — wydusiła z siebie, spoglądając to na breloczek, to na kurtkę, którą miała na sobie, to na stojącego przed nią bruneta. — I pozwoliłeś, żeby przez cały wieczór gryzły mnie wyrzuty sumienia? — zapytała z wyrzutem i trzepnęła go lekko w ramię, choć w jej oczach rozbłysło rozbawienie, gdy zaczęło docierać do niej, czemu to zrobił. Jego wyjaśnienia były wyjątkowo urocze. Pokręciła z niedowierzaniem głową i, nagle zawstydzona, bezwiednie skubnęła koniec rękawa kurtki, chowając w nim dłoń, którą dosłownie chwilę temu pacnęła mężczyznę. — Dziękuję, że pozwoliłeś mi ją nosić. I w ogóle, że zgodziłeś się na to szaleństwo — mówiąc to, gestem ręki zatoczyła koło, mając na myśli zabawę, w którą ochoczo go wciągnęła. Było jej głupio. Bardzo głupio, czego dowodem stał się kolejny rumieniec wstępujący na jej bladą twarz. — Może chcesz ją teraz z powrotem? — zapytała zaraz, gotowa ją mu oddać. Wcale nie myślała tutaj o sobie i tym, czy byłoby jej zimno, czy nie.
Po chwili przypomniała sobie o tym, że ona również coś dla niego miała. Pospiesznie włożyła więc dłoń do kieszeni kurtki, żeby wyciągnąć z niej przypinkę, którą wręczyła Nico.
— Proszę. Mała klementynka, od Clem. A właściwie Adeline — sprostowała, w zakłopotaniu poprawiając kosmyk rudych włosów za ucho. — Tak naprawdę mam na imię Adeline. Ade. Clem mówią do mnie tylko najbliżsi, ale uznałam, że przez wzgląd na wcześniejsze starcie z tamtym zbokiem lepiej być przezorną — wzruszyła niewinnie ramieniem z nadzieją, że mooże jednak wybaczy jej to małe kłamstewko, które technicznie rzecz biorąc, wcale kłamstewkiem nie było. Właściwie Nico powinien się cieszyć, że poznał jej przezwisko, stając się jednym z garstki ludzi, którzy mogli tak do niej mówić.
— To co? Idziemy na tę imprezę? — dopytała po chwili, uśmiechając się filuternie w stronę chłopaka, będąc pewną, że ich małe nieporozumienie zaraz uleci w niepamięć, po czym po sprawdzeniu punktu na mapie google, udali się w tamtą stronę.
Finał zabawy okazał się odbywać w starym magazynie, przy wejściu którego należało pokazać kopertę z lisem. W środku party trwało już w najlepsze. Dj, lasery i stoisko z alkoholem prezentowały się bardzo zachęcająco, a po chwili wśród twarzy uczestników rudowłosa zaczęła rozpoznawać osoby, które spotkali już wcześniej na swojej drodze – dziewczyna uciekająca przed mężczyznami w tym momencie bawiła się z nimi w najlepsze, nawet machając jej i Nico na powitanie. Podobnie, jak grupa dziewcząt, którym jeszcze niedawno doradzali, czego oczekiwać po kłótni z partnerem.
Adeline była pod wrażeniem całej tej inicjatywy, a wczuwając się w atmosferę i rytm muzyki, ostatecznie wzięła Nico za rękę i ze śmiechem ruszyła z nim na parkiet. Tam już całkowicie dali się porwać tańcu i swojemu towarzystwu.
W półmroku, gdy byli tak blisko siebie, czując na sobie jego oddech i dłonie, było jej niewiarygodnie przyjemnie. Może znała się z brunetem zaledwie wieczór, ale w trakcie tak krótkiego czasu okazał się niezwykle rycerskim i czarującym mężczyzną, a miasto dało im szansę poznać się trochę bliżej. No i przede wszystkim, pozwolił jej ukraść swoją kurtkę, co okazało się pretekstem do tego, by spędzić te ostatnie dwie godziny razem.
Pod wpływem bliżej nieokreślonych emocji, w pewnym momencie przesunęła dłońmi po jego torsie do góry i, zaplótłszy je na jego karku, wspięła się na palce, żeby sięgnąć jego ust w delikatnym, czułym pocałunku, będącym idealnym zwieńczeniem tej szalonej nocy.
W podziękowaniu za pomoc, za czas i za to, że był.

Nico Rosenhall
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”