ODPOWIEDZ
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Baby, where the hell is my husband
And what's taking him so long,
to find me


To miała być zwykła kolacja z ojcem. Na jego życzenie, przyjechała o umówionej porze do jego ulubionej restauracji i, ubrana w białą sukienkę z delikatnym dekoltem z przodu, postukiwała obcasami za kelnerem w drodze do stolika. Po trzecim nakryciu od razu miała złe przeczucia.
Nie myliła się, bo kiedy zdążyła usiąść i zapytała Thomasa z wystudiowaną swobodą w głosie, czy na kogoś jeszcze czekali, jego zadowolony uśmiech zwiastował nadchodzące kłopoty.
A właściwie jeden, konkretny, o imieniu Nathan. Był przystojny, szarmancki i miał wszystko, czego można było oczekiwać po mężczyźnie, który… świadomie godził się na szatańskie plany jej ojca. Z miejsca nie spodobało jej się jego lizusostwo, więc złośliwy impuls w jej głowie nakazał jej go podchodzić przy każdej nadarzającej się okazji. Podczas ich rozmowy nie kryła przy tym, że jej miłe usposobienie to tylko pozory, bo w rzeczywistości uwierało ją, że Thomas znowu kombinował coś za jej plecami. Z każdą chwilą jej kąśliwość, ukryta za przepięknym uśmiechem, zaczynała coraz mocniej doskwierać starszemu Covingtonowi, aż podczas składania zamówienia zwrócił jej uwagę. Rudowłosa w odpowiedzi zamrugała niewinnie, jakby nie rozumiała, o co mu chodziło. Niemniej z dumą zajrzała do karty, żeby zamówić wszystko, co było najdroższe. Skoro tatuś stawiał…
Kiedy kelner odszedł, starszy mężczyzna przestał się już patyczkować i przeszedł do meritum sprawy. A wtedy mina Adeline automatycznie spoważniała. Wraz z każdym następnym słowem, z którym gorliwie wyrażał nadzieję na jej rychłe zamążpójście oraz przypominał o jej obowiązkach jako kobieta, powoli zaczynało się w niej gotować.
Nawet nie poruszyła się na danie, które zostało jej podstawione pod nos, wpatrując się w bezruchu w Thomasa, ledwo zwracając uwagę na paplaninę Nathana, który był równie mocno zaangażowany w sprawę. Wiedziała, czemu — ojciec obiecał mu udziały w firmie.
Dopiero z tego przedziwnego odrętwienia obudził ją dźwięk tłuczonego szkła i następujące po nim krzyki. Odwróciła na moment głowę w tamtą stronę, gdzie dostrzegła kelnera, który jeszcze przed chwilą obsługiwał ich stolik, wykłócającego się o coś z kierownikiem sali. Ich wymianę zdań szybko zagłuszyły kuchenne drzwi.
Gdy przeniosła wzrok z powrotem na tatę, posłała mu sztuczny uśmiech.
— Po moim trupie — wycedziła przez zęby, przeciągając każdą głoskę, i, nie bacząc na zdumienie Nathana i ostrzejszy ton Thomasa, demonstracyjnie sięgnęła po torebkę i podniosła się z miejsca, szurając przeraźliwie krzesłem, po czym wyszła pospiesznie z restauracji.

Nieco chłodne powietrze uderzyło w jej rozpalone ze złości policzki, ale nie zatrzymała się. Bezwiednie skierowała swoje kroki za najbliższy róg, chcąc jak najszybciej zniknąć z oczu w razie, jakby tatulek postanowił za nią wybiec.
Wrzało w niej z narastającego gniewu, a jednocześnie czuła tak ogromne rozgoryczenie, że zaraz po wsunięciu się w uliczkę za budynkiem, oparła się plecami o ścianę i złapała mocniej powietrze w płuca.
Gdyby tylko mogła tak utrzeć nosa swojemu ojcu!
Trwała tak przez kilka sekund, próbując ujarzmić kotłujące się w niej emocje, aż drzwi od zaplecza nieopodal otworzyły się z hukiem i wypadł z nich wyraźnie rozeźlony mężczyzna. Przełknęła nerwowo ślinę, przypatrując się mu badawczo, a gdy rozpoznała w nim tego samego kelnera, który chwilę wcześniej przyniósł jej do stołu posiłek, a potem pokłócił się z kierownikiem, odetchnęła nieco.
— Co za wieczór, co? — zagaiła, odbijając się od ściany, i powoli podeszła do niego. Przecież zdawała sobie sprawę, że coś nie coś musiał podsłyszeć w trakcie tej osobliwej kolacji. — Nie wiem, kto jest w gorszym położeniu — pracownik, który stracił pracę u jakiegoś gbura, czy laska, której ojciec próbuje na siłę ułożyć życie — stwierdziła nieco ironicznie i wzruszyła niedbale ramionami, po czym skrzyżowała je na klatce piersiowej, przystając nieopodal mężczyzny.
Już wcześniej zauważyła jego nietypową, szlachetną urodę, ale dopiero teraz miała szansę przyjrzeć mu się uważniej. Surowe rysy twarzy i przenikliwe spojrzenie kontrastowały z kręconymi, jasnymi włosami, sprawiając, że naprawdę było na czym zawiesić oko. Jej uwadze nie umknęły również widoczne spod koszuli tatuaże na szyi oraz dłoni.

Aslan Mountbatten
27 y/o
For good luck!
190 cm
kuchcik u boku żony
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pracował w tej restauracji od kilku miesięcy, ale od jakiegoś czasu miał wrażenie, że szef zaczął mieć z nim jakiś problem. Aslan nie bardzo wiedział, czy chodziło o to, że żona mężczyzny coraz częściej wpadała do lokalu i zdawała się coraz śmielej wdawać z nim w rozmowy, czy może rzeczywiście zaczął mieć wobec niego wymagania, których sam nie potrafił jasno zdefiniować.
Niemniej Aslan niezmiennie robił swoje. W zależności od potrzeb menadżera na zmianę kelnerował, siedział na zmywaku, a od czasu do czasu nawet zastępował któregoś z kucharzy.
Właśnie to sprawiało mu zdecydowanie najwięcej satysfakcji. W końcu... lubił gotować.
Tego wieczoru, o tej konkretnej godzinie, miał pod opieką cztery stoliki, jednak jeden z nich szczególnie przykuł jego uwagę. Siedząca przy nim młoda rudowłosa kobieta, ku wyraźnemu brakowi entuzjazmu starszego mężczyzny, zamówiła wszystkie najdroższe dania z karty. Aslan z uprzejmym, acz delikatnie widocznym rozbawieniem poinformował ich, że potrawy pojawią się w ciągu dwudziestu minut. Następnie skłonił lekko głowę i odszedł.
W międzyczasie podczas obsługiwania pozostałych stolików, nie sposób było mu nie zauważyć zachowania tamtych gości. By,ć może trochę wścibsko, ale ukradkiem zerkał w ich stronę. Starszy mężczyzna notorycznie podnosił głos, rozprawiał o zamążpójściu oraz obowiązkach kobiet. Z każdym kolejnym podobnym komentarzem Aslanowi coraz trudniej było powstrzymać zażenowanie. W pewnym momencie prychnął z kpiną nad głową Thomasa, kiedy akurat zmierzał w kierunku kuchni.
Ba, czasy patriarchatu dawno przecież minęły. Tym bardziej nie rozumiał, dlaczego mężczyzna próbował wbić te archaiczne przekonania do głowy swojej (jak zdążył się domyślić) córki. W dodatku mimowolnie okrzyknął siedzącego przy tym samym stole drugiego mężczyznę mianem pizdusia. Nie potrafił bowiem pojąć, jak można z tak bezmyślnie potakiwać na słowa dominanta, a następnie dorzucać pełne zachwytu anegdotki, od których Aslan miał ochotę zwrócić porannego tosta. Gdyby to od niego zależało, jedyne co posłałby w ich stronę, to anielski orszak.
Nie mógł się jednak wtrącać, więc zaczął nakładać gotowe dania na tace. W pewnym momencie jeden z półmisków z kawiorem zsunął się z krawędzi i po chwili rozbił o podłogę. I zanim Aslan zdążył zacząć sprzątać, tuż obok pojawił się szef, który jak zwykle nie szczędził mu obelg oraz krytyki.
Po tylu sytuacjach, w których zdołał zacisnąć zęby i przełknąć kąśliwe uwagi, jego pokora sięgnęła końca. Spojrzał na przełożonego z piętrzącym się w oczach zdenerwowaniem, po czym z impetem kopnął kawałek rozbitej porcelany i powiedział wprost, co sądził o takim traktowaniu.
Po wszystkim otrzymał wypowiedzenie. Wciąż w czarnym uniformie, z bomberką niedbale zarzuconą na plecy i zgniecioną paczką papierosów w dłoni, wyszedł drzwiami od zaplecza. Chwilę później nerwowo odpalił tytoń i niby nonszalancko się nim zaciągnął. Właśnie wtedy ciszę zaułka oraz jego rozhulane myśli zmącił głos, a potem kroki.
Słysząc głos kobiety, którą natychmiast rozpoznał, gdy tylko wyszła z cienia, ponownie zaciągnął się papierosem. Zaraz odwrócił głowę i wypuścił chmurę dymu gdzieś w przestrzeń, jednocześnie chroniąc ją przed tym nieprzyjemnym doznaniem.
Akurat w tym momencie Aslan nie miał ochoty na rozmowę, dlatego na słowa nieznajomej odpowiedział jedynie ironicznym prychnięciem. Po chwili ponownie skierował ku niej twarz. Bez trudu mogła odczytać zdenerwowanie czające się w jego jasnych oczach oraz niezadowolenie wypisane w każdej zmarszczce.
Pomimo wszystko całkiem odruchowo przetworzył pytanie kobiety i musiał przyznać, że nie znał na nie odpowiedzi. Nie wiedział, które z nich znalazło się w gorszym położeniu, dlatego ostatecznie mlasnął i ostentacyjnie kiwnął głową.
— Więcej optymizmu — rzucił zupełnie znienacka, sztucznie rozbawionym tonem, zupełnie niepasującym do tej cholernie patowej sytuacji. Zaraz zaciągnął się jeszcze raz, po czym rzucił niedopałek na ziemię i przygniótł go czubkiem buta. — Kto jest w lepszej sytuacji? Pracownik, który właśnie zyskał wolny wieczór, czy laska, która nie potaknęła ojcu i zostawiła go z gigantycznym rachunkiem? — pociągnął temat, sugerując się tym, co zdążył wywnioskować. — Jutro poszukam czegoś innego. — Wzruszył ramionami. — Też walcz dzielnie — i właściwie zamierzał odejść.

Adeline Covington
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla Adeline pomysł ojca nie był żadną nowością. Co prawda, nie spodziewała się tak bezpośredniego ruchu z jego strony w najbliższym czasie, niemniej mogła się tego po nim spodziewać. Już od dawna wojowała z nim w kwestii zamążpójścia, zbywając i sabotażując jego plany jak tylko mogła.
Sytuacja na kilka lat ustabilizowała się w momencie pojawienia się w jej życiu Sullivana, który z miejsca zdobył miano przyszłego zięcia oraz przychylność najstarszego Covingtona. Wówczas Ade również tak uważała. Ich zaręczyny uszczęśliwiły wszystkich. Nic dziwnego, że po powrocie Hartleya nadzieje Thomasa się ożywiły. I mimo rozmówienia jego córki ze swoim byłym partnerem, nie odpuścił.
Z tym, że rudowłosa zaczynała coraz bardziej zdawać sobie sprawę, że żeby uszczęśliwić ojca, mogła jedynie być ślepo mu posłuszna. Wyjazd do Włoch uświadomił jej też, że wykonywanie jego poleceń i usilne próby zaskarbienia sobie jego lodowatego serca wcale nie uszczęśliwiały j e j. Tak, jak wybrała siebie ponad Sully’ego, tak przyszedł czas na zrobienie tego samego z tatą.
Miała mu za złe to, jak ją traktował po wszystkim, co dla niego robiła, więc w jej umyśle zaczęła gościć coraz śmielsza myśl, że powinna mu się za to odwdzięczyć. W końcu była dorosła, miała prawo sama decydować o własnym życiu i żyć według własnego uznania.
Równie dobrze sama mogę znaleźć sobie męża.
Naprawdę miała ochotę zapalić. Rzadko sięgała po fajki, ale w chwilach takich, jak ta, nikotyna zdecydowanie mogła ukoić jej zszargane nerwy. Nieznajomy, z fajką w zębach, trafił się więc jej idealnie.
Jego pozytywna wersja sytuacji, w której się znaleźli, na chwilę zatrzymała jej myśli. Gdyby nie fakt, że znała Thomasa, przyjęłaby tę perspektywę z otwartymi ramionami, ale jej walka przyjmowała formę tej z wiatrakami — bezsensownej. Chyba, że pobiłaby ojca jego własną bronią.
Nagły impuls wraz z odwracającym się od niej mężczyzną przyprawił ją o szybsze bicie serca.
— Poczekaj! — zawołała pospiesznie, gdy w jej głowie zaczęła klarować się pewna myśl. Gdy mężczyzna przystanął, przełknęła nerwowo ślinę. — Wiem, jak moglibyśmy rozwiązać nasze problemy na jakiś czas. Myślę, że możemy sobie pomóc — powiedziała, z wolna ważąc słowa, jeszcze przez chwilę intensywnie nad czymś rozmyślając. Następnie podniosła na niego spojrzenie, już znacznie pewniejsze, jakby właśnie podjęła decyzję. — Nie chcesz zarobić? Stała pensja, trzy razy wyższa niż kelnerowanie, możliwe bonusy za zaangażowanie, elastyczne godziny pracy. Ty nie musiałbyś się użerać z takimi pracodawcami jak tutaj, a ja przytarłabym nosa ojcu i dałby mi spokój — powiedziała zdecydowanym głosem, przy ostatnich słowach spoglądając na niego wymownie.
Serce biło jej jak oszalałe, bo to, do czego dążyła, było chyba najbardziej szaloną rzeczą, jaką przyszło jej dokonać, ale… była zdesperowana. Zbliżyła się do nieznajomego, przystając niespełna krok przed nim. To czyste wariactwo, dudniło jej w głowie, na co odetchnęła nieznacznie, próbując w ten sposób dodać sobie odwagi. Co miała do stracenia?
— Proponuję układ. Zostań moim mężem — zaproponowała w końcu, patrząc na niego z powagą i zapewne czającymi się w jej oczach iskrami szaleństwa. Nie poczekała na odpowiedź. — Na rok. Małżeństwo, które istnieje głównie na papierze. Jedyne, czego oczekuję to wiarygodności przy ojcu i obecności wszędzie tam, gdzie będzie wymagało tego towarzystwo męża. Nikt nie może poznać prawdy — wyjaśniła prędko, chcąc postawić sytuację jasno — w tym szaleństwie była metoda.
Mężczyzna, którego imienia nawet nie znała, wydawał się być idealnym kandydatem na zmiażdżenie dalekosiężnych planów jej ojca. Zwykły kelner, bez większych perspektyw, z wykupioną lojalnością sprawdziłby się do tej roli wręcz znakomicie. Za opłatą robiłby wszystko, co by mu kazała, byle tylko dokuczyć Thomasowi. A ona, po takim fikcyjnym ślubie, wcale nie musiałaby się niczym ograniczać. Ślub był tylko formalnością. Rozwody też.
Była szalona.

Aslan Mountbatten
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Distillery District”