30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, dziwne rzeczy
Co tu się kurwa odpierdala?
To pytanie zadawała sobie od jakiś dwudziestu minut.
Dosłownie od momentu, w którym razem z Wendy obudziły się w jakieś zamkniętej, ruszającej się skrzyni. Dookoła nie było wyjścia, a jeszcze jakby tego było mało, okazało się, że był z nimi jakiś odpierdolony na Gandalfa krasnal, który w zamian za pokazanie drogi wyjścia chciał, żeby mu obiągnąć?
Cyrk.
Cyrk na kółkach.
Nie było nawet opcji, że którakolwiek z nich wyląduje przed tym gościem na kolanach chociaż przy jego wzroście, to chyba na leżąco, ani że go pocałuje. I szczerze? Noriega wcale nie dziwiła się Wendy, że się biedna porzygała, bo ją samą mdliło. Nie dość, że platforma ciągle się ruszała, to jeszcze koleś jechał tak intensywnym śledziem, że sama myśl o pocałowaniu go wywoływała odruch wymiotny.
Pozwoliła Gardner czynić swą powinność, nawet lekko poklepała ją po pleckach, co by jej się cała żółć ładnie oderwała, chociaż spojrzenie miała cały czas wbite w krasnala. Nie mogły spuści go z oczu, bo gość był nieobliczalny. Jeszcze by na nie naskoczył i co by było? Tylko zaraz okazało się, że zamiast krasnala, powinny bać się miejsca, w jakim się znajdowały, bo ziemi znowu się poruszyła. W tym samym czasie coś głośno huknęło i na moment w pomieszczeniu zapanowała jasność.
Pilar momentalnie zmrużyła oczy, oślepiona nagłym promieniem światła i dopiero po chwili, uchyliła powoli powieki, rozglądając się za wyjściem. W pierwszej kolejności w oczy rzuciło jej się… niebo. Bo tylko tyle było widać z otworu. Pieprzone niebo. Jakby dosłownie były w chmurach. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że krasnal zaczął świecić się na złoto, bo już wyrwała się do krat.
— Wendy, tutaj! — krzyknęła głośniej, zaciskając palce na metalu. W pierwszej chwili gówno nawet nie chciało drgnąć, przez co Pilar powoli tracił nadzieje, ale wtedy z boku wyczuła… uchwyt. Niewielką klamkę, którą chyba dało się… — Pomóż mi to przekręcić! — poprosiła i zaraz obie chwytały wajchę w dłonie, szarpiąc się z nią i stękając przy tym głośno.
— A mojej to nie chciałyście tak chwycić — wtrącił oburzony Gandalf, tylko dziewczyny już nie zwracały na niego uwagi. Były zbyt zajęte siłowaniem się z zawiasem, który… W KONCU puścił. Okno wyleciało na zewnątrz, a Pilar automatycznie przytrzymała Wendy, jasno dając jej do zrozumienia, że powinna iść pierwsza, gdyby było niebezpiecznie. Przerzuciła jedną nogę, stając na konstrukcji, która lekko się zachwiała, a zaraz drugą, rozglądając się dookoła i…
— O ja pierdole — tylko tyle była w stanie z siebie wydusić, patrząc w dół jakieś solidne kilkadziesiąt metrów. Ile to było? Jakieś solidne cztery piętra, jak nie pięć! Ludzie na dole wyglądali jak mrówki, a one znajdowały się na samym szczycie… jakiegoś kutasa? Tak. Niewielki balkonik, na jakim stały decydowanie przypominał różowiutki napletek. Pytanie tylko teraz brzmiało jak one się tam dostały i przede wszystkim: jak teraz zejść na dół?!

Wendy Gardner Madox A. Noriega William N. Patel
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No cóż, to miejsce jest całe chore… pachnie patologią… i śledziem. I to nie jest smaczne.
Jakimś trafem cały ten smród bił od krasnala, no bo przecież nie od nich! Chociaż Wendy nie popisała się tym rzyganiem, to jednak oddaliły się na bezpieczną odległość od tego co zwróciła i nawet po tym nie śmierdziała. Ta, jasne. Zresztą one razem z Pilar były zbyt ładne, by śmierdzieć. Na pewno pierdziały fiołkami i rzygały rumiankiem, choć w sumie rumianek też śmierdzi i w dodatku nie pomaga. Jeśli ktoś chce, by go herbatka z rumianku uspokoiła to niech pamięta, że pomaga ona tylko wtedy jak się nią chluśnie komuś w twarz. Szkoda w sumie, że teraz nie miała tego rumianku ze sobą, to by może miała sposób na krasnala i jego odór, a tak? Tak musiały sobie jakoś radzić!
Dobrze, że nie utknęła tutaj sama, bo chyba by stała w kącie i płakała. Problem był jednak taki, że tu nawet pieprzonych kątów nie było, żeby oddać się rozpaczy. Dramat. Ktoś na górze jednak nad nią czuwał, bo miała u swojego boku Pilar, a ona była ogarnięta. Serio, laska wymiatała, a przynajmniej taką miała aurę. Była trochę jak taka superbohaterka, piękna wojowniczka niczym Wonder Woman, przebiegła, zjawiskowa i cwana Catwoman, wojownicza księżniczka Xena!!! Miała w sobie coś takiego, że Wendy w głębi siebie przeczuwała, że choć tkwiły po uszy w gównie to ona ich z tych kłopotów jakoś wyprowadzi. Że wyjdą z tego ze zręcznością, sprytem i klasą godną Lary Croft,a przynajmniej jedna z nich wyjdzie, bo po Gardner można było się spodziewać wszystkiego, ale na pewno nie zręczności i klasy.
Wcale jej nie zdziwiło to, że Pilar odkryła wyjście! O matko! Wendy czuła się tak, jakby rozpakowywała najwspanialszego lizaka pod słońcem. Szkoda tylko, że gdy pociągneły za klamkę i wyszły choć to za wiele powiedziane okazało się, że lizak jest plastikowy, a wyjście jest balkonem bez kurwa wyjścia.
Balkonem na wielkim penisie.
— Ja pierdole — westchnęła zrezygnowana i spojrzała w dół na morze nagusów. — Wiem, że jesteśmy wysoko, ale czy oni są… goli? — zmrużyła oczy, jakby to miało jej w czymkolwiek pomóc. To jednak tłumaczyłoby też ich krasnala poniekąd, że nie on jeden się obnażał… że on cholibka był u siebie. Westchnęła raz jeszcze, by po chwili nabrać powietrza w płuca i z tego balkonu zawyć lepiej niż niejedna miss świata wykrzykując nazwę swojego państwa. Columbię lub Grecję.
— WILLIAM!!!!!
— MADOX!!!
— PAAAAAAAAAATEEEEEEEEEEEEL!!!!!!
— Raaaaaaaaaatunku!
W akcie desperacji zdzierała sobie gardło, aż nagle ktoś przemówił. Ni chu, go nie rozumiała, ale z całą pewnością miał wspomaganie. Takie kościelne, co wyło i piszczało, gdy się źle dostroiło… lecz chyba ktoś coś poprzekręcał i zawył. — Płyńcie wszyscy w dół! — Wendy spojrzała na Pilar jakby nic z tego nie rozumiała. — Teksty z bajek mi typ będzie cytował zamiast powiedzieć co robić, by znaleźć się na dole, IDIOT…. AAAAAA, WIEM! — nagle ją olśniło, że były jak te plemniki czekające na zwolnienie blokady. Wystarczyło tylko znaleźć miejsce, z którego wylecieć powinny. Dobrze, że ten balkonik rzucił trochę światła do środka, bo zaraz głowę do góry zadarła i… — AHA! — drabinka. Drabinka prowadząca na sam szczyt, prosto do dziury. Nawet się nie zastanowiła, a już się wspinała po niej w górę. — Chodź, musisz mi pomóc to otworzyć — zawołała do Pilar robiąc je trochę miejsca na drabinie, a trochę pozwoliła jej się o siebie poocierać. I gdy otwarły górny właz im oczom ukazała się…
…najprawdziwsza zjeżdżalnia, która prawdopodobnie prowadziła na sam dół wokół tej konstrukcji penisa. Z trudem przełknęła ślinę. — Ja pierdole, ja się boję — już chciała wycofać się, ale pod drabiną już stał krasnal i to przeraziło ją jeszcze bardziej. Do tego stopnia, że usiadła patrząc się w tą ciemną otchłań. Osuwała się już po penisie, ale nigdy nie w takim stylu i zazwyczaj sprawiało jej to przyjemność, a nie wprawiało w przerażenie. — Popchnij mnie zanim ten krasnal nas dojedzie!!! — wrzasnęła do Pilar.


. Obrazek .
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mnie nie trzeba dwa razy powtarzać, więc od razu zrzucam z siebie ubranie. Pokwaszony czy nie składam je w idealną kostkę i odkładam na ziemię, potem nawet wygładzam obiema dłońmi, przy okazji strzepując drobinki piasku. Prostuję się, a jak Madox pyta czy widzieli jego żonę, to Lola kiwa głową - No, widziałyśmy, tutaj stoi - mówi i wskazuje na mnie, a ja unoszę w zdziwieniu obie brwi - Co? A nie, bo my już się rozwiedliśmy - tłumaczę, na co Tola robi taką smutną minkę, że mam ochotę ją przytulić na pocieszenie. Już rozkładam ramiona, ale wtedy Madox wyskakuje z tym Shrekiem i ciągnie mnie w jego stronę, więc się nie opieram tylko podążam za nim, zatrzymując się przy guru. Witam go szerokim uśmiechem, trochę nieobecnym, ale szczerym. Już otwieram jadaczkę żeby coś powiedzieć, ale wtedy coś upada między nas i obydwoje, razem z Noriegą podrywamy głowy do góry, a tam... Wielki, kolorowy kutas. O kurwa, nieźle. Shrek mówi, że to na naszą cześć i jest przekrzywiony, więc moje spojrzenie momentalnie opada na klejnoty Madoxa żeby sprawdzić czy to bardziej jego czy mój, czy jednak hybryda. No cóż. Muszę przyznać, że odjebali kawał dobrej roboty, wyglądał prawie jak prawdziwy. A potem słyszę głosy, znajome wołanie. Rozglądam się dookoła, chociaż nie jestem pewien czy dochodzi do moich uszu z zewnątrz czy z wnętrza własnej głowy - Ej, słyszycie to czy mam fazę?... - pytam, ale Shrek już chwyta za megafon i drze się do kogoś, że ma płynąć w dół, więc znowu podrywam głowę do góry, a tam - Wendy!!! Ju-hu!!! - macham do niej energicznie obiema rękami - Ej bo ten penis ma twarz twojej żony - mówię do Madoxa, wieszając mu się na ramionach, po czym parskam głośnym śmiechem. Materializują się przy nas Lola i Tola, jedna z nich pyta - Wendy to twoja żona? - zanim Noriega zdąży odpowiedzieć to ja kręcę głową - Nieee, Pilar to jego żona - mówię - Pilar to twoja żona? Ale masz farta - Lola kiwa swoją śliczną łepetynką - A Wendy to twoja? - pyta się mnie - Nie, nie moja - odpowiadam, po czym ponownie wznoszę spojrzenie na platformę i widzę jak nasze dziewczyny suną po zjeżdżalni na sam dół. Podbiegam do otworu, z którego już za chwilę wyskoczą, żeby złapać Gardner w ramiona jak tylko wyleci z chuja. A przypominam, że jestem całkiem goły.

Madox A. Noriega Pilar Noriega Wendy Gardner
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”