Zaśmiał się lekko w odpowiedzi. -
Skoro tak mówisz to zdam się na opinię eksperta. – Żartował, acz nie był wcale lekceważący. Wheeler była na pewno lepiej zaznajomiona z biologią niż on. Z drugiej strony mógł jeszcze kontynuować kwestie debatą na tą czy człowiek szalony, czy człowiek z niedoborem tlenu był niebezpieczniejszy. Ludzie zabijali z bardziej błahych powodów. Podświadomie jednak musiał wiedzieć, że wdawanie się w szczegóły brutalnych aktów jakich mogliby się dopuścić przeciw sobie w szale nie było dobrym tematem w tej sytuacji. Mieli już wystarczająco na głowie, żeby jeszcze martwić się o to czy druga osoba stanowi dla nich niebezpieczeństwo.
-
O właśnie on. – Potwierdził, że tej nazwy szukał. -
No tak.. to by wiele wyjaśniało. – Zaśmiał się mimowolnie, na własne założenia. W sposobie jaki zagaił na temat jej wyboru miał nadzieję odkryć coś więcej, że może było w owadzie coś wyjątkowego co przykuło uwagę Jennifer, czy może należał to grupy jej ulubieńców, może był nieprzeciętnie agresywny, lub był pacyfistą swojej gromady. Odpowiedź okazała się jednak prosta i jakże przyziemna. -
Omawiałaś jeszcze jakieś inne owady dzisiaj? – Z jakiegoś powodu nie był pewien czy jego pytanie miało sens. Czy jeden barciel pszczołowiec mógł zająć całą długość zajęć czy był zaledwie jednym z wielu wspominanym w ciągu godziny? W jak wiele detali wdałby się wykładowca w odniesieniu do tego ile wiedział na temat specyficznego owada?
Słysząc opis wyobraził sobie powoli jak wyglądały skrzydła, że owad miał skrzydła, dodał orientację pasków i kolory. Nie miał pojęcia jaki miałby generalny kształt więc póki co trzymał się ogólnego owalu. -
A wiesz, że zakładem nawet, że nie będzie pszczoła. – Przyznał, aż prawie z siebie dumny, że sposobem dedukcji doszedł do takiego wniosku jeszcze nim ekspertka go o tym poinformowała. -
Tak mi się kojarzyło, że chrząszcze nie będą za bardzo kolorowe… – Z drugiej strony, nie mógł powiedzieć, że poświęcał wiele czasu na zastawianie się nad kolorystyką owadów tak ogólnie. -
Ale to może być dlatego, że na myśl głównie przychodzą mi skarabeusze. – Przede wszystkim z powodu filmu Mumia. -
Który byś powiedziała ze chrząszczy jest najciekawszy? – Zagadnął, bez mrugnięcia okiem kontynuując temat. Wheeler wydawała mu się dobrze reagować na ten ciąg rozmowy i jego też to zajmowało. Umysł przysuwał mu pomysły na nowe pytania do tego stopnia, że nie wiedział od czego powinien zacząć, a jednocześnie nie chciał wylać na nią całego potoku i ją przytłoczyć. Mimo stresującej sytuacji chciał stworzyć spokojniejszą atmosferę.
Wolno poruszające się powietrze nietrzaśnięte tutaj z nimi nie było jeszcze nieznośne, ale gdyby Livingston wszedł do takiego mieszkania na pewno otwierałby już okna. Nawet wiele o tym nie myśląc zsunął z ramion swoją kurtkę i odłożył ją na podłogę po czym dołączył do niej siadając. Był przyzwyczajony do długich godzin na nogach i czas który do tej pory spędzili w windzie nie był wielkim wyzwaniem, ale czuł, że nie mógłby znaleźć sobie odpowiedniej pozycji do stania na dłuższy czas. W pracy miał przynajmniej opcję poruszania się, oparcia się stół, a to o swój van, musiał się schylać i przykucać. Stanie w jednym miejscu było zbyt męczące dla umysłu.
Zarejestrował chwilę ciszy za nim kobieta mu odpowiedziała. Wydało mu się to normalne, przy pytaniu, które mogło mieć całkiem obszerną odpowiedź. Jak komuś podsumować tak wiele kwestii, które mogły być częścią podjętej decyzji?
Uśmiechnął się gdy przyznała, że wpływ na jej wybór miał ojciec, zapominając o tym, że Jennifer zapewne go nie widziała, więc jej słowa zawisły tak chwilę w ciszy gdy Bryce przyswajał tą informację. -
To piękna rzecz robić w życiu coś co się uwielbia. – Skomentował. Zauważył, że Wheeler była bardzo dokładna w tym jak odpowiadała na jego pytania. Nie miała (w tym krótkim czasie jaki się znali) zwyczaju podawać dodatkowych informacji, nadmiernie opisywać kontekstu, czy nawet rozwijać się na tematy powiązane, a jednak nie dotyczące głównego wątku. Mogło to być oczywiście skutkiem tego w jakiej sytuacji się znaleźli, albo po prostu kobieta nie była taką gadułą jak on. Sprawiało to jednak, że nie był do końca pewny czy powinien drążyć niektóre tematy, czy pozwolić im aby się naturalnie zamykały. -
Rozumiem, że ojciec był takim nauczycielem z pasją, tak? – A jednak jego gadatliwość wygrała.
-
Moi rodzice zabierali mnie ze sobą do pracy. – Przyznał. -
To było… – Zastanowił się nad odpowiednim słowem. -
dla dzieciaka to było strasznie interesujące. Moja mama miała taką charyzmę, że wydawało mi się, że musiała znać tych obcych ludzi którym po raz pierwszy pokazywała domy. – Dopiero z czasem zrozumiał, że Irenee Livingston po prostu miała do kontaktów z ludźmi wyćwiczony dar. Wielokrotnie wynegocjowała dla swojego syna krótsze pobyty w kozie, wtedy kiedy wiedziała, że na nie nie zasłużył.
-
Tak. – Potwierdził wesoło. -
Jest energiczny i jeszcze nie ma za dobrego poczucia przestrzennego. – Dodał w ramach wyjaśnienia. -
Ma pięć lat i właśnie zaczął szkołę. – Z perspektywy Bryce’a nie było w tym nic inwazyjnego, że kobieta spytała o chłopca, którego widziała z nim w lobby. Z resztą zapewne mogła ich gdzieś kątem oka zauważyć razem wielokrotnie i już wcześniej dojść do wniosku, że to jego syn. -
Także jest ciekawie, mówi mi o wszystkim nowym o czym się uczy i czeka niecierpliwie na lekcje o dinozaurach. – Uśmiechnął się do siebie. -
Na tym etapie to myślę, że on wie więcej o dinozaurach niż ja. – Jednocześnie Bryce pamiętał, że jego zainteresowanie w tym temacie nie potrwało długo i nie miał okazji go odświeżać, dopóki Jamie nie poprosił o encyklopedie dinozaurów.
-
Ty nie masz dzieci, prawda? – Odruchowo kontynuował temat. -
Przepraszam, to… – Skrzywił się. -
To nie zabrzmiało dobrze, po prostu nie wydaję mi się, żebym widział cię z dzieckiem w budynku. – Zastanowił się chwilę. -
Uh, to też nie brzmi najlepiej… ale wiesz… wiesz o co mi chodzi. Tak jak zauważa się, że ktoś dużo kupuje online, bo cały czas paczki do niego przychodzą i siedzą w lobby. – Miał nadzieję, że jakoś z tego wybrnął, jednocześnie zadając sobie sprawę, że jego pytanie do niczego konkretnego nie prowadziło. Jak oczekiwał, że się to zakończy? Jennifer przyzna, że ma sekretne dziecko, które mieszka z jej rodziną w innym mieście? Nawet jeśli tak by było, to zapewne nie coś co chciałaby omawiać z sąsiadem.
Ginny Wheeler