31 y/o
daisy
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miasto bez prądu.
Brzmiało przerażająco. Postapokaliptycznie nawet, biorąc pod uwagę, że mowa tutaj nie była o jednym budynku, a całym w i e l k i m mieście. Nawet nie chciała myśleć o tym, co właśnie musiało się dziać na zewnątrz, kiedy cała infrastruktura stanęła. Przecież tu nie chodziło tylko o niedziałające latarnie, ale też światła drogowe, wszelkie maszyny, monitoringi… kurwa. Przecież to paraliżowało wszystko. A tym jak się po chwili okazało nawet drzwi redakcji.
No tak, zachciało się nowoczesnej technologi przy wejściach, to teraz było. A wystarczyło zostać przy klasycznych, otwieranych k l u c z e m drzwi zamiast obrotowych, w których sama Whitmore utknęła chyba z trzy razy, a dwa nawet przytrzasnęła sobie płaszcz i musiała prosić Guarda o pomoc.
— A wyjście awaryjne? — spojrzała po nich zaskoczona. Przecież w każdym budynku było jakieś wyjście awaryjne na wypadek pożarów lub właśnie braku prądu. — Na pewno takie mamy.
— No mamy… — odezwał się Guard, podnosząc przy okazji rękę do głowy i drapiąc się po braku owłosienia. — Ale żeby przejść do tamtego korytarza, to też trzeba użyć karty do poprzednich drzwi — wyjaśnił, a Whitmore aż spojrzała na Kirę z niedowierzaniem. Świetny system ewakuacyjny tu mieli, nie ma co! Będzie musiała koniecznie przekazać temat Richardowi, kiedy to wszystko się skończy, bo przecież to aż prosiło się kiedyś o wiele większą tragedie niż tylko brak prądu.
Wysłuchała panikującej Josie, która przy okazji wspomniała im też o tym, jak nie może się dodzwonić do męża i włączyła tryb panic. Przy okazji pytała Diasy, czy ona do swojego też już dzwoniła, ale… wiadomo, że nie. Powiedziała, że nie było okazji, oczywiście pomijając fakt, że chwile temu była zajęta zdradzaniem go z Kirą Finch.
Skinęła głową na propozycję, żeby zejść na dół i samemu spojrzeć na temat.
— A poczekaj, poświeć mi tutaj… — poprosiła, wyciągając rękę przed siebie. Chciała złapać Kirę ze kawałek koszulki, którą miała na sobie, jednak źle wymierzyła i… złapała ją za rękę. Splotła ich palce i zaciągnęła ją z do księgowości, z włączona latarką w telefonie dziennikarki. Na szybko doskoczyła do swojej torebki i wyciągnęła z niej telefon. — Dobra, chodźmy — miała tam kilka nieodebranych połączeń od mamy i Rowana, ale na razie wszystko usunęła i włączyła latarkę również u siebie. Chociaż trzeba przyznać, że widok ikonki swojego męża wzbudził w niej jakieś drobne dreszcze. Pewnie przez to, co chwile temu robiła z Finch.
— Co? — wytrąciła się pytaniem Kiry, aż ochroniarz się za nimi odwrócił. — No pewnie powinniśmy, póki się da — wzruszyła ramionami. W końcu była to kwestia godzin, aż wszystkim nie padną telefony, laptopy i cokolwiek tam mieli bezprzewodowego. Każda bateria miała kiedyś swój koniec, a przez to, że blackout był nie do przewidzenia, pewnie nikt nie pojawił się w redakcji z dziesięcioma naładowanymi powerbankami. — Zaraz przedzwonię do Frankiego — wtrąciła, ruszając schodami w dół. Pierwsze powinny sprawdzić sytuacje z drzwiami, dopiero potem Whitmore będzie mogła zająć się kontaktem z redaktorem działu newsy. Chociaż znając jego już pewnie kręcił czwarty artykuł. Frankie zawsze pierwszy brał się za robotę.
— Mi? — uniosła w górę brew, słysząc tekst Finch o błyszczących oczach. — Wydaje ci się — rzuciła niby poważnie, chociaż nawet w tak nikłym świetle Kira mogła zobaczyć na twarzy Daisy przelotny uśmiech. A potem nawet poczuć jej ciepłą dłoń gdzieś przy swoich biodrze, po którym przejechała zaczepnie palcami.
— Tędy — wtrącił Guard i skręcił do wyjścia.
Na dole faktycznie znajdowała się całkiem spora ilość osób. Każdy świecił latarkami z telefonu, niektórzy rozmawiali przez telefon, inni panikowali. Faktycznie wyglądało to tak, jakby wszyscy utknęli w biurze bez możliwości wyjścia.
— Miałam odebrać dziecko z zajęć już pół godziny temu — rzuciła zapłakana Kelly z modowego, pociągając nosem. I to był chyba taki moment, w którym Daisy autentycznie ucieszyła się, że ma dzieci, bo chyba zeszłaby ze strachu, widząc, że została w taki sposób odcięta i nie miał się kto zając jej dzieciakiem.

:stickuhh:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie mogło przecież potrwać wiecznie. Kira była przekonana, że to tylko chwilowy brak zasilania. Podobna sytuacja zdarzyła się już kiedyś i wtedy prąd wrócił po niespełna godzinie. Miasto nie mogło pozwolić sobie na to, żeby takie awarie ciągnęły się w nieskończoność. Zresztą większość budynków miała agregaty prądotwórcze, które powinny zapewnić zasilanie przynajmniej przez jakiś czas. Redakcja też musiała mieć coś takiego, tylko najpierw należało ustalić, gdzie właściwie tego ustrojstwa szukać. Ale to był problem ochroniarza. On powinien znać budynek i wiedzieć, co zrobić w razie podobnych sytuacji. Finch musiała upewnić się, czy rzeczywiście zostały uwięzione w środku.
Wzmianka o mężu sprawiła, że parsknęła pod nosem zduszonym śmiechem. Daisy absolutnie nie miała teraz głowy do tego, żeby dzwonić do Rowana. Obie doskonale wiedziały dlaczego, ale biedna Josie trwała sobie w błogiej nieświadomości.
Zgodnie z prośbą poświeciła latarką w telefonie, oświetlając schody, a chwilę później poczuła, jak Daisy zaciska palce na jej dłoni. Nie skomentowała tego w żaden sposób, po po prostu splotła palce z jej palcami.
— Drzwi ewakuacyjne, których nie da się otworzyć w razie awarii? To chore — prychnęła, schodząc po schodach i czekając, aż menadżerka zabierze swój telefon z księgowości.
Do samej Kiry na razie nikt nie dzwonił. Rodzice nie mieli w zwyczaju szczególnie się o nią martwić, a z siostrami utrzymywała taki kontakt, jaki utrzymywała. Powiedzmy, że rodzinne pogawędki nie należały do jej ulubionych zajęć, a zgodność w większości kwestii była w ich przypadku zjawiskiem raczej niespotykanym. Mimo wszystko, gdyby którejś z nich stało się coś złego, Finch na pewno by się o tym dowiedziała. Może niekoniecznie od razu od samej zainteresowanej, ale ktoś w końcu uznałby za stosowne ją poinformować.
— Wyślij mu wiadomość. Lepiej oszczędzać baterię — ruchem głowy wskazała na urządzenie, które menadżerka trzymała w wolnej dłoni.
Na jej słowa odpowiedziała zaczepnym uśmiechem. Nie zdziwiłaby się, gdyby policzki Daisy właśnie nabrały rumieńców, których nie było widać w panującym półmroku. Było coś absolutnie uroczego w tym, jak się zawstydzała. I w tym, jak ją dotykała, kiedy nikt nie widział.
Na parterze spotkały się z Guardem i sporą grupą osób, które próbowały otworzyć drzwi za pomocą swoich kart wstępu. Bezskutecznie. System padł na amen i nie zamierzał współpracować tylko dlatego, że kilkanaście osób stało przed nim z coraz bardziej przejętymi minami. W razie awarii budynek zamieniał się w pułapkę dla pracowników. Bardzo nowoczesne rozwiązanie. Z pewnością ktoś dostał za nie premię.
— Proszę się nie martwić, zaraz spróbuję włączyć zasilanie awaryjne — zapewnił ochroniarz i ruszył w głąb korytarza, na którego końcu znajdowały się drzwi do pomieszczenia technicznego.
Finch odprowadziła go wzrokiem i spojrzała na zgromadzonych. Nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek miał jakiś lepszy pomysł, a stanie w miejscu i liczenie na cud nie należało do jej ulubionych zajęć.
— Sprawdźmy drzwi z drugiej strony — wyszeptała tuż przy uchu Whitmore i pociągnęła ją za rękę na tył redakcji. Wcale nie po to, żeby móc z nią pobyć w ciemnościach sam na sam. A może dokładnie dlatego? Na pewno przemknęło jej to przez głowę. Raz czy dwadzieścia dwa.
Gdy tylko znalazły się za rogiem, naparła na Daisy swoim ciałem i przyszpiliła ją do ściany. Zanim ta zdążyła jakkolwiek zareagować, Kira wpiła się zachłannie w jej usta, wplatając wolną od telefonu dłoń w jej włosy.

Daisy :kira:
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
daisy
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była przekonana, że awaria prądu była tymczasowa.
Miasto nie mogło sobie pozwolić na dłuższą przerwę w dostawie prądu i z pewnością miało masę scenariuszy awaryjnych na podobne sytuacje, dlatego nie panikowała, kiedy na dole okazało się, że wyjścia faktycznie nie było. Kilka godzin i będzie po sprawie. I tak dobrze, że utknęły w redakcji, a nie jakimś przypadkowym miejscu, w którym nie było dostępu do wody i jedzenia. Tu przynajmniej cała kuchnia pękała od batonów i innych słodkości. Teraz przynajmniej będzie dobry pretekst, żeby to wszystko zjeść, w końcu bez lodówki mogło się zmarnować. Jak chociażby lody, które dział kreatywny zamówił na jakieś zagrywki za dwa dni. Przecież do tego czasu już i tak nic z nich nie zostanie, a takto…
Głos Kiry wyrwał ją z chwilowego lodowego zamyślenia. Spojrzała na nią przelotnie, a potem skinęła głową. Może faktycznie wysłanie smsa zamiast wykonywanie telefonu było lepszym pomysłem i to zdecydowanie takim, który oszczędzał baterie. Dlatego kiedy ochroniarz coś tam nawijał ze sprawdzi zasilanie awaryjne, ona na szybko wystukała dwie wiadomości — jedną do swojego męża, informując o sytuacji, a drugą natomiast do redaktora newsów, by jak najszybciej dodali coś na stronę, o ile jeszcze tego nie zrobili.
Podniosła głowę i już gotowa była podejść do Kelly z modowego, która zaczęła płakać pod oknem, że musi odebrać dziecko z zajęć, żeby ją jakoś pocieszyć, ale nim zdążyła wykonać krok do przodu, Kira już szarpnęła ją w przeciwnym kierunku.
Sprawdźmy drzwi z drugiej strony.
— A one przypadkiem nie działają tak samo, jak te tu? — oh Daisy, Daisy. Tej to czasami ciężko było załapać aluzję. Na wszystko patrzyła logicznie i za nic nie przyszło jej do głowy, że Kira chciała tego użyć jedynie jako pretekstu, by spędzić z nią jeszcze trochę czasu. Dopiero gdy cisnęła nią na ścianę, a plecy Daisy huknęły o tynk, zrozumiała co się świeci. — Kira… — tylko tyle zdążyła powiedzieć, nim jej usta zostały bez-czel-nie zamknięte w pocałunku.
Powinna ją odepchnąć?
Pewnie powinna, jednak Whitmore tego wieczoru nie robiła niczego, co powinna. Tym razem było podobnie, bo od razu oplotła wolną dłonią kark Finch i szarpnęła ją jeszcze bardziej w swoją stronę, pogłębiając pocałunek. Wdzierając się miedzy jej gorące wargi własnym językiem, już o wiele bardziej pewnie. Może i nie był to ich setny pocałunek, ale już trochę zdążyły się poznać w składziku. Zresztą Daisy nie miała pojęcia, co w nią wstąpiło. Problem w tym, ze było jej za dobrze, żeby teraz zastanawiała się dlaczego. Po prostu brała to, co dawał jej los, a że dookoła panowała kompletna ciemność i nikt nie widział tego, co wyczyniały to… niech się dzieje wola nieba!
— Jesteś niemożliwa — mruknęła na raty pomiędzy pocałunkami, przesuwając rękę wzdłuż ramienia Kiry tuż na jej biodro. To na nim zacisnęła mocno palce i tym razem to ona bez pytanie przekręciła je tak, że teraz to Daisy przyciskała dziennikarkę do ściany. Mocno. Praktycznie się na niej położyła. — Przyznaj się, że wcale nie chciałaś sprawdzić tych drzwi… — wyszeptała, wyciągając nogę do przodu i wdzierając się pomiędzy uda Finch bez pytania. Może i nieczęsto całowała inne kobiety (nigdy), ale przecież sama nią była. Wiedziała dobrze, co lubiła. Dlatego zakręciła odem pomiędzy nogami dziennikarki, po raz kolejny już odszukując jej obłędne usta.
To dopiero była prawdziwa awaria.

finch :teddyiapril:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dziecko Kelly da sobie radę. Rodzice w tych czasach byli zdecydowanie zbyt przewrażliwieni. Jej córka na pewno znajdowała się pod odpowiednią opieką. Albo syn. Szczerze mówiąc, Kirę gówno to obchodziło. Nie lubiła cudzych dzieci i nie chciała mieć własnych, więc trudno było oczekiwać, że nagle zacznie się przejmować losem potomstwa obcej kobiety. Miała za to ochotę zaciągnąć Daisy w jakieś ustronne miejsce, ale ta była strasznie niekumata! A przecież sprawiała wrażenie takiej bystrej i ogarniętej. Finch naprawdę nie wiedziała, jakim cudem Whitmore potrafiła być jednocześnie tak inteligentna i tak ślepa na pewne rzeczy. Na szczęście nie zdążyła zadać kolejnych pytań, bo po prostu zamknęła jej usta pocałunkiem. Może przynajmniej w ten sposób menadżerka zrozumie, o co chodziło.
Uśmiechała się między kolejnymi pocałunkami, wyraźnie zadowolona z reakcji, jakie udawało jej się wywołać u Daisy. Wszystkie wskazywały na to, że Whitmore nie tylko miała ochotę na więcej, ale też z każdą chwilą pozwalała sobie na coraz śmielsze gesty. Gdyby było inaczej, już dawno by się odsunęła, zamiast obrócić Kirę i przycisnąć ją do ściany, a potem wsunąć kolano między jej nogi. Finch zaczynała się zastanawiać, ile jeszcze podobnych niespodzianek kryło się w tej pozornie poukładanej kobiecie.
— Jestem — nawet nie próbowała się wypierać. Była niemożliwa, bezczelna, zuchwała i bezwstydna. Zwał jak zwał. Czy kiedykolwiek ją to obchodziło? Nie. A teraz? No patrzcie, nadal nie. — Nie chciałam — przytaknęła posłusznie. Może na samym początku rzeczywiście przemknął jej przez myśl taki pomysł, ale równie szybko z niego zrezygnowała. Wszystkie drzwi w redakcji działały na tej samej, beznadziejnej zasadzie, a skoro nawet tych ewakuacyjnych nie dało się otworzyć od środka, to ktoś powinien poważnie zastanowić się nad sensem takiego rozwiązania. Szczyt idiotyzmu!
Jęknęła prosto w jej rozchylone wargi, kiedy Whitmore jeszcze mocniej naparła na nią kolanem. Jeśli wyłapywanie aluzji szło menadżerce wyjątkowo opornie, to w tej chwili doskonale wiedziała, co robi. I robiła to z premedytacją. No proszę. I kto tu był niemożliwy? Na pewno nie Kira. Ona tylko chwyciła Daisy za koszulkę i wsunęła palce pod materiał, przesuwając dłonią po nagim brzuchu kobiety. Umyślnie zahaczyła paznokciami o jej podbrzusze, a kciuk drugiej ręki wcisnęła w jej pachwinę. Pocałunek przerwała wyłącznie po to, żeby odsunąć głowę i przyjrzeć się twarzy Whitmore. Chciała zobaczyć, co takiego wywołała tym razem.
— A ty jesteś taka... — zaczęła, ale na tym utknęła. Żadne z określeń, które przychodziły jej do głowy, nie pasowało do końca. A może po prostu nie potrafiła znaleźć takiego, które w pełni opisałoby tego, jak spostrzega menadżerkę. — Mówiłaś, że nie kręcą cię laski — wyszeptała, muskając ustami linię jej żuchwy. A potem chwyciła Daisy za kolano i sama docisnęła je do swojej kobiecości. Może najwyższa pora odpalić wrotki i pokazać menadżerce, jak bardzo potrafiła być niemożliwa? Skoro Whitmore tak chętnie ją prowokowała, Finch nie zamierzała zostawać jej dłużna.
Wgryzła się delikatnie w jej szyję, ale nie na tyle mocno, żeby pozostawić na skórze jakiś ślad. Nie była idiotką, przecież doskonale wiedziała, że dzisiejszego wieczoru kobieta wraca do swojego męża. Lepiej nie dawać mu więcej powodów, do tego, żeby stłukł ją na kwaśne jabłko. Chociaż Rowan i tak nie potrzebował konkretnych powodów, żeby to zrobić.

Daisy :wee:
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
daisy
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama nie wiedziała, co w nią wstąpiło.
Z reguły była bardzo zachowawcza. Potrafiła trzy razy zastanowić się nad potencjalnymi scenariuszami i konsekwencjami, nim zdążyła cokolwiek zrobić. Zawsze brała pod uwagę przyszłość, a jednak tego wieczoru… wszystko się jej w głowie poprzewracało. Odwróciło o sto osiemdziesiąt stopi i to jak na razie ze skutkiem nieodwracalnym.
Zgłupiała.
I szczerze? Jak na razie wcale nie chciała, żeby wracał jej rozum. Może było to nieetyczne, może popełniała właśnie największy błąd w życiu, może mocno odczuje tego konsekwencje… ale kurwa, z drugiej strony to wszystko co działo się między nią a Finch było tak p r z y j e m n e, że nagle nie umiała sobie odmówić.
Nie umiała odepchnąć dziennikarki, kiedy ta ponownie wpiła się w jej usta, kiedy przycisnęła ją do ściany i skleiła razem ich ciała. Całowanie Kiry było zupełnie inne niż jej wcześniejsze doświadczenia z Rowanem. Jej pocałunki chociaż agresywne i pełne pasji, w tym samym czasie były wyjątkowo wyważone i delikatne zarazem. Nie probowała pochłonąć Whitmore, pokazać wielkiej dominacji, a właśnie bardziej traktowała ją na równi. Na tym samym poziomie.
A potem nawet na moment dała jej przejąć kontrolę. Pozwoliła na to, by Daisy przycisnęła ją do ściany i wdarła się kolanem między jej gorące uda. Whitmore nie myślała, co właśnie robiła (i może to był problem), a skupiała się jedynie na odczuciach. Na tym, jak jej ciało drżało przy najmniejszym dotyku, jak przez kręgosłup przechodziły elektryzujące prądy, a podbrzusze spinało się, jak już dawno nie czuła.
Była niemożliwa. Do granic możliwości. I niemożliwym też było to, jak jeszcze mocniej szarpała ją do siebie, błądząc ciepłymi palcami po wrażliwym brzuchu. Whitmore czuła każde, najmniejsze przesunięcie po skórze, a kiedy tylko kciuk Kiry wylądował w okolicy jej pachwiny, cała zadrżała. Z jednej strony przerażało ją to, jak intensywnie na wszystko reagowała, a z drugiej nie chciała, by Finch przestawała.
— No jaka? — prychnęła pomiędzy pocałunkami. — Nagle ci słów zabrakło? — wtrąciła bezczelnie, raz po raz muskając kąciki ust Finch. Proszę bardzo, nagle się nawet nauczyła zaczepiać, trwając w tym dziwnym stanie przyjemności. — Słaba z ciebie dziennikarka w takim razie — dodała z premedytacją, a zaraz potem westchnęła głośno gdzieś w jej szyję, gdy poczuła jak Kira coraz bardziej ociera się o jej kolano.
Mówiłaś, że nie kręcą cię laski.
— Bo nie kręcą — odpowiedziała od razu, odrzucając głowę do tyłu i pozwalając dziennikarce złożyć kilka pocałunków na lini żuchwy i niżej. Aż musiała oprzeć dłoń mocniej na ścianie, bo kolana nagle jej miękły pod tymi wszystkimi doznaniami. — Ale ty już tak — wydyszała, czując, jak serce wali mocniej w piersi, a dopamina podbija się do jakiś kosmicznych granic.
Chociaż podskoczyło jeszcze bardziej po jakiś kilkunastu sekundach, kiedy na korytarzu wybrzmiały kroki, a zaraz lekki promień światła przeleciał po ścianie. To był moment, w którym Daisy od razu odskoczyła od Finch. Dosłownie w ostatniej chwili, bo zza ściany wyszedł Guard.
— A wy co tutaj… — spytał, patrząc na nie podejrzliwie, bo to juz przecież drugi raz, kiedy je przyłapał na takich samotnych… schadzkach.
— Drzwi sprawdzałyśmy — wtrąciła od razu Whitmore, mając wrażenie, że zaraz… zejdzie. Weźmie i umrze. I jezu, całe szczęście, że było ciemno, bo pewnie jej policzki w tamtym momencie dosłownie p ł o n ę ł y.

kira :podrywacz:
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podobała jej się ta wersja Daisy, której do tej pory nie miała okazji poznać. A może po prostu Whitmore nie pokazywała jej wcześniej tej strony swojej osobowości. Tak czy inaczej, Kira była nią zachwycona, a najbardziej kręciło ją to, że zupełnie nie spodziewała się po niej takiego zachowania. Zwykle to ona dyktowała warunki i robiła, na co miała ochotę, nie zastanawiając się przy tym zbyt długo nad konsekwencjami. Tymczasem Daisy potrafiła bez trudu przejąć inicjatywę, a Finch, ku własnemu zaskoczeniu, wcale nie miała ochoty jej tego odbierać. Pozwalała jej prowadzić, odkrywając przy okazji własne reakcje. A było ich całkiem sporo, o czym świadczyło chociażby to, jak menadżerka drżała w jej ramionach, kiedy Kira sama zaczęła napierać na kolano umieszczone między jej nogami. Widok i świadomość tego, jak Daisy reagowała na jej bliskość, w połączeniu z namiętnymi pocałunkami wystarczały, żeby poczuła przyjemny ucisk w podbrzuszu.
— Nigdy nie brakuje mi słów — odparła wprost w jej szyję. To prawda. Finch zawsze wiedziała, co powiedzieć. — Po co mam mówić, jak mogę ci to pokazać? — przesunęła językiem po skórze, którą znów zassała, tym razem na wysokości obojczyka. — I jestem świetną dziennikarką. Mam też dużo innych zalet — dodała, jeszcze mocniej ocierając się o jej kolano.
Słysząc kolejne słowa Whitmore, podniosła głowę i spojrzała prosto w jej niebieskie tęczówki, uśmiechając się przy tym łobuzersko.
— Och, czyli jestem twoim wyjątkiem — stwierdziła z wyraźnym zadowoleniem. Czy jej to schlebiało? Oczywiście. Czy słyszała już podobne słowa z ust innych kobiet, które zarzekały się, że są heteroseksualne? Owszem. Ale czy w czymkolwiek jej to przeszkadzało? Ani trochę. Kira nie zamierzała przecież domagać się od niej deklaracji.
Chciała dodać coś jeszcze, zapewne równie bezczelnego, ale wtedy znienacka pojawił się ochroniarz Guard, a Daisy odskoczyła od niej jak dzieciak przyłapany na gorącym uczynku. Finch parsknęła pod nosem i przeniosła rozbawione spojrzenie na mężczyznę.
— Mogłybyśmy zapytać pana o to samo — wzruszyła lekko ramionami, zupełnie nieprzejęta zaistniałą sytuacją.
Mężczyzna ściągnął brwi i cmoknął, ponownie przyglądając się im uważnie. Trudno było stwierdzić, czy cokolwiek podejrzewał, ale nie wyglądał na najostrzejszą kredkę w piórniku.
— Udało mi się uruchomić agregat — obwieścił, a jak na zawołanie jarzeniówki na suficie zamigotały i rozświetliły korytarz. — Drzwi są otwarte — dodał, tym samym dając im do zrozumienia, że nie musiały już niczego sprawdzać.
Kira skinęła głową, przyjmując informację do wiadomości. Ruchem ręki wskazała schody, zapraszając Daisy do wyjścia. Mężczyzna odprowadził je wzrokiem, dopóki nie zniknęły na wyższym piętrze.
— Zostajesz po godzinach czy odwieźć cię do domu? — zaproponowała, zerkając na Whitmore. Z ledwością ugryzła się w język, żeby nie zapytać, czy Daisy nie chciałaby pojechać do niej. To chyba był strasznie durny pomysł. Nie po tym, jak twarz menadżerki przybrała kolor dorodnego pomidora. Nie miała pojęcia, co właściwie oznaczało to wszystko, co wydarzyło się między nimi. Wiedziała jednak, że podoba się Whitmore. A przynajmniej tak interpretowała jej reakcje, bo trudno byłoby uznać te pocałunki i sposób, w jaki menadżerka na nie odpowiadała, za przejaw zwykłej koleżeńskiej sympatii.

Daisy 😏
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Sun”