25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się, zadowolona, że jej kobieta również była chętna na odświeżenie sobie tych wspomnień. Było jej przecież wtedy cudownie i nie potrafiła w żaden sposób tego ukryć, choć troszkę próbowała. Jej ciało nie potrafiło aż tak kłamać i za bardzo uwielbiało obecność River, by robić z tego jakąś tajemnicę. Dobrze, że akurat w tej kwestii od początku były otwarte. Cross starała się zapamiętywać to, jak ciało Prescott na nią reagowało, by móc dawać jej jak najwięcej cudownych doznań. Oczywiście, że były wyjątkowo kompatybilne w łóżku, ale bez uważności daleko by nie zajechały. River zależało na tym, by wiedzieć, co sprawia jej muzie ogrom przyjemności, a moment, w którym przywiązała ją po raz pierwszy do łóżka i dawała upust swojej kreatywności, obie wspominały wyjątkowo ciepło – i to nie jest kwestia wyłącznie używania wosku.
— Uwierz, chciałabym mieć tyle pieniędzy, żeby nie musieć o nich myśleć, ale niestety nie jestem na tym etapie — zapewniła wciąż nieco rozgoryczona. Te paskudne pieniądze robiły tylko całą masę problemów! Pech chciał, że żadna z jej matek nie gwarantowała jej bycia dziedziczką jakieś pokręconej fortuny. Właściwie to teraz mogła być co najwyżej z nich dumna, że radzą sobie tak dobrze, bo kiedy była dzieckiem, z pieniędzmi potrafiło być dość krucho. Obie matki latami wypruwały sobie żyły, żeby River miała jak najłatwiejszy start w dorosłość i była im za to szalenie wdzięczna. Miała nadzieję, że dzięki swojemu talentowi będzie mogła im się kiedyś finansowo odwdzięczyć. Nie mogła się już doczekać kłótni, gdy zaczną unosić się honorem i mówić, że to nie jest potrzebne.
— No tak, jak na razie paparazzi latają raczej za tymi, z którymi się spotykam, a nie za mną, ale raczej nigdy nie dojdę do miejsca, w którym uznam, że jakakolwiek moja schadzka powinna być tajna — wyjaśniła krótko. Obchodziła świat zdecydowanie zbyt wiele, by jakikolwiek paparazzi poświęcił jej samej uwagę. Zresztą to chyba dotyczyło większości artystów? Nikogo nie obchodziło pokręcone życie rysowników, malarzy czy nawet pisarzy. Kariera aktorska ani muzyczna absolutnie jej nie groziły, więc nie powinna martwić się o swoją prywatność. Mogła nad nią panować na własnych warunkach, umieszczając w social mediach wyłącznie to, na co miała ochotę. Potem oczywiście dostawała opierdol on Maeve, że mogła sobie darować jakiś komentarz, ale taki był już urok ich współpracy.
— Spodziewałam się jakiegoś przydomowego prosektorium, a twoje pomysły są bardzo... zwyczajne. Ale podobają mi się. — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Brak sali tortur? Albo jakiejś tajemnej komnaty do przywoływania demonów? Chyba ją nieco okłamywała. Za karę River zdjęła wreszcie z jej ciała dłonie. No dobra, nieprawda. Zdjęła, bo sięgnęła do torby, z której wyciągnęła mały notesik i ołówek. Spacerowanie ze zwykłym szkicownikiem było niewygodne, a wolała nie wypuścić z rąk żadnej inspiracji. Ruszyła spokojnym krokiem trasą wyznaczoną przez swoją kobietę, szukając wzrokiem pojedynczego kadru, który byłby wart przeniesienia na papier.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak mogłaby sobie odmówić takiego przeżycia? W końcu praca nad obrazem była chyba ich najintensywniejszą wspólną nocą. Przynajmniej Prescott ją tak zapamiętała. Wtedy zdecydowanie River wspinała się na swoje wyżyny okrucieństwa oraz kreatywności. Mogła to z chęcią powtórzyć. Choć tym może raczej bez śladów, które pozostałyby na jej skórze praktycznie na stałe.
Były ze sobą cholernie kompatybilne. Nie zmieniało to jednak tego, że jednocześnie starały się być na tyle uważne, aby wyłapywać wszelkie drobne sygnały odnośnie tego, co wydawało im się być najprzyjemniejsze. Dobrze, że przynajmniej w tej kwestii Prescott była wyjątkowo domyślna. W przeciwieństwie do strefy uczuciowej.
— Mam nadzieję, że kiedyś dojdziesz do tego etapu. Za te dziesięć lat, gdy będziemy mogły spojrzeć na siebie i zobaczyć, co się z nami wydarzyło przez ten czas — rzuciła, odnosząc się jeszcze do ich niedawnej wymiany wiadomości.
Na pewno twórcy komiksów nie mogli się równać z zarobkami wielkich gwiazd Hollywoodu czy sceny muzycznej, które inkasowały ogromne pieniądze i generowały równie wielki szum medialny. Raczej była jedną z tych artystów, których sztuka stanowiła największe źródło zainteresowania. Tylko nieliczni stawali się sensacją jako osoby same w sobie.
— Mogłam się domyślić, że chciałabyś być skandalistką, gdybyś już zyskała uwagę mediów — mruknęła, przysuwając się bliżej do dziewczyny, aby musnąć jej szyję ustami i przygryźć delikatnie znajdującą się tam skórę.
Nie obchodziło jej to z kim takim się spotykała i przy czyim boku mogła się pojawić w mediach. Nie miało to najmniejszego znaczenia. Przynajmniej na razie zdawała się być obojętna na podobne rzeczy. Może później jednak zdarzy się, że ktoś ją w pewien sposób ubodzie w ego i sprawi, że zacznie się irytować z powodu czyjejś obecności w życiu dziewczyny. W końcu taki Raphael czy bezimienna modelka też nie mieli jej przeszkadzać, a jednak nie spodobało jej się to, że rysowniczka się z nimi przespała i pogrążała w procesie tworzenia.
— Oj, wybacz, że jednak nie jestem tak ekstrawagancka. Możemy za to umieścić kolekcję narzędzi tortur — odparła, puszczając jej rękę, gdy tylko dziewczyna postanowiła wyciągnąć miniaturowy notes, aby to w nim zacząć wykonywać jakieś pospieszne szkice.
Ruelle przez jakiś czas przyglądała się otoczeniu nim w końcu skupiła się głównie na swojej artystce, która wydawała się być pochłonięta szukaniem czegoś na czym mogłaby na dłużej zawiesić swoje spojrzenie i przenieść na swoją karteczkę.
— Porzucasz studium postaci na rzecz szkiców wnętrz? — zapytała, przysuwając się bliżej i obserwując zawartość notatnika.
Powoli objęła ją ramionami w pasie i na chwilę przylegając do jej ciała. Oparła głowę o jej ramię i raz jeszcze miotła ich otoczenie uważnym spojrzeniem, patrząc w jakich to warunkach mieszkali ludzie sprzed wieków.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Fakt, że Ruelle zdawała się wierzyć w jej talent i możliwości rozwoju kariery był naprawdę budujący. I pomyśleć, że zaczynały od tego, że była jej rysunkami co najwyżej zażenowana, by od wielkiego dzwonu nazywać je niezłymi. Na samo wspomnienie Cross przechodził paskudny, zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Jak ktokolwiek śmiał mówić w ten sposób o jej sztuce, a już w szczególności akurat ona? Doprowadzało ją to do kurwicy już wtedy, szczególnie biorąc pod uwagę, że pierwszym pełnym rysunkiem, który zobaczyła Ruelle, była ona sama. Nauczyła się jednak doceniać talent swojej artystki. Jeszcze trochę tresury i będzie w stanie obiektywnie oceniać jej prace i pomagać w odrzucaniu tych, które nie dorastają do zdolności artystki.
— Niedawno zleciały mi się na profil kpopiary... a może tylko miały ich mental? Sama nie wiem. W każdym razie opłaciło się na moment dać się złapać paparazzi. Te laski uwielbiają wydawać pieniądze, a mają bardzo proste wymagania względem rysunków — streściła prosto ostatnie ciekawsze wydarzenie związane z jej karierą. Nie wgłębiała się w sczegóły w kwestii, skąd akurat taki fandom nagle odnalazł jej social media, ale nie zakładała, żeby Rue to obchodziło. Nie było okazji o tym porozmawiać... właściwie to nie miały ostatnio okazji porozmawiać o czymkolwiek, co nie było ich dwójką. A szkoda. River bardzo lubiła słuchać wszystkiego, co jej muza miała do powiedzenia. Zabranie w miejsce, które powinno ją ekscytować, było świetnym planem, by bardziej się do niej zbliżyć.
— My? — wyłapała natychmiast, uśmiechając się cwaniacko. Z dwóch hipotetycznych domów pełnych niesamowitych pomieszczeń nagle zrobił się jeden. To miła odmiana. Nie przyszło jej wcześniej do głowy, by w ogóle zakładać coś takiego, bo obawiała się, że dostałaby po głowie. A tu proszę, pomyliła się i to bardzo.
— Zbuduję ci każde narzędzie, jakie tylko chcesz. Przypnę cię łańcuchami do ściany i będę testować wszystko po kolei — obiecała mrukliwym tonem, nachylając się, by skraść jej krótki pocałunek. Za najdrobniejsze i choćby przypadkowe wyznania była w stanie dać jej absolutnie wszystko i to najszybciej, jak się da. Uwielbienie, jakie w niej rosło, niemalże spływało po jej skórze, gotowe opleść ciało jej muzy.
Jej wzrok zatrzymał się w końcu na jakiś zdobionym stoliku, stojącym pod oknem. Słabe światło, które wpadało przez lekko zakurzone szyby, tworzyło na drewnie cienie, które powinny dobrze wyglądać na papierze. Przytknęła ołówek do kartki i zaczęła na szybko szkicować.
— Wiesz, że rzeczy w komiksach muszą dziać się w jakichś miejscach? Szukam inspiracji — odparła, nie spoglądając na nią. Była skupiona na notatniku i rysowanym obiekcie. No dobrze, skupiona to dużo powiedziane. Bliskość ciała Rue nie pozwalała jej zachować pełnej koncentracji. Oderwała w końcu wzrok od notesu i obróciła nieco głowę, by spojrzeć na swoją kobietę.
— Obawiasz się, że stracisz palmę pierwszeństwa? — zapytała ciszej, uśmiechając się z rozbawieniem. Czy przegrana ze stolikiem byłaby gorsza od konkurowania z innymi modelkami? Cholera wie.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdążyła już zobaczyć wystarczająco wiele rzeczy autorstwa River, aby wyrobić w sobie przekonanie o tym, że dziewczyna była naprawdę świetna. Może nie była wybitna na skalę, która zachwycałaby każdego jednego krytyka i zrewolucjonizowała oblicze komiksu, ale na pewno można było wiele powiedzieć dobrego na temat jej twórczości. W dodatku stale wzbogacała i poprawiała swój warsztat, co zdecydowanie można było zobaczyć, gdy porównywało się jej prace z różnych okresów. Niewykluczone, że jeśli tylko szczęście jej dopisze i uda jej się przebić w odpowiednim miejscu to odniesie wielki sukces.
— Pisały do ciebie tandetnym zanglicyzowanym koreańskim i spamowały emotkami? — zapytała, bo chyba właśnie chyba z tym poza innymi cechami wyjątkowej niedojrzałości kojarzyły jej się fanki kpopu. — Przynajmniej tyle dobrego, że jakoś zmonetyzowałaś tę ich obsesję… Zamierzasz nagrywać dodatkowo TikToki, gdzie będziesz t tańczyła do jakiś kpopowych utworów?
W sumie to chciałaby to zobaczyć. Na pewno byłby to niesamowicie zabawny widok. Niby zdołała się przekonać pijanej River, co do tego, że była całkiem dobrą tancerką, ale takie choreografie to na pewno był nieco wyższy poziom. Plus bawiła ją myśl rysowniczki poruszającej się do wysoce skomercjalizowanego przeboju z gatunku słodkiego popu. To kompletnie do niej nie pasowało.
— To ty chcesz wrzucić coś makabrycznego do mojego domu, więc może to być kolekcja narzędzi tortur. Pozwolę ci w nim umieścić taki element — rzuciła w odpowiedzi.
Nie do końca przemyślała swoją wypowiedź. Liczba mnoga wymknęła jej się całkiem swobodnie i naturalnie, a przecież nie zakładała, że miałaby kiedykolwiek zamieszkać z rysowniczką. Nie wybiegała za bardzo myślami w przyszłość i raczej nie zakładała, aby ich znajomość miała przetrwać wyjątkowo długi czas. W końcu to nie była miłość do końca życia. No. Chyba, że się zamordują wzajemnie. Wtedy tak.
Odwzajemniła ten jeden, krótki pocałunek i nie chciała jej już więcej przeszkadzać. Przynajmniej nie za wiele. Mogła w końcu się przyglądać temu, co takiego tworzyła jej artystka, która wyraźnie się ożywiła artystycznie pod wpływem wnętrza domu, które musiało w niej coś uruchomić. Nigdy nie zrozumie w pełni jej twórczych zapędów.
— Wiem. To dalej do tego komiksu, który ma być hołdem dla Raven? — zapytała, patrząc na kolejne kreski skreślone na papierze, które zaczynały tworzyć obraz znajdującego się w pobliżu stoliczka.
Uniosła twarz, żeby spojrzeć na nią, gdy tylko dziewczyna obróciła się w jej objęciach. Zwolniła uścisk i odsunęła się nieznacznie, aby nie przeszkadzać jej zbytnio w tym, co robiła.
— Nie obawiam się. Po prostu zwykle widziałam jak skupiasz się na postaciach: sylwetkach, dynamice i szczegółach - wyjaśniła, bo jakby nie patrzeć w większości miała okazję oglądać głównie twórczość, na której sama się znajdowała, a to na pewno była zupełnie inna kategoria niż cała reszta.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej myśli uciekły na moment w stronę dziewczyn, które zaatakowały jej profil kilka tygodni temu. Dogadywanie się z nimi nie było proste, ale przynajmniej okazało się opłacalne. Zastanawiała się przez moment, czy nie powinna nieco zmienić swojej niszy. Podobnie kiedyś myślała o zaangażowaniu się w środowisko furasów, którzy również byli skłonni płacić kosmiczne pieniądze za rysunki, które sobie uwidzą. Podejrzewała jednak, że ze swoją estetyką nie zrobiłaby wśród nich furory.
— Mam wrażenie, że fetyszyzowały mnie wyłącznie ze względu na pochodzenie. Przecież ja nie mam nic wspólnego z tych ich idolkami. — Zacisnęła palce na nasadzie nosa, starając się objąć umysłem sposób myślenia tamtych dziewczyn, ale niespecjalnie jej to wychodziło. Nie spełniała żadnych wymagań estetycznych tych wariatek, poza byciem we właściwej grupie etnicznej.
— Obawiam się, że takie tańce na TikToku mogłyby mnie zrujnować. Może prędzej OnlyFans? Poradziłabym się... — zawiesiła na moment głos. — Koleżanek, które prowadzą i może udałoby mi się zostać gwiazdą — dokończyła. Wymienianie personaliów tych koleżanek już totalnie nie było konieczne. Może powinna się po prostu przyzwyczaić do opowiadania jej swoich przemyśleń bez większych szczegółów? To i tak ona była od zadawania uciążliwych pytań. Lawirowanie wokół tematów przy Prescott w ogóle nie powinno być skomplikowane Mogłaby za to pomóc jej w karierze na OnlyFans! Ostatnio świetnie sprawdziła się jako reżyserka, więc pewnie dałaby radę jeszcze niejednokrotnie
— Moja miłosierna pani — pochwaliła ją, wciąć wyraźnie rozbawiona tą językową wpadką. Rue potrafiła naprawdę jej poprawić humor! Szkoda, że głównie przypadkiem. Nie no, wcale nie. Celowo też przecież szło jej świetnie. Niemniej jednak dostrzeganie takich pęknięć w twardej fasadzie, którą wokół siebie wybudowała, było satysfakcjonujące. Fakt, że nie zaczęła na nią syczeć jak wściekła kotka, po zwróceniu jej uwagi, też był jakąś nowością. Cholera, Ruelle naprawdę przy niej miękła.
— Tak. Gdybym nie musiała marnować czasu i pieniędzy na takie głupoty jak na przykład jedzenie, nie pracowałabym nad niczym innym. — Wywróciła oczami niezadowolona z faktu, że życie miało wobec niej tyle wymagań. Wolałaby tworzyć wyłącznie dla przyjemności i skupiać się na dziełach, które mają dla niej jakieś znaczenie. Stan konta niestety jej na to nie pozwalał i musiała przerywać, żeby narysować coś, za co ludzie jej zapłacą. Bycie artystką potrafiło być uciążliwe.
— Bo wolę rysować ludzi. Przedmioty i tło stanowią tylko dodatki, które muszą istnieć, ale też nie kraść uwagi. Skoro jednak ujebałam sobie pomysł na historię drogi, to muszę nieco zróżnicować lokacje. Przyjrzyj się temu stolikowi. Widzisz, jak nierówno wycięte są te liście po lewej stronie? — Wskazała ołówkiem na fragment mebla, który miała na myśli. Na pierwszy rzut oka wyglądało bardzo normalnie. Dopiero po dłuższych oględzinach dało się zauważyć, że rzemieślnik, który nad tym pracował, nie panował nad własnymi emocjami albo brakowało mu warsztatu. Odchylania były minimalne, ale kiedy już wpadły w oko, nie były w stanie wyjść z głowy.. a przynajmniej tak działał łeb River.
— Równie dobrze mógłby stać w gabinecie samego Lucyfera, żeby torturować interesantów popsutą estetyką — wyjaśniła. Potrzebowała kadrów nie z tej ziemi, skoro w rysowanej przez siebie opowieści miała zamiar gonić ducha martwej przyjaciółki, a ten stolik naprawdę miał potencjał. Nie potrzebowała dokładnego szkicu, chodziło jej o samą ideę, którą będzie mogła przerobić potem po swojemu, więc przerysowanie wszystkiego nie zajęło jej długo. Schowała notes do kieszeni bluzy i wzięła swoją kobietę za rękę, żeby razem mogły udać się do wyjścia. Trzeba było coś zjeść i akurat będą mogły udać się na spacer po cmentarzu.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ruelle nigdy nie interesowała się zbytnio kulturą Azji. Najbliżej kpopu była w momencie, gdy oglądała White: melody of the curse, w którym członkinie debiutującego girlsbandu ginęły z powodu kasety zawierającej nagranie przeklętej piosenki, z którą chciały wkroczyć na rynek muzyczny. Poza jednak horrorami oraz mangą i anime to niewiele wiedziała na temat popkultury azjatyckiej. Jedynie tyle, co mimowolnie mogła zarejestrować przez głośną obecność pewnych grup na internetowych platformach.
— Oczywiście, że tak. Dla nich wszystko, co koreańskie jest najlepsze — skwitowała, bo sama również podzielała zdanie, że Cross nie wywołałaby takiego szału, gdyby nie jej egzotyczne pochodzenie.
Wchodzenie w sposób myślenia napalonych na swoich idoli nastolatek, które jeszcze nie zdążyły właściwie pojąć tego czym był seks było bez sensu. Niby każdy był swego czasu młody i głupi, ale Prescott wychodziła z założenia, że była dużo bardziej dojrzała niż na swój wiek. Prawda jednak zapewne jak zwykle leżała gdzieś pomiędzy.
— Och, nie mam wątpliwości, że mogłabyś się tam odnaleźć. Może nawet powinnam ci pomóc w tworzeniu treści? Ostatnio przecież wyszły tak wspaniale — zaproponowała od razu, ignorując na razie wzmiankę o koleżankach.
Mgliście domyślała się, że mogło chodzić o Blair. Nie miała pojęcia czy Cross kontaktowała się z nią w jakikolwiek sposób od czasu imprezy urodzinowej u Prescottów i chyba nie chciała wiedzieć. Wtedy na pewno zafiksowałaby się na swojej niechęci do blondynki. Zamiast tego wolała skupić się na wizji rozwijania swoich umiejętności reżyserskich, które podobno posiadała.
Wydała z siebie pomruk aprobaty, który świadczył o tym, że akceptuje taki tytuł stosowany przez swoją artystkę. Wiedziała jednak, że w głowie River huczy aż od tej drobnej wpadki językowej, którą rysowniczka rozumiała na swój sposób. Z pewnością będzie to przeżywała jeszcze przez jakiś czas, rozkoszując się brzmieniem tej liczby mnogiej, która się wymsknęła tanatopraktorce.
— No tak. Podstawowe potrzeby fizjologiczne to przecież kompletne głupoty — przytaknęła, ale jedzenie jeszcze nie było takie złe.
Sama najpewniej wyeliminowałaby potrzebę snu, która zabierała najwięcej czasu. Jedzenie zawsze można było zamówić lub przygotować coś na szybko. Nie trzeba było spędzać godzin w kuchni, aby zjeść cokolwiek. Nie to, co sen, którego potrzeba było w większej ilości.
— Oczywiście. Cóż, lokacje nawet momentami powinny się wysuwać na pierwszy plan — przytaknęła, rozumiejąc, że zamysł wymagał od River pewnej zmiany i położenia nacisku na inne aspekty niż sami bohaterowie. — Widzę.
Przytaknęła krótko i skupiła w pełni swoje spojrzenie na tym jednym elemencie. Dostrzegała nagle zupełnie nowe szczegóły. W ogóle zadziwiała ją dbałość o detale rzemiosła. Nie była to masówka, którą można było obecnie zamówić przez internet. Każdy mebel był wykonany z niezwykłą starannością, a kunszt jakim mogli się pochwalić ich twórcy kwalifikował je do swoistej kategorii sztuki praktycznej.
— Nie sądzę, aby wielu interesantów w gabinecie Lucyfera się interesowało akurat takimi szczegółami. Chyba, że trafialiby tam tylko perfekcjoniści — wytknęła jej, ale nie zamierzała się zbytnio kłócić.
Obeszły powoli teren całego muzeum, a River miała czas i sposobność do tego, aby dokończyć swoją pracę nad szkicami. Prescott jej nie poganiała. Naprawdę lubiła ją oglądać przy pracy. Wpadała wtedy w swoisty rodzaj transu, który był wręcz fascynujący do obserwowania. Tak samo jak sam proces powstawania rysunków, które z czasem nabierały kształtów.
— Masz ochotę na coś konkretnego czy po prostu szukamy pierwszego miejsca z żarciem, które będzie wyglądało względnie dobrze? — zapytała jeszcze, gdy tylko Cross odłożywszy swoje narzędzia, chwyciła ją za rękę.
Odruchowo splotła ze sobą ich palce i ruszyła za nią do wyjścia. Słońce coraz bardziej chyliło się ku zachodowi, napełniając krajobraz coraz to nowszą feerią kolorów. Salem wydawało się naprawdę cudowne o tej porze roku. Otaczały je stare budynki, nadające miasteczku wyjątkowy charakter, a między nimi znajdowały się drzewa o różnobarwnych liściach odcinające się na pociągniętym różowo-pomarańczowa poświatą niebie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywróciła tylko oczami, nie chcąc jeszcze bardziej zagłębiać się w obsesyjną miłość kpopiar. To przekraczało jej możliwości umysłowe, zdecydowanie. Nie miała też ochoty wchodzić na dyskusje na temat rasy i ich fetyszyzacji. Miały przecież miło spędzić czas, a nie się nakręcać. Chociaż może powinna ją w ten kwestii sprawdzić? Spodziewała się, jakie otrzyma odpowiedzi, ale zawsze lepiej się upewnić. Choćby dla spokoju ducha Samiry!
— Taka jesteś chętna do pomocy? Dobrze, możemy spróbować przygotować razem coś wartego publikacji — zgodziła się chętnie. Nie musiał to być ich plan na ten wieczór, ale nie miała nic przeciwko, by urządziły sobie tego typu rozrywkę. Chociaż czy w ogóle powinny się umawiać na rzeczy dalsze niż jedna noc? Ostatni nie wyszło im nawet dogadanie się w ciągu dnia na konkretny wieczór, ale to oczywiście wszystko było winą Prescott. Była miło zaskoczona faktem, że dziewczynie aż tak spodziewało się uwiecznianie jej przyjemności. Do tej pory przecież to Ruelle była modelką i nie sprawiała wrażenie chętnej na zamienienie się rolami.
Obserwowała kątem oka to, jak Prescott przyglądała się stolikowi. Nie wątpiła, że nie brakowało osób, które albo tych szczegółów w ogóle by nie zauważyły albo natychmiast uznały je za kompletnie nieistotne i co najwyżej wyśmiały problemy, jakie próbowała kreować rysowniczka. Na całe szczęście okazało się, że Rue nie należy do żadnej z tych grup. Jeszcze trochę i Cross naprawdę przestanie mieć wątpliwości względem tego, czy jej dziewczyna lubiła ją tak po prostu, jako człowieka.
— Żartujesz? Mnie by to cały czas rozpraszało. Nie wykluczam też, że nie próbowałabym mu wcisnąć własnej sztuki, jeżeli akurat nie poszłabym tam w sprawie Raven — przyznała szczerze. — Mogłabym mu nawet sprzedać mój najlepszy obraz, ale chyba nie chcę się z nim rozstawać. — Na jej wargach od razu pojawił się figlarny uśmiech. Dzieło, które wisiało nad jej kuchennym stołem, było nie tylko artystyczną dumą. Zajmowało specjalne miejsce w jej sercu i umyśle. Lucyfer musiałby się naprawdę postarać, by przekonać ją do oddania go.
— Kusiło mnie tylko raz, żeby go podpalić, dasz wiarę? — dodała jeszcze. Nie miała większych oporów przed zniszczeniem płótna, na którym był tylko wstępny szkic obrazu, ale to było coś innego. Niejednokrotnie była już naprawdę wściekła na Ruelle, ale nigdy nie zebrała się nawet do tego, by zdjąć płótno ze ściany, a co dopiero zrobić mu krzywdę.
Wizyta w domu przerobionym na muzeum nie zajęła im długo. Każda mogła zaczerpnąć nieco z tej lokacji i wyjść stamtąd w miarę usatysfakcjonowana. To nie był jednak punkt, który miałby je zatrzymać na dłużej. Wyszły na zewnątrz, gdzie wciąż było w miarę ciepło i po prostu ruszyły wzdłuż pierwszego lepszego chodnika. W Stanach nie było ich zresztą za dużo do wyboru.
— Wiesz, że nie jestem wybredna w kwestii jedzenia. Po prostu to odbębnijmy i chodźmy wywoływać duchy — zasugerowała. Wspominała już, że mogłaby się pozbyć jedzenia ze swojego planu dnia, gdyby było to fizycznie możliwe. Na szczęście miasteczko było nie tylko malownicze, ale i turystyczne. Znalezienie restauracji w pobliżu największych atrakcji nie było żadnym problemem.
— Przed cmentarzem musimy jeszcze wejść do tego sklepu na przeciwko. Dawno nie widziałam aż tak brzydkich pamiątek — zaproponowała, gdy już usiadły w jakimś lokalu, a kelner odebrał ich zamówienia. Bez takich zakupów nie mogło się przecież obejść, a Prescott mogła się tylko domyślać, że magnes z napisem I serce Salem to najmniej szkodliwa rzecz, jaką tam znajdą.
— Możemy kupić sobie nawzajem — rzuciła jeszcze, zanim Latynoska na dobre zaczęła kręcić nosem.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba naprawdę nie powinny rozmawiać na temat kwestii związanych z rasą oraz fetyszyzacją. Ruelle również miała w tej kwestii coś do powiedzenia jako osoba o mieszanym pochodzeniu. Tylko, że miały przecież spędzić razem miły dzień, a nie pogrążać się w podobnych dysputach.
— Zachęcałaś mnie do tego, żebym się rozwijała artystycznie i szła w reżyserię. W takim razie obie byśmy na tym skorzystały — rzuciła mrukliwym tonem, uśmiechając się przy tym zadziornie.
Nie było powiedziane, że zajmą się tym od razu, gdy tylko wrócą do wynajętego domku. Pewne było to, że raczej nie pójdą grzecznie spać, bo to nie byłoby w ich stylu, ale nigdy nie wiadomo na co najdzie je ochota, gdy już znajdą się w łóżku… Lub przed nim. W końcu zdecydowanie zbyt często dawały się ponieść chwili i pożądaniu, zapominając całkowicie o tym, że mogły mieć wcześniej jakieś plany lub pomysły.
Jeśli tylko chciała to potrafiła patrzeć. Miała oko do szczegółów. Inaczej na pewno nie nadawałaby się na patologa. Na ogół jednak nie wyostrzała tak bardzo zmysłów, gdy chodziło o życie codzienne. Wiedziała też, że raz dostrzeżona przez nią skaza, która mogła być ignorowana miesiącami, zacznie być dla niej już zawsze idealnie widoczna. Chociaż na pewno nie była na to wszystko tak bardzo wyczulona jak Cross.
— Aż tak by cię to irytowało? Wolałabym myśleć, że nieco bardziej cenisz mój obraz niż na tyle, aby go komuś wcisnąć dla świętego spokoju — odparła, bo domyślała się od razu o jaki obraz mogło jej chodzić.
Wiedziała jak bardzo River była dumna z tego obrazu, który udało im się wspólnie stworzyć. Co prawda procesem twórczym zajmowała się wyłącznie artystka, ale Ruelle bardzo czynnie brała udział w tym wszystkim jako cenne źródło inspiracji, z którego dziewczyna mogła śmiało korzystać.
— Tylko raz? A kusiło cię zrobić coś innego niż spalenie?[/b] — zapytała wiedziona czystą ciekawością.
Zapewne też mogła obstawić, kiedy ta chęć spalenia nastąpiła. Nie trudno było się tego domyślić, bo jednak zaliczyły wciągu swojej znajomości jedną najbardziej intensywną kłótnię, która zakończyła się zniszczeniem płótna ze wstępnym szkicem nowego obrazu. Nie zdziwiłoby jej, gdyby wtedy po powrocie do domu River zechciała pozbyć się poprzedniego.
Nie miały szczególnie wiele do zwiedzania akurat w tym miejscu. Musiały obejść cały dom, przyjrzeć się kolejnym pomieszczeniom, które odwzorowały (a czasem i zawierały oryginalne) umeblowanie epoki i dały sobie czas na to, aby wszystkim się odpowiednio zachwycić. Potem mogły już być w drodze do pierwszego lepszego miejsca, w którym serwowano jedzenie.
— Chcesz wywoływać duchy? Masz jakiegoś konkretnego, którego chciałabyś przywołać? — zapytała z rozbawieniem, gdy już rozsiadły się w lokalu, który znajdował się w pobliżu i zerknęły na znajdujące się tam menu.
Obie nie były zanadto wybredne i może dobrze się składało, bo nie słyszało się najlepszych rzeczy na temat amerykańskiej spożywki. Może jednak da radę im zasmakować i nie wywoła żadnego szoku w ich kanadyjskich organizmach.
— Możemy wpaść, jeśli ci na tym zależy — odpowiedziała, podawszy już swoje własne zamówienie kelnerowi. — Aż tak zależy ci na wybraniu dla mnie jakiejś tandety?
Już raz zaliczyły randkę w sklepie z rupieciami. Wyglądało na to, że w River odezwało się jakieś uczucie nostalgii. Lub też po prostu bardzo lubiła takie miejsca i chciała ponownie w nie zaciągnąć swoją najdroższą modelkę.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręciła głową z rozbawieniem, słysząc protest. Zdanie Ruelle na temat jej sztuki było... skomplikowane. Coraz bardziej ceniła jej dzieła, a już w szczególności te, na których pojawiała się sama. Potrafiła jednak też wytknąć nieistniejące wady obrazu, na którym pojawiła się inna kobieta albo zacząć prychać jak zirytowana kotka, gdy to River staje się modelką na płótnie. Gdyby artystka miała potwierdzenie tego, że jej dziewczyna bywa po prostu zazdrosna, nie musiałaby się tak nad tym głowić. Ale w ten sytuacji? Cholera wie, jakie są kryteria.
— Chciałam sprzedać obraz, na którym jesteś, samemu władcy piekieł, a dla ciebie to za mało? Masz wymagania — przyznała. Na pewno nie pozbyłaby się płótna dla świętego spokoju. Właściwie była pewna, że po pozbyciu się obrazu nigdy by już go nie zaznała. Gryzłoby ją to – w najlepszym przypadku – do grobowej deski. Na szczęście Morningstar jeszcze się po nią nie odezwał, nie mieli okazji rozmawiać o sztuce, więc temat był totalnie hipotetyczny.
— Jeżeli masz na myśli inny sposób zniszczenia, to nie. Głównie się w niego wpatruje albo opowiadam o nim gościom... ale właściwie wtedy też się w niego wpatruję — wyjaśniła pokrótce. Wywieszenie go w takim miejscu było najlepszym i najgorszym pomysłem, na jaki wpadła. Jej wzrok mógł uciekać w stronę płótna zdecydowanie zbyt często, co było wadą i zaletą. Automatycznie też przyciągał wzrok każdego, kto tylko wchodził do mieszkania, bo wystarczyło przejść kilka kroków, by go zauważyć. Nie była to przecież jakaś nudna martwa natura. Natura tam była wyjątkowo żywa i wyjątkowo intrygująca.
Nie pokładała wielkiej nadziei w lokalnej gastronomii. W miejscowościach turystycznych albo trafiało się w dziesiątkę albo w totalne dno. Tam przecież nie mogło być nic pomiędzy. Pewnie byłoby rozsądniej, gdyby przed wejściem do lokalu sprawdziły opinie w internecie, ale pal to sześć. Byle tylko im nie zaszkodziło, reszta River nie obchodziła.
— Od razu mówię, że nie Raven, bo się jej nie pozbędziemy. Wezwijmy Fridę Kahlo. Myślę, że zajebiście by się z nią piło i może znalazłabym w niej nową inspirację. — Ściągnęła na moment brwi, zastanawiając się, kto jeszcze nadawałby się na taką wspólną posiadkówkę na cmentarzu. — Albo może Linę Romay, jeżeli jednak mamy się tam pieprzyć — dodała, wracając spojrzeniem do swojej kobiety. W głowie od razu pojawiło się kolejnych kilkanaście nazwisk, ale darowała sobie zasypywanie nimi swojej rozmówczyni. Ona przecież też miała prawo głosu w kwestii rytuału. To Ruelle była przecież wiedźmą.
— Lubię takie drobiazgi. No i potem prezenty zrobione przeze mnie własnoręcznie wypadają jeszcze lepiej. Kiedyś może poczujesz piękno tego kiczu. — Jej wzrok odruchowo uciekł na sekundę na dłonie Latynoski. Na żadnej z nich nie było pierścionka, który ukradła dla niej na jednej z poprzednich randek. Właściwie od tamtego dnia nie widziała go ani razu. Nie żeby się tym jakkolwiek przejęła, to przecież nic takiego. Dla własnego świętego spokoju sięgnęła po prostu po kubek z herbatą, żeby skupić się na czymś mądrzejszym.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno potrafiła docenić sztukę w wykonaniu swojej rysowniczki. Nie znała się zbytnio na aspektach technicznych, ani podobnych kwestiach, ale była w stanie spojrzeć na nią i docenić ją w pełni. Zwracała uwagę na szczegóły i potrafiła wyrazić swoją opinię na temat sztuki dziewczyny w dosyć obiektywny sposób. Mogła zachwycać się pewnymi aspektami, a jednocześnie dojrzeć niedociągnięcia, które czasem nadawały dziełom jeszcze wyrazistszego charakteru. Szkoda tylko, że była tak zazdrosna o swoją artystkę. Choć utrzymywała, że chodziło o coś zupełnie innego.
— Usłyszałam głównie to, że chciałaś go sprzedać. Czyli nie jest dla ciebie tak bezcenny? — zapytała, wciąż czepiając się tej jednej kwestii.
Lubiła łapać ją za słówka i zwracać uwagę na durne szczegóły, ale to akurat działało w obie strony. Obie uwielbiały siebie zadręczać w podobny sposób i czerpały z tego niewypowiedzianą wprost przyjemność.
— To jak wiele osób widziało mnie dochodzącą na twoim języku? — zapytała z czystej ciekawości, bo faktycznie obraz był powieszony w takim miejscu, że każdy wchodzący do mieszkania miał na niego wprost idealny widok.
Zastanawiało ją jak wiele osób mogło ją widzieć. Ilu gości miała? W jaki sposób opowiadała o swoim obrazie i modelce? To wszystko było naprawę palącą kwestią, która raczej nie bardzo dawała dziewczynie spokój.
Jedną z niezawodnych strategii było obserwowanie tego, w których miejscach znajdowali się ludzie. Trzeba było wybrać średnio zatłoczony lokal, bo szukały czegoś, gdzie można było w miarę szybko zjeść, ale jednocześnie nie występowało ryzyko zatrucia. Taka knajpka wydawała się idealna.
— Chciałabyś przelecieć Linę Romay? — zapytała, bo to chyba było coś nowego, czego dowiedziała się o River. — Frida Kahlo pewnie też by to z nami zrobiła. Może nawet opowiedziała o romansie z Chavelą Vargas…
Mogłyby pewnie ułożyć całą listę osób, które mogłyby przywołać. Chociaż najciekawszą i tak wydawały się być Ruelle czarownice z Salem. Może któraś nich faktycznie nią była? Lub znała takową? To na pewno byłoby ciekawe doświadczenie.
— Zauważyłam, że masz słabość do takich rzeczy. Naprawdę dzieciństwo odciska na ludziach ogromne piętno — odpowiedziała, przyglądając jej się uważnie. — Wiesz, że i bez otaczającego kiczu, który kontrastuje z twoją sztuką jestem ją w stanie docenić. No, ale niech ci będzie.
Nie pomyślała nawet o tym, że Cross mogłaby szukać na jej palcu tego jednego pierścionka, który otrzymała od niej na pierwszej oficjalnej randce. To nie tak, że Prescott całkowicie go nie nosiła. Nie zdarzyło się to jednak jakoś szczególnie często. W końcu nie do wszystkich kreacji pasował w odpowiedni sposób.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”