ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

4

what am i now? what am i now?
what if i’m someone i don't want around?


{ outfit }
Jeszcze przed przekroczeniem progu cukierni Elmo wyczuwa w powietrzu słodki, ciepły zapach, za który odpowiada fuzja słodkich bułek, babeczek, kruszonki, świeżo wypieczonych ciast drożdżowych i innych pyszności, tak tłumnie zbierających w Kitten and the Bear lubujących się w słodkościach łasuchów.
Eliel nie jest jednym z nich. Nie, inaczej – nie jest tym, który w poszukiwaniu słodyczy zagląda do cukierni. W jego rodzinnym domu o desery dba mama, Delia Saynberry, a ponieważ od jakiegoś czasu Elmo znów zajmuje swój dziecięcy pokój (teraz przerobiony pod jego dorosłe potrzeby, chociaż prawda jest taka, że trochę tęskni za plastikowymi, świecącymi w ciemności gwiazdkami przyczepionymi do sufitu), w chwilach nagłej ochoty na coś słodkiego prawie zawsze ma pod ręką jej wiśniowe muffinki, mocno cynamonową szarlotkę albo przepyszne i chyba najlepsze w jej wykonaniu ciasto marchewkowe z polewą z serka białego; absolutne mistrzostwo.
Ten dzień jednak jest specjalny. Zbliżają się bowiem urodziny Delii Saynsberry i ponieważ ani jej mąż, ani syn nie mają wystarczająco dużo zaufania co do własnych umiejętności piekarskich, Elmo dostaje bardzo ważne zadanie – ma zamówić tort w najlepszej cukierni w mieście. Czyli oczywiście w Kitty and the Bear.
Gdy popycha drzwi, przyczepiony do nich na górze, maleńki dzwoneczek brzęczy cicho, zupełnie jak w filmie. Eliel odruchowo zerka na pierwszą siedzącą nieopodal wejścia osobę, sączącą kawę kobietę w średnim wieku, ale ona jest zbyt skupiona na leżącym przed nią laptopie, aby złapać jego spojrzenie. Może to i lepiej. Gdyby też na niego popatrzyła, pewnie poczułby się zobligowany, aby rozpocząć z nią niezobowiązującą, miłą rozmowę, a w tych ostatnimi czasy jest tak słaby, że woli unikać wszelkich prowadzących do nich sytuacji.
Podchodzi do lady. Nieopodal kasy, za podświetloną szybą lodówki, piętrzą się przeróżne desery. Teraz, z rana, jest ich jeszcze całkiem sporo. Elmo przygląda się im z zaciekawieniem mimo braku zamiaru kupienia czegokolwiek na teraz. Jedno z ciast ma gładką, brązową polewę. Eliel bez trudu wyobraża sobie jej intensywnie czekoladowy smak.
Odrywa wzrok od lodówki, żeby przenieść go na stojącą za ladą kobietę i przejść do meritum, ale zanim ma szansę wyjaśnić czego potrzebuje, zdaje sobie sprawę z tego, że zna twarz osoby, która znajduje się naprzeciwko niego.
– Jamie? – pyta trochę głupio, jakby jego głowa jednak płatała mu figle. Gdyby tak było, wcale nie poczułby zdziwienia. Zdarza mu się to dość często.

Jamie Park
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
That's when you know you've found somebody special.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Nie tylko nazwa tego miejsca się zmieniła. Dawne "Lucy's", dzisiaj nazywało się "Kitten and the Bear". Tylko ten jeden kociak, co był właścicielem, nie mógł znaleźć sobie swojego niedźwiedzia... Sam lokal też nie przypominał tamtego. Wtedy był trochę przaśny, żeby nie powiedzieć ubogi, przyciągał tylko lokalnych mieszkańców Parkdale, teraz była to cukiernia pełną gębą, która mogła też spokojnie grać rolę kawiarni. Chociaż brakowało trochę miejsca na dłuższe przesiadywanie. Wypełniony ludźmi, zdawał się żyć znacznie intensywniej i prawdziwiej niż kiedy oboje byli nastolatkami. Ciekawe też było to, że wielu strażaków i policjantów przewijało się przez cukiernię.
Za to Jamie zdawała się znać prawie każdego gościa, który przychodził do lady. Albo po prostu świetnie grała. Też się zmieniła. Zeszczuplała i to bardzo, nawet jeśli nigdy nie była pulchna. Miała teraz znacznie krótsze włosy, które tworzyły niesforny nieład na głowie. Wciąż miała w sobie coś z tamtej urokliwej nastolatki, ale wydawała się być znacznie pewniejsza siebie, bardziej doświadczona. Jej uśmiechy i spojrzenia były mniej niewinne, a bardziej... Świadome.
Korzystała z ostatnich słonecznych dni w Toronto, ciesząc się ciepłym początkiem jesieni, ubrana w letnią spódnicę i bluzkę na ramiączka.
- That's my name! - odpowiedziała, zanim jeszcze zauważyła, kto do niej zagadał z takim zaskoczeniem.
Uśmiechnęła się przyjacielsko do rozmówcy, wpatrując się wyczekująco w niego. Nie wiadomo, czy czekała na zamówienie, czy na rozwinięcie myśli. Dopiero po dłuższej chwili przyszło olśnienie.
- Oh my god! Elmo! - krzyknęła i aż podskoczyła na swoim miejscu, odruchowo chcąc rzucić mu się na szyję przez ladę.
Zmitygowała się jednak wystarczająco szybko, by obiec całość dookoła i wpaść w ramiona przyjaciela z dzieciństwa.
- Boże, nie poznałam Cię! Czemu nie pisałeś, że będziesz w okolicy? - zapytała, odsuwając się od niego i wstając na palce, żeby lepiej mu się przyjrzeć.
Złapała go dłonią za twarz i obróciła najpierw w prawo, potem w lewo, by przeczesać mu włosy.
- Te mógłbyś ściąć! - skomentowała na koniec i wreszcie wylądowała na piętach, znacznie niższa od niego.
Odwróciła głowę do blondynki za ladą:
- Clem, robię sobie chwilę przerwy! Przyniesiesz nam kawę i coś słodkiego? - tutaj odwróciła się do Elmo. - Czego się napijesz?
eliel m. saynsberry
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Elmo jak przez mgłę pamięta, że nie znajduje się w tym miejscu po raz pierwszy, chociaż jego nazwa i wystrój wnętrza mogą wskazywać na coś innego. Nie rozpoznaje ozdobnych żyrandoli świecznikowych, miękkich siedzeń położonych pod ścianą i pokrytych zielonym, welurowym materiałem, klasycznych witryn eksponujących ślicznych filiżanek, uroczych talerzy i innych drobnostek, którym Eliel nie miał czasu się przyjrzeć. Właściwie jedynym co rozpoznaje w Kitten and the Bear jest twarz jego starej przyjaciółki. Tak mu się przynajmniej wydaje; jest to jednak wrażenie, które szybko zatapia się w jego niepewność, bo gdy dziewczyna przenosi na niego wzrok, wcale nie wygląda jakby go kojarzyła.
Elmo już otwiera usta, aby przypomnieć jej swoje imię i przeżyć najbardziej zawstydzające pięć minut swojego nowego życia, ale w tej samej chwili świat przychodzi mu na ratunek; Jamie łączy jego twarz z imieniem, a później nagle staje się wulkanem energii. Jest jakiś podskok, jest krzyk, są pytania i wreszcie jest też uścisk, który w jakiś sposób zaskakuje Eliela. Dawno już nie przytulał żadnej przyjaciółki, nawet takiej z bardzo odległej przeszłości.
Uśmiecha się, obejmując ją ramionami. Jej włosy pachną słodko; chyba ciastem? Są na tyle krótkie, że gdy się do niej przysuwa, łaskoczą go w policzki. To całkiem urocze.
– Czemu? – powtarza, jakby aby odpowiedzieć na jej pytanie potrzebował trochę więcej namysłu. Prawdziwa odpowiedź jest banalna – nie wiedział, że ją tu zastanie. Ba, może wręcz gdyby wiedział, poprosiłby ojca, żeby zamówił tort sam, w zamian proponując, iż sam zajmie się dekoracjami. Naturalne podejście do spotkań ze swoimi niegdysiejszymi znajomymi wciąż jest dla Elmo czymś nieosiągalnym, bo gdzieś z tyłu głowy miga mu strach, że zauważą to jak bardzo się zmienił i powiedzą o tym głośno, a o ile Saynsberry jest w stanie poradzić sobie z tym w obrębie własnej głowy, tak tłumaczenie się ze swojej inności starym przyjaciołom wychodzi poza skalę jego aktualnych umiejętności. – Chyba… jakoś nie pomyślałem, że wciąż tu będziesz – odpowiada w końcu, gdy Jamie już odsuwa się na krok i Elmo może uważniej przyjrzeć się jej twarzy. Słysząc bezdyskusyjny komentarz na swojej fryzury, śmieje się cicho i sam bierze w prawą dłoń kosmyk włosów, który opada mu na oczy. – Mówisz? – z rozbawieniem podejmuje temat. – Boję się, że jak je zetnę to będę wyglądać jak szczoteczka do zębów. Pamiętasz? – Kiedyś, lata temu, przyszedł do szkoły, prezentując nową, dość niefortunną fryzurę i, jeśli pamięć go nie myliła, Jamie porównała go właśnie do szczoteczki do zębów. Minęły lata, ale pewne traumy wciąż ma nieprzepracowane. – Hm, może… – Zerka przez ramię, aby spojrzeć na niejaką Clem i niewerbalnie zorientować się w tym, czy będzie bardzo zirytowana, jeśli przypadkowy klient na moment odciągnie Jamie od pracy. Sądząc po jej minie, nie mogłaby przejmować się tym mniej. – Czegoś nieskomplikowanego. Kawa brzmi super. Z mlekiem? – rzuca pytająco do Clem, która tylko kiwa głową. Elmo znów przenosi wzrok na Jamie. – Pięknie tutaj – mówi, rozłożystym gestem rąk pokazując, że chodzi mu o wnętrze kawiarni. – I tu – dodaje, przenosząc dłonie przed siebie i tym razem wskazując nimi na Jamie. Wygląda wspaniale. – Też zrobiłaś coś z włosami – zauważa, a jego oczy błyszczą z zainteresowaniem. O ile na co dzień myśl o natknięciu się na kogoś ze swojego starego życia – kiedy był przepełnionym energią, rozgadanym i śmiejącym się ze wszystkiego chłopakiem – napełnia go dziwnym lękiem, tak stojąc przed Jamie w ogóle go nie czuje.
Może to tylko kwestia czasu.

Jamie Park
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
That's when you know you've found somebody special.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Złapała go za rękę i pociągnęła w kierunku jednego z wolnych stolików, żeby szybko go zająć. Lokal zdawał się być mniejszy niż wtedy, kiedy prowadziła go Lucy. Miał prawo go nie poznać, bo zmienił się diametralnie. Właściwie nie zostało z niego prawie nic. Jamie zmieniła nawet nazwę. Przestał być kawiarnią, za to stał się cukiernią. Stolików było mniej i nie było pięterka. Znaczy było, ale Jamie wykorzystała je na swoje mieszkanko, o czym nie miał prawa jeszcze wiedzieć.
Zrobiła wielkie oczy w zaskoczeniu, po czym odpowiedziała:
- A gdzie miałabym być? Wiesz, rodzinny biznes! Próbował mnie wysadzić z siodła kilka razy, ale dałam radę. - tutaj uniosła prawe ramię, napinając przy tym biceps, niczym na tych pinupowych plakatach.
Kobieta pracująca!
A potem parsknęła śmiechem. Szczerym i nieskrępowanym. Takim samym, jakim zawsze śmiała się w liceum i wcześniej. Jakby świat nie miał znaczenia, a ona sama zamieniała się na moment w niczym nieskrępowane dziecko.
- O rety! Taak! - złapała go za łokcie, nie mogąc ukryć na twarzy rozbawienia i rozczulenia zarazem. - Mam jeszcze Twoje zdjęcie z tego czasu gdzieś na górze!
I uśmiech wreszcie dosięgnął jej oczu na stałe. Ta iskierka, którą zawsze miała, a której Elmo nie mógł znaleźć w jej oczach, kiedy tutaj przyszedł, teraz wróciła. Jamie pokręciła głową z niedowierzaniem, pocierając jego ramiona dłońmi, jakby chciała sprawdzić, czy Eliel naprawdę stoi tutaj przed nią, czy to może jakiś sen?
- Siadaj i opowiadaj! Cokolwiek chcesz, Boże, nie widzieliśmy się tyle czasu! - potrząsnęła głową, a jej czupryna rozsypała się na boki, żywo reagując na każde poruszenie głową czy przeczesanie dłonią.
Słysząc komplement, zarumieniła się lekko i spojrzała na niego spod rzęs.
- Dziękuję... - odpowiedziała tajemniczym uśmiechem. - Widzisz, wystarczyło trochę makijażu, żebym zaczęła być ładna. Zawsze to powtarzałam mamie!
Najwyraźniej tutaj też się zmieniło. Nie była już tą nieśmiałą nastolatką. Zdawała się być znacznie bardziej pewna siebie. Autoironiczne żarty nie trąciły już prośbą o zaprzeczenie. Wydawała się bardziej kobieca, ale jednocześnie zachowała swój dziewczęcy urok.
- Chyba już z piętnaście razy zmieniałam fryzurę i kolor! - przeczesała dłonią włosy, odsłaniając ucho ozdobione sporą ilością kolczyków. - Byłam nawet blondynką przez pół roku, ale daj spokój. Koszmar z odrostami.
Machnęła ręką i wreszcie usiadła naprzeciwko niego. Roześmianymi oczami wpatrywała się w jego i dopiero teraz jej brwi delikatnie się zmarszczyły. Kawał czasu... On też się zmienił...
eliel m. saynsberry
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Niesamowity jest dla Elmo wniosek, który wrasta się w niego dopiero kiedy patrzy na Jamie, chociaż dowodów na jego istnienie ma dookoła siebie dużo więcej: że pewne rzeczy się nie zmieniają.
Jego życie może być odwrócone do góry nogami – nie ma już tyle przyjaciół ani energii co wcześniej, nie ma obok siebie osoby, którą kochał (albo kocha? wciąż nie potrafi rozszyfrować tego, co czuje do Gii), mieszka w innym mieście niż jego córka i nie zajmuje się tym, do czego ponoć został stworzony – ale istnienia innych ludzi utrzymują się łagodnie na tym samym poziomie, na którym dryfują od zawsze. Jamie na przykład wciąż pracuje w tej samej kawiarni, nie widząc dla siebie innej alternatywy i w jakimś sensie jest to dla Elmo odświeżająco-kojące. Chociaż zawsze tutaj pasowała, dopiero teraz, gdy jej oczy lśnią od ekscytacji i gdy głos wyraża szczerze niezrozumienie dla jego pytania, Eliel dostrzega to naprawdę. Jest tak, jakby urodziła się po to, aby tutaj pracować; zadowolona, uśmiechnięta, stale zagadująca klientów, otoczona słodkim zapachem wypieków i nieco bardziej gorzką wonią kawy.
Elmo widzi ją po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna, co jednak nie przeszkadza mu w wytworzeniu w swojej wyobraźni wizji ostatnich dwunastu lat jej życia.
– Kto próbował cię wysadzić z siodła? – pyta, patrząc na nią spod uniesionych brwi. Uśmiecha się, gdy Jamie napina biceps. Wie, że jest silna. Mimo upływu lat nawet nie przeszłoby mu przez myśl nic innego.
Wspomnienie jego głupich włosów rozluźnia resztki napięcia. Elmo odwraca wzrok, jakby naprawdę się wstydził, a potem kręci głową.
– Trzeba je spalić – mówi, ale w jego głosie brzmi rozbawienie. – Nie ma innej opcji.
To oczywiście nieprawda. Jest wiele innych opcji. Jamie może poprawiać sobie tymi zdjęciami humor. Wysłać je na adres mailowy ich liceum, gdy na jego stronie internetowej (którą mama Elmo, Delia, wciąż odwiedza z głębokim rozrzewnieniem) pojawi się informacja o spotkaniu absolwentów. Sprzedać je komuś, kto w celach kolekcjonerskich nabywa fotografie istnych przegrywów.
Nieśmiały uśmiech nabiera pewności. Elmo wreszcie siada w miejscu, które wskazuje mu Jamie i bierze głęboki oddech. Razem z nich do jego głowy wpada trochę pozytywnych myśli. Może spotkanie kogoś z przeszłości wcale nie musi równać się katastrofie. Jamie przecież zawsze była wyrozumiała.
– Nie mam chyba o czym opowiadać – śmieje się, chociaż wcale tak nie jest. Mógłby opowiedzieć jej o tym, do jakiej ruiny doprowadził swoje całkiem dobre życie. To kim był jeszcze zaledwie dwa lata temu i jak bardzo mu się nie udało. – Daj spokój. – Potrząsa głową. Nawet nie musi udawać niezgody. Szczerze uważa, że Jamie nie potrzebuje makijażu ani innych upiększaczy, aby wyglądać dobrze. – Zawsze byłaś ładna – mówi, z uśmiechem spoglądając na jej zaróżowione policzki. Powoli powraca do niego wszystko to, za co kiedyś tak bardzo ją lubił. – Naprawdę? – dziwi się, po czym w dość śmiałym geście wyciąga dłoń, aby dotknąć jej włosów. Wyglądają na takie lśniące i zdrowe. Gia zawsze narzekała na to, że farbowanie je niszczyło. Najwyraźniej Jamie albo nie obowiązują te same zasady co innych, albo ona w wersji blond należy do bardzo odległej przeszłości. – Co jeszcze się zmieniło? – pyta, chociaż bardziej ciekawi go to, co w Jamie pozostało takie samo. Jest to jednak kwestia, do której może dojść sam; musi tylko trochę jej posłuchać.

Jamie Park
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
That's when you know you've found somebody special.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Być może rzeczywiście to było jej miejsce, ale dopiero niedawno zrozumiała, że sztywna etyka pracy, wpajana jej przez matkę, wcale nie wyszła jej na dobre. Oto była mistrzynią cukiernictwa, miała własny biznes, który odniósł sukces, ale ciągle balansował na granicy opłacalności. Pracownicy, produkty, ceny wypieków, koszty prowadzenia lokalu. Wszystko to musiała sama kontrolować i miała poczucie, że jedzie trochę na farcie i tak naprawdę to zupełnie tego nie ogarnia. No i najważniejsze... Była sama... Trzydzieści jeden lat. Jej życie miało wyglądać zupełnie inaczej. Dopiero niedawno zrozumiała, że chciałaby być żoną. Mieć dzieci, domek nad rzeką albo jeziorem. Być kochaną i wybraną.
A póki co pachniała wanilią, brązowym cukrem i uśmiechała się do złej gry, przekonana, że przeżyła miłość życia. Ale trwała ona raptem kilkanaście dni...
Kto próbował cię wysadzić z siodła?
- Cukiernia... - odpowiedziała enigmatycznie, zastanawiając się przez chwilę, czy powinna rozwijać ten temat.
To trochę ciężkie rzeczy, jak na pierwsze spotkanie po latach. Śmierć mamy, niedługo potem pożar kawiarni, w którym straciła wszystko. Ubezpieczenie ledwie pokryło szkody sąsiadom, więc żeby odbudować swój lokal, musiała sprzedać rodzinny dom. Dlatego już nie było pięterka. Teraz było tam małe mieszkanko kobiety sukcesu... Machnęła dłonią, jakby to było nieważne. Ale to nieprawda.
Później COVID, po którym długi spłacała przez kilka lat. Wreszcie kryzys i inflacja. Miała dużo szczęścia, to fakt, ale też samozaparcia i pomysłowości. Dawała radę. Sama. Ogarniała. Sama... A tak bardzo chciałaby nie musieć ogarniać.
- Nigdy w życiu! Nie wyrzucam nawet zdjęć byłych. Potem się żałuje, że się je straciło. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
I tylko ktoś, kto naprawdę dobrze ją znał, mógł zobaczyć, że przez ułamek sekundy ten uśmiech był wymuszony, nieszczery. Dokładnie w momencie, w którym jej dłoń nieświadomie dotknęła złotej literki T, na łańcuszku na jej szyi.
- Każdy ma! - obruszyła się na jego kokieterię, po czym dodała ze zrozumieniem pasującym do duszy, która też sporo przeszła. - Tylko nie zawsze chce się o tym opowiadać przy pierwszym spotkaniu. Bo mam nadzieję, że to jest pierwsze spotkanie?
Zapytała, tym samym chcąc się dowiedzieć, czy wrócił do Toronto na stałe. I czy przynajmniej spróbują odbudować tę przyjaźń ze szczenięcych lat?
Poważna mina, zadająca to nieme pytanie, zmieniła się w nieco zawstydzoną. Gwałtownie odwróciła głowę, uciekając od jego ciepłego spojrzenia. Speszony, ale ucieszony uśmiech, pojawiający się na zarumienionej twarzy, jasno mówił o tym, jak podobał jej się komplement.
- Byłam pulchna! - odpowiedziała, zerkając na niego spod rzęs.
Nie była. Teraz po prostu była szczuplutka, żeby nie powiedzieć chuda. Wtedy było jej troszkę więcej, ale dalej apetycznie. No, ale czego się spodziewać, jeśli opary cukru wchłania się przez inhalację i osmozę z powietrza.
Pokiwała głową w odpowiedzi na niedowierzanie co do włosów.
- Zaraz po... - śmierci mamy... - Tym, jak przejęłam kawiarnię, miałam mały bunt. Przefarbowałam się na blond. Wtedy akurat remontowałam lokal po pożarze, więc miałam trochę więcej czasu dla siebie.
- Później byłam rudawa, ale jak zobaczyłam, co się dzieje z moimi włosami, to wróciłam do naturalnych. Długo je naprawiałam. - wtedy chodziła z Jasonem... Teraz się przyjaźnią.
Zmieniała włosy po każdym chłopaku czy też romansie.
Krótki bob pojawił się po Mike'u. Ale po Hugo... Została sobą.
Elmo!
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Tajemnicza odpowiedź Jamie odsłania pierwszą poważną zmianę, która rozdziela dzisiejszego Elmo od jego siedemnastoletniej wersji – nie naciska. Niedopowiedzenie, które kiedyś doprowadziłoby go do szaleństwa, i na które napierałby tak długo, aż Jamie w końcu musiałaby ugiąć się pod siłą jego prób, teraz odbiera za jawny znak, że nie jest to temat na ten moment i puszcza go wolno, obdarowując przyjaciółkę tylko rzuconym spod lekko uniesionych brwi spojrzeniem. Może zechce wrócić do tego później, gdy już wyczerpią im się tematy do rozmów (jeśli po takim czasie rozłąki to w ogóle możliwe) albo gdy po prostu przekona się, że mimo tych widocznych, ale trudnych do nazwania zmian w Elielu, wciąż jest osobą, która z przyjemnością wysłucha wszystkiego, co Jamie ma do powiedzenia.
Na jej silną opinię na temat starych zdjęć Elmo tylko uśmiecha się z rozczuleniem. W milczeniu uznaje podejście Jamie za zabawne, ale chwilę później zdaje sobie sprawę z tego, że sam przecież robi to samo. W czerwonym pudełku w gwiazdki, które leży pod łóżkiem w jego pokoju, ma całą kopalnię skarbów z czasów liceum. Breloczek w kształcie parówki, który podebrał Kyle’owi, swojemu ówczesnemu najlepszemu przyjacielowi, bo ten miał ich za dużo i ledwo mógł odnaleźć dwa walające się pomiędzy nimi klucze do domu. Kartka papieru, którą puścił po klasie na lekcji francuskiego, i na której całą grupą zapisali historię: zasada była taka, że każdy mógł dodać od siebie maksymalnie trzy słowa; później, po lekcji, Elmo odczytał całą opowieść na głos, ledwo łapiąc powietrze ze śmiechu. Kartkę urodzinową ze słodkim jamnikiem, którą Jamie dała mu na jego osiemnaste urodziny.
Mimo rozbawionego uśmiechu, musi więc przyznać jej rację.
– Coś w tym jest.
Urywa na moment, bo w tym momencie Clem przynosi im do stolika kawę i zamówione przez Jamie coś słodkiego, którym okazuje się kawałek ciasta czekoladowego. Elmo dziękuje dziewczynie aż trzy razy: pierwszy, gdy stawia przed nim kawę, drugi, kiedy tuż obok niej pojawia się talerzyk z ciastem i trzeci, gdy na wszelki wypadek podaje mu też parę serwetek.
– W takim razie proszę cię tylko o to, żebyś nigdy mi go nie pokazywała – dodaje, a w jego oczach rozbłyskuje rozbawienie. Nie wie czy przeżyłby starcie ze zdjęciem, na którym przypomina szczoteczkę do zębów. Dla własnego spokoju właściwie woli udawać, że taki etap w historii jego włosów nigdy nie miał miejsca.
Jamie ma rację. Elmo mógłby opowiedzieć jej wiele, ale żadna z jego historii nie ma pozytywnego wydźwięku. Nawet wieści o jego córce – oczku w głowie, najcudowniejszej dziewczynce na świecie – nie mają szansy zabrzmieć dobrze tuż obok informacji o tym, gdzie mieszka (z mamą, bez niego) i jak się dogadują (nijak; Lily ignoruje zarówno jego obecność, jak i jej brak). Eliel śmieje się więc i postanawia skupić się na drugiej części wypowiedzi Jamie.
– Będą co najmniej dwa – zapowiada uroczyście, po czym chwyta filiżankę kawy. – Chciałem zamówić u was tort. Pewnie będę też musiał go odebrać. – Takim zrządzeniem losu na pewno będą musieli zobaczyć się co najmniej jeszcze raz. – Po tych dwóch razach dasz mi znać, czy będziesz miała ochotę na trzeci – żartuje, trochę nieudolnie. Kiedyś jego humor na pewno był lepszy. Czy Jamie to pamięta? Czy tworzy w swojej głowie jakieś porównania?
Kręci głową. W ogóle nie przypomina sobie, aby Park kiedykolwiek była pulchna.
– W ogóle bym cię tak nie określił – mówi zgodnie z prawdą, a później wreszcie bierze łyka kawy. W ciszy wysłuchuje opowieści o jej włosach. Zadając pytanie o to, co jeszcze w jej życiu uległo zmianie, niekoniecznie miał na myśli jej fryzury, ale teraz wydaje mu się, że dobrze jest zacząć rozmowę od czegoś lekkiego. – Hmm… – Przygląda się jej uważnie, bez skrępowania. – W tych ci ładnie – zarządza wreszcie. – Ale to może dlatego, że trudno mi wyobrazić sobie ciebie w innym kolorze.
Tak samo jak jej zapewne trudno byłoby wyobrazić sobie Elmo jako męża albo ojca.
Nagle, z dużym opóźnieniem dociera do niego coś ważnego.
– Czekaj, po jakim pożarze? – pyta, a jego oczy robią się bardziej okrągłe i uważne.
Nie było go w Toronto zdecydowanie zbyt długo.

Jamie Park
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kitten and the Bear”