34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Bezczelna była, ta Pilar Stewart. Wchodziła do niego do klubu, jakaś baba i rządziła się, jakby była u siebie. Może mu jeszcze zacznie ochroniarzy ustawiać i tancerki pouczać, jak porządnie obsługiwać klientów?
Powieka mu drgnęła, kiedy zerwał się z miejsca, kiedy stanął nad nią, wpatrując się z góry w jej ciemne oczy.
I już kurwa miał jej coś powiedzieć, może że w dupie ma jej leć na bar, bo żadna dupa tutaj nie będzie mu mówić, co ma robić, ale wtedy wyciągnęła w jego kierunku gnata, zimna lufą prawie oparła się na jego torsie, ale Noriega po nią sięgnął układając smukłe palce na jej dłoni. Zabrał jej broń.
- Dobra - rzucił tylko chowając pistolet znowu za gruby, skórzany pasek, którego ozdobna klamra błysnęła, gdy poprawiał koszulę.
Koszulę, na której zaraz Maddie opierała swoje jasne palce zakończone długimi, krwisto czerwonymi szponami. Zdecydowanie jej dłoń sięgała do niego śmielej niż powinna, chowając się pod materiałem Gucciego, kontrastując z czarnymi tatuażami i smagłą skórą.
Madox jeszcze obejrzał się na Ernesto, ale wyszedł z loży ze swoją menadżerką, dyskutując po rusku. Na barze czekał na niego... Beck, a jego przecież Madox lubił. Napierdalali się czasem na macie, albo wyciskali razem na siłce. Zaczęło się od wymiany uprzejmości, czyli gadki o tym, który, któremu spuści łomot następnym razem. Potem przeszli do konkretów, bo Beck miał dla Madoxa pewne informacje, ale Noriega nie pozostał mu dłużny.
- No i kurwa to wszystko załatwia ten rusek, Sergiej? Czaisz go z klubu? Ten ze skorpionem na karku - nawijał Noriega. Dostali nawet po drinku, a później jakaś dupa zaczęła obok tańczyć, żeby towarzystwo się odprężyło. Gadka też zeszła na bzdury - Pilar Stewart? Znasz ją? - zapytał Madox. A Beck spojrzał na niego wielkimi oczami, zacisnął mocniej palce na szklance i...
I wtedy coś jebło.
Huk wystrzału przeciął powietrze, a Madox od razu go poznał. Kurwa, wszędzie by go poznał, chociaż mieszał się w tej chwili z latynoską muzyką i typowym, klubowym gwarem. Beck chyba nie zauważył, akurat podnosił do góry szklankę z rumem. Maddie też ruszyła się z miejsca, a potem ten wrzask, krzyk, który poniósł się po sali. Noriega szurnął krzesłem, zrywając się z miejsca.
- Pieprzone dziwki, zawsze coś odpierdolą... - rzucił groźnie, wywracając przy tym czarnymi ślepiami - muszę to sprawdzić, ale... zamów sobie coś jeszcze amigo, Maddie cię obsłuży - machnął głową na blondynkę, która obejrzała się w kierunku schodów na górę, ale zaraz wyrosła przy Becku opierając dłoń na jego ramieniu.
Madox wyrwał się do schodów, pokonując po kilka na raz. Widział przecież, że weszła tam kelnerka, pierdolona Ginny i teraz to pewnie ona krzyczała. Ale kto kurwa strzelał? W jego klubie. Wchodząc do loży Madox też zaciskał palce na pistolecie. Wyszarpnął go zza paska, a kiedy jego spojrzenie omiotło pobojowisko, a potem zatrzymało się na Pilar.
Chciał ją... - tyle zdążyła mu wyjaśnić. Nic, jebane gówno, a chyba należały mu się jakieś wytłumaczenia? Ale Ernesto już szarpnął ją do tyłu, a tym... no wkurwił Noriegę już na amen. No bo już chuj, że mu się tutaj rządzi jakaś gorąca dupa w czerwonej sukience, może nawet w innym życiu miałaby tutaj coś do powiedzenia. Ale... makaroniarz? Popierdoliło go.
Madox skoczył do niego w jednej chwili, zacisnął palce na czarnej marynarce i zdjął Włoch z bara pchając go na ścianę. Docisnął go do niej ramieniem, a lufa pistoletu oparła mu się o skroń.
- Nie wkurwiaj mnie Bianchi - wycedził przez zęby Madox - jeszcze raz dotkniesz którejś z moich dziewczyn, a rozwalę ci łeb - warknął, zdecydowanie chodziło mu o Ginny, bo przecież nie o Stewart. Zamachnął się i wywalił Włochowi spluwą w łeb, tak na odmulenie. Krew Ernesto z tego złamanego nosa, spłynęła mu po dłoni, a Madox pochylił się w kierunku makaroniarza - i masz tu zakaz wjazdu... - chciał dodać coś jeszcze, ale Włoch już zaczął to swoje...
- Ale... Noriega... Nie wiesz z kim zadzierasz - na co Madox prychnął i zamachnął się, jakby chciał uderzyć Włocha, ale zamiast tego wyjebał pięścią w ścianę obok jego łba.
- Mam to w dupie, wypierdalaj i tylko się tu pokaż to... - nie dokończył, bo do loży wpadł Maczeta i jakiś drugi latynoski ochroniarz, a Madox pchnął na ścianę Ernesto - wyjebać go... Od tyłu - warknął, a dla wtajemniczonych, wyjście od tyłu wiązało się z dodatkowym wpierdolem. Goryle chwycili Ernesto za fraki i wywlekli go z loży, a Madox stanął nad... Ginny.
- Wszystko okej? - zapytał ignorując kompletnie Stewart, którą też wyszarpał Włoch, ale jasne oczy Ginny skierowały się właśnie na nią.

Pilar Stewart :pilar:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nigdy nie przechodziła obojętnie obok cudzej krzywdy.
A już na pewno nie kobiet.
Można to było nazwać brakiem ogłady, kompletną głupotą lub powodem, przez który nie raz jeszcze w przyszłości dostanie po dupie i właduje się w kłopoty, ale ona naprawdę nie potrafiła inaczej. Pół życia spędzone w ośrodku wystarczająco pokazały jej, jak okropny potrafił być być sił i bezsilność. Jak człowiek bez punktu zaczepienia, gnębiony i wykorzystywany powoli gubił gdzieś po drodze siebie. Sama przecież swego czasu była ofiarą przemocy, doskonale wiedziała, z czym to się jadło i jak mocno musiała walczyć, żeby przestać dostawać po dupie.
I to właśnie dlatego, kiedy tylko Ernesto zaczął zaczepiać Ginny, Pilar nieznacznie się wyprostowała. Wiedziała, że nie powinna reagować, że miała przecież zrobić tak, żeby ją polubili, żeby chcieli przekazywać jej informacje, pozwolili egzystować w Emptiness bez siania wielkiej nagonki… problem w tym, że jak jeszcze bezczelne słowa względem kelnerki była w stanie przeboleć, tak kiedy Włoch szarpnął ją do siebie na kolana i nie chciał pozwolić wstać, momentalnie sunąc jej dłonią po udzie i pod materiał krótkiej spódnicy, Stewart nie mogła na to patrzeć.
Od razu poderwała się do góry, a on zamiast po prostu odpuścić, jeszcze szarpnął dziewczyną i zaczął ją podduszać. Specjalnie. Na oczach Pilar, jakby ją testował, jakby chciał sprawdzić, gdzie kończyła się jej lojalność i na co było ją stać. Cóż, na to drugie dostał dość wymowną odpowiedź, kiedy policjantka wyrwała się do przodu i w pierwszej kolejności sprzedała mu solidne kopnięcie prosto w kroczę, dzięki któremu Ginny mogła się wyrwać, a zaraz potem również gdy pięść Stewart osadziła się aż za dobrze na nosie Włocha. Na pewno go złamała. Poleciała z niego tak duża ilość krwi, że kurwa innej opcji nie było.
Szkoda tylko, że kiedy tylko przyszedł Madox, Ernesto chciał się jej odwdzięczyć. Nie miała pojęcia, co mówił, ale jego czyny mówiły same za siebie, gdy szarpnął Pilar do siebie, gotowy ją skopać. Tylko wtedy do przodu ruszył Noriega. Wyrwał się jak dziki kot i naskoczył na swoją ofiarę. W kilka sekund podporządkował sobie Ernesto, walcząc na niego i grożąc.
Zaimponował jej.
Raczej nia podstawie plotek miała go za takiego, który nie brudzi sobie rąk robotą, a jednak dzisiaj pokazywał jej, że rzeczywistość była zupełnie inna. Pierwsze rzucił się na niego za jakąś inną kobietę, teraz za swoją kelnerkę i po części też nią? Tego nie wiedziała na pewno, ale i tak doceniła. Bo za Pilar nigdy nikt się nie wstawiał. Wszystko zawsze musiała robić sama, walczyć za siebie i innych. A on jednak wystąpił przed szereg, pewnie ryzykując gorszymi kontaktami.
Odprowadziła wzrokiem makaroniarza, kiedy ochroniarze Emptiness wynosili go za fraki, a potem spojrzeniem wróciła do Madoxa, który podszedł do skulonej dziewczyny i zapytał jej, czy wszystko okej. Pilar nie mogła poradzić na prychnięcie, które wyrwało się z jej ust.
— A kurwa nie widzisz, że nie jest? — warknęła, kręcąc głową z niedowierzaniem. Ślepy był, czy jak? Ofuczana schyliła się w końcu po własną broń, która wystrzeliła w ścianę. Od razu ją zablokowała i… chciała wsadzić za materiał spodni, ale przecież nie miała ich na sobie. Machnęła zrezygnowana ręką i po prostu odstawiła ją na półkę z alkoholem tuż obok, podchodząc bliżej Noriegi i dziewczyny.
Trąciła go ramieniem, oczywiście specjalnie, posyłając mu przy tym przelotne spojrzenie pełne wyrzutu? Oceniania? Ognia? Cokolwiek to było, z pewnością to poczuł, a zaraz schylała się do Ginny, której dłonie wciąż pocierały skórę na szyi.
— Pokaż — poprosiła już z u p e ł n i e innym tonem. Troskliwym. Jakby miała jebaną dwubiegunówkę i nagle zamieniła się w Matkę Teresę ucieleśnionych. Spokojnie sięgnęła do pałcy Ginny i przesunęła ja w dół, uwydatniając sine szramy po palcach mężczyzny. Całe szczęście oprócz śladów na skórze wszystko inne wyglądało okej. — Weź sobie przyłóż coś zimnego, to nie zrobi się obrzęk i nie będzie aż tak widać — poradziła spokojnie, uśmiechając się do niej ciepło. Nie miała pojęcia ile ta dziewczyna tu pracowała, ale patrząc na jej przerażenie w oczach, z pewnością niewystarczająco długo by przyzwyczaić się do takiego zachowania. Cała była roztrzęsiona. A za to mniej roztrzęsiona śledcza Stewart odwróciła się w końcu do Noriegi, gromiąc go wzrokiem.
— Wszyscy tu tak poniewierają kobietami w twoim klubie? — warknęła na niego, podchodząc bliżej. Miała ochotę wbić mu palec w klatkę piersiową i… zrobiła to. Chociaż pewnie nie powinna, ale to kurwa było silniejsze od niej. Tak jak to, że niepotrzebnie obwiniała go za to, co się stało. — ¡Podría haberla estrangulado, joder! — mógł ją kurwa udusić, dodała ostrym tonem. Nie chciała tego mówić przy dziewczynie, żeby jej jeszcze bardziej nie stresować, ale sposób, w jaki Ernesto się na niej zacisnął, to przecież prosiło się o tragedie.

:lepa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox i nie brudzenie sobie rąk, pewnie gdyby to usłyszał, to zaraz by pytał skąd miała takie informacje, bo jednak do bójki to on był zawsze pierwszy. A kolorowe koszule nosił nie dlatego, że wyglądał w nich kurewsko caliente, tylko nie było na nich widać krwi.
Madox był... specyficzny, odpierdolony, obwieszony złotem jak choinka, w koszuli za kilka patoli, a jednak nigdy nie bał się pobrudzić sobie rąk, i pewnie większość jego klienteli o tym wiedziała, że szef Emptines... wpierdalał się w sam środek piekła i w chaosie czuł się jak ryba w wodzie. Nie był jakimś makaroniarzem pokroju Giovanniego Salvatore, żeby wozić się ze spluwą, nie był też jakimś właścicielem klubu jak Vincent Monroe.
Madox Noriega był wściekłym latynoskim psem, dużo szczekał i... gryzł.
I teraz też, kiedy wypierdolili Ernesto ze swojego klubu, a on wycierał jego krew w kolorową koszulę, to stanął nad Ginny i zaraz się odezwał. A na prychnięcie Stewart posłał jej krzywe spojrzenie, wbił w nią wciąż jeszcze czarne oczy.
- I co mam ją pogłaskać po główce? Czy przytulić? - warknął, bardziej do Pilar niż do skulonej w kącie dziewczyny - Ginny ogarnij się kur... - nie dokończył, bo brunetka podniosła z ziemi spluwę i to na niej Madox zawiesił spojrzenie. Skrzyżował ręce na piersi uwydatniając tatuaże na ramionach - kto strzelił? - zapytał, bo przecież nie zdawał sobie sprawy, ale jakoś podejrzliwie patrzył na panią detektyw. Gdyby strzeliła, tylko po to, żeby postraszyć makaroniarza, to... może by się w niej zakochał.
Bo Madox nie lubił się pierdolić... Nie, wróć, to akurat lubił. Ale nienawidził się cackać, zwłaszcza z Włochami i Ruskami.
Wypuścił mocno powietrze przez nos, kiedy Stewart trąciła go ramieniem i obejrzał się za nią. Przecież widział to jej ogniste spojrzenie. I nawet już chciał znowu do nie pyskować, ale pochyliła się do kelnerki i w jednej chwili spotulniała, a Madox stanął za jej plecami. Powiódł wzrokiem po odbitych na szyi dziewczyny palcach.
- I możesz iść do domu - wtrącił się Noriega, kiedy Stewart kazała jej przyłożyć sobie coś zimnego. No proszę jaki łaskawca. Chciał dodać coś jeszcze, ale Pilar już odwróciła się w jego kierunku, a zaraz... wyskoczyła do niego z ryjem. Madox przewrócił oczami - a czego się spodziewałaś po klubie nocnym? I to takim gdzie bawi się półświatek? - zapytał poważnie, no bo kurwa chyba nie tego, że faceci tu będą koło nich skakać, padać im do stópek i otwierać drzwi. Pojebało ją?
Madox nawet nie ruszył się z miejsca, kiedy do niego wystartowała, a zaraz wbijała mu palec w klatę, jeszcze na nią naparł tak, że jej paznokieć wbił się w jego tors - miałaś sobie z nim kurwa poradzić - warknął i zrobił jeszcze krok w jej kierunku, tak, że dzieliła ich tylko ta jej wycelowana w niego dłoń - trzeba było od razu powiedzieć, że nie dasz sobie rady, to bym został - dała sobie radę. Zajebiście, a dowody tego zasychały właśnie na kanapie i dywanie w postaci krwawej plamy, ale przecież Madox musiał ją zaczepić. Obrócić to na swoje. Ona sobie miała radzić i... - miałaś kurwa zrobić tak, żeby cię polubili, a teraz co? Bianchi nie ma wjazdu do klubu, odpada mi część włoskiej klienteli - pokręcił głową, jakby się tym rzeczywiście przejmował, ale prawda jest taka, że miał to gdzieś. Madox po prostu lubił przyaktorzyć. Poudawać groźniejszego i ważniejszego niż był.
Ginny się chyba na to nabrała, bo zebrała się z ziemi.
- Ja... przepraszam, to moja wina... - zaczęła dukać, a Madox spojrzał na nią z boku.

:nodawaj:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
— Nie interesuj się — warknęła w odpowiedzi na pytanie kto strzelił. Nie miała zamiaru wspominać mu o tym, że broń puściła samoistnie, jak dziewczyna ją kopnęła, bo Stewart zapomniała jej zabezpieczyć przy odkładaniu. Nie była na tyle głupia, by przy tak zadufanym dupku przyznać się do błędu.
Tym bardziej, że w tamtej chwili trzeba było zając się przerażoną kelnerką, która wciąż kuliła się w kącie. Dodać jej trochę otuchy, a z pewnością nie wydzierać się przy niej, czego on chyba do końca nie rozumiał. Pilar jeszcze raz przesunęła po jej siniaczonej szyi chłodnymi palcami, radząc jej przy okazji, żeby przyłożyła coś zimnego, a kiedy tylko Noriega łaskawie oznajmił, że mogła też iść do domu, skinęła głową. Dobra decyzja. Nie posądzałaby ją o nią, ale skoro już tak postanowił, dziewczyna powinna to wykorzystać. Może jednak szef Emptiness miał w sobie jakieś pokłady empatii. A przynajmniej względem Ginny, bo co to Pilar z pewnością nie.
Złapała w płuca więcej powietrza, kiedy zaczął jej prawić morały o tym, czego spodziewała się po klubie nocnym, w którym baluje półświatek. Cóż na pewno nie kwiatów i dywanów dla kobiet, ale…
— Nie wiem, kurwa, myślałam, że chociaż trochę panujesz nad tym miejscem — odbiła piłeczkę, tym razem to ona próbując go ugodzić we wrażliwe miejsce, podczas gdy jej palec jeszcze mocniej wwiercił się w jego klatkę piersiową. — Jakby mnie tu nie było, to by ją zgwałcił — warknęła, nie gryząc się w język. Ginny ryknęła jeszcze bardziej gdzieś obok, bo przecież wiedziała, że to prawda. A przynajmniej po zachowaniu Ernesto… chociaż prawda była taka, że Włoch najprawdopodobniej sprawdzał Pilar. Takie przynajmniej miała wrażenie, ale kto kurwa wie. — I poradziłam sobie! — podniosła głos, gdy tylko wytknął jej niekompetencje. — Widziałeś jego nos? A szarpnął mnie tylko dla tego, że przyszedłeś i mnie… — rozproszyłeś, to chciała powiedzieć, ale w ostatnim momencie ugryzła się w język. Nie będzie przecież się przed nim tłumaczyć, że miał tak intensywne spojrzenie, że nie potrafiła od niego oderwać wzroku i na moment straciła czujność. Jeszcze tego brakowało, żeby łechtać mu ego. Sam to robił już wystarczająco dobrze.
— Żartujesz sobie ze mnie? — prychnęła, robiąc krok w przód, napierając na niego klatką piersiową. Spojrzenie miała tak ogniste, jakby lada moment gotowa była się na niego rzucić. — Jakbyś przy wejściu tutaj nie rzucił się na niego jak jakiś dzikus, to może wszystko potoczyłoby się inaczej. To ty kurwa od startu wybrałeś agresje i to ty spierdoliłeś moje przedstawienie, więc jeśli chcesz kogoś obwiniać, Noriega, za to, że musiałeś wypierdolić z klubu zwyrola, to tylko siebie — nigdy nie bała się mężczyzn. Potrafiła im się postawić. Powiedzieć, co siedziało jej w głowie. Za nic nie uznawała stwierdzenia, że kobiety były słabszą płcią. A na pewno nie ona. Bo chociaż Madox mógł ją pewnie poskładać w chwile, ona nie miała zamiaru się przed nim uginać.
I pewnie staliby sobie tak całą wieczność, gdyby nie dziewczyna.
— Daj spokój, to nie twoja wina — machnęła na nią ręką. — Twój szef po prostu… — znowu chciała mu dopierdolić, ale przecież czuła, że oboje byli już na granicy. — Pozwolił ci iść do domu, to idź — rzuciła to zamiast oryginalnych słów, a dziewczyna jeszcze podeszła do Pilar, pociągnęła nosem i… przytuliła ją. Mocno.
— Dziękuję — chlipnęła, cała rozdygotana, a kiedy się podnosiła do pionu to jeszcze złapała spojrzenie Madoxa. — Szefowi również — skinęła głową. Jakaś chyba serio nowa, bo zachowywała się zupełnie inaczej niż reszta dziewczyn za barem. Zgarnęła z podłogi szpileczkę, która jej spadła po czym wyszłą z loży, zostawiając ich samych.
— Powinieneś je nauczyć walczyć, Noriega — wtrąciła znowu, łapiąc jego ciemne, intensywne spojrzenie. — Albo chociaż nauczyć się bronić. Chyba nie jesteś aż tak bezdusznym człowiekiem, żeby pozwalać tu ludziom molestować twoje pracownice? — nie znała odpowiedzi na to pytanie, bo przecież nie znała i jego. Jednak zaglądając mu głęboko w oczy… miała takie przeczucie, że nie mógł być aż tak złym człowiekiem.

you're not that bad
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox przewrócił oczami na to jej nie interesuj się, bo jak miał się nie interesować, to był jego klub. I mimo, że w Emptiness bawiły się typy spod ciemnej gwiazdy, to przecież on nad wszystkim panował, trzymał rękę na pulsie. A u przychodzi jakaś Pilar Stewart i wprowadza tutaj... chaos, wyprasza go z loży, jego kurwa loży i jeszcze nie mówi mu kto strzelał.
Zapatrzył się na nią, kiedy pochylała się do kelnerki, ale gdy odwróciła się w jego kierunku, a potem jeszcze rzuciła to, że chociaż trochę panujesz nad tym miejscem, to Madox aż złapał w płuca więcej powietrza, oczy mu jeszcze bardziej pociemniały.
- Bo panuję - warknął, bo oczywiście, że go to ubodło. Starał się kurwa jak mógł, dwoił i troił, żeby półświatek mu zaufał, żeby chcieli tu siedzieć i gadać, a jednocześnie miały tu wjazd też psy, a ona co? Wchodzi tutaj jak do siebie i się rządzi, a przez nią Ernesto ma zakaz wstępu. Madox spojrzał na ten jej palec, wbity w jego klatę, przechylając na bok głowę, zacisnął mocniej zęby i mogła zobaczyć jak szczeka mu zadrgała - jakbym ja tu był, to by jej nawet nie dotknął - odparł od razu. Było w tym trochę prawdy, bo jednak przy Noriedze nie dobierali się do jego dziewczyn, ale Ernesto to był chuj, po nim można było spodziewać się wszystkiego.
Madox spodziewał się też, że Stewart będzie mu dalej pyskować. Poradziłam sobie, wywrócił na to stwierdzenie oczami, ale... no przecież kurwa widział jego nos. Dobrze wymierzyła. Trochę nawet żałował, że tego nie widział, bo przecież Noriega miał słabość do lasek, które umiały się bić. Ale to może nawet dobrze, że tego nie widział, bo do Pilar zdecydowanie nie miał słabości.
- To ty wybrałeś agresję - przedrzeźnił ją - a co mieliśmy się kurwa cmoknąć na powitanie i poukładać sobie puzzle? - pokręcił głową. Nie lubił Ernesto, ale może nawet by go jakoś zniósł, gdyby tamten nie wspomniał o Amandzie. A to w tej chwili był zdecydowanie drażliwy temat dla Noriegi. Już otworzył usta, żeby go zmienić, ale odezwała się Ginny i Madox odwrócił się w jej kierunku, chociaż ze Stewart stali już tak blisko, że przyspieszone oddechy tańczyły na ich policzkach, na jego szyi, gdy zadzierała do góry na niego głowę i na jej dekolcie, gdy on... spuszczał w niego spojrzenie.
Chciał przyznać Ginny rację, że to jej wina, bo mogła przynieść drinki i wyjść, w ogóle to najbardziej jednak zawiniła Maddie, że przysłała tu kelnerkę bez doświadczenia. Ale to już Madox postanowił zachować dla siebie. Machnął ręką, kiedy kelnerka zaczęła ten swój dziękczynny koncert. Odprowadził ją jeszcze spojrzeniem od razu notując sobie w głowie, że Ginny ewidentnie nie nadaje się do jego specjalnych gości. Nie wszystkie się nadawały.
- Co kurwa? - dopiero kiedy Pilar się odezwała, to znowu wbił w nią spojrzenie - a co ja jestem? Jakaś niańka? Poza tym to nie jest żaden fightclub, a na sali są ochroniarze, mogłaś ich zawołać - prychnął i zamierzył się do wyjścia z loży, ale kolejne słowa Stewart sprawiły, że zatrzymał się w miejscu. Wyrwał do niej, a jego palce zacisnęły się na jej nadgarstku - a może jestem? - syknął pochylając się do niej - nie słyszałaś co o mnie mówią? Nie słyszałaś o Amandzie? - spojrzał w te jej ciemne, ogniste oczy - może mam wyjebane na te dziwki, bo same się o to proszą zatrudniając się... tutaj? - szarpnął ją jeszcze do siebie. Spojrzenie mu się zmieniło, błysnęło w nim coś... zimnego. Bo przecież prawda była zupełnie inna. Madox zawsze interesował się swoimi pracownicami, wstawiał się za nimi, ale ostatnio... ta cała sprawa z Amandą robiła z niego... potwora.
Puścił jej rękę i cofnął się o krok, przesunął wytatuowanymi palcami po krwistej plamie na swojej koszuli, która jednak odznaczała się na wzorzystym materiale - kurwa - mruknął bardziej do siebie, niż do niej, a potem sięgnął do guziczków... i pewnie zdjąłby przy niej tą kolorową koszulę niczym się nie przejmując, ale do loży zajrzała Maddie.
- Madox, jest problem - powiedziała, znowu patrząc krzywo na Stewart. Świetnie, kurwa, kolejny problem. Noriega przeklął pod nosem, ale zaraz stanął obok brunetki. Powinien jej już podziękować i ją wyprosić? Pewnie tak. Może sama już powinna uciekać gdzie pieprz rośnie?
A ona co?

¿O tal vez lo soy? ⋆。˚ ☁︎ ˚。⋆。˚☽˚。⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wkurwiał ją.
Wkurwiał ją swoim zachowaniem i postawą. Tym, że zachowywał się tak, jakby w każdej jednej rzeczy był bez winy, że nie potrafił się przyznać, że coś zjebał albo że ktoś oprócz niego wykonał dobra robotę. Wkurwiał ją tym, że ją przedrzeźniał. Jakby miał kurwa pięć lat. Wkuriwał ją swoją bezczelnością i żałosnymi odznakami, które nijak miały się do tematu, jak chociażby to układanie puzzli. Wkurwiał tym, że traktował ją tak, jakby była od niego gorsza. Nie na równi, bo przecież on był lepszy. Wkurwiał ją na każdej możliwej płaszczyźnie… a jednak dalej tam stała.
Dalej zaglądała mu w ciemne, ogniste oczy i dalej z nim dyskutowała.
Zupełnie jakby chciała sprawdzić, gdzie leżała granica. Jakby na jakiś swój pojebany sposób jej się to podobało. To jak skakali sobie do gardeł, jak jedno nie chciało przyznać drugiemu racji. I już wtedy czuła, że Noriega w jej życiu jeszcze nie raz przyciągnie kłopoty. Ale z drugiej strony czego się spodziewać, skoro dopiero co się poznali, a byli już po tak krwawej bójce? Oboje byli jak magnesy na kłopoty. Do tego takie, które nie dawały za wygraną nawet w wymianie zdań.
— Twoi ochroniarze są gówno warci — przerwała mu w pół słowa, kręcąc przy tym głową. — Zanim bym ich zawołała, to twoja kelnerka już nie miałaby na sobiem majtek — Noriega mógł jej wierzyc albo nie, ale przecież to on najlepiej znał makaroniarzy. Pilar nie wiedziała, czego się po nich spodziewać, ale za to widziała dokładnie, co odpierdolił Ernesto i jak szybko zaczął szarpać dziewczynę. O wiele szybciej poszło jej złamanie mu nosa i kopnięcie w kroczę niż kurwa wychodzenie za drzwi, żeby zawołać sobie kogoś do pomocy.
Tak samo jak szybko poszło jej wytknięcie Madoxowi, że przecież nie był bezdusznym człowiekiem. Szkoda tylko, że on zrobił wszystko, żeby pomyślała inaczej. Wstrzymała powietrze, kiedy zacisnął palce na jej nadgarstku i szarpnął mocno do siebie. No kurwa, biorąc pod uwagę to, że ledwo co się poznali, przełamali już chyba wszystkie możliwe bariery przestrzeni osobistej, jakie tylko się dało. To samo tyczyło się spojrzeń w oczy, które pod żadnym względem nie były płytkie. Zaglądali głęboko i chociaż głowa podpowiadała jej, że może faktycznie był pieprzonym potworem dokładnie tak, jak go malowali, tak serce… no kurwa, nie wiedziała co to było, ale kiedy na niego patrzyła wcale nie wydawał jej się aż tak wielkim diabłem. Może nawet by mu to powiedziała? Odważyła się z nim nie zgodzić, chociaż wcale go nie znała i opierała swoje przypuszczenia na porywach serca, ale wtedy on znowu wspomniał o Amandzie.
— Nie słyszałam — warknęła, wyrywając mu rękę. — Możesz mnie kurwa oświecić — nie ruszyła się jednak z miejsca. Jej odkryty dekolt co chwile uderzał o jego klatkę piersiową, a oddech tańczył gdzieś przy jego policzkach. — Kolejna twoja pracownica, której nie umiałeś dopilnować? — musiała go jakoś podpuścić. Wyłudzić od niego informacje, bo to już był któryś raz kiedy padł temat Amandy. Pilar nie miała pojęcia o co chodziło, ale patrząc na to, jak Noriega rzucił się na Ernesto.. z pewnością nie było to nic. Coś było na rzeczy, a ona chciała wiedzieć co.
Szkoda tylko, że nim zdążyła cokolwiek więcej powiedzieć, a on dobrać się do własnej koszuli, do środka znowu wparowała jego managerka. Madox, jest problem, Madox, ktoś na ciebie czeka przy barze… wiecznie coś. Kurwa czy to miejsce naprawdę nie umiało wytrzymać bez właściciela chociażby minuty? Przewróciła oczami.
— Świetnie — westchnęła nim ten zdążył cokolwiek odpowiedzieć Maddie. — W takim razie wy się zajmujcie swoim problem, a ja spierdalam — nie miała zamiaru spędzić tutaj ani minuty dłużej. I tak nic tu po niej. Miał ją zapoznać z półświatkiem, a tylko powodował bójkę i zrugał ją od góry do dołu, jakby to ona była problemem. Wyminęła managekrę, puszczając jej mało sympatyczne spojrzenie, po czym jeszcze ostatni raz złapała spojrzenie Noriegi. — Nie bój się, oddam pierwsze sukienkę — wtrąciła, po czym wyszła z loży. Gotowa była naprawdę skierować się do garderoby dla tancerek i po prostu wypierdalać. W swoich w y g o d n y c h spodniach i mało pasującej do latynoskiego klubu białej koszulce.
Szkoda tylko, że kiedy Pilar kroczyła już wkurwiona po schodach, Maddie przeczesała blond włosy swoimi długimi szponami, robiąc kilka kroków w stronę swojego szefa.
— Pierdolnięta jakaś — skwitowała krótko, wzruszając ramionami. No tak bo przecież dla managekri wszyscy, którzy powodowali kłopoty byli pierdolnięci, a już na pewno ogniste latynoski, które wkurwiały szefa. — Ale możemy ją jednak potrzebować — wtrąciła po chwili, spoglądając wymownie na Noriegę. — Ten przystojny spod baru z którym gadałeś już poszedł, a psiarnia chce nam tu zrobić nalot.
Czyżby Ernesto chciał zajść Noriedze za skórę?

:kop:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Myślisz, że makaroniarze są tacy pierdolnięci jak ty? Wystarczyłoby, żebyś powiedziała, że wołasz Maczetę, a Ernesto by się obsrał - oczywiście zaraz odparował jej Madox, ale... po pierwsze, czy słowo pierdolnięci w jego ustach to na pewno była obelga? Zwłaszcza gdy spojrzał na nią z góry jakoś tak znacząco? A po drugie... to przecież Pilar nie znała jeszcze Maczety, nie wiedziała o kim mowa. Ale Noriedze coś mówiło, że by się polubili, bo tamten też był pierdolnięty.
Noriega w ogóle nie znał pojęcia przestrzeni osobistej, a przekraczanie granic przychodziło mu wyjątkowo łatwo, i gdyby Stewart o niego popytała, to pewnie dowiedziałaby się, że szef Emptiness często działał w ten sposób, że stawiał lasce jednego drinka, oczarował uśmiechem, a potem... ona stawiała mu na zapleczu coś zupełnie innego. Dlatego kiedy szarpnął ją do siebie tak, że wpadła mu prawie w ramiona, że jej pierś zderzyła się z jego torsem i odbiła od niego, a on wciąż ściskał ją za nadgarstek... Musiała to czuć, jego pewny dotyk, mocny zapach perfum i spojrzenie, które paliło gdzieś pod skórą. On czuł to jej, jeżyło włosy na karku.
Może te jej też powinny już stać dęba, kiedy Noriega tak zarzekał się przed nią, że był potworem? Mógł być. Gadali tak. Że był okropny, narwany, brutalny, pierdolnięty, po prostu zły.
A ta historia z Amandą stawiała go chyba w jeszcze gorszym świetle, chociaż zaraz okazało się, że Pilar nic nie słyszała, Madox spojrzał na nią z góry, bo czy naprawdę tak było, czy robiła sobie z niego jaja? Znowu przechylił na bok głowę eksponując tatuaż z koroną, który miał na szyi, ale na jej kolejne słowa, ruszył się gwałtownie do przodu.
- Nic nie wiesz, zamk... - warknął i już znowu chciał do niej sięgnąć puszczając guziki, ale pojawiła się Maddie. Czyli... coś było na rzeczy?
Amanda u niego pracowała? Nie dopilnował jej?
Madox przeniósł spojrzenie na menadżerkę, kiedy oznajmiła, że znowu mieli problem - no i dobrze - rzucił za Pilar, kiedy rzuciła to, że ona spierdala, tylko czemu tak za nią patrzył, kiedy wychodziła z loży? Odprowadził ją wzrokiem do samych drzwi, zanim odwrócił się do blondynki.
- Ta, pierdolnięta - rzucił do Maddie, zerkając jeszcze na drzwi, za którymi zniknęła Pilar, a potem schował gnata makaroniarza za pasek od spodni, Maddie nawijała, a Noriega w tym czasie już zrzucił z siebie poplamioną koszulę i z jakiejś szafki przy drzwiach wyciągnął czarną, z logo klubu. Dobrze na nim leżała, a kiedy podwinął rękawy to wciąż wystawały spod niej jego tatuaże, łańcuszki sypnęły mu pod nią na klatę.
- Co kurwa? Teraz mówisz? - Madox jeszcze obejrzał się na drzwi, a zaraz do nich ruszył - A Beck dawno poszedł? - zapytał jeszcze odwracając się do Maddie, a ona kiwnęła blond czupryną.
Noriega wypadł z loży. Co mu zostało? Dzwonić do Eliota? Już za późno. Rozejrzał się jeszcze po klubie. Może mieli tu inne psy? Jakieś bardziej mu przychylne? Ale kurwa jak na złość nikogo...
Tylko ona w tych swoich wygodnych spodniach i białej koszulce kierowała się do wyjścia. Dobra, chuj, nie miał wyboru. Dogonił ją gdzieś po środku parkietu, wystąpił przed nią i już znowu jego palce prawie sięgnęły do jej nadgarstka, ale zabrał rękę i przesunął nimi po swoich króciutkich włosach.
- Poczekaj... Pilar - jej imię w jego ustach brzmiało dobrze, z tym charakterystycznym latynoskim akcentem, a na twarzy malował mu się już jeden z tych czarujących uśmiechów - może mogłabyś... - mi pomóc? Wyświadczyć przysługę? Zostać?
O to chciał zapytać?
Jednak nie zdążył dokończyć, bo nagle do klubu wpadła psiarnia, mieli na sobie kamizelki kuloodporne, na piersiach blachy, a w dłoniach gnaty, było ich sporo. Żadna tajna akcja, jawny nalot. Klientela się spłoszyła, a zaraz ucichła też muzyka. Noriega ruszył się do przodu, tak, że wlazł w Stewart, mogła poczuć na plecach, jak coś twardego wbija jej się w bok. Nie, nie klamra od paska... A kurwa ten pierdolony pistolet Ernesto.
- Mam za paskiem gnata makaroniarza, a na górze kałuże jego krwi... Nie ma tam też kamer, Ginny sobie poszła, a ty jako jedyna możesz mi pomóc, żeby nie zgarnęli mnie na cztery osiem - mruknął jej do ucha, a jego oddech zagrał jej gdzieś na karku. Tylko czy... ona będzie chciała mu pomóc?

:margo:
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Chciała wyjść.
Nie miała zamiaru zostawać tam ani chwili dłużej.
Całe to wielkie przedstawienie informatora przez Johna było jednym wielkim fiaskiem i chociaż był to jej pierwszy taki przypadek, tak jeśli zawsze to tak wyglądało, to sama nie wiedziała, czy chciała się w ogóle w to bawić. Myślała ze tego typu współprace raczej były owocne i kurwa dało się z nich wyciągnąć jakieś informacje, a nie tylko nowe siniaki na ciele i kilka bójek. A w tym wszystkim jeszcze on. Bezczelny do granic możliwości, irytujący Pan wiem wszystko najlepiej, bo to mój klub, a nie plac zabaw, który chyba jak jeszcze nikt zaszedł jej za skórę w tak krótkim czasie.
Nie chciała tam zostać ani chwili dłużej, więc po prostu zbiegła po schodach ani razu się nie odwracając. Wpadła jak oparzona do garderoby, w której przebierały się dziewczyny. Kilka z nich psiknęło, kilka popatrzyło krzywo z jakimś znowu ona na ustach, a ruda ubrana w zieloną sukienkę oczywiście uśmiechnęła się szeroko i już zaczęła nawijać o tym, jak to szef jednak nie chciał jej wyruchac. Pilar natomiast ignorowała każdy jeden komentarz. Wskoczyła szybko za kotarkę i przebrała się na nowo w swoje rzeczy. Koszulka cała się jej pomięła i dlatego już przeciskając się przez tłum do wyjścia, chciała ją sobie wyprostować. Wkurwiona była do granic możliwości. Po chuj ona tu w ogóle przychodziła? Westchnęła ciężko i nawet do końca nie zdążyła wypuścić powietrza, kiedy jego głos wybrzmiał gdzieś z tyłu.
Oczywiście, że od razu go poznała, chociaż sposób, w jaki wypowiedział jej imię był na tyle nowy i unikalny, że faktycznie przystanęła w miejscu. Podniosła na niego ogniste spojrzenie, jasno mówiące, że powinien zejść jej z drogi w tym właśnie momencie.
— Co chcesz? — warknęła, gotowa pocisnąć go z bara. — Nic bym kurwa nie mogła, chyba powiedziałeś już wystarczająco duż… — no i tyle też ona zdążyła powiedzieć, nawet zdania nie dokończyła, bo do środka wpadła psiarnia. Uzbrojona, w pełnych outfitach, wywołując w ludziach komplety chaos. Każdy jeden z nich zaciskał palce na gnatach, a DJowi momentalnie omsknęła się ręka na konsoli. Coś zatrzeszczało, jednak muzyka nie ustała. Dookoła jednak zaczęło się spore poruszenie. Ludzie chowali coś po kieszeniach, inni probowali spierdalać, a ona… ona szczerze mówiąc gotowa była zrobić to samo. W końcu w jego pierdolonym porządnym klubie wszystko z pewnością było okej. Tylko wtedy Noriega nachylił się do jej ucha, a jego ciepły oddech sprawił, że włosy zjeżyły się na karku.
Wysłuchała go, od razu zaciskając dłonie w pięści. Powinna iść. Wciąż kurwa powinna go po protu olać i sobie pójść. Przecież nic dla niej nie znaczył, a tego wieczoru jedyne co robił, to zachodził jej za skórę i powtarzał, że niczego nie umiała zrobić.
Powinna iść.
Tylko czemu kurwa zamiast to zrobić, stała jak kołek, zaglądając mu w oczy?
W tamtym momencie chyba sama nie znała odpowiedzi na to pytanie, a już tym bardziej na to… czemu zdecydowała mu się pomóc. Może był to impuls, może poryw serca, może wszechświat we współpracy z losem postanowił pchnąć ich ku sobie ale finalnie zamiast go wyminąć, zacisnęła palce na jego pasku i szarpnęła mocno do siebie. Ich ciała momentalnie się o siebie obiły, a jego twarda klamra od paska wbiła się w jej brzuch. W tym czasie ręce Pilar bezczelnie i bez pytania przesunęły się po jego biodrach aż do pleców.
— To zamknij się i współpracuj — warknęła mu tym razem ona przy uchu, a przez brak czasu źle wymierzyła i nieznacznie musnęła jego płatek własnymi ustami. W tym samym czasie wyciągnęła mu spluwę zza paska, już po raz drugi tego wieczoru i się od niego odsunęła. W idealnym momencie, bo gdy tylko obejrzała się do tyłu zza tłumu i przeszukujących lokal policjantów wyłonił się... Dalton.
— Stewart? — w jego głosie dało się wyraźnie usłyszeć zdziwienie. Nick był starszym od niej śledczym, skakał aktualnie między narkotykówką a przestępczością zorganizowana i chwytał wszystkiego, byleby zasłużyć sobie na awans. Średnio się wtedy jeszcze lubili. — Co ty tutaj robisz? — spytał poirytowany, lustrując ją wzrokiem. Momentalnie poczuła jak serce podchodzi jej do gardła i chociaż cała zadrżała, tak na zewnątrz nie pokazała po sobie nawet pół emocji.
— Raczej co ty tu robisz z całym tym przedstawieniem, kurwa — odpyskowała mu od razu, robiąc krok do przodu.
— Mieliśmy zgłoszenie o strzelaninie — wyjaśnił, spoglądając gdzieś nad jej ramieniem na Noriegę, a zaraz potem jego zielone oczy przesunęły się po sylwetce Pilar aż do jej dłoni, w której… — A ty co robisz z tym gnatem?
— W robocie jestem — odpowiedziała szybko. — Przesłuchuje go w sprawie, którą prowadzę, a wy wszystko zawodowo spierdoliliście.
— A pistolet?
— Myślałam, że coś się dzieje, kiedy tu wpadliście, to chyba logiczne, że byłam w gotowości? — spojrzała na niego wymownie, przy okazji wciskając broń za pasek swoich spodni. — Ale widzę, że jak zwykle rozpierdalamy imprezę, bez sprawdzenia informacji? — uniosła w górę brew, a Dalton odwrócił wzrok. No oczywiście kurwa, że pewnie zorganizował całą akcje na podstawie jednego telefonu. Idiota. — Nikt tu nie strzelał.

:margo:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pozwoliłby jej sobie iść. Mimo, że jeszcze przez chwilę patrzył na drzwi, za którymi zniknęła, ale nie dzisiaj, nie kiedy psiarskie szykowali mu nalot, a przed chwilą jego ochroniarze skopali Ernesto, na górze miał jeszcze kałuże jego krwi, a w spodniach schowany jego pistolet.
Dlatego ją dogonił, dlatego stanął przed nią. Bo przecież nie dlatego, że wpadła mu w oko, że chciał jej numer, czy coś...
Chociaż uśmiech, który jej posłał mógł być trochę dwuznaczny. I to spojrzenie w jej oczy, kiedy znowu na niego warczała, spodziewał się takiej odpowiedzi, więc już nawet otworzył usta, żeby jeszcze coś dodać, ale nie zdążył. Oboje nie zdążyli, bo do klubu wpadły psy, a Madoxowi mina momentalnie zrzedła. Wiedział co to znaczy, będą wszystkich sprawdzać, przeszukiwać, łazić mu po klubie i... zamkną go na cztery osiem, żeby wyjaśnić skąd ma broń i skąd na górze te plamy krwi. Pogadałby z Eliotem i jakoś się wywinął, albo zadzwonił do prawnika, ale... szkoda mu dzisiaj było na to czasu. Zmarnowane na komisariacie godziny, po co to komu?
Zwłaszcza, że przed sobą miał policjantkę, która mogła mu pomóc i zaraz nawijał jej to do ucha. Mogła mu odmówić, liczył się z tym.
Ale widział w jej spojrzeniu, że tego nie zrobi, a kiedy szarpnęła go do siebie za pasek, to sięgnął zaciskając palce na materiale jej wygodnych spodni, żeby ją przytrzymać, kiedy się od niego odbiła. Wytatuowane palce musnęły kawałek odkrytej skóry na granicy spodni i podwiniętej koszulki. Ale czy w ogóle zwróciła na to uwagę?
Madox nie zwrócił, nawet się nie poruszył, kiedy przesunęła dłonie na jego plecy, kiedy sięgnęła po pistolet schowany pod czarną, klubową koszulą. Mogła czuć pod opuszkami jego rozgrzaną skórę, to jak broń się od niego zagrzała, a ciemne spojrzenie powiodło ponad jej ramieniem w kierunku drzwi. Nic nie powiedział, w końcu miał się zamknąć i współpracować, chociaż kiedy jej pełne, gorące usta dotknęły jego ucha, to czarne oczy odszukały jej twarz. Nawet nabrał w płuca powietrza i może by się odezwał, ale... stał już przed nimi nie kto inny jak Dalton. Ten sam pierdolony Nick Dalton, który kilka dni temu zaszedł mu za skórę, który by go wpierdolił. Miał jeszcze na policzku siniaka, po ich ostatnim spotkaniu, po tym jak dostał od Noriegi w gębę. Może dlatego Madox zrobił pół kroku w tył? Nie chciał się wtrącać.
Przecież mogli to załatwić między sobą. Zwłaszcza, że Nick wpatrywał się w Stewart jak w jakiś obrazek. I może ona sama tego nie zauważyła, ale Noriedze rzuciło się to w oczy od razu. To zielone spojrzenie zawieszone na Pilar. A potem to gniewne, które mu rzucił. Madox strzelił oczami w sufit, nawet miał się odezwać, żeby sobie nie przeszkadzali, ale Nick już zacisnął smukłe palce na łokciu Stewart i pociągnął ją delikatnie w bok.
- Przesłuchiwałaś go odnośnie tej sprawy z Amandą? Ty ją prowadzisz? To niebezpieczne miejsce Pilar, ostatnio tu dostałem - pokazał jej ten siniak na swoim policzku, a Madox uśmiechnął się pod nosem, ale zaraz delikatnie odwrócił - nie zadawaj się z nim, nie wyjdzie ci to na dobre, bo... - nie dokończył, bo Noriega już przewrócił oczami, a zaraz stanął obok nich.
- Urocze, że tak przejmujesz się koleżanką po fachu Nick... - syknął i zmierzył spojrzeniem Daltona, który poruszył się niespokojnie - ale na pierwszy rzut oka widać, że jest bardziej rozgarnięta niż... - Madox znowu nie dokończył, a Pilar mogła czuć gdzieś na karku jego oddech, kiedy stanął za nią, a potem to jak gwałtownie się odwrócił, kiedy usłyszał za plecami... jej głos.
- Dalton wołają cię na górę, musisz coś zobaczyć... - powiedziała, a niebieskie spojrzenie Haddie zatrzymało się na twarzy Noriegi. Nie dała nic po sobie poznać, nie odezwała się, jakby się nie znali... Ale on patrzył na nią tak intensywnie, że chyba nawet ślepy by wyczuł, że coś tutaj było na rzeczy. Dalton za to znowu wpatrywał się w ciemne, dla niego chyba w chuj piękne, oczy Stewart.
- Co tam jest? - zapytał głupio, a Wheller poprawiła blond kucyka przytrzymując w zębach wsuwkę.
- Idź zobacz? - mruknęła wywracając błękitnymi oczami, a zaraz spojrzała na brunetkę - cześć Pilar - przywitała ją luźno, a Madoxa... kompletnie zignorowała.

Creo que tenemos un conjunto completo ⋆˙⟡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie powinna mu pomagać.
Tego wieczoru Madox Noriega nie zrobił nic, żeby zaskarbić sobie jej sympatię. Żeby zasłużyć na to, żeby teraz stanęła w jego obronie przed policją.
A jednak to zrobiła.
W pełni świadomie szarpnęła go do siebie, zderzyła ze sobą ich ciała, żeby zabrać mu broń zza paska i wziąć to na siebie. Chociaż po jej twarzy nie było nic widać, tak naprawdę zakodowała jego szorstkie palce na gorącej skórze. To jak pewnie przypadkowo wdarł się pod jej podwiniętą bluzkę i sprawił, że mięśnie nieco się spięły. Było to jednak wyjątkowo krótkie doświadczenie, bo zaraz stała twarzą w twarz z Nickiem Daltona. Zaraz wmawiała mu, że była tutaj wcale nie prywatnie, a bo przesłuchiwała Noriegę w sprawie, którą prowadziła.
Zaskoczyła się jednak, gdy Dalton spytał, czy chodzi o Amandę. O co kurwa chodziło z tą dziewczyną? Co takiego się stało, że dosłownie każdy o tym wiedział, tylko nie ona? Złapała więcej powietrza w płuca i nawet chciała zerknąć na Madoxa, zasugerować się jego reakcją, ale stał za bardzo z tyłu. Siedział cicho i współpracował. Aż dziwne, że chociaż raz się jej posłuchał. Ale to też znaczyło, że w tej odpowiedzi była sama. A Dalton czekał…
— Nie mogę ci powiedzieć — rzuciła pierwsze, co przyszło jej do głowy. Przecież nie mogła się jawnie przyznać, bo akurat tego typu informacje dało się bardzo łatwo zweryfikować. — A już na pewno nie tu. Patrz kurwa ile tu jest ludzi — no tak, bo przecież dookoła kręciła się masa gapiów. Klubowicze kręcili się wsród tłumu, niektórzy rozmawiali z policją, inni probowali się wykłócać i było też kilka osób, które przyglądało im się z boku. Skoro sprawa Amandą była aż tak poważna, tym bardziej nie wypadało wspominać o niej poza komisariatem.
Daltona chyba to przekonało, bo skinął głową, a na tekst o tym, że nie powinna zadawać się z Noriegę, Pilar od razu przewróciła oczami. Pewnie w tym samym momencie, co Madox. Bo co to był za tekst?
— Przecież ja si… — próbowała się wtrącić, ale jej też nie było dane, bo kolejny pies przerwał im wymianę zdań. Pilar co prawda odwróciła się wolniej niż Madox, ale od razu zobaczyła, że cały się spiął. W tamtym momencie jednak nie doszukiwała się w tym żadnego drugiego dna, po prostu założyła, że może miał już na pieńku z Wheller.
— Cześć, Haddie — uśmiechnęła się do niej i podeszła bliżej, wymijając Noriegę. Podała kobiecie rękę, a zaraz zarzuciła je na biodra. — Powiesz mi o co tu chodzi? Z Daltonem nie da się dogadać.
— Podobno dostał cynk, że była tu strzelanina — wyjaśniła, powtarzając praktycznie to samo. Pilar widziała po jej twarzy, że też nie za bardzo było jej na rękę siedzenie w klubie i robienie przeszukania. Nie wiedziała dokładnie dlaczego, ale obstawiała, e mogło chodzić po prostu o inne sprawy, które miała na głowie. — Chociaż na górze w loży faktycznie jest kałuża krwi — dodała, krzyżując ręce na piersi i zaglądając w ciemne oczy Pilar. — Nie wygląda to za dob…
— To moja wina — weszła jej w pół słowa, a Wheller od razu otworzyła szerzej oczy. Nie powinna się tak nastawiać dla Noriegi, powinna mieć to gdzieś, czy go wezmą na dołek czy nie, juz wystarczyło, że wzięła od niego broń, ale… kurwa, też gdyby jej tu dzisiaj nie było, pewnie i loża nie byłaby tak zmasakrowana. — Ochroniarz chciał mi zabrać gnata i nieco się… poprztykaliśmy — wyjaśniła w końcu, wzruszając ramionami, a w międzyczasie jeden z uzbrojonych policjantów podszedł do Madoxa i kazał mu rozłożyć ręce, w ramach rutynowego przeszukania. Pilar tylko przelotnie na to spojrzała. Przecież wiedziała, że nie miał nic przy sobie, bo jego gnat siedział w spodniach Stewart. — A wiesz kurwa, jak to wygląda w przypadku psiarni, jeszcze tutaj — lała wodę, ale co innego mogła zrobić? Szczególnie, że widziała, że to działa. Haddie kiwała głową, przy okazji uciekając spojrzeniem do Madoxa. Aż obie stały ramie w ramie i obserwowały, jak Donovan obmacuje Noriege. Jego była i niedoszła. Ramię w ramie.
— Czysty — wtrącił po chwili, a Haddie skinęła na niego głową, odsyłając dalej.
— No raczej, że jest czysty, bo tu nic nie ma — prychnęła, przekręcając głowę na koleżankę po fachu. — Dobrze wiesz, że Dalton dramatyzuje. Marnujemy tu wszyscy czas — nie dawała za wygrana. Nie wiedziała, co za interesy Noriega tu robił, ale nie chciała tego sprawdzać. Po prostu musieli się ich pozbyć jak najszybciej. Wheller znowu przesunęła spojrzeniem po Madoxie, jakoś kurwa nostalgicznie, po czym westchnęła głośno.
— Pogadam z nim — rzuciła. — Zobaczę co da się zrobić — stwierdziła, po czym faktycznie ruszyła po schodach w górę. Pilar za ten czas od razu doskoczyła do Madoxa, zadzierając głowę w górę i odszukując jego ciemne piękne oczy.
—Dobra, gadaj. O co kurwa chodzi z tą Amandą? — warknęła na niego przyciszonym tonem. — Bo zaraz oboje wpadniemy — potrzebowała czegoś w zamian. Musiał być z nią szczery jeśli chciał, żeby odpowiednio mu pomogła. Szczególnie teraz, kiedy Haddie poszła spróbować odwołać akcję na jej prośbę.

Madox A. Noriega
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”