ODPOWIEDZ
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
168 cm
aktorka poki co reklamowa
Awatar użytkownika
she's a cosmic siren
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1 os
czas narracji-
postać
autor

Parapetówka wcale nie była w planach. Ten weekend miałam spędzić na przygotowywaniu się do kolejnego castingu, malowaniu paznokci i spędzaniu czasu na zakupkach z Heathers. Natomiast plany same się stworzyły, kiedy mama wspomniała o tym, że na kolacji w poprzedni weekend był u nich doktor Graham.
Wiadomość ta zainteresowała mnie ogromnie, bo prawdę mówiąc sądziłam, że rodzice i pan Graham się już przestali trzymać. Kiedyś wpadał do nas na kolację regularnie, zawsze siadał na miejscu naprzeciwko mnie, skąd miałam na niego dobry widok i wygłaszał opinie, które zbijał mój ojciec. Ja zawsze byłam po stronie pana Grahama, bo kiedy argumentował swoje słowa, wypowiadał się pięknie, jakby był urodzony do przemów. Jako aktorka wiedziałam, jaka to wspaniała umiejętność - umieć się posługiwać językiem, ale przyznam się, że bardziej niż o tym co mówi, podziwiałam to w jaki robi to sposób. I kilka razy bardziej zastanawiałam się jak w innych sytuacjach posługuje się językiem, nieszczególnie wtedy kiedy rozmawia. A już na pewno nie wtedy, kiedy rozmawia z moim papim. Wszystkie te wieczorki, grille i domówki, wpatrywałam się w niego zaciskając wargę jak jakaś głupolka, oczywiście nigdy nawet pół spojrzenia mi nie posłał. Mimo to, kiedy wiedziałam, że będzie naszym gościem, to przygotywałam sie na to spotkanie tak, jakby miało sie niewiadomo jak skończyć. Począwszy od everything shower, przez ogolenie całego ciała i trzygodzinne dywagacje nad najlepszą stylizacją. A wszystko to - żeby dostać od niego jedno spojrzenie na początku, jedno na sam koniec i kilka uprzejmych, kiedy próbowałam zwracać na siebie uwagę, włączając się w rozmowę. I czasem to jak mówił moje imię, jakbym istniała na prawdę.
Nie wyobrażałam sobie tego, że pan Graham istnieje gdzieś poza naszym ogrodem albo wspólnym stołem, aż do momentu, kiedy zobaczyłam go w szpitalu, kiedy czekałam na wyniki prześwietlenia z byłym chłopakiem. Siedziałam sobie wtedy zupełnie zauroczona, myśląc o tym, że za kilka lat będziemy siedzieli w tym samym szpitalu i czekali na wyniki tego czy jestem w ciąży i nie spodziewałam się wcale, że zobaczę jak pan Graham się przechadza szybkim krokiem, a za nim idzie trzech studentów, starając się za nim nadążyć. Zgubiłam wtedy wątek, bo patrząc na niego w jego białym kitlu, skupionego - tak innego od tego rozluźnionego Michaela, który popijał wino przy naszym stole - zobaczyłam go jako kogoś zupełnie innego. Znów mnie nie widział, ale potem mieliśmy kilka dziwnych sytuacji.
Na przykład, kiedy przyłapał mnie na tym, że paliłam papierosa zanim weszłam na kolację (i mnie nie wydał do rodziców), albo kiedy prawie wpadłam mu pod koła kiedy jeździłam z paczką znajomych na rolkach w nocy po miasteczku. Dostałam wtedy od niego reprymendę, ale zachował się z klasą, bo też nic nie powiedział moim rodzicom. Albo wtedy, kiedy spotkaliśmy się w sklepie z bielizną, w sensie on był tam chyba bardziej jako tragarz swojej żony, ale i tak trochę się zarumieniłam, jak go tam zobaczyłam, mając w rękach jakieś kwieciste majteczki.
Więc widywałam go na mieście. Na obiadach u rodziców.
A potem zniknął mi z radaru - bo go nie widziałam, rzadko odwiedzałam rodziców i skupiałam się na moim związku z Donnim.

Ta imprezka nie była w planach, bo po pierwsze nie lubię organizować takich przyjęć, a po drugie nie chciałam mieć żadnych gości w swoim nowym mieszkanku. Mam tu biały dywan i białą kanapę i prawdę mówiąc ostatnie o czym marzę to dowiedzieć się, że jedna z dziewczyn tak się najebała, że mi ją zalała. Ale czego nie robi się po to, żeby zwabić pana Michalea Grahama do mieszkania? Najwyraźniej organizuje się wielki melanż na którym jest więcej ludzi niż miejsca w mieszkaniu. Bo wbrew temu co sądziłam, na kogoś takiego dojrzałego nie zadziałało zdjęcie. Jak wysłałam takie samo do Donniego, to w kwadrans się pojawił u moich drzwi. Pewnie właśnie taka jest różnica pomiędzy naszymi pokoleniami. On nie daje się złapac na przynętę, a ja nie poddaję się łatwo.
Otworzyłam mu drzwi jakoś przed dziewiątą. Byłam już trochę pijana, ale nikt mi nie powie, że nie byłam urocza, kiedy oparłam się o framugę i mówię z uznaniem: - A więc na prawdę tu jesteś - czym mogłam go nieco przerazić, więc zaraz wybucham śmiechem i go ciągnę do środka. Pokazałam mu gdzie jest kuchnia, łazienka izostawiłam go dość szybko w kuchni, kiedy dostrzegłam rzecz przerażającą!! Czerwone wino w kieliszku. Unoszę palec i mówię: - Zaraz wracam, muszę tylko zapobiec katastrofie - i zaraz poleciałam do jednej z moich brzydszych koleżanek (oprócz mnie i dwóch Heathers - moich psiapsi; większość dziewczyn która dziś tu była... była hipiskami, które się nie malują i nie lubią mody) i zaraz ją opierdoliłam o to, że nie może pić takiego wina na białej kanapie. Kiedy mnie nie było, do Mike'a podeszło dwóch chłopaków z wytrzeszczem w oczach i zaczęli się szturchać. Byli ewidentnie naćpani czymś.
- Ziomeczku... jesteś z psiarni? Ty, on mi wygląda na psiarnie - mówi jeden do drugiego, oboje nagle zesrani, zastanawiają się kto tu policję wpuścił.


hot mike
36 y/o
ORIGAMI BOY
189 cm
szkolę medyków wojskowych w Sunnybrook Health Sciences Centre
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

# 18
Zaskoczyła go wiadomość od Aurelii. W pierwszej chwili sądził, że to pomyłka. W drugiej, że to atak hakerski, albo nieśmieszny żart. W domu Gomezów bywał wielokrotnie, najpierw za sprawą swego ojca i jego kontaktów z lekarskim światem, później ze względu własnej sympatii, jaką zapałał do gościnnego wykładowcy. Doktor Gomez jako jeden z nielicznych nie prawił mu morałów i nie starał się odwodzić od decyzji o dołączeniu do wojska. Michael potrzebował aprobaty, łasy zresztą zawsze na słowa uznania, a znajomość zdołała przetrwać kolejne lata. Oparta była o szacunek oraz przyjaźń, za sprawą których Graham wraz z małżonką byli zapraszani na rozmaite przyjęcia, w jakich nie zawsze mogli jednak uczestniczyć za sprawą ciągłych misji Grahama. Podczas sporadycznych wizyt naturalnie poznał latorośl swego wykładowcy, niespecjalnie jednak obdarzając ją zainteresowaniem. Dziesięć lat nie było wcale wielką różnicą uniemożliwiającą im kontakt, czy ograniczającą tematy rozmów, a mimo to odnosił wrażenie, że ta urocza, ciepła kluska (w nawiązaniu do miękkości, nie zaś figury, oczywiście) nie ma niczego specjalnego do zaoferowania i nie okaże się nagle interesującą partnerką rozmów. Na przestrzeni lat wychwytywał ją gdzieś wśród tłumu, dziwiąc się zrządzeniu losu, zupełnie jakby w tym wielkim mieście była ograniczona liczba mieszkańców, niewystarczająca, by każdego dnia spotykać kogoś nowego. W pierwszej chwili nawet nie zwrócił uwagi, że nie było jej podczas proszonego obiadu, później dopiero zostało mu wyjaśnione, że Gomezowa ptaszyna dorosła na tyle, aby wyfrunąć wreszcie z gniazda. ”Nasza córka aktorką”, chwalił się pan doktor. ”Zagrała w reklamie”, wtórowała z dumą pani doktorowa, a Graham kiwał tylko głową, jakby go to obchodziło.
Był wtedy na zajęciach, kiedy momentalnie oblała go fala ciepła na widok przychodzącej wiadomości i załączonej doń fotografii. Byłoby sporym naciągnięciem faktów, gdyby stwierdzić, że Michael się speszył. Nie należał ani do osób świętych, ani też przyzwoitych, kiedy mało wybrednie podrywał i dawał się podrywać przypadkowo poznanym osobom. Daleko mu było do zdrad, to prawda, ale jako że rzadko bywał w prawdziwych związkach, to też starał się stawiać sprawy jasno i każdemu, kto wysuwał propozycję wspólnego życia, od razu wyraźnie zaznaczał granicę. Preferował korzystanie z nadarzających się okazji, najlepiej tych ryzykownych, co żywo pobudzają krążącą w żyłach krew. A raczej tak powtarzał, chcąc uchronić swoje serce oraz dumę przed zranieniem, bo o ile łatwiej kroczyć przez życie z myślą, że jest się wolnym od słabości? W każdym innym przypadku zapewne nie bawiłby się w żadną ślepotę, udawanie cnotliwego, czy zawstydzonego, ale tu miał do czynienia z córką Gomeza. Świadomie zignorował uchwyconą na zdjęciu sylwetkę, doskonale zresztą wiedząc, że fotka nie powstała po to, by pochwalić się wystrojem wnętrz, a żeby kusić.
— Nieładnie, Syrenko — mruczał pod nosem, kiedy z ciężkim westchnieniem zastanawiał się nad odpowiedzią, a jednocześnie nad zamiarami Aurelii. Czy płonęła przy tym wstydliwym rumieńcem, a może cieszyła się wyzywająco? Minęła dłuższa chwila, nim przypomniał sobie o poruszonej niegdyś przy rodzinnym stole anegdocie z nastoletnią córką Gomezów i jej licealnym nauczycielem w roli głównej. Tamtego dnia wierzył w niewinność słodkiego dziewczęcia, w końcu świat był pełen zboczeńców, którzy tylko czekali, by zacisnąć swoje obrzydliwe palce na nieskalanej grzechem dobroci. Wraz z kolejnymi wymienianymi z Aurelią wiadomościami, całość nabierała wyraźnego kształtu. Komplementy były proste, podjazdy dość oczywiste, bezpośredniość została podjęta próbą zawoalowania, a skutek był jeden — zainteresowanie Michaela. Jak daleko szanowna panna posunie się w swojej zabawie?
Co tam, Graham, brakuje ci rozrywek?
Dopuszczał do siebie opcję, by nie pojawiać się na parapetówce. Obawiał się rozczarowania, że panna Gomez okaże się na tyle zdeterminowana, aby zaliczyć przyjaciela swego ojca (pana profesora, rozwodnika, rycerskiego obrońcę niewiast), że pod przykrywką imprezy znęci go do siebie i zamknie w czterech ścianach sam na sam. Jakże to byłoby smutne, tak zmarnować potencjał ciekawej rozgrywki! Ale terapeuci powtarzają, że należy wierzyć w ludzi i dawać im szansę, toteż w sobotni wieczór zamówił taksówkę i wybrał się do Greektown. Ciemne spodnie zestawił z białą koszulą o rozpiętym kołnierzyku. Narzucona na ramiona skórzana kurtka chroniła przed wrześniowym chłodem, kiedy próbował rozeznać się w numeracji budynków. Odetchnął z ulgą na dochodzącą z piętra głośną muzykę i dostrzegalnych w oknach ludzi — czyli jednak była to impreza.
— Nie lubię odwoływać umówionych spotkań — odparł, przelotnym spojrzeniem omiatając sylwetkę, która otworzyła mu drzwi. Wystrojona w kusą sukienkę, wymalowana na współczesną modłę, z pewnością już po kilku głębszych kieliszkach; Aurelia urzekała energią, której wcześniej w niej nie dostrzegał, a jaka niemożliwa była do wychwycenia przez wiadomości tekstowe. Inaczej ją zapamiętał — drobniejszą, cichszą, w przyzwoitych strojach, których nie wstyd było ubrać przy rodzicach. Jak zmieniła się panna Gomez przez ostatnie lata? — Prezent dla gospodyni. — Wręczył jej butelkę whisky, jaką niegdyś sam otrzymał od któregoś z pacjentów. Przyjęć nie organizował, nie lubił pić sam, a butelki zbierały się w domowym barku, czekając na odpowiednią okazję, choćby taką, jak ja.
Przechodząc przez mieszkanie, typowym dla siebie zwyczajem rozglądał się wokół, zapisując w pamięci układ pomieszczeń i w którą stronę otwierają się drzwi, ot zboczenie zawodowe. Łazienka była przestronna, acz zastawiona taką mnogością kosmetyków, że zakrawało to na zagrożenie pożarowe. Kuchnia funkcjonalna, też dość spora, ale szedł o zakład, że do tej pory nie został tu przyrządzony ani jeden posiłek. Nie żeby oceniał, sam nie został obdarzony talentem do gotowania, ale Aurelia nie wyglądała na taką, co z zamiłowaniem tworzy potrawy.
Wycieczka została przerwana, gospodyni wycofała się, by zapobiec jakiejś katastrofie, a Graham wychylił się tylko, wiodąc wzrokiem do salonu, żeby mieć pewność, że problem jest natury przyziemnej, a nie wymagającej interwencji medycznej.
— Coś w tym guście — mruknął, przenosząc wzrok na dwóch chłopaków, którzy zadbali, by ani na moment nie był sam. — Stoję na straży dobrej zabawy. — Odważnie jak na faceta, który przyszedł na domówkę i jeszcze nie miał w dłoni własnego drinka. — To jak, dobrze się bawicie?
Chłopcy zaśmiali się do siebie, wolno kiwając głowami, jak ozdobne pieski za tylną szybą samochodu. Od razu się rozpromienili, oddychając jakby z ulgą.
— Dobrze jest. Laska wie, jak urządzać imprezy — stwierdził jeden, a drugi mu zawtórował wpół wyraźnym mamrotem pod nosem. — Zaraz idziemy na kolejnego gibona, reflektujesz? — Wskazali w kierunku drzwi balkonowych, gdzie najwidoczniej gromadziła się druga część imprezy.
Michael ściągnął brwi, wahając się przez krótki moment. Skoro wziął taksówkę, żeby się tu dostać i z czystym sumieniem wypić drinka, to równie dobrze mógł dać się sponiewierać, prawda?
— Nie, dzięki, może później do was dołączę. — Cóż to się stało, doktorze Graham, czyżby jednak przyzwoitość miała dziś wygrać z dobrą zabawą?

syrenka
space cadet
braku inwencji, jednostronnego zainteresowania, hejterów AI
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
168 cm
aktorka poki co reklamowa
Awatar użytkownika
she's a cosmic siren
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1 os
czas narracji-
postać
autor

Sytuacja z czerwonym winem to jest na prawdę ogromne faux pas ze strony moich gości. Wyraźnie wyjaśniłam pannie Annie, która kupiła sobie to wino, że jak rozleje mi to, to będzie mi za pranie płaciła i inie interesuje mnie czy to ona rozleje czy ktokolwiek inny. Oczywiście dziewczyna się na mnie obraziła, ale ja nie mam czasu na to, żeby ją niańczyć, skoro przyszedł mój najważniejszy gość! Oczywiście sama przed sobą udawałam, że tak nie jest, ale przecież jak go zobaczyłam w drzwiach, to zapomniałam już o tym, że miałam iść pograć w butelkę z kolegą ze szkoły i jakimiś randomami. Wcale już nie chce w żadną butelkę grać, no chyba że... chyba że z tym panem tutaj. Przyjęłam za to butelkę od niego, oceniając etykietkę jako coś drogiego. Unoszę brwi i dziękuję, a później odstawiam ją gdzieś na honorowe miejsce w szafce, żeby nikt mi jej nie wypił. Będzie na specjalną okazję!!
Wracam do kuchni i w drodze mijam dwóch półgłówków, którzy przyszli na imprezę w ramach rozrywki. Tak sie składa, że wymyślili jakiś startup ze sprzętem medycznym, który zgarnął ogromne finansowanie i nie sprzedali tego od razu, tylko zatrudnili sobie trzeciego, który wszystkim kieruje. Trochę nerdzik, ale dzieki niemu tamci się bogacą. Najwyraźniej wiedzą jak się ustawić w życiu. Przebiegło mi wtedy przez głowę, że pewnie kojarzą pana Grahama i dlatego od razu do niego zagadali.
Pana, hihi, aż się uśmiałam w głowie, że czasami myślę o nim w ten sposób. Czasami to mówię przekornie, żeby zapamiętać, że powinniśmy mieć jakiś tam dystans pomiędzy sobą. Ale odkąd wpadłam na pomysł napisania do niego smska, to chyba dystans prysł, także może powinnam przestać mu panować. Zresztą dość szybko on mi zaproponował, żebym mówiła mu po imieniu. Może czuł się stary, kiedy próbowałam tak do niego mówić na pierwszym spotkaniu.
- Przepraszam, już jestem. Jak tam? Gadałeś z Markami? Zrobili Ci drineczka? - pojawiam się spowrotem w kuchni, znajdując go tam gdzie go zostawiłam. Nie widzę nic w jego rękach i z dezaprobatą kręcę głową i wydymam usteczka. Niemożliwe, że Mark i Mark nie wpadli na to, żeby godnie przyjąć mojego gościa!! Potem im zwrócę na to uwagę, ale podejrzewam, że pewnie byli tacy skuci, że nawet nie wiedzieli do końca co się wokół nich dzieje. Przeszłam obok Mike'a i otwieram lodówkę. - Zaraz coś na to poradzimy. Mam nadzieję, że przyjechałeś autem, bo jeżeli tak to będziesz musiał go zostawić na noc. Oczywiście dlatego, żebyś nie prowadził pijany - puszczam mu oczko i wyciągam dzban z żółtym płynem i colę zero. Nie żebym proponowała mu tak prosto z mostu to, że może sobie u mnie przekimać aż wytrzeźwieje, ale gdyby mnie spytał, to nie umiałabym odmówić. - Wyjmiesz nam szklanki? Są w tej szafce - pokazuję mu palcem na szafkę nad jego głową. Uważałam, że jest zbyt dojrzały na takie rzeczy jak plastikowe kubeczki z których pili pozostali goście, albo może po prostu chciałam, żeby poczuł sie jako gość premium. Sama się pochylam do zamrażarki w której mam lód.
- Więc dziś pijemy Long Island, to mój ulubiony drink. Uwierz mi, po dwóch będziesz nam tu na środku tańczył do karaoke - zaśmiałam się patrząc na niego błyszcącymi oczętami, kiedy podawał mi szklanki. Przez moment poczułam się tak, jakby nie było całej tej imprezy i tylko ja i Hot Mike. Razem w mojej kuchni, co było tak dla mnie niepojęte, że to się w końcu dzieje!
Przez chwilę milczę, skupiając się na przygotowaniu drinków, wcale nie szczędząc żółtej mikstury, w której pewnie Mike wie, ale są wlane wszystkie dostępne i znane ludzkości trunki. Zerkam na niego, bo stoi nieopodal w tej swojej eleganckiej koszuli i pachnie tak jakby występował w jakiejś reklamie. Zastanawiałam się ile czasu zajmie mu, zanim powie coś w stylu "Aurelia, nie możesz tak na mnie patrzeć, przecież jestem przyjaacielem Twojego ojca", ale nawet w połowie nie byłam świadoma jak wygląda moje spojrzenie. Jakbym była conamniej głodna i żywię się tylko jego gatunkiem.
- Myślałam o Twojej propozycji - rzucam powoli mieszając drinki, żeby schłodzić żółą część. Czekałam aż w jego głowie połączą się kropeczki, aby wiedział o czym konkretnie mówię. Dolewam ostrożnie coli, żeby stworzyć ładne odcięcie pomiędzy górą a dołem drinka. Pochyliłam sie, żeby oglądać to z bliska i trochę to zajęło, kiedy znów sie wyprostowałam - Żeby zemścić się na moim byłym. Trochę się zdziwiłam, że podszedłeś do tego tak entuzjastycznie... - i wręczam mu moje dzieło, zaraz unosząc swoją szklankę wznosze toast. Taki dla nas:
- Za szczęśliwe rozstania?

hot mike
36 y/o
ORIGAMI BOY
189 cm
szkolę medyków wojskowych w Sunnybrook Health Sciences Centre
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Chłopcy może i mieli przed sobą owocny startup, może byli inteligentni, bystrzy i z głową pełną marzeń, ale w tym momencie skupieni na panice przed psiarnią nie bardzo byli w stanie połączyć kropki. Michael zresztą nie należał do szczególnie medialnych osób. Cenił sobie prywatność, nie korzystał z social mediów, oszczędnie wypowiadał się na sympozjach, tym samym gwarantując sobie święty spokój. Oczywiście zawsze znajdował się ktoś wychodzący przed szereg, zapalony i dociekliwy, z milczącym instynktem samozachowawczym, kto bez żadnego skrępowania wchodził wprost do paszczy lwa i zderzał się z ciętym językiem lekarza. Na pana Grahama wymownie tylko wznosił brwi, niekoniecznie poczuwając się do powagi, wszak tak tytuowano jego ojca, emerytowanego już chirurga, poważanego bardziej w kręgach starszyzny, niż studenckiej młodzieży. Sam Michael widział się gdzieś pomiędzy, zależnie od sytuacji pociągając za sznurek, który akurat mu pasował. Dyskusja ze zjaranymi chłopakami mogła być ciekawa, ale to nie dla nich zjawił się tego wieczoru w Greektown, a dla dziewczyny, która właśnie znalazła się u jego boku, kręcąc głową z niedowierzaniem na brak trunku.
— Próbowali zadbać o moją zabawę — odparł na ich obronę i sięgnął do wskazanej szafki, układając na blacie szklanki. — Jestem odpowiedzialnym kierowcą, więc nie, dzisiaj nie prowadzę. Wpadłem zresztą na chwilę, mam za sobą długi tydzień w pracy i zwyczajnie potrzebuję nadrobić. — Niespecjalnie rozminął się tu z prawdą, bo okres wdrażający, to idiotyczne szkolenia BHP, dwugodzinne prezentacje o prawidłowym myciu rąk, które przeprowadzał dla ludzi mających już na koncie więcej szwów, niż jego studenci widzieli w życiu. Ah i nie wspominając o kolejnych spotkaniach, gdzie wszyscy uśmiechali się z troską, pytając, jak mu się podoba. Spokój, o którym marzył przez prawie dwadzieścia lat, okazał się bardziej wyczerpujący od dyżuru w sylwestra. Nikt nie krzyczał, ani nie plamił krwią ścian, więc napięcie z całego tygodnia osiadło gdzieś między łopatkami, czekając na okazję. Nie był do końca wypoczęty, zdążył się chwilę zdrzemnąć w korytarzu z kawą w ręku, ale mimo to zjawił się z własnej woli i dobrym nastawieniem, bo zbyt dobrze znał moment, w którym człowiek zaczyna odmawiać wszystkiemu, co nie przypomina obowiązku.
Nie od razu ściągnął brwi, próbując przekopać otchłań pamięci w poszukiwaniu rzeczonej propozycji. O czym ostatnio rozmawiali? O pracy, imprezowaniu, życiu samodzielnie? Przez moment nie był w stanie sobie przypomnieć, a nawet podejrzewał, że sprytna dziewczyna mogła chcieć ponaciągać prawdę i wciągnąć go w jakąś zmyślną intrygę, lecz prędzej niż rozpoznanie planu przyszło mu na myśl własne ostatnie zdanie, w którym obiecywał pakowanie sprzętu, wycięcie nerki i zbyt obszerne rozważania o papierze toaletowym. Rozstanie z niewiernym partnerem, to rzeczywiście powód do radości. Michael nie miał nigdy podobnej sytuacji, będąc raczej zadowolonym ze swoich związków, rozpadających się zwykle z powodu różnic w potrzebach, niż bezczelnych kłamstw, ale czy zawahałby się przed podjęciem wojny, gdyby mu ją wypowiedziano?
— Bywam zwolennikiem odwetów, albo przynajmniej wyciągania konsekwencji — odparł z kącikowym uśmiechem, również wznosząc szkło do toastu. — Ale rozsądek podpowiada, że to on powinien teraz rozpaczać, że pozwolił ci odejść, a nie ty marnować wieczór na rozmowy o nim. — Bo to przecież ostatnie, o czym powinna myśleć dziewczyna na swojej parapetówce, nawet jeśli to snucie wizji o dekapitacji, czy kradzieży organów. — Cieszysz się wolnością i skupiasz na sobie, czy może na horyzoncie jest już ktoś nowy? — zapytał z czystej uprzejmości, zanim zdążył się zastanowić, po co właściwie. Niewinne pytanie, rzucone swobodnie jak piłka, która wraca z podwójną siłą, bo sam nie miał dla siebie odpowiedzi. U jego boku od pewnego czasu nikogo nie było, bo przedzieranie się przez mur z papierów dyscyplinarnych, nocnych kryzysów i świadomości, że jego życie nie nadaje się do zapraszania gości, to nic szczególnie zachęcającego. Oczywiście, że łapał się na myślach o Marze, o niedoszłych deklaracjach, pogrzebanych wśród toporów nadziei. Nie miał głowy do zajmowania się sprawami sercowymi, a przecież to właśnie ta ucieczka stała się przez lata jego wizytówką. Czy może wreszcie czas przestać unikać, tak choćby na zasadzie próby? Nie tak wyobrażał sobie pierwszy krok, kiedy stał w kuchni cudzej córki z drinkiem w dłoni. Upił łyk, krzywiąc się przy tym od tony słodyczy i mieszanki alkoholu, nie przypominając sobie, by kiedykolwiek kosztował Long Island, ale podobny miks trunków zdecydowanie tak. Gdyby skusił się na parę dolewek, prędzej wylądowałby na ostrym dyżurze, niż parkiecie.
— To znajomi z twojej branży? — Ponad głową Gomez sięgnął wzrokiem w kierunku salonu, gdzie przed momentem doszło do interwencji. — Odniosłem wrażenie, że połowy z tych ludzi nie znasz nawet z imienia. Ktoś, kto nie lubi przyjęć, nie zaprasza czterdziestu osób, tylko pięć i zamawia pizzę — rzucił zaczepnie, choć w sumie nigdy nie rozmawiali o preferencjach imprezowych. Z salonu dobiegał czyjś śmiech i pierwsze takty piosenki, której nie rozpoznawał, lecz ani tamta muzyka, ani tamci ludzie nie wydawali się szczególnie warci uwagi. Panna Gomez ściągnęła go tu z konkretnym zamiarem, w to Michael nie wątpił ani przez moment, a ciekawość, co właściwie sobie zaplanowała i jak długo zamierza udawać, że to nic takiego, była zdecydowanie lepszą rozrywką niż tłum studentów na paru metrach kwadratowych. — Oprowadzisz mnie po reszcie towarzystwa, czy wolisz, żebym wyrabiał sobie własne zdanie?

Aurelia M. Gomez
space cadet
braku inwencji, jednostronnego zainteresowania, hejterów AI
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
168 cm
aktorka poki co reklamowa
Awatar użytkownika
she's a cosmic siren
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1 os
czas narracji-
postać
autor

- Nadrobić? - powtarzam nie do końca rozumiejąc o co może chodzić Michaelowi, może to jakiś żargon hot doktorków, nic dziwnego, że mój ojciec tak nie mówił. Ale skoro on potrzebował nadrobić, to może jakoś mogłam mu w tym pomóc. Jeszcze chwilę na niego zerkam ciekawsko z boku jak na kogoś kto miał dużo w pracy, to wyglądał przecież jak dziewczęce marzenie. Mogłabym się założyć, że jeżeli podejdę do niego i go powącham, to będę mogła poczuć jak pachnie prawdziwy mężczyzna i nie dlatego, że będzie spocony, ale dlatego, że bije od niego taka energia i ja wcale nie powiedziałabym, że kogoś kto jest styrany. Uśmiecham się do niego lekko wyzywająco zagryzając dolną wargę i mówię wachlując rzęsami tak, żeby sobie zapamiętał co mam mu do powiedzenia: - W takim razie bardzo się cieszę, że wpadłeś przynajmniej na chwilę
Tacy dorośli mężczyźni z tego co zauważyłam, rzadko są doceniani, bo nie mają już swojej mamusi, która im mówi, ze coś robią zajebiście. Dlatego jak ja mu dziekuję, to podejrzewam, że to jest dla niego bardzo miłe. Taka ze mnie mała manipulatorka!
Tak jak teraz, kiedy chciałam pociągnąć go do rozmowy o tym, że oboje jesteśmy właśnie po rozstaniach (on co prawda chyba rok temu), szukając gdzieś tutaj wspólnego języka, ale coś mi się wydaje, że Mike sam wyczuł, że ja za moim exem to już tak nie do końca płaczę, zresztą zaraz mi zaproponował rzecz niesamowitą, bo to bym o nim zapomniała. Aż uniosłam lekko brwi rozbawiona i popijan sobie drineczka przez słomkę. Kurcze, dobry ten Mike, chyba rozgryzł to, że nie chce się tu zamulać na imprezie.
- Masz rację, ani jednego słowa więcej o nim. Jak złamię tę zasadę, to... - rozglądam się i złapałam jakiś flamaster, który był pod ręką. Akurat taki niezmywalny - Możesz mi na ciele napisać coś obleśnego - wręczyłam mu ten flamaster, przez chwilę zastanawiając się, czy specjalnie go nie wmanewrować w to, żeby mi na cyckach coś napisał, ale znając pana doktorka, to by wybrał jakieś zupełnie niewinne miejsce jak przedramię albo łokieć. I napisałby coś w stylu "kwiatuszek".
Ciekawe było to jego pytanie, aż odstawiłam drineczka na chwilę na blat stołu obok i wzruszam ramieniem. Chciałoby się odpowiedzieć: tak, ty jesteś moim kolejnym celem, ale coś tak czułam, że jeszcze to jest zbyt świeże i Mike się może trochę poczuć zaatakowany, jeżeli tak to rozegram.
- Korzystam z zalet bycia singielką - przyznałam - Wiesz, ktoś mi kiedyś powiedział, że ja jestem taką dziewczyną, która po prostu miewa chłopaków, więc pewnie niedługo pobędę dalej singielką. Jednak chłopcy są bardzo fajnym dodatkiem w życiu, jeżeli wiesz o czym mówię - rozejrzałam się konspiracyjnie, jakby sprawdzając, czy nie ma tu nigdzie moich rodziców - uwaga - nie było i nagle skupiam na nim spojrzenie: -Nie lubię takich one night stands. Miałeś kiedyś coś takiego? - i jeżeli miał, to na pewno follow up question było: I co o tym sądzisz?
Chyba sie doktor Graham trochę zdenerwował moimi bezpośrednimi pytaniami, bo nagle sam mnie atakuje czymś podobnym. Oczy aż wytrzeszczm na niego, o co mu chodzi, że nie znam tych ludzi? Wzięłam duży łyk drina i patrzę po dziewczynach i gejach, których zaprosiłam.
- Znam ich! - oburzam się jak jakieś dziecko i przysuwam bliżej, że kiedy do niego mówię to nie musze krzyczeć. Nasze biodra i ramiona się zetknęły i próbujęsię skupiać na tym, co mam mu mówić, chociaż szczerze to trochę się jaram. - Tam stoi moja koleżanka z teatru. Co prawda nie jest aktorką, ale zajmuje się make-up'em, ten chłopak obok to jeden z wyjadaczy, miał 5 lat kiedy zaczął grać w przedstawieniach baletowych, potem miał kontuzję i przerzucił sie na aktorstwo. Tamte trzy laski pracują w agencji, która mnie reprezentuje.... Tak się składa, panie Michael Graham- odwracam się nagle i spoglądam na niego z dołu i z boku. - Że najmniej wiem właśnie o tobie.
No ciekawe co by mi powiedział Michael o sobie, ale kiedy poprosił, żebym go oprowadziła, to bardzo chętnie złapałam go szybko za rękę i pociągnęłam za sobą, wbiegając w tłumek wychodzący co chwila na taras, gdzie palili ludzie. Chociaż jarałam się bardzo tym, żewłaśnie trzymam za rękę hot Mike'a, to jak tylko zaczęłam go przedstawiać ludziom, to puściłam go już i pokazuję na: Balthazar, Giuseppe, Benji, Caroline, Ophelię, Daisy. Wszyscy witają się z nim i mówią, że znają mnie z teatru, ale jest to kłamstwo bo tylko połowa zna z teatru!

Michael Graham
36 y/o
ORIGAMI BOY
189 cm
szkolę medyków wojskowych w Sunnybrook Health Sciences Centre
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Przechylił lekko głowę, dając moment Aurelii na skojarzenie faktów, a sobie na uzmysłowienie, że Gomez dobrze go usłyszała, a zwyczajnie nie miała pojęcia, o czym mówił. Gdzie te czasy, kiedy mógł zapieprzać dzień i noc bez momentu zadyszki, czy potrzeby zmrużenia oczu? Gdzie chwile, kiedy zapijał się w trupa, by nad ranem wstać jak nowonarodzony i z zerami na alkomacie pójść na zajęcia? Oj, Graham, sielanka minęła bezpowrotnie, już wyczerpałeś zapas beztroskich przyjemności.
— Jestem z natury domatorem i raczej wolę ciszę oraz spokój — padło ponaciągane wyznanie, bo to przecież nie tak, że wolał siedzieć z bezczynności, wszak nie potrafił zasnąć w absolutnej ciszy, potrzebował stymulujących wyzwań, a własne cztery ściany uważał za klaustrofobiczne. Odpowiedź była więc bardziej z kategorii tych, które powinny paść, niż bardzo szczerych. — Ale kiedy już mam okazję do zabawy, nie zwykłem jej przepuszczać — dodał, co już zdecydowanie było mu bliższe i mogło odnosić się zarówno do zamiłowania do szybkiej i intensywnej pracy, co ryzykownych, przelotnych relacji i obracania kota ogonem.
Komplement przyjął, uznając go bardziej za formę kurtuazji, niż sposób na podlizanie, albo rzeczywistą sympatię. U Grahama nie tak łatwo z pochlebstwami, musiał rzeczywiście widzieć, a może wyczuć, że drugiej osobie dobrze z oczu patrzy. Czy blokował się przed tym i stawiał wokół siebie mur? Może, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo.
— Tak zrobię, pożałujesz tego do końca życia — odparł rozbawionym tonem, kiedy wręczony flamaster trzymał przez moment w dłoni, by włożyć go w kieszonkę marynarki, gdzie dołączył do zestawu chusteczek i długopisu. Jak bardzo irracjonalny i studencko prosty był ten pomysł, tak przecież obiecał sobie wrzucić dzisiaj na luz i nie przejmować się nadto przepaścią dzielącą ich dwa światy. — Nie masz jutro żadnego castingu, ani nagrań, prawda? — dopytał jeszcze, choć podejrzewał, że tego wieczoru panna Gomez nie będzie miała okazji do wspominania byłego. O ile nie przecholuje z wyspiarskim trunkiem rozwiązującym języki, choć do tego momentu Michael zamierzał już opuścić imprezę. Jakie miejsce by wybrał i co napisał? Kwiatuszki nie były w jego stylu, męskie przyrodzenia też niekoniecznie; widać trzeba poczekać na moment, aż Aurelia rzeczywiście się zagalopuje. A do tego wolał, aby nie doszło, zwłaszcza słysząc, z jaką pewnością młoda kobieta opowiedziała o swojej erze singielki.
Jak powiedzieć już-nie-nastoletniej, ale wciąż-z-taką-utożsamianą dziewczynie, że jego życie miłosne, to w sumie opiera się na jednorazowych spotkaniach? Nadal nie wiedział, na ile może jej zaufać, a na ile lepiej trzymać ją na dystans. Chronicznie zakochanie brzmiało jak coś, co mógłby pannie Gomez przypisać, co tym bardziej go zaciekawiło, jako że niezbyt otaczał się ludźmi podobnymi do niej. Nie znał tego świata, nie wiedział, czego się spodziewać, z jakim postrzeganiem się zetknie.
— Zdarzyło mi się — odpał więc wpół-wymijająco, widząc jednak po wyczekującym spojrzeniu aktorki, że oszczędne komunikaty wcale jej nie zadowalają. Powtórzył więc jej własny gest, udając, że rozgląda się konspiracyjnie. Czyich starych miał się obawiać? — Ja nie miewam dziewczyn. Wolę kochanki, kobiety, które są blisko na tyle, by im zaufać, a jednak nie wiążą ze mną żadnych poważnych planów. — Poważne rozwiązanie poważnego człowieka. W dzisiejszym świecie mało kto chciał się angażować, ani Iris ani Mara zdawały się nie wiązać z nim swojej przyszłości, Ophelia mówiła mu o tym wprost, zaś Jamie nie chciał wrzucać do tej samej kategorii, bo jej zdecydowanie zależało na czymś więcej. — Coś mi się zdaje, że mamy podobny stosunek, jednak pod innymi nazwami. — Uniósł ciemną brew, sprawdzając, na ile się z nim zgodzi. Dawno temu przestał się oszukiwać, że szuka w życiu czegoś dodatkowego, połączenia dusz, towarzyszki życia i powierniczki sekretów. Nie łudził się co do prawdziwej miłości, ani wieczności uczucia, a w tym momencie słyszał w swej głowie różne podszepty, podpowiadające, co przyświecało gospodyni — które z nich okażą się prawdziwe?
Obrona honoru w odpowiedzi na wetknięcie kija w mrowisko, to coś, czego Graham oczekiwał. Uśmiechnął się szeroko, szczerze zadowolony z efektu. Podpuszczona Aurelia żywo przejęła się zarzutem, więc przestąpił z jednej nogi na drugą, by ułatwić jej wyznania. Szalenie trudne było powstrzymywanie się przed spojrzeniem w drobny biust, który podsunięty blisko rzucał się wręcz na pierwszy plan. Może i został przyłapany na gorącym uczynku, może zauważyła to gospodyni, a może ktokolwiek z przebywających w kuchni gości, lecz bez większego skrępowania odwrócił wzrok we wskazanym kierunku, kiedy opowieść o kontuzjowanym baletmistrzu nabierała tempa. Głęboko w dupie miał tę całą zebraną na domówce młodzież. Miał ich na pęczki w robocie — wprawdzie takich, co to sądzą, że już pozjadali trochę rozumów i nie identyfikują się z dzieciakami, ale dla Grahama trafiają do jednego wora z żółtodziobami — i absolutnie nie pragnął poznawać nowych. Aurelia Gomez stanowiła tu wyjątek, na jego nieszczęście była tego wieczora już na tyle wstawiona, by wziąć jego słowa na poważnie i przedstawić zgromadzoną gawiedź. Nie mógł zatrzymać się wpół kroku, chwycić jej za ramię i powiedzieć wprost, że nie przyszedł tu, aby marnować czas, ale potraktował to jako część doświadczenia, tudzież eksperymentu.
— Fajna zgraja — podsumował tylko, kiedy wrócili na powrót do kuchni, odhaczywszy ludzi, których imion w życiu nie spamięta. — I rzeczywiście, nie bardzo widzę swoje dopasowanie do tego towarzystwa. — Wsparł się na przedramionach na blacie, uprzednio odsuwając kilka zawadzających mu kubków. — Z aktorami, baleciarzami i całą resztą miewałem kontakt na ratunkowym, a naszą cechą wspólną jest zapewne zamiłowanie do czarnej kawy. Słyszałem, że jest w tym coś poetyckiego, kawa i papieros, zgorzknienie światem. A może to jednak stara szkoła? — zamyślił się sam do siebie, ale zwrócił wyczekujące spojrzenie na Aurelię, oczekując potwierdzenia lub zaprzeczenia.

Aurelia M. Gomez
space cadet
braku inwencji, jednostronnego zainteresowania, hejterów AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „#21”