26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Dominic
smerffi
Dogadamy się
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Z łazienki wyszedł wcześniej, pozwalając Skye na spokojnie przygotować się do kolacji. W luźno narzuconej na siebie lnianej koszuli i krótkich spodenkach, krzątał się w pobliżu kuchenki. Kiedy ciemnowłosa zawitała do kuchni, na palniku w garnku gotował się już makaron, a na patelni obok redukował się jasny sos z kawałkami kurczaka. Przyświecał sobie jedną ze świec postawioną na blacie, dziękując sobie w duchu, że tuż przed przyjazdem zdążyli zrobić jakieś zakupy na wieczór.
Gdy kobieta podeszła do niego, posłał jej szeroki uśmiech i zamieszał łyżką sos.
— Na całe szczęście kuchenka działa całkiem sprawnie — stwierdził, widząc, jak zagląda mu przez ramię, po czym obdarzył ją w przelocie buziakiem i wyciągnął korkociąg, żeby uporać się z butelką wina. Cichy, charakterystyczny dźwięk rozbrzmiał w przestrzeni, by po chwili wypełnić ją symfonią nalewanego do szkła białego płynu. — Jutro rano koniecznie musimy zgłosić usterkę właścicielom. Uważasz, że powinniśmy być im wdzięczni za stworzenie tak romantycznej atmosfery? — zagaił swobodnym, nieco zadziornym tonem, podając Skye kieliszek i unosząc swój, po czym delikatnie stuknął się szkłem i upił łyka alkoholu. Ten tylko wzmógł jego apetyt. — Widziałem w szafce jakieś planszówki, zagramy w coś? — uniósł wymownie brew do góry, a w jego oczach pojawił się zawadiacki błysk. Z pewnością było tam monopoly, jakaś gra na kostki, szachy i plik karteczek z pytaniami.
Po chwili odstawił kieliszek na blat i zajął się przekładaniem gotowego jedzenia na talerze. Następnie zaniósł je na stolik kawowy, na którym również znajdowała się jedna z postawionych wcześniej przez Skye świec. Gdy zajął miejsce, bez namysłu położył sobie nogi Skye na własnych udach, po czym wziął talerz i oparł się wygodnie o sofę. Nawet w tak pragmatycznych chwilach lubił tak po prostu czuć swoje Słońce obok siebie. — To co, jutro rano przebieżka wzdłuż plaży? — mrugnął do niej żartobliwie, bo przecież wiedział, jak bardzo lubiła wylegiwać się w łóżku i niekoniecznie biegać.

Skye
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W seksie z ukochaną osobą najpiękniejsze jest to, że tuż po tym, gdy przed chwilą była wobec niego w pełni posłuszna, oddana i wykonująca każde jego żądanie, teraz z czułością ją całował i obejmował. Mogli być wobec siebie całkowicie szczerzy bez obaw o brak zrozumienia i wyśmianie. Dlatego Skye nie miała problemu z odkrywaniem swoich pragnień przed Dominicem i spełnianiem także jego potrzeb. Nie tylko tych oczywistych, ale również głęboko ukrytych.- Właśnie - czasem i kiedy chcę- uśmiechnęła się wymownie, bo przecież też nie może być zawsze uległa! On również powinien się słuchać swojej kobiety, bo przecież ona ma zawsze rację.
Myjąc włosy, obserwowała go jak wychodził spod prysznica i wycierał mokre ciało. Podobał jej się ten widok i ta chwila - niezwykła w swej codzienności, kiedy bez pośpiechu i bez krępacji mogli wykonywać codzienne czynności. Wspólne zamieszkanie było świetnym pomysłem i cieszyła się, że wyszło to właśnie z jego strony. Nie chciała, aby się osaczany i miała obawę naciskania na niego. W końcu przecież Reyes nie miał dużego doświadczenia w związkach i to nie dlatego, że nie wzbudzał zainteresowania u płci przeciwnej! Więc jednak strach, że może go spławić swoją gotowością do przejścia na kolejny etap, był jak najbardziej realny. Na całe szczęście blondyn nie wydawał się przerażony, a jej osoba wciąż wzbudzała w nim ciekawość i zainteresowanie. Czuła się przez niego kochana i pożądana, szanowana, ceniona. W tym wszystkim kolejny wspólny krok wydawał się jak najbardziej oczywisty.
Po jego wyjściu została jeszcze na trochę sama, aby móc zadbać o swoje ciało, stosując odpowiednie kosmetyki na skórę i włosy. Po wytarciu się ręcznikiem nałożyła krem, aby nawilżyć ciało po opalaniu się na słońcu. Włosy pozostawiła wilgotne spryskując je jedynie sprayem z kwiatowym zapachem. Będąc już gotowa, wyszła w piżamie składającej się z krótkich spodenek i bluzki na cienkich ramiączkach, podążając za niesamowitym zapachem. Od razu zauważyła Dominica przy kuchence, co wywołało szeroki uśmiech na jej twarzy. Widok gotującego faceta zawsze ją rozczulał i rozpalał jednocześnie, bo czyż nie było to cholernie seksowne?! Facet przygotowujący posiłek dla swojej kobiety? Było i Skye nie miała co do tego żadnych watpliwości.
Dlatego podeszła do niego, obejmując go w pasie i zaglądając mu przez ramię zza pleców. - Kuchenka i twoje umiejętności kulinarne obeszły się bez szwanku- zaśmiała się i odsunęła się od niego, aby oprzeć się pośladkami o blat stając naprzeciwko niego.- Oh jako prezes powinieneś potrafić negocjować i nie przyznawać się , że to wpłynęło na naszą korzyść. Może jeszcze dostaniemy kolejny weekend w gratisie- zasugerowała unosząc wymownie brew i biorąc od niego kieliszek z winem, aby upić łyk. - Uważaj, bo znowu Cię zaraz ogram- zaśmiała się ruszając do wskazanej przez mężczyznę szafki. Przejrzała jej zawartość i po dłuższym zastanowieniu zdecydowała się na monopoly. Zabrała planszówkę i odstawiła ją na stolik wraz z kieliszkiem wina, tuż obok talerzyków z jedzeniem, które właśnie przyniósł. - Pachnie znakomicie- pochwaliła go wąchając unosząc się zapachy przypraw i zajęła miejsce obok niego, instynktownie kładąc nogi na jego udach. Ona również chciała cały czas pozostawać z nim w kontakcie. Był to już naturalny odruch. - Serio?- spojrzała na niego kręcąc z niedowierzaniem głową, kiedy sięgnęła po swoją porcję. Wiedziała, że te mięśnie się nie wzięły znikąd, ale bez przesady! - Nie możemy podjąć innej formy cardio?- zasugerowała wymownie na niego zerkając, kiedy nakładała na widelec jedzenie. - Obiecuję, że moja propozycja sprawi, że będziesz bardzo zmęczony tuż po wszystkim- i zamiast skierować jedzenie do ust, to odstawiła je z powrotem na talerzyk, aby dla zachęty nachylić się do niego i go pocałować. Wszystko mogło poczekać, ale pocałowanie ukochanej osoby? Nigdy!


Dominic
smerffi
Dogadamy się
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Codzienność u boku Skye w swojej zwykłości była niezwykła. W gruncie rzeczy nie chodziło wyłącznie o seks, ale przede wszystkim o codzienne rozmowy o wszystkim i niczym, wspólne robienie zakupów, przygotowywanie kolacji z myślą o drugiej osobie, czy czytanie książek w łóżku, leżąc obok. To wszystko, w połączeniu z drobnymi pocałunkami gdzieś pomiędzy, delikatnymi muśnięciami po plecach podczas mijania się w przejściu, czy przytulaniem się do siebie przy każdej możliwej okazji, tworzyło perfekcyjną całość.
Doznając tego, Dominic czuł się w tym wszystkim coraz bardziej pewnie i na miejscu. Owszem, do niedawna jeszcze obawiał się związków jako samej koncepcji, ale wyglądało na to, że u boku odpowiedniej osoby wszystkie te drobne sprawy składające się na solidną relację, przychodziły mu naturalnie. A może jednak zawsze to w nim tkwiło, tylko lata bez praktyki i trzymanie się własnych zasad zepchnęły te umiejętności gdzieś w najciemniejsze zakamarki jego świadomości?
To Skye właśnie odkrywała jego ściśle strzeżone sekrety. Mimo ponad roku przyjaźni i kilku miesiącach w związku zdawali się wciąż poznawać siebie nawzajem.

Nawet tak prozaiczna czynność jak gotowanie, sprawiała mu ogromną przyjemność, bo miał dla kogo to robić. I choć warunki mogły być lepsze, tak teraz nieco zmienił perspektywę i powody do narzekania zostały całkowicie przyćmione przez inne aspekty.
Na jej chwilowe objęcie go ramionami uśmiechnął się, czując rozlewające się po nim przyjemne ciepło.
— Nooo, raczej nie możemy dziś polegać na dostawie pod drzwi — zauważył z rozbawieniem. Brak światła i zasięgu potrafił być upierdliwy, ale na szczęście dzięki jego umiejętnościom gotowania i wcześniejszemu przygotowaniu mieli szanse przetrwać ten wieczór. — Akurat kolejny weekend w tym miejscu jakoś mnie nie przekonuje — zmarszczył uroczo nos. Właściciele spalili już tę miejscówkę. — Poza tym następnym razem to ja organizuję wyjazd. Zabiorę Cię do Europy — stwierdził swobodnie, bez większego namysłu, jakby miał to już z góry ustalone.
W rzeczywistości jeszcze nie rozmawiali na temat wspólnych, znacznie dłuższych wakacji. Ten weekend był tylko próbą nieznacznego wyrwania się ze szponów codzienności i oddechu od pracy, ale zdecydowanie oboje zasługiwali na znacznie więcej. Dominic twierdził, że była to tylko kwestia czasu.
— Ha, nie bądź taka pewna siebie. Teraz to ja liczę na masaż — odparł z udawaną przechwałką i groźbą w głosie, spoglądając w międzyczasie z rozbawieniem na Skye, jak wybiera jedną z gier. Zaraz pojawił się obok niej i zajął miejsce na kanapie. — Oby smakowało jeszcze lepiej — mruknął i zabrał się z apetytem za jedzenie.
Na jej serio? uniósł wysoko brew i spojrzał na nią równie wymownie, chcąc w ten sposób powiedzieć, że mówił poważnie. Zachęta w formie innego rodzaju mimowolnie poszerzyła jego usta w zawadiackim uśmiechu, a spojrzenie przeniósł z powrotem na talerz, by skonsumować kawałek kurczaka. — Mmmm… w to nie wątpię — przyznał, przeżuwając zawartość, a widząc, do czego zmierzała, szybko przełknął i musnął jej wargi w delikatnym pocałunku. — Ale wyobraź sobie, jak świeże powietrze, szum jeziora i wschodzące nad nim słońce dodają Ci energii na cały dzień. A potem czekałaby nas kolejna wspólna kąpiel — powiedział, nakreślając jej obraz sytuacyjny, bo moooże jednak się skusi?
Po chwili wbił widelec w jeden z tych swoich ulubionych makaronów, a rozmowa potoczyła się w lekkim, żartobliwym tonie. Gdy skończyli, odłożył talerz na bok i zabrał się za rozkładanie planszówki na stoliku.
— Aa, zapomniałem Ci powiedzieć — Melanie jest w ciąży. To oznacza, że czeka mnie niedługo kolejna rekrutacja — wyznał, układając poszczególne karty na kupki. To była już druga asystentka po Skye, którą musiał niedługo pożegnać, a naprawdę lubił otaczać się sprawdzonymi osobami. — Chcesz być kotkiem, kaczuszką czy pingwinkiem? — zapytał, spoglądając na nią z niewinnym uśmiechem, dla siebie wybierając samochodzik.

Skye
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i w pierwszej chwili Skye błędnie go oceniła, poznając tamtej nocy w klubie, ale bardzo szybko się zorientowała, co kryło się pod tą powłoką. Na pewno miała ku temu szansę, dzięki wspólnej pracy. Bliskiej wspólnej pracy. Godziny spędzane nad projektami czy lunche w swoim gronie, podczas których bardzo dużo rozmawiali o życiu, pozwoliły jej dostrzec w nim potencjał. Ileż razy myślała o tym, że taka świetna partia się marnuje! To dobrze, że sama się zabrała za ową partię, a raczej przestała po prostu walczyć z uczuciami, której w niej wybudzał.
Dzięki temu mogła teraz obejmować go w małej kuchni w jakimś domku na obrzeżach Toronto, gdzie nie było światła. Mogła czuć pod policzkiem jego nagie, rozgrzane ciało, którym jeszcze niedawno przyciskał ją do kafelek w łazience. Zdecydowanie podjęła dobrą decyzję dając im szansę. Jedyne czego w tym wszystkim żałowała, to zranienia Logana, ale poza tym? Najwidoczniej wszystko tak właśnie się miało potoczyć, a jej były dosyć szybko wylizał swe rany i wydawał się teraz szczęśliwszy bez Skye u boku, która po prostu nie była mu pisana.
Czuła, że jej miejsce jest tuż przy Dominicu. Czy on podzielał jej odczucia? Miała taką nadzieję! Jednak całe szczęście, nie dawał jej żadnych przesłanek, aby w to wątpiła. - Oh lubisz mną rządzić również poza prysznicem?- zaśmiała się słysząc o jego decyzji na temat kolejnych wakacji. Wspólnych wakacji. - Ale niech będzie. Możesz mnie zabrać do tej Europy- westchnęła teatralnie, jakby robiła mu łaskę pozwalając na to, lecz w środku czuła ekscytację na samą myśl. Może i nie rozmawiali o dłuższym i dalszym wyjeździe, ale nie czuła przed tym żadnych oporów. W końcu to był tylko wyjazd, a nie od razu ślub. Chociaż… czy perspektywa ewentualnego ślubu z Reyesem budziła jej niepokój? Nie zastanawiała się nad tym ostatnio, skupiając się w dużej mierze na pracy, a poza tym wiedziała jakie on miał podejście. Nie chciała go wystraszyć. Wciąż pamiętała jak powiedział jej, że chce się skupić na tym co mają tu i teraz, więc starała się nie wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość.
Wybierając planszówkę na wieczór, zaśmiała się słysząc go. - O ile nie zbankrutujesz znowu- dobrze, że nie był księgowym, bo na tym kariery by żadnej nie zrobił!
Złapała pierwszy kęs dania i czuła jak przyjemnie rozpływa się po podniebieniu. - Jest wyborne-przyznała szczerze, choć w gruncie rzeczy była tak głodna, że nie kręciłaby teraz zbytnio nosem nad jedzeniem. W dodatku nawet jeśli przyrządzona kolacja nie byłaby dobra, to nie miałaby serca powiedzieć tego Dominicowi. Wiedziała, że pewnie by się nie obraził, ale nie chciała mu sprawiać przykrości. Doceniała każdy dobry gest, a nakarmienie swojej kobiety tuż po tym ostrym seksie? Było cholernie podniecające i seksowne.
Tak jak i przelotne pocałunki między kęsami, którymi ją obdarzał próbując przy tym przekonać ją do wspólnego biegania.- Jak mnie wymęczysz podczas joggingu, to podczas wspólnej kąpieli na wiele potem nie licz- oznajmiła mu to tak zdecydowanym głosem, że raczej nie liczyła na dalsza dyskusje w tym temacie. Cóż, musiała mieć ostatnie zdanie!
Zaspokojona i najedzona mogła się odprężyć przy ogrywaniu ukochanego. Rozdawała im banknoty, gdy do jej uszu doszła radosna nowina. Radosna, lecz także wywołująca w niej pewne, nowe ukłucie w sercu. - Oh to gratulacje! Dla Melanie oczywiście- doprecyzowała, bo w sumie blondynowi nie miała czego gratulować. Chyba! - Pingwinkiem- dodała w międzyczasie. - To zabieraj się szybko za poszukiwanie kogoś nowego, żebyś mi się nie zasiedział w tym biurze. Może dla odmiany ja Ci kogoś znajdę? Bo dziwnym trafem Twoje asystentki albo lądują w Twoim łóżku albo zachodzą w ciążę. Chociaż akurat to powinno się ze sobą łączyć - skomentowała to tak luźnym i swobodnym tonem, że próżno tam było szukać zazdrości. Jednak musiał przyznać, że z boku to dziwnie to wyglądało! - Jednak mam nadzieję, że nie w Twoim przypadku- spojrzała jeszcze porozumiewawczo na niego i przeszła do sprawdzania pieniędzy w swoim banku, bo jasnym było to, że to ona będzie zarządzać gotówką, a nie Dominic.
Zanim się ponownie odezwała, to chrząknęła czując lekki niepokój. Wiedziała, że to pewnie nic takiego, ale trochę niekomfortowo się czuła w tym temacie. - W sumie to myślałam nawet o tym, że może zaprosilibyśmy któregoś razu moich rodziców na obiad lub kolację. Co o tym sądzisz? Jeszcze nie mieli okazji, żeby Cię poznać- a poznanie rodziców partnerki mogło oznaczać wiele! Z drugiej strony ona poznała jego już dawno, ale wtedy była jego przyjaciółka, a nie dziewczyną. To już inny rodzaj spotkania.



Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Im dłużej Dominic spędzał czas ze Skye w zeszłym roku, tym bardziej przekonywał się, że kobieta u boku Logana ewidentnie się marnowała. Kuło go, że jego przyjaciel nie zauważał jej ani nie dostrzegał jej podstawowych potrzeb. I choć na początku blondyn obawiał się, że również nie spełni się w roli jej chłopaka, tak po kilku miesiącach razem wszystko wskazywało na to, że było to łatwiejsze, niż wtedy przypuszczał.
— Rządzić Tobą? Bynajmniej. Ja tylko informuję Cię o swoich ambitnych planach — posłał jej zuchwały uśmiech, sugerujący, że po prostu nie przyjmował odmowy. Za to na jej teatralne westchnięcie skinął z wolna głową. — Wiesz, nic na siłę — wzruszył niedbale ramionami z udawanym żalem, wydymając dolną wargę, jakby mówił no trudno. — Zawsze mogę jechać sam. Albo wziąć do towarzystwa kogoś innego — zauważył na głos, w zastanowieniu przytykając wskazujący palec do ust i mrużąc oczy, udając, że rzeczywiście rozmyślał właśnie na pozostałych opcjach. Po chwili jednak w kącikach jego ust zaigrał łobuzerski uśmieszek.
— Jeśli znowu będziesz trzymać pieczę nad bankiem, to całkiem możliwe — zmarszczył zabawnie nos, nawet nie kryjąc się z tym, że między słowami winił ją za poprzednią rundę, z której tak sobie teraz bezlitośnie drwiła. Spryciula!
Zachwyt Skye nad przyrządzonym dla niej posiłkiem skwitował zadowolonym kiwnięciem głowy. Odkąd miał dla kogo gotować, do kuchni zaglądał znacznie częściej, kombinując i poszerzając swoje umiejętności. Nadrabiał za ich oboje, bo znał ograniczenia ciemnowłosej, dlatego przejęcie tej roli wydało mu się naturalne.
Na jej zdecydowany ton wywinął usta w podkówkę, bo wcale nie zamierzał się poddawać. — A może po joggingu pod prysznicem dostaniesz nagrodę? — przekrzywił nieco głowę na bok i spojrzał na nią znacząco, bo i czemu nie? Przecież obie strony mogły mieć powody do satysfakcji — on, że udało ją się wyciągnąć na wspólną poranną przebieżkę, i ona, później, otrzymując za to odpowiednią nagrodę. To się nazywało win-win.
Kiedy nieco później po jedzeniu zaczęli rozkładać na stoliku planszówkę, postanowił podzielić się z nią nowiną. Jej odpowiedź jednak, a zwłaszcza ostatnie stwierdzenie, mimowolnie wzbudziło w nim niewielki niepokój, toteż zatrzymał na niej spojrzenie odrobinę dłużej.
— Asystentki w moim łóżku i ciąże? — dopytał, ściągając przy tym brwi z pewną konsternacją. Niby nie było to nic wielkiego, a w jej głosie brzmiała lekkość, która nie skłaniała ku jakimkolwiek zgrzytom, ale jego intensywnie pracujące w tej chwili trybiki w głowie zwróciły uwagę na coś zupełnie innego — ona też wcześniej była jego asystentką. Już abstrahując od tego, że wspominała o liczbie mnogiej i jego łóżku, to czemu według niej wylądowanie w nim oraz zajście w ciążę powinno się ze sobą łączyć? To na moment mocno go zastanowiło, ale ostatecznie uznał, że w gruncie rzeczy nie miało to większego znaczenia i chyba zwyczajnie nadinterpretował jej słowa. Powrócił więc spojrzeniem do planszy. — Nie będę cię wykorzystywać, masz wystarczająco dużo swoich obowiązków na głowie. Poradzę sobie. Poza tym, jakby to o mnie świadczyło? — powrócił do poprzedniej części jej wypowiedzi nieco żartobliwym, acz pewnym siebie tonem i postawił pionki w odpowiednim miejscu, po czym na koniec uśmiechnął się kącikiem ust. Chyba jak każdy facet lubił mieć kontrolę w pewnych kwestiach, a jako szef renomowanego biura architektonicznego musiał stanowić autorytet. Decyzje i pomoc innych nie mogły tego podważać.
Na wzmiankę o jej rodzicach, całkowicie zaskoczony na chwilę uniósł wysoko brwi. Rzadko rozmawiali na temat Mercierów, o których słyszał głównie z opowieści jej byłego partnera. Wrażenia nie były zbyt przychylne.
— Och… słyszałem coś niecoś o nich od Logana. Nigdy nie miałaś z nimi zbyt łatwo — zagaił spokojnie, obdarzając ją łagodnym, wspierającym spojrzeniem. I właśnie z tego względu, że miał co do nich już pewien obraz w głowie, mimowolnie zaczynał czuć narastający niepokój. Przełknął ślinę, nie chcąc dać tego po sobie okazać. — Ale tak, chyba to czas ich poznać. Możesz umówić nas na jakąś sobotę. Zrobię kolację — uśmiechnął się do niej pokrzepiająco, wiedząc, że musiało to w końcu nadejść. Co prawda, było to trochę stresujące, ale… nie bał się żadnych wyzwań, prawda? — Rozmawiałaś z nimi ostatnio? — zaciekawiło go, skąd ten pomysł zrodził się w jej głowie. — Mają jakieś szczególne preferencje? — dodał zaraz z zainteresowaniem, planując się do tego odpowiednio przygotować.

Skye Mercier
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła wysoko brwi zerkając na niego z trudną do zgadnięcia miną.- Kogoś innego?- zła czy rozbawiona? Westchnęła w końcu teatralnie i przewróciła oczami, nie robiąc sobie nic z tej groźby. Wiedziała, że Dominic żartuje, więc zamierzała ten nastrój pociągnąć dalej. - Oboje dobrze wiemy, że jestem najlepsza w zapewnianiu Ci rozrywek- spojrzała na niego znacząco z drgającymi kącikami ust. Byli już na tym etapie związku, że nie czuła się w żaden sposób zagrożona. Znała swojego ukochanego. Znała na tyle, aby w tej kwestii mu zaufać. Przynajmniej do tej pory nie dał jej przesłanek, aby choć trochę w niego zwątpić.
Najwyraźniej on zamierzał wątpić w jej grę zgodnie z zasadami. To było karygodne! - To nie kwestia zarządcy banku, a kredytobiorców. Proszę tutaj nie szukać winnych poza sobą- pokręciła głową dla podniesienia efektu, kiedy rozstawiała grę na stoliku. Musiał się przyznać, że przegrywał z nią we wszystko poza szachami. Tego Skye przez całe swoje życie nie była w stanie się nauczyć.
Musiała jednak przyznać, że Reyes był całkiem niezły w negocjacje i to jeszcze z tą miną! Przyjrzała mu się marszcząc nosek i zastanawiając na tym joggingiem kolejnego dnia. - Zostawmy tą kwestię do przedyskutowania na później - odpuściła mu w końcu zostawiając furtkę otwartą, bo jednak ta nagroda brzmiała kusząco. Tym bardziej, że dobrze wiedziała jak smakuje. Posmakowała jej całkiem niedawno i cóż - chętnie posmakowałaby ponownie.
Nie wyczuła tej konsternacji, większość uwagi poświęcając liczeniom pieniędzy, żeby nikt jej potem nie zarzucił, że oszukiwała! Wzruszyła swodobodnie ramionami w odpowiedzi na jego pytanie. - Cóż, ja wylądowałam w łóżku, kolejna jest w ciąży. Dziwne sytuacje się zdarzają panu prezesowi- zażartowała na końcu, traktując ten temat całkowicie luźno. W końcu oboje wiedzieli, że zmieniła w dużej mierze pracę przez to, aby nie plotkowali na ich temat na korytarzach i nie zarzucono jej pracę przez łóżko. Wiedziała jak może być postrzegana. Ba! Pewnie w oczach niektórych tak było. Skye po prostu teraz z tego żartowała, nie rozmyślając nad tym zbytnio. - Ok, wybierz sam, ale niech nie będzie zbyt ładna- a to już powiedziała całkowicie poważnie! Zaufanie zaufaniem, ale trzeba lepiej dmuchać na zimne.
Wyczuła zmianę w głosie i dostrzegła to cieplejsze, łagodniejsze spojrzenie. Nie musiał mówić nic więcej, wiedziała o co mu chodzi. - Dziękuję- przytaknęła z wdzięcznością, gdy zaoferował się zrobienia kolacji, ale tak naprawdę dziękowała mu za ogólną postawę. Był otwarty na spotkanie, wspierający - to jej wystarczyło. Pogładziła go jeszcze po kolanie i rzuciła kostką na plansze, kontynuując. - Tak, mówiłam im o przeprowadzce podając nowy adres. Więc mimowolnie rozmowa potoczyła się o nas i w ogóle…- ucięła nie wspominając nic więcej o ich reakcji na te nowiny. Najwyraźniej wiedział nieco więcej o nich od Logana, więc nie musiała wchodzić w szczegóły, które nie byłyby miłe ani dla niej ani dla niego. - Chcieliby Cię poznać- a raczej sprawdzić. - Na pewno musi być coś z mięsem dla ojca i czerwone wytrawne wino dla mamy- i teraz Skye pomału zaczęła się stresować, aż się zakręciła ruszając pionkiem po planszy. Przedstawienie Dominica rodzicom było kolejnym krokiem do przodu w ich związku i tego się nie obawiała. Tym razem bardziej się obawiała reakcji swoich rodziców, którzy bardzo rzadko byli dla niej wsparciem. Wątpiła w to, że to będzie takie miłe spotkanie jakie bywały z Helene.


Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Niegasnący zawadiacki uśmiech rozjaśniał jego twarz nawet w momencie, kiedy Skye uraczyła go bliżej nieokreślonym spojrzeniem. — Mam kilka typów, które możemy wspólnie przedyskutować — stwierdził, bezczelnie prowokując ją do jakiejkolwiek reakcji, choć niestety kobieta wcale się nie dała złapać pod włos, więc ostatecznie westchnął przeciągle. — Jak się nie ma, co się lubi… — mruknął z udawanym żalem, który ciemnowłosa bez trudu mogła rozszyfrować. Fakt był taki, że nie chciał jechać na wakacje z nikim innym, chociaż kiedy się zawahała, przez jego głowę przemknął pomysł wyciągnięcia gdzieś Anthony’ego. Uważał, że ojcowsko-synowski trip byłby naprawdę fajnym doświadczeniem, a i oderwałby trochę myśli taty od Helene.
— Pewnie to dlatego, że wiecznie mnie rozpraszasz — przewrócił wymownie oczami, finalnie jej odpuszczając. Czasem naprawdę łatwiej było dać za wygraną, niż się z nią sprzeczać. A i widoki podczas takich planszówek zdecydowanie go dekoncentrowały. Celowo tak nachylała się nad stołem, prezentując swoje walory!
Zaraz triumfalnie uśmiechnął się, słysząc, że jego negocjacje przebiegały pomyślnie. Jak czegoś bardzo chciał, potrafił postawić na swoim i Skye dobrze o tym wiedziała.
Na jej kolejne żartobliwe insynuacje ostatecznie pokręcił głową z udawanym niedowierzaniem. — Niesamowite zbiegi okoliczności. To pewnie przez mój urok — uznał z rozbawieniem, przekrzywiając znacząco głowę w stronę ciemnowłosej. Może rzeczywiście miał tajemne moce i zapładniał kobiety samym wzrokiem? Niee, wolał myśleć, że przynosił kobietom szczęście. Albo raczej z asystentkami trafiał wiekowo na czas, w którym płeć piękna myślała już poważnie o swojej przyszłości i stawiała na rodzinę. Kiedy zerknął na przeliczającą pieniądze Skye stwierdził w myślach, że wcale się nie mylił. — To stanowisko wymaga godnej prezencji. Myślisz, że czemu dostałaś tę posadę? — uniósł wysoko brew, usilnie starając się zachować powagę, ale już po chwili parsknął głośno śmiechem i pokręcił głową na znak, że tylko sobie żartował.
Na jej podziękowanie w kwestii propozycji kolacji wciąż z tym samym łagodnym spojrzeniem skinął brodą. Dla niego wydawało się rzeczą naturalną wyjść z inicjatywą naprzeciw tak poważnej sprawie, jak poznanie rodziców drugiej połówki. Nie uchylał się od obowiązków chłopaka nawet, jeśli miał zostać wystawiony pod obstrzał krytycznych spojrzeń i niewygodnych pytań. — Okej, jasne. Kto jest w stanie oprzeć się mojej kaczce? — zapytał retorycznie z figlarnym uśmiechem, który miał na celu odrobinę rozluźnić atmosferę. Po wykonaniu ruchu przez Skye i wykupieniu przez nią pierwszego pola sam wziął kostkę do ręki i nią rzucił po planszy. Sześć. — Jak chcesz, możemy też zaprosić mojego tatę, mogliby się poznać. Czy to za dużo? — rzucił luźną propozycję, na koniec spoglądając na nią z lekkim niepokojem, że być może trochę się zapędził. Uznał, że skoro Anthony i tak siedział sam w domu, byłoby miło zaprosić go do siebie na wspólną kolację.
Na szczęście spotkało się to z pozytywnym odzewem ze strony Skye. W pewnym momencie, gdzieś pomiędzy jednym rzutem a drugim złapał za jej rękę i delikatnie przyciągnął do siebie, żeby złożyć na jej ustach czuły pocałunek. Nawet w blasku świec, w tak prozaicznej chwili czuł się wyjątkowo dobrze, a myśli o niedługim spotkaniu z przyszłymi teściami na razie upłynęły gdzieś w dal.

KONIEC

Skye Mercier
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”