Znów miał ochotę się jej sprzeciwić, ale pod naporem jej wzroku, którym go mierzyła, ostatecznie
pozwolił jej wygrać i w milczeniu na chwilę przeniósł spojrzenie na sufit.
Nadal się z nią nie zgadzał. Nadal jego chore ambicje skłaniały go ku temu, by zadowolić wszystkich dookoła. I nadal uważał, że nie potrafił sprostać oczekiwaniom wszystkim tym, którzy czegoś od niego wymagali, więc musiał zachować wybiórczość. Tak został zaprogramowany. Kiedy już coś postanawiał, nie potrafił odpuszczać.
Tak było w przypadku jego ostatniego związku, na który przeniosła się ich rozmowa. Jego kariera i marzenia wygrały w starciu z
miłością, która z perspektywy czasu wyblakła na tyle, że zaczął podawać w wątpliwość, czy to na pewno było coś wartego jego tęsknoty.
—
Taaak, zanim któreś z nas zaczęłoby żałować pochopnych decyzji — przytaknął cicho na słowa Zoi o rozstaniu w odpowiednim momencie. Zanim
skrzywdziliby się bardziej.
Gdy położyła dłoń na jego policzku, na tę czułą pieszczotę mimowolnie przylgnął do niej odrobinę bardziej. Zdążył już przepracować poprzedni związek i nie zamierzał się nad sobą użalać, jednak jej empatia wpływała na niego niezwykle kojąco. Najbardziej niesamowite było to, że poznała go od zupełnie innej strony, której nie pokazywał przed kamerami, a mimo to nadal tu przy nim
była.
Nagle zakiełkowała w nim myśl — akceptowała go. A przynajmniej w ramach układu, jaki mieli. Nie śmiał nawet pomyśleć, że mogłoby to stać się czymś więcej. Taka nadzieja była
bardzo nierozsądna.
Jej nagłe, niespokojne poruszenie się odnotował aż zbyt dobrze, co wzbudziło w nim dodatkową czujność. Nie dał tego po sobie poznać, kiedy spokojnie, uważnie wpatrywał się w jej niebieskie tęczówki. Wyraźnie analizowała jego słowa, ale… mówił szczerze, że wolał spokój i skupienie na swoich celach, zamiast chaosu i błądzenia w poszukiwaniu złotego środka. Relacja, w którą nie mógł się zaangażować całym sobą, była dla niego stratą energii. Układ z Zoyą stanowił wyjątek od reguły, ale o tym wolał już nie mówić na głos.
—
Jeśli to właściwa osoba to jej obecność niczego nie utrudnia, tylko ułatwia — odparł z przekonaniem. Druga osoba zdecydowanie nadawała życiu kolorów, pytanie, jaką przynosiła ze sobą paletę barw. —
Twoje słowo przeciwko mojemu — pochylił nieco brodę do dołu, spoglądając na nią wymownie z uniesionymi delikatnie kącikami ust.
Jego intensywny tryb życia nie dawał mu zbyt wiele przestrzeni na tęsknotę i rozmyślania o czymś więcej ponad swoje zobowiązania. W tej kwestii pozostawał uparty.
Jesteśmy tylko na chwilę. W końcu się rozejdziemy. Na dźwięk tego stwierdzenia w połączeniu z jej pełną żałości minką na moment z wahaniem rozchylił wargi, jakby chciał zaoponować, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. Zamiast tego jego wzrok na powrót złagodniał.
—
No właśnie. Jesteśmy. Nic innego nie jest na razie istotne — przyznał miękkim głosem, właśnie w tym przekonaniu się umacniając. Nie chciał na razie myśleć o tym, co nadejdzie w przyszłości, więc zamierzał nacieszyć się tym, co miał
teraz.
Pytając o Deana, chciał poznać jej punkt widzenia i zrozumieć, skąd brały się jej przekonania względem związków. On sam postawił sprawę jasno już na początku, a wspomnienie o Melanie nadało jego wypowiedzi większej głębi. I choć ich rozmowa nie należała do łatwych, tak nie bał się poruszać z nią bardziej intymnych tematów. Obserwował więc ciemnowłosą w skupieniu, układając sobie jej słowa w głowie.
—
Rozumiem. I to jest w porządku. Nie można sobie niczego narzucać wbrew własnym odczuciom. Inaczej człowiek zaczyna się dusić — pokiwał głową w zamyśleniu. Chyba tak właśnie było z Mel. Chcąc nie chcąc, narzucała mu swoje oczekiwania, a on czuł presję, podświadomie wiedząc, że
to nie było to.
Różnica między Lucienem a Zoyą polegała na tym, że kobieta przynajmniej otwierała się na tę możliwość
w przyszłości, podczas gdy mężczyzna wolał tego unikać, bo bał się ponownie tę właściwą osobę zawieść. Wierzył w to, że samotność była mu pisana.
Na jej żart parsknął śmiechem i ułożył usta w dziubek, żeby pokiwać głową, jakby rzeczywiście brał pod uwagę obie opcje.
—
Czyli jest mi pisane farmerstwo i w wolnych chwilach dorabianie w krzakach przy drodze. Czeka mnie świetlana przyszłość — roześmiał się w głos, gdy tylko wyobraził sobie ten scenariusz.
Wychowany w mieście, nigdy nie brał pod uwagę życia na wsi, ale sądząc po wizytach w Huntsville istniała pewna szansa, że rzeczywiście mógłby się tam odnaleźć. Zwłaszcza, jeśli miałby tam odpowiednie towarzystwo. Niepostrzeżenie zerknął na Zoyę, która sprawdziła się w tej roli idealnie. Na myśl o tym zaraz odwrócił wzrok, by odpędzić od siebie tę przedziwną wizję.
Kiedy zmieniła pozycję i usiadła na nim okrakiem, owijając się uprzednio pościelą, jej chochlikowate spojrzenie z miejsca skupiło na niej całą jego uwagę.
—
Mmm, moje łóżko będzie zawsze dla ciebie otwarte — mruknął z rozbawieniem w oczach i splótł ich dłonie, które jeszcze chwilę dryfowały w powietrzu między nimi. Gdy jednak Zoya spoważniała, on również przybrał pozę słuchacza, by ostatecznie bezwiednie zwilżyć wargi i odetchnął głębiej. —
Jesteś jeszcze młoda, masz przed sobą całe życie, żeby przekonać się, co chcesz z nim zrobić. Dojdziesz do wszystkiego. W swoim czasie — patrzył na dziewczynę z wiarą nie tylko w swoje słowa, ale przede wszystkim w
n i ą.
Przekroczyła raptem ćwierć wieku, nie musiała już mieć z góry ułożonego planu na następne kilka czy nawet kilkadziesiąt lat. Według niego miała prawo poznawać siebie, szukać spełnienia i popełniać po drodze błędy, tak, jak praca, którą niedawno straciła, okazała się ślepym zaułkiem.
Nie spodziewał się po chwili usłyszeć tak istotnej informacji o niej, którą postanowiła mu zdradzić właśnie teraz. Przez kilka sekund zastygł w milczeniu i wpatrywał się w nią spod ściągniętych w zaskoczeniu brwi, dokonując w myślach szybkiej analizy sytuacji. Jednocześnie zalała go fala współczucia, kiedy wszystkie elementy nagle połączyły się w całość.
Momentalnie rozplątał ich dłonie i, napinając mocno brzuch, podniósł się do pozycji siedzącej. Swoje ręce włożył pod pościel i przesunął nimi po jej udach w czułym geście, aż objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Patrzył na nią z troską, ale i pewnością względem tego, co miała od niego usłyszeć.
—
Bez względu na to, co się wydarzyło, nikt nie ma prawa dyktować ci, jak żyć. To jest przede wszystkim twoja decyzja, którą muszą uszanować i zaakceptować. Nie przeżyją tego życia za ciebie — powiedział łagodnym, acz zdecydowanym tonem, czując ciepło jej dłoni na swoim torsie. Jej błyszczące w intymnym półmroku oczy patrzyły na niego niezwykle ufnie, a jej lekko rozchylone usta znów nieoczekiwanie zaczynały go kusić. Delikatnie musnął nosem jej nos. —
Jesteś tylko człowiekiem, wiesz? Nie uszczęśliwisz wszystkich — przytoczył jej własne słowa, którymi uraczyła go parę chwil temu, uśmiechając się pod nosem. —
Zamiast wybierać między nimi, powinnaś w tym wszystkim kierować się wyłącznie własnym szczęściem — podsumował, jeszcze przez chwilę spoglądając jej w oczy tak, by dotarło do niej to, co miał jej do przekazania.
—
Ja tymczasem mogę pomóc ci zrekompensować pewne starty moralne. Odrobinkę — mówiąc to już bardziej żartobliwie, sięgnął ustami jej szyi, którą zaczął pieczołowicie znaczyć mokrymi śladami, w tym samym czasie zaciskając swoje ramiona na jej drobnym ciele.
Jej szczęście było dla niego priorytetem.
Zoya Weasley