ODPOWIEDZ
27 y/o
Volpe Rossa
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

In place of a Dark Lord you will have a Queen! Not dark but beautiful and terrible as the Morning and the Night!



Randka.
Większość facetów na Maplinderze potrafiła zaproponować co najwyżej zwykłą kolację przy świecach. Długie patrzenie sobie w oczy przy blasku płomienia i czerwone wino w kieliszkach. Gadka szmatka o tym, jaki jest twój ulubiony kolor i jakim zwierzęciem byłabyś, gdyby reinkarnacja istniała. A potem taki amant łaskawie zapłaci za nędzną kolację i oczekuje specjalnego obsłużenia, bo przecież Król Podrywu zaprosił cię do siebie. Rzyg.
Gdy Erika do niej napisała, to już na samym starcie wiedziała, że to wyjście nie może zakończyć się według tego schematu. Były kobietami cywilizowanymi. O jakichś standardach. Więc miały iść do lasu, napierdalać się mieczami z bandą oszołomów, którzy tak samo jak one mieli nie równo pod sufitem. Zero ochoty wbicia sobie widelca w oko przy kolejnym pytaniu. Za to całkiem realna szansa, że ktoś zarobi w łeb kawałkiem pianki udającym elficką stal.
Jak przystało na randkę, przyjechała po dziewczynę samochodem, co już samo w sobie było luksusem, zważywszy na to, że w całym mieście od jakiegoś czasu nie było prądu. Co prawda auto pożyczyła od kuzyna, który pewnie będzie psioczył później, że nawet nie zapytała, ale tym miała się martwić jutrzejsza Gabi. Zresztą w jej stanie, to dosyć łatwo było wywinąć się z tego typu oskarżeń, bo wystarczyło coś wspomnieć o pilnych badaniach i wszystko uchodziło jej płazem. Magia.
- No hej piękna. Masz mapę? Bo zgubiłam się w twoich oczach. - omal nie wybuchnęła śmiechem na widok miny przyjaciółki - Mam tego więcej. Przygotowałam cały arsenał najbardziej tandetnych tekstów na podryw. Noe ci tego nie zafunduje. Wsiadaj. - poklepała miejsce z przodu, już nawet nie próbując ukryć tego, że robiła sobie bekę. - Czaisz, że organizator wysłał do mnie list z pytaniem, czy znam zasady walki? Oczywiście, że tego nie przeczytałam. Ale chyba zawsze chodzi o to, żeby nie zostać trafionym? - przekręciła oczami, wyciągając ze schowka kopertę, którą rzuciła jej na kolana, żeby zapoznała się z treścią. Plus tego całego Blackout był taki, że ulice były niemal puste. Brak rozrywki i środków robiło swoje. Ją to cieszyło, bo mogła przynajmniej sobie pozapierdalać i wyciągnąć z silnika tyle ile fabryka dała.
- Jak dojedziemy na miejsce, to muszę się przebrać. Mam zajebiste przebranie. Dwie godziny układałam włosy, żeby wbić w ten pieprzony kucyk małe sztylety. A ty? Gotowa spuścić łomot naszym przeciwnikom? - już czuła tego ducha rywalizacji. Dla wielu była to tylko zabawa, ale ona zamierzała ich rasę poprowadzić ku chwale i zwycięstwu. A tylko z Eriką mogła pójść na tę wojnę i wygrać ze stadem nabuzowanych samców.
- Dobra. Jesteśmy. - zaparkowała i spojrzała na swoją czarnowłosą atrakcyjną randkę. - Zanim zobaczysz moją dupę, to musisz wiedzieć, że twoje oczy są jak IKEA. Całkowicie się w nich zgubiłam. - ten dzień zapowiadał się zajebiście. Ciekawe tylko, po którym tekście Erika wbije jej sztylet prosto w serce i zostawi jej zwłoki w krzakach.

Erika Lindberg
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Daughters of darkness
Sisters insane
A little evil
Goes a long, long way
We stand together
No we're not afraid
We'll live forever
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szanujmy się. Erika w życiu nie próbowałaby wyrwać Gabrieli na jakieś bzdurne, romantyczne wyjście. Nie bez powodu stanowiły swoiste siostrzane dusze. Zresztą, miały po prostu gdzieś wyjść i dobrze się bawić. Nawet nie chodziło o randkę. Po prostu stęskniła się nieco za wyjściami we dwie, bo ostatnio bywały nieco bardziej zajęte swoimi sprawami i częściej widywały się w grupie. Stąd też ta propozycja, którą tłumaczyła niby tym, że Alex przesunął Blais na jej maplinderze. Powód dobry jak każdy inny.
Randeczka została zaplanowana. Może i nie miało być romantico, ale coś takiego naprawdę jej nie interesowało. Zamiast tego szły na wojnę, a wiadomo, że zarówno w niej, jak i w miłości wszelkie chwyty były dozwolone. W zasadzie to pomysł tego, aby skopać paru przebierańcom tyłki w lesie pod Toronto wyjątkowo przypadł jej do gustu. Ona miała swój fantasy roleplay, a Gabriela mogła się wyżyć. Tylko czy na pewno powinna odwalać takie rzeczy w szóstym miesiącu ciąży? Akurat o tym Erika pomyślała już po fakcie, ale… Przyjaciółka na pewno znała swoje ciało o wiele lepiej i wiedziała jakie były jego ograniczenia. Zawsze też mogła zostać kusznikiem lub łucznikiem i nie brać udziału w walce w zwarciu.
Umawiając się z Gabi, wiedziała też, że będzie jej księżniczką. Miała już zapewnioną podwózkę i to luksusowym autem, które było podprowadzone Madoxowi (bo przecież dziewczyna jeszcze nie urobiła swojego psychopatycznego byłego o samochód), a to było coś, czym na pewno byle kto nie mógł jej zaimponować. Chociaż nie była też jakąś blacharą, aby miało to dla niej ogromne znaczenie. Najważniejsze, że miały wspólnie spędzić czas w wyjątkowo miły sposób.
Nie musiała wcale tak długo czekać pod blokiem nim Blais się pojawiła. Bez zbędnego ociągania się, wsiadła do pojazdu i już miała się pochylić, aby ją objąć w ramach przywitania, gdy całkowicie niespodziewanie oberwała jednym z najbardziej tandetnych tekstów na podryw. Na moment zamarła, ale zaraz roześmiała się serdecznie, gdy już przetworzyła całą informację. Ta cholera. Wzięła ją z zaskoczenia.
— Dziewczyno, muszę z ciebie zrobić managerkę mojego maplindera. Masz o wiele lepszą gadkę na podryw ode mnie — zapewniła ją z rozbawieniem, siadając w końcu wygodnie na fotelu pasażera. — Na razie jedynie proponował mi wyjście na strzelanie z łuku… Żebyśmy się pewnie pozabijali, bo żadne z nas do końca tego nie ogarnia.
W teorii nie powinno być tak źle. Lindberg strzelała z podobnych rzeczy, ale raczej w ramach zabawy, bez odpowiedniego szkolenia i pojęcia tego jak powinna właściwie trzymać formę. Nie miała jednak pojęcia jak to wyglądało w przypadku chłopaka.
— Po pierwsze to nie dać się trafić. Po drugie to bić tak, żeby nie zrobić krzywdy i pewnie mają jeszcze jakieś wzmianki na temat zakazanych przedmiotów — odpowiedziała, bo domyślała się mniej więcej treści tej wiadomości, ale to nie znaczyło, że nie przebiegła wzrokiem jej treści, gdy tylko Gabi rzuciła jej wydruk.
Tak jak myślała. Nie wyczytała nic nowego, ani zaskakującego. Chociaż czasami organizatorzy potrafili zaskoczyć jakimiś swoimi dziwnymi zakazami lub wymogami. Całe szczęście, że tym razem na nic takiego nie natrafiła. Zaraz też przeniosła swoje spojrzenie na fryzurę towarzyszki, aby w pełni docenić jej kunszt.
— Ale warto było. Wygląda naprawdę zajebiście, Gabs. Mam nadzieję, że zrobiłaś to, aby podbić tym sztyletem moje biedne serduszko — powiedziała z lekkim uśmieszkiem błąkającym się na ustach. — I jasne, że gotowa. Za kogo mnie masz, Blais?
Sama nie poświęciła, aż tak wiele czasu na przygotowywania. Wiedziała, że włosy raz dwa popadną w nieład, a makijaż pewnie szybko spłynie i rozetrze się w elfickich barwach wojennych. Całe szczęście, że nie musiała szykować stroju, bo jeszcze miała jeden z czasów, gdy na jednym z konwentów robiła cosplay swojej postaci z podcastu. To była prawdziwa gratka dla tych, którzy go kojarzyli i zjawili się na prowadzonym przez nią panelu.
Przy tym w jak głębokim poważaniu ciężarna koleżanka miała przepisy odnośnie ograniczenia prędkości, można było powiedzieć, że na miejsce zbiórki dotarły praktycznie w rekordowym czasie. Miały nawet już wysiąść, ale po raz kolejny Gabrieli zebrało się na rzucenie cringe’owym tekstem, który wywołał krótkie parsknięcie śmiechu u Lindberg. One dwie jednak mogły grać w tę grę.
Dlatego też, gdy tylko wysiadły to bezczelnie spuściła wzrok na pośladki przyjaciółki, aby ją obczaić zgodnie ze zwyczajem, a następnie klepnęła jeden z nich, przechodząc obok.
— Hej, mała — zaczęła, ignorując fakt, że Gabi była od niej wyższa o dobre dziesięć centymetrów. — Masz może majtki w planety? Bo masz dupę nie z tej Ziemi.
Jeszcze zobaczą, która okaże się większą królową podrywu i cesarzową flirtu. Na razie jednak musiały udać się do stoiska, gdzie znajdowali się organizatorzy, aby zgłosić swoją obecność na miejscu. Były już gotowe do walki i obronienia elfiego honoru. O ile tylko dostaną wpierw chwilę na przebranie się, aby wyglądać jak prawdziwe elfickie piękności.

Gabriela R. Blais
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”