ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor


Don't try to solve serious matters in the middle of the night.


Nie wyprowadził się, przynajmniej jeszcze nie. Sądził, że powinien, chociaż jeszcze o tym nie rozmawiali, a Brandon nadal przebywał w szpitalu. Lenny wiedział, że w końcu wróci i wtedy będą musieli porozmawiać o tym co dalej. Panicznie się tego bał i przez to w ogóle nie mógł spać. Albo chodził po domu jak duch, jak cień dawnego siebie, albo kręcił się w łóżku, w którymś niegdyś spał jak dziecko tuż przy ukochanym mężczyźnie. Teraz czuł tam tylko chłód, a pościel była nieprzyjemnie szorstko i nie pachniała już Branem, a kwiatowym płynem do płukania, który nic mu nie przypominał.
Wziął klucze, zarzucił na ramiona skórzaną kurtkę i opuścił dom, kierując się tam, gdzie go nogi poniosą. Nie miał planu, a dochodziła północ. Może znalazłby jakiś w miarę dobry bar albo klub i wypił coś na odwagę (a raczej jej brak) i spróbował zasnąć z umysłem spowitym mgłą. Nie miał jednak zbyt dużej motywacji, bo jak pomyślał o użeraniu się z innymi pijakami i byciem skacowanym następnego dnia, to jakoś mu się odechciewało. Przecież chciał odwiedzić Brandona, jak codziennie, więc chciał też zachować trzeźwy umysł.
Przechodził akurat obok zabytkowego kościoła. A może mówiło się katedra? Nie mógł sobie przypomnieć, o tej godzinie nie myślało się mu już najlepiej. A może chodziło o stres i ciężar wszystkiego, co stało się w ostatnich tygodniach? Sam już nie wiedział, ciągle miał mętlik w głowie. Nie mógł nawet pracować, co było w jego przypadku niesłychane i musiał wziąć wolne. Z tym nie było problemu, w końcu miał mały wypadek samochodowy, więc każdy to rozumiał i nikt nie zawracał mu dupy.
Zauważył, że drzwi są uchylone, a ze środka sączy się ciepłe, żółte światło. Skojarzyło mu się z bezpieczeństwem, więc spontanicznie skręcił i ruszył po schodach na górę, w stronę wejścia. Wnętrze było bardzo imponujące i chociaż chyba już tu kiedyś był, to znowu zrobiło na nim wrażenie. Uwielbiał stare, zabytkowe budynki, które miały do zaoferowania widoki, których raczej się już nie zapominało. Lenny lubił piękno, generalnie, zarówno w rzeczach, krajobrazach, architekturze, ale i w ludziach. Nie chodziło o to, aby obrazy były idealny, ale aby miały w sobie to coś
— Witam, szczęść boże — powiedział, widząc księdza, który krzątał się w środku. W ławkach siedziało kilka osób, głównie starszych, ale zauważył też młodą kobietę z grubym warkoczem ciemnych włosów, która klęczała i szeptała modlitwę. Przez chwilę ściskał w dłoni srebrny krzyżyk, który nosił raczej z przyzwyczajenia i sentymentu, bo nie był jakoś specjalnie religijny i na pewno nie chodził regularnie do kościoła. Z szacunku przeżegnał się po chwili i podszedł trochę nieśmiało do pierwszej ławki, gdzie powoli usiadł. Sam nie wiedział na co liczy, ale może bardziej na rozmowę, niż spędzenie czasu sam na sam w ciszy. To mógł robić w domu i od tego przecież uciekł.

Matteo Carissoni
26 y/o
For good luck!
190 cm
ksiądz St. Michael's Cathedral Basilica
Awatar użytkownika
do not fear, only believe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSzczęść Boże/Bóg zapłać
typ narracjikażdy
czas narracji3os
postać
autor

Matteo akurat poprawiał kilka świec przy jednym z bocznych ołtarzy, kiedy usłyszał ciche „szczęść Boże” dobiegające od strony wejścia. Zerknął przez ramię i uniósł lekko brwi. O tej godzinie spodziewał się raczej ciszy, ewentualnie kogoś, kto pomylił kościół z całodobową kawiarnią. Ale człowiek wszedł, przeżegnał się i usiadł, więc nie było powodu robić z tego większej sprawy. Jednakże wypadałoby zachować kulturę i przywitać osobę, którą widział pierwszy raz na oczy. Carissoni nie odpuściłby sobie takie czegoś, nawet jeśli godzina była jaka była!
- Szczęść Boże - odpowiedział po chwili, trochę głośniej, żeby tamten faktycznie go usłyszał.
Odłożył zapałki na parapet i jeszcze raz spojrzał na świece. Jedna z nich paliła się wyjątkowo krzywo. Matteo próbował ją poprawić, przycisnął delikatnie wosk do podstawki i przez moment przyglądał się efektowi. Wyglądało lepiej. O jakieś pięć procent.
- No. Teraz przynajmniej nie wygląda, jakby miała własne poglądy - mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż kogokolwiek innego.
Dopiero wtedy ruszył powoli w stronę pierwszych ławek. Nie miał zamiaru przeszkadzać ani robić klasycznego podejścia księdza pod tytułem „Witaj, zagubiona owieczko, co cię do mnie sprowadza?”. Sam pewnie uciekłby przed czymś takim szybciej niż większość ludzi. O dziwo o tej godzinie było nawet sporo wiernych, szczególnie ta panna z warkoczem, która przychodziła niemalże codziennie. Coś ją gryzło, ale nie wzbudzała chęci rozmowy. Miała inną misję.
Zatrzymał się kawałek dalej i oparł dłoń na oparciu jednej z ławek. Przez moment popatrzył na pustą nawę, potem na uchylone drzwi wejściowe, przez które wpadało chłodne nocne powietrze. Właściwie sam powinien już zamykać. Tyle że skoro ktoś wszedł, to jakoś głupio byłoby teraz wypraszać go tylko dlatego, że księdzu zrobiło się późno.
- Jakby co, nie zamykam jeszcze - rzucił w stronę osoby w pierwszej ławce. - Spokojnie.
Uśmiechnął się lekko i cofnął o krok, zostawiając mu przestrzeń. Nie wypytywał, nie przyglądał się przesadnie, nie próbował zgadywać, dlaczego ktoś pojawił się tutaj po północy. Ludzie mieli swoje powody. Czasem chcieli się pomodlić. Czasem po prostu potrzebowali miejsca, gdzie przez chwilę nikt niczego od nich nie chce. A może chciał pogadać z duchownym i zamienić nudę w pogawędkę przy mszalnym? Gdyby nie proboszcz to Matteo nawet mógłby się dać namówić, ale byli jednak w świątyni Ojca, więc nie ma szans na takie coś. Na plebanii... Cóż, tam mogłoby być inaczej. Co się dzieje na plebanii... zostaje na plebanii.
Matteo krążył przez kilka chwil koło Lennona i nie mógł wytrzymać. Usiadł koło niego, spokojnie, bez większego popisu. Poprawił mankiet koszuli i oparł się wygodniej. Przez chwilę siedział w ciszy, aż w końcu zerknął w stronę mężczyzny.
- I uprzedzam... - dodał z lekkim rozbawieniem. - Nie będę pytał, czy przyjąłeś Jezusa do swojego serca.
Kącik ust drgnął mu jeszcze raz.
- To byłoby trochę za dużo jak na pierwsze pięć minut.
Potem już zamilkł, pozwalając kościołowi znowu wypełnić się spokojem. Nie musiał prowadzić rozmowy za wszelką cenę. Jeśli tamten chciał coś powiedzieć, Matteo był obok. Jeśli nie - najwyraźniej tej nocy też było w porządku po prostu posiedzieć. Carissoni był taki, że lubił ludzi i rozmawiać z nimi. Godzina była jednak późna.

Podrobiony John Lennon
kotlet schabowy ale ledwie w panierce
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pierwsze kilka chwil było chyba najbardziej niezręcznych. Bogate wnętrze przytłaczało i Lennon czuł się coraz mniejszy. Wrażenie jednak w końcu zmalało i wyprostował się, chociaż jeszcze przez chwilę przyglądał się otoczeniu, głównie ołtarzowi w centralnej części, chwilę świecom, no i podobiźnie jezusa na krzyżu. To chyba zawsze robiło wrażenie i gdyby ludzie nie byli tak przyzwyczajeni, że to normalny widok, to może zaczęliby się zastanawiać czy nie jest zbyt makabryczny dla dzieci i osób wrażliwych.
Usłyszał cichy głos i przekręcił głowę, kierując wzrok na księdza i z bliska mógł lepiej mu się przyjrzeć. Uderzyło go, że był taki młody. Zazwyczaj można się było spodziewać, że księża są starsi, a przynajmniej często tak to właśnie ukazywano. Prowadzenie mszy, spowiedź. Młodość była zarezerwowana dla ministrantów albo chórzystów. Przynajmniej w jego skąpym pojmowaniu tego, jak działa kościół. Nigdy się tym przesadnie nie interesował.
Zauważył, że mężczyzna kręci się trochę bez większego celu, jakby nie wiedział czym wypełnić sobie pozostały czas. Nie domyślił się, że ten chciałby może już zamknąć, raczej dorobił teorię, że może nie ma ochoty jeszcze wracać do pustego łóżka, co akurat by ich w tym łączyło. Co prawda Lenny jeszcze do niedawna łóżko z kimś dzielił, za to ksiądz pewnie nie. W końcu życie w celibacie łączyło się z samotnością i to akurat teoretycznie miało być niezmienne. Nie do końca jednak mógł to sobie wyobrazić, on by się na coś takiego nigdy nie skazał.
Kiedy zauważył, że ten się zbliża opuścił wzrok, żeby nie było, że się na niego gapi, ale gdy tylko usłyszał głos, znowu na niego zerknął i z lekkim uśmiechem skinął głową. Nie był pewien dlaczego trochę go to rozbawiło. Może chodziło o sposób, w jaki zapewnił, że jeszcze nie zamyka, chociaż przecież nikt go o to nie pytał ani nie wyrażał o to obaw. Z drugiej strony wydało mu się to bardzo sympatyczne. Na pewno lepsze to, niż gdyby miał zerkać z pogardą, przepełniony wyższością albo marudzić, że ludzie dalej siedzą, a on chciałby iść już spać.
Na chwilę znowu pogrążył się we własnych myślach, bijąc się z nimi i zastanawiając czy zagadać do kogoś, na przykład do samego księdza, a jeżeli tak, to co powiedzieć i jak to powiedzieć. Może rozsądniej byłoby zwrócić się następnego dnia do jakiegoś psychologa, zamiast zrzucać na księdza problemy. Tym bardziej, że potrzebował wysłuchania i rady, a nie rozgrzeszenia.
Po chwili jednak jego rozmyślania zostały przerwane, bo zauważył, że ksiądz siada obok niego. Może potrafił czytać w myślach? Oby nie. Powoli przekręcił trochę głowę i zerknął na niego kątem oka, zastanawiając się czy z konkretnego powodu wybrał akurat miejsce obok niego, bo narazie jeszcze nic nie powiedział. Może to Lennon powinien się odezwać pierwszy? Okazało się, że jednak nie.
Tym razem jego słowa rozbawiły go jeszcze bardziej i nie potrafił się powstrzymać nie tylko przed uśmiechem, ale ostatnie parsknął jeszcze krótkim śmiechem, starając się, żeby nie był za głośny. Ksiądz z dystansem i poczuciem humoru. Chyba nie mógł trafić lepiej? Nie był pewien, nie znał wielu księży. W końcu krótko odchrząknął i potarł palcami czoło, idąc powoli w stronę udzielenia odpowiedzi.
— Nie wiem czy mam tam jeszcze miejsce dla kogokolwiek — odpowiedział w końcu trochę ważąc słowa i decydując się na udzielenie bardziej poważnej i prawdziwej odpowiedzi. — Proszę księdza — dodał zaraz, podkreślając, że ma do niego szacunek, bo wpajany mu przez rodzinę respekt przed kościołem trochę w nim osiadł. Jego matka i babka były bardzo wierzące i praktykujące, chociaż nie wywierały presji, aby ktokolwiek inny szedł koniecznie w ich ślady.

księżu!
26 y/o
For good luck!
190 cm
ksiądz St. Michael's Cathedral Basilica
Awatar użytkownika
do not fear, only believe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSzczęść Boże/Bóg zapłać
typ narracjikażdy
czas narracji3os
postać
autor

Matteo zerknął na niego z wyraźnym rozbawieniem, a kącik ust powędrował mu nieco wyżej. No proszę, a już myślał, że będzie musiał sam ciągnąć rozmowę, co przy jego naturalnej skłonności do gadania mogło się skończyć na tym, że za pięć minut opowiedziałby nieznajomemu historię swojego życia, a za dziesięć przeszedł do wyjaśniania, dlaczego nie należy łamać spaghetti przed gotowaniem. Albo dlaczego prowadzi kanał na YT, i dlaczego akurat odpisuje hejterom. Nie żeby miał coś przeciwko rozmowom, wręcz przeciwnie. Czasem tylko trzeba było pilnować, żeby nie zagadać człowieka na śmierć.
- Spokojnie, nie będę robił kontroli miejsc - odparł, unosząc dłonie w geście niewinności. - Nie mam przy sobie ani kwitów, ani listy obecności. Zresztą, gdybym miał decydować, kto może mieć miejsce w sercu, a kto nie, to chyba musiałbym najpierw sam ze sobą porozmawiać. A przydałoby się...
Uśmiechnął się pod nosem i wygodniej oparł plecy o ławkę. Spojrzał na sufit, wlepiając oczy w jakieś malowidło aniołka. Nie próbował od razu zaglądać rozmówcy w oczy ani wyciągać z niego kolejnych zdań. Wystarczyło, że odpowiedział. Czasem ludzie potrzebowali trochę czasu, żeby oswoić się z samym faktem, że ktoś obok nich siedzi i nie zamierza niczego wymuszać. Matteo znał to z własnego doświadczenia - nie każdy, kto przychodził do kościoła, miał gotową modlitwę, jasny cel albo choćby pojęcie, co właściwie chciał tu znaleźć.
- A tak między nami, nie musisz mi mówić „proszę księdza” za każdym razem. Matteo wystarczy. No, chyba że coś przeskrobiesz, wtedy pełna forma może się przydać - dodał z rozbrajającą powagą, która niezbyt pasowała do błysku w jego oczach.
Przez moment spojrzał w stronę ołtarza. Światło świec drgało delikatnie, a ogromne wnętrze zdawało się pochłaniać nawet najcichsze dźwięki. Lubił tę porę. Za dnia wszystko miało swoje miejsce, swój rytm i swoje obowiązki, a nocą kościół stawał się po prostu przestrzenią, w której można było na chwilę odetchnąć. Bez pośpiechu, bez konieczności udawania, że wszystko jest w porządku.
- Wiesz, nie musisz mieć przygotowanego powodu, żeby tu siedzieć - powiedział po chwili, już trochę ciszej, ale nadal swobodnie. - Nie trzeba być szczególnie religijnym, znać wszystkich modlitw ani nawet wiedzieć, co się właściwie robi w takim miejscu. Czasem człowiek po prostu potrzebuje usiąść gdzieś, gdzie nikt nie będzie mu zawracał głowy.
Tak jak teraz, prawda panie Carissoni? Zawracasz dupę. Przesunął dłonią po drewnianym oparciu ławki, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że przecież wciąż siedzi obok zupełnie obcego człowieka. I że ten człowiek wcale nie musi mieć ochoty zwierzać się księdzu poznanemu o tak absurdalnej porze. Matteo nie zamierzał go do tego zachęcać na siłę.
- Jeśli jednak masz ochotę pogadać, to też nie ma problemu. Nie obiecuję, że będę miał odpowiedź na wszystko. Właściwie to byłoby trochę podejrzane, gdybym miał - parsknął cicho. - Ale słuchać potrafię. Zazwyczaj nawet bez przerywania, chociaż moja rodzina mogłaby mieć na ten temat inne zdanie.
Spojrzał na niego z łagodnym uśmiechem, bez tej charakterystycznej dla niektórych ludzi miny, która mówiła, że już wiedzą lepiej, co powinien zrobić ktoś inny. Nie znał jego historii i nie miał zamiaru udawać, że zna. Na razie wystarczało mu, że obaj siedzieli w nocnej ciszy, a rozmowa - choć trochę nieporadna - jakoś sama znalazła sobie początek.

dżony kalesony
kotlet schabowy ale ledwie w panierce
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Siedział tu tak krótko, że nawet nie był jeszcze w stanie powiedzieć czy drewniana ławka była wygodna, czy może wręcz przeciwnie. Chociaż… na ile mogłaby być? Ludzie wytrzymywali na nich godzinę i wracali do domów, żeby posadzić tyłek na miękkim siedzisku kanapy. Pewnie gdyby siedzieli na twardym dłużej, to zwyczajnie stałoby się to nie do wytrzymania. Może właśnie tak miało być? Gdyby w kościele postawili szereg wygodnych foteli, jak w kinie, to być może większość wiernych przestałaby traktować to na poważnie. W końcu msze to nie rozrywka, przynajmniej dla wierzących, bo osoby niereligijne pewnie miałyby na ten temat inne zdanie.
Za jego plecami, gdzieś w oddali, rozległ się odgłos suchego kaszlu, a potem chrząknięcie i znowu nastała cisza. Odgłos jednak poniosło echo, co było charakterystyczne dla tak dużych powierzchni. To ciekawe, że dźwięk był tak charakterystyczny, że nie trzeba się było długo zastanawiać skąd pochodził. Bywał na mszach jako dziecko, pewnych rzeczy zdąży się nauczyć i to zostało z nim aż do teraz.
Nie przywykł jednak do młodych, gadatliwych księży i ten dźwięk tutaj nie pasował, co było niezwykle osobliwe, bo przecież głos zdecydowanie należał do księdza, a kto pasuje do kościoła lepiej, niż duchowny? Nie uważał tego jednak za coś negatywnego, właściwie całkiem przyjemnie się go słuchało. Poza tym był nawet zabawny, co pozwoliło się Lenny’emu rozluźnić. Odetchnął powoli i głęboko, a potem przesunął językiem po wargach i ułożył obie dłonie na ławce, przy swoich udach, po czym lekko się pochylił i na nich oparł, przekręcając nieznacznie głowę tak, aby wzrok skierować na mówiącego do niego księdza.
Patrzył łagodnie, z zainteresowaniem, nie tylko słuchając barwy jego głosu, ale i skupiając się na każdym słowie, a jednocześnie bez skrępowania oceniając wygląd mężczyzny. Chyba dalej był pod jakiegoś rodzaju wrażeniem, że ktoś taki jest księdzem. Takie rzeczy widywał chyba tylko w filmach.
— W porządku, Matteo — odparł, kiedy ten mu się przedstawił. Może nawet lepiej, że mógł mówić mu po imieniu, zrobiło się jeszcze swobodniej, co sprzyjało jego chęci rozmowy. Oprócz tego ksiądz naprawdę dużo mówił, a im więcej słów wypowiadał, tym Lennon nabierał więcej odwagi na zwierzanie się. Zaśmiał się krótko na jego ostatnią informację i krótko odchrząknął.
— Chyba jestem tu właśnie dlatego, że coś przeskrobałem — przyznał w końcu i skrzywił się lekko, zerkając na chwilę gdzieś w stronę ołtarza. — Co miałeś na myśli z tym decydowaniem o tym, kto może mieć miejsce w sercu? — zapytał nagle, bo z jakiegoś powodu dosyć mocno go to zaciekawiło. Można było mieć miejsce dla wielu osób? Nie był pewien, wydawało mu się, że u niego ledwo mieści się jedna i to taka, która nawet nie pamięta, że się tam znalazła.
Przygryzł policzek wewnątrz ust, co robił zazwyczaj wtedy, kiedy się zamyślił, co chyba zdarzało mu się dosyć często, szczególnie ostatnio. Chyba najwyższy czas zrzucić na kogoś ciężar i może powinien był na lekarza, ale księża w pewnym sensie leczyli dusze, prawda? Tak coś mu się kojarzyło. Chłód nocy wślizgiwał się przez szpary w dużych drzwiach i ciągnął od ścian, a starsza kobieta kilka rzędów za nimi znowu zakaszlała.

Matteo Carissoni
26 y/o
For good luck!
190 cm
ksiądz St. Michael's Cathedral Basilica
Awatar użytkownika
do not fear, only believe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSzczęść Boże/Bóg zapłać
typ narracjikażdy
czas narracji3os
postać
autor

Matteo odwrócił głowę w jego stronę, a na jego twarzy pojawił się uśmiech, w którym trudno było doszukać się prawdziwego zgorszenia.
- Mam rozumieć, że powinienem już przygotować notes, wezwać proboszcza i sprawdzić, czy mamy odpowiedni formularz na takie przypadki?
Pokręcił głową, rozbawiony własnym pomysłem, po czym oparł łokieć o krawędź ławki. Oczywiście, że nie zamierzał przesłuchiwać nieznajomego. Ludzie mówili różne rzeczy, czasem żartowali, czasem rzucali jedno zdanie, za którym stało coś znacznie większego, a czasem po prostu chcieli zobaczyć, jak rozmówca zareaguje. Matteo nie miał pojęcia, z czym przychodził Lennon, i wolał nie bawić się w jasnowidza. Zresztą, gdyby miał zgadywać cudze problemy na podstawie miny, pewnie już dawno powinien zmienić zawód na wróżbitę. A tego raczej nie przewidywała żadna ścieżka jego kariery.
Pytanie o miejsce w sercu wyraźnie go jednak zatrzymało. Matteo uniósł wzrok ku sklepieniu, jakby odpowiedź mogła być wypisana na którymś z malowideł, po czym przesunął językiem po wewnętrznej stronie policzka. Sam nie był pewien, czy powinien odpowiedzieć żartem, czy spróbować powiedzieć coś mądrzejszego. Z tym drugim bywało różnie, szczególnie kiedy rozmowa schodziła na sprawy, w których nawet księża nie mieli instrukcji obsługi.
- Wiesz co? Chyba to, że czasem człowiek próbuje upchnąć w sobie za dużo. Albo za bardzo stara się zrobić miejsce dla kogoś, kto już dawno powinien sam zdecydować, czy chce w nim być. - wzruszył lekko ramionami, nie spuszczając wzroku z malowideł. - A czasami z kolei wydaje mu się, że skoro ktoś już tam jest, to nie ma prawa pojawić się nikt inny. Jakby serce miało limit miejsc, jak autobus w godzinach szczytu.
Parsknął cicho na własne porównanie i pokręcił głową.
- Chociaż akurat w autobusie czasem faktycznie nie ma gdzie wcisnąć nawet palca, więc może to nie był najlepszy przykład.
Przez chwilę bawił się mankietem koszuli, wygładzając materiał, który wcale tego nie potrzebował. Nie chciał, żeby jego słowa zabrzmiały jak gotowa recepta na życie. Sam miał przecież wystarczająco dużo spraw (dalej czasem myślał o Francesce), których nie potrafił sobie poukładać, a mimo to siedział tutaj i próbował udawać, że potrafi sensownie wyjaśnić działanie ludzkiego serca. Zabawne, jak często ludzie oczekiwali od księdza odpowiedzi na pytania, na które nawet oni sami nie potrafili odpowiedzieć.
- Ale to tylko moje zdanie. Nie jestem specjalistą od cudzych serc. Własne czasem doprowadza mnie do takiego stanu, że najchętniej oddałbym je do reklamacji.
Uśmiechnął się krzywo, po czym na moment zamilkł. Gdzieś za nimi starsza kobieta ponownie zakaszlała. Matteo odruchowo obejrzał się przez ramię, sprawdzając, czy wszystko z nią w porządku, ale nie chciał robić wokół tego zamieszania. Wrócił spojrzeniem do Lennona i oparł się wygodniej o ławkę.
- A tak całkiem serio, nie musisz mi opowiadać niczego, na co nie masz ochoty. Ani udowadniać, że twoje problemy są wystarczająco poważne, żeby zasługiwały na uwagę. - mówił już spokojniej, choć nadal bez tej przesadnej powagi, która potrafiła zamienić zwykłą rozmowę w przemówienie. - Czasami człowiek coś przeskrobie, a czasami po prostu życie robi mu taki bałagan, że sam nie wie, od czego zacząć sprzątanie. Jedno i drugie potrafi dać w kość.
Przekręcił głowę, przyglądając mu się przez krótką chwilę. Nie próbował wyczytać z jego twarzy żadnych tajemnic ani zgadywać, kto zajmował to wspomniane miejsce w sercu. Był zwyczajnie ciekaw, ale wiedział też, że ciekawość nie dawała mu prawa do wszystkiego.
- Więc jak chcesz, możemy zacząć od tego, co przeskrobałeś. - kącik ust znów mu drgnął. - Obiecuję, że na razie nie będę oceniał.
Uśmiechnął się szerzej, dając mu chwilę na odpowiedź. Nie musieli przecież rozwiązać całego świata podczas jednej nocnej pogawędki w katedrze. Na początek wystarczyło, żeby Lennon poczuł, że może powiedzieć coś więcej, jeśli tylko zechce. Matteo był tutaj, czekał by jakoś pomóc rozmówcy. Chciał mu pomóc.


Lennon jeden co kocha Yoko Ono
kotlet schabowy ale ledwie w panierce
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. Michael's Cathedral Basilica”