ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
168 cm
organizatorka wyprzedaży majątkowych Afterglow Estate Sales
Awatar użytkownika
I've been wishing upon a star, as my universe falls apart
I feel so far from the sky, as my dreams are flying by
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracji-
postać
autor

#
1
Convinced there is no way out, my world is turned upside down
My sense of direction's been gone, for so long, for so long...

Przez sześć długich lat nieudolnie próbowała wmówić sobie, że pływanie już nic dla niej nie znaczy. Wszystkie swoje medale i nagrody z zawodów schowała głęboko w piwnicy gdy tylko doszła do siebie po wypadku, strój pływacki wyrzuciła przy okazji sprzątania rzeczy po Chloe, jeśli przypadkiem trafiała na jakąś sportową transmisję w telewizji, natychmiast przełączała na inny kanał a baseny i wszelkie inne zbiorniki wodne konsekwentnie omijała szerokim łukiem.
Aż do teraz.
Terapeuta wiele razy próbował rozmawiać z nią o powrocie do pływania i delikatnie sugerował jej, że to mógłby być dobry pierwszy krok w stronę stawienia czoła przeszłości, ale Andra za każdym razem starała się ucinać temat, twierdząc, że to nie jest dobry moment i że jeszcze nie jest na to gotowa. Im więcej jednak o tym myślała, tym bardziej zaczęło docierać do niej, że to tylko nędzna wymówka i że żaden magiczny dobry moment, na który tak strasznie czekała, może nigdy nie nadejść, dlatego, po wielu rozterkach i potężnej wewnętrznej walce z własnym umysłem, postanowiła przynajmniej spróbować. Skoro po tylu latach udało jej się przełamać lęk przed prowadzeniem samochodu, to chyba nie istniała już dla niej żadna rzecz nie do pokonania.
Wbrew temu, przy czym jeszcze do niedawna tak bardzo się upierała, cholernie brakowało jej pływania - uświadomiła to sobie w momencie, w którym po raz pierwszy od lat zanurzyła się w basenie. Woda, otaczająca jej ciało oraz wszechobecny zapach chloru przywodziły jej na myśl wspomnienia, które, wydawałoby się, wyparła dawno temu; niemal w jednej chwili wróciło do niej wszystko, od czego tak usilnie próbowała uciec. Poczuła tęsknotę za dawnym życiem, tak bolesną i przeszywającą, że nie potrafiła powstrzymać kilku pojedynczych łez - bogu dzięki, że i tak miała mokrą twarz, dzięki czemu nie wzbudziła zbędnej sensacji.
Każdy kolejny raz okazywał się nieco łatwiejszy. Świadomość, że już nigdy nie odzyska tego, co straciła, wciąż była potwornie bolesna, ale starała się z tym walczyć i skupiać się na pozytywach... bo przecież, bądź co bądź, wciąż mogła robić to, co kochała, nawet, jeśli już nie zawodowo. Mogło być o wiele gorzej, obiektywnie miała całkiem sporo szczęścia, że uszkodziła tylko jeden nerw a nie, na przykład, została całkowicie sparaliżowana. Miała nadzieję, że jeśli powtórzy to sobie w myślach wystarczającą ilość razy, to kiedyś w końcu będzie w stanie w to uwierzyć.
Przychodziła tu głównie wieczorami, kiedy ludzi było zdecydowanie mniej niż w ciągu dnia. Zdecydowała się nawet wykupić stały karnet, skoro już i tak bywała tutaj regularnie. Odłożyła rzeczy do szafki, przebrała się w kostium i ruszyła w stronę pływalni - powoli i ostrożnie, uważając, żeby przypadkiem się nie poślizgnąć. Miała ograniczone zaufanie do swojej uszkodzonej nogi i choć zaakceptowanie swoich ograniczeń również przychodziło jej z wielkim trudem, nauczyła się już, że lepiej ich nie ignorować. Z podobną ostrożnością potraktowała schodzenie po drabince - w zeszłym tygodniu, podczas zejścia do wody, omsknęła jej się noga, przez co wpadła do basenu, uderzając szczęką w szczebel drabinki. Wolała oszczędzić sobie dzisiaj powtórki z rozrywki.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
metagaming, posty wygenerowane przez AI
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

081.
Ostatnie tygodnie były koszmarne, ale o dziwo Teddy odkryła w sobie ogromne pokłady siły, których wcześniej zupełnie się po sobie nie spodziewała. Chyba najbardziej bolała ją utrata wieloletniej przyjaźni. Trudno było tak po prostu pogodzić się z tym, że ktoś, kto przez tyle czasu był częścią jej życia, nagle przestał nią być. Nie mogła jednak usiąść na kanapie i bez końca użalać się nad własnym losem. Była przecież ponad to. Płakała tylko trzy razy, co uważała za całkiem niezły wynik, biorąc pod uwagę cały ten syf, a potem do akcji wkroczyli przyjaciele. Jett okazał się największym i najbardziej nieocenionym wsparciem. Darling nie miała pojęcia, co by bez niego zrobiła i chyba nawet nie chciała się nad tym zastanawiać. Wiele zawdzięczała również pozostałym chłopakom z jednostki oraz Bunny, która uznała, że pozwolenie jej na siedzenie w domu i roztrząsanie wszystkiego w nieskończoność byłoby najgorszym możliwym pomysłem. I pewnie miała rację.
Z czasem wszystko w końcu ucichło. Emocje opadły, codzienność wróciła na swoje miejsce, a strażaczka odzyskała spokój. Przestała analizować każdą rozmowę i zastanawiać się, co mogła zrobić inaczej. Nie miało to już większego sensu. Zamiast tego rzuciła się w wir pracy, a wolne chwile zaczęła wykorzystywać na sport. I - co chyba najważniejsze - zamiast uciekać w używki - uciekła w sport. Siłownia, koszykówka, nawet basen - wszystko to pomagało jej pozbyć się nagromadzonej negatywnej energii.
Po wyjściu z szatni od razu zajęła jeden z wolnych torów, z zamiarem przepłynięcia kilkudziesięciu długości. Czuła ogromną potrzebę, żeby porządnie się zmęczyć. Nieważne, że dopiero co skończyła dwudziestoczterogodzinną zmianę i rozsądny człowiek pewnie wolałby w tej sytuacji wrócić do domu. Teddy była jednak na takim etapie, że nic nie mogło jej powstrzymać. Choćby skały srały, a mury pękały, zamierzała dawać z siebie wszystko. Sto procent, a najlepiej sto trzydzieści! Czy mierzyła siły na zamiary? Niekoniecznie. Właściwie to ostatnio miała z tym pewien problem, ale przynajmniej znajdowała sobie zajęcia, które pozwalały jej przestać myśleć o tym, co ostatnio zaprzątało jej głowę.
Niestety, organizm niekoniecznie podzielał jej entuzjazm. Przy którejś długości Darling zaczęła tracić tempo, a mięśnie powoli przypominały jej, że nie są zrobione z tytanu. A szkoda. Najpierw przeszła do pływania na plecach, próbując złapać równy oddech, a potem postanowiła dobić do końca toru nurkiem. W teorii całkiem niezły pomysł. W praktyce skończyło się na tym, że zamiast elegancko wybić się w kierunku ściany, odbiła się od czegoś miękkiego. Cudzy brzuch? A może pierś? Najpewniej pierś.
Wynurzyła się z wody i gwałtownie zaczerpnęła powietrza. Podciągnęła okulary na czoło i przetarła twarz równie mokrą dłonią. Zamrugała kilkakrotnie, wciąż próbując zrozumieć, co właściwie się wydarzyło, aż w końcu dostrzegła przed sobą znajomą twarz.
— O! — wyrwało jej się, kiedy zastygła w miejscu z miną skretyniałego karpia. — Cześć, Andra — dodała wreszcie, już odrobinę bardziej elokwentnie. — Przysięgam, że nie mam w zwyczaju tak taranować ludzi — zapewniła ją z przepraszającym uśmiechem, chwytając się krawędzi basenu.
Z Andrą łączyła ją długa historia. Znały się właściwie od dziecka, a wszystko to za sprawą ich rodziców, bo Darlingowie utrzymywali z Bellerose'ami bardzo ciepłe kontakty. Później chodziły do jednej szkoły, aż w końcu ich drogi się rozeszły, kiedy rodzina Andry przeprowadziła się do Stanów. Przez długi czas pozostawały więc dla siebie kimś, kto należał do przeszłości, ale nie zniknął z pamięci całkowicie. A potem spotkały się ponownie w okolicznościach, których Teddy nie życzyłaby nawet największemu wrogowi.
Jednostka Darling uczestniczyła w akcji ratunkowej, podczas której zginęła żona Bellerose. To wydarzenie mocno odbiło się również na samej strażaczce. Niewiele mogła zrobić, ale mogła być obok. Regularnie zaglądała do szpitala i sprawdzała, czy z Andrą wszystko w porządku. Starała się wspierać ją w tych cholernie trudnych chwilach. Nie zawsze wiedziała, co powiedzieć, ale przynajmniej nie udawała, że nic się nie wydarzyło. Później obie wróciły do swoich spraw, a kontakt utrzymywały głównie przez wiadomości. Co jakiś czas pisały do siebie, próbowały umówić się na spotkanie, ale jakoś ciągle nie potrafiły zgrać terminów. Aż do dzisiaj, kiedy los postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i dosłownie wepchnął Teddy w cycek kobiety.
— Wyglądasz... dobrze. Dobrze wyglądasz. Serio. Czyli faktycznie wróciłaś do pływania — zauważyła, przeczesując mokre włosy do tyłu. Dlaczego miałaby nie wrócić? Przecież wspominała o tym w którejś wiadomości tekstowej. Teddy wychodziła teraz na niedowiarka. Albo na jakąś idiotkę.

Andra Bellerose
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
For good luck!
168 cm
organizatorka wyprzedaży majątkowych Afterglow Estate Sales
Awatar użytkownika
I've been wishing upon a star, as my universe falls apart
I feel so far from the sky, as my dreams are flying by
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracji-
postać
autor

Przychodząc na basen zwykle starała się ignorować wszystkich ludzi wokół i wyobrażać sobie, że nie ma tu nikogo poza nią. Obcy ludzie, którzy potencjalnie mogliby ją obserwować, wprawiali ją w dyskomfort i nawet nie do końca potrafiła powiedzieć, dlaczego. Z racjonalnego punktu widzenia, to było totalnie bez sensu - doskonale wiedziała, że nikt prawdopodobnie nawet jej nie kojarzy, nikt nie wie o jej wcześniejszych osiągnięciach ani tym bardziej nie zdaje sobie sprawy, jaki regres nastąpił przez ostatnie lata w jej kondycji, ale mimo to nie potrafiła przestać porównywać się do osoby, którą była, kiedy jeszcze trenowała zawodowo i czuła się żałośnie na myśl, że już nigdy nie będzie w stanie wrócić do dawnej formy. Problem istniał więc tylko i wyłącznie w jej głowie, ale i tak na wszelki wypadek wolała udawać, że jest na basenie sama.
Pewnie właśnie dlatego nie zauważyła znajomej twarzy, kiedy wpłynęła na tor i zaczęła szybką, nieco niezgrabną (przeklęta noga!) rozgrzewkę.
Właśnie przymierzała się do przepłynięcia pierwszej długości, kiedy nagle coś z impetem uderzyło w jej pierś, na krótką chwilę pozbawiając ją równowagi. Zahwiała się zaskoczona, zamachała rękami, próbując złapać pion, ale ostatecznie i tak skończyła z twarzą w wodzie. Wynurzyła się błyskawicznie, otarła twarz i nim zdążyła zastanowić się, co się stało, ujrzała przed sobą znajomą postać.
— Teddy! No proszę, jaka niespodzianka. — Darling była chyba ostatnią osobą, którą spodziewałaby się dzisiaj spotkać, ale naprawdę ucieszyła się na jej widok - do tego stopnia, że niemal w jednej sekundzie zdołała zapomnieć o widowiskowej utracie równowagi sprzed chwili. Kiedyś były naprawdę dobrymi przyjaciółkami, Andra zawsze z sentymentem wracała do czasów ich wspólnych szkolnych lat i żałowała, że po szkole ich drogi nieco się rozjechały. Okoliczności, w których ponownie spotkały się po latach były dla niej traumatyczne, ale w tym całym nieszczęściu doceniała, że Teddy ponownie pojawiła się w jej życiu i starała się być dla niej wsparciem, kiedy najbardziej tego potrzebowała.
Od dłuższego czasu próbowały umówić się na spotkanie, ale do tej pory jakoś ciężko było im się zgrać. Andra zdawała sobie sprawę, że to głównie z jej winy - była zawalona obowiązkami związanymi z firmą a jej ograniczona bateria społeczna sprawiała, że wolne dni najchętniej spędzała zamknięta w domu, leżąc na kanapie, z jedzeniem na wynos i ukochanym psem na kolanach. Wiedziała, że taki tryb życia na dłuższą metę jej nie służy, ale w ostatnim czasie naprawdę brakowało jej siły na dodatkowe socjalizowanie się.
— Mogłaś pisać, że też pływasz, zgadałybyśmy się wcześniej. — Mimo zmęczenia ludźmi, akurat na towarzystwo do pływania by nie narzekała. Kto wie, może powrót do pasji sprzed wypadku byłby nieco łatwiejszy, gdyby nie musiała mierzyć się z tym w pojedynkę? Jej terapeuta prawdopodobnie miałby na ten temat odmienne zdanie, bo od samego początku dawał jej do zrozumienia, że pewne rzeczy powinna przepracować sama, ale Andra nawet nie próbowała ukrywać, że czasami z premedytacją postępowała wbrew jego zaleceniom, jeśli wydawało jej się, że ona wie lepiej.
— Dziękuję, to miłe. — Szczerze uśmiechnęła się na komplement, bo nie pamiętała już, kiedy ostatnio jakiś dostała. Odzwyczaiła się od słuchania miłych rzeczy na swój temat... albo zwyczajnie ich nie dostrzegła, bo podświadomie wychodziła z założenia, że wszelkie komplementy to próba litowania się nad nią. — Zwykle słyszę, że wyglądam, jakbym za mało spała — powiedziała, wywracając oczami. Wiedziała, że znajomi zarzucają ją tego typu komentarzami z czystej troski, bo w rzeczy samej, niepokojąco często wyglądała na okrutnie przemęczoną a jej problemy ze snem nie były wśród jej najbliższych żadną tajemnicą. Z jednej strony, doceniała troskę, z drugiej, uważała ją za absolutnie zbędną, bo przecież leki nasenne oraz dzień czy dwa wolnego zwykle rozwiązywały problem.
— Ano, wróciłam. To już nie jest to samo, ale... — zawiesiła się na moment, próbując odsunąć od siebie żal, że to już nie jest sport zawodowy oraz że ogranicza ją jej własne ciało i odszukać w głowie wszystkie te pozytywy, które jej terapeuta jakimś cudem zdołał wyciągnąć z niej na ostatnim spotkaniu. — ...ale chyba mi tego brakowało. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo — dokończyła po chwili tą niezbyt przełomową myślą. Chyba nie potrafiła zdobyć się w tym momencie na nic bardziej wyszukanego. — Co tam u ciebie? — zagadnęła, bo minęło juz trochę czasu odkąd ostatni raz pisały i była ciekawa, co dzieje się w życiu koleżanki.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
metagaming, posty wygenerowane przez AI
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Boże, przez własną nieuwagę prawie utopiłaby Andrę! Wynurzyły się praktycznie w tym samym momencie i Teddy nawet nie miała jak jej podtrzymać, chociaż odruchowo wyciągnęła rękę w jej stronę. Całe szczęście Bellerose poradziła sobie bez jej marnej pomocy. I chyba nawet nie była na nią zła za ten niefortunny wypadek, co strażaczka przyjęła z ogromną wdzięcznością. Naprawdę nie chciała mieć nikogo na sumieniu, a już na pewno nie przez coś tak głupiego.
Szczerze mówiąc, nie spodziewała się spotkać Bellerose na basenie. Ale w ogóle nigdzie. Nie widziały się... bardzo długo. Niby wymieniały wiadomości i obserwowały się w mediach społecznościowych, od czasu do czasu reagowały na swoje zdjęcia czy rzucały jakiś komentarz, a przy okazji cały czas zarzekały się, że muszą się w końcu zobaczyć. Tyle że były to słowa rzucane raczej z grzeczności niż faktycznie poparte jakimikolwiek działaniami. Każda miała swoje życie, obowiązki i milion powodów, żeby przełożyć spotkanie na kolejny tydzień. A potem mijał kolejny tydzień, miesiąc, aż w końcu Teddy zorientowała się, że od ostatniej rozmowy twarzą w twarz minęło tyle czasu, że właściwie nie wiedziała, co naprawdę słychać u dawnej przyjaciółki. Nie miała o to do Andry pretensji. Sama przecież nie była mistrzynią podtrzymywania kontaktów, więc jeśli już miała komuś coś zarzucać, powinna zacząć od siebie.
— Nie pływam — wypaliła od razu. — To znaczy, teraz tak, ale ogólnie raczej nie. Częściej wybieram siłownię — sprostowała, nie do końca wiedząc, dlaczego tego dnia wybrała akurat basen. Chyba stwierdziła, że jest woda jest dobra na pospinane mięśnie. — Obiecuję, że następnym razem dam znać — zapewniła z uśmiechem, odgarniając z twarzy mokre pasmo, które przykleiło jej się do czoła.
Może to był dobry moment, żeby odnowić kontakt? Jak nie teraz, to kiedy? Darling musiała w końcu przestać odwlekać wszystko na później, które finalnie nigdy nie nadchodziło.
Przyjrzała się twarzy Andry, ale nie dostrzegła na niej śladów zmęczenia. Co prawda nie miała takiego porównania jak jej bliscy, którzy zapewne zauważyliby nawet najmniejszą zmianę w jej wyglądzie, ale według Teddy Bellerose naprawdę prezentowała się bardzo dobrze. Nie wyglądała na kogoś, kto od kilku nocy przewraca się z boku na bok i próbuje przekonać własny organizm, że cztery godziny snu to przecież prawie sześć.
— A mało sypiasz? — zapytała z nieukrywaną troską w głosie. Jakby nie patrzeć, sport był rewelacyjnym sposobem, żeby się zmęczyć. Na Teddy to działało, chociaż najpierw, wraz z endorfinami, przychodziło pobudzenie. Wtedy miała wrażenie, że mogłaby przebiec jeszcze kilka kilometrów, zrobić dodatkowy trening, a potem wrócić do domu i posprzątać cały loft. Dopiero później wszystko z niej schodziło. Podobnie było po trudnej, wyczerpującej akcji, kiedy wracała ze zmiany z przekonaniem, że tej nocy nie zmruży oka, bo w głowie wciąż odtwarzała wszystkie wydarzenia. Zazwyczaj wystarczyło jednak, że przyłożyła głowę do poduszki, a odpływała, zanim zdążyła wygodnie się ułożyć.
Uśmiechnęła się, słysząc, że Andra wróciła do pływania. Mogła jedynie przypuszczać, że nijak miało się to do zawodowego sportu, ale najważniejsze, że Bellerose znów robiła to, co tak bardzo kochała. Nie musiała przecież od razu udowadniać komukolwiek, że dalej potrafi osiągać świetne wyniki. Jeśli pływanie sprawiało jej przyjemność i pozwalało poczuć się lepiej, to już samo w sobie było wystarczającym powodem, żeby wskoczyć do wody.
— Hej, jak brakuje ci rywalizacji, to zawsze mogę się z tobą zmierzyć. Ostrzegam lojalnie, że nie pływam tak dobrze, jak ty, więc to będzie trochę jak zabranie dziecku lizaka. Ale nie chcę, żebyś dawała mi fory — zażartowała, absolutnie nie oczekując, że Bellerose da jej jakiekolwiek fory.
Na pytanie, co u niej, zacisnęła usta w wąską linię. Niespecjalnie chciała wspominać o swoich niepowodzeniach. Nie dlatego, że miała coś do ukrycia, broń boże! Po prostu nie chciała być już dłużej smutna. Ostatnie tygodnie przyniosły jej wystarczająco dużo powodów do rozmyślać. I to nie tak, że przestało jej zależeć. Po prostu nie dało się wiecznie rozdrapywać tych samych ran i oczekiwać, że w końcu przestaną boleć.
— Zawodowo bez zmian. Dużo pracuję, ale to akurat nic nowego. Prywatnie miałam trochę perypetii, ale już jest w porządku. No wiesz, bywało lepiej, ale bywało też znacznie gorzej — rzuciła wesoło, jak na typowego golden retrievera przystało. Nigdy nie miała w zwyczaju użalać się nad sobą dłużej, niż było to konieczne. Oczywiście miewała słabsze momenty, ale potrafiła wyciągnąć z nich wnioski, a to przecież najważniejsze!

Andra Bellerose
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
For good luck!
168 cm
organizatorka wyprzedaży majątkowych Afterglow Estate Sales
Awatar użytkownika
I've been wishing upon a star, as my universe falls apart
I feel so far from the sky, as my dreams are flying by
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracji-
postać
autor

Podtrzymywanie relacji nigdy nie było jej mocną stroną, nawet przed wypadkiem - najlepszym przykładem były chociażby jej stosunki z najbliższą rodziną. Do tej pory nie udało jej się odbudować tego, co zatarło się między nimi, kiedy jej rodzice wraz z rodzeństwem wyemigrowali do Stanów, zostawiając ją pod opieką dziadków. Wiedziała, że nie może mieć do nich pretensji, w końcu ojciec dostał bardzo dobrą ofertę pracy i nie było niczym dziwnym, że chciał to wykorzystać, pozostanie w Toronto było natomiast jej własnym wyborem i świadomie (na tyle, na ile świadomie kilkunastoletnie dziecko może podejmować tak poważne decyzje) zdecydowała się na sportowy rozwój w znajomym środowisku kosztem życia z dala od rodziny... a jednak, ta egoistyczna część jej osobowości, do której Andra wolała się nie przyznawać, wciąż nosiła w sobie żal i nie umiała wyzbyć się myśli, że rodzina ją porzuciła. W związku z tym nawet nie starała się podtrzymywać relacji na odległość, preferując skupienie się na ludziach, których realnie miała w swoim najbliższym otoczeniu.
— Trzymam za słowo. W ramach rewanżu mogę potowarzyszyć ci kiedyś na siłowni — zaproponowała, uznając pod wpływem chwili, że być może to dobra okazja, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu i zacząć spędzać więcej wolnego czasu poza domem. Możliwe, że w kryzysowym momencie jednak jej się odwidzi i pożałuje tej decyzji, ale w tej chwili nie zamierzała się tym przejmować - podobnie jak faktem, że od bardzo dawna nie miała absolutnie nic wspólnego z siłownią i że tam jej brak kondycji oraz niesprawna noga będą rzucać się w oczy dużo bardziej niż na basenie.
W tej chwili jej przemęczenie może faktycznie nie było aż tak bardzo widoczne. Od trzech tygodni była na nowych lekach nasennych i chyba wreszcie były dobrane prawidłowo, bo jakość jej snu rzeczywiście nieco się poprawiła - wciąż było daleko do ideału, ale dostrzegła progres.
— Obiektywnie, mniej niż powinnam. Uroki zarządzania firmą. — Jeśli dobrze pamiętała, wspominała kiedyś Teddy, że postanowiła przejąć interes żony, więc teraz bez wahania wykorzystała to jako wymówkę. To nie był ani czas ani miejsce na rozmowę o prawdziwych przyczynach jej problemów ze spaniem, poza tym tkwiło w niej głębokie przekonanie, że jej problemy są wyłącznie jej sprawą i nie powinna przerzucać ich na innych - a już i tak zrobiła w tej kwestii postęp, bo zanim podjęła się chodzenia na terapię, w ogóle nie potrafiła rozmawiać o sobie i swoich emocjach z nikim... no, może poza Mochi, ale ona niewiele rozumiała.
— Fory? W życiu! — Od małego była mocno nastawiona na rywalizację i wręcz zafiksowana na punkcie wygrywania, więc ułatwianie komukolwiek wygranej kłóciło się ze wszystkim, w co wierzyła - nawet, jeśli to miała być tylko zabawa, a nie żadne poważne zawody. Wiadomo, wygrana z kimś na podobnym poziomie byłaby z pewnością dużo bardziej satysfakcjonująca, ale i tak doceniała, że Teddy stara się zaoferować jej chociaż namiastkę tego, za czym tak bardzo tęskniła. — Przegrana stawia kawę? — zaproponowała, no bo w końcu co to za konkurs bez nagrody! A przecież i tak się na tą kawę od dawna umawiały, więc teraz przynajmniej będzie pretekst.
Nie umknęło jej uwadze, że wyraz twarzy Darling na krótką chwilę się zmienił, nie zamierzała jednak w żaden sposób tego komunikować. Nie miała w zwyczaju ciągnąć nikogo za język i wypytywać o rzeczy, o których ktoś sam nie postanowi jej powiedzieć, dlatego przemilczała temat, nawet po wspomnieniu przez Teddy o życiowych perypetiach. Jeśli nie rozwinęła tematu to prawdopodobnie po prostu nie chciała wchodzić w szczegóły i Andra zamierzała to uszanować.
— Nic się nie zmieniłaś — oznajmiła, i tak, to był komplement! Od zawsze podziwiała jej optymistyczne podejście do życia i trochę jej nawet zazdrościła, że - w przeciwieństwie do niej samej - potrafi radzić sobie z problemami. Jak bardzo życie byłoby prostsze, gdyby umiała skupiać się na pozytywach i dążyć do poprawy sytuacji, zamiast w nieskończoność się nad sobą użalać i rozdrapywać stare rany. — Co by się nie działo, zawsze się uśmiechasz i mówisz, że mogło być gorzej. Zawsze to w tobie lubiłam. — Chyba nigdy wcześniej jej tego nie mówiła, a przecież znały się praktycznie całe życie.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
metagaming, posty wygenerowane przez AI
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podziwiała Andrę za to, że zdecydowała się zostać w Toronto, mimo że jej rodzice przeprowadzili się do Stanów. Teddy chyba nie potrafiłaby zdobyć się na podobny krok, nawet gdyby miała zostać pod opieką dziadków. Była bardzo blisko ze swoimi rodzicami i istniało niezerowe prawdopodobieństwo, że Trevor i Tessa po prostu kazaliby jej spakować walizki i jechać razem z nimi. Nieletnia Teddy miałaby w tej kwestii gówno do gadania, a już na pewno nie wygrałaby dyskusji z dwójką dorosłych, którzy uznali, że wiedzą, co będzie dla niej najlepsze. Zresztą do dzisiaj Darling miała wrażenie, że rodzice są na jej punkcie trochę przewrażliwieni. Była ich jedynym dzieckiem, więc nic dziwnego, że każda informacja o tym, że znowu wylądowała w szpitalu po jakiejś średnio udanej akcji, wywoływała u nich niemałą panikę. Szczególnie u ojca, który chyba za każdym razem wyobrażał sobie najgorszy możliwy scenariusz. Tessa, jako lekarka, miała w sobie nieco więcej wyrozumiałości i przynajmniej potrafiła zachować zimną krew, choć strażaczka nie miała złudzeń, że i ona najchętniej zamknęłaby córkę w domu, najlepiej na klucz. Co prawda nie mogła mieć jej tego za złe. Sama pewnie reagowałaby podobnie, gdyby jej dziecko regularnie wracało z pracy z kolejnymi urazami.
Dzięki temu, że Bellerose została w mieście, miały okazję lepiej się poznać i z czasem naprawdę się do siebie zbliżyć. Nigdy nie doszło między nimi do niczego więcej, ale zdążyły się zżyć i wypracować całkiem fajną relację. Teddy nie potrzebowała zresztą wiele czasu, żeby poczuć do kogoś sympatię. Dość łatwo nawiązywała kontakty i zazwyczaj nie miała problemu z tym, żeby znaleźć z kimś wspólny język. Podobno wzbudzała zaufanie swoim optymistycznym podejściem do życia. Może coś w tym było. Bo rzeczywiście miała tendencję do dostrzegania we wszystkim więcej plusów niż minusów. Po prostu wolała skupiać się na tym, co dobre, zamiast bez końca rozpamiętywać rzeczy, na które i tak nie miała wpływu. No i zwyczajnie lubiła ludzi. Była ciekawa ich historii, chętnie słuchała, żartowała i nie miała problemu z zagadaniem jako pierwsza.
Pokiwała głową, zgadzając się na wspólne pójście na siłownię. Taka forma spędzania czasu bardzo jej odpowiadała. Była uzależniona od sportu i adrenaliny. Na szczęście to były jej jedyne uzależniona. No i jeszcze napoje energetyczne. Więcej grzechów nie pamiętała.
Zmarszczyła nos na wieść, że Andra jednak nie sypia najlepiej. Mogła tylko domyślać się powodów, ale przecież nie chciała zamęczać jej pytaniami, na które mogła zwyczajnie nie mieć ochoty odpowiadać.
— Praca potrafi dać w kość. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. A właśnie, jak interesy? — zagadnęła, bo doskonale pamiętała, że Andra przejęła firmę zmarłej żony. Jak mogłaby zapomnieć! Sama zresztą uważała to za dobry pomysł. Szkoda byłoby zaprzepaścić coś, w co włożyła całe serce.
Uwielbiała zdrową rywalizację, dlatego uśmiechnęła się szeroko, kiedy Bellerose podjęła wyzwanie. Darling nie chciała żadnych chodów. Jeśli miała zwyciężyć, to tylko uczciwie.
— Zgoda — wyciągnęła rękę, żeby przypieczętować umowę. — Możemy zrealizować nagrodę jeszcze dzisiaj. Mają tutaj całkiem fajną kawiarnię, ale pewnie o tym wiesz — dodała, ściskając jej dłoń. Skoro Bellerose była stałą bywalczynią na basenie, to musiała przynajmniej raz zajrzeć do lokalu na parterze. — Chyba że chcesz mieć powód, żeby do mnie napisać? — poruszyła wymownie brwiami. W rzeczywistości Andra nie potrzebowała żadnego pretekstu. Mogła kontaktować się z nią zawsze, kiedy miała tylko na to ochotę. Teddy wierzyła mocno w to, że tym razem naprawdę uda im się umówić. Oczywiście tylko na kawę! Albo na jakiś obiad. Bez wykręcania się brakiem czasu.
— To dobrze. Trochę byłoby mi smutno, gdybyś nagle stwierdziła, że zmieniłam się nie do poznania — wydęła usta w podkówkę w udawanym smutku. — Czyli zawsze lubiłaś we mnie to, że nie jestem gburem? Och, myślałam, że mam trochę więcej zalet — odepchnęła się od krawędzi basenu i zaczepnie ochlapała Bellerose wodą. — Moim życiowym celem jest robienie ludziom dobrze. To znaczy, lubię sprawiać im przyjemność — zreflektowała się, ale zaraz pokręciła głową, bo to też nie zabrzmiało tak, jak chciałaby, żeby zabrzmiało. Czuła, że pieką ją policzki. Na bank zrobiła się cała czerwona!
Ostatecznie zrezygnowała z kolejnych tłumaczeń, żeby już się nie pogrążać i ruchem głowy skazała na słupki startowe.
— Dawaj. Pokaż mi, że dalej jesteś szybka jak strzała — zachęciła ją uśmiechem i złapała się za poręcze drabinek, wspinając się po stopniach na powierzchnię.

Andra Bellerose
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fairmount Community Centre”