34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Eliot przeszedł się wkurwiony po swoim gabinecie, rzucił na biurko kamizelkę kuloodporna, którą z siebie zdjął.
- Kto to był ci ludzie? Ludzie Noriegi? I jakim pierdolonym cudem udało im się go odbić?! - warknął na Becka, który rozcierał sobie na głowie wielkiego, pulsującego guza. Jerry z narkotykowego też siedział w gabinecie, miał rękę na temblaku, a ramię owinięte bandażem.
- Zajechali drogę, ale złapaliśmy jednego z nich, to Mara Salvatrucha, był notowany, pójdzie sie... - nie dokończył, bo Eliot pierdolnął pięścią w blat.
- Nie obchodzi mnie, że wsadzimy jakiegoś gangusa, mieliśmy przymknąć Noriegę, to on zabił Jonesa! - warknął, wyciągnął z kieszeni swój telefon, bateria była naładowana, bo policja dostała powerbanki i agregaty, w końcu musieli jakoś pracować.
- On twierdzi, że tego nie zrobił, że był wtedy z Pilar -wtrącił się Beck. A komendant w tym czasie zobaczył u siebie na telefonie mnóstwo nieodebranych połączeń, właśnie od niej, od Pani Noriega.
I wiadomość na skrzynce pocztowej. Wszedł w nią, przystawił telefon do ucha.
- A właściwie gdzie ona jest? Kontaktowała się z kimś? - zapytał Jerry, a Beck pokręcił głową, zerknął na swój telefon, bo liczył chyba, że Pilar odezwie się może właśnie do niego?
Eliot w tym czasie wsłuchiwał się w wiadomość, którą mu nagrała, a zaraz otworzył swojego służbowego laptopa.
- Chodźcie tutaj, obaj - machnął ręką, a kiedy podeszli, po raz enty puścił filmik, na którym Noriega strzelał do zastępcy komendanta.
Tylko czy to na pewno był Madox?

Samochód się zatrzymał, Madox to poczuł, a potem jakieś wątłe światło z latarki, którym ktoś przyświecił prosto na niego przebiło się przez ciemny worek. Szarpnął się i chciał wyskoczyć z bagażnika, ale ktoś go złapał za fraki, ktoś inny pociągnął, a potem znowu dostał w łeb...
Znowu go odcięło. Znowu ciemność...

Dłoń ozdobiona wytatuowanymi skrzydłami anioła zacisnęła się na klamce, nasłuchiwał... tego o czym Pati rozmawiała z Pilar.
Z jego Pilar.
- A co naprawdę się stało Pilar? Mój... mój informator powiedział mi, że sprawa dotyczy morderstwa, zastępcy komendanta - Pati przysłoniła usta dłonią, jakby to dla niej była szokująca informacja. Ale przecież wszyscy doskonale wiedzieli, że Patricie takie rzeczy nie ruszały. Chociaż... może Pilar nie wiedziała? Nie znały się za dobrze, a jednak... Pati sporo wiedziała o Pani Noriega. Od jej męża.
- Wiesz kto to zrobił? Trzeba powiadomić policję, przecież nie mogą niesprawiedliwie osądzić Madoxa, ale jeśli nie masz żadnych dowodów, to nikt nam przecież nie uwierzy - powiedziała smutno zaciskając palce ozdobione czerwonymi paznokciami na swoim telefonie - z czym chcesz dzwonić do Eliota Pilar? - próbowała wyciągnąć z niej informacje.

Galen Wyatt wychodził właśnie z siedziby Northex Industries, było już późno, a on od kilkunastu minut miał być zupełnie gdzie indzie, zerknął na śwój drogi, złoty zegarek. Wsiadł do swojego Lamborghini.
- Hao jedź do... - zaczął, ale wtedy jego azjatycki szofer zablokował drzwi, a kiedy Galen podniósł na niego niebieskie spojrzenie okazało się, że za kółkiem nie siedział wcale Hao Chang. A zaraz Wyatt poczuł na szyi czyjąś dłoń i delikatne ukłucie. Miejsce wbicia igły zapiekło, a później... nastała ciemność.

W takiej samej ciemności obudził się Madox, siedział na krześle, ręce skrępowane miał z tyłu, ta jedna napierdalała go niemiłosiernie, nie mógł się ruszyć, nogi też przypięte miał do krzesła. Cały powiązany, z workiem na głowie. Nie szarpał się, w pierwszej chwili nasłuchiwał, bo dotarły do niego jakieś głosy, znajome, już je słyszał, ale nie mógł ich powiązać z żadną twarzą.
- No i co my mamy z nim zrobić? - zapytał jeden.
- Szef kazał z nim czekać - odpowiedział drugi.
- Na co? - trzeci, kurwa... Ilu ich tam było?
- Na sygnał, kiedy będą ją mieli... - na te słowa Madox się szarpnął, syknął z bólu.
- Obudził się... - stwierdził jeden z głosów.
- Daj mu zastrzyk - zasugerował inny.
- Nie... niech słyszy, niech wie, że szef już wysłał ludzi po nią, że zaraz dopadnie też jego sukę, a potem...Będzie ją łamał, powoli, na jego oczach, póki on też nie pęknie - Madox znowu się szarpnął, aż całe krzesło pod nim się poruszyło, ale było przymocowane do podłoża. Nic nie widział, ale zaraz znowu poczuł... cios wymierzony prosto w policzek, a potem metaliczny posmak na języku.
- Zdejmij ten worek... - wycedził przez zęby, ale w odpowiedzi usłyszał tylko złowrogie śmiechy. Mieszały się ze sobą. Nie wiedział ilu ich tam było, nie wiedział kim byli. Gdzie był...
A przede wszystkim, kto chciał dopaść Pilar.
Liczył tylko na to, że ona się nie da, że pójdzie jej kurwa lepiej niż jemu. Modlił się o to, do swojej babki Carmen Sandiego, żeby dzisiejszej nocy czuwała nad nią, bo dla niego... może było już za późno?

Espero que lo hagas mejor que yo ⋆.˚ ☾⭒.˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja
Nie chciało jej się tłumaczyć.
Opowiadać Pati o wszystkim, co miało miejsce przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Po pierwsze dlatego, że wciąż do końca jej nie ufała w pewnych kwestiach, szczególnie że u Senatora zdawała się doskonale wiedzieć co się dzieje, a po drugie, bo nie było czasu. Nie przyszła tutaj na kawę, ciastko i ploteczki. Potrzebowała jedynie telefonu i najlepiej samochodu, którym mogłaby pojechać na komendę. Problem w tym, że Patricia nie dawała za wygraną. Wciąż mówiła, zadawała kolejne pytania, a sposób, w jaki trzymała od Pilar z daleka telefon był… dziwnie alarmujący.
— Nie rozumiem kurwa, co cokolwiek z tego ma do rzeczy w tym momencie — wtrąciła, wciąż nie ulegając jej słowom. — Mówię ci, że potrzebuje zadzwonić TERAZ, bo życie Madoxa jest na szali, a ty bawisz się w przesłuchanie. Dasz mi zadzwonić czy nie? — zrobiła krok w kierunku kobiety, a ona znowu się wycofała. Nie chciała jej dać komórki. Pytanie dlaczego. Miała zakaz od policji? Wiedziała coś, czego Pilar nie? W każdych innych okolicznościach pewnie zacząłby się z nią dochodzić, tu jednak nie miała zamiaru. Była gotowa walić po sąsiadach i prosić o pomoc, skoro osoby najbliższe Noriedze nawet się na niego wypinały.
— Pilar, posłuchaj… — zaczęła przejęcie Patricia, patrząc na nią z udawaną troską.
— Ale ja nie mam czasu cię słuchać, czego nie rozumiesz? — podniosła głos, zbierając z krzesła kurtkę, którą zdążyła z siebie zrzucić. — A jak nie masz zamiaru mi pomóc, to idę jej poszukać gdzieś indziej — nie miała zamiaru się z nią teraz dochodzić. W hierarchii priorytetów akurat Pati była aktualnie na ostatnim miejscu. Dlatego Pani Noriega ruszyła do przodu, prawie trącając ją z bara i skierowała się prosto do wyjścia. I pewnie by to zrobiła. Gdyby drzwi do jednego z pokoi nagle się nie otworzyły.
— Nie idź, Pilar — jego głos poznałaby wszędzie. W największej ciemności i najgłośniejszym tłumie. Wyrył się w jej głowie tak mocno, że nawet przez sen potrafiła go słyszeć i to wcale nie w tym pozytywnym znaczeniu. Cała zadrżała. Serce w pierwszej kolejności zamarło, a potem poderwało się do takiego galopu, że aż zapiekło ją w klatce piersiowej. I ta pierdolona panika, którą znała aż za dobrze…
— Dalton? — ledwo przeszło jej to przez gardło. Nazwisko, które napluło jej tak wiele krwi przez ostatni rok, że prawie skończyła na terapii. Człowiek, który ją uprowadził, naćpał i chciał zgwałcić. Stał teraz przed nią jak gdyby nigdy nic. Z miną tak kurwa skruszoną, jakby naprawdę jego największym zmartwieniem było teraz to, że ona sobie pójdzie. Twarz Pilar natomiast przez moment nie wyrażała żadnych emocji. Całe jej ciało i głowa skupiły się na łączeniu kropek i dojściu do tego, jakim kurwa cudem on właśnie znajdował się w domu managerki Madoxa. — C… — tyle zdążyła powiedzieć, chcąc odwrócić się w stronę Pati, nim coś twardego nie huknęło ją w tył głowy. Momentalnie zatoczyła się na bok, łapiąc dłonią za miejsce, które pulsowało tak kurewsko mocno, że prawie od razu ją odcięło. Słyszała jedynie jakieś strzępki krzyków, nim przed oczami nie zrobiło się kompletnie ciemno.
— Coś ty zrobiła?!
— Przecież musiałam, żeby sobie nie poszła.
— Skrzywdziłaś ją.
— Ale zobacz, została. Z tobą.
— Ze mną…

W tym samym czasie Pająk ponownie przeszedł się po skrzypiącej podłodze. Jedną ręką stukał coś na telefonie, drugą natomiast przesuwał po wielkim, czarnym tatuażu na szyi, ryjąc skórę przykrótkimi paznokciami. Czekał jeszcze na ostatnią wiadomość i dopiero kiedy ją otrzymał, uśmiechnął się bezczelnie pod nosem, odwracając energicznie w stronę chłopaków.
— Szef już jedzie — oznajmił zadowolony, o to znaczyło, że wszystko szło zgodnie z planem. Ignorując odpowiedzi i pytania swoich towarzyszy za ile będzie, podszedł do krzesła, na którym siedział Noriega. Wygłodniałym spojrzeniem przesunął po czerwonym śladach krwi na jego ubraniach i licznych siniakach, które już zaczęły malować się na skórze.
Ręce go świerzbiły.
Strzyknął kilkakrotnie kostkami, tak na rozruszanie.
Pająk nienawidził czekać. Lubił działać już. Tu i teraz. Dla niego te całe wielkie plany i spiski były przereklamowane. Jako osoba, która wszystko wyjaśniałą własną pięcia, zdecydowanie wolałby, żeby go po prostu tu zatłukli i po sprawie. Tyle. I każdy zadowolony. Problem w tym, że szef miał o wile większe plany. Miał wszystko rozpisane. Chciał r o z m a w i a ć. Co za gówno. Nie rozumiał tego. Z takimi ludźmi jak Noriega nie było co dyskutować, ich trzeba się było po prostu pozbyć. Jak robala, który chodzi po ścianie. I chociaż Luna kazał im nie szaleć, nie wspomniał przecież, że nie mogli się chociaż trochę zabawić…
— Zimno tu — stwierdził nagle, zaciskając palce na worze, a potem szarpnął do góry, uśmiechając się do Noriegi. — Nie sądzisz? — mruknął zadowolony, praktycznie plując jego twarz przy wypowiadaniu tych dwóch słow. Dopiero po chwili się wyprostował, a Madox mógł zobaczyć, że znajdowali się w jakimś pustym magazynie. — Trzeba się trochę ogrzać, co, chłopaki? — warknął głośniej, a wszyscy dookoła mu przytaknęli. Pająk za to uśmiechnął się szeroko, pokręcił karkiem w celu rozluźnienia, po czym zacisnął dłoń w pięć i… przypierdolił Madoxowi prosto w szczękę. Tak dla rozgrzania.

Eliot po raz kolejny puścił nagranie, tym razem zatrzymując je dokładnie w momencie, o którym wspomniała Pilar w wiadomości. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ekran laptopa, z zaciśniętą szczęką i palcami opartymi o krawędź biurka. W gabinecie zapadła cisza, przerywana jedynie cichym szumem laptopa i odległymi odgłosami dobiegającymi z korytarza.
— Cofnij — rzucił w końcu. Beck nachylił się nad laptopem i przesunął nagranie o kilka sekund. — Jeszcze raz. Od początku.
— Oglądaliśmy to już chyba z dwadzieścia razy — odezwał się Jerry, poprawiając temblak. — Na nagraniu jest Noriega, broń się zgadza, tatuaże, świadkowie…
— To dlaczego, kurwa, nie zgadza mi się człowiek? — ryknął, odwracając głowę tak gwałtownie, że Jerry natychmiast zamknął usta. — Widziałeś go kiedyś z bliska? Ja widziałem. I parszywa morda Noriegi wcale nie wygląda jak ta w odbiciu o tu — przycisnął palec do wyświetlacza, a Beck przesunął palcami po touchpadzie i powiększył jeszcze bardziej miejsce wskazane przez komendanta. I wtedy faktycznie wszyscy tam zgromadzeni mogli zobaczysz w odbiciu lustra twarz nikogo innego jakich byłego dobrego kolegi.
— Kurwa, czy to… Dalton?
— Potrzebuję pełnego zespołu operacyjnego. No już kurwa — rzucił, prostując się energicznie. Lekko roztrżęsiona dłonią przesunął po twarzy. Drugą natomiast złapał za telefon i od razu spróbował się dodzwonić do Pilar. — Macie mi postawić na nogi wszystkich, których się da. Do tego wysłać patrole. I przede wszystkim niech ktoś kurwa zlokalizuje ich telefony. Obu — Eliot nie był głupi. Widział, że jeśli w sprawę zamieszany jest już nie tylko Luna ale też Dalton, to nie mieli ani chwili do stracenia. — Kurwa mać. No ruchy!

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja
Szef już jedzie.
Madox siedział spokojnie na krześle, chociaż klatka piersiowa unosiła mu się w chaotycznym, przyspieszonym oddechu. Po klacie spływał mu złoty medalik z sercem z literką P, który wyszedł mu spod bluzy i mienił się na czarnym, sztywnym od krwi materiale.
Czekał na szefa, chociaż jeszcze nie wiedział kogo miał się spodziewać. Luny? Kane'a? Rodriego? A może Eliota? W tym momencie tylu wpływowych ludzi chciało go dopaść, że chyba powinni ustawić się w kolejce, albo najpierw zagrać w jakieś pierdolone kamień, papier i nożyce o jego życie. Kto rozpierdoli Noriedze łeb?
Zaraz okazało się kto...
Pająk. Tą jego parszywą mordę poznałby wszędzie, i te ciemne ślepia, które wpatrywały się w niego intensywnie. Madox szarpnął się na krześle, tak dla zasady, żeby pokazać mu, że się go nie bał. Bo kurwa, kogo jak kogo, ale Pająka? Gościa, który wytatuował sobie na szyi tarantulę, żeby siać postrach? Noriega miał tam koliberka i też się go bali... To chyba świadczyło samo o sobie.
- Załóż mi ten worek z powrotem, bo zaraz się porzygam patrząc w twoją parszywą mor... - nie dokończył, bo Pająk już się zamachnął, mówiąc, że trzeba się rozgrzać i przypierdolił mu w twarz. Głowa odskoczyła mu do tyłu, a szczęka zgrzytnęła, strzelił zębami, poczuł jak usta wypełnia mu krew z rozciętej wargi. A Madox zaraz zebrał ją w ustach ze śliną i charnął prosto na Pająka, trafił mu w twarz, bo akurat facet się pochylił, żeby mu się przyjrzeć. Roztarł krwistą melę na policzku.
- Ty skurwysynu... - znowu się zamachnął, ale tym razem Madox już zacisnął szczękę, żeby nie połamać sobie zębów. Plunął krwią pod nogi Pająka, bo tym razem ten zapobiegawczo się cofnął.
- Taki jesteś kurwa mocny, kiedy mnie związałeś? - syknął Madox, znowu splunął krwią, bo czuł ją już w gardle - puść mnie, chociaż raz nie bądź pizdą i pokaż na co cię... - i znowu nie dokończył, bo tym razem dostał kopniaka w brzuch. A potem w dłoni Pająka błysnął nóż...
Chyba tym razem długi i niewyparzony jęzor Noriegi mu nie pomoże.

Kiedy Pilar się ocknęła siedziała w jakimś samochodzie, przypięta pasem. Obraz jej się wciąż rozmazywał, a na szyi miała ślad po igle. Nie była to tabletka gwałtu, ale coś, co rozluźniało mięśnie, otumaniało, a jednak głowa szybciej wracała do siebie.
A obok niej Dalton, wpatrzony w przednią szybę. Pierdolone dejavu? A może to sen? No bo przecież to nie mogło znowu się dziać?
Chociaż miasto za oknem wyglądało inaczej, dookoła ciemność i tylko reflektory samochodu, które rozświetlały drogę, które odbijały się w zielonym, obłąkańczym spojrzeniu Nicka. Nicka, który sięgnął do niej ręką, oparł jej na kolanie smukłe palce.
- Nie bój się Pilar, nie pozwolę cię skrzywdzić, on chce mu tylko ciebie pokazać, żeby ostatni raz spojrzał ci w oczy, zanim go zabije. Taki jest plan. On go zabije, a nam pozwoli odejść i będziemy mogli stąd wyjechać, nie będziesz się już przejmowała Madoxem - nawijał jej tym swoim szaleńczym tonem, szybko, zerkając nerwowo w jej kierunku. Nawigacja pokazywała, że do celu mają jeszcze kilkanaście minut. Byli poza miastem, a samochody, które ich mijały pojawiały się coraz rzadziej, zmarnowaną twarz Nicka oświetlały tylko samochodowe kontrolki. Był potargany, a rysy twarzy miał wyostrzone.
- Zamknij się! - rzucił nagle. Potrząsnął głową, a zaraz nacisnął na hamulec tak, że Pilar mogła poczuć pas wbijający się jej w brzuch i obojczyk, a skoro czuła pas...
- Przecież ona mnie kocha, jest moja... - gadał do siebie Nick, szarpiąc swoje brązowe, niegdyś tak ładne, a teraz poplątane, loki - jest moja... - schował warz w dłoniach. Leki chyba przestały działać. A może kurwa wcale ich nie brał?
Wyrwał się do Pilar pochylając w jej kierunku nad skrzynią biegów.
- Jesteś moja... - wychrypiał, a jego smukłe palce sięgnęły do jej ramienia, musnął je nimi, a potem ułożył na jej szyi - moja prawda? - zacisnął je mocniej...

Spod komendy wyjechał z tuzin samochodów policyjnych, na bombach, w jednym z nich siedział Eliot. Wpatrywał się w wyświetlacz swojego telefonu.
- Mamy jego telefon, namierzyli go, ale ten Stewart... Pilar, wciąż próbują, ma tam jakieś oprogramowanie, które utrudnia namierzanie - Beck siedział z tyłu rozmawiał przez telefon z kimś z komendy - Helena powiedziała, że to kwestia czasu i to zdejmie - oznajmił i podał do przodu komórkę z pinezką, adresem, pod który mieli jechać.
Tam, gdzie zlokalizowali telefon Madoxa, poza miasto.
- A Dalton? - zapytał Eliot. Ale Beck pokręcił głową.
- Nikt nic nie wie, nie ma go w ośrodku, ale w momencie, w którym kamery działały jeszcze tam był, w izolatce, a potem okazało się, że jest pusta, nie wiadomo kiedy się wydostał, dzisiaj rano rzucił się na pielęgniarkę i go zamknęli samego - powiedział wszystko, czego się dowiedział. Eliot przejechał palcami po swoich bujnych wąsach.
To wszystko było popierdolone, akurat dzisiaj, blackout, dezorganizacja, brak kamer, chaos, Dalton uciekł, zamordowali zastępcę komendanta... To wszystko... Ktoś musiał się bardzo postarać, żeby to dograć.

Galen Wyatt obudził się w jakimś magazynie. Na głowie miał czarny worek. Usta zakneblowane, nogi przymocowane do krzesła, a ręce skrępowane z tyłu. Nie mógł się ruszyć, chociaż się szarpnął.
- Spokojnie Wyatt, ona po ciebie przyjdzie, nie bój się, musisz tylko trochę pograć na zwłokę - jakaś dłoń musnęła jego ramię, a Galen wypuścił powietrze nosem, usta zaklejone miał taśmą. Czuł ją też na nadgarstkach, a w buzi chemiczny smak kleju. Pieprzona srebrna taśma.

No creo que esto sea un sueño ⋆。˚ ☁︎ ˚。⋆。˚☽˚。⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, przemoc
Pierwsze była ciemność.
Stan porównywalny do uczucia, gdy człowiek przebudza się rano we własnym łóżku, mózg odzyskuje pełną kontrolę, zmysły powoli zaczynają zbierać informacje i ciało przygotowuje się na kolejny dzień. Porównywalny, a jednak zupełnie inny, bo ją akurat w pierwszej kolejności obudził ból głowy. Mocny, pulsujący, kurewsko nieznośny ból. W uszach huczało jej do tego stopnia, że otworzenie oczu zdawało się graniczyć z cudem. Chciała ponieść rękę, sprawdzić, czy nabiła sobie guza ale… nie mogła.
Nie czuła rąk.
I sama ta świadomość wybudziła umysł do tego stopnia, że zatrzęsła głową i otworzyła szeroko oczy. Problem w tym, że wcale nie była w domu. Nie wybudzała się ze snu w łóżku na Distillery District u boku swojego męża. Była w samochodzie. A z boku siedział on. Z chwilą, w której się odezwał, Pilar poczuła, jak zimne poty zalewają całe jej ciało. Strach przeleciał ją szybciej niż zdążyła złapać większy oddech, a pierdolone Deja Vu odpaliło wszelkie możliwe lampki alarmowe w całym ciele.
Znowu to zrobił.
Znowu ją kurwa porwał. Znowu podał jej jakieś gówno, które ją unieruchomiło. Tylko teraz dokładnie pamiętała, gdzie była. Miała pełną świadomość, że to pieprzona Pati ją wystawiła. To ona pomogła Daltonowi spierdolić. Współpracowała z nim. I pewnie to właśnie ona przychodziła do niego w czerwonej sukience, zarzekając się, że była Pilar. Nagle to wszystko zaczęło do siebie pasować. Te puzzle, których wcześniej jej brakowały powoli pojawiały się w układane, tylko problem w tym, że jej głowa bolała na tyle mocno, że Noriega za nic nie mogła się skupić. Nie kiedy on siedział obok i ciągle do niej nawijał. Chociaż kiedy wspomniał, że jadą do Madoxa… przekręciła głowę.
Kłamał? Przecież podobno zgarnęła go policja. Tak mówił SMS, który dostała. Tylko z drugiej strony, to tez mogło być ustawione, jak zresztą wszystko inne ostatnio w ich życiu. I chociaż nawet nie chciała myśleć o tym, że pojmali jej męża tak fakt, że Dalton ją do niego wiózł był… dobry. Potrzebowała go znaleźć. Tylko czemu kurwa nie mogła się ruszać!
— Co mi… dałeś, Nick? — spytała na raty, lekko sepleniąc, jakby język również średnio chciał z nią współpracować. Wciąż był ociężały, zresztą jak cała reszta jej ciała. Ból głowy był spowodowany mocnym uderzeniem, ale to jak reagował cały jej organizm z pewnością było efektem jakiegoś narkotyku.
— Nic takiego, kochana — westchnął, zmieniając bieg i przesuwając dłonią po jej kolanie. Widziała jak to robił, ale nic nie czuła. Całe kurwa szczęście. — Chciałam tylko, żebyś się tak nie szar—
— Co… dałeś?
— Środek zwiotczający mięśnie, nic wielkiego — odpowiedział w końcu, a ona złapała w płuca więcej powietrza. Kurwa. Ile to gówno działało? Czy będzie w stanie się ruszać do momentu, w którym dojadą na miejsce? Kiedy Dalton wprowadzi ją do środka? W idealnym rozwoju wydarzeń, mogłaby poudawać nieco dłużej, że substancja wciąż działa i zaatakować w odpowiednim momencie, tylko w praktyce… Pilar nie miała pojęcia za jaki czas odzyska czucie. Telefon pokazywał piętnaście minut. Chuj. Musiało wystarczyć. A ona musiała wykorzystać ten czas, by zebrać jak najwięcej informacji zamiast panikować. Jej życie jak i Madoxa od tego zależało.
— Jak… wydostałeś… się z ośrodka? — spytała po chwili, patrząc na niego przelotnie. — Pati ci pomogła? Skąd… wiesz, gdzie jedziemy? Kto kazał ci… zabić Georga?

— Ty myślisz Noriega, że ja jestem durny? — głos Pająka ponownie przeciąż cisze i odbił się echem od obszernych ścian magazynu. — Że poskaczesz do mnie jak doberman za płotem, a ja tak po prostu cię uwolnię? — prychnął bezczelnie i tym razem to on zebrał pod językiem ślinę i splunął prosto na twarz Madoxa. Złapał jego szczękę pomiędzy obślizgłe palce i przez moment po prostu obserwował jak mokre krople spływają po poliku, którego Noriega nawet nie miał jak wytrzeć. — Nie wiem po chuj on w ogóle chce z tobą rozmawiać. Gdyby to ode mnie zależało, rozpierdoliłbym ci łeb tu i teraz — rzucił z uśmiechem, przysuwając się jeszcze bliżej. — Ale słyszałem, że twoja kurwa też tu przyjedzie. Może zabawie się z nią na twoich oczach? Powiedz, Noriega, jak bardzo byś się wkurwił, gdybym ją pieprzył tu przed tobą? O, może tu? — wyprostował się, odchodząc dwa kroki do stolika, na którym znajdowały się jakieś narzędzia, koks, forsa, telefon Madoxa Jeke’a i jeszcze kilka niezidentyfikowanych przedmiotów. — O tu, żebyś dobrze widział — specjalnie to robił. Chodził dookoła, nawijał o tym, czego nie zrobi Pilar, żeby jeszcze bardziej go podkurwić. Widział przecież jak oczy mu ciemnieją. Pająk może i załatwiał wszystko pięścią, ale tez umiał wjechać na psychę. Nie siedział tym od wczoraj. A nie było dla faceta nic gorszego, niż jego wróg pierdolący mu laskę. Jeszcze na jego oczach.

W tym samym czasie jeden z radiowozów minął czarnego suva z Emptiness, wyjeżdżającego z miasta. Przez to, że Dalton dość późno wyłączył długie światła, żaden z policjantów nie był w stanie zobaczyć, kto siędział za kółkiem. Mogli jednak czytać rejestracje i sprawdzić ją w systemie, może wtedy wiedzieliby trochę więcej, może mogliby pojechać za nimi, ale... żaden z nich tego nie zrobił. Byli zbyt zajęci dyskutowaniem z Eliotem i próbą namierzenie telefonu Pilar. Madoxa już mieli, a dwa oddziały od razu zostały oddelegowane, by sprawdzić lokalizacje. Problem z namierzaniem tego typu urządzeń był jednak taki, że kiedy działały, wszystko było proste, natomiast w momencie, gdy zostały wyłączone… znikały z radarów. Mogli jedynie skupić się na ostatnich miejscach logowanie. I takim w przypadku Noriegi był… sklep pani Broccoli pod ich blokiem.
— Jak to kurwa w warzywniaku?! — Eliot warknął do radia, kręcąc z niedowierzaniem głową. — A co on by tam robił!?
— Pewnie się chował — wtrącił policjant znajdujący się w sklepie. — Na podłodze jest pełno włosów. Wygląda jakby się tu… ogolił.
— Co ty pierdolisz, Richardson? — komendant złapał w płuca więcej powietrza i rozejrzał się na ciągnącą się w nieskończoność drogę przed nimi. — Znajdź cokolwiek co nas na niego naprowadzi albo przestań mi blokować linię! — krzyknął ostatni raz po czym poluzował przyciski i odstawił przyrząd do radia. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Banda jełopów. Z kim on pracował? I jakim cudem nie zauważyli wcześniej, że to nie był Noriega na tym nagraniu? Eliot może tego nie pokazywał, ale tak napraw∂ę pluł sobie w brodę. Obwiniał się. Dlatego tym bardziej chciał ich znaleźć.
— Szefie mamy ostatnią lokalizacje logowania telefonu Stewart. Jesteśmy całkiem blisko. Wiadukt przy Don Mills, blisko domu obecnej managerki Emptiness.
— Jedź tam.

:stickgasp:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, przemoc
- Pilar, Pilar, Pilar... - Dalton pokręcił głową odwracając się w jej kierunku - wszystko chciałabyś wiedzieć, zawsze wszystko chciałaś wiedzieć... - znowu się na nią obejrzał, zjeżdżając w jakąś mniej uczęszczaną drogę - przecież to nie ja zabiłem Georga, tylko twój mąż, poszedłby za to siedzieć, ale wielcy ludzie mają co do niego inne plany - znów patrzył na nią. Jego spojrzenie było rozbiegane. Oblizał spierzchnięte wargi, a jego dłoń znowu sięgnęła do jej kolana, musnął nią tylko jeansowy materiał - nie martw się, zaraz będziemy na miejscu... A wtedy wszystko się wyjaśni - Nick był niespokojny, kręcił się na siedzeniu, oglądał za siebie. Gadał do siebie. Raz zwalniał, raz przyspieszał i szarpał samochodem. Ale w końcu...
Zaparkował przed opuszczonym magazynem. Jego zielone spojrzenie przesunęło się po obdrapanej ścianie budynku, a potem padło na Pilar.
- Jak się czujesz Pilar? Możesz iść? Będziesz grzeczna, czy mam cię zanieść? - zapytał bez ogródek.
Stary magazyn wydawał się opustoszały, ale gdzieś w jednym z okien tliło się wątłe światło, jakaś lampa, widać też było jakiś ruch. Kilka postaci, a kiedy przyjrzeć się lepiej, to jeszcze jedną, na krześle... Z czarnym workiem na głowie.
Czy to był... Madox?

Pati siedziała przy kuchennym stole, rozmawiała z kimś przez telefon, kiedy ktoś zapuka do drzwi jej pięknego apartamentu. Nie mieli nakazu, ale Eliot i tak postanowił to sprawdzić, a kiedy menadżerka Emptiness uchyliła wrota, od razu wpakował się do środka.
- Gdzie Pilar? Ukrywasz ją? - wypalił przechodząc się po holu, Patricia skrzyżowała ręce na piersi wodząc za nim spojrzeniem - a Noriega? Pati kurwa... gdzie oni są? - warknął stając z nią twarzą w twarz. Blisko.
- Nie wiem... I to chyba ty tutaj jesteś od tego, żeby ich znaleźć... kotku? - Pati sięgnęła do jego kamizelki, przesuwając po niej długimi, czerwonymi paznokciami, zaczepiła nimi o blachę, która wisiała mu na piersi. Eliot zacisnął palce na jej nadgarstku.
- Gadaj co wiesz - wycedził przez zęby, a Fernandez uśmiechnęła się bezczelnie.
- Zmuś mnie - rzuciła wyszarpując mu się z uścisku, a cienki szlafrok odsłonił jej nagie ramię.

Madox nawet się nie poruszył, kiedy Pająk go opluł, chociaż zrobiło mu się niedobrze, to nie dał tego po sobie poznać, czuł jak jego ślina spłynęła mu po policzku. Pierdolony Pająk i jego jebana mela. Dopiero kiedy złapał go za brodę to się szarpnął, kiedy Pająk się do niego przysunął, to od razu pomyślał sobie, że jeszcze troszeczkę bliżej, a mógłby mu wyjebać z bani... Ale Pająk się cofnął.
- Za małego masz żeby to w ogóle nazywać pieprzeniem, nawet by kurwa nie poczuła - warknął Madox, a kącik jego ust uniósł się w uśmiechu - najpierw to moja żona będzie musiała wziąć lupę, żeby zobaczyć twojego mikro chuja - wywrócił oczami, chociaż tak gadał jakby go to nie ruszało, to jednak się szarpnął, bo już samo to, że Pająk tak mówił o jego żonie, go wkurwiało, i jakby był wolny, to obiłby mu za to mordę, a tak... mógł sobie tylko popierdolić - wielki groźny Pająk, ale wielki chyba tylko w mordzie, bo Madoxa związał, tak się go bał... i jeszcze na jego oczach chce mu posuwać laskę, jak kurwa z takim ryjem żadna nie chce dać ci z własnej woli, to co zrobisz, nie każdy ma taką facjatę, jak mo... - nie dokończył, bo Pająk nie wytrzymał, rzucił się na niego i ta piękna buźka Noriegi znowu ucierpiała. Czuł rozcięcie na policzku, a potem poczuł jak to jebane krzesło, na którym go posadzili gibnęło się pod naporem ich dwóch. Mogli je ruszyć. Madox znowu się szarpnął, a kiedy Pająk się do niego pochylił, to wykorzystał okazję i wyjebał mu z bani. Bolało, ale Noriega miał twardy łeb, obaj mieli... Obaj też byli narwani. Ale o to przecież mu chodziło. Pająk rzucił się na niego z takim impetem, że śruby przy nogach krzesła puściły, a to jebnęło z hukiem na podłogę. Madox poleciał na plecy, kurwa jak nie poszedł mu nadgarstek, to będzie dobrze, bo przecież już lądował na nim Pająk, aż dwóch innych kolesi musiało go odciągnąć.
- Szef kazał go nie zmasakrować... - warknął jeden. Madox go kojarzył, widział go w lesie. Z Rodrim. Tylko gdzie on teraz był?
Pociągnął do góry ramię, w które wcześniej dostał kulkę, przeszła na wylot, mógł je oswobodzić, bo taśma pękła w jednym miejscu, czuł to, ale... jakie on miał kurwa szanse? Ich było trzech, a on do tego ranny. A teraz krew już zalewała mu oczy, po tym jak Pająk się na niego rzucił, miał rozwaloną skroń. Co miał zrobić?
Potrzebował jakiegoś znaku, jednego momentu, który mógłby wykorzystać na własną korzyść. Modlił się o niego do babki Carmen Sandiego, leżąc na tej zimnej, betonowej posadzce, w kałuży własnej krwi.
Tak miał skończyć?

encuéntrame ‧₊˚ ☁️⋅♡𓂃 ࣪ ִֶָ☾.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja, psychopaci
Nie mogła się ruszyć.
Chociaż ograniczał ją jedynie pas bezpieczeństwa, przerzucony wzdłuż jej tułowia, środek zwiotczający mięśnie, który podał jej Dalton sukcesywnie odbierał jej władze nad własnymi mięśniami. Przez dobre kilka minut wpatrywała się we własną dłoń, która leżała bezwiednie między jej udami i za nic nie była w stanie jej podnieść. Irytowała się. Miała ochotę krzyczeć. Poczucie, że traciło się kontrole nie tylko nad sytuacją ale również nad własnym ciałem było czymś, czego nie życzyłaby nawet swojemu największemu wrogowi. A tym bardziej sobie w tej sytuacji. Szczególnie, że Dalton już podjeżdżał na podjazd, nawijając coś o wielkich ludziach.
Byli za wcześnie.
Kurwa, za wcześnie, żeby mogła mu się odwinąć, gdy będzie ją wyciągał z auta. Za wcześnie, żeby miała siłę się wyrwać, chociaż jeden paluszek drgnął jej nerwowo i zatrzymał się w połowie. Nie była gotowa. A to zaś sprawiło, że zaczęła panikować.
— Nie czuje się dobrze, Nick — odpowiedziała, starając się brzmieć w miarę spokojnie. Nie chciała, żeby coś przyuważył, chociaż im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej dochodziła do wniosku, ze Dalton istniał juz tylko we własnej głowie. Wydawał się kompletnie zafiksowanych na własnych myślach, nie zwracając uwagi na to, co dookoła. — Możemy tu jeszcze posiedzieć? — zapropnowała, patrząc mu w oczy. A raczej z m u s z a j ą c się, by to zrobić. Twarz tego zwyrola była ostatnim, na co chciała patrzeć. A jednak musiała to zrobić, jeśli miał jej posłuchać. — Możemy spędzić jeszcze trochę czasu razem — a przynajmniej do momentu, w którym będzie umiała sama się poruszać. Czuła, jak powoli wraca jej czucie. Jego ręką na jej kolanie zaczęła robić się nieznośnie ciężka, jakby skóra i mózg dopiero zauważyli, że była tam przez cały czas.
Dalton uśmiechnął się ciepło, od razu podnosząc rękę do policzka Ste…. Noriegi.
— Wiesz, że chce spędzić z tobą każdy dzień — mruknął zadowolony, nachylając się w jej kierunku. — Wieczność całą nawet — jego kciuk przesunął się niżej, do kącika jej ust, a ona naprawdę musiała ze sobą walczyć, żeby nie pokazać, jak bardzo brzydziła się tym dotykiem. Z plusów ledwo to czuła. To jak sunął opuszkiem po jej wargach, a potem bezczelnie wsunął dwa palce w jej usta.
Wytrzymaj.
Wytrzymaj.
Wytrzymaj
.
Błagała samą siebie, a jednak w środku cała drżała. Panikowała. Widziała przecież to spojrzenie kompletnie pozbawione jakiekolwiek samokontroli czy chociażby rozumu. Dalton już dawno stracił piąta klepkę, a jego obsesyjna miłość do niej przysłoniła mu wszystkie wartości w życiu wraz z kręgosłupem moralnym. Nie cofnąłby się przed niczym, żeby ją mieć.
— Przesiedziałbym tu z tobą do rana, ale… — zaczął, wyciągając mokre od sliny palce i tym razem skierował się na jej szyję, podczas gdy jego druga ręką sięgnęła po coś do kieszeni. — Potrzebuje jeszcze ustalić z wielkimi ludźmi kilka rzeczy. Wiesz, warunki… musze się upewnić, że go zabiją, a ty będziesz moja, bo oni też by cię chcieli… — nawijał jak w transie, nie dając jej dojść do słowa, a kiedy w końcu Pilar nabrała w płuca powietrza, poruszając powoli ręką, w palcach Daltona błysnęła strzykawka.
— Ni… — tyle zdążyła powiedzieć, nim igła ponownie tej nocy wbiła się w jej szyję. Tym razem był to środek usypiający. Musiał być, bo jej powieki w kilka sekund zrobiły się kurewsko ciężkie.
— Jeszcze trochę, najdroższa…

W tym samym czasie Luna podjechał od drugiej strony magazynu.
Miał na sobie swój długi, skórzany płaszcz i rękawiczki. Jego ulubiony. To w nim najczęściej jeździł robić i n t e r e s y. Tej nocy również zamierzał. A przynajmniej był na to otwarty, chociaż zdawał sobie sprawę, że Noriega będzie się stawiał. Normalnie nie lubił takich wściekłych psów, ale ten… miał coś w sobie. Miał kontakty i dojścia. Miał świetną dziuplę. I miał też mroczną stronę swojej duszy, którą Luna z doświadczenia był w stanie dojrzeć. Widział w Madoxie mrok.
Widział p o t e n c j a ł.
A potencjału nie należało marnować.
Nawet jeśli na moment zbłąkali. Jeśli się zagubili w skurwiałym świecie czynienia dobra.
Bo prawda była taka, że nie było ludzi dobrych. Byli tylko ci, co dobrze udawali. Tak samo ten cały wielki koncept bezinteresowności. Pierdolenie. W chwili zagrożenia życia, kiedy człowiek stał już nad samą przepaścią zawsze wybierał siebie. Rodził się sam i sam umierał, a wszystko po drodze… to tylko kurwa robaki. Rozpraszacze. Życie było za krótkie na czynienie dobra. Z niego trzeba biło wyciskać co do cna. Żyć jak pierdolony król świata, a przynajmniej według takiej zasady funkcjonował Benito.
Przywitał się z dwójką swoich ludzi tuż przy wielkich metalowych drzwiach krótkim skinieniem głowy.
— Są w środku — rzucił jeden z nich, zaciskając palce na mosiężnej klamrze i otwierając drzwi przed szefem. — Pająk spuszcza mu wpierdol.
— Wpierdol? — powtórzył Luna, poprawiając rękawiczkę. I faktycznie kiedy tylko znalazł się w głównym pomieszczeniu zauważył Noriege na podłodze z roztrzaskana twarzą, a obok niego Pająk. Oboje poturbowani, krzesło połamane a dookoła pierdolona kałuża krwi…
— ¡Ay, araña… Basta! — zacmokał niepocieszony, po czym zagwizdał głośno. Pająk momentalnie przestał się szarpać, świadomy, że przyszedł szef i podniósł głowę w górę. — Araña, co robisz z moim gościem? — spytał, udając przejęcie i wykrzywiając usta w podkowę.
— Wkurwił mnie, należało mu się… — zaczął się tłumaczyć, ale wtedy Luna podniósł do góry otwartą dłoń, uciszając go dosłownie jednym gestem, czego Madox mógł być świadkiem chyba po raz pierwszy.
— Popraw go i znajdź mu nowe krzesło — jego ton był kurwa tak spokojny i opanowany, jak chyba jeszcze nigdy. Oaza spokoju, albo właśnie psychopata at his finest. W końcu tu wiedział, że rozdawał karty. Nie było jak u Kane’a kiedy Aurelia popsuła mu plany. Tu miał wszystko pod kontrolą. Złapał za wolne krzesło i szurajac nim po podłodze, przysunął bliżej, kiedy chłopaki podnosili Noriege z podłogi. Luna natomiast popatrzył na niego chwile, ale finalnie przeniósł spojrzenie na Pająka. — Está bien, a teraz weź chusteczkę i wytrzyj mu twarz.
— Co kurwa?! Nie będę…
— Powiedziałem weź chusteczkę… i wytrzyj mu twarz — wycedził przez zęby, a Pająk chociaż był w k u r w i o n y do granic możliwości finalnie… faktycznie to zrobił. Wziął ze stołu chusteczkę i zaciskając mocno zęby nachylił się nad Madoxem, żeby oczyścić go z krwi. Poniżające. — Wybacz mi to, Madox. Powiedziałem im, że chcemy rozmawiać i robić interesy, a oni tak nieładnie cię potraktowali… bo chyba będziemy rozmawiać i robić interesy, prawda? — wbił spojrzenie w Norięge, uśmiechając się przy tym, jakby gdyby nigdy nic.

Luna czekał na odpowiedź, a w tym samym czasie ktoś ponownie szarpnął Galenem. Zapewne mężczyzna, bo siła, jaką wkładał w szarpanie ciałem Wyatta z pewnością zmęczyłaby kobietę. Nawet tą najsilniejszą. Prezes Northexu mógł słyszeć sapanie tuż przy uchu, a potem jak ktoś sadza go na prześle, przywiązuje…
Gdy worek opuścił jego głowę, mógł zobaczyć, że znajdował się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Może była to piwnica? Jakiś opustoszały pokój? Garaż? W końcu dookoła byłī narzędzia i inne bzdety. No chyba, że była to sala tortur, to jeszcze gorzej. W rogu stała postać. Tyłem do niego więc ciężko było cokolwiek powiedzieć, chociaż nawet kiedy się odwrócił, Wyatt mógł nie poznać twarzy. Nigdy wcześniej nie widział go na oczy. Galen jego nie. Ale on jego tak.
— Zacznijmy od podstaw… — zaczął niskim głosem, grzebiąc przy lampie naftowej, którą probował odpalić. — Jeśli będziesz współpracować, pójdzie bezboleśnie i może nawet pozwolę ci stąd wyjść ze wszystkimi kończynami… — wyjaśnił, a kiedy nastało światło, przeniósł lampkę na stolik niedaleko miejsca, gdzie siedział Wyatt. — Natomiast jeśli nie będziesz współpracować… — nachylił się w jego stronę, patrząc mu głęboko w błękitne oczy. — Obiecuje ci, że odejdziesz z tego świata w takich męczarniach, że będziesz żałować, że nie rozpierdoliłem ci głowy od razu — huknął lampą, a zaraz sięgnął po krzesło, które szurnęło po podłodze i przystawił je tuż przed Galenem, siadając sobie wygodnie i nachylając się do przodu. — A teraz gadaj, Wyatt. Co wiesz o Patricii Fernandez? — zadał pierwsze pytanie, uważnie obserwując jego twarz. Rodri zawsze dobrze czytał ludzi. Będzie wiedział, jeśli Galen postanowi go okłamać.

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, przemoc i w ogóle...
Jeszcze trochę, najdroższa…
Dalton wierzył w to, że jeśli zrobi to co oni mu kazali, jeśli ją tutaj przywiezie, to przecież oni pójdą mu na rękę. Potrzebowali jej tylko na chwile, tylko po to, żeby złamać Noriegę, a potem i tak... mieli go zabić.
To mu powiedział Pająk, że w planie Madox i tak kończy martwy, bo przecież... nie dogada się z Luną. Był na to za uparty, buntował się, a Benito nie znosił sprzeciwu. Tak mu powiedział Pająk, Daltonowi wydawało się, że on wie co mówi.
Wydawało mu się też, że w tej chwili Pilar miała jakieś piękne sny, może o nim? Wyglądała tak spokojnie, kiedy niósł ją przytuloną do swojej klaty, trzymał w ramionach, a jej policzek wspierał się o jego tors. Śniła, bo powieki jej drgnęły, usta zadrżały, kiedy układał ją na kanapie w gabinecie na piętrze. Cały magazyn był obskurny, ale ten gabinet się wyróżniał. Na środku stała wielka kanapa obita czerwonym aksamitem. Pod oknem biurko z jakiegoś dziwnego drewna, Dalton pierwszy raz takie widział, chociaż... przez chwilę miał wrażenie, że gdzieś uświadczył coś podobnego.
Przeszedł się po pomieszczeniu, w jedną i drugą stronę, kazali mu przecież czekać. Ale ile to potrwa? Jego spojrzenie znowu uciekło do Pilar.
Śniła, o nim, na pewno...
Usiadł obok niej na kanapie, a jego palce sięgnęły do jej policzka, zgarnął z niego niesforny kosmyk jej włosów, zakładając go jej za ucho. Te jej włosy, wiecznie w nieładzie, lubił, kiedy je wiązała. Lubił, kiedy była taka spokojna...
Jego dłoń przesunęła się po jej szyi, opadła na udo, prowadził ją wyżej, jego oddech przyspieszył, a oczy błysnęły złowieszczo. Przecież nie będzie mu miała za złe, bo od dzisiaj już będą razem, tylko we dwoje. Kiedy Pająk zabije w końcu Madoxa.

Noriega za to skorzystał z okazji, kiedy krzesło pierdolnęło o podłogę i taśma, którą skrępowane miał nadgarstki pękła, jakaś kość w jego ręce może też? Ale chuj z tym, miał szansę, Pająk doskoczył do niego, a Madox się zamachnął i wyjebał mu z pięści w twarz. Mocno. Cios mu siadł, tak, że Pająka na moment zamroczyło, ale co z tego, skoro zaraz doskoczyło do niego dwóch innych kolesi. Dla spacyfikowania dostał kopa w brzuch, a potem kolejnego w bok, już sam nie wiedział co go boli...
Wszystko? Kurwa. Nic?
To, że nie miał szans? I znowu nim szarpali, a Pająk wyrywał się, żeby mu wpierdolić. Mógł to zrobić z powodzeniem, mógł go zapierdolić, bo Madox... powoli odpuszczał.
Każdy miał jakieś granice i chociaż Noriega zazwyczaj nigdy się nie poddawał, ciężko było go złamać, to teraz, na tej betonowej podłodze, kiedy krztusił się własną krwią, i myślał tylko o tym, gdzie w tej chwili była jego żona...
I wtedy pojawił się on, głos Luny zawisł w powietrzu, a jednak ta jebana babka Carmen Sandiego, miała chyba co do niego jeszcze inne plany, nie szykowała mu jeszcze miejsca obok siebie.
Jeszcze jedna szansa, kolejna runda.
Madox złapał w płuca więcej powietrza, kiedy szarpnęli go do góry, kiedy znowu sadzali go na krześle, nowym, i znowu krępowali mu ręce kolejną warstwą tej skurwiałej, srebrnej taśmy. Klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a po twarzy spływały stróżki krwi, w tym wątłym świetle... czarnej.
A potem Luna kazał Pająkowi wziąć chusteczkę i wytrzeć mu twarz. Noriega nawet się nie poruszył, nie wzdrygnął, chociaż zaraz...
- Zrób to po-rząd-nie - wycedził przez zęby, jeden z tych swoich tekstów, które rzucał do swoich dup. I może teraz do Pilar mówił to inaczej, miało to trochę inny wydźwięk, to... Pająka chyba ubodło. Ale przecież o to chodziło Madoxowi, żeby się poczuł jak jedna z jego szmat. Jak popychadło Luny. Zacisnął mocniej palce na białej chusteczce i docisnął ją do skroni Noriegi, ale ten odsunął głowę - wystarczy, wypierdalaj - może Madox nie miał prawa rozkazywać Pająkowi, na pewno nie, ale Luna też go odesłał machnięciem ręki, bo tutaj w tym układzie... Pająk był nikim, a Luna chciał rozmawiać z Noriegą, jak równy z równym.
- Rozwiąż mnie, to porozmawiamy - zaproponował Madox, ale chyba wcale na to nie liczył. Luna pochylił się do przodu wpatrując w jego zakrwawioną, poobijaną twarz. Przez moment milczał patrząc w te czarne, ogniste oczy Madoxa. W końcu machnął ręką na... Pająka oczywiście.
- Rozwiąż go - rzucił chłodno, krótkie polecenie, oparł się o oparcie swojego krzesła i czekał.
Noriega też czekał, znowu wpatrywał się w Araña, a ten zaciskał dłoń odzianą w skórzaną rękawiczkę w pięść. Chciał coś powiedzieć, buntować się może, ale finalnie... ostrze błysnęło w jego dłoni, przeciął taśmę, którą skrępowany był Madox.
A on przecież na to czekał. Bo to była jego szansa. Ostatnia może, taśma na nogach była luźna, naruszona na tyle, że jeśli odpowiednio się szarpnie, to się uwolni. Zaparł się mocno o ziemię i skoczył na Pająka, który gapił się na Lunę, Madox wiedział, gdzie tamten miał broń i po chwili to on trzymał w ręce jego gnata. Mierzył nim do Benito. Lufa wycelowana w sam środek jego czoła.
- Brawo Madox, wiedziałem, że umiesz skorzystać z okazji - odezwał się spokojnie Luna.
- Wykorzystam ją, rozwalę ci łeb - warknął Noriega i zrobił krok w kierunku Luny. Bo przecież o to w tym wszystkim chodziło, o pozbycie się Luny...
- Mógłbyś... - zaczął Benito nie ruszając się z miejsca - ale sam wiesz jak to się skończy, oni najpierw zajebią ciebie, tutaj, od ręki... - rzeczywiście już dwóch innych bandytów celowało w Madoxa. Ale przecież mógł być szybszy, wystarczyło, że naciśnie na spust i Luny nie będzie. Pilar będzie mogła być bezpieczna... - A potem zrobią z twoją żoną, co tylko będą chcieli, bo nie powstrzymam ich ani ja, ani ty... Bo nas już nie będzie Madox, a ona wcale nie będzie bez ciebie... bezpieczna - przez twarz Madoxa przemknął jakiś cień. Bo kurwa. Pierdolony Luna chyba trafił w punkt. Noriega wiecznie fiksował się na tym, że Pilar nie była z nim bezpieczna, że ją narażał, ale kurwa... Czy bezpieczniejsza była bez niego? Czy lepiej by jej było, gdyby się dla niej poświęcił, kto by się nią zajął? Patel? Czy w tym świecie, w którym nie byłoby Luny, ale też jego... ona naprawdę wiodłaby spokojne, bezpieczne życie?
Teraz chyba do niego dotarło, że nie.
Benito się nie odzywał, patrzył tylko na niego. A Madox... w końcu cofnął dłoń, ale nie oddał spluwy, schował ją za pasek od spodni i szarpnął krzesłem dostawiając je sobie na przeciwko Luny.
- Porozmawiajmy - rzucił, sadzając na nim swój tyłek.
- Mądrze - stwierdził Benito i kiwnął głową, oparł się znowu o oparcie nonszalancko zarzucając nogę na nogę. Utkwił zielone oczy wpatrując się w Madoxa ze stoickim spokojem. Noriega za to kręcił się na krześle, pochylił do przodu, sięgnął do spluwy, klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a oczy miał już całe czarne.
- O czym chcesz gadać? - wypalił w końcu. A Luna splótł ze sobą wytatuowane palce opierając je na kolanie.
- O nas, i o tym ile możemy zyskać pozostając w dobrych stosunkach... Bo na razie zyskałeś dla swojej kobiety kolejne minuty... - mówił to tak spokojnie, ale Madox złapał w płuca więcej powietrza, obejrzał się przez ramię.
Mieli ją? Czy Luna grał? Blefował?
Nie potrafił nic wyczytać z jego twarzy. Zero emocji. Ta Noriegi za to zdradzała wszystko... Myślał już znowu tylko i wyłącznie o niej.

Galen nie miał pojęcia co się dzieje. Czuł w nosie zapach paliwa, smaru, narzędzi, coś, co zupełnie nie pasowało do jego pięknego, bogatego życia. A kiedy ktoś ściągnął mu z głowy worek na własne oczy mógł zobaczyć gdzie się znajdował. To nie była nawet w jednym procencie miejscówka, w których on się obracał. I ten facet. Galen go nie znał. Czego on od niego chciał? Szarpnął się, ale był przywiązany do krzesła. Grube liny wbijały się w jego delikatną skórę. Koszulę miał poplamioną, garnitur pognieciony.
- Chcesz pieniędzy? Zapłacę ci, puść mnie - wypalił Wyatt, jakby kluczem do wszystkiego była jego forsa. Jakby otwierała każde drzwi, zrywała pęta, którymi był teraz skrępowany...
Ale chyba nie tym razem.
Galen słuchał swojego oprawcy, znowu poruszając się na krześle niespokojnie, w co on się wpakował? Dlaczego tu był? Czy to miało związek z kontenerami, z tym, że pomagał w tej sprawie Pilar?
Zaraz okazało się, że nie. Że sprawa dotyczyła Pati.
- Patricii Fernandez? Mówisz o Pati? - zapytał głupio Galen, ale przecież wiedział, że tak, po prostu grał na zwłokę.
Rodri szarpnął się na krześle, zacisnął palce odziane w skórzaną, czarną rękawiczkę na prezesowskiej twarzy.
- Wiesz, że tak, nie rób ze mnie idioty! - warknął - co cię łączy z Pati? - wycedził przez zęby, wbijając palce w policzki Wyatta, ale w końcu go puścił. Sięgnął po śrubokręt, który naszykował sobie na stoliku, a potem jego dłoń opadła na tą Wyatta.
- My po prostu się spotykamy, nic nas nie łączy - odpowiedział szczerze Galen, jego niebieskie oczy wpatrywały się w narzędzie w rękach mężczyzny. Co on chciał z nim zrobić? Chyba nie chciał wiedzieć...
- Skąd ją znasz? - zapytał Rodrigo, podnosząc ciemne spojrzenie na twarz Wyatta - mów wszystko, dokładnie. Jakim cudem Patricia Fernandez dotarła do ciebie? O co cię wypytywała? - zacisnął palce na dłoni Wyatta, a potem przymierzył śrubokręt do jego paznokcia. Galen się szarpnął.
- Ona... wpadła na mnie pod Northex, to był przypadek - zaczął Galen, ale teraz dotarło do niego, że wcale nie musiał być... - zaprosiłem ją na kawę i... Ona po prostu wpadła mi w oko, ale jak two twoja kobieta... - Rodrigo spojrzał na Galena jak na idiotę, ale Wyatt kontynuował - ona właściwie pyta tylko... - Galen się zamyślił, bo był jeden temat, który Pati poruszała wyjątkowo chętnie - pytała o Pilar, co mnie z nią łączyło, podobno się przyjaźnią, ale nie wiem... - Galen nie był głupi, a na tym bankiecie wcale to tak nie wyglądało.
- Co cię łączyło z Pilar? - zapytał Rodri i na moment odstawił śrubokręt od dłoni Wyatta.
- Nic... - rzucił Galen, ale Rodrigo znowu złapał go za rękę - to znaczy... Kiedyś kręciliśmy ze sobą, Pilar pomagała mi w jednej sprawie, z kontenerami... - wyrzucił z siebie, a Rodrigo się zawiesił.
Kontenery Luny i Wyatta, Pilar prowadziła śledztwo... czy... czy to ona sprawiła, że Benito zainteresował się Noriegą? Przecież do tej pory, przez wiele lat żyli obok siebie, nie wchodzili sobie w drogę, a teraz...
Rodrigo chciał, żeby to Madox zajął miejsce Benito, mieli z Kanem własny plan, wpierdolić Lunę za te jego kontenery, może go odjebać? Wyplenić z miasta handel ludźmi, na tym zależało senatorowi, żeby w jego mieście ten biznes padł, a Madoxa umieścić na miejscu Luny, tyle... I liczyć na to, że latynosi będą go poważać, a on... przez Pilar będzie się trzymał pewnych zasad. Bo przecież ona jako pies miała zasady. Musiała je mieć. Powinna. Ale czy na pewno? Skoro wciągnęła go... ich, razem z Galenem Wyattem, w to wszystko? Nie powinna tego robić.

ella tenía principios... ⋆°.☾⋆.ೃ࿔*:⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Luna.

Wiedział, że Noriega był narwany.
Widział o nim o wiele więcej, niż nie jedna osoba mogłaby przypuszczać.
Wiedział gdzie jadał, co zamawiał, z kim się kontaktował, a nawet gdzie aktualnie przebywała jego matka.
Luna wiedział w s z y s t k o.
Tylko w odróżnieniu do Madoxa potrafł te informacje odpowiednio wykorzystać. Nie skakał wszystkim dookoła do gardeł, nie podjudzał i nie wywoływał bójki przy każdej, lepszej okazji. Lata egzystowania w tym świecie — szczególnie latynoskim — nauczyły go, że o wiele bardziej wartościową bronią niż sama siła było odpowiednie rozegranie kart. Manipulacja. Może dlatego tak bardzo kochał pokera. To jak trzeba było nie tylko myśleć o własnych ruchach, ale też być w stanie przewidzieć to, co zrobi przeciwnik, być kilka zagrać do przodu, wyliczać prawdopodobieństwo wypadnięcia takich kart, jakich się chciało. I blef… on też był ważny. Prawie tak bardzo jak spokój.
Dlatego siedział spokojnie.
Nawet kiedy Madox ponownie rzucił się na Pająka i go rozbroił. Nawet kurwa nie drgnął, gdy lufa gnata została skierowana gdzieś miedzy jego ciemne oczy. Wiedział, że nie strzeli. Noriega nie był mordercą z krwi i kości. Nie zabijał dla przyjemności. Jeszcze.
A już na pewno nie odważyłby się strzelić, wiedząc, że wtedy ona również oberwie.
Kolejny fascynujący element tej układanki.
Pilar Stewart.
Jedyna kobieta, która potrafiła go okiełznać. Sprowadzić do parteru i sprawić, że nie miał żadnej decyzyjności, że stawał się marnym robakiem, którego wystarczyło zgnieść. Trochę jak jego Fabien. Też miał do niej słabość. Chociaż kiedyś byłby gotowy poderżnąć jej gardło. A może wciąż by potrafił?
Patrzył na niego uważnie, śledząc każdy ruch Madoxa. To jak jego palce nerwowo przesuwały się po uchwycie gnata, jak spojrzenie uciekało na boki, jakby chciał wyliczyć, ile Luna miał tu ludzi. Dużo. To była odpowiedz. Kurewsko dużo. Większości nawet nie było widać. Gdyby cos mu się stało, nikt nie wyszedłby stąd żywy. A już na pewno nie państwo Noriega, niezależnie od tego jak bardzo by się starali.
Madox musiał grac na jego zasadach, czy tego chciał czy nie.
I w końcu zaczął.
— Lubie cię, Madox — dziwne zdanie z ust Luny, ale przecież on nigdy nie mówił nic bez powodu. Parszywy uśmiech wymalował się na jego twarzy, chociaż pewnie nie jedna osoba a szczególnie kobieta uznałaby go za czarujący. Przesunął dłonią po materiale płaszcza i przerzucił go na bok, żeby rozsiąść się wygodniej na krześle. — Nie pierdolisz się, jak ktoś cię wkuri… — a to Benito akurat lubił w ludziach. To, że umieli postawić na swoim. Że byli gotowi iść po trupach do celu. Nawet w patowej sytuacji. — Dlatego chciałbym, żebyśmy współpracowali — powiedział w końcu poważnym tonem, chowając uśmiech i wszelkie filtry, a te słowa na moment zawisły w powietrzu. Jakby kurwa nawet sługusy Benito wstrzymali powietrze. Bo kto normalny chciałby robić interesy z gościem, który prawie rozwalił szefowi łeb?
— I żeby była jasność, nie potrzebny mi kolejny pies, który będzie przynosił kapcie i merdał ogonem. Tych mam wystarczająco dużo, jak już pewnie zauważyłeś — wystarczyło przywołać Pająka, który na dobrą sprawę mógł rozpierdolić Lunie łeb swoimi wielkimi łapami, a jednak usługiwał mu do tego stopnia, że chwile temu czyścił Noriedze twarz. — A poza tym, oboje dobrze wiemy, że akurat ty nie nadajesz się do usługiwania — wtrącił, nachylając się bardziej na krześle, niezmiennie patrząc Noriedze w oczy. — Chce cię jako partnera. Takiego na równi — tylko czy Luna w ogóle trafił dzielić z kimś stołek? Może? Westchnał ciężko. — Nie będę pierdolił. Widzę w tobie potencjał, Noriega. Widzę, na jak dużo cię stać i kurwa nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele moglibyśmy razem osiągnąć. Moglibyśmy kurwa rządzić tym pierdolonym miastem. Wykurzyć makaroniarzy. Przecież wiem, że też ich nienawidzisz — mogli się w wielu kwestiach nie zgadzać, skakać sobie do gardeł, ale akurat co do tego nie mogli mieć wątpliwości. Włosi zawsze uważali się za lepszych od latynosów, wiecznie próbowali im napluć krwi, przejąć cały interes. W końcu przyszedł czas na rewanż. Luna opadł ponownie na oparcie i przeczesał ciemne włosy, przy okazji sięgnął do kieszeni po paczkę fajek.
— Mam pewien plan… gruba akcja, na ogromną skale — jej głos był spokojny. Nie było w nim raczej żadnego blefu, a w jego oczach jawiła się jedynie cysta desperacja. Jakby naprawdę gotowy był poświęcić wiele dla tej jednej sprawy. Wyciągnął jednego papierosa, po czym podał paczkę również Madoxowi. — Jeśli się powiedzie i mi w tym pomożesz… W zamian oferuje nietykalność. Dla ciebie i Pilar — ostatnie zdanie wymówił pewnie. Z przekonaniem. Bo gdyby oni naprawdę współpracowali, to może Luna faktycznie nie miałby żadnego interesu w krzywdzeniu ich dwójki? Przecież od początku dobrze wiedział, że mógł od nich wyciągnąć dużo korzyści. Problem w tym, że zaczęli się stawiać. Jednak gdyby przystali na jego warunku… może faktycznie mógłby zapewnić im dożywotnią ochronę? Jak na prawdziwe partnerstwo przystało.

:muaha:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może i Madox nie był mordercą, ale... strzeliłby. Był zdesperowany. Pod ścianą. Zafiksowany na bezpieczeństwie swojej żony, na jej życiu, w którym nie byłoby Luny, do tego stopnia, że byłby gotowy pociągnąć za spust. Pozbyć się problemu, tylko...
Czy odjebanie Benito w tym momencie rzeczywiście było rozwiązaniem?
Madox przez chwilę myślał, że tak, ale kiedy Luna wspomniał o jego żonie, zaczął się wahać. Jeśli Benito nie kłamał, jeśli ją mieli, to wpakowanie kulki Lunie między oczy było chujowym wyjściem. Skreślało ich oboje, bo Noriegę odstrzeliliby tutaj, od razu, bez zawahania, a potem ją...
Zrobiliby z nią, co by chcieli. A na to Madox nie mógł pozwolić.
Rozejrzał się dookoła, Luna zdecydowanie miał przewagę liczebną. A jeśli nie blefował i rzeczywiście miał Pilar...
No przecież Madox by wszystko dla niej zrobił. Oddałby za nią życie, nie sto razy, a dwieście. Podłożył się za nią pod spluwę, i utopił pod lodem, zamarzł na śmierć. Wszystko, żeby ona przeżyła. Żeby była bezpieczna. Ale nie była... Kurwa. Przez swojego męża właśnie. Bo ją zostawił, bo zadecydował, że powinni się rozdzielić, a teraz nie wiedział gdzie ona jest, co się z nią dzieje.
Miał złe przeczucia. Chciał coś wyczytać ze spojrzenia Benito, ale nie potrafił. Zielone oczy wpatrywały się w niego bez emocji.
A jego słowa... Może Madox nie był najbystrzejszy, czasami zbyt ufny, ale kurwa wiedział dwie rzeczy, tacy ludzie jak Luna nie lubią nikogo. I takim ludziom się nie ufa, nawet gdyby obiecywali ci to, na czym aktualnie ci zależy.
Mimo to Madox go słuchał, i tym razem on starał się nie zdradzać emocji, a może nawet... Kącik jego ust drgnął do góry, jakby to, co mówił mu Benito rzeczywiście mile połechtało jego ego, ale przecież... Noriega był dobrym aktorem. Może nie tak opanowanym jak Luna, ale za to, kurwa, jakby nie wylądował w Toronto jako właściciel klubu, to pewnie grałby w kolumbijskich telenowelach. A zresztą grał półświatkowi na nosie od lat. I psiarni. I tylko jedna policjantka potrafiła go rozgryźć, ale Luna... oby nie.
- Zaczynanie współpracy od pobicia to trochę chujowy pomysł - rzucił niby od niechcenia, ciemne spojrzenie zawieszając na twarzy Luny. Rozsiadł się wygodnie na krześle, nonszalancko opierając nogę na kolanie, napierdalało go ramię i bok, brzuch, twarz. Kurwa... długo by wymieniać, całe szczęście Noriega miał wysoki próg bólu i skrzywił się tylko raz. A potem znowu uśmiechnął wraz z kolejnymi słowami Benito. Spojrzał na Pająka, oczywiście, że specjalnie, kiedy Luna nawijał, że nie potrzebuje drugiego sługusa. Bo Madox nauczył się przez lata, że najłatwiej rozpierdala się gangi od środka, kiedy ktoś bliski wbija ci nóż w plecy, jak jemu Maddie, która jednak dzisiaj mu pomogła. Dlatego on nikogo nie trzymał na tyle blisko... kiedyś, bo teraz...
- To może zacznij mnie traktować na równi, a nie tak... jakbyś się mnie bał - Madox nawet nie poruszył się na krześle, ale oczy znowu mu pociemniały, kiedy wpatrywały się w te zielone Luny, identyczne jak Aurelii.
Bał się go? Wiedział, że tak, że się obawiał, skoro zadał sobie tyle trudu, żeby go złapać, i ją... Kurwa. Najgorsze było to, że Luna wiedział, że Pilar była jego słabym punktem, ale tym Luny była jego córka.
Madox słuchał Benito, poruszył się znowu na krześle, spuścił nogę, skrzywił się po raz kolejny. Szkoda tylko, że wszystko to co mówił mu Luna, to było pierdolenie. Masz potencjał Noriega, moglibyśmy rządzić tym miastem, wkurwić makaroniarzy...
Szkoda tylko, że Madox wcale nigdy nie aspirował na rządzenie miastem, a Włochów miał głęboko w dupie, wkurwiali go, ale mogli się pierdolić, powybijać z ruskami na przykład. Byli siebie warci. Ale Benito nie musiał tego wiedzieć.
- Mów dalej... - rzucił z zainteresowaniem, udawanym oczywiście, ale nawet oczy mu błysnęły, jakby rzeczywiście go to ciekawiło, jakby chciał w Toronto być kimś - makaroniarze myślą, że rządzą miastem, ale chuja prawda, latynosi są ponad nimi, Ty jesteś - czyli ego Luny też zostało odpowiednio połechtane. Madox zaraz odchylił do tyłu głowę uwydatniając tatuaż z koroną na swojej szyi, pokręcił nią - jebani italiańcy, wkurwiają mnie - rzucił, wytatuowane palce przesunęły się po spluwie - utrzeć im nosa, marzenie... - nawijał Madox, który z tą poobijaną mordą, z tym tatuażem z koroną mógł wyglądać jak ktoś, kto chciał rządzić tym miastem, być pierdolonym królem tego świata...
Koronę na szyi zrobił w momencie, w którym rzeczywiście został królem, swojego życia, Eliot chciał go zdjąć z operacji, wyjebać z klubu, chciał go wsadzić bliżej Luny, ale on się zbuntował, powiedział, że albo będzie po jego, będzie pracował nad mniejszymi sprawami, albo rzuca to w cholerę, bo w handel ludźmi nie miał zamiaru wchodzić. Zabawne...
Bo teraz to robił. Eliot byłby zachwycony. A korona na szyi mogła mu pomóc, stwarzać pozory. Madox chciał je stwarzać, grał, często to robił. Cały jebany czas, tylko przed swoją żoną nie. Ale czy ona zdawała sobie z tego sprawę? Że z nią był najprawdziwszą wersją siebie? Od samego początku, od dnia, kiedy pojechała z nim pomóc Baby, bo on... nie pomagał.
Madox Noriega, szef Emptiness, myślał tylko i wyłącznie o sobie. A teraz Luna proponował mu, że zapewni nietykalność jemu i... Pilar.
Madox poprawił się na krześle, znowu krzywiąc, kiedy zdejmował nogę z kolana, sięgnął po fajki.
- Nietykalność dla mnie i Pilar... - powtórzył, wywracając przy tym oczami, uderzył palcem w paczkę papierosów wypstrykując z niej jednego z nich, złapał go w zęby i to był moment, kiedy się zastanowił. Jak powinien to rozegrać, na którą kartę stawiać? Pochylił się do przodu, żeby Luna odpalił mu fajkę, zaciągnął się dymem. Dobra, chuj - mam to gdzieś, bez ryzyka nie ma zabawy, a moja żona... Powoli ta relacja zaczyna mi ciążyć, jest zazdrosna, a jedna dupa w sypialni, co to za zabawa? - prychnął Madox wypuszczając dym gdzieś w eter, ale zaraz pochylił się bliżej Luny - ale Eliot ją lubi, ma u niego specjalne miejsce w policji... dużo rzeczy jej mówi - ta, chuja jej mówił. Ale Madox postanowił zagrać, poudawać trochę, że z jego strony to tylko taka gra, że Pilar nie jest dla niego tak ważna, jak jej to okazywał. A była... najważniejsza. Ale Noriega przecież przez lata wymieniał dupy jak rękawiczki, z żadną nie prowadzał się dłużej, więc... może rzeczywiście mu się nie odmieniło? Może rzeczywiście monogamia zaczynała go nudzić? A przecież on nie lubił nudy, to też wszyscy wiedzieli, Łuną na pewno też - co to za gruba akcja? - zapytał skiepując popiół z papierosa na podłogę, gdzieś obok buta Benito - można na tym zarobić? - no tak, bo taką narrację też od jakiegoś czasu prowadził Noriega, że hajs musi się u niego zgadzać, a on dla niego gotowy był na wiele.
I to też było zabawne biorąc pod uwagę to, ile forsy miał gdzieś pochowane i jak nie przejmował się swoimi wydatkami, ale drogie koszule, fajne furki, to wszystko przecież kosztowało.
Zanim jednak zdążyli pogadać, na horyzoncie pojawił się kolejny człowiek Luny, nowy, stanął z boku, a kiedy Benito się na niego obejrzał, powiedział tylko.
- Szefie jest już na miejscu... - tyle. Madox też na niego spojrzał. O kogo chodziło? O Pilar? Była tu? Serce zabiło mu w piersi szybciej, ale kurwa, nie chciał dać tego po sobie poznać. Na zimno. Nie zależało ci już...
Zaciągnął się powoli papierosem, odchylając na krześle do tyłu, jakby był znudzony. A tak naprawdę czekał, aż powiedzą coś jeszcze, cokolwiek. Co z nią?

Ya no me importa ⋆.˚⏾⋆.˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Luna.


— Masz rację — Luna westchnął głośno, poprawiając się na krześle. Kilka kawałów popiołu z papierosa spadło na jego drogi płaszczyk, ale wcale się tym nie przejął. — Zaczynanie współpracy od pobicia, to faktycznie chujowy pomysł — spojrzał wymownie na Noriegę. — Ale oboje dobrze wiemy, jak potrafisz sobie na to zasłużyć — uśmiechnął się bezczelnie. Taka była prawda — Madox uwielbiał prowokować. Wystarczyło popatrzeć na te ich kilka marnych spotkań, kiedy mieli okazje wymienić kilka zdań. Wiedział co powiedzieć, by wyprowadzić kogoś z równowagi, a to zaś wiązało się z tym, że cóż… zasłużył sobie, by dostać lewe na mordę. I skoro Pająk się na niego rzucił, to najwidoczniej miał powód. A może i nie. Luna szczerze mówiąc miał to gdzieś.
Jedyne czego Benito od niego potrzebował, to chęci współpracy.
Każdy z nich mógł coś na tym ugrać. To nie miała być oferta jednostronna. Dlatego kiedy tylko Madox zaczął nawijać o tym, jak bardzo włosi go wkurwiali, Luna uśmiechnął się pod nosem i przechylił głowę. Nie miał pojęcia, czy Noriega blefował, ale miał duże powody ku temu, żeby tak sądzić. W końcu gdyby faktycznie ich nienawidził, to nie obnosił by się z tym aż tak. Każdy lubił mieć w rękawie jakieś dodatkowe karty, a nie tak kłaść je otwarcie na stole.
Chociaż kiedy wspomniał o Pilar i to, że miał gdzieś jej bezpieczeństwo, Benito uniósł brew ku górze.
— tak? — udał zainteresowanie, wsadzając filter od papierosa pomiędzy usta. — A widzisz, ja słyszałem coś innego — prychnął, po czym jeszcze chwile patrzył na Noriegę nim wypuścił dym. Luna wiedział dużo. Nie tylko od swoich informatorów, którzy przecież mieli Emptiness prześwietlone na wylot, ale też swoje informacje miał od Pati, a do tego wszystkiego… mieli przecież swego czasu kamery u nich w mieszkaniu. Wiedział przecież sposób, w jaki ją pieprzył, jak na nią patrzył, jak mówił jej, że była dla niego całym światem. Takich rzeczy nie robiło się tylko na pokaz. A może? Może Noriega umiał? Zastanowił się.
— Mówisz, że monogamia cię nudzi? — dopytał. Jego też czasami nudziła. Wiele razy mówił swojej żonie, że pójdzie zagruchać, jak dalej go będzie wkurwiać, a jednak finalnie nigdy nie szedł. Wierny jak pierdolony pies. — Czyli trzymasz ją przy sobie tylko dlatego, że przekazuje ci informacje z psiarni? — nachylił się do przodu, nie ściągając zielnego spojrzenia z ciemnych oczu Noriegi. — A ona tak po prostu ci wierzy? Wiesz, nie obraź się, ale wydaje się w chuj mądrzejsza niż ty. Jakoś nie chce mi się uwierzyć, że to ty ją robisz w chuja — przecież miał ją prześwietloną. O niej też dużo wiedział. Nawet kilka razy widział ją w akcji. Rozmawiał z nią u Senatora. Pilar nie była głupia. A już na pewno nie na tyle, żeby zakochać się w kimś takim.
Gdy Madox spytał, czy na tej grubej akcji można było zarobić Luna roześmiał się. Głośno. Tak kurwa głośno, że echo odbiło się od wysokich ścian magazynu i wróciło do nich po kilku sekundach.
— Kurewsko dużo — rzucił zadowolony, opadając na krzesło. — Miliony… razy dziesięć — dodał, obserwując go uważnie. Kto normalny chciałby odmówić taki hajs? Kto kurwa potrafiłby przejść obok tego obojętnie? To nawet człowiek nie łasy na takie rzeczy musiał się zatrzymać i to rozważyć. A naprawdę mogliby tyle zarobić, gdyby przejęli cały interes makaorniarzy w Toronto. Jak nie więcej.
Miał coś jeszcze powiedzieć, ale wtedy podszedł do nich Luigi. Mruknął mu pod nosem, że dostawa była już na miejscu. Luna tylko uśmiechnął się pod nosem, spojrzał na Madoxa, a potem przy okazji sięgnął do kieszeń płaszcza. Machnął głową na pracownika, który się oddalił. Wszystko szło z g o d n i e z planem.
— Tylko widzisz… problem jest taki, że nie wiem, czy mogę ci ufać — powiedział po chwili, gasząc pęta pod butem. — Słyszałem, że kiedy chodzi o twoją zonę, to ci odpierdala. Ale skoro mówisz, że jednak nie… — cmokał pod nosem, przy okazji podnosząc telefon w górę. Coś w nim pogrzebał, coś po klikał. Dało się słyszeć, że przyszedł mu sms, bo komórka zawibrowała, a potem oczy momentalnie mu się zaświeciły. Jak pierdolonemu psychopacie. — Skoro nie jest aż taka ważna, to chyba nie ruszy cię… takie coś? — spytał powoli, po czym jeszcze kurwa wolniej, ze spojrzeniem wbitym w oczy Noriegi… odwrócił w końcu wyświetlacz w jego kierunku. A na nim zdjęcie. Zdjęcie jego nieprzytomnej żony niesionej na rękach przez nikogo innego jak samego Nicka Daltona. Pierdolonego gwałciciela we własnej osobie. Mógł wiedzieć, że to zdjęcie z dzisiaj, bo przecież wyglądała dokładnie tak, jak kilka godzin temu, gdy się rozstali w warzywniaku.
I obje teraz wiedzieli, że od reakcji Madoxa będzie zależało to, jak dalej potoczy się ta rozmowa. Jak potoczy się pierdolone w s z y s t k o. Jej los również. Bo prawda była taka, że na ten moment Luna miał ich w graści. Miał ją i miał jego. Mógł odpierodlić ich oboje i nikt by ich tu nawet nie szukał. Nie zostawili po sobie jebanego śladu. A jeśli Madox chciał, żeby ona faktycznie była bezpieczna… powinien zacząć współpracować.

:muaha:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”