Oszalałeś? Wyrzut i oburzenie słyszalne w jej głosie uderzyło w Luciena ze zdwojoną siłą i momentalnie skupiło na niej całą jego uwagę. Słowa ciemnowłosej nieprzyjemnie przecinały powietrze, ale dostrzegał w nich nie tylko jej punkt widzenia, ale przede wszystkim to, jak bardzo musiała tą sytuacją czuć się zmęczona.
Rozczarowanie nie było trafnym określeniem dla stanu emocjonalnego mężczyzny, bo nie winił jej za to, że mu nie powiedziała. Za to rozbudził się w nim absurdalny smutek oraz bolesna świadomość swojej
niemocy, że Zoya nie pozwalała mu angażować się w część swojego życia. Posiadanie nazwiska, które
coś znaczyło, miało swoje plusy i minusy.
—
Dla mnie nie jest obcą — posłał jej wymowne spojrzenie, przerywając to chwilowe milczenie. —
Przecież mogę mieć znajomych. Dla Ellie czy Maggie zrobiłbym to samo — zauważył z przekonaniem.
Znów jego upór przebijał się ponad rozsądek. Do Luciena docierał fakt, że mógłby sobie
trochę skomplikować życie, ale z drugiej strony jej niemal chorobliwą dbałość o jego wizerunek uważał za lekką przesadę. Miał prawo wkraczać do akcji, jeśli sytuacja tego wymagała.
Nie pomyślał natomiast o jednym ważnym szczególe — nie zrobiłby tego dla wszystkich. Pomoc Ellie czy Maggie dało się jeszcze wytłumaczyć ich długoletnimi znajomościami, Zoya natomiast była kimś
nowym, czym mógłby łatwiej zwrócić na nią uwagę prasy. A przecież sama niejednokrotnie przyznała, że wolałaby być z dala od rozgłosu.
Pod naporem jej wzroku jego przekonanie co do słuszności własnych intencji zaczęło maleć, aż w końcu zrezygnowany zwyczajnie przygarnął ją do siebie.
—
Naprawdę mi przykro, że musiało cię to spotkać. Ale powinnaś wiedzieć, że możesz zwrócić się do mnie z każdym problemem, nawet, jeśli chciałabyś t y l k o porozmawiać. Nie musiałaś być z tym sama — wyszeptał, jeszcze zanim się od niej odsunął.
Kierował się naprawdę szczerymi intencjami. Chciał uczestniczyć w jej życiu na tyle, na ile chciała, ale też okrutnie ciążyła na nim granica ustanowiona przez jego pozycję w społeczeństwie. To znacznie wszystko im utrudniało. Mimo to chciał, by wiedziała, że nie musiał dla niej znajdować rozwiązania. Mógł przy niej po prostu
być.
Jej pogodniejsze usposobienie przyjął z ulgą, a lżejszy uśmiech ozdobił jego twarz, kiedy postanowiła w nieco psotnym geście zmiętosić mu policzki. Przelotny buziak dopełnił swobodniejszej atmosfery, pozostawiając ich już w lepszych humorach.
—
Zbyt dobrze wiem, jak to jest być ciągle na walizkach. Dlatego nawet podczas weekendowych wyjazdów wolę się rozpakować. Niby to tylko na chwilę, ale przez to czuję się bardziej na miejscu — poczęstował ją małą anegdotą na swój temat, nie spuszczając z niej wzroku. —
Poza tym, szafa to znacznie wygodniejsze rozwiązanie. A twoje rzeczy i tak znajdowały już swoje miejsce w różnych częściach tego mieszkania — zauważył z łobuzerskim błyskiem w oku, po czym, widząc, jak kobieta rozchyla wargi, żeby zaoponować, uciszył ją pocałunkiem. Zaraz się od niej odsunął na niespełna centymetr. —
To akurat nie podlega dyskusji — wyznał cicho, pewnie spoglądając w jej niebieskie tęczówki, by następnie zsunąć spojrzenie ponownie na jej pełne usta. Ponownie musnął je swoimi.
Kiedy tylko jej ręce przesunęły się po jego mięśniach pod wilgotną od potu koszulką, a z pomiędzy jej warg padła wymowna propozycja, niemal naprawdę
oszalał. Wystarczył jej figlarny uśmiech, żeby z największą ochotą spełnił jej śmiałą zachciankę.
Lucien miał jedno, szczególne zadanie — sprawić, by Zoya zapomniała o problemach. Z ogromną żarliwością przykładał się do tego, pozostawiając na jej skórze gorące ślady swoich ust i dłoni badających ją tak, jakby znów przeżywali swój pierwszy raz.
Wspólna kąpiel była już dla nich swoistym rytuałem, przeżyciem, które za każdym razem paliło ogniem jego żyły, oszałamiało jego umysł i smakowało truskawką, by ostatecznie przynieść
długo wyczekiwane spełnienie, spokój oraz odprężenie.
Po wszystkim, został jeszcze chwilę pod prysznicem, żeby dokończyć kąpiel. Wciąż nieco szumiało mu w głowie od wrażeń, gdy postanowił wyjść, akurat w momencie, jak Zoya sięgnęła do szafki po płaskie torebeczki z wizerunkami zwierzątek.
—
Co to? — ściągnął brwi, po czym zaczesał palcami wilgotne pasma włosów do tyłu. Na jej demonstracyjny gest zmrużył figlarnie oczy z niemym wyzwaniem, a następnie wyciągnął rękę po wiszący tuż obok niej ręcznik. —
Zdecydowanie bliżej mi do tygryska — rzucił z rozbawieniem, wycierając pobieżnie swoje ciało. Biały ręcznik po chwili owinął sobie wokół bioder i podszedł do ciemnowłosej zajmującej miejsce na blacie.
—
Całkiem intensywnie pracowałem — stwierdził krótko, a widząc, jak ciężko szło jej otwarcie opakowań, delikatnie wyciągnął je z jej dłoni. —
Jeździłem do firmy na symulatory, przygotować trochę materiału przed Hocken i zaliczyć kilka spotkań. — Przerwał plastik zębami, zręcznie oderwał końcówkę i podał jej kosmetyk, aby sięgnąć po pandę leżącą obok jej uda. —
A bankiet przekładamy na najbliższy możliwy termin. Musieliśmy powiadomić wszystkich gości o zmianach. Mam nadzieję, że miasto upora się z awarią i po moim powrocie wszystko wróci już do normy. — To samo poczynił z drugim opakowaniem, które odłożył na bok i oparł się rękami na blacie, zamykając ją pomiędzy swoimi ramionami.
Na widok maseczki, która rzeczywiście przypominała postać tygryska pokręcił głową z rozbawieniem pomieszanym z niedowierzaniem, bo
chyba zwariował.
—
To jest mój pierwszy raz. Bądź delikatna — ostrzegł z udawaną powagą i żartobliwymi ognikami w oczach. Pochylił się do przodu i umożliwił jej założenie na siebie kosmetyku.
Przymknął oczy, gdy tylko poczuł na swojej skórze chłodny materiał, który Zoya delikatnie wygładziła palcami. Po otwarciu oczu zobaczył przed sobą wesołą twarz kobiety i aż sam odwzajemnił ten uśmiech, w następnej sekundzie dziwiąc się temu przedziwnemu ściągnięciu na buzi.
—
Coo, taki ładny ze mnie tygrysek? — zagadnął ochoczo i raptownie potrząsnął głową, aż drobna mgiełka z jego włosów wzbiła się w powietrze, osadzając się na jej twarzy i dekolcie.
Zaraz zaśmiał się z powodu jej reakcji i przechylił się na bok, żeby wyjrzeć na lustro. I wcale się nie dziwił, czemu ciemnowłosa miała taki dobry humorek, bo wyglądał bardzo osobliwie. Parsknął śmiechem i szybko poprawił włosy.
—
I jakie wspaniałe efekty nas po tym czekają? — zapytał, gdy powrócił do Zoi. Przyglądał się z zaciekawieniem, jak dziewczyna zakładała na siebie maseczkę pandy i intuicyjnie podniósł dłoń, żeby pomóc jej wygładzić brzegi. —
Piękna jesteś — powiedział ni to poważnie ni to żartem, jeszcze przez kilka sekund podziwiając jej twarzyczkę. —
A dostanę za to poświęcenie buzi? — ułożył demonstracyjnie usta w dziubek, ale nie poczekał. Sam sobie go odebrał, po czym wyprostował się.
—
To byłby dopiero content na fanpage Merca — zaśmiał się i skierował swoje kroki do sypialni po ubrania.
Zoya Weasley