30 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

im just a dog left out all night long
so come and throw me a bone

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


my babygirl
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


𝑚𝑎𝑘𝑒 𝑦𝑜𝑢 𝑚𝑖𝑛𝑒
30 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

there is a bridge that leads to troubled water
if you know, then you know

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

i know what you like,
i know I can read your mind


𝓭𝓸𝓷'𝓽 𝓫𝓮 𝓼𝓱𝔂... 𝓶𝔂 𝓫𝓪𝓫𝔂𝓰𝓲𝓻𝓵
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


🍁 🍁 🍁

Spoiler
Obrazek
Obrazek
Plan musiał jednak poczekać, bo rzeczywistość programu The Traitors nie dawała im ani chwili wytchnienia. Program trwał już dziesiąty dzień, presja sięgała zenitu… Prawie każdego dnia ktoś odpadał przy Okrągłym Stole, a producenci serwowali im coraz bardziej wycieńczające fizycznie i psychicznie zadania. Zbierali już woreczki z monetami na mrocznym cmentarzu, rozwiązywali pod presją czasu zadania na spostrzegawczość i ledwo uciekli z escape roomu ukrytego w zamkowych lochach. Na placu boju zostało ich sześcioro - Eleanor, Finnegan, Rusty, Matthew, Prajeet i Velour. Od dwóch dni zdrajcami byli… Ela i Finn, a któżby inny? Arden został zwerbowany przez Manuelę kilka dni temu, a Finn - po odpadnięciu Manueli (z którego Ela cieszyła się jak nikt inny) - zwerbował właśnie swoją Rudą Złośnicę.

Dzisiejsze zadanie Zdrajców było wyjątkowo podłe - podczas oficjalnej kolacji mieli wyeliminować uczestnika pocałunkiem, bez obrad Okrągłego Stołu. Zanim jednak Ela mogła zastanowić się z Finnem nad taktycznym morderstwem, najpierw musieli zaliczyć drużynowe memory na wysokościach. Eleanor została wytypowana na człowieka-wskaźnika - czy to dlatego, że została jedyną kobietą w grze? IDK! Anyway, przypięto ją do uprzęży i wciągnięto kilkanaście metrów nad ziemię, by odkrywała kolejne tarcze według krzyczanych z dołu instrukcji reszty grupy. - Cholera, możecie aż tak nie ciągnąć? Ała! - zawołała głośno Ela z góry, wisząc w powietrzu i machając bezradnie nogami, mimo że nie była pewna, czy ktokolwiek ją usłyszał przez ten szum wiatru. Fuuuck! Uprząż wżynała jej się w uda i tyłek i było jej w cholerę niewygodnie, a fakt, że Finn stał tam na dole i z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem obserwował, jak motała się w powietrzu, wcale nie poprawiał jej humoru. - Leanor, kochanieńka, dasz radę! Ciągnijcie ją w lewo teraz, tam widziałem palmę! - zawołał Velour, który zgarnął posadkę nawigatora. - Nie, nie, nie! Przecież tę tarczę już sprawdzaliśmy minutę temu i był tam symbol pająka! Po co odkrywać ją drugi raz? - zaprotestował Prajeet. Ela warknęła pod nosem i przytrzymała się mocniej swojej liny, bo miała po dziurki w nosie tego zadania i krzyków ekipy na dole.

Jedna myśl była pocieszająca. W tym składzie mieli wygraną - razem z Finnem - w kieszeni. Hihi.

Hateful, silence broken
Can you feel my blade glow


𝓽𝓻𝓪𝓲𝓽𝓸𝓻 𝓷𝓻 𝟏
30 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Obrazek
Od początku wiedział, że udział w tym programie był jednym z marzeń Eleanor, więc kiedy tylko dostał możliwość zostania traitorem, a później pierwszą okazję do zwerbowania kolejnej osoby, odpowiedź była dla niego raczej oczywista. Oczywiście, że namówił chłopaków właśnie na nią. Chciał mieć szansę dojść (hehe, wink wink) z Eleanor do samego końca i najlepiej jeszcze wygrać ten cały pieprzony program razem z nią. A cholera, wygrana naprawdę zaczynała być w zasięgu ręki. Problem w tym, że podczas dzisiejszej kolacji musieli zamordować dodatkową osobę i zrobić to tak, żeby nikt nie zorientował się to byli właśnie oni... eh, w tej grze nic nie mogło być za łatwe, no nie? Przecież dzień wcześniej o mały włos nie odpadł przez pieprzoną Manuelę, której wymsknęło się, że spotkała się z Finnem w nocy by umówić pewną sprawę. HELLOŁ?! Thank fuck, że wypiła o jeden dozwolony kieliszek wina za dużo i nikt jej nie uwierzył... c h y b a. Miał nadzieję omg.

A tego?
Tego robić nie zamierzał.

Dlatego będzie musiał namówić Eleanor do czegoś, czego on nie byłby w stanie zrobić, a mianowicie zamordować kolejnego typka... pocałunkiem śmierci. I najlepiej, żeby zrobiła to właśnie ona, bo gdyby nagle Finn zaczął obściskiwać facetów, to zrobiłoby się to odrobinę zbyt obvious.

Podczas jednej z misji stał na dole, zadzierając głowę ku górze i uśmiechając się pod nosem. Cholera. Jej tyłek wyglądał z tej perspektywy zaskakująco dobrze. NO MALAKA PO PROSTU, JELA JELA. - Finn, no rusz się! Pomóż nam! - rzucił Prajeet, siłując się ze sznurem. Finnegan momentalnie oderwał spojrzenie. - Już, już! Próbowałem zapamiętać kombinację! - rzucił, przewracając oczami. - El! Jest dobrze! Jeszcze trochę i odkryjesz wszystko do końca! - krzyknął w jej stronę, po czym razem z chłopakami zaczął nakierowywać ją na właściwe symbole. Niestety czas dobiegł końca, zanim udało im się znaleźć ostatnie dwie pary. Oh well. Nie można było mieć wszystkiego.

Wieczorem sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Wszyscy odjebali się jak na jakieś sczury na otwarcie kanału, a Finnegan, idąc w garniturze w stronę jadalni, zauważył przed sobą Eleanor w sukni. No proszę. Przyspieszył kroku i praktycznie bezszelestnie do niej podbiegł, po czym położył dłoń na jej biodrze i wciągnął ją do jednego z bocznych pomieszczeń. - Zabijemy księdza - rzucił bez żadnego wstępu, patrząc jej prosto w oczy z całkowicie poważną miną. No co? Strategia.XD - Na cholerę mu forsa? Niech się skupi na mszach i datkach od wiernych - wzruszył ramionami, a po chwili nachylił się odrobinę bliżej. - Pocałujesz go, płomyczku? - Kompletnie ignorował fakt, że kamery zapewne łapały ich z każdego możliwego kąta. Zresztą i tak wśród uczestników krążyła już plotka, że mieli jakieś zajebiste enemies to lovers, więc... Welp. Może widownia też to łyknie. - Obiecuję, że nie będę zazdrosny - mruknął tuż przy jej ustach, z szelmowskim uśmieszkiem, zanim odsunął się od niej jak gdyby nigdy nic. Poprawił krawat i wyszedł. Chwilę później zmierzał już w stronę jadalni, gdzie zajął miejsce obok Prajeeta, posyłając mu niewinny uśmiech. No cóż. Pozostawało tylko poczekać, aż wszyscy dołączą. A potem?

Kolacja zostanie podana.


płomyczek
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Finn, no rusz się! Pomóż nam!
- Już, już! Próbowałem zapamiętać kombinację! El! Jest dobrze! Jeszcze trochę i odkryjesz wszystko do końca!


Głosy ludzi z dołu docierały do Eleanor niewyraźnie i z opóźnieniem, stłumione przez szum wiatru i skupienie, z jakim próbowała utrzymać się w pionie. Grzecznie odkrywała kolejne kafelki w tej szalonej grze na zapamiętywanie, ale… cóż, czas nie był ich sprzymierzeńcem. Zadanie zakończyło się klapą, przez co przez całe popołudnie Leanor chodziła wściekła jak chmura gradowa. Wszystko przez Prajeeta, który zachowywał się jak mądrala i w kółko powtarzał to swoje nudne "Gdybyśmy zrobi tak, a nie inaczej, to byśmy wygrali te dziesięć tysięcy!" (tylko za każdym razem zmieniał wymówkę). Tsaaa, jasne. Gdyby po prostu szybciej ciągnął za liny zamiast się mądrzyć, może wtedy udałoby im się wygrać zadanie.

Wieczorem nadszedł czas na to, co Ela lubiła najbardziej - uroczystą kolację. Lubiła się stroić, lubiła elegancję, nic więc dziwnego, że to właśnie na ten wieczór czekała najbardziej. W starannym makijażu i swojej ulubionej, czarnej sukience kroczyła korytarzem, zmierzając do jadalni. Jej szyję zdobił sznur białych pereł, który zakładała na każdy Okrągły Stół, przez co w reżyserce szybko przylgnęło do niej przezwisko damy z perłami. Podejrzewała, że lektor podczas montażu uczyni z tego jej znak rozpoznawczy i z rozkoszną wręcz niecierpliwością czekała na moment, gdy program trafi do emisji i obcy ludzie na ulicy zaczną tak się do niej zwracać. Z rozmyślań o przyszłej sławie wyrwał ją jednak… Finn, no bo któżby inny? Podbiegł do niej od tyłu, zanim w ogóle zdążyła przekroczyć próg jadalni. Położył dłoń na jej biodrze i wciągnął ją do pomieszczenia obok. Zabijemy księdza. Aha? Ależ on był bezpośredni! Spojrzał w jej oczy z tak poważną miną, że Eleanor zaśmiała się uroczo. I z satysfakcją. - A gdzie twoje hamulce moralne? - odparowała natychmiast, wydymając usta w udawanym oburzeniu. Jednak wiedziała, że Finn miał stuprocentową rację - ksiądz kompletnie nie pasował do dynamiki ich grupy, a jego podejrzliwość zaczynała im zagrażać. Pocałujesz go, płomyczku? Jejku, Finn był taki… Och. I ach. Przygryzła dolną wargę i posłała mu długie spojrzenie, udając, że się zastanawia. Cholera, z każdym dniem spędzonym na zamku Leanor doceniała coraz bardziej, że miała go po swojej stronie; był bystry, bezczelny i... czarujący. Gdzieś pomiędzy przelotnymi uściskami w cieniu kamer a spiskowaniem na uboczu, Ruda łapała się na myśli, że cholernie się do niego przywiązała. Nawet nie była tym faktem zaskoczona. Podobno jeśli przeżywało się z kimś pełne adrenaliny wydarzenia, to ta druga osoba automatycznie stawała się kimś ważnym. No i nie dało się ukryć, że już dawno przestało ich łączyć tylko i wyłącznie pożądanie. Zaczynało jej na nim zależeć.

Zlustrowała Ardena od stóp do głów, pochłaniając wzrokiem każdy detal jego idealnie skrojonego garnituru i starając się ze wszystkich sił ignorować czerwone światełka kamer w kącie sali. Jejku, tak bardzo miała ochotę go pocałować… Ale nie mogła. - No dobrze, pocałuję go, przed pójściem do nieba zgrzeszy w myślach - zażartowała ze słodkim uśmiechem, zanim Finn poprawił krawat i z błyskiem w oku wymknął się na korytarz, zostawiając ją samą. Eleanor odczekała chwilę, poprawiła perły i również zaczęła wychodzić, ale… wpadła prosto na Rusty’ego. Stanęła jak wryta i zmierzyła go spojrzeniem. Czy on ich podsłuchiwał?! - Kto zgrzeszy w myślach? Znowu romansujecie z Finnem? - prychnął Rusty, krzyżując ramiona. - Dajcie spokój, jesteśmy w finale, i tak wszyscy wiedzą, że jesteście razem, nie musicie się ukrywać po kątach - powiedział po chwili, a Eleanor odetchnęła z ulgą. Rusty naprawdę był taki głupi, na jakiego wyglądał, w ogóle ich nie podejrzewał! Posłała mu najbardziej uroczy uśmiech, na jaki było ją stać, starając się ukryć poirytowanie pod słodką maską. - Rusty, po prostu musiałam przypomnieć Finnowi, gdzie jest jego miejsce - wyjaśniła z gracją, odrzucając rude włosy do tyłu i śmiejąc się krótko. Bardzo krótko. - A tak w ogóle, jeśli przez was wystygnie nam kolacja, to jedyną osobą, która zgrzeszy w myślach, będę ja - kontynuował Rusty, łapiąc Elę niezdarnie za rękę i ciągnąc ją w stronę jadalni. ALEŻ ON SIĘ POCIŁ! - Chodź już, bo książulek zaraz sam odmówi modlitwę i zje wszystkie przystawki - dodał naburmuszony, dalej prowadząc ją do jadalni jak do ołtarza. FUJKA.

Leanor nic już na to nie odpowiedziała, ale wyswobodziła dłoń z jego uścisku, gdy przepuścił ją w drzwiach. W jadalni już panował gwar - Finn siedział wygodnie między Prajeetem a Velourem, a dla Leanor przygotowano miejsce naprzeciwko, po drugiej stronie stołu, między księdzem Matthew a Rustym. Masakra. Jednak, hola, hola, Eleanor miała zadanie do zrealizowania i wpadła właśnie na świetny - w jej mniemaniu - pomysł. - Przepraszamy za spóźnienie! Mam nadzieję, że ojciec jeszcze nie odmówił modlitwy? - zawołała od progu z promiennym uśmiechem, ale zamiast od razu usiąść, podeszła do księdza i w ramach wylewnego powitania pocałowała go w oba policzki. Tak po francusku. Mua. Mua. Trzy muśnięcia. Zadanie wypełnione, eliminacja przypieczętowana. A żeby nikt przy stole nie powiązał faktów, chwilę później z takim samym entuzjazmem przytuliła na powitanie lekko zdziwionego Prajeeta oraz wystrojonego Veloura.

Cholera, ciekawe, jak to wypadnie w telewizji…? Hehe. Te myśli wracały do niej jak bumerang i nie mogła się wyluzować. Księdza chyba też zatkało od tej wylewności, bo nie odpowiedział Eli ani słowem, mierząc ją tylko tępym, zdezorientowanym wzrokiem. Pewnie ostatnią kobietą, która go pocałowała, była jego matka, lol. - No nareszcie! Dobry wieczór, robaczki, rozwijajcie czerwony dywan, królowa wreszcie łaskawie zasiada do stołu! - obwieścił Velour, przebierając nogami pod stołem. - Eleanor, wyglądasz obłędnie, a te perły… Normalnie zazdrość mi dupę ściska! Ach, Finn, mam nadzieję, że wiesz, jak zajmować się taką perełką, hihi - dodał, dając Finnowi kuksańca w bok. - Ach, dziękuję, Velour, też wyglądasz fantastycznie. Co powiecie na toast? - zagaiła Eleanor, przejeżdżając dłonią po ramieniu i karku Finna w ramach przywitania. Nie mogła go pominąć, prawda? W tym czasie Prajeet zaczął nalewać wszystkim do kieliszków czerwone wino. - Eleanor, usiądź już, proszę… ostatnia wieczerza przed nami… - wymruczał w końcu ksiądz, poprawiając się na krześle.

No dobrze. Eleanor obeszła stół i zajęła swoje miejsce, posyłając Finnowi zadziorne i odrobinę maślane spojrzenie. Zrobione, kochanie. Pod stołem odszukała jego nogę i trąciła jego łydkę czubkiem szpilki, uśmiechając się słodko i unosząc kieliszek do góry. Ciekawe, czy był z niej dumny? Już miała coś powiedzieć, gdy Rusty westchnął głośno, skupiając na sobie uwagę wszystkich zebranych. - Jezuuu, dajcie spokój z tymi toastami i udawaniem wielkiego świata - warknął, po czym bez żadnych ceregieli rzucił się na steka, którego kelner akurat postawił mu przed nosem. - Kolacja jest od jedzenia, a nie od gadania. Smacznego i bez zbędnego pierdolenia, błagam - dodał. W tym czasie Eleanor odchyliła delikatnie głowę do tyłu i rozsiadła się wygodniej; jeju, czuła taką niesamowitą ulgę i radość, że to całe show zmierzało już do końca - Rusty nie mógł zepsuć jej humoru. Wiedziała, że jutro z Finnem wyeliminują ostatnią osobę - wyglądało na to, że Rusty’ego - a potem zostanie im już tylko finałowe głosowanie przy ognisku. - Rusty, kochanie, ty naprawdę potrafisz wnieść do tego zamku powiew świeżego powietrza - skomentowała słodko, powoli wkładając do ust kawałek chrupiącej fasolki szparagowej. Spojrzała po twarzach zebranych i prawie nie parsknęła śmiechem, bo naprawdę zanosiło się na to, że razem z Finnem mieli wygraną w kieszeni. Rusty był poczciwy, ale głupi jak but i chłonął każdą ich bajeczkę. Velour za bardzo skupiał się na wyglądzie i stylizacjach, na pewno nie podejrzewał nikogo z ich dwójki, a Prajeet… na sam widok Eleanor dostawał rumieńców i nie potrafił rozmawiać z kobietami. Szansa, że rozgryzłby duet Arden & O’Cahallan i wskazał zdrajcę przed kamerami, była bliska zeru. Leanor upiła łyk wina i ponownie skrzyżowała spojrzenie z Finnem.

Ciekawe, czy smakował mu stek?

Partner in crime
30 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek


you're the only thing that's getting me high
━━━━━━━━━━━━━━━━
I swear I only want it one more time
you're the only thing that's getting me high
hiiigh...


Hamulce?

Jakie hamulce miała na myśli, na miłość boską? Cała ta gra opierała się przecież na tym, żeby być nikczemnym, cunning, myśleć dwa kroki do przodu, nie dać się złapać na kłamstwie i… mordować albo uważać, żeby samemu zamordowanym nie zostać. Tak właśnie działał Finn. Upewnił się, że zaprzyjaźnił się z ludźmi, ale nie na tyle, żeby każdy uważał go za godnego Faithful, bo wtedy od razu znalazłby się na radarze. Skoro prezentował się aż tak wiernie, to dlaczego jeszcze nie został zamordowany przez Traitorów, no nie? Oglądanie sezonu po sezonie czegoś go jednak nauczyło, a mianowicie tego, że ludziom się najzwyczajniej w świecie nie ufa. No chyba, że mieli na głowie burzę rudawych włosów, która kompletnie zawróciła mu w głowie.

Momentami zastanawiał się, czy dobrze robił. Czy kiedy patrzył w te przepiękne, niemal szmaragdowe oczy, które pod odpowiednim kątem światła przechodziły w morski błękit, tak naprawdę to przypadkiem nie ona grała właśnie z nim. Zbliżali się do siebie z każdym dniem. Zależało mu na niej coraz bardziej. Blokował te uczucia, każde muśnięcie dłoni podczas misji, każde spojrzenie, każdy skradziony pocałunek pomiędzy pokojami czy regałami, tak żeby żaden z uczestników niczego nie zauważył, chociaż cała ekipa filmowa podśmiewywała się już, że byli naprawdę przesłodką parą.

To nie wchodziło w grę. Nie w ich układ. Nie miało mu zależeć. Każdy kolejny dzień, który przybliżał ich do wygranej i do wyjścia z programu, tworzył jakiś cholerny supeł w jego gardle, bo… to znaczyło, że zaraz wrócą do rzeczywistości. A on, do kurwy nędzy, nie miał pojęcia, co właściwie było między nimi.

Gra?
Złudna iluzja?

Finnegan nienawidził magicznych sztuczek. O nie, he wasn’t fucking with no Copperfield bullshit i nie chciał, żeby zaraz machnęła magiczną różdżką nad kapeluszem i po prostu zniknęła z jego życia. Bo tak właśnie zazwyczaj było. W momencie, kiedy zaczynał się przyzwyczajać, przybliżać… kiedy zaczynało mu naprawdę zależeć, coś się pierdoliło, a ta cała powłoczka normalności po prostu znikała.

Cieszyło go, że nie miała żadnych obiekcji, żeby pocałować księdza. Co prawda w zupełnie innych warunkach nie byłby z tego powodu zadowolony, ale kurwa, kogo on oszukiwał? Teraz też nie był zbytnio zadowolony, ale no co? To była misja, więc nie mógł za bardzo wydziwiać, a z faktem, że usta płomiennowłosej spoczną na policzku księżulka, no to ten no… taki wał o.

Usiadł na swoim miejscu, a po chwili, kiedy Eleanor dołączyła do reszty, no cholera… dalej nie mógł się na nią napatrzeć. Wyglądała cholernie seksownie i elegancko, a te perły tylko podkreślały jej łabędzią szyję, na której najchętniej zacisnąłby dłoń i zaczął ją całować. Cholera, skup się. Przeklął na siebie w myślach i spróbował się trochę ogarnąć. - Ahhh, Finn, złoteńko, no wyglądasz mniamuśnie dzisiaj - rzuciła Velour. Finnegan tylko się uśmiechnął. - Ahhh, ty też, Velour. Te kolorki no pasują do ciebie, pierwsza klasa, druga najpiękniejsza kobieta tego wieczoru, - puścił jej oczko. No bo przecież wiedział, jak zwracać się do drag queens, okej? Finnegan był w tych tematach wyedukowany, hehe. Swoją drogą, w momencie kiedy Eleanor siadała na swoje miejsce, ale jeszcze wcześniej odpaliła ten cały teatrzyk z buziaczkami… no kurde. Musiał aż napić się wody ze szklanki, bo odwaliła robotę jak ta lala.

No była dosłownie Bonnie do jego Clyde’a.
Śmiercionośna maszyna. Red Blade. Czerwony Mak na Monte Casino hah.

Czemu ona wyglądała tak seksownie? Kurwa. No i oczywiście zakrztusił się wodą, bo wpatrywał się w nią zdecydowanie za długo. - Ahhh, Finnegan, nie umieraj! Traitorzy cię wtedy nie zabiją! - rzucił Prajeet, rozbawiony. Finn tylko parsknął, próbując złapać oddech. - Ahh, tak, tak, przepraszam - chwycił serwetkę i odkaszlnął jeszcze kilka razy, usilnie próbując już nie patrzeć na Eleanor... co było cholernie trudne, bo tego wieczoru dosłownie odbierała mu mowę.

''Ach, Finn, mam nadzieję, że wiesz, jak zajmować się taką perełką, hihi.''

Spojrzał na nich, udając, że kompletnie nie wiedział, o czym mówili. - Jak już, to ona zajmuje się mną - parsknął śmiechem, zerkając na Eleanor wymownie, żeby już tak go nie dotykała, bo to było too obvious, a reszta przy stole wybuchnęła śmiechem. Jezu, musieli trochę odciągnąć uwagę od nich samych, bo jeszcze chwila i wyjebią ich za jakąś współpracę albo sojusz, chociaż tamta zgraja była bandą idiotów, ale no nie chciał ryzykować. Słodycz wygranej coraz bardziej czuł na końcu języka, tylko że sama wygrana zaczynała mieć dla niego coraz mniejsze znaczenie. Bo tak naprawdę chciał już tylko jednej rzeczy... osoby.

e l e a n o r

Tej przesłodkiej złośnicy, która teraz z uniesioną dumnie główką chrupała biedną fasolkę szparagową i wyglądała przy tym cholernie uroczo... Po jakichś piętnastu minutach dołączyła do nich gospodyni programu, która wytłumaczyła, że powinni uczcić swoje ostatnie chwile razem, dzieląc się tym, dlaczego tak naprawdę zdecydowali się wziąć udział w programie. Każdy z nich miał jakąś osobistą historię. Ksiądz chciał przeżyć coś niesamowitego, żeby upewnić się, czy na pewno był sługą Boga. Ps. wyglądało na to, że tak, koleś miał jakiś fetysz klęczenia. Prajeet pragnął sprowadzić swoją rodzinę z Indii do Kanady, Velour chciała otworzyć własny klub LGBTQ+, Rusty coś tam miągwił pod nosem...

Finn przestał go słuchać. Bardziej zastanawiał się nad tym, co właściwie miał skłamać na poczekaniu o sobie. Tylko że kiedy nadeszła jego kolej, przysunął kieliszek wina do ust, upił łyk i tak po prostu... zaczął mówić. - Hm, dlaczego tu jestem? - rozejrzał się po każdym z nich, a na moment jego spojrzenie zatrzymało się na Eleanor. - Nikt tego o mnie nie wie, a raczej bardzo mało ludzi, ale wychowywałem się w domu dziecka. - Upił kolejny łyk. - Byłem wysyłany z jednego domu zastępczego do drugiego, jeden gorszy od poprzedniego, a później znowu lądowałem w sierocińcu. I tak do osiemnastego roku życia, kiedy dostałem od państwa mieszkanie socjalne. Taki perk za bycie niechcianym przez całe życie - wymusił krótki śmiech, próbując trochę rozładować ciężar własnych słów. - No ale wracając do tego, dlaczego tu jestem... tryb mojego życia sprawia, że można czuć się cholernie samotnym, nawet kiedy cały czas jest się otoczonym ludźmi. Więc chyba tak naprawdę chciałem przez chwilę być częścią czegoś. Być z ludźmi, przy których czułbym, że coś ma sens i że gdzieś przynależę. - W tym momencie spojrzał na Eleanor. Trochę za długo. Dopiero po chwili odwrócił wzrok i uśmiechnął się do reszty. - Eleanor? Teraz twoja kolej, perełko - puścił jej oczko, a pozostali tylko pokiwali głowami, czekając na to, co miała do powiedzenia. Zabawne, że dzielił ich już tylko jeden wieczór i cały jutrzejszy dzień od wygranej.

Byli tak blisko.
Tak cholernie blisko.


my fellow traitor
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sick of all these people talking,
Sick of all this noise
Tired of all these cameras flashing,
Sick of being poised

Dlaczego, do cholery, tak bardzo mu ufała...?

Przecież ludziom się nie ufało - ludzi się kontrolowało, wykorzystywało albo wymieniało na lepszy model. A tymczasem Finn… kurwa mać, wywrócił całe jej postrzeganie świata do góry nogami. Pamiętała ten pierwszy wieczór, kiedy poznali się w klubie; kiedy zaoferowała mu cytrynę prosto ze swoich ust, a on nie tylko nie dał wyprowadzić się z równowagi, ale też jak gdyby nigdy nic ją przejął, jakby znali się od lat. Ach... zepsuła mu też wtedy spotkanie z jedną z klientek, a on uratował ją przed gwałtem w klubowej toalecie. Zapakował ją wtedy do taksówki, odwiózł do swojego mieszkania i… nie zrobił absolutnie nic, żeby ją wykorzystać, mimo że Leanor robiła wszystko, aby było inaczej. No i chyba właśnie ten fakt sprawił, że poczuła się przy nim bezpiecznie. Od tamtego momentu oddawała mu się kawałek po kawałku, nawet tego nie zauważając. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo jego nieobecność dawała jej się we znaki; jak bardzo uwielbiała spędzać wieczory w programie wtulona w niego na kanapie i jak bardzo przyzwyczaiła się do wspólnych, codziennych posiłków. No i przede wszystkim... nie wiedziała, jak szybko to wszystko stało się zgubne.

"Jak już, to ona zajmuje się mną". Słowa Finna wyrwały ją z rozmyślań; nie odpowiedziała ani słowem. Jedynie uniosła lewy kącik ust do góry i upiła niespiesznie kolejny łyk czerwonego wina ze swojego kieliszka. Wsłuchała się w śmiech zebranych, który po krótkiej chwili został przerwany przez pojawienie się gospodyni programu. Czas uczcić ostatnie chwile w zamku i podzielić się… powodami, dla których znaleźli się w reality show? Cóż za ckliwy pomysł, chyba tylko pod publiczkę. Powstrzymała się przed wywróceniem do góry oczami i kompletnie zignorowania wyznania pozostałych. Nie słuchała pierdolenia Rusty’ego ani opowieści Prajeeta. Nie obchodziły jej ich historie, tak samo jak historia Księdza i Veloura. Zamiast tego przypatrywała się Finnowi i nie mogła oderwać od niego swojego zauroczonego spojrzenia, ale... gdy w końcu nadeszła jego kolej, zjechała oczami na nóżkę swojego kieliszka. Na początku słuchała go z lekkim uśmiechem, ale z każdym kolejnym słowem, uśmiech znikał z jej ust.


Wychowywałem się w domu dziecka.


Och? Nie wiedziała o tym wcześniej. Spojrzała na Ardena przelotnie, próbując ukryć zaskoczenie malujące się w jej spojrzeniu. Czy to znaczyło, że nie wychował się w ciepłym, bezpiecznym domu? Nigdy nikogo przy sobie nie miał? Matka nie pakowała mu rano kanapek do szkoły, a ojciec nie uczył go grać w baseball na podwórku?


Byłem wysyłany z jednego domu zastępczego do drugiego, jeden gorszy od poprzedniego, a później znowu lądowałem w sierocińcu. I tak do osiemnastego roku życia, kiedy dostałem od państwa mieszkanie socjalne. Taki perk za bycie niechcianym przez całe życie.


Przygryzła mocno dolną wargę, a żołądek zacisnął jej się nieprzyjemnie. Słuchała go uważnie i z każdym kolejnym słowem docierało do niej, jak cholernie trudne musiał mieć dzieciństwo. Szczerze mu współczuła. Przecież… jej własne dorastanie wyglądało zupełnie inaczej. Owszem, ojciec bywał chłodny i niewyobrażalnie surowy, ale przede wszystkim - nigdy niczego jej nie brakowało, a miłość i ciepło dostawała od babci. Chyba tylko dzięki temu nie wyrosła na aż tak bezduszną sukę, z jaką pewnością stałaby się, gdyby nikt nie pokazał jej, jak kochać.


"Można czuć się cholernie samotnym, nawet kiedy cały czas jest się otoczonym ludźmi."


Auć - Part 3734. Tym razem Ruda zawiesiła na Finnie wzrok na dłużej. Cholera, Finn był duszą towarzystwa, brylował w tłumie, ludzie go uwielbiali, a on sam też wyglądał, jakby kochał być w centrum uwagi. Miał mnóstwo zleceń, stale obracał się wśród ludzi i mówił to, co chcieli usłyszeć, dzięki czemu każdy czuł się przy nim jak gwiazda… a mimo to… był samotny. Dokładnie tak samo jak ona, pod swoją idealną, perfekcyjnie wyreżyserowaną maską. Eleanor? Teraz twoja kolej, perełko. Uniosła wzrok i posłała Finnowi nieco tępe, spłoszone spojrzenie. Szybko zamrugała swoimi jasnymi oczętami - no tak, nadeszła jej kolej. Powinna się ogarnąć, a nie rozmyślać o tym, jak wielkiego pecha w życiu miał Finn. - Ja…? - zaczęła miękko i poprawiła sznur pereł na swojej szyi. Co by tutaj… Umm. - Po prostu chciałam przeżyć przygodę. I przeżyłam ją, a przy okazji poznałam tu naprawdę fantastycznych ludzi - oznajmiła z uśmiechem, a jako że była ostatnia, wszyscy razem wznieśli toast.

Znów upiła łyk wina i wbiła spojrzenie w swój talerz. Po krótkich oklaskach wrócili do posiłku, a prowadząca opuściła pomieszczenie. Przez resztę wieczoru nie mogła przestać myśleć o tym, co powiedział Finn. Nawet jeśli na potrzeby programu podrasował tę historię, to przecież w każdej opowieści było ziarno prawdy. No i właśnie to sprawiało, że nie potrafiła zapanować nad swoim współczuciem. - Smacznego, kochani - powiedziała Eleanor na koniec, marząc tylko o tym, żeby ten drętwy wieczór wreszcie się skończył. I żeby razem, krok po kroku, sięgnęli z Finnem po wygraną.

Zasłużyli na nią.

🍁 🍁 🍁


Kolejnego dnia gra przyspieszyła. Podczas śniadania dowiedzieli się, że w nocy ksiądz Matthew został zamordowany. Ela i Finn odegrali absolutny majstersztyk, prezentując twarze pełne autentycznego szoku i niedowierzania. Cały dzień okazał się wyczerpujący - misja na jeziorze omal nie skończyła się dla Eleanor tragedią, gdy dostała skurczu w lodowatej wodzie i zaczęła się topić. Na szczęście, Finn rzucił jej się na ratunek, wyciągnął ją na brzeg i po raz kolejny udowodnił, że bez niego Ruda mogłaby nie dać rady. Wieczorem przy Okrągłym Stole wyeliminowali Rusty’ego i została ujawniona finałowa czwórka - Eleanor, Finn, Velour i Prajeet.

Szybko nadszedł ostatni dzień. Finałowa misja z helikopterem i równaniami matematycznymi poszła im gładko - Elka z góry dyktowała prowadzącej wyniki, które na dole, na polu, układała reszta grupy. Zgarnęli dwadzieścia tysięcy dolarów… A potem zapadła noc. Ostatni wieczór. Ostatnie głosowanie. Zebrali się na dziedzińcu rozświetlonym płomieniami pochodni; finałowa czwórka przy ognisku. Eleanor i Finn nawet nie musieli się ze sobą porozumiewać, działali jak jeden organizm. Razem z Prajeetem, którym manipulowało się niesamowicie łatwo przez jego problemy ze zrozumieniem niektórych angielskich słów, jednogłośnie zagłosowali za usunięciem Veloura.

A gdy Velour opuścił krąg… musieli podjąć ostateczną decyzję. - Myślę, że nie ma już wśród nas żadnego zdrajcy - stwierdziła Leanor z czarującym uśmiechem, po czym podeszła do ogniska i wrzuciła w nie zielony proszek. Płomienie natychmiast buchnęły jasnym, szmaragdowym blaskiem. Prajeet, święcie przekonany, że stał właśnie u boku dwóch Lojalnych, poszedł w jej ślady i również zrezygnował z dalszego głosowania. Gospodyni programu odwróciła się w stronę Finna, czekając na jego ostateczny ruch. Ruda również na niego spojrzała; serce w jej piersi biło jak szalone, a w głowie miała tylko jedną myśl.

Udało się.

Wygrali to razem.

Nie mogła opanować szerokiego uśmiechu, mimo że gra jeszcze się nie skończyła.

Partner in crime
30 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

hot and dangerous
if you're one of us
then roll with us


Otwieranie się przed ludźmi nie było czymś, co robił na co dzień. Raczej trzymał wszystkie karty przy sobie, zdradzając coś bardziej osobistego dopiero w ostateczności. Teraz jednak stwierdził, że to idealny moment. Swoją drogą, w chuj dużo ludzi to zobaczy, więc gdyby ktoś kiedyś zaczął wypytywać go o życie, będzie mógł po prostu odesłać go do odpowiedniego odcinka, żeby nie tracić na to energii. See what he did there? Był ciekawy, co powie O’Cahallan, ale kiedy odpowiedziała tak zdawkowo, praktycznie nie zdradzając niczego o swoim życiu osobistym, zmrużył nieco oczy. Nie rozumiał, o co chodziło. Zauważył jednak zmianę w jej zachowaniu, w sposobie, w jaki siedziała i reagowała na pozostałych. Wyglądała na bardziej spiętą niż jeszcze piętnaście minut temu. Wiedział, że będzie musiał z nią o tym porozmawiać, kiedy znajdzie odpowiedni moment, ale teraz nie mógł pozwolić sobie na rozproszenie. Byli już zbyt cholernie blisko, żeby cokolwiek im zawalił. Uniósł kieliszek, wznosząc toast z resztą uczestników, po czym upił solidny łyk i dokończył kolację w gronie ludzi, których zdążył polubić, a których mimo wszystko nadal musiał okłamywać.

Podczas ostatniej ceremonii, prowadząca uśmiechnęła się i spojrzała na Finnegana, który usilnie próbował powstrzymać uśmiech cisnący mu się na twarz. Kurwa. MIELI TO. Przechytrzyli wszystkich. Prajeet wyglądał na podekscytowanego, co najśmieszniejsze, nawet nie wzbudziło w Ardenie żadnych szczególnych emocji, bo jego uwaga skupiała się przede wszystkim na tej płomiennowłosej piękności, która jeszcze chwilę wcześniej wrzuciła do ognia woreczek z zielonym proszkiem, sygnalizując, że chce zakończyć grę. I cholera jasna, sam ten widok wystarczył, żeby dotarło do niego, że naprawdę im się udało.. że przetrwali te wszystkie eliminacje, kłamstwa, podejrzenia i cholernie stresujące wieczory, podczas których jedno niewłaściwe słowo mogło przekreślić ich szanse na zwycięstwo. A TERAZ? Teraz byli o krok od wygranej. Oboje. - Ah, tak - wyrwał się z zamyślenia, po czym podszedł do czary ognia (hehe) i wrzucił do niej swój woreczek, obserwując, jak chwilę później buchnęły z niej zielone płomienie, oficjalnie oznajmiając, że gra dobiegła końca, a oni WYGRALI.

KURWA,
WYGRALI THE TRAITORS.

- Very well, teraz proszę, ogłoście, czy jesteście Faithful, czy Traitor - odezwała się Karine, spoglądając na całą trójkę, a Finn tylko zacisnął usta, żeby przypadkiem nie parsknąć śmiechem. No bo przecież doskonale wiedział, co zaraz się wydarzy, prawda? Pierwszy odezwal się Prajeet - Jestem Faithful! Jezu, nie wierzę, że wygraliśmy! Jestem taki podekscytowany! - wyrzucił z siebie ich kolega, a Ardenowi aż zrobiło się go przez moment szkoda. AHHH, OUCH. Chłopie, nawet nie wiesz, co cię zaraz czeka. No i wtedy przyszła kolej Eleanor. Gdy płomiennowłosa oznajmiła, kim tak naprawdę była, na twarzy Prajeeta pojawiło się takie przerażenie, że Finn przez moment pomyślał, że tamten zobaczył ducha. - Nie, nie, nie! To jest żart, prawda?! FINN?! Oszukała nas?! - zaczął się oburzać, coraz bardziej nabuzowany, a Arden tylko westchnął pod nosem. Dobra, nie zamierzał przecież pozwolić, żeby biedak dostał zawału serca, zanim jeszcze usłyszy całą prawdę. - Ona nie, ale my tak, bo ja też jestem Traitor - oznajmił z szerokim uśmiechem. Nie czekając na dalszą reakcję Prajeeta, podszedł do Eleanor i zgarnął ją w swoje ramiona, zamykając w ciepłym, mocnym uścisku. - Udało się - mruknął cicho, tylko do niej, zanim pochylił głowę i złożył krótki pocałunek na czubku jej głowy. Cholera, naprawdę im się udało.

Tymczasem Prajeet w dalszym ciągu urządzał za ich plecami jakieś przedstawienie, nie mogąc pogodzić się z faktem, że został tak bezczelnie wykiwany. Karine próbowała go uspokoić, a ostatecznie poprosiła, żeby opuścił jej zamek. No i cóż, nie obyło się bez interwencji ochrony, bo koleś najwyraźniej nie należał do osób, które potrafiły przegrywać z godnością. WELP. Szkoda chłopa, ale trudno. Może następnym razem nie będzie tak naiwny, co nie? - Eleanor, Finnegan, wygraliście tegoroczną edycję The Traitors. Co czujecie w tej chwili? - zapytała prowadząca, gdy jeden z kelnerów podszedł do nich z lampkami szampana, które oboje chwycili. Arden zerknął na swoją towarzyszkę, a potem ponownie przeniósł spojrzenie na Karine. - Chyba mogę powiedzieć za nas obojga, że była to niesamowita przygoda, a pieniądze chyba przeznaczymy na jakąś podróż - odparł z szerokim uśmiechem, zerkając ponownie na swoją złośnicę. Uniósł lampkę do ust i upił łyk szampana, a chwilę później nad zamkiem rozbłysły pierwsze fajerwerki, rozświetlając nocne niebo. I kurwa, chyba dopiero wtedy naprawdę do niego dotarło, że...

W Y G R A L I

Kto by pomyślał, że coś tak banalnego jak wspólne oglądanie reality show doprowadzi ich do momentu, w którym będą stali razem przed zamkiem, z lampkami szampana w dłoniach, jako zwycięzcy tegorocznej edycji? BYŁO TO CHOLERNIE ODKLEJONE. Tylko że teraz czekał ich powrót do rzeczywistości. Do codziennych obowiązków, własnych mieszkań i tego wszystkiego, od czego przez ostatnie tygodnie byli kompletnie odcięci. Nieco go to przerażało, bo przecież przyzwyczaił się do jej obecności. Cholera. Nie podobało mu się to. ANI TROCHĘ. Dlatego naprawdę miał nadzieję, że uda im się znaleźć jakiś termin na tę wspólną wycieczkę, byleby spędzić ze sobą troche czasu. Może wtedy w końcu zbierze się na odwagę, żeby zapytać ją, co tak właściwie ich łączy, bo chyba naprawdę się w niej zakochiwał. A tak na dobrą sprawę co było mu z tego, że udało im się przechytrzyć wszystkich, skoro teraz miał wrażenie, że sam dał się złapać w pułapkę? I to po częśći na własne życzenie.

k o n i e c


my little traitor
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”