34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
I'd like to think you feel the same way
But I can't tell with you sometimes
So baby, let's get on the same page
Stop making me read between the lines
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
I'd like to think you feel the same way
But I can't tell with you sometimes
So baby, let's get on the same page
Stop making me read between the lines
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
I'd like to think you feel the same way
But I can't tell with you sometimes
So baby, let's get on the same page
Stop making me read between the lines
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wszystko byłoby dużo łatwiejsze, gdyby Darcy sama wiedziała, o co jej tak właściwie chodziło. Nie wiedziała. Zdawała jednak sobie sprawę, że jego odpowiedź i to, że nie chciał jej obiecać czegoś tak prostego – przynajmniej z jej perspektywy! – zrobiło na niej większe wrażenie niż powinno. Może tego wszystkiego było w ostatnim czasie za dużo i zwyczajnie pękła…
Stała pochylona nad umywalką, starała się odzyskać oddech i zapanować nad nerwami. Przymknęła powieki i starała się jakkolwiek uspokoić, odliczając w myślach i dając sobie mentalnie w twarz za coś tak dziecinnego. Nie powinna była wybuchać. Nie dawała się ponieść emocjom… a teraz przyszło jej to tak łatwo. Drgnęła dopiero, gdy Arvel pojawił się na progu łazienki. Obserwowała go w lustrze i nawet nie drgnęła, gdy całkowicie zmniejszył między nimi jakikolwiek dystans. Nie odsunęła się. Nie walczyła z bliskością. A gdy męskie wargi musnęły jej skórę z tego miejsca rozszedł się przyjemny dreszcz. Jednocześnie nawet na sekundę nie oderwała od niego uważnego spojrzenia ciemnych tęczówek. Wpatrywała się tak intensywnie, jakby chciała przejrzeć go na wskroś, zobaczyć coś więcej niż to, co było dane jej zobaczyć. No cóż… trochę tak było. Bardzo, ale to bardzo chciała wiedzieć, co działo się w jego głowie.
- Gdzie? Do Stanów? Zamieszkamy w Utah między mormonami, kupimy dom z białym płotkiem, będę piekła tarty z owocami, a ty regularnie kosił trawnik? – zakpiła i nawet się przy tym nie uśmiechnęła. Przecież to nie miało żadnego prawa bytu… za nic na świecie nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Ale nawet nie dlatego, że nie chciałaby dla siebie takiego życia, ona po prostu nie wiedziała, że tak można, że tak się da… i że to zdaje u niektórych egzamin. W jej głowie Arvel miałby jej dość po pierwszej spalonej tarcie, pierwszym nieudanym spotkaniu z sąsiadami i jakimś tygodniu spokojnego życia, którego żadne z nich nigdy nie zaznało – I wiem, że nie zrobiłeś tego, bo miałeś taki kaprys i ochotę… na boga. Znam cię wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że nie jesteś pierdolonym psychopatą, Cadwalader. – że to wszystko, co się stało nie było wcale dla niego takie łatwe. Dlatego to też przerażało. Bo skoro wszyscy w końcu pękają to kiedy pęknie on? Kiedy to wszystko do niego dotrze, a ich bańkę trafi szlag? Bo nie wierzyła, że nie może go mieć na sumieniu… miała. Czuła wyrzuty sumienia w każdej jednej sekundzie ich wspólnego życia. Cieszyła się nim, starała się i była wdzięczna, że był obok… bo naprawdę jej na nim zależało. I chyba właśnie dlatego czuła tak dużo. Za dużo. Nie chciała, żeby ryzykował. Nie chciała, żeby stała mu się krzywda. Nie chciała, żeby znikał z jej życia… znowu.
- I nie odpowiedziałeś… czy tamtego wieczoru pomyślałeś, co się stanie jeśli ci się nie uda? Albo później? Przecież to nie są jedyne osoby, którym Daniel nacisnął na odcisk, które mogą chcieć czegoś od niego, ode mnie, od klubu… dzisiaj jedni, a za tydzień następni. – nawet jeśli sama Darcy nie mieszała się w żadne interesy swojego męża to była pierwszym adresem, pod który kierowali się wszyscy ci, którzy czegoś od niego chcieli. Nie wydawało jej się, żeby kiedykolwiek miała prawdziwie spokojne życie. Nawet jeśli wpatrywała się w ich odbicie w lustrze, patrzyła na twarz Arvela, na jego obejmujące ją dłonie… i chciała tego. Chciała spokoju. Ale nie wiedziała jak mieliby go osiągnąć skoro nie potrafił jej obiecać, że więcej nie zrobi takiej głupoty, że nie spierdoli sobie więcej przez nią życia – Chcę ciebie, a nie pierdolonego psa stróżującego. A skoro tak… to nie są twoje decyzje. To muszą być nasze decyzje. – rzuciła spokojnie, chociaż nie bez wyraźnego żalu. I cały czas uparcie wpatrywała się w jego twarz, chociaż teraz zrobiła coś jeszcze – sięgnęła do niej dłonią, lekko muskając opuszkami palców jego policzek - Chcę wiedzieć jak wyglądał tamten wieczór.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spodziewał się, że bycie uroczym oraz danie jej kilku minut na ogarnięcie swoich emocji załatwi sprawę, lecz jak się przekonał, nie tym razem. Czuł na sobie jej wzrok. Nie musiał nawet unosić swojego do lustra by czuć jak go przeszywa. Jakby chciała dojrzeć więcej niż mogłaby na pierwszy rzut oka. Do tego ta, nieco cięta, riposta. Wiedział, że nie upiecze mu się to tak łatwo i nawet nie był na nią zły. Miała prawo do swoich emocji. Miała prawo być na niego wkurzona. Jeśli musiała się na nim trochę w końcu wyładować, mógł to przyjąć na klatę. W końcu ta decyzja nie dotyczyła wyłącznie jego. Oddziaływała również na nią.
- Stany chyba nie byłyby moim pierwszym wyborem. - mruknął w jej szyję unosząc wzrok do jej tęczówek - Myślałem bardziej o którychś ciepłych krajach. Świetnie wyglądałaś na plażach w Dominikanie. Może jakieś Filipiny? Tajlandia? Mogłabyś prowadzić tam jakąś jogę, ja zamiast kosić trawniki mógłbym otworzyć jakiś warsztat? Może nauczył się nurkować, robić coś z łódkami? Bardzo podobałaś mi się w tamtym klimacie. Wydawałaś się szczęśliwa. - pozwolił sobie na prywatny, nieco nostalgiczny uśmiech wspominając tamten okres.
Wiedział, że dla niej to tylko takie gadanie. Nie wyobrażał sobie trochę żeby rzeczywiście zgodziła się porzucić wszystko co znała i po prostu wyjechała. Chociaż według niego była to najlepsza opcja. Nawet jeśli w tym momencie mówił to pół żartem, pół serio. Trochę przygotowywał ją na taką ewentualność. Potrzebowali zmiany otoczenia. Prawdziwego odpoczynku po wszystkim, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach. Zrzucić z siebie cały ten ciężar.
Przynajmniej wyjaśnili sobie to, że nie był jakimś psychopatą, chociaż na początku ich znajomości mógł sprawiać takie wrażenie. Nie chciał by się go bała. By myślała o nim najgorsze. Nie zależało mu na opinii innych. Znajomych, kolegów z policji czy nawet w pewien sposób rodziny. Zależało mu na niej. Dla niej chciał być po prostu tym odpowiednim mężczyzną. Tym, z którego będzie dumna.
- Byłem w emocjach. Byłem wkurwiony, nadopiekuńczy. Chciałem zemsty, ale w tym wszystkim nie straciłem głowy. - nieco spoważniał odsuwając nieco swoje usta od jej skóry i spoglądając w jej odbicie w lustrze - Dlatego też zrobiłem, co zrobiłem. Żeby każdy kolejny szkielet z szafy twojego męża zastanowił się dwa razy zanim postanowi zrobić Ci krzywdę. By wiedzieli jakie czekają na nich konsekwencje. Czuli respekt. - wyjaśnił wcale się przy tym nie uśmiechając.
- Myślałem, że to była nasza decyzja... - przechylił lekko głowę mówiąc to nieco ciszej.
W tamtym momencie wydawało mu się, że oboje wiedzieli, co należało zrobić. Że wiedziała, chociaż nie mógł powiedzieć jej wszystkiego co planuje by ją chronić. Nie byli małżeństwem, musiałaby zeznawać. Jeśli już ktoś miał pójść siedzieć to on. Bez sensu byłoby gdyby skończyli razem za kratkami.
Na jej kolejne słowa wyraźnie zesztywniał. Wbił w nią swoje spojrzenie, a jego tęczówki pociemniały i tym razem nie z pragnienia. Nawet jej dłoń na jego policzku nie wywoływała w tym momencie tego przyjemnego mrowienia. Przez chwilę się nie odzywał. Nie chciał do tego wracać. Nie chciał by wiedziała. Bał się, że jeśli dowie się wszystkiego już nigdy nie spojrzy na niego tak samo. Skończy się wszystko, co mają. Nie mógł jej jednak winić za to, że chciała znać prawdę. W końcu po prostu westchnął i przymknął lekko powieki zabierając swoją dłoń z jej ciała. Skinął tylko głową by poszła za nim i opierając się o laskę przeszedł do sypialni. Tam nie usiadł na łóżku. Zamiast tego znów zajął miejsce w fotelu. Nie mógł mieć teraz jej bliskości. Nie czuł, że na nią zasługuje.
- Pojechałem do klubu. Ściągnąłem nagrania z monitoringu i wysłałem je chłopakom z policji do identyfikacji. Nie trwało to długo. Podobnie jak znalezienie ich na miejskim monitoringu. Nie specjalnie się ukrywali. - oparł obie dłonie na lasce przed sobą, w później swój podbródek - Dorwałem jednego z nich w innym klubie. Obiłem go, wyciągnąłem tylnym wyjściem, wrzuciłem do bagażnika i wywiozłem do jednego z magazynów, który wiem, że nadal był miejscem zbrodni, więc nikt tam nie zaglądał. Torturowałem go. - powiedział chłodno i beznamiętnie - Oszczędzę Ci szczegółów. Zmusiłem go żeby zadzwonił do swojego kolegi i zaprosił go do tego samego miejsca. Kiedy na niego czekałem złamałem pewnie połowę kości w jego ciele oraz zrobiłem kilka innych rzeczy, które widziałem w swojej karierze. - nie próbował nawet spojrzeć jej w oczy.
- Z drugim zrobiłem to samo tylko trochę dłużej. Zmusiłem go żeby wyśpiewał mi kto zlecił twoje pobicie. Znalazłem współpracownika twojego męża. Tym razem nie traciłem już czasu. Rozprułem go w apartamencie w którym spotykał się ze swoją kochanką pozwalając by go znalazła. - kontynuował chcąc to po prostu już z siebie wyrzucić. - Później pojechałem do swojej kryjówki. Zmyłem z siebie całą tę krew, usiadłem i resztę już znasz... - mruknął ponownie wzdychając i obawiając się by na nią spojrzeć.
Fiksując swój nieco pusty wzrok na tym jednym kącie ich sypialni zaciskając mocniej szczękę.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
I'd like to think you feel the same way
But I can't tell with you sometimes
So baby, let's get on the same page
Stop making me read between the lines
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może się nie popisała, może nie był to najlepszy początek, może powinna odpuścić… ale mimo wszystko cieszyła się, że się nie odsunął. Że ciągle czuła na sobie ciepło jego skóry, że ciągle jeszcze ją obejmował. Nawet jeśli niesamowicie ją irytował! Bo tak… w odróżnieniu od niego nie potrafiła sobie wyobrazić, że wyprowadzają się do jakiegoś kraju trzeciego świata. Wakacje to jedno, mogła wsiąść z nim do samolotu jeszcze dzisiaj… znaczy nie, bo nie mógł, ale jak tylko dostanie zielone światło od swojego lekarza. Bo tak, miał rację, na wakacjach wydawała się szczęśliwa. Była szczęśliwa. Ale po nich również, nawet jeśli okazywała to w zupełnie inny sposób. To te ostatnie tygodnie, czy miesiące wszystko skomplikowały… za dużo rzeczy wkładała sobie do głowy i nie do końca potrafiła sobie z tym poradzić.
Myślał, że to była ich decyzja…
Zmarszczka między brwiami Darcy wyraźnie się pogłębiła. Próbowała sobie przypomnieć, co wtedy powiedziała… tak, mogła wspomnieć o zemście, mogła powiedzieć, że chciała by bolało ich to tak samo jak ją, ale jednocześnie pamiętała, że błagała by nigdzie nie wychodził. Błagała, prawda? Wydarzenia tamtego wieczora jej się mieszały. Czuła się paskudnie, bolało ją wszystko, była słaba i zdezorientowana. Ale była prawie pewna, że prosiła, żeby nie wychodził… żeby jej nie zostawiał. Żeby nie robił tego wszystkiego, co planował. Co zrobił. Musiała wiedzieć, co się później działo. Czy to coś zmieniało? Nie. Musiała to sobie po prostu jakoś poukładać i liczyła na to, że gdy będzie miała wszystkie elementy tego obrazka – będzie jej łatwiej.
Zdziwiła się, że wrócił na fotel, ale nic nie powiedziała. Sama usiadła na brzegu łóżka, najbliżej Arvela jak się tylko dało. Zacisnęła dłonie na krawędzi materaca i wbiła w niego uważne spojrzenie. I nie odrywała go nawet na sekundę, gdy mówił. Miała przed oczami to, o czym opowiadał. Nigdy go takim nie widziała, więc nie było jej łatwo sobie to wyobrazić… ale jakkolwiek źle by to nie zabrzmiało – przemoc nie robiła na niej większego wrażenia. Towarzyszyła jej przez całe życie. Widziała jak ojciec bił jej matkę, później ją… później kręciła się w różnym towarzystwie i dziwnych miejscach tego miasta. W końcu trafiła do The Fifth i tam było jeszcze gorzej. Ciągle pamiętała ten wieczór, gdy Daniel odstrzelił głowę mężczyzny, który stał tuż obok niej, właściwie trzymał ją przed sobą… niewiele brakowała, żeby poczuła ruch powietrza, gdy kula przeleciała obok jej policzka. Pamiętała jego krew na jej skórze. Widziała i wiedziała więcej niż kiedykolwiek chciała. Nikt nigdy jednak nie zrobił czegoś takiego dla niej… było jej niedobrze na samą myśl, ale martwiło ją coś zupełnie innego.
- Jakim cudem po tym wszystkim jesteś w stanie na mnie patrzeć? Zrobiłeś te wszystkie okropne rzeczy, bo zostałeś do tego zmuszony, zrobiłeś to przeze mnie, dla mnie… i to naprawdę do ciebie nie wraca? Naprawdę nie masz w sobie żalu? – nie patrzyła na niego inaczej… panicznie się bała, że któregoś dnia to on się zorientuje, że koncertowo spierdoliła mu życie – Nie boisz się, że pewnej bezsennej nocy zdasz sobie sprawę, że mnie przez to znienawidziłeś? – wstała z łóżka i zrobiła tych parę kroków, żeby zmniejszyć między nimi dystans. Podniosła jego podbródek, żeby na nią spojrzał – Naprawdę nie chcę, żebyś musiał jeszcze kiedyś coś takiego robić… nawet jeśli sytuacja z klubem miałaby się jakkolwiek powtórzyć, chociaż wiemy, że to mało prawdopodobne. – kącik ust drgnął jej w lekkim, ledwie zauważalnym, uśmiechu – Zajmie się tym ktoś inny. Nie jesteś człowiekiem od brudnej roboty, Cadwalader. Dość tego. Nie jesteś już psem. Możesz być nadopiekuńczy w każdy inny sposób. – rzuciła, patrząc mu prosto w oczy. Jeśli spodziewał się zobaczyć wypisany na jej twarzy strach lub obrzydzenie… nic takiego się nie stało. Jej oczy błyszczały tak samo jak zawsze, gdy na niego patrzyła. Był w niej jednak pewien rodzaj zawziętości… i tym razem też nie prosiła. Nie pytała.



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Arvel był daleko do uciekania od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Możliwe, że jego postrzeganie tamtego wieczoru było trochę wypaczone. Był wkurwiony. Był urażony tym, że nic mu nie powiedziała i jeszcze próbowała zerwać z nim przez telefon. Martwił się o nią. Tak wiele emocji, w tak krótkim okresie czasu. Na pewno przemawiała przez niego również ta męska duma. Zawsze był aroganckim i jakby nie patrzeć, dumnym facetem. Więc tak bardzo jak mówił, że robił to dla nich. Robił to również dla siebie. To było zakodowane gdzieś w jego DNA. Nie zamierzał pozwolić na to by ktokolwiek dotknął jego kobiety bez pozwolenia. Jeszcze by ktoś ją pobił? Może to ten policjant w nim, lecz zamierzał wymierzyć sprawiedliwość. W tym przypadku sprawiedliwość wymagała tego by ponieśli karę i nie taką, którą przewidywał ustawodawca. On był legislatorem, sędzią i wykonawcą wyroku. Tak po prostu należało.
Pomimo tego, że czuł się w tym wszystkim usprawiedliwiony w swoich wartościach, nie było mu łatwo przyznać się do tego co dla niej zrobił. Co dla nich zrobił. Nie był z tego dumny. Nie zamierzał się do tego przyznawać przed każdą osobą w swoim życiu. Nie dlatego, że nosiło to konsekwencje prawne, lecz dlatego, że nie sprawiło mu to specjalnej przyjemności. Może to pierwsze morderstwo, gdzie wyładował wszystkie swoje frustracje i faktycznie czuł się jakby wymierzał sprawiedliwość. Jednak teraz, mając już za sobą kilka miesięcy by to wszystko przemyśleć... Nie był z tego szczególnie dumny. Miał krew na rękach. Nie była to krew niewinnych osób, niemniej miewał koszmary. O tym, co zrobił. Również o tym, że teraz tymi zakrwawionymi dłońmi dotykał ją. Która może nie była aniołkiem w biblijnym sensie. Tym bardziej kiedy się kochali, ale według jego standardów była czystsza niż on.
Widział kątem oka jak się do niego zbliża. Nadal próbował na nią nie patrzeć, jednak pozwolił by uniosła jego podbródek. Nie czuł się gotowy. Nie czuł się gotowy na to, co zobaczy w jej oczach.
- O czym Ty pierdolisz...? - warknął cicho dopiero teraz unosząc na nią swoje tęczówki w których malowało się nieco irytacji - Dlaczego miałbym Cię za to znienawidzić? Za swoje własne akcje? W jakim świecie ma to sens? - zmarszczył brwi coraz wyraźniej poirytowany - Żalu? Tak. Mam do Ciebie żal. Za to, że nic mi nie mówiłaś wcześniej. Za to, że po wszystkim próbowałaś jeszcze ze mną zerwać przez telefon. - wyrzucił to z siebie nabierając nieco więcej werwy, znów przypominając bardziej siebie.
- Do niczego mnie nie zmusiłaś. To był mój wybór i winą obarczam tych, którzy pomyśleli, że to dobry pomysł wywieźć cię za miasto. Więc jeśli ktoś mnie zmusił to oni. - westchnął trochę spompowany przeczesując swoje włosy i zaczesując je do tyłu.
- Nie powtórzy się. - powiedział z absolutnym przekonaniem patrząc jej w oczy - Nie chcę tego robić, nie sprawia mi to przyjemności. I masz rację. Nie jestem już psem. Nadopiekuńczy zawsze będę. Na pewno jeśli chodzi o Ciebie. - tylko lekko się uśmiechnął odchylając się bardziej w fotelu - Nie wiem kim teraz będę Darcy. Nie wiem nawet do końca kim jestem... - mruknął głośno wzdychając.
Skoro już byli przy tych ważnych tematach chyba wypadało poruszyć i ten. Bardziej tego wieczoru już sobie nie spierdolą...

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
I'd like to think you feel the same way
But I can't tell with you sometimes
So baby, let's get on the same page
Stop making me read between the lines
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doceniała, że nie wymigiwał się przed odpowiedzią. To naprawdę dużo dla niej znaczyło, bo zwyczajnie w głowie Darcy świadczyło o tym, że jej ufał… ufał, że nie poleci teraz zeznawać, że nie współpracowała z policją i jego tajemnica była z nią bezpieczna. Była. Tak jak nigdy nie doniosła w żadnej sprawie na Daniela – większość tego, co przekazywała Arvelowi dotyczyła jakichś mniejszych lub większych dupków, którzy pojawiali się w klubie i kręcili się w towarzystwie jej męża, ale nigdy nie dotyczyło to jego bezpośrednio – tak teraz nie zamierzała w żadnym stopniu donieść na niego. Tym bardziej, że no… naprawdę czuła się winna. A przynajmniej współwinna.
Ściągnęła mocniej brwi, gdy na nią warknął. O dziwo jednak… chwilę później jej wargi wykrzywił lekki uśmiech. Tak jakby na ułamek sekundy wrócił ten mężczyzna, którego tak dobrze znała zanim ich świat stanął na głowie. Czy ta nowe wersja jej nie odpowiadała? Nie. To zupełnie nie o to chodziło. Znała go jednak wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że ten stan, w którym się aktualnie znajdował był dla niego ciężki, frustrujący i to mogło być przygnębiające. A jeśli weźmie się pod uwagę wszystko, co zadziało się wcześniej i o czym jej właśnie opowiedział? Tak… miał pełne prawo zgubić się gdzieś po drodze. Trochę właśnie o tym mówiła, gdy sugerowała, że mógłby ją kiedyś znienawidzić.
- W takim… w którym ludzie robią rzeczy, które nie leżą w ich naturze. Nawet jeśli robią to dla kogoś, kogo kochają. A co do tego zerwania… – spojrzała na niego wymownie, bo naprawdę? Naprawdę jej to wypominał? – Doskonale mi poszło, nie? Patrz gdzie teraz jesteśmy. – prychnęła, bo nawet przez sekundę żadne z nich nie potraktowało tego na poważnie, gdy już wrócił do Toronto. Chciała, żeby trzymał się od miasta z daleka, żeby trafił go szlag i został w rodzinnych stronach trochę dłużej. Może teraz nie musieliby o tym wszystkim rozmawiać, a później... później wszystko by się jakoś ułożyło. W jej głowie to wtedy miało sens, ale jednocześnie nie była szczególnie przytomna. Nie była najostrzejszą kredką w piórniku… znaczy za taką nigdy się nie miała, ale wtedy było z nią wyjątkowo źle.
Teraz jednak niewiele myśląc znowu wróciła na miejsce na jego udach. Ostrożnie, bo nadal miała w głowie myśl, że mogłaby mu zrobić krzywdę, ale nie chciała tego dystansu. Wieczór mógł należeć do spierdolonych, ale jednocześnie nie zamierzała go kończyć jakaś nadąsana. Szczególnie mocno nie chciała, żeby pomyślał, że to, co jej opowiedziało wywołało między nimi jakiś dystans. Nie. Nic się nie zmieniło. I przez chwilę po prostu wpatrywała się w jego twarz bez słowa.
- Możesz być kim tylko chcesz, Cadwalader. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo zdała sobie sprawę, że zabrzmiało to jak z podcastu kiepskiego mówcy motywacyjnego – I nawet jeśli brzmi to głupio… mówię poważnie. Nie musisz wyjeżdżać na Filipiny jeśli chcesz mieć warsztat. Albo cokolwiek innego. Nie musisz też podejmować żadnej decyzji teraz. Najpierw dojdź do siebie. Później polecisz do rodziny w Europie, żeby spędzić czas z mamą. Później… później będziemy myśleć, co dalej. Zgoda? – uśmiechnęła się pod nosem i sięgnęła dłonią do jego policzka, po którym czule przesunęła opuszkami palców – I gdyby kiedyś dotarło ci coś z tego, co powiedziałam… którekolwiek z tych uczuć. – gdy pojawi się żal i złość w stosunku do Bowman, gdy nie będzie mógł jej znieść albo zacznie ją nienawidzić za dwoje życiowe wybory… gdy stanie się coś, czego ona się tak panicznie bała – Musisz mi powiedzieć. – to też chciała wiedzieć, żeby móc zareagować zanim wszystko się między nimi popsuje – Myślałeś kiedyś o skróceniu włosów? – zapytała zupełnie zmieniając temat, chociaż wcale też nie do końca… jednocześnie wplotła palce w jego czuprynę – Kobiety zmieniają fryzurę, gdy potrzebują jakiejś odmiany. Gdy zaczynają wszystko od nowa. Może też powinieneś spróbować? Tylko brody nie ruszaj.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#9”