ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

cztery
trigger warning
wspomnienie o samobójstwie
„Dramatyczna akcja służb. Mężczyzna uwięziony na balkonie, podejrzenie próby samobójczej”
„Uratowany przed próbą samobójczą. Strażacy interweniowali w mieszkaniu”
„Uwięziony na balkonie mężczyzna potrzebował pomocy. Zaskakujący finał interwencji”

Przez głowę Sameera przeleciały wszystkie tytuły, które mogłyby następnego dnai pojawić się w lokalnych serwisach informacyjnych.
„Czy udało się zapobiec tragedii? Zdesperowany mężczyzna groził wyskoczeniem z balkonu”
Przy ostatnim niemal parsknął, chociaż nie było w tym nic szczególnie zabawnego, zwłaszcza, ze wyobraził sobie jeszcze swoje zdjęcie, najlepiej zrobione z dołu przez któregoś z sąsiadów. Wyglądałby na nim jak człowiek przeżywający najgorszy dzień w swoim życiu. Co, zważywszy na okoliczności, nie byłoby nawet szczególnie dalekie od prawdy. Gorąco, które już zdążyło rozlać się po jego twarzy i karku, w połączeniu z kolejnymi wizjami internetowej sławy dodało mu jednak wystarczająco dużo energii, żeby ponownie uderzyć otwartą dłonią w szybę.
- Cholera, otwieraj te drzwi! – zawołał, tym razem nie przejmując się tym, czy usłyszy go pół budynku.
Z Eileen nie znali się szczególnie dobrze. To był właściwie pierwszy argument przeciwko pomysłowi wspólnego zamieszkania, który powinien był pojawić się w jego głowie, zanim zdążył przenieść do jej mieszkania połowę swoich rzeczy i uznać, że jakoś to będzie. Nie żeby istniała jakaś oficjalna lista warunków, które należało spełnić przed podjęciem tak poważnej decyzji, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że dobrze byłoby wcześniej przejść przynajmniej przez tę słodkopierdzącą fazę poznawania się. Taką, w której człowiek starannie dobierał słowa, nie zostawiał ubrań na podłodze i nie zastanawiał się, czy ta druga osoba właśnie zobaczyła, jak korzysta z toalety przy otwartych drzwiach. Wspólna łazienka miała swoje granice, podobnie jak tolerancja na znajdowanie obciętych paznokci na dywaniku przed wanną. Niektóre rzeczy powinny pozostać tajemnicą przynajmniej do momentu, w którym obie strony zdążyły się już w sobie porządnie zakochać.
Z drugiej strony, być może problemem nie były wcale paznokcie. Może to fakt, że wszedł do niezamkniętej łazienki, kiedy Eileen zmieniała tampon, doprowadził ją do załamania psychicznego, z którego do tej pory nie udało jej się otrząsnąć. Nie wiedział.
- Pieprzona wariatka – sapnął pod nosem, przyciskając czoło do chłodnej szyby. – Wyłamię te drzwi!
- Nie zrobisz tego, jeśli nie chcesz za nie płacić!
Sameer zamknął oczy.
Eileen podejrzewała go o zdradę. Co samo w sobie było dość bezczelne, biorąc pod uwagę fakt, że Sameer nie był typem zdradzającego. Nie był może szczególnie dobry w związkach, ale nie chciał być dupkiem. Miał zresztą całkiem pokaźny zestaw wad, które prędzej czy później wychodziły na światło dzienne. Właściwie zdarzało mu się je wypisywać, kiedy potrzebował pieniędzy, a jakieś kobiece czasopismo o nakładzie wystarczająco niskim, żeby nie bał się o to, że ktoś rzeczywiście je czytał, potrzebowało kolejnego gównianego poradnika o relacjach. Był emocjonalnie niekonsekwentny, unikał deklaracji, kiepsko radził sobie z planowaniem wspólnej przyszłości, bywał egoistyczny i miał irytujący zwyczaj wycofywania się dokładnie wtedy, kiedy druga osoba oczekiwała od niego większego zaangażowania. Nie obsypywał kobiet prezentami, nie stawiał drinków, a jeśli już to pożyczał pieniądze. Nie był materiałem na okładkę żadnego poradnika o idealnym partnerze. A jednak nie zdradzał.
Oczywiście kłamał. Na tym etapie znajomości z Eileen zdążył opowiedzieć już kilka całkiem zmyślonych historii. Tyle że żadna z nich nie dotyczyła niczego, co powinno ją szczególnie obchodzić. Przynajmniej w jego własnym, nieco elastycznym rozumieniu tego, co powinno obchodzić kobietę, z którą dzieliło się mieszkanie.
Ostatnio rzeczywiście wracał do mieszkania później niż zwykle. Zdarzało mu się też wybierać okrężną drogę, czasami nawet całkiem znacząco okrężną, co mogło wyglądać podejrzanie. Nie była to jednak kwestia żadnej tajemniczej kobiety ani romantycznych schadzek w obskurnych motelach. Po prostu jakiś czas temu pożyczył pieniądze od człowieka, którego nie chciał już więcej spotykać. Pech chciał, że ów człowiek również kręcił się po okolicy, a ich ostatnie przypadkowe spotkanie nie należało do szczególnie przyjemnych. Sameer nie miał więc ochoty na powtórkę. Wolał nadłożyć drogi i wejść do mieszkania z opóźnieniem.
Westchnął ciężko. Jedynym pocieszeniem pozostawał fakt, że była wiosna, a on miał na sobie ubrania. Perspektywa podobnej interwencji w samych bokserkach była zdecydowanie bardziej upokarzająca. Odsunął się na moment od drzwi balkonowych i zerknął w stronę ulicy. Kiedy dostrzegł podjeżdżające służby, wychylił się przez barierkę. Ktoś z dołu natychmiast krzyknął, żeby nie skakał. Shah przewrócił tylko oczami.
- W środku jest szalona osoba! Klinicznie szalona!


teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

085.
— Jakiś debil stoi na balkonie i drze mordę.
— Będzie skakał?
— Cholera wie.
— Szkoda.
Mniej więcej tak wyglądała rozmowa między Youngiem a Donovanem, której Teddy przysłuchiwała się z boku. Zgłoszenie nie różniło się szczególnie od wielu innych, z jakimi mieli już do czynienia. Ileż to razy wzywano ich do potencjalnych samobójców? Darling nie była nawet w stanie tego zliczyć. Zazwyczaj kończyło się jedynie na groźbach, krzykach i kilku godzinach rozmów, chociaż zdarzały się też sytuacje, w których sprawy przybierały znacznie gorszy obrót. Pamiętała dziewczynę, której podwinęła się noga i która niefortunnie spadła z trzeciego piętra. Na szczęście na dole czekali już strażacy. Rozłożona poduszka ratownicza zamortyzowała upadek, dzięki czemu cała historia nie skończyła się tragedią. Oczywiście, choć podobne wybryki mogły wydawać się zwyczajnie durne, nikt z nich nie miał prawa zakładać, że człowiek stojący na balkonie tylko szuka uwagi albo próbuje nastraszyć sąsiadów. Nie mogli przecież wiedzieć, co działo się w jego głowie i z jakimi problemami się mierzył. Czasami za szukaniem atencji kryła się desperacja, której nie dało się dostrzec z poziomu ulicy. Dlatego nawet jeśli Jett pozwalał sobie na podobne komentarze, to i tak wszyscy będą musieli trzymać rękę na pulsie.
Kiedy dotarli na miejsce zdarzenia, pod budynkiem czekały już policyjne radiowozy. Był wśród nich również negocjator, ale Blaze Young, dowódca ich zmiany, poprosił, żeby na razie nie angażować go do rozmowy i nie stresować niepotrzebnie mężczyzny stojącego na balkonie. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na kogoś, kto za chwilę miałby rzucić się w dół. Stał przy barierce, wymachiwał rękami i coś krzyczał, ale nie próbował nawet na nią wchodzić. Na razie nie było sensu dokładać mu kolejnych bodźców.
— Jamal i Darnell - wy rozłożycie skokochron. Secada i Donovan – pójdziecie od frontu. Darling... — w tym miejscu spojrzał na Teddy. — Włazisz na podnośnik koszowy. Pogadasz sobie z panem — oznajmił, na co strażaczka uniosła wysoko brwi.
— Bo co? Bo mam niesamowity dar przekonywania? — zapytała, zanim skierowała się w stronę wozu.
— Bo nie naskoczysz na niego jak banda tych tutaj — Blaze ruchem głowy wskazał rozsianych po terenie kolegów.
Teddy obejrzała się jeszcze przez ramię, jakby chciała sprawdzić, czy pozostali również poczuli się wywołani do tablicy. Nie była pewna, czy mężczyzna na balkonie doceni jej towarzystwo, ale skoro dowódca uznał, że właśnie ona powinna z nim porozmawiać, nie pozostało jej nic innego, jak posłusznie wykonać polecenie.
Nie chciała dłużej traciła czasu. Ruszyła w stronę podnośnika, po drodze poprawiając rękawice i zerkając na kosz umieszczony na końcu wysięgnika. Otworzyła boczną skrytkę, wyciągnęła uprząż i sprawnie zapięła ją na sobie, upewniając się, że wszystkie klamry znajdują się na swoim miejscu. A potem wpakowała się do kosza, chwyciła się barierki i spojrzała w stronę Younga, dając mu znak, że jest gotowa. Wysięgnik powoli zaczął unosić się w górę. Darling oparła jedną dłoń na barierce, drugą zaś poprawiła przyczepiony do pasa sprzęt. Z każdym kolejnym metrem coraz lepiej widziała balkon, na którym wciąż znajdował się mężczyzna. Jak na razie nie wykazywał większego zainteresowania roztrzaskaniem sobie czaszki o beton, co Teddy przyjęła z umiarkowanym zadowoleniem.
Gdy znalazła się na wysokości balkonu, wychyliła się nieco do przodu, żeby sprawdzić, czy kosz nie zahaczy o balustradę. Poczekała, aż Young ustabilizuje wysięgnik i odwróciła głowę w stronę lokatora.
— Dzień dobry! — rzuciła, unosząc dłoń w geście powitania. — Wysyłają mnie w delegację, bo podobno mam lepsze podejście do ludzi. Nie wiem, czy to komplement, czy po prostu nikt inny nie chciał się z panem użerać, ale uznałam, że warto sprawdzić. Co się stało? Jak mogę pomóc? — zapytała, lustrując gościa wzrokiem od stóp do głów. Wyglądał całkiem zwyczajnie, chociaż na jego twarzy dało się dostrzec wkurwienie.

Sameer Shah
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”