46 y/o
Welkom in Canada
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jej rzekome niezdecydowanie rozbawiło go na tyle, że nawet nie próbował powstrzymać uśmiechu. Przyglądał się jej przez chwilę, przesuwając kciukiem po materiale jej ubioru, - Nie wiesz, hm? - powtórzył, unosząc brew. - W takim razie całujesz się wyjątkowo przekonująco jak na kogoś, kto jeszcze się musi nad tym zastanowić, mi preciosa. - Cholera, nadal miał ochotę wrócić do jej ust, zatopić się w nich, przepleść się swoim językiem z tym jej... Najlepiej natychmiast, ale wsluchiwanie się w to, jak próbowała przedstawić mu tę sytuację jako strasznie skomplikowaną, też miało swoje zalety. Dostarczała mu rozrywki, której tak bardzo mu brakowało.

Ta wzmianka porannego walk of shame sprawiła, że parsknął pod nosem. - Cały wieczór był nagrodą podstawową, a teraz najwyraźniej zakwalifikowałaś się do dodatkowej rundy. - Uśmiechnął się bezczelnie, po czym przechylił lekko głowę. - I dlaczego od razu wstydu? Zamierzasz udawać, że mnie nie znasz, kiedy zobaczysz mnie w świetle dziennym? - zapytał z udawanym oburzeniem. - Uprzedzam, że rano też jestem całkiem przyjemnym widokiem. Po kawie nawet potrafię porozmawiać, więc nie będziesz musiała uciekać przez hotelowe lobby czując się, że zrobiłaś coś żenującego - chwilkę później jednak wspomniała o mieszkaniu niedaleko, co sprawiło, że spojrzał na nią z wyraźnym zainteresowaniem. Zaraz jednak napomknęła o hotelowej pościeli, a Javier tylko przyladal jej sie wyraznie starając się ukryć rozbawienie jej niezdecydowaniem. Co za interesująca kobieta. - Rozumiem... bardzo trudna sprawa. - Sięgnął po swoją szklankę i upił ostatni łyk. - W takim razie proponuję hotel. Nie chciałbym już pierwszego wieczoru stawać pomiędzy tobą a twoją słabością do pościeli. - Odstawił szkło, znów zatrzymując na niej wzrok. Podobało mu się, że rozmawiali już o tym, dokąd pójdą. Bez wycofywania się, bez nerwowego zerkania na jego obrączkę. Ta świadomość przyjemnie połechtała jego ego. Chciał jej.

''To kim mam dla ciebie dzisiaj być?''

Kim miała dla niego być? Mógł rzucić kolejną bezczelną odpowiedź, ale przez kilka sekund po prostu przyglądał się jej twarzy. Nie znał jej przecież. Not yet... Wiedział tylko, że od dłuższej chwili nie interesowało go nic, co działo się poza tym kawałkiem baru. - Iris - odpowiedział w końcu spokojniej. - Bądź Iris. Póki co bardzo mi odpowiada jej towarzystwo. - Uśmiechnął się, odsuwając kosmyk włosów z jej policzka. - Chcę dowiedzieć się o tobie czegoś więcej. Chociaż przyznaję, że trochę utrudniasz mi skupienie się na rozmowie. - Jego spojrzenie na moment opadło na jej usta. Nie zamierzał udawać, że zapraszał ją na nocne rozwiązywanie krzyżówek, ale też nie miał ochoty kończyć znajomości na samym poznaniu jej imienia. Nie kiedy zdążył już jej zasmakować.- A rano możemy sprawdzić, czy równie dobrze dogadujemy się przy śniadaniu. - Skinął na barmana, prosząc o rachunek, a po chwili gdy do nich podszedł opłacił go zostawiając napiwek. Wstał i wysunął rękę, czekając czy jednak przyjmie ten gest zaproszenia. - W pobliżu jest cholernie dużo hotelów, może masz ochotę na spacer i ewentualnie jakąś przekąske? Nie chce, żebyś myślała, że chce cię tylko zaciągnąć do łóżka, bo chciałbym cię rownie dobrze poznać.

Iris
32 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
If you wanted me dead
You should've just said
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brew drgnęła jej wymownie do góry, bo był tego pewien? Że nie będzie musiała uciekać ze wstydem przed świadomością, że spędziła noc z żonatym facetem? I chociaż teoretycznie wiedziała, że to nie jej odpowiedzialność dbać o wierność w małżeństwie tak doskonale wiedziała jak smakowały wyrzuty sumienia i poczucie winy. Kac moralny. Do rana jednak było jeszcze sporo godzin, teraz alkohol przyjemnie szumiał w głowie, a bliskość mężczyzny sprawiała, że i tak nie potrafiła się oprzeć. Jego zainteresowanie było na swój sposób uzależniające… dawno się tak nie czuła. Dawno nikt tak na nią nie patrzył. Dawno nikt nie dał jej do zrozumienia, że jej chce. Nic dziwnego, że dreszcz za dreszczem przechodził przez jej kręgosłup, wpatrywała się w jego wargi równie uparcie, co on w niej, a jej dłoń zupełnie swobodnie w pewnym momencie opadła na męskie udo. Był tak blisko, że to nawet nie było dziwne.
- Czyli przeszliśmy od wspólnego wieczoru, przez noc i poranną kawę aż do śniadania? Jak tak dalej pójdzie i ci się spodoba, będziesz musiał przedłużyć dobę hotelową aż do lunchu. – rzuciła rozbawiona, spojrzała na jego wyciągniętą w jej stronę dłoń. Nie zawahała się. Przez jej twarz przemknął uśmiech i swobodnie złapała jego dłoń, podnosząc tyłek z barowej loży.
Miała jedynie wątpliwości, czy faktycznie chciał ją poznać… a jeszcze większe, czy w ogóle było, co poznawać. Czy nie straciłaby w jego oczach, gdyby tylko zaczęła opowiadać. No i najważniejsze, co miałaby mu opowiedzieć? I Iris… jaka w ogóle była? To wcale nie było takie proste! Wątpliwości uderzyły w nią razem z chłodnym wieczornym powietrzem, gdy wyszli z baru.
Nie miała na nie najmniejszej ochoty, więc zrobiła to, co wydawało jej się najbardziej oczywistym rozwiązaniem. Zacisnęła palce na materiale jego koszuli, przyciągnęła go lekko do siebie i pocałowała. Tak, nadal smakował tak samo dobrze jak przed chwilą – Spacer jak najbardziej, nie znam się na tutejszych hotelach, więc wybór zostawiam tobie. Przekąski… powiedzmy, że od razu liczę na deser. I nie miałabym problemu z tym, że chciałbyś mnie tylko zaciągnąć do łóżka. Nieszczególnie lubię o sobie rozmawiać. – wyszeptała to wszystko praktycznie na jednym wdechu tuż przy jego wargach, muskając je ciepłem swojego oddechu i zanim zdążył jej cokolwiek odpowiedzieć – znowu go pocałowała. Krótko, zaczepnie i odrobinę przekornie, gdy jednocześnie zacisnęła zęby na jego dolnej wardze.
I uśmiechnęła się do niego promiennie, gdy tylko się od siebie odkleili i ruszyli we wskazanym przez niego kierunku.
- Aleee… możemy zagrać w grę. Pytanie za pytanie. Więc, gdy się rozejdziemy nie będziemy mogli powiedzieć, że nic o sobie nie wiemy. – bo przecież nie zakładała, że jeszcze kiedykolwiek mieliby się spotkać. Jednorazowa przygoda, nic więcej – Możesz nawet czynić honory, niech będzie. Czego chciałbyś się dowiedzieć?


javier
46 y/o
Welkom in Canada
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ekhm, postawmy sprawę jasno. Perez nie był żadnym gówniarzem, który na samą myśl, że mógłby, jakby to ładnie ująć, przysłowiowo zamoczyć, tracił resztki rozumu i szarych komórek, zachowując się jak ostatni prostak i tracąc głowę dla kobiety, której de facto nawet nie znał. Nie, nie był taki. Aczkolwiek cholernie go zainteresowała, i to nie tylko tym, jak bardzo była atrakcyjna, ale również faktem, że potrafiła złożyć słowa w jedno spójne zdanie, była pewna siebie i biła od niej tak silna aura, że w samej jej obecności czuł tę dziwną potrzebę, żeby po prostu znaleźć się jeszcze bliżej niej. Chwytając jej dłoń, splótł z nią palce, po raz kolejny przecząc samemu sobie i zachowując się jak jakiś cholerny dzieciak. - Możemy tam zostać tak długo, jak tylko będziesz chciała, petal - dodał, nazywając ją pieszczotliwie płatkiem kwiatu, po czym wyszedł razem z nią na zewnątrz, niemalże natychmiast odczuwając różnicę temperatur między powietrzem panującym w barze a tym, które przywitało ich po wyjściu.

Czując jej palce zaciskające się na materiale jego koszuli, zerknął w dół, po czym ułożył jedną dłoń na jej biodrze, przyciskając ją mocniej do siebie, a drugą wsunął w jej włosy, odwzajemniając pocałunek. Nieco niedbały, ale cholernie przyjemny, który po chwili pogłębił, pragnąc poczuć jej smak na swoim języku, zanim jeszcze delikatnie musnął jej wargi i odsunął się na moment. Spojrzał jej prosto w oczy, unosząc kącik ust w lekkim uśmiechu. - Przespanie się ze sobą w tym momencie jest chyba cholernie oczywiste w naszym przypadku, no nie? Wyobraź sobie, jak przyjemnie moglibyśmy się zaskoczyć, robiąc to w nieco inny sposób, hm? - nachylił się do niej, składając kilka pocałunków wzdłuż jej szczęki, zanim przysunął usta do jej ucha. - Tylko że ty będziesz moim deserem, Iris - wyszeptał niskim głosem, po czym wyprostował się, by chwilę później odwzajemnić kolejne pocałunki, którymi go obdarowała.

Ponownie chwycił jej dłoń i ruszył w kierunku hotelu, w którym na parterze znajdowała się restauracja. W razie gdyby jednak wolała najpierw zjeść coś porządnego, a jeżeli nie, to przecież zawsze pozostawał room service, no nie? Uśmiechnął się na jej propozycję gry i kiedy tak mijali kolejne budynki, powoli przemierzając jedną z dzielnic Toronto, zerknął na swoją towarzyszkę. - No dobrze, to dlaczego taka piękna kobieta jak ty spędzała samotnie wieczór w barze, i to takim, który nie szczyci się szczególnie dobrą renomą? - zapytał z zaciekawieniem. No bo skoro już mieli się w to bawić, to dlaczego nie skorzystać z okazji, żeby dowiedzieć się o niej czegoś więcej? Tak jak sama wcześniej wspomniała, nawet jeżeli następnego dnia mieliby się rozstać i nigdy więcej nie zobaczyć, to przynajmniej będą wiedzieli o sobie coś więcej. Oczywiście w zależności od tego, jak bardzo uda im się wzajemnie sobą zainteresować.

:kwiatek:
32 y/o
IRYS
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
If you wanted me dead
You should've just said
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przespanie się ze sobą było w tym momencie oczywiste… kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. Być może nie świadczyło to o niej najlepiej. Być może nie powinno wywołać u niej śmiesznego dreszczu, który przeszedł wzdłuż jej kręgosłupa. Być może… ale prawdopodobnie alkohol w jej organizmie robił swoje. Albo zwyczajnie nie była dobrym człowiekiem i lubiła robić głupoty, a dodatkowo jego zainteresowanie w jakimś stopniu jej schlebiało – Mmhmmm… – mruknęła wyraźnie zadowolona – Traktuję to jako obietnicę. – dodała szeptem, ciepłem oddechu muskając jego wargi. Kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu i wydawała się być w tym wszystkim… całkiem pewna siebie.
Ale jednocześnie bardzo cieszyła się, że wyszli na zewnątrz, że na dworze było już ciemno, uliczne światła nie oddawały, a nawet jeśli jakimś cudem zauważył, że jej policzki zmieniły kolor – spokojnie można było to wytłumaczyć różnicą temperatur. A jak tylko ruszyli ulicą w kierunku wybranego przez niego hotelu – przerzuciła sobie jego rękę przez ramię, trochę się nim obejmując i mocniej przylgnęła do jego boku.
- I najbardziej intrygujące jest to, że… jestem ładna i byłam tam sama, czy że jestem ładna i w ogóle tam byłam? – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – I nigdy nie powiedziałabym o sobie, że jestem ładna. – dodała, kręcąc lekko głową, bo ugh… nie. Zdecydowanie nie. I to nie tak, że była fałszywie skromna, że była jedną z tych dziewczyn, które zawsze potrafiły znaleźć w sobie jakieś wady, które wcale nimi nie były. Nie mówiła tego, żeby wymusić na nim kolejne komplementy… po prostu nikt nigdy nie zaszczepił w niej tej pewności siebie, która pomogłaby jej w to tak po prostu uwierzyć. Daleko jej też było do swojej najlepszej życiowej formy, a to mocno uderzało w jej kompleksy.
- Ale… dawno nie miałam okazji nigdzie wyjść. Nie składało się. Dość długo nie było mnie też w mieście, a wyjechałam z niego w tym wieku, gdy wszystkie szczenięce znajomości przeżywają największy test, więc jak łatwo się domyślić… wiele go nie przeszło. Nie mam więc wielu znajomych, do których mogłabym zadzwonić. Część nawet nie wie, że wróciłam do Toronto. – wyjaśniła, zerkając na męską twarz… ciekawa jaką reakcję wywołała jej odpowiedź. Wariatka, która nie ma znajomych? Czy to, że była koło trzydziestki i nie miała z kim wyjść na drinka nie powinno być wielką czerwoną flagą powiewającą nad jej głową? Ale wcale nie chciała go wystarczyć… po prostu z jakiegoś nieznanego sobie powodu chciała być z nim szczera – Moje życie trochę stanęło na głowie, trochę próbuję się w nim odnaleźć... próbuję się poczuć w nim trochę bardziej żywa – rzuciła pogodnie, jakby to wcale nie było wyznanie, które bardzo dobrze oddawało stan, w którym się znalazła – Jak bardzo zaskoczy cię, gdy powiem, że wyszłam z domu, żeby się dobrze bawić? I tamta dwójka sprawiła, że bardzo tego pożałowałam? Więc… cieszę się, że wygrałam twoją nagrodę. I dobrze się bawię. Chociaż zdecydowanie za dużo mówię, gdy powinniśmy się po prostu całować – zaśmiała się w głos, kręcąc przy tym lekko głową z niedowierzaniem, bo… przychodziło jej to zaskakująco łatwo, a przecież wcale nie była typem gaduły – Co robisz w Toronto, Javier? – więc wykorzystała swoją kolej w ich grze i odbiła piłeczkę w stronę mężczyzny, jednocześnie dalej uparcie wpatrując się w jego bardzo przystojną twarz.


javier perez
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”