Zazwyczaj, kiedy ktoś próbował go pocieszyć, reagował w dość przewidywalny sposób: uciekał w żart, zmieniał temat albo udawał, że cała sprawa nie robi na nim większego wrażenia. Było to znacznie prostsze niż przyznanie, że niektóre słowa potrafiły trafić w niego zdecydowanie głębiej, niż sam chciałby przed sobą przyznać. Tym razem jednak nie potrafił tak łatwo zbyć tego, co usłyszał. Właściwie przez moment miał ochotę po prostu podziękować, ale nawet tak zwyczajna czynność wydawała mu się dziwnie trudna. Odwrócił wzrok w stronę monitora, przesuwając bezwiednie palcem po krawędzi biurka. Nie chciał, żeby Felix pomyślał, że jego słowa zostały odebrane niewłaściwie.
Wręcz przeciwnie.
Rain doceniał je bardziej, niż był w stanie pokazać. Być może właśnie dlatego poczuł charakterystyczne ukłucie gdzieś w okolicach klatki piersiowej. Przez lata zdążył przyzwyczaić się do myśli, że pewne rzeczy po prostu zostają z człowiekiem na zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo próbowałby się od nich odciąć. Czasami łapał się na tym, że doszukiwał się w sobie cech, których najbardziej nie chciał odziedziczyć, analizował własne zachowania i zastanawiał się, czy przypadkiem nie powtarza tych samych błędów. Było to męczące, szczególnie że nie zawsze potrafił odróżnić własne przekonania od tych, które ktoś kiedyś skutecznie mu wpoił.
— Nie wiem, czy kiedykolwiek przyzwyczaję się do tego, że mówisz mi takie rzeczy — odezwał się w końcu, zerkając na Felixa. Uśmiechnął się przy tym nieznacznie, choć w jego spojrzeniu nadal pozostawało coś niepewnego.
— Ale doceniam, serio. Poza tym najlepiej to by było go odciąć całkowicie od świata, wtedy chyba serio mógłbym odpocząć — przemknął palcami po włosach, zatrzymując opuszki w ciemnych pasmach. Nie chciał rozwijać tego tematu. Nie dlatego, że nie ufał Felixowi, ale zwyczajnie nie wiedział, jak rozmawiać o rzeczach, które sam przed sobą próbował uporządkować od bardzo dawna. Miał zresztą wrażenie, że gdyby zaczął mówić więcej, prędzej czy później powiedziałby coś, czego później żałowałby przez następne kilka dni.
Zamiast tego pozwolił sobie na cichy śmiech i pokręcił głową, kiedy rozmowa wróciła do pomysłu wspólnego wyjazdu. Namiot, jezioro, las i kilka dni z dala od codzienności. Jeszcze niedawno podobna propozycja pewnie spotkałaby się z jego wymijającą odpowiedzią, może nawet jakąś wymówką dotyczącą braku czasu, a tym razem sam zainicjował pomysł. Rain nigdy nie należał do osób szczególnie towarzyskich. Lubił własną przestrzeń, możliwość zamknięcia się we własnym pokoju i spędzenia całego wieczoru bez konieczności odzywania się do kogokolwiek. Nie oznaczało to jednak, że nie potrzebował innych ludzi. Po prostu znacznie łatwiej było mu funkcjonować w samotności niż ryzykować, że przywiąże się do kogoś, kto pewnego dnia przestanie mieć dla niego miejsce.
A jednak tym razem myśl o wyjeździe nie wydawała mu się szczególnie męcząca. Co więcej, im dłużej o niej myślał, tym bardziej zaczynał dostrzegać w niej coś przyjemnego. Perspektywę poranka spędzonego nad jeziorem, chłodnego powietrza, zapachu lasu i wieczorów, podczas których nie trzeba byłoby nigdzie się spieszyć. Nie wiedział, czy rzeczywiście potrafiłby odpocząć w takim miejscu, ale chyba chciał spróbować. Może potrzebował zmiany otoczenia bardziej, niż dotychczas przypuszczał. A może po prostu obecność Felixa sprawiała, że nawet rzeczy, które normalnie wydawały mu się niewygodne, nabierały nieco innego znaczenia. Ta ostatnia myśl przemknęła mu przez głowę zdecydowanie zbyt swobodnie, dlatego szybko postanowił się na niej nie zatrzymywać.
— Tylko od razu uprzedzam, że nie jestem żadnym survivalowcem — rzucił z rozbawieniem, opierając się wygodniej na krześle.
— Jeśli będziemy musieli sami rozpalać ognisko, to lepiej, żeby był z nami ktoś kompetentny. Może jakiś losowy spacerowicz? Nie chciałbym odpowiadać za przypadkowe podpalenie połowy lasu, słabe by to było... — zaśmiał się pod nosem, wyobrażając sobie, jak bardzo nieporadnie wyglądałby podczas prób rozstawienia namiotu. Nie miał zresztą większych ambicji, żeby udowadniać komukolwiek, że świetnie radzi sobie w terenie. Wystarczyłoby mu miejsce, w którym mógłby usiąść z dala od wszystkich, posłuchać szumu wody i przez chwilę nie zastanawiać się nad tym, co powinien zrobić ze swoim życiem. Oczywiście pod warunkiem, że nie musiałby dzielić namiotu z jakimś wyjątkowo paskudnym pająkiem. Wtedy cała jego miłość do natury prawdopodobnie skończyłaby się szybciej, niż zdążyłby rozpakować plecak.
Właściwie miał ochotę powiedzieć Felixowi, że cieszy się na samą myśl o spędzeniu z nim kilku dni, ale słowa te wydawały mu się odrobinę zbyt osobiste. Nie potrafił jeszcze swobodnie mówić o takich rzeczach, szczególnie kiedy nie miał pewności, jak zostaną odebrane. Nie chciał też, żeby każde jego zachowanie było interpretowane jako coś więcej, niż rzeczywiście zamierzał pokazać. Jednocześnie nie chciał udawać obojętności, bo przecież nie był obojętny. Felix stał się dla niego kimś ważnym, kimś, przy kim nie musiał nieustannie pilnować każdego wypowiedzianego słowa. I choć Rain nie miał pojęcia, jak właściwie powinien się do tego przyzwyczaić, nie chciał rezygnować z tego uczucia.
— Dobra, koniec mojego użalania się. Odpalaj tę gierkę. Muszę zwyzywać kilka osób w grze komputerowej, żeby sobie ulżyć... Więc LOL — rzucił dość luźno, przeciągając się jeszcze przed rozpoczęciem gry.
Felix Carlson