-
Myślisz, że bardzo się zdziwi? - zapytał myśląc o Richardzie, wydawało mu się, że tak, no bo może oni do siebie pasowali jako partnerzy biznesowi, wizualnie, a nawet może na tej kolacji u niego, to była jakaś przesłanka, że Wyatt chciałby się umówić z Cherry, ale... No właśnie, Richie nie był głupi i wiedział jaki jest Galen, a Charity przecież pokazywała mu pierścionek zaręczynowy. A teraz pokaże mu kolejny, nowy. Od Galena Wyatta.
-
Myślę, że musimy zaprosić go na kolację, wiesz taką oficjalną, żeby mu to wyjaśnić - stwierdził, bo to był ich dobry inwestor, chyba mu się to należało, teraz przez najbliższe kilka lat będą razem prowadzić interesy. Na jej kolejne słowa nabrał powietrze do płuc, a później je wypuścił ze świstem, ale się uśmiechnął.
-
No ale to dlatego, że mi się podobasz. Jakbyś się ubrała brzydko, to może wtedy bym jej nie ściągał? - chociaż Cherry musiałaby założyć chyba ten worek na ziemniaki żeby wyglądać brzydko. A może i w worku wyglądałaby dobrze? Na jej kolejne słowa wywrócił tymi niebieskimi ślepiami, ale finalnie odwrócił spojrzenie, utkwił je w kryształowym kieliszku od szampana.
-
Rozbieraj, nie rozbieraj, ach Cherry - westchnął, ale na te koronki, to znowu na nią spojrzał. Koronki były nawet lepsze niż brak bielizny. Jednak Charity Marshall to się znała na kuszeniu.
-
A co jeszcze byś chciała zobaczyć? Chciałem Ci pokazać ogród, ale nie wiem czy nie jest za zimno... - no i czy teraz to nie będzie cały czas myślał tylko o tych koronkach, a nie spacerowaniu po ogrodzie. Zresztą co oni zobaczą w nocy? Chociaż ogród Wyattów był naprawdę zjawiskowy, fontanna, staw, altanka i kwiaty, tylko, że teraz był trochę zarośnięty. Może najpierw Galen powinien zatrudnić ogrodnika i doprowadzić go do porządku?
-
Możemy też zobaczyć cześć spa - a tam był basen, jacuzzi i pewnie prywatny masażysta, ale dzisiaj miał wolne. Ogólnie odkąd rodzice Galena się wynieśli, to obsługa była na urlopie.
Kiedy powiedziała to, że nauczą się siebie nawzajem to się uśmiechnął, bo chciałby się nauczyć Cherry, tego co lubi, czego nie, co ją zachwyca, a co odpycha. Ale ten pedantyzm go trochę przerażał.
-
Ja lubię... uporządkowany chaos, u mnie nic nie ma swojego miejsca Cherry - no taka była prawda, na jego biurku było wszystko, notatki, raporty, bilanse, wszystko wymieszane i wtedy mu się najlepiej pracowało. Szczerze zastanowił się nad tym, czy nie zabrać ze sobą Lucity, żeby po nim sprzątała. I tak nie mógł jej zostawić po tylu latach na lodzie przecież.
Uniósł jedną brew, gdy powiedziała o tych ślubach.
-
Jak to? To ja bym i tak zgłosił sprzeciw - tylko pewnie nie wiedziałby w którym momencie, ale to po prostu jakby go natchnęło, że teraz musi to powiedzieć, to by powiedział.
Zmrużył powieki, kiedy powiedziała, że przy wulkanach, w sumie wtedy też się przed nim odsłoniła, pokazała swoją słabość. Wydała mu się taka bezbronna, a on chciał wtedy być jej tarczą. Tak, to był dobry moment
-
Pytam tylko dlatego, żeby... było Ci ciepło - powiedział i starał się jej posłać troskliwy uśmiech, może nawet odrobinę mu wyszedł? Chociaż miał też w sobie nutę zadziorności. Zastanowił się, czy on teraz się poświęcał? Miał takie myśli, że może to przez ten jej pozorowany ślub, albo przez dziecko, on stawia cały swój świat do góry nogami. Ale te myśli przechodziły wraz ze spojrzeniem w jej oczy. Był tego pewny, tego, że jej chciał. Jako swojej żony.
-
Pewne rzeczy warte są poświęceń... - zaczął znowu niebieskie tęczówki zawieszając na jej pięknych oczach, w których odbijały się i gwiazdy, i lampiony -
ale nie czuję, żeby to było poświęcenie, po prostu tego chcę Cherry - powiedział to już trzymając ją za rękę. Chciał, żeby miała pewność co do niego, co do jego gestów.
Właściwie to może były jakieś meksykańskie przekąski, bo Lucia była z Meksyku, ale też tak ładnie podane, bo jednak czuwał nad tym Galen.
Też zjadł kilka kanapeczek i sałatkę, bo jednak Lucita się postarała, nawet popił tym bezalkoholowym szampanem, trochę pożałował, że nie wziął też alkoholowego, ale na dole w barku na pewno takie były.
Na jej pytanie uniósł brew z zadziornym uśmiechem.
-
To co, strefa spa? Masaż gorącą czekoladą? Tylko najpierw musiałbym zdjąć te koronki, żeby się nie pobrudziły... - stwierdził i wstał od stolika, żeby znowu podać rękę Cherry i sprowadzić ją na dół. Musi tu kogoś później wysłać, żeby pogasił te lampiony, bo jakby tak willa Wyattów zajęła się ogniem to byłoby szkoda.
Cherry Marshall