29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
jak kogoś tiggerują psychopaci i próby gwałtu to ten, lepiej nie czytać
Miłość była pojęciem względnym. Jedni kochali za wspólnie spędzone chwile, inni za dobre serce, jeszcze inni nie potrafili się określić, po prostu to czuli. Nick Dalton kochał Pilar za wszystko. Za całokształt. Za to jaka była waleczna, piękna, jak każdy na komisariacie ją szanował, jak potrafiła się postawić i za świetne poczucie humoru, którym nie raz rozbrajała go na łopatki, kiedy jeszcze tylko się przyjaźnili. No właśnie, tylko wtedy jeszcze po prostu ją lubił, był nią zauroczony, ale po tym wyjeździe i imprezie integracyjnej… już kompletnie przepadł.
Nie mógł przestać o niej myśleć.
O tym jak wspaniale wyglądała nago, kiedy pieprzył ją w jednej z drewnianych chatek na obrzeżach Toronto; kiedy mruczała do jego ucha, wiła się pod nim i na jego pytania, czy wszystko dobrze odpowiadała to wspaniałe, jęczące tak. Już potem nawet nie pytał, bo go to interesowało — pytał, żeby mogła mu odpowiadać. Żeby ciągle do niego mówiła, bo przecież tak bardzo kochał jej głos. Wszystko w niej kochał. Ją kochał. Do szaleństwa.
Był przekonany, że to już taka miłość na zawsze. Jedyna w swoim rodzaju. Taka o której pisze się w książkach i o której nagrywa się filmy. Epicka. Miało być epicko… a wtedy okazało się, że to tylko dla niego było takie wspaniałe. Bo ona już na drugi dzień powiedziała mu, że było spoko, ale to więcej nie mogło się powtórzyć. Nie rozumiał jej. Nie mógł pojąć, dlaczego ona nie widziała tego wszystkiego, co ich połączyło. Był pewien, że dla niej to nie był tylko seks. Nie mógł być, bo przecież dla niego nie był.
Wiedział, że jeszcze będzie jego. Obiecał to sobie wtedy i sumiennie do tego dążył. I chociaż zapraszanie ją na randki i pojawianie się tam, gdzie trzeba nie pomagało, musiał w końcu sięgnąć po coś mocniejszego. I proszę — była tu, z nim i nawet nie miała nic przeciwko.
Leżała tak spokojnie. Jak anioł.
Nawet nic nie mówiła — jedynie ciche pomruki wychodziły z jej ust, które za pewne chciałaby ułożyć w słowa, ale głowa jej na to nie pozwalała. Nie przeszkadzało mu to. Nic mu już nie przeszkadzało.
Upewnił się, że pokój jest odpowiednio zabezpieczony, a następnie przysiadł się na łóżku, tuż obok jej ciała. Z kieszeni kurtki wyciągnął pistolet i ustawił go na niewielkiej szafce nocnej. Nie sądził, że będzie mu już dzisiaj potrzebny, ale przecież Dalton był gliną; zawsze musiał być gotowy na każdy scenariusz.
A potem już zajął się nią.
W końcu jesteśmy sami — rzucił krótko, nachylając się nad jej twarzą. Wyciągnął w górę szorstką dłoń i przejechał po jej gładkim policzku. Była taka śliczna. — Tylko ty i ja, Pilar — współ niezdarnie palce w jej gęste włosy, które teraz rozrzucone były na białej poduszce, jakby co najmniej pozowała do jakiegoś magazynu. Kiedyś mówił jej, że nadawałaby się na modelkę, ale go wyśmiała. On wciąż tak uważał. Dlatego wyciągnął telefon i obrócił go w dłoni, otwierając aplikację aparatu. Chciał uwiecznić tą chwilę, tylko… nie tak.
Pewnie jest ci ciepło — mruknął i odstawił na chwilę komórkę, by móc zająć się jej kurtką. Powoli, leniwie wręcz zacisnął palce na jej zamku i przesunął nim w dół. Delektował się tym wszystkim, nie śpieszył, w końcu mieli dla siebie c a ł y wieczór. Tylko on i ona. Wyciągnął z rękawów jej wiotkie ręce, a już po chwili cisnął grubym materiałem na podłogę. Znowu się do niej nachylił.
Wiesz, nie mogłem się już ciebie doczekać — zaczął, zaciągając się jej zapachem. Pachniała obłędnie, aż przystawił policzek do tego jej i zaczął się do niej łasić jak jakiś kot. — Marzyłem o tobie, Pilar — wyznał, muskając ustami jej skronie, powieki, nos, policzki, a następnie usta. Kręciła lekko głową, coś próbowała zaciskać wargi, ale przecież jemu to wcale nie przeszkadzało. Była tak gorąca, że nawet jej bierność go ekscytowała. Zszedł pocałunkami niżej, na jej szyję, przytrzymując ją za głowę. — Wiedziałem, że w końcu będziesz moja, że w końcu zrozumiesz… — jego dłoń wsunęła się pod materiał kolorowej koszuli, którą miała na sobie. Przesunął palcami po nagiej skórze, by następnie zacisnąć się na materiale jej stanika. Była niesamowita. Każdy milimetr jej ciała był. I chociaż chciał to przecież przeciągać, robić wszystko powoli, tak już nie mógł się powstrzymać, by nie zobaczyć jej całej.
Odsunął się nieznacznie i zaczął pozbawiać ją guzików. Jeden, drugi, trzeci… aż nie odkrył pięknego, koronkowego biustonosza. Założyła go specjalnie dla niego? Na pewno. Aż mu się oczy zaświeciły. Wiedziała, że dzisiaj będzie ten dzień?
Jezu, Pilar — wymruczał, a już po chwili przesunął językiem po jej biodrach i brzuchu. Była niesamowita. Działała na niego jak żadna inna kobieta, a ta jej nagła uległość… ekscytowała go jeszcze bardziej. Dawała mu świadomość, że będzie mógł z nią zrobić, co tylko będzie chciał.
Serce w piersi waliło mu mocno, kiedy dobrał się do jej spodni. Kiedy odpiął guzik, a dźwięk suwaka wypełnił pomieszczenie. Klęczał już na łóżku zaraz nad nią, starannie pozbawiając ją butów, skarpetek i finalnie tych nie-po-trze-bnych jeansów, aż nie została przed nim w samej bieliźnie. Prawie naga. Cała dla niego. Mógłby ją tak oglądać codziennie. Cały czas. Na okrągło. Dokładnie taką.
I właśnie wtedy złapał za telefon, by strzelić jej kilka fotek. Kiedy tak leżała przed nim, wyczekując go. Spragniona. Na pewno była, bo przecież on jej też, tak kurewsko bardzo. Przejechał dłonią po jej udzie.
Mad…o — zmarszczył brwi, gdy kolejne przypadkowe litery opuściły jej usta, a jego palce mimowolnie w zdenerwowaniu wbiły się w jej nagą skórę do takiego stopnia, że zostawił na niej ogromne pięć krwiaków, nim nachylił się do jej twarzy.
N-i-c-k, Pilar — poprawił ją, ujmując jej twarz w dłonie i zaciskając mocno. A potem znowu ją pocałował.


Joseph doceniał pomoc mężczyzny. Widział po nim, że był jakiś zestresowany, twarz miał bladą, jakby naprawdę się gdzieś spieszył. Ale gdzie on mógł się śpieszyć? Ci młodzi to już chyba śpieszyli się tylko dla zasady. Bo świat pędził do przodu, to oni też musieli. A potem wychodziły takie burdy właśnie jak w pokoju numer trzynaście. Chociaż ten tutaj wydawał sie całkiem… ogarniety? Chociaż z drugiej strony te tatuaże, co wychodziły mu spod szalika i rękawów, jakoś wyglądało Josephowi podejrzanie.
Telefon mówisz? — uniósł brew i przyjrzał mu się uażnie. — Facet tu przyjechał z laską, a ty mu idziesz oddać telefon? — nic mu się tu nie kleiło. Nic a nic. Przecież niejedno już widział, nie chodził po tym świecie od wczoraj, a jednak… czuł, że coś mogło być tutaj nie tak. Że przecież ten facet z audi, to niósł laskę, ale ona była ledwo przytomna, a to raczej nie należało do najnormalniejszych. Jasne, mogła być najebana, ale jak nie była?
Posłuchaj mnie — westchnął w końcu, machając ręką, by chłopak do niego podszedł, a następnie umieścił dłoń na jego ramieniu. — Nie wiem, co tutaj się dzieje, ale powiem ci coś, bo wydajesz się w porządku. Pomogłeś mi, a to się chwali, a poza tym… — rozejrzał się dookoła i nachylił bliżej ucha blondyna. — Nienawidzę facetów, co wykorzystują kobiety, które są zalane w trupa. Bo ta z audi taka się wydawała. Była kompletnie nieprzytomna. Wniósł ją na rękach na drugie piętro, ale do którego pokoju to nie mam pojęcia — wyznał w końcu. Nie był pewien, czy dobrze zrobił, bo przecież nie chciał tu więcej awantur i jeszcze więcej sprzątania, ale no… ufał mu z jakiegoś powodu. Może dobrze mu z oczu patrzyło? Bo może zobaczył w nich też szczery strach i troskę? Bo wiadomo, że w bajeczkę o telefonie za chuja nie uwierzył.
Posłuchaj, możesz się przejść do Tracy tu do kanciapy i powiedzieć, że ja ci kazałem to sprawdzić — zaczął spokojnie, spoglądając w ciemne oczy mężczyzny. — Po nazwisku będzie ciężko znaleźć, bo tu ludzie raczej podają zupełnie inne, ale powiedź jej, że to goście z jedenastej piętnaście — poinstruował, naginając nieco zasady, ale jak to ma być dla dobra ogółu, to przeciez Joseph nie będzie potem miał jakieś kobiety na sumieniu. Nim jednak blondyn ruszył do Tracy, starzec jeszcze go przy sobie przytrzymał. — Tylko kurwa błagam bez rozpierdolu — poprosił, a potem puścił go wolno, zabierając się za wykończenie wrzucania drewna do kontenera na śmieci.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każda uciekająca mu przez palce minuta, sprawiała, że skręcało go w środku, a może już dawno powinien zadzwonić na komisariat? Do Becka, albo nawet do Toby'ego? Przecież Pilar była ich kumpelką. Ale zanim by tutaj kogoś wysłali...
Zanim przyjęli by zgłoszenie, jeszcze od niego, te wszystkie pytania, skąd on wie, czy ma coś na sumieniu. A może to on coś kombinuje...
Facet tu przyjechał z laską, obejrzał się znowu w kierunku piętra. Zdawał sobie sprawę, może jeszcze liczył, że to się nie dzieje, że jednak Dalton... Nie no kurwa, wiedział, że był tutaj z Pilar, a te słowa utwierdziły go w tym stu procentach.
- Tak na... - zaczął, może już gotowy był mówić całą prawdę? Albo znowu coś zmyślać, opowiadać o tym, że tak naprawdę to ta jego piękna dziewczyna, marzenie Nicka Daltona, ale mężczyzna machnął na niego ręką i kazał mu słuchać. Madox się przysunął słuchał, chociaż przestąpił z nogi na nogę. Szybciej. Za wolno. Za dużo czasu to wszystko zajmuje. Chyba nie mógłby być policjantem, bo on nigdy nie umiał nic wyczekać, a zwłaszcza teraz, kiedy chodziło o Pilar.
Chociaż te słowa staruszka odbiły mu się echem pod czaszką, każde jedno. Jebany Dalton. Co on jej dosypał? Madox doskonale wiedział co, w końcu nie raz mieli w klubie takie akcje, aż go wzdrygnęło.
- Drugie piętro - powtórzył i już miał lecieć. Ile tam może być pokoi? Nawet jakby miał sprawdzić wszystkie po kolei. To zrobi to.
W jego oczach rzeczywiście był strach, troska, ale też już złość, czuł to. Coraz mocniej zaciskał palce na telefonie, który trzymał w kieszeni. Na jej telefonie. Cofnął się, ale wtedy staruszek przytrzymał go za kurtkę, i chociaż w pierwszej chwili chciał się wyszarpnąć i lecieć na to drugie piętro, to jednak stanął w miejscu i słuchał dalej. Spojrzał w kierunku Tracy.
- Jedenasta piętnaście, rozumiem - rzucił i pokiwał głową. Zamierzył się, żeby odejść, ale jeszcze raz spojrzał na mężczyznę.
- Kto... kazał? - mężczyzna ściągnął do siebie brwi.
- Joseph, powiedz jej, że Joseph kazał to sprawdzić - zabrał rękę z kurtki Noriegi, a ten tylko jeszcze raz na niego spojrzał.
- Dzięki Joseph, załatwię to po cichu - obiecał, chociaż... Nie był tego w ogóle pewny, bo jakby teraz dorwał Daltona to by go chyba kurwa zabił.
Tylko, że Nick Dalton mógł mieć broń, mógł być przygotowany na to, że ktoś...
Może nie był?
Przecież chyba nie wiedział, że do niego napisała?
Znowu wyciągnął jej telefon, Pilar, wchodząc do kanciapy Tracy z wielkim napisem recepcja nad drzwiami, spróbował go odblokować. Pierwsza próba błędna. Położył go na ladzie, a ciemne tęczówki wbił w kobietę za kontuarem.
- Cześć Tracy... Joseph prosił, żebyś dla mnie sprawdziła, który pokój zajmują goście z jedenastej piętnaście... - powiedział spokojnie, starał się spokojnie, chociaż znowu nerwowo przestąpił z nogi na nogę, ale zaraz uśmiechnął się ładnie.
- Joseph? - zdziwiła się Tracy, ale Madox pokiwał głową, a później wskazał palcem staruszka przed budynkiem.
- Pomogłem mu sprzątać - kolejny uśmiech, a później tym palcem przejechał po wyświetlaczu telefonu, udało mu się go odblokować. Aż sam się trochę zdziwił, ale wiedział, że to było coś takiego. Tracy za to już nie dyskutowała, otworzyła wielką księgę gości, bo w Park Motel wciąż prowadzili ją w formie księgi, zmyślnie.
Przejechała paznokciem po liście, bo po jedenastej piętnaście też było już kilku innych gości.
- Siódemka... - powiedziała w końcu, a Madox od razu złapał telefon Pilar i ruszył do wyjścia, już trzymał dłoń na klamce.
- Nie, czekaj... Trzynastka, bo on chciał z tym łóżkiem, mówiłam mu, że jest tam jeszcze... - coś jeszcze mówiła, ale Madox już wypadł z kanciapy, a po chwili biegł po schodach na drugie piętro. W międzyczasie jeszcze wszedł w połączenia Pilar, znalazł numer Daltona i nacisnął na zieloną słuchawkę.
Może go to troszeczkę zdezorientuje? Jeśli w ogóle zauważy.
Po drodze jeszcze rozejrzał się po korytarzu, Madox nie nosił ze sobą broni, nawet w klubie rzadko ją miał. Ale to przecież i tak nie miało sensu, bo chyba Dalton nie był na tyle głupi?
A może był?
Nie wiedział czego się po nim spodziewać. Już te zdjęcia sugerowały, że z nim jest coś nie tak, a to, że dosypał coś Stewart do drinka...
Ale chyba nie zrobi jej krzywdy? A jak zrobi?
Teraz już mógł robić jej krzywdę.
Dalton nie odebrał, ale Noriega spróbował jeszcze raz, i trzeci, kiedy już stanął przed drzwiami z numerem trzynaście. Słyszał za nimi dźwięk dzwonka jego telefonu. Wyraźnie.
Już podniósł rękę, żeby zapukać. Ale co Dalton mu tak po prostu otworzy? No raczej, że nie. Wywarzy te drzwi? A co jeśli je zablokował? Rozejrzał się za czymś, czym mógłby wybić zamek, ale w tym momencie z pokoju obok wyszła, jakaś dziewczyna, spuściła głowę i przeszła koło niego prędko. Ale Madox złapał ją jeszcze przed schodami.
- Hej, czekaj... Pomożesz mi? - najpierw się cofnęła, ale chyba widziała na jego twarzy desperację - tam... tam się może dziać coś złego - obejrzał się w kierunku trzynastki. Dziewczyna też tam spojrzała.
- A co mam zrobić? - zapytała podejrzliwie.
- Tylko zapukasz do drzwi i powiesz, że jesteś z recepcji, tyle... - dziewczyna odgarnęła do tyłu ciemne, gęste włosy, pokręciła nosem.
- Dobra, ale tylko tyle.
Już po chwili stała przed drzwiami z numerem trzynaście, a Madox stał z boku opierając się o ścianę. Uniosła rękę z ładnymi, krótkimi paznokciami w kolorze krwistej czerwieni i zapukała. Raz. Drugi. Trzeci.
- Przyszłam z recepcji... - zaczęła i zerknęła na Madoxa, ale on tylko pospieszył ją gestem dłoni - zostawił pan... - Noriega wyciągnął telefon Pilar i pokazał go dziewczynie - telefon - zrobiła krok w tył odsuwając się od drzwi.
Otworzy? Nie otworzy?

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
jak kogoś tiggerują psychopaci i próby gwałtu to ten, lepiej nie czytać
Była taka śliczna.
Nie mógł się na nią napatrzeć. Aż westchnął głośno i przetarł palcami twarz z niedowierzania. Jak taka kobieta jak ona mogła zakochać się w kimś takim jak on? Przecież on nie był idealny, miał swoje wady, wiedział o tym, a jednak… ona kochała go za to, jaki był. Czuł to. Wiedział. Bo przecież wielką, epicką miłość się po prostu czuje. Nie musiała mu tego wcale mówić, bo on wiedział.
Musiała go kochać.
Nie przyjmował do siebie żadnej innej opcji.
Mogła o tym jeszcze nie wiedzieć, nie rozumieć tego — w końcu mówiła mu kiedyś, że nigdy nie była zakochana — ale Dalton był przekonany, że w końcu zrozumie. Po dzisiaj na pewno zrozumie. I zrozumie też, że unikanie go było błędem. Bo przecież
Nick tłumaczył sobie te wszystkie kosze, które od niej dostał, jako fazę wyparcia. Etap, w którym Pilar była tak zafiksowana na jego punkcie, że to uczucie po prostu ją przerastało, dlatego udawała, że go nie chce, że nie chce z nim rozmawiać, pewnie nawet z Noriegą spotkała się tylko dlatego, żeby wzbudzić w nim zazdrość. Czuł to. Czuł, że robiła to wszystko pod niego. Aż spojrzał na nią z lekkim wyrzutem.
Pilar, Pilar… — zacmokał, przesuwając szorstką dłonią wzdłuż jej twarzy, zaraz potem po obojczyku, by finalnie zakończyć podróż między piersiami, gdzie prężył się czarny, wytatuowany wąż. — Myślałaś, że się nie domyślę, że to wszystko było dla mnie? Że wcale nie widziałem, jak na mnie patrzysz? Jak tęsknisz? — zawisłnął nad nią, by już po chwili złożyć na jej rozgrzanym ciele kilka pojedynczych, mokrych pocałunków.
Widział na skórze te dreszcze, to jak na niego reagowała… może to były minimalne spięcia mięśni, ale widział to. Nawet naćpana miała na niego ochotę. Nawet kiedy nie mogła wyrzucić z siebie jednego porządnego słowa miała na niego o c h o t ę. Pragnęła go. Równie mocno, jak on jej.
Dlatego nie mógł już dłużej czekać. Poderwał się z miejsca i usiadł na niej okrakiem. Chciał zająć sie jej koronkowym stanikiem. Był piękny, podobał mu się — a najbardziej fakt, że założyła go dla niego — ale na ten moment był już zbędny. Zawinął palec wokół jednego z ramiączek i powolnym ruchem zsunął go niżej, by zaraz zabrać się za kolejny…
Tylko wtedy zadzwonił jego telefon.
Westchnął poirytowany, jednak nawet nie ruszył się z miejsca. Przeczekał aż Enrique Iglesias przestanie wypełniać pomieszczenie i wrócił do Pilar. Tym razem ściągnął jej ramiączko zębami, całując przy tym czule jej nagą skórę.
Znowu zadzwonił.
A on znowu to zignorował. I jeszcze raz. I jeszcze. Aż w końcu sie wkurwił i nachylił się do szafki nocnej, by go po prostu wyłączyć. Tylko wtedy zobaczył kto do niego dzownił.
Serce podeszło mu do gardła w ułamku sekundy. Nie rozumiał. Jak to? Co zrobił nie tak? Gdzie w tym perfekcyjnym planie popełnił błąd? Analizował wszystko w głowie — dokładnie i starannie — w międzyczasie przeszukując spodnie i kurtkę.
Nie było go.
Nigdzie go kurwa nie było.
I wtedy nastąpiło pukanie do drzwi.
Zamarł w pół sekundy, a w następnej już łapał za broń. Coś było nie tak. Dalton może i był pierdolniętym psychopatą, ale nie był głupi. Lata w policji nauczyły go, że w takich chwilach nie było przypadków.
Podszedł ostrożnie do drzwi, nie odzywając się ani słowem. Odetchnął, gdy odezwał się kobiecy głos, oznajmiając, że przychodzi z recepcji. Nawet w pierwszym odruchu już łapał za zamek, żeby jej otworzyć i powiedzieć, że wszystko jest super, tylko wtedy ona powiedziała, że ma jego telefon.
Telefon?
Ten sam telefon, który przed chwilą do niego DZWONIŁ?
Ktokolwiek tam stał albo był kurwa durniem albo przecenił jego umiejętności dedukcji. Bo gdyby randomowa kobieta faktycznie znalazła jego telefon po pierwsze nie byłaby w stanie go odblokować, żeby zadzwonić — bo przecież on sam próbował i nie znał kodu — a po drugie akurat by kurwa wiedziała, żeby zadzwonić pod Dalton, kiedy on tutaj przedstawił się jakimś randomowym nazwiskiem.
Zacisnął mocniej palce na broni.
Nie było kurwa chuja, że otworzy te drzwi.
Wycofał się w tył, a następnie przysiadł na łóżku z bronią wycelowaną w wejście do pokoju.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox nigdy nie doceniał Daltona i może to był błąd?
Na pewno był. Ale przecież Dalton to idiota, dał jakiemuś dzieciakowi prochy i chciał go wrobić nie pokazując nawet gnojowi jego twarzy. Tylko bredził o tym tatuażu lwa, jakby w ogóle Noriega był jedynym gościem w Toronto z takim tatuażem.
No może był charakterystyczny, tak samo jak ten dźwięk dzwonka Nicka Daltona. Dość charakterystyczny i kiedy Enrique Iglesias znowu zaśpiewał, gdy Madox wybierał numer, to dziewczyna sama zaimprowizowała.
- To chyba pana numer? Jest zapisany najdroższy... - rzuciła z malującym się na twarzy zniecierpliwieniem, miała tylko powiedzieć, że jest z recepcji. Tyle. A ona tu wciąż stoi i produkuje się, spojrzała na Noriegę, a później wywaliła oczami. Za takie zabawy to już jej płacili. A czas to pieniądz, mogłaby złapać kolejnego klienta w tym czasie.
- Może tam nikogo nie ma? - wyszeptała, chociaż jeśli ktoś stał po drugiej stronie drzwi to mógł ją usłyszeć. Madox pokręcił głową, oparł palec na ustach.
Usłyszeli za drzwiami jakiś szmer, ktoś tam był, zdecydowanie, ktoś nawet zamierzał im otworzyć, tylko...
- Znikaj - syknął jedynie cicho, bo jednak już wcale nie potrzebował jej pomocy. A nawet śmiał twierdzić, że zamiast pomóc, to mu spierdoliła całą akcję. Ale tak to jest, kiedy się zgarnia przypadkowych ludzi z ulicy. Tylko Madox często to robił, improwizował, korzystał z sytuacji...
Przecież to mogło się udać, może by się udało, gdyby Nick Dalton nie był psem? Gdyby nie łączył tak dobrze faktów, był trochę... bardziej naiwny? Tak jak naiwnie wierzył w to, że Pilar oszalała na jego punkcie. A póki co to szalał tylko on.
Dziewczyna ulotniła się schodząc po schodach, jeszcze raz obejrzała się do tyłu stając u ich szczytu, przeżegnała się, bo chyba mimo profesji była wierząca, a później ruszyła w dół. Madox też by to może zrobił, przeżegnał się, gdyby on w cokolwiek wierzył, ale wierzył przecież tylko w swoje pięści. Już od małolata, kiedy z Ticiano rozbijali się po medellińskich ulicach. Nabrał mocno powietrze w płuca, raz kozie śmierć. Teraz. Już.
Niech go święta panienka ma w opiece, ten znak krzyża, który za niego zrobiła prostytutka, albo znowu jakiś fart?
Nie czekał ani chwili dłużej, rzucił się do tej szklanej skrzynki, w której znajdowała się gaśnica, zbił szybę łokciem, a szkła posypały się po podłodze. Dalton to słyszał? Może. Mógł. Cichy szmer tłuczonego szkła.
Ale Madox od razu wyciągnął gaśnicę, zacisnął palce na czerwonym metalu, a później wrócił pod trzynastkę, tą pechową trzynastkę. Odblokował gaśnicę, zamachnął się, mocno, a później walnął tą gaśnicą prosto w szybę. Z całej siły, bez żadnej taryfy ulgowej. Teraz to dopiero posypały się szkła, okno rozpadło się na milion kawałeczków, dosłownie. I Dalton to już musiał słyszeć, a nawet widzieć na własne oczy, kiedy te szkła prysnęły do środka razem z gaśnicą, jedynie firanka zamortyzowała nieco rozbryzg, chociaż pewnie teraz już była w strzępach.
Tyle by było z załatwię to po cichu, ale czy on umiał w ogóle po cichu? Czy dało się to załatwić po cichu, kiedy chodziło o Stewart? No i kiedy to Madox stał przed drzwiami. A on przecież nigdy nie był cichy, nigdy nie umiał wyczekać i teraz też nie umiał wcale. Bo był zbyt narwany, zbyt pierdolnięty, impulsywny. Nie stał i nie myślał. On po prostu zawsze działał. A jak nie drzwiami, to oknem?...
Chociaż nie zamierzał wcale wchodzić oknem.
Spojrzał jeszcze w te zdezelowane drzwi ze złotą trzynastką, a później w nie kopnął i też zrobił to z całej siły. Los, fart, wyczucie (kostki) tak chciały, że wczoraj zamek trzynastki ucierpiał w tej bójce, całe drzwi ucierpiały, ale przecież Dalton nie chciał tego słuchać, bo jemu zależało tylko na tym wielkim, czerwonym łożu, które sobie upatrzył na zdjęciach. Drzwi puściły, otworzyły się z hukiem waląc o komodę, którą Nick pod nie podsunął. Teraz wystarczyło je pchnąć, więc Madox zaparł się o nie barkiem, a w takich motelach to raczej nie mieli solidnych mebli, na to liczył, no zresztą je widział, kiedy wrzucał je do kontenera z Josephem, te meble z dykty. Komoda szurnęła po podłodze i Noriega mógł wejść do środka licząc na to, że Dalton jednak ruszył się do okna, że chociaż przez nie wyjrzał, chociaż Madox liczył też na to, że jednak gaśnica pod wpływem uderzenia wypali, ale może była pusta? Będzie chyba musiał złożyć jakąś skargę na ten motel... Jeśli to przeżyje.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
jak kogoś tiggerują psychopaci, próby gwałtu, broń i ostry język to ten, lepiej nie czytać

Serce waliło mu mocno, kiedy zaciskał szorstkie palce na chłodnym pistolecie. To nie tak miało wyglądać. Nie tak! Przecież wszystko dobrze przemyślał, zaplanował. Miało iść jak po sznurku, bez żadnych wpierdolek i problemów.
Gdzie popełnił błąd?
Gdzie on kurwa zgubił ten pieprzony telefon?
I kto do kurwy był po drugiej stronie drzwi?
Nawet przez myśl mu nie przeszło, że tam może być Noriega. Po chuj? Przecież ich tak naprawdę nic nie łączyło. Nie przyjechał by dla niej aż tutaj. Nikt nie przyjechałby dla niej aż tutaj, nie poświęciłby tak bardzo, tylko on. On zrobiłby dla niej wszystko. Nawet by zabił.
I był gotowy zabić.
Ktokolwiek był teraz po drugiej stronie, próbująć tu wejsć — był gotowy ustrzelić mu kurwa łeb za to, że ś m i a ł przeszkadzać w ich wyjątkowej chwili. Przecież nawet nie zdążyli się zabawić. Nic kurwa nie zdążyli, a teraz Pilar mruczała coś znowu pod nosem. Pewnie z tęsknoty. Odwrócił się do niej na krótki moment i pogłaskał jej ciemne włosy, spoglądając na nią czule.
Ciii, spokojnie, śliczna — rzucił troskliwie, chociaż adrenalina już działał mu na pełnych obrotach. Czuł to wszędzie — w mięśniach, które się napinały, w klatce piersiowej, która unosiła się nierówno i skroniach, które pulsowały niemiłosiernie, sygnalizując podniesione ciśnienie. — Zaraz będzie po wszystkim i wrócimy do zabawy — przelotnie przejechał jeszcze po jej szyi, zacisnął na niej palce, by po chwili musnąć pierś wystającą spod materiału stanika. — Jeszcze z tobą nie skończy…
I tego zdania też już nie dokończył, bo nagle coś huknęło za firanką i to kurwa tak głośno, że na moment go kompletnie zamroczyło. Szkło posypało się po podłodze, dolatując aż do łóżka przy którym siedział, całe szczęscie zasłony zatrzymały większość uderzenia.
Teraz już na pewno wiedział, że ten telefon, recepcjonistka… to wcale nie był przypadek. Przeczucie wcale go nie zawiodło i tym razem również zamierzał użyć swojego doświadczenia z psiarni i nie wykonywać żadnych pochopnych ruchów.
W końcu to on tutaj rozdawał karty.
Miał przewagę.
Jego przeciwnik — kimkolwiek by nie był — nie miał pojęcia, że Dalton siedział na łóżku z bronią idealnie wycelowaną w drzwi. Co więcej — on szybko wstał z tego łóżka i przeniósł się kilka kroków do tyłu, stając we framudze prowadzącej do łazienki, by nabrać odpowiedniego dystansu, gdyby coś jeszcze miało wlecieć oknem.
Był gotowy.
Zacisnął mocniej palce na uchwycie, a jeden z nich wylądował na spuście. Broń również była gotowa. Przeładowana. I to w rękach pierdolonego psychopaty, który naprawdę nie zawahałby się jej użyć. Nie miał już żadnych hamulców. Nic do stracenia. Myślał tylko o tym, żeby znowu być sam na sam z Pilar.
Spojrzał na nią przelotnie — wciąż leżała spokojnie. Jedynie jej klatka piersiowa unosiła się nerwowo, jakby serce miało jeszcze świadomość tego, co działo się dookoła. Wciąż była śliczna. Prawie naga, tak pięknie na niego czekająca. Już nawet chciał jej powiedzieć, żeby wytrzymała jeszcze trochę. Minutkę, przecież on to wszystko załatwi i zaraz się stad ulotnią, może jednak do niego, tylko wtedy wybrzmiał pierwszy trzask w drzwi.
Poprawił ustawienie, celując na wysokości trzech czwartych drzwi. Dokładnie tam, gdzie już po chwili znalazłą się głowa Noriegi.
A jednak.
Pierdolony Madox Noriega śmiał im kurwa przeszkadzać. Świetnie. Przynajmniej w końcu miał pretekst, by upierdolić mu ten zasrany łeb, żeby już nigdy więcej nie mógł na nią spojrzeć. Śmieć. Był niczym innym jak śmieciem, którego w końcu trzeba było się pozbyć. Raz a dobrze.
Obserwował uważnie, jak w pierwszej kolejności wzrok Noriegi ląduje na łóżku; na Pilar, na jego pięknej Pilar.
Nie ruszaj się — warknął ostro. — Nie ruszaj się kurwa albo w ułamku sekundy upierdole ci łeb, Noriega — nie żartował, a Madox musiał to widzieć w jego oczach. Bo tam nie było już nic innego jak jeden wielki o b ł ę d. Stracił rozum. Kompletnie. Teraz była już tam tylko czysta desperacja.
Posłuchaj mnie teraz uważnie — wykonał krok do przodu, wciąż sukcesywnie mierząc mu między oczy. Noriega nie miał nawet szans wykonać jakiegokolwiek drastyczniejszego ruchu, bo on byłby szybszy. — NA MNIE PATRZ KURWA NIE NA NIĄ! — wydarł się. Nikt nie miał prawa patrzeć na Pilar w takim stanie, w samej bieliźnie. Tylko on. — Wyjdziesz stąd teraz, wycofasz się za drzwi... bo jak tego nie zrobisz, to cię zabije. Nie żartuje.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Drzwi ustąpiły, a Madox wpadł do pokoju, do tej pechowej trzynastki, oczywiście pierwsze co zrobił, to jego spojrzenie padło na to czerwone łóżko. Na Pilar.
Krew zalała go w jednej sekundzie, kiedy zobaczył ją w samej bieliźnie, w takim stanie, ledwo przytomną, niekontaktującą, nawet drgnął nerwowo, chciał się znaleźć przy niej, sprawdzić co z nią. Całe jego ciało, jego serce, najpierw rwało się do niej. A jednak zatrzymał się w miejscu, nie ruszył, tak jak kazał Dalton...
Pierdolony Nick Dalton, który celował do niego z broni, prosto w łeb. Jedno naciśniecie za spust, a jego mózg mogliby zdrapywać ze ściany. A Dalton mógłby kontynuować swój występek. Bo przecież nikt nie wiedział. Na pewno?
No nie do końca, bo kiedy prostytutka odstawiała szopkę przed drzwiami, to Noriega wystukał wiadomość do Maddie, podał jej adres tego motelu, napisał, że jeśli w ciągu piętnastu minut się nie odezwie, to ma tutaj ściągnąć psy. Natychmiast. Madox może i był narwany, impulsywny, ale nie mógł ryzykować, że gdyby Nick Dalton jednak rozwalił mu łeb, to by stąd uciekł. Z nią.
Piętnaście minut.
Tyle mieli, żeby porozmawiać.
Chociaż kto wie, czy Joseph nie wezwał już policji?
A może prostytutka?
Było wiele niewiadomych. A jednak pewne było jedno, Nick Dalton nie żartował i Madox widział to w jego twarzy. Zupełnie innej niż dzień wcześniej, kiedy on jakoś tak czule zerkał na Pilar. Czule... Bo niezaprzeczalnie coś do niej czuł.
A dzisiaj to już było czyste szaleństwo?
Noriega jednak musiał spróbować, po prostu musiał. Żadnych gwałtownych ruchów, tylko gadanina. A przecież w gadce był dobry. Zawsze umiał zagadać tak, żeby było na jego.
- Spokojnie Nick, tutaj mam ręce, widzisz? - miał je nad głową, skrzyżowane na tych jasnych włosach. Nie miał broni, w kieszeniach jedynie telefon, na palcach złote pierścionki, które mogły zadziałać jak kastet, ale dopiero, kiedy Dalton pozwoliłby mu się do siebie zbliżyć. Jego wzrok znowu uciekał w stronę Stewart, kiedy wydała z siebie jakiś głośniejszy jęk. Mimowolnie, odruchowo, nie panował nad tym. Chociaż już za chwilę znowu patrzył prosto na Daltona. Musiał się spiąć, żeby rzeczywiście się nie ruszyć, bo w głowie miał już tyle różnych scenariuszy. Może zdążyłby się na niego rzucić? A może chociaż czymś rzucić w niego? Może by nie strzelił?
Strzeliłby. Prosto między oczy.
- Nie zabiłbyś mnie Nick... - zabiłby, czuł pod skórą, że by to zrobił, bo go naprawdę pojebało - przecież Pilar by się nie zakochała w mordercy - mówił powoli, łagodnie, chociaż serce waliło mu w piersi jak szalone, krew pulsowała w żyłach, a mięśnie spinały się do bólu, bo nie mógł się ruszyć. Chciał się ruszyć, chciał rozjebać Daltonowi łeb, za to co zrobił. Ale najbardziej to chciał sprawdzić co z nią.
- Jesteś dobrym chłopakiem Nick, Stewart tak zawsze o tobie mówiła, dobry chłopak z tego Nicka - popierdolony, chory pojeb - dobry gliniarz, gość zna się na robocie, nie pozwoliłby, żeby stała mi się krzywda. Tak mówiła, przecież wiesz - liczył na to, że Dalton bardziej się zafiksuje na niej. Że zakręci się na niej, jeszcze bardziej, mniej uwagi poświęcając mu i wtedy Madox będzie mógł zareagować, zrobić cokolwiek.
- Przecież ty... nie mógłbyś jej skrzywdzić Nick - nie spojrzał na nią, chociaż znowu drgnął niespokojnie. Nie mógłby zrobić jej krzywdy? A co to kurwa jest?
Wypuścił ciężko powietrze z płuc i Pilar chyba też to zrobiła, mogli to obaj usłyszeć, jakieś jej westchnienie.
- Zobacz Nick... Ona bardzo ciężko oddycha... Wydaje mi się, że jest z nią źle... - znowu mówił powoli, spokojnie. Dalton nie musiał mu od razu uwierzyć, wystarczyło, żeby tylko zasiał w nim jakieś ziarno niepewności, żeby tylko jeszcze bardziej namieszał mu w głowie.
- Przecież nie pozwoliłbyś, żeby stała się jej krzywda Nick - znowu powtórzył i znowu się spiął, ale nie ruszył z miejsca, nie obejrzał w jej kierunku. Chociaż ledwo mógł to wytrzymać. Tą pierdoloną niemoc, jeden krok w bok, bardzo wolny, kiedy Dalton zerknął w kierunku łóżka, niezauważalny. Nie w kierunku Pilar, chociaż całe jego ciało rwało się do niej, w kierunku leżącej na podłodze czerwonej gaśnicy.
- A ona ci zawsze ufała Nick, zawsze. Zadzwoniła do ciebie, gdy potrzebowała pomocy, bo przecież Nick to dobry chłopak, tak mi powiedziała... Mój przyjaciel - zajebisty, kurwa, przyjaciel.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
broń, agresja, próba gwałtu, ostry język
Spokojnie Nick.
Prychnął głośno. Chyba go pojebało.
Ja on miał być s p o k o j n y, kiedy ktoś przeszkadzał mu w tak kurewsko ważnej rzeczy? I to jeszcze Madox Noriega. Nienawidził typa. Całym swoim serce go nienawidził. Już kiedy go poznał za nim nie przepadał, ale w ostatnim czasie, kiedy Noriega zaczął się kręcić bliżej Stewart naprawdę sobie u niego przejebał.
Był dla niej n i e o d p o w i e d n i.
Sprawiał, że Pilar była bardziej nerwowa, nawet w pracy. Nie rozmawiała z Nickiem już tak dużo jak kiedyś, dystansowała się, nie chciała mu opowiadać o swoim dniu, podczas gdy on dobrze wiedział, że spędziła go w pierdolonym Emptiness. A Noriega był w tym wszystkim najgorszy. Manipulował nią. Wykorzystywał. Używał to jej dobre serce dla swoich pobudek. Ładował ją w kłopoty. Przecież Dalton dobrze widział ten postrzał na jej uchu, zaraz po tym jak wróciła z Noriegą po weekendzie. Był wtedy przed jej domem, w aucie, widział dokładnie, że to Madox odwiózł ją pod dom w Niedziele wieczorem. Był powodem dla którego Pilar nie odbierała od niego i nie odpisywała na smsy.
Był p r o b l e m e m, który trzeba było zlikwidować.
Dlatego kiedy z ust Noriegi padło to całe nie zabiłbyś mnie Nick, tylko zaśmiał się głośno i spojrzał na niego z politowaniem.
Oczywiście, że bym kurwa zabił — zacisnął mocniej palce na uchwycie, podchodząc krok do przodu, w stronę łóżka, z bronią wciąż wymierzoną między oczy tego śmiecia. Śmiecia, który miał czelność wymawiać jej imię. Kurwa, powinien mu rozpierdolić łeb chociażby za to. — Pilar by mi wybaczyła. Zrozumiałaby — przecież to oczywiste. Ich miłość była epicka, a epickie miłości wybaczały wszystko. Poza tym, była teraz ledwo przytomna — mógł jej przecież spokojnie powiedzieć, że to Noriega się na niego rzucił. Na pewno by mu uwierzyła. Przecież nie temu jebanemu bandziorowi z żółtkiem na głowie. — Ty i tak nic dla niej nie znaczysz, gówno by ją przejęła twoja śmierćśmieciu, chciał dodać, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Chociaż targały nim emocje, dobrze wiedział, że wyzwiska mogły jedynie sprowokować do niechcianych reakcji, a jak narazie Nick miał wszystko pod kontrolą. I tak miało być. Noriega będzie grał, tak jak on mu zagra, czy tego chciał, czy nie.
Tylko Noriega wtedy zaczął nawijać o Pilar i o tym, czego to nim nie mówiła — jaki był wspaniały, jakie miał dobre serce i jak się o nią troszczył. Aż spojrzał na nią przelotnie. To prawda. To wszystko święta prawda. Wszystko by dla niej zrobił. Była dla niego najważniejsza; ważniejsza niż policja, praca, czy nawet życie takich przypadkowych śmieci jak Madox.
Bo jestem dla niej dobry, w przeciwieństwie do ciebie — warknął, wymachując bronią. Nie podobało mu się, że Noriega w ogóle mówił o Pilar. Irytował go sposób, w jaki wymawiał jej imię. Tak bardzo go to kurwa wkurwiało, że przez moment rozważał, czy już teraz nie upierdolić mu nogi. Bo przecież Dalton dobrze wiedział, gdzie strzelić, żeby już nie dało się z tym nic zrobić. Jedynie amputacja. Ciekawe czy dalej byłby takim bezczelnym śmieciem, który myślał, że mógł chociażby myśleć o Pilar.
Ja bym jej nigdy nie skrzywdził — oburzył się, kiedy zostało mu to zarzucone. — To TY jesteś problemem — wskazał w niego lufą, tracąc na sekundę czujność, ale zaraz potem wrócił do pełni skupienia. — Ty namieszałeś jej w głowie. Ty zmusiłeś ją, żeby przestała się do mnie odzywać. BO CO?! Bo chciałeś ją kurwa dla siebie, tak? Bo się w niej zajebałeś, co? NO ODPOWIEDZ MI KURWA — spokojny głos bardzo szybko przeinaczył się w donośny krzyk. Nick nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak krzyczał, ale też nie pamiętał, kiedy ostatni raz ktoś wyprowadził go z równowagi tak bardzo jak Noriega. Jebany śmieć. Myślał, że ugra coś z Pilar, nie mając pojęcia, że ona już kocha tylko i wyłącznie jednego mężczyznę.
Znowu na nią spojrzał. Akurat w momencie, w którym Madox zauważył jej płytki oddech. Czyżby faktycznie był płytki przez te prochy, które rozpuścił jej w drinku? Nie. Nie mogło tak być. Miał towar od sprawdzonej osoby, to nie było byle gówno. Pilar po prostu…
Oddycha tak, bo jest podniecona — powiedział to, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. — Zanim tu wpadłeś jak ostatni kurwa idiota byliśmy właśnie w trakcie zabawy — oblizał się specjalnie, powoli, tak, żeby Noriega to widział. Żeby na krótką sekundę w jego głowie pojawił się ten obłędny widok, w którym usta i język Daltona suną po jej nagim ciele, dają jej przyjemność, której ona tak bardzo się domagała. — A teraz wypierdolisz stąd w podskokach, żebym mógł się z nią pieprzyć całą noc. Wybrała mnie, Noriega. Pogódź się z tym kurwa — czy to nie było oczywiste, że nie chciała mieć z tym śmieciem przy drzwiach nic wspólnego? Przecież była tu z Daltonem, leżałą z nim w łóżku, nie z Madoxem, a to powinno być wystarczającym dowodem. Jedno było pewne: Noriega musiał wypierdalać, tylko Nick nie wiedział jeszcze jak się go pozbyć, żeby potem nie musieć sie bawić z wyrzucaniem ciała.
Niecierpliwił się.
Bo przecież Pilar cały czas na niego czekała.
Jego piękna, słodka Pilar.
Znowu na nią spojrzał. Była taka ś l i c z n a.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ładował ją w kłopoty. Niezaprzeczalnie ładował ją w kłopoty. Kiedy wyrwała się i szarpała z Rosą, za niego. I wtedy w klubie, kiedy Ruby do niej strzeliła. To przecież też była jego wina. I dzisiaj rano... mógł jej powiedzieć, żeby dała sobie spokój z tą imprezą, biorąc pod uwagę te zdjęcia, które przecież widzieli w schowku Daltona. Powinien jej to powiedzieć. Powinien jej kurwa zabronić, postawić jakieś ultimatum, idziesz, ale dajesz mi znać, co pięć minut, co chwilę. Albo idziesz z kimś, z jakimś ochroniarzem z Emptiness, który przecież mógł się wmieszać w tłum, mógł być niewidzialny, ale przy okazji jej pilnować. Madox powinien jej pilnować. A nie stać w klubie nad rozjebanym klopem i zastanawiać się, co tam zaszło.
Powinien jakoś inaczej to rozwiązać, tak, żeby to wszystko się nie wydarzyło.
Ale on przecież nigdy nie doceniał Daltona.
A może teraz już powinien? Powinien uwierzyć mu, że by go zabił. Nacisnął na spust i nawet się nie zastanawiał. Bo to już nie był poczciwy, dobry Nick Dalton. To był prawdziwy psychopata i Madox widział to w jego spojrzeniu. Czuł je na skórze, i czuł jeszcze coś. Gęsią skórkę, kiedy Dalton znowu zbliżył się do łóżka.
- Masz rację, Stewart przychodziła do klubu tylko po informacje Nick, masz rację - powiedział spokojnie, chociaż to była przecież gówno prawda, ale może w tym spaczonym umyśle, w tej chorej głowie, była to jedyna słuszna prawda?
Każde jego spojrzenie w kierunku Stewart, Madox wykorzystywał. Minimalny ruch w kierunku gaśnicy, ledwo zauważalny.
- Jesteś Nick, ja nie jestem, ja ją chciałem wykorzystać, wszystko odkryłeś - powiedział powoli, mógł mu za to strzelić od razu w łeb, ale słuchał. Jeszcze go słuchał, bo może Dalton też lubił czuć się doceniony?
Madox znowu się przesunął, miał już tą pieprzoną gaśnicę w zasięgu, a Nick... stracił czujność. Chociaż zaraz znowu w niego celował, prosto między oczy.
- Zgadza się Nick, wszystko się zgadza - pokiwał głową, chociaż wcale go już nie słuchał. Myślał jak on ma to teraz zrobić, miał już plan. Tylko wtedy Dalton ryknął, a Noriega znowu wbił w niego spojrzenie, którym jeszcze przed chwilą po prostu omiótł pokój, nie skupiając się na niczym szczególnym, szybkie spojrzenie dookoła.
- Tak, chciałem ją... dla siebie - nabrał powietrze w płuca - ale przecież to bez sensu Nick, bo Stewart kocha ciebie - znowu na nią spojrzał, a Madox już ustawił się odpowiednio, przesunął stopę pod gaśnicę.
Jeszcze raz, jeszcze jeden jebany raz... Wystarczyło, żeby na nią spojrzał.
Chociaż Madox też to zrobił, w tym momencie, w którym Dalton powiedział, że ona jest podniecona. A te kolejne słowa sprawiły tylko, że mocniej zacisnął palce na karku. No nie. On tego dłużej nie wytrzyma. Bo przecież Madox nie był Nickiem Daltonem, gdyby miał broń wcale nie słuchałby pierdolenia, nie czekał. On już nie miał zamiaru czekać.
W trakcie zabawy - już mu chciał powiedzieć, że zaraz się pobawią, jeszcze chwila...
Ugryzł się w język, wypuścił mocno powietrze przez nos.
Ale na kolejne jego słowa już nie umiał się ugryźć, i Pilar chyba też to wyczuła, że to teraz, bo jęknęła głośniej, a Dalton obejrzał się w jej kierunku.
- Ci... ci... piękna już... - nie dokończył, bo Madox poderwał do góry gaśnice, kopnął nią w kierunku Daltona, od razu odskoczył na bok, chciał chwycić za stojące obok okna krzesło i nim walnąć Nicka, ale mu to nie wyszło, bo Dalton strzelił...
Kula trafiła Madoxa w ramię, przeleciała na wylot, robiąc dziurę w kurtce i w żywej tkance, zapiekło, ale teraz nawet nie było czasu o tym myśleć. Bo gaśnica, którą kopnął Noriega wystrzeliła, jednak była pełna, piana rozniosła się po pokoju, najpierw na łóżko, na którym Pilar znowu jęknęła, poruszyła się niespokojnie, bo przecież znała doskonale ten odgłos. Odgłos wystrzału.
Gaśnica obróciła się dookoła i trysnęła pianą prosto na Daltona, ten odskoczył w bok i tą sytuację musiał wykorzystać Madox. Udało mu się w trzech krokach doskoczyć do Nicka, złapać go za rękę i skierować broń w sufit. Kolejny strzał.
Zaczęli się szarpać, chociaż Madox zalewał się krwią, ściekała przez rękaw kurtki na podłogę.
Podłogę, w którą już po chwili huknął kolejny pocisk, bo Nick Dalton nie żartował, chciał zabić. Tylko, że już po chwili Noriega zamachnął się odpowiednio i walnął Daltona w twarz tą dłonią ozdobioną złotymi pierścionkami, licząc na to, że w końcu ten psychol wypuści broń.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
broń, agresja, próba gwałtu, ostry język
Nick Dalton faktycznie lubił czuć się doceniony. Lubił komplementy. Matka zawsze mu powtarzała, że jeśli ludzie cię nie chwalą, to znaczy, że robisz coś źle. I chociaż gdzieś pod skórą wiedział, że to tylko dlatego, że ojciec był z niej wiecznie niezadowolony, tak te jej słowa jakoś zostały mu w pamięci. Przecież dlatego dołączył do policji — bo jego stary kiedy powiedział, że wtedy byłby z niego dumny. A przecież Nick miał marzenie zostać hokeistą. Wiązał z tym spotem wielkie marzenia jako dzieciak, miał nawet obiecane stypendium, ale przecież to niewdzięczny zawód, lepiej było zostać kimś, kto ratuje życia i ściga zbirów.
A teraz Nick stał w małym pokoju motelowym, z bronią wycelowaną w czyjąś głowę, gotowy to życie odebrać. Jednym ruchem. Jednym naciśnięciem spustu. W kilka jebanych sekund. Bo tyle wystarczyło, żeby mózg Noriegi rozprysnął się na ścianie. By te komplementy, rzucane w jego stronę były o s t a t n i m co opuści jego zakłamaną mordę. Kurwa. Aż się uśmiechnął pod nosem na tą myśl. Cóż za żałosna śmierć. Dokładnie taka, na jaką zasłużył.
Mierzył w niego konsekwentnie, wyczekując odpowiedniego momentu na strzał. I to wcale nie dlatego, że Nick cię cykał strzelić i go zabić — wcale nie. On nie chciał po tym sprzątać. Nie chciał tłumaczyć się z trupa, kiedy jedyne o czym mógł w tej chwili myśleć to Pilar.
Bo ona wciąż tam leżała. Prawie naga, słodka, rozpalona do czerwoności, tak bardzo na niego podniecona. Nie mógł się już doczekać aż będzie się mógł w niej zatopić. Wejść w nią mocno i głęboko, słuchać jej jęków do samego rana, podczas gdy Noriega już wcale nie będzie problemem. Nic już nie będzie problemem. Będą tylko oni.
I wtedy się rozkojarzył.
Bo kiedy on tak intensywnie rozmyślał o Stewart i wszystkim, co będzie z nią robić, wtedy ona wydała z siebie to głośniejsze stęknięcie. Jakby czytała w jego myślach, jakby nawet z tej odległości, czuła jego podniecenie i — co więcej — podzielał je. Jezu. Aż miał ochotę się na nią rzucić, zacałować, pieprzyć ją. Nawet nachylił się do niej na chwile, na ułamek sekundy, żeby jej o tym powiedzieć, że już zaraz będzie po wszystkim… tylko wtedy Noriega kopnął gaśnicę w jego kierunku, a potem to już wszystko wydarzyło się w ekspresowym tempie: gaśnica wystrzeliła, pokój zaczęła wypełniać piana, a on strzelił na czuja. Trafił, ale nie tam, gdzie chciał, bo przecież miało być w głowę, prosto między oczy, żeby na pewno go zabić. Chciał poprawić, tylko Noriega na moment zniknął mu z pola widzenia, a jeszcze potem resztka z gaśnicy strzeliła mu prosto w twarz. Zachwiał się minimalnie i to był błąd. Duży. Kurwa. Błąd.
Bo Noriega był już przy nim, już zaciskał swoje obślizgłe palce na jego broni. Szarpali się tak mocno, że z pistoletu wyleciała kolejna kula. Tym razem trafiłą w sufit, a popiół z pokruszonego tynku spadł bezpośrednio na ciało Pilar.
Dalton w pierwszej chwili chciał sprawdzić, czy wszystko z nią dobrze, ale wtedy Noriega przyjebał mu prosto w twarz.
Ty pierdolony śmieciu — wysyczał, próbując zapanować nad mroczkami przed oczami. I nawet mu sie to udało, bo przed kolejnym jego uderzeniem już zrobił odpowiedni unik. Zszedł do parkietu i naskoczył na Noriegę, przypierdalając mu prosto w żebra i ciągnąć go na podłogę. Broń poleciała gdzieś po łożko. — Zapierdole cię — to już nawet nie było ostrzeżenie, a informacja. Bo teraz już nic nie powstrzymywało go przed tym, by go zabić. Tu i teraz. Chciał mu dać szansę. Możliwość wycofania się, opuszczenia motelu, ale nie, ten skurwysyn nie potrafił odpuszczać i teraz za to zapłaci.
Nie myśląc za wiele podniósł rękę i w pełni świadomie wcisnął palce do miejsca postrzału, z którego się wykrwawiał. Bolało? Miał kurwa nadzieje, że kurewsko. I kiedy Madox mimowolnie zaczął zwijać się z bólu, Dalton przeniósł dłonie na jego na jego szyje, wbijając mocno palce w jego skórę, odcinając mu dopływ powietrza.
Giń, śmieciu — wydyszał, wkładając w uścisk całą swoją siłę, chociaż to i tak nie wystarczyło, bo wtedy Madox kopnął go w krocze z kolana. Dalton w sekundę rozluźnił uścisk w naturalnej reakcji ciała i Madox wcale nie czekał. Rzucił się na niego z pięściami.
I wtedy wybrzmiał trzeci strzał.
Tylko kurwa czyj?


Komisarz Eliot jadł już swoją czwartą kanapkę z tuńczykiem tego wieczoru, kiedy na komendę wpłynęło kolejne zgłoszenie z prośbą o wysłanie policji do Motelu na Parkdale. Kolejna kobieta, która nie potrafiła do końca wyjaśnić co jest problemem i w jakim celu trzeba wysłać służby. W dupach się ludziom poprzewracało, pomyślał sobie, ale też zaraz potem poinformował ją, że już dawno ktoś pojechał to sprawdzić.
Bo chociaż drugim zgłoszeniem była Maddie, wykonująca jedynie polecenie Noriegi, tak piętnaście minut wcześniej Tracy już złożyła pierwsze zawiadomienie. Nie potrzebowała widzieć tego, co działo się w pokoju, a jedynie wystarczył jej moment, w którym ten wariat w blond włosach rozwalił gaśnicą okno. To był dla niej wystarczający powód, by zawiadomić policję.
I chwała jej za to, bo z momentem, w którym radiowóz zatrzymał się spokojnie na parkingu, wybrzmiał już drugi tego wieczoru strzał. Ten w sufit. To on zmotywował dwójkę mężczyzn, by przyspieszyć kroku i czym prędzej udać się na drugie piętro do pokoju numer trzynaście. A raczej temu, co działo się pomiędzy dwunastką a czternastką, bo przecież drzwi do trzynastki już dawno były wyjebane z zawiasów.
I to właśnie oni wydali trzeci strzał.
Zaraz po tym, jak zobaczyli tą całą mrożącą krew w żyłach scenerię.
Policja! Ręce w górę — ryknął jeden z nich, celując bronią, jednak to polecenie nijak nie zadziałało na blondyna, który wciąż okładał drugiego pięściami. Miał już tak zmasakrowaną twarz, że policjant nawet z początku nie poznał w nim twarzy Daltona. Dopiero kiedy oboje odciągneli ich od siebie i przygwoździli do podłogi, zakładająć kajdany, chaos na moment ustał.
Tylko zaraz okazało się, że ledwo przytomna kobieta na łóżku to Stewart.
On ją tu sprowadził — ryknął Dalton, plując na ziemię krwią. — Trzeba go kurwa jak najszybciej stąd wyprowadzić — zarzekał się, sapiąc i ledwo łapiąc oddech, podczas gdy jeden z policjantów już wzywał wsparcie oraz dwie karetki. Jedną dla Pilar, a drugą dla postrzelonego w ramie psychola, który rzucił się na Daltona.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze wymierzył, szczęka Daltona zagrała, kiedy dostał prosto w nią, tymi pierścionkami, Madox poczuł jak wbijają mu się w palce, do krwi. Krwi, która już po chwili była wszędzie, na ich rękach, na twarzy Nicka Daltona, gdy poleciała z jego rozciętej wargi. Mieszała się na ich dłoniach, kiedy się szarpali. Noriega dostał w żebra, skrzywił się, ale udało mu się wyszarpnąć broń Daltonowi, to było najważniejsze, żeby ten psychol nie wymachiwał mu już tutaj pistoletem.
- Dawaj Dalton - rzucił tylko, bo to już rzeczywiście nie była gra. Już nie trzeba było używać pięknych słówek, teraz mogli sobie dać po mordach i cały czas to robili. Okładali się trochę na oślep, bo nie było już wiadomo, który z nich krwawi... Chociaż Madox poczuł to zaraz bardzo dosadnie, to krwawiące miejsce po kuli na swoim ramieniu, kiedy Dalton wcisnął w nie swoje paluchy. Syknął i próbował go odepchnąć, ale Dalton mocno zaciskał palce na jego gardle. Tracił powietrze, ale nie stracił... głowy. Zamachnął i wymierzył mu cios z główki, prosto w nos, Nick zalał się krwią. Jeszcze więcej czerwieni, która spływała po ich rękach. Musiało zaboleć, zabolało kurwa. A na dokładkę kolejny cios, kopniak w jaja. Bo mu się należało, kurewsko mu się należało. Zamienili się miejscami i teraz do Dalton leżał, a Madox zdążył go jeszcze kilka razy uderzyć, w policzek, w łuk brwiowy, zrobił by to znowu i znowu...
Chociaż krew Daltona była wszędzie. A może to jego krew?
Ich obu.
Kiedy wybrzmiał ten trzeci strzał, kiedy ktoś krzyknął policja, ręce w górę, Madox nie wykonał polecenia, jeszcze raz uderzył Daltona, on też gotowy był go zabić, zapierdolić. Śmiecia.
Tylko chyba nie tym razem, bo już go z niego ściągali, a później wylądował na podłodze, policzkiem na tej zapyziałej wykładzinie, która teraz już była cała w szkarłacie, którą pewnie będą musieli tutaj wymieniać. A miało być po cichu...
Ale może to lepiej, że nie było?
Że Tracy od razu wezwała policję. Bo oni by się tutaj pozabijali, któryś z nich by tutaj musiał zginąć.
Madox poczuł na nadgarstkach chłodny metal, szarpnął się, raz, kiedy Dalton powiedział, że to wszystko, to jest jego sprawka.
- Nie prawda, to Dalton, to on chciał... - zaczął, ale Quentin, który przyjechał do zgłoszenia wbił mu kolano prosto w plecy. Madox znał Quentina tylko z widzenia, nigdy nie mieli ze sobą przyjemności.
- Dalton całe szczęście, że tutaj byłeś - ale najwidoczniej znał Nicka. Chyba nawet się przyjaźnili, bo zaraz zaczął się rozczulać i pytać co z nim, co ze Stewart. A potem... potem wysłał do niej Daltona, żeby to sprawdził.
Na tej jego obleśnej, zakrwawionej gębie pojawił się szeroki uśmiech, a Noriega znowu się szarpnął.
- Nie, niech on jej nie dotyka! - krzyknął, ale tym razem Quentin szarpnął go za włosy i walnął jego głową o podłogę. Mocno. Na moment go zamroczyło, ale znowu próbował się wyrwać. Może nawet znowu by dostał...
Tylko wtedy do pomieszczenia wpadł drugi policjant. Policjantka właściwie, zgłoszenie złożyła kobieta, że kobiecie dzieje się krzywda, więc wysłali kobietę.
- Santa Madre, Pilar... - krzyknęła Martinez zasłaniając usta dłońmi, zaraz ruszyła do łóżka. Może sam widok jej tak nie zszokował, co to, że to była jej koleżanka z pracy. Madox poznał ten głos. Znał Martinez, często bywała w Emptiness i to nie w celach związanych z robotą. Jak każda latynoska lubiła muzykę latino, no i Noriega miał okazję nawet zaczepić ją na parkiecie. Można powiedzieć, że się przyjaźnili.
Zerknęła przelotnie w kierunku Noriegi, kiedy Quentin dźwigał go ziemi, kiedy prowadził do wyjścia. Madox też się odwrócił, złapał jej ciemne spojrzenie.
- Martinez to on, nie pozwól mu jej dotknąć. To on... Zadzwoń do Becka, do Toby'ego, oni widzieli jak... - nie skończył, bo Quentin znowu go szarpnął, wykręcając mu prawie rękę, Madox czuł, że mało brakowało, a wyskoczył by mu bark. Quentin zrobił to specjalnie, bo przecież nikt tego nie zauważy. Wyciągnął go na zewnątrz, jednak jeszcze zdołał się obejrzeć przez ramię. Na szczęście to Martinez wylądowała przy Pilar, chociaż Dalton stał nad nią i rozmasowywał nadgarstki, których nie zdobiły już metalowe bransolety...

Madox za to zakuty był cały czas, Quentin cały czas powtarzał, że jest niebezpieczny, nawet udało mu się go jeszcze trochę poobijać, kiedy już opatrzyli mu ramię, kiedy pakował go do radiowozu. Kula przeszła na wylot, właściwie w takim miejscu, że nic nie zagrażało życiu. Może rana nadawała się do szycia, ale kto by się tym przejmował, kiedy trzeba była przesłuchać psychola?
Nikt się nie przejmował, chociaż ta blond lekarka, która przyjechała w karetce jeszcze walczyła, jeszcze tłumaczyła jakie mogą być skutki takiego postrzału, że z nim trzeba jechać do szpitala.
Jej też nikt nie słuchał, a kiedy do tego powiedzieli jej, że on zaatakował policjanta, że porwał i chciał zgwałcić policjantkę, to i ona dała sobie spokój.
Zwyrodnialec.
Szybko przypięli mu tę łatkę, nikt nie chciał słuchać tłumaczeń. Zresztą Madox wcale się już nie tłumaczył, komu Quentinowi? Jakiemuś kumplowi Daltona.
W radio policyjnym usłyszał tylko, że Pilar pojechała do szpitala, że jest z nią Martinez, to mu wystarczyło.
Teraz to już zostało mu tylko wezwać swojego adwokata. Bo co miał zrobić?
Kiedy on nawet nie umiał powiedzieć co tam robił. Nic nie umiał powiedzieć i tylko z uporem wariata, psychola jakiegoś, pytał co ze Stewart. Nawet kiedy posadzili go znowu na tym niewygodnym krześle w sali przesłuchań. A przecież on zawsze był tutaj taki wygadany.
Dzisiaj nie był wcale.

Pilar Stewart
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”