Dlatego kiedy biegli ramię w ramię, ona jedną reką ściskając jego nadgarstek, a w drugiej wciąż trzymając tacę z kawą — uśmiechała się. Ba nawet zaśmiała się pod nosem, chociaż chodnik był tak śliski, że o mały włos oboje nie wywinęli orła. Wtedy mogło być już nie za ciekawie. Całe szczęście blondyn w ostatniej chwili szarpnął ją w ciemniejszą uliczkę i Maya zamiast wylądować na ziemi, skończyła z plecami przyciśniętymi do ściany. A on do niej.
Serce waliło jej mocno. Cholernie mocno. Jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi i przebiec kolejne czterysta metrów. Jego też biło. Widziała to w sposobie, w jaki klatka piersiowa schowana za fikuśnym płaszczykiem podnosiła się i opadała energicznie, nie wspominając nawet o oddechu, który osadzał się prosto na jej policzku.
Obserwowała go uważnie, kiedy przystawił palec do ust, uciszając ją, chociaż przecież nawet nic nie powiedziała. Może to był moment, w którym stwierdziła, że jego niebieskie oczy były całkiem ładne? Możliwe. Już z daleka wyglądały dobrze, ale to z bliska zdecydowanie zyskiwały na wrażeniu. Chociaż jego poważna mina sprawiła, że Parker w końcu nie wytrzymała i buchnęła głośnym śmiechem. Całe szczęście już po tym jak facet z miotłą ich minął.
— Jak to co odpierdalam? — spojrzała na niego, wciąż rozbawiona. — Kawy ci nie wylałam — wzruszyła ramionami, jakby naprawdę nic sobie nie robiła z tego, co się właśnie odjebało. Chociaż kiedy blondyn wdepnął w coś robiąc krok w tył, musiała zacisnąć usta w wąską linię, by znowu nie buchnąć śmiechem.
— No i po lakierku — oznajmiła, przyglądając się, jak podskakuje na jednej nodze i próbuje to z siebie strzepać. — Ralphowi pewnie będzie smutno — pierwsze jakaś nędzna, lokata baba go podeptała swoim obskurnym glanem, a teraz jeszcze ochrzciła go kupa jakiegoś zwierzaka. To chyba nie był dobry dzień dla jego butów. I samego właściciela chyba też nie, bo zaraz posłał jej groźne spojrzenie.
— No co? — wyciągnęła swoją kawę z podkładki i upiła kilka łyków. Była zajebista. — Powinieneś mi podziękować — wycelowała w niego kubkiem. — Za to że dzięki mnie twój dzień jest chociaż trochę mniej nudny — proszę bardzo, jaka dobra dusza z tej Mayi. Nie dość, że zmusiła faceta do kradzieży kawy, pewnie pierwszej w jego życiu, to jeszcze przywłaszczyła sobie podziękowania za to, że przyprawiła go prawie o zawał serca. Same plusy z tej krótkiej, lecz intensywnej znajomości.
Galen L. Wyatt