Wiedziała, że jeśli na kogoś miała liczyć w tym swoim
Zwariowanym Świecie Wedny, to właśnie na Williama. Miała przyjaciół, którzy świetnie się odnajdywali w jej rzeczywistości, ale on? On poruszał się w nim z taką gracją, że no naprawdę…
Chapeau bas! Aaa przy tym potrafił wyczuć moment, kiedy zamiast kolejnej
złotej rady powinien dać jej po prostu poczucie, że nie jest w tym bagnie sama. I właśnie to zrobił w chwili, kiedy ją przytulił i cmoknął w skroń. —
Dzięki Will — mruknęła przymykając oczy i pozwalając, by ten pocieszający gest zadziałał jak plaster na ranę. Wiedziała, że William nie będzie nawijał jej makaronu na uszy dlatego, gdy powiedział jej o
złotej dziewczynie to naprawde chciała mu uwierzyć. —
Czuję się trochę bardziej jak pozłacana, a nie złota ale dobrze wiedzieć, że ty nie widzisz we mnie tylko chodzącej katastrofy — wyznała uśmiechając się przy tym tak wdzięcznie jak tylko potrafiła, choć mieszało się to z grymasem z powodu smaku piwa, które do najlepszych nie należało. Następnym razem jak gdzieś wyjdą wzniosą toast czymś zdecydowanie lepszym. Może winem z Mediolanu, heh. Po tej wycieczce będzie go potrzebowała w dużej ilości.
Cieszyła się, że mogła w końcu komuś o tym powiedzieć, nawet jeśli wcale nie roztaczała się przed nią wspaniała wizja rozwiązanych bolączek, a wręcz przeciwnie, chyba miała jeszcze większy bałagan w myślach. Jednak teraz nie chciała już dłużej o tym myśleć i analizować tego jak słabo ulokowała swoje uczucia. Musiała odwrócić uwagę, potrzebowała jakiegoś… może niekoniecznie Chada, ale innego Tytusa, Romka albo Atomka!
Spojrzała więc na swój telefon w rękach Williama i powoli czuła jak przygnębienie zaczyna być wypierane przez arenalinkę związaną z tinderem. —
W sumie lubię w przebieranki — odparła beztrosko wzruszając bezradnie ramionami —
buldogi też lubię, a co mi tam! Dawaj tego pająka w prawo — zarządziła radośnie i spoglądała dalej na telefon, ale gdy zobaczyła profil Williama to na moment otwarła szeroko usta, by po chwili wybuchnąć śmiechem. —
William! Ty chory człowieku — skwitowała radośnie nie mogąc powstrzymać lekkiego smiechu —
Ruchasz się czy trzeba z tobą pisać? Serio?! I to jeszcze z tym skrętem w ręku i miną jakbyś właśnie wygrał życie? Jezu, kocham to! — przytaknęła przyciągając jego rękę z jej telefonem bliżej swojego nosa, bo chciała bliżej przyjrzeć się temu zdjęciu w okularach. Wyglądał na nim tak niepoważnie… jak ona! Aż cieplutko się jej na sercu zrobiło, że ma takiego kompana u boku. Nic dziwnego, ze od razu prztyaknęła na jego słowa. —
Oczywiście, że byśmy do siebie pasowali! — szturchnęła go lekko łokciem i machnęła energicznie ręką przed nimi jakby chciała roztoczyć wspaniałą wizję innego świata. —
Bylibyśmy najbardziej absurdalną parą w Toronto! Ja ws wojej peruce, ty ze swoim skrętem i w tych radosnych okularach, a ludzie z czystego podziwu do naszego chaosu przechodziłby na drugą stronę ulicy, ale nie czarujmy się, ten świat by tego nie dźwignął… Jesteśmy zbyt dziwacznie fan-ta-sty-czni! W innym uniwersum pewnie rozwalamy system i tam pewnie nie podbiłam ci oka przy grze w butelkę — oznajmiła przechylając głowę nad jego ramieniem jak taki pocieszny kundelek co zagląda na swojego właściciela i uśmiechnęła się wesoło.
—
Dawaj kolejnego — poleciła i od razu jej oczom ukazało się ciało greckiego boga, a oczy zaświeciły się jej jak pięciozłotówki. —
City break? Chętnie, niech mnie zabierze g d z i e k o l w i e k, a to że nie pije? — wzruszyła bezradnie ramionami —
Po nocy ze mną zacznie… — obietnica czy groźba?
I guess we’ll never know, a raczej Will nigdy się nie dowie. —
W prawo, raz się żyje — i wtedy wyskoczył kolejny. Barnaba, lat 30. Na jednym zdjęciu stał w samych lnianych gatkach z rękami skierowanymi do słońca, które notabene chowało się za chmurami ale najwyraźniej to nie miało znaczenia. Na kolejnym medytował na głowie na tle jakiegoś wodospadu, a ona od razu pomyślała, ze na niego najwyraźniej spadły wszystkie łaski równowagi, które jej odebrano. Chyba, ze ta równowaga ukryta jest we wzwodzie, który tez rzucał się w oczy na tym zdjęciu. To by wyjaśniało czemu ma z tym problem... ale najbardziej to ją chyba opis zmartwił.
Żywię się światłem i pozytywną wibracją. Szukam bogini, która pomoże mi otworzyć trzecie oko i nie boi się spać w lesie pod gołym niebem. Jeśli używasz dezodorantu z aluminium – nie pisz. 


—
Will... co to jest to aluminium w dezodorantach? — zapytała bo serio nie bardzo wiedziała o co chodzi. —
Poza tym czy typ ogarnia, że tu grasują niedźwiedzie? No ja bym w lesie nie spała chyba jednak… a o to trzecie oko to ja się boje zapytać. Ty też masz trzecie oko? To coś sprośnego w waszym męskim slangu? — dopytała jakby nie była pewna czy na wychowaniu do życia w rodzinie coś przespała, czy co.
Co z twoim trzecim okiem, Will?